Restauracja Ed Red, ul. Sławkowska 3, Kraków

Wizyta w restauracji Ed Red to jeden z moich celów noworocznej wizyty w Krakowie. Zachęcony renomą Pana Adama Chrząstowskiego, którego kiedyś miałem okazję poznać,  jak był szefem kuchni w restauracji Kurta Schellera w Hotelu Rialto oraz artykułem w Food and Friends opowiadającym o jego steakhouse w Krakowie i specjalnej, sezonowanej wołowinie pojawiłem się w noworoczne popołudnie w rzeczonym lokalu.

Ta wizyta potwierdziła dobitnie teorię, że ludzie nie chodzą do restauracji tylko po to, żeby się najeść. Na wizytę w restauracji składa się jedzenie, jego smak, ale także obsługa, atmosfera i ogólne wrażenie dobrze spędzonego czasu. Niestety moja relacja ma wadę techniczną – awarię zaliczyła bateria w moim aparacie, w związku z czym nie będzie moich zdjęć, tylko te z artykułu w Food and Friends. Na szczęście rzeczywistość nie różni się bardzo, a nawet bym powiedział jest korzystniejsza.

T-Bone steak w Ed Red z nożem typu Rambo oraz sosami demi-glace i bernaise- zdjęcie foodandfriends.pl

T-Bone steak w Ed Red z nożem typu Rambo oraz sosami demi-glace i bernaise- zdjęcie foodandfriends.pl

Wygląd

Wystrój jest prosty. W stylu knajpy. Proste, drewniane krzesła, drewniana podłoga, drewniane stoły, brak obrusów, ale ładne serwetki z wszywką z logo. Proste sztućce, a na suficie metalowe lampy i kable w stylu starej fabryki. Na ścianach boazeria, częściowo pomalowana na wyblakłe kolory. Całość sprawia dobre, spójne wrażenie, z małymi wyjątkami… o ile ściany, meble są nowe i zrobione na „starą knajpę” to podłoga jest rzeczywiście stara i zniszczona, a ramy okienne nie dość, że stare to pokryte wieloletnim brudem. Myślę, że to kwestia czasu, kiedy to doczyszczą… Ja akurat siedziałem przy oknie i na ten czarny smalec na oknie musiałem patrzeć…

 

Ed Red Kraków - wnętrze, zdjęcie - foodandfriends.pl

Ed Red Kraków – wnętrze, zdjęcie – foodandfriends.pl

Ed Rek Kraków - chłodnia do dojrzewania mięsa, zdjęcie - foodandfriends.pl

Ed Rek Kraków – chłodnia do dojrzewania mięsa, zdjęcie – foodandfriends.pl

Obsługa

Lokal był zapełniony w ok 3/4. Lokal jest średniej wielkości. Było kilkoro kelnerów. W zasadzie obsługa była ok, chociaż na przyjęcie zamówienia musiałem trochę poczekać. Miałem nieszczęście zamówić przystawkę, która siedzi w piecu 20 minut, co przekłada się na całościowy czas oczekiwania 35 minut, o czy mnie nie uprzedzono. Jak już straciłem cierpliwość i poszukałem obsługi to moje danie było wydawane. Pan, do którego się zwróciłem z pytaniem kiedy mam szanse na przystawkę okazał się (chyba) szefem sali i był zorientowany co zamówiłem i w jakim jest stadium przygotowania. Potem było już szybko i dobrze, pan szef doglądał czy wszystko jest w porządku.

Generalnie – nie jest to lokal dla wilczo głodnych , trzeba się uzbroić w cierpliwość – widać to było tez po sąsiednich stolikach.

Atmosfera

Takiego rozdziału jeszcze nie było w moich recenzjach, ale tym razem musi się zdarzyć, bo to część przeżycia restauracyjnego. W mojej części restauracji (sali) było 5 stolików. Przy jednym z nich siedziało sześcioosobowe towarzystwo (na oko w wieku 25-35) mające zapewne dogrywkę z Sylwestra. Pełne zamówienie, wszystkie dania z deserem, butelka wódki w wiaderku z chłodzeniem, zostawili pewnie ponad 1000 zł. Całość imprezy się rozkręcała, więc zwiększała się ilość decybeli wydobywających się ze stolika oraz słów k***a, co powodowało średnią atmosferę w sali. Jeśli sobie wyobrazicie półgodzinne oczekiwanie na przystawkę właśnie w takim towarzystwie i z brakiem innego zajęcia to oznacza to dość ciężki czas. Tylko dzięki temu, że przejechałem 400 km, żeby tego zdegustować oraz już zamówiłem jakoś tam wysiedziałem. Pani (sympatyczna) kelnerka, która ich obsługiwała niejako włączała się do tego rozbawionego nastroju i nic nie zapowiadało, że jej krótkie wizyty coś zmienią (i tak tez było).

