Gościniec Lizawka Poznań ul. Bałtycka 79

Gościniec Lizawka  Poznań to miejsce, gdzie chciałem się wybrać od jakiegoś czasu. Jego położenie w lesie, w towarzystwie bractwa myśliwskiego obiecywało menu z dziczyzny. Ostatecznie wybrałem się tam słysząc, że Magda Gessler przeprowadziła tam kuchenne rewolucje. Po raz pierwszy byłem w restauracji przed zobaczeniem programu, nie wiedziałem zatem na co się nastawiać. Karta ma nową „porewolucyjną” sekcję, z której zamawiałem dania, natomiast – wyjątkowo – na ścianie nie było „pogesslerowego” lustra. Zapraszam do lektury mojej opinii.

Przy okazji tej recenzji zdałem sobie sprawę, że na odbiór lokalu duży wpływ ma z jakimi oczekiwaniami do niego przychodzimy. Ja (nie widząc wcześniej odcinka) chyba stworzyłem sobie w głowie obraz, że będzie to jakaś myśliwska ekstrawagancja w smaku i w wyglądzie. Podczas mojego pobytu przemyślałem trochę sprawę – jest to gościniec, czyli coś w rodzaju zajazdów, jakie spotykamy przy drogach i na ten styl powinniśmy się przygotować.

Wygląd i obsługa

Miejsce jest urocze – las, zieleń, śpiewające ptaki (pomimo, ze to Poznań). Gościniec jest w stylu lat 70-tych (i wtedy zbudowany) i trąci trochę „myszką”, widać też niedoinwestowanie jeśli chodzi o utrzymanie budynku, ale bez przesady – wewnątrz jest czysto, brak obcych zapachów itp.

Estetyka wnętrza jest znośna, chociaż jedyny element ozdobny – stare, czarno-białe zdjęcia goscińca na tle jasnych ścian był dla mnie nudny. Lokal ma 2 sale, odrobinę różniące się wystrojem, standardowe krzesła – jak w sali konferencyjnej w hotelu. Muszę podkreślić (i nie jestem jedyną osobą mającą takie zdanie) – są naprawde wygodne, stabilne, dają dobre oparcie.

Gościniec Lizawka Poznań - wnętrze

Gościniec Lizawka Poznań – wnętrze

Obsługa składała się z 2 młodych kelnerek i pana – zdaje się, że właściciela. Kelnerka była miła, chociaż bardzo zestresowana, jakbym co najmniej był panią Gessler. Na pierwsze danie czekałem ok 15-17 minut, w lokalu było w sumie 5 gości. Trochę byłem zdzwiony, ale tajemnica się wyjaśniła – ja myślałem, że dostanę zimną przystawkę (którą można szybko podać), a tymczasem jako pierwszą dostałem zupę. W zestawie nie ma czekadełek, a mam przeczucie, że jesli jest więcej gości to by się przydało…

Z takich drobnostek, które miałem na myśli mówiąc wcześniej o stylu lokalu – w jednej sali na stolikach były sól i pieprz, na drugiej – zupełnie ich brak. Drugim takim elementem były sztućce, których zestaw jest jak na zdjęciu powyżej. W moim przypadku – miałem 2 dania jedzone widelcem i nożem – po prostu mi ich zabrakło, musiałem pożyczyć z innego miejsca, nie tylko ja miałem taki problem.

Zupa – rosół z ogonów cielęcych z pieczonym porem i kluskami kładzionymi

Gościniec Lizawka Poznań - rosół z ogonów cielęcych

Gościniec Lizawka Poznań – rosół z ogonów cielęcych

Z tym daniem miałem nieco problemu, ponieważ to nie jest taki rodzaj rosołu, jaki lubię. Niemniej jednak uważam, że zupa była zrobiona prawidłowo, miała zapach mięsa, była delikatna w smaku – nie była zepsuta nadmierną ilością soli i przypraw. Kluski kładzione były bardzo miękkie, ale nie rozpadające się – bardzo dobre. Tytułowych porów nie było – możecie porównać oryginalne zdjęcie na profilu FB restauracji. Mi brakowało też trochę natki pietruszki, co prawda chyba była w tych kluskach (w każdym razie coś zielonego), ale w smaku nie mogłem jej wyczuć. Miseczka rosołu – 12 PLN

