Poznańskie Targi Piwne 2016

Poznańskie Targi Piwne 2016 to trzecia edycja tej imprezy, na której byłem. W porównaniu z zeszłym rokiem impreza nabrała rozmachu. W tym roku targi zajmowały większą przestrzeń, nie tylko ze względu na ilość stoisk. Widać też, że organizatorzy wyciągnęli wnioski i zmienili układ sali – pojawiło się dużo więcej ławek i stołów, co dało większy komfort odwiedzającym. Całą imprezę uważam za bardzo udaną. Nowością były stoiska dla browarników – z artykułami i sprzętem do warzenia i rozlewania piwa. Organizatorzy zrezygnowali na dobre z giełdy birofilskiej.

Poznańskie Targi Piwne 2016

Poznańskie Targi Piwne 2016

Na scenie pojawiały się ciekawe prezentacje, ja trafiłem na Grzegorza Sołtysika i przemyślenia pt. „CZY KAŻDE PIWO MUSI URYWAĆ DUPĘ?”. Pod tym prowokacyjnym, kopyrowym tytułem kryły się niby oczywiste, ale ciekawe obserwacje o tym czy każde piwo smakuje zawsze tak samo i każdemu.

Poznańskie Targi Piwne 2016

Poznańskie Targi Piwne 2016

W sekcji nie-piwnej pojawiły się ciekawe stoiska – placki, serki, oprócz tego  była sekcja jedzeniowa z daniami na ciepło i na zimno

Poznańskie Targi Piwne 2016

Poznańskie Targi Piwne 2016

Sekcja na zewnątrz była wyposażona dodatkowo w namiot z ławkami i ze stołami. Pogoda nie dopisywała – było naprawdę zimno i niewiele osób zdecydowało się jeść na dworze

sekcja jedzeniowa

sekcja jedzeniowa

sekcja jedzeniowa

sekcja jedzeniowa

Oferta była bogata – od pizzy z pieca opalanego drewnem, przez langosze, różne burgery do hummusu, pity. Przy części stoisk trzeba było czekać nawet pół godziny.

Pitu Pita

Pitu Pita

Ja zdecydowałem się na pitę z wołowiną, szynką parmeńską, suszonymi pomidorami, sałatą… Była całkiem dobra, chociaż po takim zestawie składników spodziewałem się trochę większej różnorodności smaków.

Same stoiska browarów starały się o atrakcyjną oprawę – tak jak kaszubski browar z Szymbarku, czy „beer-truck” browaru z Pucka (zdjęcie niżej)

Poznańskie Targi Piwne 2016 - Kaszebsko Koruna

Poznańskie Targi Piwne 2016 – Kaszebsko Koruna

Udało mi się spróbować pięciu piw, nie silę się na profesjonalne recenzje.

Pierwsze było Polish Dark Ale z browaru Largus – ciemne, o korzennym , „ziemistym” smaku i niezbyt mocnej goryczce, w zapachu głównie słodowe – dość oryginalne, jak dla mnie trochę mało chmielowe.

Poznańskie Targi Piwne 2016 - browar Largus, Ostroróg (Wielkopolska)

Poznańskie Targi Piwne 2016 – browar Largus, Ostroróg (Wielkopolska)

Następnym piwem było Złodziejskie z browaru Puck – APA z czerwonym pieprzem. To było zdecydowanie najciekawsze ze wszystkich moich degustacji. Czerwony pieprz był wyczuwalny w zapachu, piwo było lekko kwaśne i bardzo aromatyczne, z zachowaniem goryczki.

browar Spółdzielczy Puck

browar Spółdzielczy Puck

 browar Spółdzielczy Puck

browar Spółdzielczy Puck

Degustowałem jeszcze piwo z browaru okrętowego, które nie pozostawiło żadnych wrażeń smakowo-zapachowych, nie potrafię go opisać.

browar okrętowy

browar okrętowy

Spróbowałem jeszcze barley wine z browaru Podgórz – wzorowy smak i aromat, jakiego można się spodziewać po tym stylu. Na koniec jeszcze mała porcja Pszenicznego blond z rabarbarem i truskawką z browaru Maryensztadt. Piwo to zdobyło jedną z nagród w konkursie poprzedniego dnia. Ciekawy zapach pochodził od rabarbaru, natomiast piwo jako całość było dla mnie trochę za mało wyraziste.