W pewnym momencie przyszła para, która zasiadła do stolika obok, ale po kilku  minutach przeniosła się do sąsiedniej sali. Trójka Czechów (albo jeden Słowak i dwoje Czechów) była dzielna (może wszystkiego nie rozumieli) i wytrzymała cały posiłek (mimo, że nie było ani pizzy ani kotleta, ani Żywca).

Kulminacją tego całego zamieszania była para, której wypadło usiąść tuż obok tego towarzystwa – zostali uprzedzeni przez jednego z panów, że będzie ciężko, bo oni się tu bawią i lecą takie teksty, że… Wyjście z sytuacji się znalazło – taką akcje pierwszy raz w życiu widziałem na oczy – szef sali z kelnerką przenieśli  mały stolik dla tej  pary do drugiej sali…

Reasumując  – nie było łatwo, ale pewien poziom został zachowany. Oprócz głośności padały tylko k***y, a nie żadne inne słowa, panowie nazywali się gamoniami… Całość bardzo krakowsko i kulturalnie, taki lokalny folklor.

Jedzenie

Wreszcie zacznijmy główny punkt programu…

Przystawka

Pieczone kości szpikowe z ziołową salsą i tostami z żytniego chleba (14 PLN)

Pierwszy raz w życiu jadłem szpik, można mieć pewne opory przed tym , ale warto było. Wołowe kości pocięte w plastry, pieczone, do tego grzanki z chleba i pesto z kaparów oliwki i pietruszki i orzechów włoskich. Podane z łyżeczka, która wyjadałem szpik, o konsystencji lekko galaretowatej i tłustym smaku, skontrastowany z słonawym pesto.

Danie główne

Antrykot (47 PLN, na wagę), korzenne warzywa z pieca (9 PLN), buraczki zasmażane z czerwonym winem (7 PLN)

Stek zamawia się na wagę (min. 200g). Sezonowane  mięso, dobrze wysmażone, czego można chcieć więcej… Ale było więcej – dodatkiem były sosy – jeden jest w cenie, drugi zamówiłem (4,5 PLN). Sos demi-glace, który używałem do mięsa był klasycznym, o pieczeniowym smaku, nie za słonym, w sam raz do wzbogacenia smaku steka, drugi to bernaise- lekki, ciepły, puszysty, pachnący estragonem, w którym maczałem pieczone, młode warzywa. Warzywa te (pietruszka, marchew, seler, czerwona cebula, listki brukselki), były świetnym uzupełnieniem, chociaż wahałem się między domowymi frytkami podawanymi w miseczkach i o bardzo apetycznym wyglądzie. Drugim dodatkiem były buraczki ,które uznaję za wypadek przy pracy – grubo tarkowane, bez specjalnego smaku (a temu warzywu trzeba nadać kierunek smakowy), w zasadzie dominującym tonem był ziemisty smak, który oryginalnie buraki mają… słowem porażka.

Całość była podawana na drewnianej desce z dodatkiem srogiego noża typu ‚Rambo’ , na życzenie doprawiana świeżo mielonym, czarnym pieprzem oraz bardzo ładną, gruboziarnistą solą (w zasadzie wielkimi, cienkimi płatkami soli).

Do dań popijałem pilznera z beczki – browar Miłosław, więc mała patriotyczna, wielkopolska nuta.

Reasumując

Warto. Na pewno pojawiłbym się tam (niezbyt głodny) jeszcze raz, żeby spróbować frytek i innych dań.  Widać, że restauracja ma ambicje na oryginalne, ale proste jedzenie. Trzeba się przygotować na czekanie, być może na pełna salę. Przyjemnym zaskoczeniem był dla mnie 10% rabat, który pojawił się na rachunku bez uprzedzenia, nie gwarantuję, że będzie na Waszym, bo powód jego pojawienia się nie jest dla mnie jasny, aczkolwiek przyjemny. Są pewne niedociągnięcia w kwestii sali, ale mam nadzieję, że to zostanie z czasem uzupełnione, całość wypada pozytywnie. Napiwek zostawiłem 🙂

Ed Red Kraków - mój rachunek :)

Ed Red Kraków – mój rachunek 🙂

Restauracja Hamsa Israeli Ristobar, Kraków, Szeroka 2

Ciekawy lokal w centrum krakowskego Kazimierza. Kuchnia izraelska to nie znaczy tradycyjna żydowska, ale myślę, że tam pasuje. Dania raczej bliskowschodnie, ale tak naprawdę jeśli nie jest się ortodoksem to te wpływy arabskie, tureckie, śródziemnomorskie się mieszają i myślę,że w Izraelu można znaleźć takie smaki. Niestety nie mogłem posmakowac pełnej palety dań, a poniewaz był to 11 listopada pojawiła się w karcie równiez gęsina. Tak swoją droga na Szerokiej (czyli w centrum Kazimierza) jest też restauracja indyjska…

Kuchnia jest realizacją nazwy i symbolu tej restauracji czyli Hamsy – łączy ze sobą tradycje ludów zamieszkujących ten region świata:

HAMSA / KHAMSA / HAMESZ

to potęga ochrony. Podniesiona ręka powstrzymuje zło.
Otwarta dłoń uosabia szczerość i błogosławieństwo,
a oko jest jednym z najmocniejszych „strzegących” symboli.