Przystawka – wędzony jesiotr z sosem tatarskim

Gościniec Lizawka Poznań - wędzony jesiotr z sosem tatarskim

Gościniec Lizawka Poznań – wędzony jesiotr z sosem tatarskim

Przystawka składała się z jednego plasterka jesiotra, sosu tatarskiego, kilku warzyw. Sam jesiotr mi bardzo smakował – był swieży, miał piękny zapach – widać, że dobrze dobrano rodzaj drewna do wędzenia, nie był za słony. To tłusta ryba i dobrze sprawdza się w wersji wędzonej. Na pochwałę zasługuje też sos tatarski – nie za kwaśny, ale nie mdły – nie zagłuszał smaku ryby, bardzo smaczne – słodkie – były też pomidorki. W menu to danie opisane jest jako „z sałatką cytrynową” – nie mogę tego potwierdzić – cytryna została gdzieś w kącie kuchni…

Teraz mała łyżeczka dziegciu do tej beczki miodu – sałata lodowa była nieco stara – być może została podzielona i leżała – widać to po czerwonych krawędziach, nie miało to wpływu na smak i chrupkość (ponieważ to były białe jej części). Druga sprawa – do której bardzo rzadko sie przyczepiam – to kwestia porcji. Co prawda na menu jest napisane uczciwie, że jest to 30g – ale w praktyce to 1 plasterek o długości ok 3-4 cm. Ta przystawka kosztuje 14 PLN, co daje cenę kilograma ryby prawie 470 PLN (reszta dodatków pomijalna). Oczywiście nie sprzedaje się po cenie surowca, ale jeśli zobaczyć jaka jest cena surowca w handlu (i weźmiecie poprawkę, że to lokalna wędzarnia, odchodzi szkielet ryby itd.) to przyznaję, że marża jest nieco zbójecka. Dwa plasterki by robiły dużo lepsze wrażenie. Takiej wielkości porcje to jadłem na kolacji degustacyjnej, gdzie było 7-9 dań.

Kotlet z dzika z pyrą z gzikiem i sosem pomidorowym

Gościniec Lizawka Poznań - Kotlet z dziki z pyrą z gzikiem i sosem pomidorowym

Gościniec Lizawka Poznań – Kotlet z dzika z pyrą z gzikiem i sosem pomidorowym

Kotlet z dzika, słusznej wielkości, panierowany z dodatkiem orzechów włoskich, do tego pyra z gzikiem, kawałek marchewki i troszkę sosu pomidorowego. Do tego obowiązkowy zestaw dekoracyjny 🙂

Pyra z gzikiem (czyli ziemniak z twarożkiem) to regionalny, wielkopolski akcent. Ziemniak był smaczny – pieczony, a nie gotowany, gzik też całkiem smaczny, chociaż przepisów na ten specjał jest wiele i może niektórzy będą kręcić nosem, że czegoś w nim zabrakło.

Dwa kawałki marchewki – które widać z tyłu – były naprawdę smaczne – nie rozgotowane, lekko al dente. Z samym kotletem mam trochę problem – dla mnie to był najsłabszy element mojego obiadu. Kotlet jest dość mocno rozbity, może nie suchy, ale też nie soczysty. Chyba był smażony na smalcu, zapach był w miarę neutralny. Ciekawym dodatkiem były orzechy włoskie – w dużych kawałkach – coś na ząb, niestety trafił się też kawałek łupinki z orzecha – też na ząb. Całość – była hmm… nijaka – to nie znaczy niesmaczna, ale mało wyraźnie przyprawiona, właściwie trudno by było zgadnąć mi jakie to mięso – nie smakowało – jak to czasem dobra wieprzowina – takim… mięsem.