Ponieważ na miejscu nie mogłem więcej spróbować kupiłem parę butelek na wynos, które opiszę po spróbowaniu.

Poznańskie Targi piwne edycja 2016  okazały się udaną imprezą – z dużym wyborem piwa i zakąsek. Wyróżniała się dobra organizacja sali i ciekawe stoiska dla browarników, a także darmowe alkomaty. Mam nadzieję, że tegoroczna udana edycja spowoduje jeszcze lepszą za rok. Do zobaczenia !

Restauracja Firlejka Poznań plac Kolegiacki 14/15 – menu jesienno-zimowe 2016

Restauracja Firlejka Poznań plac Kolegiacki 14/15 to miejsce, dokąd się wybierałem od jakiegoś czasu, nawet dostałem wcześniej zaproszenie, ale ciągle było mi nie po drodze. Teraz miałem okazję wziąć udział w kolacji degustacyjnej prezentującej nowe menu jesienno-zimowe. I mogę powiedzieć tyle – nie warto zwlekać 🙂 .

Właściciele restauracji to młoda para posiadająca pasję do gotowania i prowadzenia lokalu. Szef kuchni jest też młody, ale mający już fach w ręku. Wszystko to – wraz z odpowiednią lokalizacją w nastrojowej piwnicy przy placu Kolegiackim – daje podstawy do stworzenia ciekawego lokalu. Półka cenowa – średnia, można bez obawy się wybrać 🙂

Zaprezentowane menu nie opiera się na tradycyjnych daniach kuchni wielkopolskiej, ale stara się zachować charakterystyczne dla regionu smaki. Podczas kolacji degustacyjnej podano nam oczywiście mniejsze porcje, bo dań było 9…. Daniom towarzyszyły wina dobrane przez Łukasza Giżelskiego dobrze pasujące do charakteru poszczególnych potraw.

Zapraszam na relację.

Restauracja Firlejka Poznań - kolacja degustacyjna

Restauracja Firlejka Poznań – kolacja degustacyjna – szef kuchni Piotr Wiśniewski, właściciele – Anna i Grzegorz Gajek, Łukasz Giżelski – wina

Restauracja Firlejka Poznań

Restauracja Firlejka Poznań fot. Firlejka

Amuse bouche – Tatar z kaczki

Restauracja Firlejka Poznań - tatar z kaczki

Restauracja Firlejka Poznań – tatar z kaczki

Tatar z kaczki podany na łyżce, w pełni przyprawiony z ogórkiem kiszonym, żółtkiem przepiórczym, szalotką i marynowaną kurką. Tatar z kaczki nie jest często spotykaną potrawą w restauracjach, chyba go jadłem raz w życiu – miałem jakieś mdłe wspomnienia. Tu przeżyłem przyjemne zaskoczenie – świetnie, ostro przyprawiony nie ustępuje wołowemu, dobry na zaostrzenie apetytu, ładnie podany, „cieszy oko i gębę” 🙂

Przystawka zimna – carpaccio z marynowanej dyni

Restauracja Firlejka Poznań - carpaccio z dyni

Restauracja Firlejka Poznań – carpaccio z dyni

Dynia jest jedną z niewielu rzeczy, których nie lubię. Przeszkadza mi w niej ten słodko-mdły posmak. Zdarza mi sie trafić na potrawy, które na tyle od niego odbiegają, że mi smakują. Tak było w tym przypadku. Cieniutkie plasterki dyni są mocno octowe i dają świetny balans, do tego jest smaczny dressing winny i czarnuszka – to trzy główne składniki smaku. Ricotta jest małym wypełnieniem, a chips z jarmużu ładnie chrupie.

