Gościniec Lizawka Poznań ul. Bałtycka 79

Gościniec Lizawka  Poznań to miejsce, gdzie chciałem się wybrać od jakiegoś czasu. Jego położenie w lesie, w towarzystwie bractwa myśliwskiego obiecywało menu z dziczyzny. Ostatecznie wybrałem się tam słysząc, że Magda Gessler przeprowadziła tam kuchenne rewolucje. Po raz pierwszy byłem w restauracji przed zobaczeniem programu, nie wiedziałem zatem na co się nastawiać. Karta ma nową „porewolucyjną” sekcję, z której zamawiałem dania, natomiast – wyjątkowo – na ścianie nie było „pogesslerowego” lustra. Zapraszam do lektury mojej opinii.

Przy okazji tej recenzji zdałem sobie sprawę, że na odbiór lokalu duży wpływ ma z jakimi oczekiwaniami do niego przychodzimy. Ja (nie widząc wcześniej odcinka) chyba stworzyłem sobie w głowie obraz, że będzie to jakaś myśliwska ekstrawagancja w smaku i w wyglądzie. Podczas mojego pobytu przemyślałem trochę sprawę – jest to gościniec, czyli coś w rodzaju zajazdów, jakie spotykamy przy drogach i na ten styl powinniśmy się przygotować.

Wygląd i obsługa

Miejsce jest urocze – las, zieleń, śpiewające ptaki (pomimo, ze to Poznań). Gościniec jest w stylu lat 70-tych (i wtedy zbudowany) i trąci trochę „myszką”, widać też niedoinwestowanie jeśli chodzi o utrzymanie budynku, ale bez przesady – wewnątrz jest czysto, brak obcych zapachów itp.

Estetyka wnętrza jest znośna, chociaż jedyny element ozdobny – stare, czarno-białe zdjęcia goscińca na tle jasnych ścian był dla mnie nudny. Lokal ma 2 sale, odrobinę różniące się wystrojem, standardowe krzesła – jak w sali konferencyjnej w hotelu. Muszę podkreślić (i nie jestem jedyną osobą mającą takie zdanie) – są naprawde wygodne, stabilne, dają dobre oparcie.

Gościniec Lizawka Poznań - wnętrze

Gościniec Lizawka Poznań – wnętrze

Obsługa składała się z 2 młodych kelnerek i pana – zdaje się, że właściciela. Kelnerka była miła, chociaż bardzo zestresowana, jakbym co najmniej był panią Gessler. Na pierwsze danie czekałem ok 15-17 minut, w lokalu było w sumie 5 gości. Trochę byłem zdzwiony, ale tajemnica się wyjaśniła – ja myślałem, że dostanę zimną przystawkę (którą można szybko podać), a tymczasem jako pierwszą dostałem zupę. W zestawie nie ma czekadełek, a mam przeczucie, że jesli jest więcej gości to by się przydało…

Z takich drobnostek, które miałem na myśli mówiąc wcześniej o stylu lokalu – w jednej sali na stolikach były sól i pieprz, na drugiej – zupełnie ich brak. Drugim takim elementem były sztućce, których zestaw jest jak na zdjęciu powyżej. W moim przypadku – miałem 2 dania jedzone widelcem i nożem – po prostu mi ich zabrakło, musiałem pożyczyć z innego miejsca, nie tylko ja miałem taki problem.

Zupa – rosół z ogonów cielęcych z pieczonym porem i kluskami kładzionymi

Gościniec Lizawka Poznań - rosół z ogonów cielęcych

Gościniec Lizawka Poznań – rosół z ogonów cielęcych

Z tym daniem miałem nieco problemu, ponieważ to nie jest taki rodzaj rosołu, jaki lubię. Niemniej jednak uważam, że zupa była zrobiona prawidłowo, miała zapach mięsa, była delikatna w smaku – nie była zepsuta nadmierną ilością soli i przypraw. Kluski kładzione były bardzo miękkie, ale nie rozpadające się – bardzo dobre. Tytułowych porów nie było – możecie porównać oryginalne zdjęcie na profilu FB restauracji. Mi brakowało też trochę natki pietruszki, co prawda chyba była w tych kluskach (w każdym razie coś zielonego), ale w smaku nie mogłem jej wyczuć. Miseczka rosołu – 12 PLN

Przystawka – wędzony jesiotr z sosem tatarskim

Gościniec Lizawka Poznań - wędzony jesiotr z sosem tatarskim

Gościniec Lizawka Poznań – wędzony jesiotr z sosem tatarskim

Przystawka składała się z jednego plasterka jesiotra, sosu tatarskiego, kilku warzyw. Sam jesiotr mi bardzo smakował – był swieży, miał piękny zapach – widać, że dobrze dobrano rodzaj drewna do wędzenia, nie był za słony. To tłusta ryba i dobrze sprawdza się w wersji wędzonej. Na pochwałę zasługuje też sos tatarski – nie za kwaśny, ale nie mdły – nie zagłuszał smaku ryby, bardzo smaczne – słodkie – były też pomidorki. W menu to danie opisane jest jako „z sałatką cytrynową” – nie mogę tego potwierdzić – cytryna została gdzieś w kącie kuchni…

Teraz mała łyżeczka dziegciu do tej beczki miodu – sałata lodowa była nieco stara – być może została podzielona i leżała – widać to po czerwonych krawędziach, nie miało to wpływu na smak i chrupkość (ponieważ to były białe jej części). Druga sprawa – do której bardzo rzadko sie przyczepiam – to kwestia porcji. Co prawda na menu jest napisane uczciwie, że jest to 30g – ale w praktyce to 1 plasterek o długości ok 3-4 cm. Ta przystawka kosztuje 14 PLN, co daje cenę kilograma ryby prawie 470 PLN (reszta dodatków pomijalna). Oczywiście nie sprzedaje się po cenie surowca, ale jeśli zobaczyć jaka jest cena surowca w handlu (i weźmiecie poprawkę, że to lokalna wędzarnia, odchodzi szkielet ryby itd.) to przyznaję, że marża jest nieco zbójecka. Dwa plasterki by robiły dużo lepsze wrażenie. Takiej wielkości porcje to jadłem na kolacji degustacyjnej, gdzie było 7-9 dań.

Kotlet z dzika z pyrą z gzikiem i sosem pomidorowym

Gościniec Lizawka Poznań - Kotlet z dziki z pyrą z gzikiem i sosem pomidorowym

Gościniec Lizawka Poznań – Kotlet z dzika z pyrą z gzikiem i sosem pomidorowym

Kotlet z dzika, słusznej wielkości, panierowany z dodatkiem orzechów włoskich, do tego pyra z gzikiem, kawałek marchewki i troszkę sosu pomidorowego. Do tego obowiązkowy zestaw dekoracyjny 🙂

Pyra z gzikiem (czyli ziemniak z twarożkiem) to regionalny, wielkopolski akcent. Ziemniak był smaczny – pieczony, a nie gotowany, gzik też całkiem smaczny, chociaż przepisów na ten specjał jest wiele i może niektórzy będą kręcić nosem, że czegoś w nim zabrakło.

Dwa kawałki marchewki – które widać z tyłu – były naprawdę smaczne – nie rozgotowane, lekko al dente. Z samym kotletem mam trochę problem – dla mnie to był najsłabszy element mojego obiadu. Kotlet jest dość mocno rozbity, może nie suchy, ale też nie soczysty. Chyba był smażony na smalcu, zapach był w miarę neutralny. Ciekawym dodatkiem były orzechy włoskie – w dużych kawałkach – coś na ząb, niestety trafił się też kawałek łupinki z orzecha – też na ząb. Całość – była hmm… nijaka – to nie znaczy niesmaczna, ale mało wyraźnie przyprawiona, właściwie trudno by było zgadnąć mi jakie to mięso – nie smakowało – jak to czasem dobra wieprzowina – takim… mięsem.

Muszę wspomnieć o sosie pomidorowym – był bardzo smaczny – skoncentrowane pomidory i zioła (mam wrażenie, że pożyczony od kolegów z pizzerni, która ponoć miesci się w tym kompleksie). Niemniej jednak nie pasował do całości. Jeśli to miał być kotlet w tym włoskim sosie (co dla mnie nie miałoby sensu, bo smak sosu by zdominował mięso) to powinno go być dużo, a nie łyżeczka do herbaty. Całe danie – 39 PLN

Kilka słów podsumowania…

Ładnie położona restauracja z dużym parkingiem, wyposażona w plac zabaw dla dzieci i kącik do zabawy na sali – jak kończyłem jeść to pojawiło sie dużo rodzin z dziećmi. Estetycznie i stylistycznie to raczej zajazd, a nie ekskluzywny lokal. Widać też, że chyba załoga serwująca jest młoda, ale naprawdę się starają.