Muszę wspomnieć o sosie pomidorowym – był bardzo smaczny – skoncentrowane pomidory i zioła (mam wrażenie, że pożyczony od kolegów z pizzerni, która ponoć miesci się w tym kompleksie). Niemniej jednak nie pasował do całości. Jeśli to miał być kotlet w tym włoskim sosie (co dla mnie nie miałoby sensu, bo smak sosu by zdominował mięso) to powinno go być dużo, a nie łyżeczka do herbaty. Całe danie – 39 PLN

Kilka słów podsumowania…

Ładnie położona restauracja z dużym parkingiem, wyposażona w plac zabaw dla dzieci i kącik do zabawy na sali – jak kończyłem jeść to pojawiło sie dużo rodzin z dziećmi. Estetycznie i stylistycznie to raczej zajazd, a nie ekskluzywny lokal. Widać też, że chyba załoga serwująca jest młoda, ale naprawdę się starają.

Restauracja zachęca na swojej karcie menu, aby zostawić im swoja opinię na ich profilu na Facebooku. Odwiedziłem ten profil i muszę przyznać, że to odważna decyzja właścicieli. Są dwa rodzaje opinii – bardzo zadowolone i bardzo niezadowolone (i to niestety dość konkretne, z uzasadnieniem) – dlatego też postanowiłem sam to sprawdzić. Smakowo mam mieszane wrażenia, ale kilka elementów było naprawdę dobrych, więc to daje nadzieję, że ten dobry smak się odnajdzie w innych potrawach. Może tam wpadnę na jakies danie „pozagesslerowe”.

Restauracja Czardasz w Gdańsku ul. Śląska 66B

Restauracja Czardasz w Gdańsku mieszcząca się przy ulicy Śląskiej 66B to lokal dobrze znany mieszkańcom Trójmiasta. Poprzednia moja wizyta w tej restauracji była… 36 lat temu.

Restauracja brała udział 2 lata temu w Kuchennych Rewolucjach – pani Magda Gessler starała się uczynić ją bardziej węgierską i wyglądała na zadowoloną ze swojego dzieła. Postanowiłem sprawdzić na własnym podniebieniu jak to wygląda.

 

Restauracja Czardasz w Gdańsku ul. Śląska 66B - wejście boczne

Restauracja Czardasz w Gdańsku ul. Śląska 66B – wejście boczne

Wygląd i obsługa

W wystroju dominuje drewno, mimo odświeżenia go podczas rewolucji widać upływ czasu w tym wnętrzu. Mała sala jest ciemna i wypełniona intensywnymi zapachami z kuchni – trochę trudno w takich warunkach jeść. Duża sala była przygotowana do obsługi dużej imprezy, więc zasiedliśmy pod namiotem na dworzu. Jeśli jest ładna pogoda to jest tam przyjemnie, zwłaszcza jeśli się nie ma pecha i osoba obok przy stoliku nie pali papierosów… Generalnie na stołach było czysto, ale na podłodze już różnie – przy jednm ze stolików leżały rozsypane chipsy (prawdopodobnie przez siedzące tam dziecko, bo stało wysokie krzesełko).

Obsługa była sprawna i miła. Zainteresowanie klientem w granicach przyzwoitości. Pod koniec pokazała też, że potrafi się dobrze zachować w niezręcznej sytuacji, ale o tym później.

Warto dodać, że z barwnych, ludowych wdzianek, które widać w programie telewizyjnym nic nie zostało… a może chowane są na specjalne okazje ? Czekadełko dostaliśmy od razu, zupę chyba po 10 minutach. W restauracji było może 5 osób oprócz nas.