Przystawka ciepła – szyjki rakowe

Restauracja Firlejka Poznań - szyjki rakowe

Restauracja Firlejka Poznań – szyjki rakowe

To jest danie, z którego Firlejka jest znana. I słusznie. Biały sos śmietanowy jest intensywny, ma smak raków i lekko zaostrzony jest pomidorem koktajlowym (ale nie jest pomidorowy). Gdybym miał głosować na jedno danie z tego wieczoru to postawiłbym na tę pozycję. Podane z chlebem ziarnistym własnego wyrobu, podsmażonym na grzankę.

Zupa – krem z patisona

Restauracja Firlejka Poznań - krem z patisona

Restauracja Firlejka Poznań – krem z patisona

Ładnie podana – dekomponowana – z pomysłowym chrustem z łupin ziemniaka, którego ciekawą historię opowiedział Juliusz. Patison ma sam w sobie łagodny smak, ale ta zupa została odpowiednio doprawiona, z dodatkiem kwaśnej smietany i majeranku. To taki rodzaj zupy, którą można jeść bez końca i prosić o dolewkę. Chips niezbyt mi smakował, więc o dolewki prosiłbym bez tej ozdoby 😉

Ryba – polędwica z dorsza

Restauracja Firlejka Poznań - dorsz

Restauracja Firlejka Poznań – dorsz

Jak wiecie anatomicznie ryba nie ma polędwicy… ale taka moda nazewnicza… Pieczony kawałek dobrej jakości fileta dorszowego – z dużej sztuki. To chyba najdroższe danie w karcie, ale takie są ceny tego surowca. Ryba była upieczona, delikatnie doprawiona. Towarzyszył temu duszony szpinak dobrze się komponujący i pomidorek konfitowany (jak dla mnie bardziej dla koloru niż smaku). Całość była podlana zieloną salsą opartą na szczypiorku i grubo posiekanym czosnku – bardzo ostrą. W zasadzie cały delikatny smak ryby został przykryty. Ja bym wolał delikatniejszy sos, w stronę kwasku, ew. kopru, ale były przy stole osoby, którym odpowiadała ta ostrość.

Sorbet – cytrusowy z koperkiem

Restauracja Firlejka Poznań - sorbet cytrusowy z koperkiem

Restauracja Firlejka Poznań – sorbet cytrusowy z koperkiem

Ponieważ następnym daniem było mięso trzeba było przeczyścić kubki smakowe – otrzymaliśmy sorbet kwaskowy, ale z dodatkiem świeżego kopru. Takie skrzyżowanie zupy i deseru… 🙂 Mi to smakowało, zjadłem w całości, choć przy tym nieco się zamroziłem, porcja mogłaby być mniejsza.

Mięso – polędwiczka wieprzowa w glazurze rozmarynowej

Restauracja Firlejka Poznań - polędwiczka wieprzowa

Restauracja Firlejka Poznań – polędwiczka wieprzowa

Polędwiczka przygotowana metodą sous-vide, zrumieniona po bokach. Smakowała mi, ponieważ miała wyczuwalny, ale nie dominujący rozmaryn. Jak na przygotowywaną sous-vide to była tak na granicy twardości, jak dla mnie odrobinę za dużo temperatury dostała. Przystawką było fenomenalne puree ziemniaczne ze smalcem, skwarkami i szczypiorkiem. Całość była uzupełniona najdziwniejszym elementem tego dania – śliwką przygotowaną sous-vide z dodatkiem jałowca (ja go nie wyczułem). Z soku ze śliwki i sosu z polędwiczki stworzono dodatkowo gęsty sos. Śliwka (z gatunku dużych o mało intensywnym smaku śliwkowym) była zimna i miała mało smaku (na talerzu to po lewej stronie wyglądające jak pomidor), sam sos by wystarczył. Ja bym wolał to danie w ogóle bez elementu śliwkowego.