Restauracja zachęca na swojej karcie menu, aby zostawić im swoja opinię na ich profilu na Facebooku. Odwiedziłem ten profil i muszę przyznać, że to odważna decyzja właścicieli. Są dwa rodzaje opinii – bardzo zadowolone i bardzo niezadowolone (i to niestety dość konkretne, z uzasadnieniem) – dlatego też postanowiłem sam to sprawdzić. Smakowo mam mieszane wrażenia, ale kilka elementów było naprawdę dobrych, więc to daje nadzieję, że ten dobry smak się odnajdzie w innych potrawach. Może tam wpadnę na jakies danie „pozagesslerowe”.

Restauracja Cucina menu degustacyjne wiosna-lato 2017

Restauracja Cucina menu degustacyjne właśnie ogłosiła na sezon wiosna-lato 2017. Menu to jest lżejsze i zawiera więcej warzyw, a także owocowych, orzeźwiających smaków. Oprócz smaków i doskonałych surowców liczy się zbalansowanie przypraw, a także wygląd, przestrzenność na talerzu, która powoduje, że dania są jak namalowane obrazy. Wszystko to pod nadzorem szefa – Ernesta Jagodzińskiego – będziecie mogli zobaczyć i spróbować w restauracji Cucina w Poznaniu przy ul. Wyspiańskiego 26a.

Restauracja Cucina menu degustacyjne

Restauracja Cucina menu degustacyjne – z autografem Szefa !

Restauracja Cucina menu degustacyjne - narzędzia pracy gotowe !

Restauracja Cucina menu degustacyjne – narzędzia pracy gotowe !

Przystawka – foie gras, półgęsek wędzony, agrest, babka bananowa

Restauracja Cucina Menu degustacyjne-przystawka

Restauracja Cucina Menu degustacyjne-przystawka

Finezyjna kombinacja na pobudzenie apetytu. Plasterek foie gras o łagodnym smaku, cieniutki, wędzony półgęsek o wspaniale dobranej słoności i do tego kontrast z kwaśnego agrestu. Agrest w postaci świeżych owoców i sorbetu agrestowego położonego na chrupiącym „piasku”. Harmonia smaków słodkich, goryczkowych, kwaśnych słonych i wędzonych.

Piękna, przestrzenna kompozycja, której uroku dodaje wytrawna babka bananowa wyglądająca jak morska gąbka i biała pianka.

Zupa – krem z młodej pietruchy, mleko kokosowe, piklowana gruszka

Restauracja Cucina menu degustacyjne-krem z pietruszki

Restauracja Cucina menu degustacyjne-krem z pietruszki

To był hit wieczoru. Szef wpadł na ten pomysł na warsztatach kulinarnych z dziećmi, gdzie postanowili zrobić coś innego niż krem z marchewki. Przepyszna zupa o lekko kwaskowym smaku, z podkładem kokosu, idealnie gładka, aksamitna, bardzo aromatyczna. W środku kawałki piklowanej gruszki, listek szczawiku również stanowił piękny i smaczny, kwaśny akcent. Podana w czarnej misce z czerwonym wnętrzem zachęcała do jedzenia. Zaskakująco sycąca.

Jeśli znajdziecie ją w menu Cuciny – absolutna jazda obowiązkowa !

Danie główne – kulbin, kasza pęczak, brukselka, pikle, czarne puree

Restauracja Cucina menu degustacyjne - kulbin, pęczak, pikle

Restauracja Cucina menu degustacyjne – kulbin, pęczak, pikle

Ja też nie wiedziałem co to jest kulbin 🙂 . Okazał się rybą (naprawdę dużą – dorasta do 2,3 m i 100 kg wagi) i na dodatek świetnie przyrządzoną. Miał swój rybny smak i wspaniałą, chrupką skórkę, nie był za tłusty. Ernest przy okazji opowiadał nam jak jego kucharze eksperymentują z technikami smażenia ryb, często wbrew wszelkim zasadom osiągając ciekawe efekty.

Płatowi ryby towarzyszyło czarne puree z bakłażana (raczej efekt kolorystyczny niż smakowy), kremowa kasza pęczak, duszona brukselka i piklowana, młoda marchewka i łodygi kopru włoskiego. Zwłaszcza ten drugi dodatek wybuchał wspaniałym bukietem anyżkowego smaku. Całość dekorował daszek ze szpinakowego chipsu.

Przed następnym daniem podano sorbet morelowo rozmarynowy z piankowym chipsem z mango i maliną. Niestety złośliwie mój aparat nie potrafił złapać ostrości na tym daniu, zdjęcia możecie zobaczyć na profilu Facebookowym Ernesta  – to deser z malinką 🙂 . Wspaniały przerywnik – słodko-kwaśny, pełen aromatu, aksamitna gładkość sorbetu (z wyraźną nutą żywicy z rozmarynu) skontrastowana z szorstkim, gąbczastym wafelkiem – chipsem.

Danie główne – biodrówka jagnięca, ziemniak croquette, pikle

Restauracja Cucina menu degustacyjne - biodrówka jagnięca, ziemniak croquette

Restauracja Cucina menu degustacyjne – biodrówka jagnięca, ziemniak croquette

Biodrówka miała idealną konsystencję – miękka, rozpływająca się w ustach, idealnie wypieczona, do tego demi-glace, pikle i wybitny ziemniak w postaci pierzastej kulki z płynną zawartością. Kunszt nie tylko w doborze smaku, ale technice przyrządzania na poziomie najlepszych restauracji.

Deser – półsfera z białej czekolady, ganache, marmolada z pomarańczy, sorbet mandarynkowy, mango, szpinak

Restauracja Cucina menu degustacyjne - deser

Restauracja Cucina menu degustacyjne – deser

Nawet jeśli jesteście najedzeni – to nie ma mocnych, żeby tak pięknego dania nie spróbować 🙂 . Piękna w formie skorupka z białej czekolady naładowana marmoladą pomarańczową i kwaskowym sorbetem, z czekoladowym ganache jako wykończeniem. Pyszne krople puree z mango, a wizualnie udekorowane szpinakową „gąbką” – to jest dzieło sztuki z kuchni Ernesta Jagodzińskiego.

Do opisu dań należałoby dodać opis win – od Prosecco na aperitif, przez odświeżające Gewürztraminer, Riesling, lekkie Montepulziano, aż po głęboki, wyraźny i słodki Moscatel na deser. Świetnie dobrane do poszczególnych dań, podkreślające smak, ale nie zagłuszające.

Mam nadzieję, że niektóre z dań wejdą do regularnej karty – w każdym razie warto spędzić przyjemny i pełen wrażeń kulinarnych wieczór z nowym menu w Cucinie. Charakter tej restauracji – jednocześnie ekskluzywny, ale nie onieśmielający – powoduje, że dobrze się tam czuję.

Do zobaczenia w Cucinie !

Do zobaczenia w Cucinie !

Do zobaczenia w Cucinie !

Restauracja Arken – Bådehavnen 21, Køge, Dania

Restauracja Arken („Arka”) znajduje się w Danii, w miejscowości Køge – około 80 km na południe od Kopenhagi. Jest położona wewnątrz mariny, nad samym brzegiem morza. Specjalizuje się w daniach z ryb i owoców morza, chociaż można też zjeść coś z innej półki. Z zewnątrz nie wygląda imponująco – dość podobnie do portowych baraków, jest natomiast czysto i schludnie. Jej jakość nie bierze się z pięknych wnętrz, ale dobrej kuchni. Nie epatuje przy tym podawaniem chrobotka reniferowego i jadalnej ziemi tylko dobrymi składnikami.

Wystrój i obsługa

Wnętrze jest ozdobione elementami nawiązującymi do morza i żeglarstwa. Nie ma tam długich, białych obrusów i pięknych krzeseł. Proste stoliki, drewno, ale czysto i nie jest tandetnie. Nie ma mowy o zakurzonych gadżetach zdobniczych. W środku jest piętro, na które wchodzi się po drewnianych schodach, a w sezonie także stoliki pod namiotem na dworze w otoczeniu zieleni i wielkiej ściany będącej stojakiem na butelki wina.