Czekadełko

Świeży chleb – całkiem przyzwoity – podany ze smalcem węgierskim, którym tak pani Magda się zachwycała. Rewolucyjny ogień wyraźnie już w nim ostygł. Kolor wskazywał na zawartość papryki, widoczne były jakieś skwarki. W smaku był niestety mdły, nie było czuć ziół, cebuli, ani papryki. Troszkę mu pomogło posolenie, chociaż solniczka miała małe dziurki, które się łatwo zapychają…

Restauracja Czardasz w Gdańsku - czekadełko - chleb ze smalcem węgierskim

Restauracja Czardasz w Gdańsku – czekadełko – chleb ze smalcem węgierskim

Zupa

Rosół cielęcy z dargaluszkami (z menu Magda Gessler poleca) to zupa, na której próbowłem skalę ostrości Czardasza: kelnerka zgodziła się, abym dostał małą ilość zupy do spróbowania ostrości. Była dość ostra, w zasadzie miałem zamienić tę zupę na inną, ale okazało się, że nalali mi już do talerza…

Restauracja Czardasz w Gdańsku - rosół cielęcy

Restauracja Czardasz w Gdańsku – rosół cielęcy

Rosół jest delikatny i można to wyczuć pomimo ostrości, naprawdę smaczny, kluseczki miękkie i dobrze łagodzą pikantność. Jestem pełen uznania, to był najlepszy punkt obiadu.

Dania główne

Wątroba cielęca (z menu Magda Gessler poleca) podana z kluseczkami paprykowymi, sosem pomidorowm, karmelizowaną cebulą i wędzoną słoniną. Zdecydowałem się na to danie, bo wątroba cielęca nie jest częstym gościem w menu, obecność cebuli i wędzonej słoniny podziałała też zachęcająco.

Wrażenia mam bardzo mieszane – kluseczki były miękkie, smaczne, sosu pomidorowego było mało, nie miał jakiegoś ciekawego smaku. Sama wątroba była wysmażona na blachę i dość twarda, słabo doprawiona (mimo widocznych na niej ziół). To, co było na wierzchu – smażona cebula i wędzona słonina – bardzo dobre, w zasadzie najlepsze z całego dania. Jedząc je razem z wątrobą i kluseczkami dałem radę skończyć talerz.

Osobnej uwagi wymaga dekorowanie talerza. Tu mamy fuzje stylu lat 70-tych i „nowoczesności” – czyli liść sałaty Lollo Rosso, porzeczki czerwone na gałązce i… kawał arbuza ze skórą. Na drugim talerzu było tak samo. Do dań, które nie miały słodkich akcentów to jest zupełnie „od czapy”. Na dodatek – jak to zjeść? Można oczywiście nożem wypiłować ze skorupy, ale smakowo to mi do niczego nie pasowało.

Restauracja Czardasz w Gdańsku - wątroba cielęca

Restauracja Czardasz w Gdańsku – wątroba cielęca

Drugą potrawą był tokań – węgierski gulasz wieprzowy z grzybami leśnymi podawany z pogaczami. Pal to licho, że wieprzowina nie była pokrojona w paski i było jej mało. Przede wszystkim to danie… nie smakowało niczym. Ani słone, ani pikantne, ani ziołowe, ani mięsne. Po prostu nijakie – trochę przypominało amerkańskie racje wojskowe…

Pogacze to rodzaj talarków smażonych ze zmielonych ziemniaków, były trochę chrupiące, miały ładny kształt, ale…zaraz zaraz, czym to one smakowały…? Już nie pamiętam – były godnym towarzyszem bezsmakowego gulaszu. Do tego było sos grzybowy, podobno z prawdziwków (jak dla mnie to były podgrzybki, bo miały inny kolor), smak grzybowy nie był bardzo wyczuwalny.