Deser – crumble z gruszką i serem lazur plus kogiel-mogiel

Restauracja Firlejka Poznań - crumble z gruszką i serem Lazur

Restauracja Firlejka Poznań – crumble z gruszką i serem Lazur

Bardzo ładnie podany deser, na ciepło. Pyszna kruszonka migdałowa, do tego gruszka i odrobina sera pleśniowego. Dla mnie tego sera mogłoby być więcej, nawet dużo więcej. Podawany do tego jest prawdziwy kogiel-mogiel – smak z dzieciństwa. Ja to zmieszałem z samym crumble – doskonała kombinacja.

Petit four – mus czekoladowy

Restauracja Firlejka Poznań - mus czekoladowy

Restauracja Firlejka Poznań – mus czekoladowy

Mus jest krótko mówiąc pyszny, chociaż szczerze mówiąc ledwo miałem siłę, żeby go zjeść. Do tego ładny, chrupiący chips czekoladowy z lawendą (mi się akurat nie trafiła) i jadalna ziemia orzechowa – też chrupiące uzupełnienie. Na temat żelu śliwkowego nie potrafię się wypowiedzieć, bo moje podniebienie go nie zapamiętało, może był zrobiony z tych samych niezbyt śliwkowych śliwek… Całość jest bardzo ładnie podana – tworzy trójwymiarową kompozycję.

Podsumowując

Ciekawy i ambitny lokal starający się utrzymac w lokalnych smakach. Życzę im wszystkiego najlepszego. Wszystkie potrawy były dopracowane i z pomysłem. Nieszczęśliwy nieco dobór surowca śliwkowego odbił się na paru daniach i jak na mój gust to szkoda delikatnej ryby kasować tak ostrą salsą. Ale wrócę do Firlejki, żeby spróbować jeszcze inych dań. Bez obawy przyszedł bym tam też z gośćmi, aby dać im spróbować polskich smaków. Całość w rozsądnych cenach, w dobrej lokalizacji. Miła obsługa.

Poniżej kilka zdjęć otrzymanych z Firlejki – tak wyglądają potrawy pełnowymiarowe z menu.

Restauracja Firlejka Poznań - polędwiczka wieprzowa

Restauracja Firlejka Poznań – polędwiczka wieprzowa (fot. Firlejka)

Restauracja Firlejka Poznań - tatar z kaczki

Restauracja Firlejka Poznań – tatar z kaczki – fot. Firlejka

Restauracja Firlejka Poznań - polędwiczka z dorsza

Restauracja Firlejka Poznań – polędwiczka z dorsza – fot. Firlejka

Restauracja Firlejka Poznań - mus czekoladowy

Restauracja Firlejka Poznań – mus czekoladowy fot. Firlejka

Restauracja Firlejka Poznań - menu jesienno zimowe 2016

Restauracja Firlejka Poznań – menu jesienno zimowe 2016

PS. a to właśnie jest firlejka – jakby ktoś nie wiedział (tak jak ja… 🙂 )

firlejka

firlejka

Restauracja The Time w Poznaniu – Młyńska 12 – relacja z otwarcia

Restauracja The Time w Poznaniu to nowe miejsce na mapie kulinarnej. Mieści się w nowym centrum biurowym an ulicy Młyńskiej 12. Słowo „nowym” nie jest do końca odpowiednie – to 130 letnia kamienica odrestaurowana z wyjątkowym pietyzmem i dbałością o szczegóły. Szefem kuchni jest Roman Kosmalski, za dobór win odpowiada firma Mielżyński. W lodówkach jest ponad 150 różnych win. Zapraszam do mojej relacji z otwarcia restauracji i całej posiadłości. Przepraszam za słabą jakość zdjęć – pora zmienić narzędzie…