Muzułmanie nazywają ten symbol Khamsa (Hamsa).
Ma on odpędzać złe moce spersonifikowane w tzw. „złym spojrzeniu”.
W kulturze żydowskiej to Dłoń Hamesz.

https://www.facebook.com/hamsarestobar

Hamsa - klimatyczne wejście

Hamsa – klimatyczne wejście

Wystrój i obsługa

Proste meble, jasne ściany z fotografiami z tamtych stron. Do tego ładne abażury w biało-niebieskich wzorach. Miło sie tam przebywa. Zastawa prosta, ale estetyczna. Towarzyszy muzyka z regionu. Obsługa sprawna, zorientowana w zawartości menu i składnikach potraw.

Hamsa - wewnątrz

Hamsa – wewnątrz

Przystawka/czekadełko

Jako czekadełko dostałem kilka kąsków chleba przypominającego tortillę w towarzystwie warzywnego gulaszu. Gulasz zawierał dynie, pomidory i inne warzywa, przyprawiony był kuminem, średnio pikantnie. Pod względem intensywności smaku był to najmocniejszy punkt mojego pobytu, więc wylizałem miseczkę 🙂

Przystawka

Przystawka

Na przystawkę zamówiłem Hummus z Akko (hummus z dodatkiem prażonych orzechów pinii i świeżego granatu) -14,10 zł. Spodziewałem się niezwykłych dodatków, ale pinia i granat były tylko posypaną ozdobą. Jest to hummus ortodoskyjny, w czystej postaci tzn. bez dodatków smakowych typu czosnek, chilli, kumin itp. Wyraźnie wyczuwalna jest tahina, więc jesli macie ochotę na sezamowy posmak to zapraszam. Jeśli nigdy nie jedliscie  hummusu to warto zapoznać się w tej wersji, chociaż wariacji jest mnóstwo (jak np. ta: Hummus). Do tego można wybrać różne pieczywo – pitę, ów naleśnikowaty chleb oraz bułkę z ziołami i oliwą, którą ja zamówiłem. Bułka jest ciepła, świeża, dodatki nie sprawiają wiekszego wrażenia smakowego. Należy podkreślić, że wszystkie rodzaje pieczywa są robione na miejscu.

Hummus z Akko

Hummus z Akko

Zupa

Jako zupę wybrałem Izraelską zupę pomidorową z zieloną pszenicą freekeh, ciecierzycą i cukinią -11,30 zł. Jeśli pamiętacie zupę pomidorową swojej babci to raczej zapomnijcie o tych smakach. To niewątpliwie śródziemnomorska/arabska zupa. Pomidorów jest trochę, ale kumin, ciecierzyca nadają tej zupie zupełnie inny charakter. Bardzo podoba mi się dodatek pszenicy. Jest ona rozgotowana al dente, czyli do rozgryzania. Fajne połączenie, muszę sam spróbować (niestety nie mam zielonej pszenicy izraelskiej, ale wymyslę jak ją zastąpić).

Izraelska zupa pomidorowa

Izraelska zupa pomidorowa

Do kompletu zamówiłem wino grzane z korzeniami, smaczne , aromatyczne, ale szybko stygnące oraz w niezbyt wielkiej objetości…

Reasumując

Fajna inicjatywa, przemyślana koncepcja pod względem wystroju, nowoczesna, a jednocześnie tradycyjna. Odrózniająca się świeżością wśród tradycyjno-żydowskich lokali kazimierskich. Może nie rzuciło mnie smakowo na kolana (to czekadełko najbardziej rzuciło…:) ), ale jest uczciwie zrobione i dobre. Do tego po prostu miło sie tam przebywa,jest klimatyczna atmosfera, pełna światła i ciepła. Jeśli będę miał okazje wstąpię posmakowac reszty.

Warto podkreślić

Po raz pierwszy spotkałem sie w praktyce z akcją, o której słyszałem wcześniej „+ 5”. http://bdbmaniery.pck.org.pl/

Polega ona na dobrowolnym doliczeniu do rachunku 5 zł, co pozwala na zapewnienie jednego, ciepłego posiłku dzieciom, których na to nie stać. Bardzo mi się to podoba i żałuję, że tak mało lokali sie do niej przyłączyło. Ja nie skrzyżowałem sztućców (bo miałem tylko łyżkę 🙂 ), ale i tak się przyłączyłem. Z tego, co mogłem zauważyć to przy sąsiednich stolikach też akcja się udała  🙂

Bardzo dobre maniery PCK

Bardzo dobre maniery PCK

PS. Przepraszam za słabą jakość zdjęć, ale uczę się nowego sprzętu, na podglądzie wyglądały dobrze…