Obsługa jest sprawna, nasz kelner – młody chłopak -był dobrze poinformowany, odpowiednio czujny i jednoczśnie absolutnie nie zestresowany.

 

Restauracja Arken, Køge

Restauracja Arken, Køge

Zupa rybna z owocami morza i szafranem

Zupa ta występowała w dwóch wersjach – małej i dużej. To, co widać na zdjęciu to wersja mała – miska miała z 15 cm średnicy… ciekaw jestem jaka jest duża.

Już na pierwszy rzut oka widać, że jest to danie pierwszej klasy. Zupa była kremowa, ale o absolutnie gładkiej, aksamitnej konsystencji, na pewno była przecierana. Delikatny smak, wcale nie dominujący rybą, bulionowo-śmietanowy.

To, co znajdowało się w zupie zasługuje na osobne peany – nie było to kilka przypadkowych kawałków z mrożonki „owoce morza”, ale świeże składniki i bardzo różnorodne. Ryba występowała w postaci kawałków białego mięsa o zwartej strukturze, do tego duże krewetki, rak, szczypce kraba. Osobną kategorię stanowiły małże – omułki, mniejsze i bardziej okrągłe, których nazwy nie znam oraz okładniczki, których skorupy dobrze znałem, ale nigdy nie miałem okazji spróbować. Trzeba się trochę przełamać, bo przypominają długiego, grubego robaka… Spodziewałem się, że mogą być gumowe, ale nic z tego.. mięciutkie i pyszne. Wszystkie składniki, bez wyjątku, były wyśmienite.

Do dania podany był odpowiedni zestaw narzędzi – widelczyk do wyciągania mięsa i narzędzie do kruszenia kraba. Absolutnie rzecz, którą trzeba tam spróbować.

Restauracja Arken, Køge- zupa rybna z szafranem

Restauracja Arken, Køge- zupa rybna z szafranem

Talerz dnia

W porze lunchu (frokost) w Danii podaje się często zestaw przekąsek – na ciepło i na zimno z pieczywem. Głównym posiłkiem jest kolacja, lunch jest lżejszy i często też jest w postaci kanapek.

Zawartość takiego menu się często zmienia – w zależności od fantazji kucharza  i dostępnych sezonowych produktów.

Tutaj się trafiły wędliny (chorizo, salami), pesto bazyliowe, sałatka z łososia, pulled pork zawinięte w ciasto filo, jajko przepiórcze i pulpet (frikadelle) z ogórkami – zwróćcie uwagę na piękne, dekoracyjne plastry kalafiora, który wyglądał jak zrobiony z papieru.

Wszystkie składniki były smaczne, najlepsza sałatka łososiowa, wszystkie surowce bardzo dobrej jakości

Restauracja Arken, Køge - dagens frokostplatte

Restauracja Arken, Køge – dagens frokostplatte

Łosoś wędzony na ciepło z chrupiąca sałatą

Nazwa oddaje dobre proporcje – gruby kawałek łososia miał ok. 100g, może trochę wiecej. Łosoś jest przygotowywany we własnej wędzarni w restauracji. Ryba to piękny kawałek fileta w przeciwieństwie do skrawków gorszej jakości, które często upycha się do sałatek. Do tego mieszanka świeżych sałat i ziołowy dressing.

Restauracja Arken, Køge - sałatka z wędzonym łososiem

Restauracja Arken, Køge – sałatka z wędzonym łososiem

Stjerneskud (czyli spadająca gwiazda)

To 100% duńskiej klasyki. Jest to w zasadzie otwarta kanapka, której podstawowym składnikiem jest smażona flądra, krewetki i sos. Zawsze jest to duże danie – tu było podane na podsmażonej grzance (nie widać na zdjęciu, jest pod spodem), świeżutkie flądry, dobrze usmażone, nie za tłusto. Do tego już wspomniany wczesniej łosoś z restauracyjnej wędzarni i duża garść krewetek koktajlowych. Ja na te krewetki zawsze krzywo patrzę, bo zazwyczaj są gumowe i wodniste, ale… te były po prostu świeże (i na dodatek ręcznie obierane), pelne smaku i zapachu – cudo ! Całość uzupełniona większymi krewetkami, kawiorem, sałatą i marynowaną i świeżą cebulą. Dołączony sos to tysiąca wysp. Jak jeść klasyki – to w takim, luksusowym wydaniu !

Restauracja Arken, Køge - stjerneskud

Restauracja Arken, Køge – stjerneskud

Creme brulee z lodem i puf

Wzorcowy creme brulee, o idealnej, gładkiej (ale nie żelatynowej) konsystencji, z ziarenkami wanilii, chrupiąca skorupka…. mmm…. Lody są również wytwarzane na miejscu – ten był waniliowy, z dodatkiem czekolady o sosu z kwaskowych owoców leśnych.

A teraz…. puf ! Nie wiem jak to się po polsku nazywa (widać takie żółtawe grudki na talerzu, było też wewnątrz loda) – wynaleziono to w USA i jest to masa cukrowa, w którą pod ciśnieniem wtłacza się dwutlenek węgla. Po wzięciu do ust zaczyna się rozpuszczać i trzeszczeć, strzelać (robić „puf !”). Znajduje się to też w niektórych słodyczach dla dzieci. Bardzo efektowne, chociaż ja myślałem, że oszaleję – czułem wewnątrz czaszki jak mi strzela.

Miałem okazję spróbować również innych lodów i sorbetów, z których pomarańczowy (zawierający również skórkę) był wybitny !

Restauracja Arken, Køge - creme brulee z lodem i puf

Restauracja Arken, Køge – creme brulee z lodem i puf

 

Jedzeniu towarzyszą widoki z okna takie jak ten poniżej. Słońce było nisko i część wody miała złoty kolor, a część niebieski… Daleko w tle widać most do Szwecji

Restauracja Arken, Køge - widok z okna o zachodzie słońca

Restauracja Arken, Køge – widok z okna o zachodzie słońca

Przed wejściem jeszcze jeden piękny dodatek – część terenu jest wysypana muszlami ostryg, świadczących o powodzeniu tego dania w Arken… Bardzo dobrze pasują kolorem, kształtem, formą do całego otoczenia.

Restauracja Arken, Køge - "dywanik" ze skorup ostryg

Restauracja Arken, Køge – „dywanik” ze skorup ostryg

Jeśli będziecie w pobliżu to warto tam zajrzeć – to kwintesencja skandynawskiej gastronomii – prostota, miłość do dobrej jakości składników, wysoka technika kuchenna.

Jesienią była specjalna oferta  bufetu „jedz ile możesz” – dość droga, ale dla miłośników ryb i owców morza to coś w rodzaju raju, a może raczej Valhalli… Zobaczcie sami:

Restauracja Firlejka Poznań plac Kolegiacki 14/15 – menu jesienno-zimowe 2016

Restauracja Firlejka Poznań plac Kolegiacki 14/15 to miejsce, dokąd się wybierałem od jakiegoś czasu, nawet dostałem wcześniej zaproszenie, ale ciągle było mi nie po drodze. Teraz miałem okazję wziąć udział w kolacji degustacyjnej prezentującej nowe menu jesienno-zimowe. I mogę powiedzieć tyle – nie warto zwlekać 🙂 .

Właściciele restauracji to młoda para posiadająca pasję do gotowania i prowadzenia lokalu. Szef kuchni jest też młody, ale mający już fach w ręku. Wszystko to – wraz z odpowiednią lokalizacją w nastrojowej piwnicy przy placu Kolegiackim – daje podstawy do stworzenia ciekawego lokalu. Półka cenowa – średnia, można bez obawy się wybrać 🙂

Zaprezentowane menu nie opiera się na tradycyjnych daniach kuchni wielkopolskiej, ale stara się zachować charakterystyczne dla regionu smaki. Podczas kolacji degustacyjnej podano nam oczywiście mniejsze porcje, bo dań było 9…. Daniom towarzyszyły wina dobrane przez Łukasza Giżelskiego dobrze pasujące do charakteru poszczególnych potraw.

Zapraszam na relację.