Grzyby leśne w przeciwieństwie do pieczarek z hodowli mają różne dolegliwości – na przykład różnego rodzaju robaczki. Są gatunki bardziej podatne, inne mniej (np. kurki). Trzeba je sprawdzić przed włożeniem do potrawy. Niektóre robaczki są tak perfidne, że wchodzą bezpośrednio przez kapelusz i na odciętej nóżce nic nie widać. Słowem – bezpieczniej je pokroić (wiem, wiem – pani Magda w niektórych popisach rewolucyjnych leje do talerza wielkie kapelusze borowików…), ponieważ jeśli nie są bardzo małe to prawdopodobnie klient przekroi je na talerzu. Tak było w naszym wypadku i w środku spoczywał taki biały nieboszczyk (ten grzybek na zdjęciu w prawym, dolnym rogu talerza). Ja nie jestem bardzo wrażliwy, ale większości ludzi odbiera to apetyt.

Restauracja Czardasz w Gdańsku - tokań

Restauracja Czardasz w Gdańsku – tokań

Tu należy się szacunek pani kelnerce i całej restauracji, ponieważ danie zostało zabrane i nie doliczone do rachunku, zaproponwano nam coś w zamian. Skusiliśmy się na latte, która była całkiem dobra.

Podsumowując…

Naprawdę trudno jednoznacznie ocenić tę restaurację. W internecie opinie też są skrajne. Dla mnie poziom czystości i zapachów na małej sali pod namiotem był tak na granicy akceptowalości. Co do kuchni to mam wrażenie, że albo gotują tam różne dania różne osoby (a może sam pan Andrzej…), albo może zmienił się kucharz i część robi z przepisów „rewolucyjnych” a część po swojemu. Trudno mi jest zrozumieć, że ktoś, kto tak doprawił smaczny rosół nie zorientował się, że tokań czy wątroba niczym nie smakuje. Może przy inym daniu trafiłbym na coś, co by mi smakowało. Nie jestem przekonany, że chcę prowadzić dalsze dochodzenie w tej sprawie.

Wrzesień 2016

Barszcz czerwony na zakwasie z buraków Magdy Gessler

Przepis na barszcz czerwony na własnym kwasie buraczanym, o intensywnym smaku, bez sztucznych dodatków. Jego smak (ostrość) można dostosować do swojego gustu za pomocą cukru lub pieprzu. Bazą do tej zupy jest kwas z buraków przyrządzony według tego przepisu Magdy Gessler.

Robi się to naprawdę łatwo i jest bajecznie tani – kilogram buraków kosztuje około złotówki. Robiłem go w wersji z kromką chleba i sokiem z ogórków- obie dobre :). Jak się robi kwas na bieążco to do następnego słoika można dodać pół szklanki poprzedniego kwasu  zamiast chleba itp. Nie bójcie się zabójczej ilości kminku – nie dominuje potem w smaku. Kwas ten jest po 4-5 dniach dobry jako napój, po tygodniu jest trochę za kwaśny,ale nadaje się właśnie na ostry barszcz. Do barszczu można użyć buraki z zakwasu lub też gotowe tzw. ‚wiórki’. Zupa ma piękny, głęboki, wręcz lekko fioletowy kolor.

Barszcz czerwony na zakwasie z buraków Magdy Gessler

Barszcz czerwony na zakwasie z buraków Magdy Gessler

Składniki (6-8 porcji)

  • 1 l zakwasu buraczanego Magdy Gessler
  • 4 skrzydełka drobiowe
  • pęczek włoszczyzny (3 marchwie, 2 pietruszki, por, kawałek selera)
  • liść laurowy
  • kilka ziaren ziela angielskiego
  • buraki z zakwasu pocięte w paski (ok pół litra) lub słoik gotowych buraków „wiórki”
  • 2 łyżeczki masła klarowanego
  • 2 łyżki mielonych, suszonych grzybów
  • ząbek czosnku
  • cukier, sól

Jak to zrobić?