Restauracja The Time w Poznaniu - Młyńska 12 - budynek

Restauracja The Time w Poznaniu – Młyńska 12 – budynek

Wnętrze, obsługa

Budynek robi duże wrażenie – moje pierwsze skojarzenie to było stare miasto w Wiedniu – podobny styl i jakość. Restauracja jest urządzona nowocześnie, sąsiaduje z patio, w otoczeniu drzew oliwkowych (nawet są na nich małe oliwki). Wewnątrz jest ładne, skoncentrowane światło. W całym pomieszczeniu nie jest zbyt jasno, ale nie trzeba się domyślać, co jest na talerzu. Nie muszę dodawać, że jest sterylnie czysto.

Restauracja The Time w Poznaniu - Młyńska 12

Restauracja The Time w Poznaniu – Młyńska 12 (fot. mlynska12.pl)

Kantyna w biurowcu Młyńska 12 w Poznaniu

Kantyna w biurowcu Młyńska 12 w Poznaniu (fot. mlynska12.pl)

Restauracja The Time w Poznaniu-patio

Restauracja The Time w Poznaniu-patio (fot. mlynska12.pl)

Trudno się wypowiedzieć na temat poziomu codziennej obsługi, ponieważ to była kolacja zamknięta, ale widać, że kelnerzy znają zasady  dobrego serwisu. Dania były podawane wszystkim gościom jednocześnie, sztućce donoszone w rękawiczkach (inaczej widać by było odciski palców).

Amouse bouche (czyli cieszygęba 🙂 )

Brioszka z suszonymi pomidorami, solone masło (wino: Deutz brut classic BV)

Restauracja The Time w Poznaniu - brioszka z suszonymi pomidorami

Restauracja The Time w Poznaniu – brioszka z suszonymi pomidorami

Bułka była bardzo świeża i miękka, pomidory bardzo lekko wyczuwalne w smaku, widoczne w kolorze, do tego regionalne francuskie masło Charentes-Poitou. Pyszna i prosta przystawka, masło nie nazbyt słone, miękkie, zaserwowane wino musujące wytrawne było świetnie dobrane jeśli chodzi o kwasowość, ostrość – dokładnie na tym poziomie jak sama przystawka.

Przystawka

Ravioli z krewetką i mięsem kraba, sos z cielęciny (wino: Villa Sparina Gavi di Gavi 2013)

Restauracja The Time w Poznaniu - ravioli z krewetką i mięsem kraba, sos z cielęciny

Restauracja The Time w Poznaniu – ravioli z krewetką i mięsem kraba, sos z cielęciny

Jeden, ale duży pieróg ze świetnie doprawionym mięsem krewetki i kraba, podbitym sosem z cielęciny. Rzadko się zdarza, żeby nie stracić delikatnego smaku tych owoców morza, a jednocześnie, żeby smak był wyraźny. Brawa dla szefa i świetnie dobranego wina.

Zupa

Consomme z ogonów wołowych z kluską i seler naciowy (wino: Sybilla Kuntz Mosel-Riesling kabinett 2013)

Restauracja The Time w Poznaniu - consomme z ogonów wołowychq

Restauracja The Time w Poznaniu – consomme z ogonów wołowych

Consomme było delikatne  jak na wołowinę, lekko słodkawe, ale smakowite. Sama „kluska” raczej neutralna, wino (choć znakomite) nieco zderzało się z tłustością bulionu – to znaczy te tłustość podkreślało. Lepiej było popić po zakończeniu dania.

Danie główne

Gładzica nadziewana krewetką, chilli, kasza gryczana prażona (wino: Velich To 2013)

Restauracja The Time w Poznaniu - gładzica nadziewana krewetką

Restauracja The Time w Poznaniu – gładzica nadziewana krewetką

Wyśmienita, świeża ryba w formie roladki, nadziana krewetką. Bardzo ciekawa, prażona, chrupka kasza gryczana – przyznaję, że takiego wynalazku jeszcze nie jadłem. Oprócz smaku dodaje daniu chrupiącej tekstury.