Restauracja Firlejka Poznań - kolacja degustacyjna

Restauracja Firlejka Poznań – kolacja degustacyjna – szef kuchni Piotr Wiśniewski, właściciele – Anna i Grzegorz Gajek, Łukasz Giżelski – wina

Restauracja Firlejka Poznań

Restauracja Firlejka Poznań fot. Firlejka

Amuse bouche – Tatar z kaczki

Restauracja Firlejka Poznań - tatar z kaczki

Restauracja Firlejka Poznań – tatar z kaczki

Tatar z kaczki podany na łyżce, w pełni przyprawiony z ogórkiem kiszonym, żółtkiem przepiórczym, szalotką i marynowaną kurką. Tatar z kaczki nie jest często spotykaną potrawą w restauracjach, chyba go jadłem raz w życiu – miałem jakieś mdłe wspomnienia. Tu przeżyłem przyjemne zaskoczenie – świetnie, ostro przyprawiony nie ustępuje wołowemu, dobry na zaostrzenie apetytu, ładnie podany, „cieszy oko i gębę” 🙂

Przystawka zimna – carpaccio z marynowanej dyni

Restauracja Firlejka Poznań - carpaccio z dyni

Restauracja Firlejka Poznań – carpaccio z dyni

Dynia jest jedną z niewielu rzeczy, których nie lubię. Przeszkadza mi w niej ten słodko-mdły posmak. Zdarza mi sie trafić na potrawy, które na tyle od niego odbiegają, że mi smakują. Tak było w tym przypadku. Cieniutkie plasterki dyni są mocno octowe i dają świetny balans, do tego jest smaczny dressing winny i czarnuszka – to trzy główne składniki smaku. Ricotta jest małym wypełnieniem, a chips z jarmużu ładnie chrupie.

Przystawka ciepła – szyjki rakowe

Restauracja Firlejka Poznań - szyjki rakowe

Restauracja Firlejka Poznań – szyjki rakowe

To jest danie, z którego Firlejka jest znana. I słusznie. Biały sos śmietanowy jest intensywny, ma smak raków i lekko zaostrzony jest pomidorem koktajlowym (ale nie jest pomidorowy). Gdybym miał głosować na jedno danie z tego wieczoru to postawiłbym na tę pozycję. Podane z chlebem ziarnistym własnego wyrobu, podsmażonym na grzankę.

Zupa – krem z patisona

Restauracja Firlejka Poznań - krem z patisona

Restauracja Firlejka Poznań – krem z patisona

Ładnie podana – dekomponowana – z pomysłowym chrustem z łupin ziemniaka, którego ciekawą historię opowiedział Juliusz. Patison ma sam w sobie łagodny smak, ale ta zupa została odpowiednio doprawiona, z dodatkiem kwaśnej smietany i majeranku. To taki rodzaj zupy, którą można jeść bez końca i prosić o dolewkę. Chips niezbyt mi smakował, więc o dolewki prosiłbym bez tej ozdoby 😉

Ryba – polędwica z dorsza

Restauracja Firlejka Poznań - dorsz

Restauracja Firlejka Poznań – dorsz

Jak wiecie anatomicznie ryba nie ma polędwicy… ale taka moda nazewnicza… Pieczony kawałek dobrej jakości fileta dorszowego – z dużej sztuki. To chyba najdroższe danie w karcie, ale takie są ceny tego surowca. Ryba była upieczona, delikatnie doprawiona. Towarzyszył temu duszony szpinak dobrze się komponujący i pomidorek konfitowany (jak dla mnie bardziej dla koloru niż smaku). Całość była podlana zieloną salsą opartą na szczypiorku i grubo posiekanym czosnku – bardzo ostrą. W zasadzie cały delikatny smak ryby został przykryty. Ja bym wolał delikatniejszy sos, w stronę kwasku, ew. kopru, ale były przy stole osoby, którym odpowiadała ta ostrość.

Sorbet – cytrusowy z koperkiem

Restauracja Firlejka Poznań - sorbet cytrusowy z koperkiem

Restauracja Firlejka Poznań – sorbet cytrusowy z koperkiem

Ponieważ następnym daniem było mięso trzeba było przeczyścić kubki smakowe – otrzymaliśmy sorbet kwaskowy, ale z dodatkiem świeżego kopru. Takie skrzyżowanie zupy i deseru… 🙂 Mi to smakowało, zjadłem w całości, choć przy tym nieco się zamroziłem, porcja mogłaby być mniejsza.

Mięso – polędwiczka wieprzowa w glazurze rozmarynowej

Restauracja Firlejka Poznań - polędwiczka wieprzowa

Restauracja Firlejka Poznań – polędwiczka wieprzowa

Polędwiczka przygotowana metodą sous-vide, zrumieniona po bokach. Smakowała mi, ponieważ miała wyczuwalny, ale nie dominujący rozmaryn. Jak na przygotowywaną sous-vide to była tak na granicy twardości, jak dla mnie odrobinę za dużo temperatury dostała. Przystawką było fenomenalne puree ziemniaczne ze smalcem, skwarkami i szczypiorkiem. Całość była uzupełniona najdziwniejszym elementem tego dania – śliwką przygotowaną sous-vide z dodatkiem jałowca (ja go nie wyczułem). Z soku ze śliwki i sosu z polędwiczki stworzono dodatkowo gęsty sos. Śliwka (z gatunku dużych o mało intensywnym smaku śliwkowym) była zimna i miała mało smaku (na talerzu to po lewej stronie wyglądające jak pomidor), sam sos by wystarczył. Ja bym wolał to danie w ogóle bez elementu śliwkowego.

Deser – crumble z gruszką i serem lazur plus kogiel-mogiel

Restauracja Firlejka Poznań - crumble z gruszką i serem Lazur

Restauracja Firlejka Poznań – crumble z gruszką i serem Lazur

Bardzo ładnie podany deser, na ciepło. Pyszna kruszonka migdałowa, do tego gruszka i odrobina sera pleśniowego. Dla mnie tego sera mogłoby być więcej, nawet dużo więcej. Podawany do tego jest prawdziwy kogiel-mogiel – smak z dzieciństwa. Ja to zmieszałem z samym crumble – doskonała kombinacja.

Petit four – mus czekoladowy

Restauracja Firlejka Poznań - mus czekoladowy

Restauracja Firlejka Poznań – mus czekoladowy

Mus jest krótko mówiąc pyszny, chociaż szczerze mówiąc ledwo miałem siłę, żeby go zjeść. Do tego ładny, chrupiący chips czekoladowy z lawendą (mi się akurat nie trafiła) i jadalna ziemia orzechowa – też chrupiące uzupełnienie. Na temat żelu śliwkowego nie potrafię się wypowiedzieć, bo moje podniebienie go nie zapamiętało, może był zrobiony z tych samych niezbyt śliwkowych śliwek… Całość jest bardzo ładnie podana – tworzy trójwymiarową kompozycję.

Podsumowując

Ciekawy i ambitny lokal starający się utrzymac w lokalnych smakach. Życzę im wszystkiego najlepszego. Wszystkie potrawy były dopracowane i z pomysłem. Nieszczęśliwy nieco dobór surowca śliwkowego odbił się na paru daniach i jak na mój gust to szkoda delikatnej ryby kasować tak ostrą salsą. Ale wrócę do Firlejki, żeby spróbować jeszcze inych dań. Bez obawy przyszedł bym tam też z gośćmi, aby dać im spróbować polskich smaków. Całość w rozsądnych cenach, w dobrej lokalizacji. Miła obsługa.

Poniżej kilka zdjęć otrzymanych z Firlejki – tak wyglądają potrawy pełnowymiarowe z menu.