  1. Do garnka włóż skrzydełka i  obrane i pocięte na kawałki warzywa, liść laurowy i ziele, zalej wodą zimną tak, aby je zakrywała (w sumie całość będzie miała objętość ok 2 litrów).
  2. Zagotuj całość i odszumuj, niech się gotuje ok 30 min
  3. Wyjmij wszystko z rosołu, zostaw czysty wywar
  4. Wrzuć buraki, jeśli są to surowe buraki z zakwasu gotuj je 5 minut, jeśli ze słoika nie ma takiej potrzeby
  5. Na patelni rozpuść masło i krótko przesmaż mielone grzyby, wrzuć do zupy.
  6. Wlej zakwas z buraków i wrzuć czosnek przeciśnięty przez praskę, podgrzej do momentu zagotowania, ale nie gotuj, bo straci kolor

Gotowe ! dopraw do smaku solą, pieprzem i ew. cukrem. Jeśli smakowało … napisz w komentarzu i podziel się przepisem w internecie 🙂

Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Podążając śladami rewolucji Magdy Gessler wybrałem się do restauracji Dziki Dwór pod Kaczką w Gnieźnie. Pokonałem ok. 60 km w wolny dzień, aby posmakować dań z kaczki, a czy się opłacało… zobaczycie poniżej.

Restauracja znajduje się niedaleko od głównej drogi przelotowej Bydgoszcz – Poznań. Nie jest tam trudno trafić, choć nie rozglądajcie się za jakąkolwiek tablicą informacyjną czy strzałką… Trzeba zobaczyć na mapie, a potem – jadąc za centrum handlowym i przejazdem kolejowym – szukać po lewej ulicy Spichrzowej. Inne lokale po rewolucjach wykorzystują swoją reklamę i stawiają choć jedną tablicę z Panią Magdą (ok, nie wszystkie, pewnie kontrakt ogranicza to jakoś czasowo…). Drugą słabą stroną „rozpoznawczą” jest strona internetowa. Jest ona wspólna z salą bankietową/cateringiem „Leo Libra” i nie zawiera aktualnej informacji o menu, nie wspominając o innych smakowitych szczegółach, które mogłyby przyciągnąć gości, ani o aktualnościach (ostatnia to „W ostatnim czasie tj. od 18 do 21 czerwca 2012”).

Mimo tego zdesperowanemu smakoszowi udało się bez problemu dotrzeć w świąteczny dzień do lokalu, w którym były zajęte 2 stoliki, potem przybyły jeszcze dwa…

Gwoli ścisłości – poniższe dania zawierające „dziką kaczkę” to zabieg marketingowy – potrawy są wykonane z kaczek hodowlanych. Miłośników dziczyzny zapraszamy gdzie indziej.

 

Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Wystrój i obsługa

Z zewnątrz ten lokal wygląda… jak wygląda (moje wyobrażenie o dworze jest nieco inne), natomiast wewnątrz jest pewne zaskoczenie – jest trochę ciemno co prawda, ale wnętrze jest eleganckie. Ładny odcień fioletu, ładne krzesła, reszta w miarę dobrana, do tego te kaczki na ścianach… Obsługa jest sprawna i miła, interesuje się czy smakowało i można się dopytać o różne rzeczy.

Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Przystawki

Na początek czekadełko – fajny pomysł – samoobsługowe. Chleb (2 rodzaje), smalec domowy z mielonymi skwarkami i ogórki kiszone. Smalec naprawdę smaczny, co rzadko sie zdarza w restauracjach.

Tatar z dzikiej kaczki (15 PLN)

Pierwszy raz jadłem tatara z kaczki, posiekane mięso – spora górka w towarzystwie sałaty ozdobnej i owocowego przecieru. Dla mnie nieco za mało przyprawiony, a nie było na talerzu pikantnych dodatków – do dyspozycji jest pieprz i sól. Nie można narzekać – delikatny smak mięsa, smaczne pomidorki na przegryzkę. Po prostu trochę nie w mój gust.

Tatar z dzikiej kaczki, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Tatar z dzikiej kaczki, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Pierogi z dziką kaczką (7 PLN)

Ciekawe danie, zmielone mięso w środku jest delikatnie przyprawione, a całość podana na oliwie z oliwek ze śródziemnomorskimi ziołami i pieprzem. Całość tworzy niezwykłą kombinację smaków, warte spróbowania. W sensie smakowym dla mnie najlepsza pozycja obiadu.