Sorbet – mango i limonka

Restauracja The Time w Poznaniu - sorbet mango i limonka

Restauracja The Time w Poznaniu – sorbet mango i limonka

Po rybie trzeba było posprzątać podniebienie przed daniem z wieprzowiny – niezbyt słodki sorbet (tylko słodycz mango) z pikantną nuta świetnie spełnił swoje zadanie.

Danie główne

Schab z młodej wieprzowiny, pieczony burak, puree jabłkowe, pieczony batat (wino: Les Obners de la Peira 2014)

Restauracja The Time w Poznaniu - schab z młodej wieprzowiny

Restauracja The Time w Poznaniu – schab z młodej wieprzowiny

Delikates – bardzo młody schab, ale z otoczką tłuszczu, mięciutki, soczysty. Z dodatków wyróżniał się pieczony batat i doskonale dobrane wino.

Niestety z powodów logistycznych nie dotrwałem do deseru, którym była zestaw: jeżyna, cytryna, migdał, śliwka, sorbet z kwasu razowego, ale jestem przekonany, że był wyśmienity.

Dania, które otrzymaliśmy były w porcjach degustacyjnych, w karcie porcje są większe.

Widziałem też kartę, która startuje w restauracji – jest naprawdę ciekawa, ceny ze średniej półki (za wyjątkiem przystawek, które są wyraźnie droższe) – warto będzie tam zajrzeć na pełnowymiarowe danie. Postaram się też wybrać do kantyny (czynnej tylko w porze lunchu) – z ciekawości wersji budżetowej tej kuchni.

 

 

Amici Miei Poznań ul. Rybaki 24 – owoce morza

Amici Miei Poznań to miejsce, o którym już pisałem przy okazji degustacji różnych dań włoskich. Prawdziwa kuchnia włoska z pasją. Tym razem spotkaliśmy sie na kolacji degustacyjnej z owocami morza – oczywiście w dzień, kiedy sa one najświeższe. Nie zamawialiśmy konkretnych dań – Mauro miał całkowita swobodę. Różnorodność na talerzach była wspaniała, tak jak sposoby przygotowania. Tych dań nie ma normalnie w karcie, bo ich przygotowanie zajmuje dużo czasu i nie wszystkie mogą zostać na nastepny dzień – potrzeba zdecydowanych klientów. Pokazuje jednak fantazję szefa i możliwości kuchni.

Zupa rybna z owocami morza

Zupa ta (zuppa di pesce) jest gotowana na wywarze rybnym, w który się wkłada owoce morza, warzywa, przyprawy. Jest ona lekka, w odróżnieniu od brodetto di pesce, gdzie daje się dużo rodzajów ryb i ma zupełnie inny smak. My mieliśmy w zupie małże, krewetki i kalmary. Była lekka, ale intensywna, nie za bardzo pomidorowa, świetnie zbalansowana, lekko pikantna. To jest najlepsza zupa rybna w stylu śródziemnomorskim, jaką w życiu jadłem (pomijam zupę węgierską i tajską). Niestety nie zostało nic zupy na wynos 🙁 .

Amici Miei Poznań - zupa rybna

Amici Miei Poznań – zupa rybna

 

Sałatka z owoców morza

Owoce morza – langustynki, małże (mule), kalmary, vongole, wszystko w towarzystwie marchewki, pietruszki i lekko kwaśnego sosu, na zimno. Uczta w grzebaniu się w tym rękami, obieraniu, wybieraniu i smakowaniu. Potem podano nam chusteczki nawilżające o zapachu cytrynowym. Wyjedliśmy co do okruszka.