Restauracja Firlejka Poznań - polędwiczka wieprzowa

Restauracja Firlejka Poznań – polędwiczka wieprzowa (fot. Firlejka)

Restauracja Firlejka Poznań - tatar z kaczki

Restauracja Firlejka Poznań – tatar z kaczki – fot. Firlejka

Restauracja Firlejka Poznań - polędwiczka z dorsza

Restauracja Firlejka Poznań – polędwiczka z dorsza – fot. Firlejka

Restauracja Firlejka Poznań - mus czekoladowy

Restauracja Firlejka Poznań – mus czekoladowy fot. Firlejka

Restauracja Firlejka Poznań - menu jesienno zimowe 2016

Restauracja Firlejka Poznań – menu jesienno zimowe 2016

PS. a to właśnie jest firlejka – jakby ktoś nie wiedział (tak jak ja… 🙂 )

firlejka

firlejka

Restauracja The Time w Poznaniu – Młyńska 12 – relacja z otwarcia

Restauracja The Time w Poznaniu to nowe miejsce na mapie kulinarnej. Mieści się w nowym centrum biurowym an ulicy Młyńskiej 12. Słowo „nowym” nie jest do końca odpowiednie – to 130 letnia kamienica odrestaurowana z wyjątkowym pietyzmem i dbałością o szczegóły. Szefem kuchni jest Roman Kosmalski, za dobór win odpowiada firma Mielżyński. W lodówkach jest ponad 150 różnych win. Zapraszam do mojej relacji z otwarcia restauracji i całej posiadłości. Przepraszam za słabą jakość zdjęć – pora zmienić narzędzie…

Restauracja The Time w Poznaniu - Młyńska 12 - budynek

Restauracja The Time w Poznaniu – Młyńska 12 – budynek

Wnętrze, obsługa

Budynek robi duże wrażenie – moje pierwsze skojarzenie to było stare miasto w Wiedniu – podobny styl i jakość. Restauracja jest urządzona nowocześnie, sąsiaduje z patio, w otoczeniu drzew oliwkowych (nawet są na nich małe oliwki). Wewnątrz jest ładne, skoncentrowane światło. W całym pomieszczeniu nie jest zbyt jasno, ale nie trzeba się domyślać, co jest na talerzu. Nie muszę dodawać, że jest sterylnie czysto.

Restauracja The Time w Poznaniu - Młyńska 12

Restauracja The Time w Poznaniu – Młyńska 12 (fot. mlynska12.pl)

Kantyna w biurowcu Młyńska 12 w Poznaniu

Kantyna w biurowcu Młyńska 12 w Poznaniu (fot. mlynska12.pl)

Restauracja The Time w Poznaniu-patio

Restauracja The Time w Poznaniu-patio (fot. mlynska12.pl)

Trudno się wypowiedzieć na temat poziomu codziennej obsługi, ponieważ to była kolacja zamknięta, ale widać, że kelnerzy znają zasady  dobrego serwisu. Dania były podawane wszystkim gościom jednocześnie, sztućce donoszone w rękawiczkach (inaczej widać by było odciski palców).

Amouse bouche (czyli cieszygęba 🙂 )

Brioszka z suszonymi pomidorami, solone masło (wino: Deutz brut classic BV)

Restauracja The Time w Poznaniu - brioszka z suszonymi pomidorami

Restauracja The Time w Poznaniu – brioszka z suszonymi pomidorami

Bułka była bardzo świeża i miękka, pomidory bardzo lekko wyczuwalne w smaku, widoczne w kolorze, do tego regionalne francuskie masło Charentes-Poitou. Pyszna i prosta przystawka, masło nie nazbyt słone, miękkie, zaserwowane wino musujące wytrawne było świetnie dobrane jeśli chodzi o kwasowość, ostrość – dokładnie na tym poziomie jak sama przystawka.

Przystawka

Ravioli z krewetką i mięsem kraba, sos z cielęciny (wino: Villa Sparina Gavi di Gavi 2013)

Restauracja The Time w Poznaniu - ravioli z krewetką i mięsem kraba, sos z cielęciny

Restauracja The Time w Poznaniu – ravioli z krewetką i mięsem kraba, sos z cielęciny

Jeden, ale duży pieróg ze świetnie doprawionym mięsem krewetki i kraba, podbitym sosem z cielęciny. Rzadko się zdarza, żeby nie stracić delikatnego smaku tych owoców morza, a jednocześnie, żeby smak był wyraźny. Brawa dla szefa i świetnie dobranego wina.

Zupa

Consomme z ogonów wołowych z kluską i seler naciowy (wino: Sybilla Kuntz Mosel-Riesling kabinett 2013)

Restauracja The Time w Poznaniu - consomme z ogonów wołowychq

Restauracja The Time w Poznaniu – consomme z ogonów wołowych

Consomme było delikatne  jak na wołowinę, lekko słodkawe, ale smakowite. Sama „kluska” raczej neutralna, wino (choć znakomite) nieco zderzało się z tłustością bulionu – to znaczy te tłustość podkreślało. Lepiej było popić po zakończeniu dania.

Danie główne

Gładzica nadziewana krewetką, chilli, kasza gryczana prażona (wino: Velich To 2013)

Restauracja The Time w Poznaniu - gładzica nadziewana krewetką

Restauracja The Time w Poznaniu – gładzica nadziewana krewetką

Wyśmienita, świeża ryba w formie roladki, nadziana krewetką. Bardzo ciekawa, prażona, chrupka kasza gryczana – przyznaję, że takiego wynalazku jeszcze nie jadłem. Oprócz smaku dodaje daniu chrupiącej tekstury.

Sorbet – mango i limonka

Restauracja The Time w Poznaniu - sorbet mango i limonka

Restauracja The Time w Poznaniu – sorbet mango i limonka

Po rybie trzeba było posprzątać podniebienie przed daniem z wieprzowiny – niezbyt słodki sorbet (tylko słodycz mango) z pikantną nuta świetnie spełnił swoje zadanie.

Danie główne

Schab z młodej wieprzowiny, pieczony burak, puree jabłkowe, pieczony batat (wino: Les Obners de la Peira 2014)

Restauracja The Time w Poznaniu - schab z młodej wieprzowiny

Restauracja The Time w Poznaniu – schab z młodej wieprzowiny

Delikates – bardzo młody schab, ale z otoczką tłuszczu, mięciutki, soczysty. Z dodatków wyróżniał się pieczony batat i doskonale dobrane wino.

Niestety z powodów logistycznych nie dotrwałem do deseru, którym była zestaw: jeżyna, cytryna, migdał, śliwka, sorbet z kwasu razowego, ale jestem przekonany, że był wyśmienity.

Dania, które otrzymaliśmy były w porcjach degustacyjnych, w karcie porcje są większe.

Widziałem też kartę, która startuje w restauracji – jest naprawdę ciekawa, ceny ze średniej półki (za wyjątkiem przystawek, które są wyraźnie droższe) – warto będzie tam zajrzeć na pełnowymiarowe danie. Postaram się też wybrać do kantyny (czynnej tylko w porze lunchu) – z ciekawości wersji budżetowej tej kuchni.

 

 

Restauracja Czardasz w Gdańsku ul. Śląska 66B

Restauracja Czardasz w Gdańsku mieszcząca się przy ulicy Śląskiej 66B to lokal dobrze znany mieszkańcom Trójmiasta. Poprzednia moja wizyta w tej restauracji była… 36 lat temu.

Restauracja brała udział 2 lata temu w Kuchennych Rewolucjach – pani Magda Gessler starała się uczynić ją bardziej węgierską i wyglądała na zadowoloną ze swojego dzieła. Postanowiłem sprawdzić na własnym podniebieniu jak to wygląda.

 

Restauracja Czardasz w Gdańsku ul. Śląska 66B - wejście boczne

Restauracja Czardasz w Gdańsku ul. Śląska 66B – wejście boczne

Wygląd i obsługa

W wystroju dominuje drewno, mimo odświeżenia go podczas rewolucji widać upływ czasu w tym wnętrzu. Mała sala jest ciemna i wypełniona intensywnymi zapachami z kuchni – trochę trudno w takich warunkach jeść. Duża sala była przygotowana do obsługi dużej imprezy, więc zasiedliśmy pod namiotem na dworzu. Jeśli jest ładna pogoda to jest tam przyjemnie, zwłaszcza jeśli się nie ma pecha i osoba obok przy stoliku nie pali papierosów… Generalnie na stołach było czysto, ale na podłodze już różnie – przy jednm ze stolików leżały rozsypane chipsy (prawdopodobnie przez siedzące tam dziecko, bo stało wysokie krzesełko).

Obsługa była sprawna i miła. Zainteresowanie klientem w granicach przyzwoitości. Pod koniec pokazała też, że potrafi się dobrze zachować w niezręcznej sytuacji, ale o tym później.

Warto dodać, że z barwnych, ludowych wdzianek, które widać w programie telewizyjnym nic nie zostało… a może chowane są na specjalne okazje ? Czekadełko dostaliśmy od razu, zupę chyba po 10 minutach. W restauracji było może 5 osób oprócz nas.