Pierogi z dziką kaczką, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Pierogi z dziką kaczką, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Danie główne

Pół kaczki z pyzami i zasmażanymi buraczkami (33 PLN)

Zazwyczaj z kaczką jest taki problem, że po upieczeniu niewiele jej zostaje. Nie w tym przypadku jednak. Ta porcja wystarcza z nawiązką na samodzielny obiad, a jak bierzecie zupę lub przystawkę to w zasadzie na dwie osoby. Trzeba przyznać –  mistrzowsko upieczona kaczka – nie wysuszona, dobrze dopieczona, bezbłędnie, apetyczna skórka. Przyprawiona w zasadzie solą i pieprzem, więc jeśli ktoś ma ochotę na takie czyste, pieczone mięso to jest dobry strzał. Ja bym chętnie jeszcze tam poczuł trochę czosnku czy majeranku. Fajnym pomysłem jest owinięcie kości w folię – dzięki temu bez obawy o pobrudzenie można zjeść np skrzydełko obgryzając je. Towarzyszy temu pieczone jabłko i sporo sosu pieczeniowego. Do tego wielkopolskie pyzy i zasmażane buraczki. Musiałbym powtórzyć to,co pisałem przy recenzji restauracji Fryga . We Frydze były pikantniejsze, ale mimo wszystko te też zjadłem do końca. Drobną zmianą, która by mnie ucieszyła byłoby ożywienie podawanych sałat do różnych dań – wygląda to na gotowe mieszanki sałatowe, które są suche i tracą na chrupkości – więc prosi się o jakikolwiek winegret lub chociaż zwilżenie ich wodą.

Pół dzikiej kaczki z pyzami i buraczkami, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Pół dzikiej kaczki z pyzami i buraczkami, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

 

 

Podsumowując

Jeśli się wybieram do restauracji specjalnie to zawsze zadaję sobie pytanie – czy bym przyszedł jeszcze raz.  W przypadku tej restauracji – jeśli będę przejeżdżał przez Gniezno i będę miał ochotę coś zjeść to jest pewny kandydat. Chętnie jeszcze raz zjem te pierogi i spróbuję coś z kaczkowego menu. W Gnieźnie jest jeszcze jeden lokal z kuchnią litewską, który mnie trochę kusi, ale Dzika Kaczka jest na pewno autorska i ciekawa. Jeśli macie ochotę na wielkopolska kaczkę to warto tam zajrzeć – może nie jadąc 200 km w jedną stronę, ale zawsze. Jeśli dotrzecie do Poznania to Zagroda Bamberska jest warta polecenia (ale za kaczkę zapłacicie prawie 2 razy tyle…).

Restauracja Villa Toscania, Nowe Gorzycko 61, 66-330 Pszczew

Restauracja Villa Toscania zyskała szeroką sławę dzięki „Kuchennym rewolucjom” – jako jedna z niewielu zdobyła uznanie Pani Rewolucjonistki, a ponieważ znajduje się nie aż tak daleko to w końcu się tam wybrałem. Wpadłem na „szczęśliwy” pomysł skrócenia drogi i pojechania według drogowskazu na Pszczew i chyba tylko niebiańskie siły (a potem nawigator) sprawiły, że wybierałem właściwe zakręty. Dużo lepiej jest dotrzeć tam od strony drogi nr 24 – jest bardzo blisko, ale nie wiem jakie jest oznakowanie. Natomiast od strony Pszczewa gdzieś na domu straszy wypłowiała tablica z wypłowiałą Panią Magdą, która jednak nie pokazuje wcale drogi. Obiekt nie znajduje się w samym Nowym Gorzycku tylko w szczerym polu/lesie. Polecam używanie nawigatora i jazdę z drogi 24…

Wybrałem sobie niezbyt szczęśliwy moment, bo niedzielę o godz 15. Kiedy zajechałem na parking to zorientowałem się, że będzie ciężko. Był zajęty w 130%. Tzn. samochody parkowały również na trawie, podjeździe itp. Im droższy samochód tym gorzej zaparkowany… W restauracji wszystkie stoliki były zajęte i wrzało jak w ulu. Musiałem zatem poczekać.

Villa Toscania, Pszczew

Villa Toscania, Pszczew

 

Wygląd i obsługa

Powitał mnie właściciel, czyli Pan Gustavo. Przemiły człowiek, który w tym piekielnym wirze zamówień sam biegał po sali i pomagał obsłudze we wszystkim. Ponieważ nie było miejsc zaproponował mi poczekanie na kanapach dla gości. Moje oczekiwanie trwało około pół godziny. W międzyczasie przyszła do mnie kelnerka  przyjęła zamówienie tak, aby po zwolnieniu stolika szybciej je dostarczyć. Nie czułem się przez ten czas oczekiwania zapomniany. Obsługa jest sprawna, czas oczekiwania akceptowalny.

Wnętrze ma klimat włoski, ozdobione jest obrazami z widokami włoskimi, lub o tematyce natura/owoce itp. Na stołach kwieciste obrusy kwietne wieńce zwisające z sufitu. Sufit jest zresztą ładny – jak w starej piwnicy z winem.

Ale do rzeczy…

Krem ze świeżych pomidorów, z kluseczkami z parmezanu i domowym pesto (18 PLN)

Nie mogłem sobie odmówić. Podany na ładnym talerzu udającym starą, wiejską porcelanę. Bardzo intensywny w smaku o drobnej teksturze. Kwaśny od pomidorów i dobrze doprawiony. Dodatek kilku kropel pesto, które było mocno czosnkowe ładnie uzupełnia smak. Gniocchi były nie z parmezanu ale z parmezanem, bardzo miękkie i sprężyste, o łagodnym smaku. Na pewno punkt obowiązkowy wizyty w tej restauracji. Jak dla mnie pomidorowa nr 2 w Wielkopolsce

Krem ze świeżych pomidorów, z kluseczkami z parmezanu i domowym pesto, Villa Toscania

Krem ze świeżych pomidorów, z kluseczkami z parmezanu i domowym pesto, Villa Toscania

Spaghetti Carbonara (26 PLN)

Jak tu nie spróbować takiego klasyka. Nienagannie ugotowane spaghetti, z sosem, który jest dobrze oklejał, a nie pływał. Do tego wyjątkowo smaczny boczek o świetnym zapachu, mam przeczucie,że jest  to pancetta, bo takich nut zapachowych w Polsce do tej pory nie spotkałem. Warto spróbować. Na szczęście zostało mi trochę miejsca na deser… 🙂

Spaghetti carbonara, Villa Toscania

Spaghetti carbonara, Villa Toscania

Tiramisu (18 PLN)

Wybór był ciężki, bo jeszcze była panna cotta i creme brulee z truskawkami. Ale postawiłem na klasykę. To tiramisu było podane nie w postaci ciastka, tylko jako deser w pucharku. Pomiędzy warstawami marscapone były cienkie warstwy nasączonych biszkoptów. Ser był genialny -o smarownej wręcz konsystencji, natomiast ponieważ biszkoptów było bardzo mało, trochę mi zabrakło gorzkiego, kawowego kontrastu do tej tłustości.

 

Tiramisu, Villa Toscania

Tiramisu, Villa Toscania

Podsumowanie

Restauracja, do której trzeba zrobić wyprawę, ale warto (z pomocą nawigatora..). Ciekaw jestem jeszcze ich dań z owocami morza i zupy rybnej. Ujęła mnie miła obsługa i właściciel angażujący się całym sobą w to, co się dzieje w restauracji. Poziom cen średnio-wyższy (danie główne 20-60 PLN). Trochę szkoda,że strona internetowa jest nieaktualna – jest tam menu zimowe, a pozostałem pozycje nie zawsze aktualne (nie ma ich, albo mają inne ceny).