Czekadełko

Świeży chleb – całkiem przyzwoity – podany ze smalcem węgierskim, którym tak pani Magda się zachwycała. Rewolucyjny ogień wyraźnie już w nim ostygł. Kolor wskazywał na zawartość papryki, widoczne były jakieś skwarki. W smaku był niestety mdły, nie było czuć ziół, cebuli, ani papryki. Troszkę mu pomogło posolenie, chociaż solniczka miała małe dziurki, które się łatwo zapychają…

Restauracja Czardasz w Gdańsku - czekadełko - chleb ze smalcem węgierskim

Restauracja Czardasz w Gdańsku – czekadełko – chleb ze smalcem węgierskim

Zupa

Rosół cielęcy z dargaluszkami (z menu Magda Gessler poleca) to zupa, na której próbowłem skalę ostrości Czardasza: kelnerka zgodziła się, abym dostał małą ilość zupy do spróbowania ostrości. Była dość ostra, w zasadzie miałem zamienić tę zupę na inną, ale okazało się, że nalali mi już do talerza…

Restauracja Czardasz w Gdańsku - rosół cielęcy

Restauracja Czardasz w Gdańsku – rosół cielęcy

Rosół jest delikatny i można to wyczuć pomimo ostrości, naprawdę smaczny, kluseczki miękkie i dobrze łagodzą pikantność. Jestem pełen uznania, to był najlepszy punkt obiadu.

Dania główne

Wątroba cielęca (z menu Magda Gessler poleca) podana z kluseczkami paprykowymi, sosem pomidorowm, karmelizowaną cebulą i wędzoną słoniną. Zdecydowałem się na to danie, bo wątroba cielęca nie jest częstym gościem w menu, obecność cebuli i wędzonej słoniny podziałała też zachęcająco.

Wrażenia mam bardzo mieszane – kluseczki były miękkie, smaczne, sosu pomidorowego było mało, nie miał jakiegoś ciekawego smaku. Sama wątroba była wysmażona na blachę i dość twarda, słabo doprawiona (mimo widocznych na niej ziół). To, co było na wierzchu – smażona cebula i wędzona słonina – bardzo dobre, w zasadzie najlepsze z całego dania. Jedząc je razem z wątrobą i kluseczkami dałem radę skończyć talerz.

Osobnej uwagi wymaga dekorowanie talerza. Tu mamy fuzje stylu lat 70-tych i „nowoczesności” – czyli liść sałaty Lollo Rosso, porzeczki czerwone na gałązce i… kawał arbuza ze skórą. Na drugim talerzu było tak samo. Do dań, które nie miały słodkich akcentów to jest zupełnie „od czapy”. Na dodatek – jak to zjeść? Można oczywiście nożem wypiłować ze skorupy, ale smakowo to mi do niczego nie pasowało.

Restauracja Czardasz w Gdańsku - wątroba cielęca

Restauracja Czardasz w Gdańsku – wątroba cielęca

Drugą potrawą był tokań – węgierski gulasz wieprzowy z grzybami leśnymi podawany z pogaczami. Pal to licho, że wieprzowina nie była pokrojona w paski i było jej mało. Przede wszystkim to danie… nie smakowało niczym. Ani słone, ani pikantne, ani ziołowe, ani mięsne. Po prostu nijakie – trochę przypominało amerkańskie racje wojskowe…

Pogacze to rodzaj talarków smażonych ze zmielonych ziemniaków, były trochę chrupiące, miały ładny kształt, ale…zaraz zaraz, czym to one smakowały…? Już nie pamiętam – były godnym towarzyszem bezsmakowego gulaszu. Do tego było sos grzybowy, podobno z prawdziwków (jak dla mnie to były podgrzybki, bo miały inny kolor), smak grzybowy nie był bardzo wyczuwalny.

Grzyby leśne w przeciwieństwie do pieczarek z hodowli mają różne dolegliwości – na przykład różnego rodzaju robaczki. Są gatunki bardziej podatne, inne mniej (np. kurki). Trzeba je sprawdzić przed włożeniem do potrawy. Niektóre robaczki są tak perfidne, że wchodzą bezpośrednio przez kapelusz i na odciętej nóżce nic nie widać. Słowem – bezpieczniej je pokroić (wiem, wiem – pani Magda w niektórych popisach rewolucyjnych leje do talerza wielkie kapelusze borowików…), ponieważ jeśli nie są bardzo małe to prawdopodobnie klient przekroi je na talerzu. Tak było w naszym wypadku i w środku spoczywał taki biały nieboszczyk (ten grzybek na zdjęciu w prawym, dolnym rogu talerza). Ja nie jestem bardzo wrażliwy, ale większości ludzi odbiera to apetyt.

Restauracja Czardasz w Gdańsku - tokań

Restauracja Czardasz w Gdańsku – tokań

Tu należy się szacunek pani kelnerce i całej restauracji, ponieważ danie zostało zabrane i nie doliczone do rachunku, zaproponwano nam coś w zamian. Skusiliśmy się na latte, która była całkiem dobra.

Podsumowując…

Naprawdę trudno jednoznacznie ocenić tę restaurację. W internecie opinie też są skrajne. Dla mnie poziom czystości i zapachów na małej sali pod namiotem był tak na granicy akceptowalości. Co do kuchni to mam wrażenie, że albo gotują tam różne dania różne osoby (a może sam pan Andrzej…), albo może zmienił się kucharz i część robi z przepisów „rewolucyjnych” a część po swojemu. Trudno mi jest zrozumieć, że ktoś, kto tak doprawił smaczny rosół nie zorientował się, że tokań czy wątroba niczym nie smakuje. Może przy inym daniu trafiłbym na coś, co by mi smakowało. Nie jestem przekonany, że chcę prowadzić dalsze dochodzenie w tej sprawie.

Wrzesień 2016

Amici Miei Poznań ul. Rybaki 24 – owoce morza

Amici Miei Poznań to miejsce, o którym już pisałem przy okazji degustacji różnych dań włoskich. Prawdziwa kuchnia włoska z pasją. Tym razem spotkaliśmy sie na kolacji degustacyjnej z owocami morza – oczywiście w dzień, kiedy sa one najświeższe. Nie zamawialiśmy konkretnych dań – Mauro miał całkowita swobodę. Różnorodność na talerzach była wspaniała, tak jak sposoby przygotowania. Tych dań nie ma normalnie w karcie, bo ich przygotowanie zajmuje dużo czasu i nie wszystkie mogą zostać na nastepny dzień – potrzeba zdecydowanych klientów. Pokazuje jednak fantazję szefa i możliwości kuchni.

Zupa rybna z owocami morza

Zupa ta (zuppa di pesce) jest gotowana na wywarze rybnym, w który się wkłada owoce morza, warzywa, przyprawy. Jest ona lekka, w odróżnieniu od brodetto di pesce, gdzie daje się dużo rodzajów ryb i ma zupełnie inny smak. My mieliśmy w zupie małże, krewetki i kalmary. Była lekka, ale intensywna, nie za bardzo pomidorowa, świetnie zbalansowana, lekko pikantna. To jest najlepsza zupa rybna w stylu śródziemnomorskim, jaką w życiu jadłem (pomijam zupę węgierską i tajską). Niestety nie zostało nic zupy na wynos 🙁 .

Amici Miei Poznań - zupa rybna

Amici Miei Poznań – zupa rybna

 

Sałatka z owoców morza

Owoce morza – langustynki, małże (mule), kalmary, vongole, wszystko w towarzystwie marchewki, pietruszki i lekko kwaśnego sosu, na zimno. Uczta w grzebaniu się w tym rękami, obieraniu, wybieraniu i smakowaniu. Potem podano nam chusteczki nawilżające o zapachu cytrynowym. Wyjedliśmy co do okruszka.

Amici Miei Poznań - insalata frutti di mare

Amici Miei Poznań – insalata frutti di mare

Sałatka z ziemniaków i ośmiornicy

Bardziej konkretnym podparciem dla poprzedniej sałatki było to danie – ośmiornica marynowana 2 dni, ugotowana na mięciutko (jeśli myślicie, ze ośmiornica jest zawsze gumowa to jesteście w błędzie). Mauro tłumaczył na czym polegają różnice między typami ośmiornic – my mieliśmy typ mniejszy… Łagodne w smaku, lekko wyczuwalna kwaskowa marynata ośmiornicy.

Amici Miei Poznań - sałatka z ziemniaków i ośmiornicy

Amici Miei Poznań – sałatka z ziemniaków i ośmiornicy

Langustynki (scampi) w sosie pomidorowym

To było przepyszne ! Świetnie uduszone langustynki, nadcięte dla wygody obierania, w sosie z pomidorków koktajlowych, ziół, oliwy. Sam sos był nieprawdopdobnie smaczny, wylizywaliśmy go maczając gorącą, rozmarynową focaccię.

Amici Miei Poznań - lagustynki w sosie pomidorowym

Amici Miei Poznań – lagustynki w sosie pomidorowym

Przegrzebki z sosem cytrynowym

Małże były perfekcyjnie miękkie, sos lekko cytrynowy tak, aby nie zagłuszyć ich subtelnego smaku i… po prostu było ich dużo. Podjadałem z focaccią, maczając ją w sosie.

Amici Miei Poznań - przegrzebki

Amici Miei Poznań – przegrzebki

 

Małże faszerowane, zapiekane

Następne danie było na ciepło. Małże faszerowane mieszanką bułki tartej, pietruszki, pomidorów i sera. W zasadzie samego małża było niewiele, ale całość – zapieczona była bardzo smaczna – taki rodzaj kotlecika. Dużo bardziej syta niż normalne danie z owoców morza.

Amici Miei Poznań - małże faszerowane, zapiekane

Amici Miei Poznań – małże faszerowane, zapiekane

Małże duszone

Kiedy już się wydawało, że nic się nie zmieści – wjechały półmiski z małżami duszonymi – klasycznie, w towarzystwie pomidorów, czosnku, pietruszki. Najprostsze danie, ale bardzo smaczne. Zmieściło się :). Natomiast na deser już nikt się nie skusił…. 😉 . Lepiej mieli Ci, którzy mogli pić świeże, białe wino o bogatym, owocowym zapachu i lekko wytrawnym smaku.

Amici Miei Poznań - małże

Amici Miei Poznań – małże

Suplement- pasta carbonara

W tym samym tygodniu odwiedziłem jeszcze raz Amici Miei – w nadziei na posmakowanie świeżo smażonych małych rybek. Niestety pojawiłem się trochę za wcześnie. Zamówiłem więc znaną potrawę spoza karty czyli carbonarę. Mauro twierdzi, że dodawanie śmietany do carbonary to zbrodnia podobna do tego jakby do bigosu dodać rybę…

Spaghetti było ugotowane na świeżo, idealnie, w środku boczek, owczy ser i sos, który miał niesamowitą teksturę. Śmietana jest gładka, a ten sos był na języku lekko szorstki i lżejszy. Jak się zapytacie to może Mauro Wam zdradzi jak to się robi 😉 , a nie jest to takie banalne. Przyprawione świeżo zmielonym pieprzem. Do potrawy podają sól w młynku i oliwę aromatyzowaną czosnkiem i pepperoncino. Spróbowałem, ale naprawdę nie trzeba nic dodawać. Danie syte, smaczne, w bardzo przyzwoitej cenie. Zawsze możecie o nie poprosić, bo składniki na bieżąco dotepne są w kuchni.

Amici Miei Poznań - pasta carbonara

Amici Miei Poznań – pasta carbonara

Zajrzyjcie do Amici Miei, a najlepiej umówcie się z włascicielem na większa kolację. Przygotujcie się też na biesiadę w stylu włoskim – to nie jest fast food. Nasza kolacja trwała 3 godziny, na pierwsze danie trzeba też troche poczekać (w międzyczasie bruschetta…). To jest czas, kiedy niespiesznie mozna porozmawiać z przyjaciółmi (oraz szefem 🙂 ), spedzić czas urozmaicając go urokami jedzenia.

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu to nowy lokal, otworzony w lipcu 2016, ze świetną lokalizacją – tuż obok rynku Starego Miasta. W tej chwili jeszcze nie jest zbyt widoczny, zajmuje pomieszczenie, gdzie wcześniej znajdował się lokal rozrywkowy o nieapetycznej nazwie 😉 . Nie jest to jednak część tego lokalu.

Pomysł na tę restaurację to krótkie menu grillowe, przyrządzane na miejscu składniki (pieczywo, sosy, kiszonki) oraz bardziej staranne operowanie grillem i marynatami, m.in. używanie techniki sous-vide do mięsa przed grillowaniem.  Jaki to daje efekt ? Czytajcie poniżej – moją relację z kolacji degustacyjnej dla blogerów kulinarnych.

Wystrój

Wnętrze jest dośc prosto urządzone ale ma wygodne kanapy. Styl lekko industrialny, jest wysokie, z odkrytym sufitem z instalacjami. Jest dość ciemno. Akustycznie panuje znośna muzyka, choć nieco za głośna, jeśli się chce dłużej porozmawiać. Na temat obsługi trudno się wypowiedzieć, bo to była specjalna okazja.

Przystawka – śledź  marynowany w cytrynowej śmietanie z cebulką i konfiturą z daktyli

Ładnie podane. Jak dla mnie to był falstart, chociaż koledze obok smakowało…. sam śledź był dobry, ale do tego była spieniona śmietana (lub serek) z dodatkiem skórki cytrynowej, trochę marynowanej cebuli i słodka konfitura. Kombinacja niby dobra, ale… te różne smaki były zbyt mocne i odległe od siebie – razem się nie łączyły. Cytrynowość byłą taka słodko-deserowa, daktyle bardzo słodkie, cebula gdzieś się zgubiła. Zjadłem same śledzie i trochę byłem przerażony nadchodzącą resztą menu.  Na szczęście moje obawy nie sprawdziły się.

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu - śledź

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu – śledź

Przystawka – krem z kukurydzy na mleczku kokosowym

Już w przypadku zupy było lepiej0 gładka, kremowa, lekko wyczuwalne mleczko. Dla mnie odrobinę za słodka, albo też za mało pikantna, troszkę zabrakło balansu, ale nie było źle – zjadłem całą wraz z focaccią, którą należy pochwalić – pachnąca ziołami i  oliwą, z grubą solą. Podanie w jaskrawym metalowym kubku też mi się podoba.

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu - krem z kukurydzy z mleczkiem kokosowym

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu – krem z kukurydzy z mleczkiem kokosowym

Danie główne

Dostaliśmy próbki kilku dań głównych i dodatków – takiego zestawu normalnie nie sprzedają. Od lewej: rostbef, kurczak w curry, polędwiczki w kawie i pulled pork z łopatki. Z dodatków – ziemniaki pieczone z rozmarynem, sos barbecue, sos jogurtowy z czosnkiem, Coleslaw oraz zestaw domowych kiszonek.

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu - danie główne

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu – danie główne

Mięsa na grilla przygotowywane są wcześniej techniką sous-vide, co daje bardzo dobre efekty – rostbef, kurczak, polędwiczki były soczyste i miękkie. Zwłaszcza przy drobiu to trudno uzyskać. Mięso z kurczaka (filet) dostał charakteru poprzez smak curry. Dobry był też pulled pork, miał smak typowo pieczeniowy, chociaż ja jako zwolennik zdecydowanych smaków trochę bym go doprawił.

Smaczne były ziemniaczki – wyraźnie rozmarynowe, chociaż moje były już przestygnięte. Sosy jakoś bardzo mnie nie porwały, BBQ był zbyt śliwkowy jak dla mnie, chętnie bym spróbował sosu, który jest w karcie – mięsny z whisky i białą czekoladą. Fajny pomysł z własnymi kiszonkami – są ok, apetyczne, kolorowe. Coleslaw – jak dla mnie za mało pikantny.

Deser – sernik z marakują

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu - sernik z marakują

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu – sernik z marakują

Pomimo strasznego najedzenia się skusiłem się na deser – i to była dobra decyzja. Sernik jest puszysty, wilgotny, prawie jak sernik na zimno. Gładki ser jest jednocześnie słodki i kwaskowaty od marakui. Do tego słodka i krucha podstawa. Dawno nie jadłem tak dobrego sernika.

Całe menu jest zbudowane modułowo – osobno kupuje się przystawki, mięso główne, dodatki warzywne i skrobiowe, desery. Dzięki temu można sobie skomponować naprawdę odpowiedni zestaw. Ceny jak taki dobór surowców i technikę są naprawdę przystępne – porcja mięsa 200g od 14 do 22 zł (stek), dodatki – 6 zł, przystawka 10. Wszystko jest robione na świeżo. Jest też jakaś (choć niewielka) oferta dla wegetarian/wegan.

Na koniec trzeba pochwalić menedżerkę lokalu oraz szefa. Dobrze wszystko zorganizowali, odpowiadali na wszystkie pytania, a szef był szczerze zainteresowany opinią na temat swoich pomysłów kulinarnych. Życzę mu powodzenia.

Czy wrócę do tego lokalu – tak. Jeszcze wszystkiego nie spróbowałem, a chętnie też powtórzę niektóre dania.

Bar mleczny Kmar w Gdańsku ul. Pomorska 84

Bar mleczny Kmar w Gdańsku jest słynnym miejscem, które działa od wielu lat i jest bardzo popularne. Serwuje dania kuchni polskiej – domowe, karta jest dość duża. Często trzeba tam odstać swoje w kolejce. Ja miałem więcej szczęścia – zaledwie kilka osób, na część dań trzeba było poczekać, ponieważ niektóre potrawy jest robionych „a’la minute”. Bar przeszedł w ostatnich latach remont i pomimo, że znajduje się w socjalistycznym pawilonie to w środku jest czysto, ładnie i nowocześnie. Dania są smaczne i naprawdę tanie. Porcje solidne. Czy to kombinacja niemożliwa? Przekonajcie się.

Rosół

Esencjonalny, z wyczuwalnym smakiem warzyw i makaronem. Odpowiednio dosolony i przyprawiony. Dostaliśmy go szybko, więc chyba ma wzięcie…

Rosół - Bar mleczny Kmar w Gdańsku ul. Pomorska 84

Rosół – Bar mleczny Kmar w Gdańsku ul. Pomorska 84

Kołduny w barszczu

Na to danie trzeba było trochę poczekać, prawdopodobnie kołduny są świeżo gotowane. Kołduny zamknięte w ładnych, sześciokątnych formach. Zawierają małe kulki mięsa (prawidłowo) – moim zdaniem wieprzowego (nieprawidłowo, ale to bar mleczy, a nie wypasiony lokal). Ja bym to mięso trochę lepiej doprawił – czosnkiem i trochę mniej posolił, ale w sumie były jadalne – na średnim poziomie. Barszcz jest kontrowersyjny. Ja lubię zdecydowane smaki – bardzo mi smakował, jest esencjonalny, brakowało mu tylko czosnku, może być odrobinę mniej słony. Najlepszy barszcz, jaki jadłem w knajpie od .. nie wiadomo kiedy. Jest jeszcze wersja kołdunów z rosołem.

Kołduny w barszczu - Bar mleczny Kmar w Gdańsku ul. Pomorska 84

Kołduny w barszczu – Bar mleczny Kmar w Gdańsku ul. Pomorska 84

Pierogi ruskie

Pierogi mają dość grube ciasto, ale jest miękki, dobrze ugotowane. Środek wypełnia dobrze przyprawiona masa, można sobie zażyczyć ze skwarkami (ja wziąłem) lub bez – cena ta sama. Skrawki są zmielone i niezbyt mi z tego względu smakowały, ale same pierogi rewelacyjne. Nie muszę dodawać, że podawane są gorące, nie ma mowy o wpadce z zimnymi, które są przechowane na wydawce. Wszystko jest na bieżąco, ruch jest duży i dobra organizacja.

Pierogi ruskie - Bar mleczny Kmar w Gdańsku ul. Pomorska 84

Pierogi ruskie – Bar mleczny Kmar w Gdańsku ul. Pomorska 84

Gulasz z żołądków drobiowych

Danie o smaku łagodnym dla odmiany. Żołądki (wyglądające na indycze) są rewelacyjnie miękkie. Daniem można się nasyscić i bez dodatkó

Gulasz z żołądków

Gulasz z żołądków

Placki ziemniaczane

Zamówiłem pół porcji, jako dodatek do gulaszu z żołądków. Na placki trzeba czekać – są robione na poczekaniu.  Placki są dość grube – w środku mięciutkie, na zewnątrz chrupiące. Po prostu pyszne.

Placki ziemniaczane - Bar mleczny Kmar w Gdańsku

Placki ziemniaczane – Bar mleczny Kmar w Gdańsku

Można ? Można. Smacznie, niedrogo, sprawnie. Moim zdaniem składa się na to wyczucie smaku + uczciwość + doświadczenie i wiedza. Na pewno wrócę tam spróbować placków ziemniaczanym, innych pierogów i pewnie innych pozycji menu.

Restauracja Amici Miei, Poznań, ul. Rybaki 24/25

Restauracja Amici Miei, Poznań to szczególne miejsce, gdzie po raz pierwszy mogłem zaznać domowej, włoskiej gościnności. Nie jest to klasyczna recenzja, ponieważ niewiele spróbowałem dań z karty. Dla naszej grupy szef – Mauro zrobił wyjątkową ucztę dań z jego regionu (czyli rzymskich), których normalnie nie ma w karcie. Dania te wymagały dużej pracochłonności i czasu, tym bardziej były ciekawe. W zasadzie do pewnego stopnia każdy może sobie zamówić coś oryginalnego – jeśli tylko są składniki. Oczywiście nie należy liczyć na to, że przychodząc „z ulicy” dostaniemy danie, które przygotowuje się 3 godziny. Mauro jest bardzo sympatyczny, dobrze mówi po polsku, chętnie rozmawia i proponuje dania, albo ich wariacje, warto się go zapytać, co poleca. Restauracja bazuje na wybranych, dobrych składnikach, stąd to trochę wyższa półka cenowa.

Bruschetta i inne grzanki

Na przystawkę dostaliśmy grzanki na chlebie tostowym – bruschette z pomidorami koktajlowymi, pastę z czarnych oliwek, z karczochów oraz majonez truflowy z balsamico. Mi najbardziej przypadła do gustu bruschetta i pasta oliwkowa o zdecydowanym smaku.

Bruschetta - Amici Miei, Poznań

Bruschetta – Amici Miei, Poznań

Flaki w sosie pomidorowym

Przystawki nie były specjalnie porywające – ciekawe, ale całkiem standardowe. Czekaliśmy z ciekawością na to danie, które było zrobione specjalnie dla nas. Włoskie flaki pomimo, że podstawowy surowiec jest ten sam jak polski, nie są zupą, ale gulaszem, dość gęstym. Same żołądki są miękkie, nie tak gumowe jak w naszej zupie.

To danie było dla mnie królem wieczoru – dusi się je parę godzin, ma bardzo bogaty bukiet smaków – od słodkawych smaków pomidorów i marchewki, przez pikantność pepperoncino i sera owczego do świeżości mięty. Smaki te pojawiają się nie na raz, ale w pewnej kolejności. Obłędna kombinacja, resztkę dania wyjadłem jako deser 🙂 .

Flaki pomidorowe - Amici Miei, Poznań

Flaki pomidorowe – Amici Miei, Poznań

Ogony wołowe duszone i makaron z sosem

To danie było robione dla nas od rana – ogony duszą się ok. 5 godzin. W Polsce w restauracjach rzadko można je spotkać, właśnie ze względu na pracochłonność. Niejako przy okazji powstało drugie danie – czyli makaron rigatoni z sosem pomidorowym od duszonych ogonów.

Na ogonach nie ma zbyt dużo mięsa, ale jest ono smaczne, trzeba je jeść rękami, wydłubując mięso spomiędzy kości. Jest przesiąknięte pomidorowo-warzywnym sosem, lekko słodkawym, lekko kwaskowym.

Duszone ogony wołowe - Amici miei, Poznań

Duszone ogony wołowe – Amici miei, Poznań

Makaron był oczywiście dobrze ugotowany, gęsty sos go oblepiał,a starkowany ser Pecorino Romano zaostrzał smak. Dwa w jednym – przykład jak można wykorzystać dobrze składniki.

Rigatoni z sosem pomidorowym - Amici Miei, Poznań

Rigatoni z sosem pomidorowym – Amici Miei, Poznań

Deser – tiramisu

Na deser szczerze mówiąc nie miałem miejsca, ale skubnąłem od koleżanki tiramisu. Deser ten jadłem już w rożnych fantazyjnych formach – ta była jeszcze inna. Smaczny, nie za słodki, puszysty. Polecam !

Tiramisu - Amici Miei, Poznań

Tiramisu – Amici Miei, Poznań

Na pewno wybierzemy się jeszcze do tego lokalu na jakieś specjalne dania, mnie kuszą owoce morza, których jest tam duży wybór – najlepiej przyjść na nie w środę.