Amici Miei Poznań - insalata frutti di mare

Amici Miei Poznań – insalata frutti di mare

Sałatka z ziemniaków i ośmiornicy

Bardziej konkretnym podparciem dla poprzedniej sałatki było to danie – ośmiornica marynowana 2 dni, ugotowana na mięciutko (jeśli myślicie, ze ośmiornica jest zawsze gumowa to jesteście w błędzie). Mauro tłumaczył na czym polegają różnice między typami ośmiornic – my mieliśmy typ mniejszy… Łagodne w smaku, lekko wyczuwalna kwaskowa marynata ośmiornicy.

Amici Miei Poznań - sałatka z ziemniaków i ośmiornicy

Amici Miei Poznań – sałatka z ziemniaków i ośmiornicy

Langustynki (scampi) w sosie pomidorowym

To było przepyszne ! Świetnie uduszone langustynki, nadcięte dla wygody obierania, w sosie z pomidorków koktajlowych, ziół, oliwy. Sam sos był nieprawdopdobnie smaczny, wylizywaliśmy go maczając gorącą, rozmarynową focaccię.

Amici Miei Poznań - lagustynki w sosie pomidorowym

Amici Miei Poznań – lagustynki w sosie pomidorowym

Przegrzebki z sosem cytrynowym

Małże były perfekcyjnie miękkie, sos lekko cytrynowy tak, aby nie zagłuszyć ich subtelnego smaku i… po prostu było ich dużo. Podjadałem z focaccią, maczając ją w sosie.

Amici Miei Poznań - przegrzebki

Amici Miei Poznań – przegrzebki

 

Małże faszerowane, zapiekane

Następne danie było na ciepło. Małże faszerowane mieszanką bułki tartej, pietruszki, pomidorów i sera. W zasadzie samego małża było niewiele, ale całość – zapieczona była bardzo smaczna – taki rodzaj kotlecika. Dużo bardziej syta niż normalne danie z owoców morza.

Amici Miei Poznań - małże faszerowane, zapiekane

Amici Miei Poznań – małże faszerowane, zapiekane

Małże duszone

Kiedy już się wydawało, że nic się nie zmieści – wjechały półmiski z małżami duszonymi – klasycznie, w towarzystwie pomidorów, czosnku, pietruszki. Najprostsze danie, ale bardzo smaczne. Zmieściło się :). Natomiast na deser już nikt się nie skusił…. 😉 . Lepiej mieli Ci, którzy mogli pić świeże, białe wino o bogatym, owocowym zapachu i lekko wytrawnym smaku.

Amici Miei Poznań - małże

Amici Miei Poznań – małże

Suplement- pasta carbonara

W tym samym tygodniu odwiedziłem jeszcze raz Amici Miei – w nadziei na posmakowanie świeżo smażonych małych rybek. Niestety pojawiłem się trochę za wcześnie. Zamówiłem więc znaną potrawę spoza karty czyli carbonarę. Mauro twierdzi, że dodawanie śmietany do carbonary to zbrodnia podobna do tego jakby do bigosu dodać rybę…

Spaghetti było ugotowane na świeżo, idealnie, w środku boczek, owczy ser i sos, który miał niesamowitą teksturę. Śmietana jest gładka, a ten sos był na języku lekko szorstki i lżejszy. Jak się zapytacie to może Mauro Wam zdradzi jak to się robi 😉 , a nie jest to takie banalne. Przyprawione świeżo zmielonym pieprzem. Do potrawy podają sól w młynku i oliwę aromatyzowaną czosnkiem i pepperoncino. Spróbowałem, ale naprawdę nie trzeba nic dodawać. Danie syte, smaczne, w bardzo przyzwoitej cenie. Zawsze możecie o nie poprosić, bo składniki na bieżąco dotepne są w kuchni.

Amici Miei Poznań - pasta carbonara

Amici Miei Poznań – pasta carbonara

Zajrzyjcie do Amici Miei, a najlepiej umówcie się z włascicielem na większa kolację. Przygotujcie się też na biesiadę w stylu włoskim – to nie jest fast food. Nasza kolacja trwała 3 godziny, na pierwsze danie trzeba też troche poczekać (w międzyczasie bruschetta…). To jest czas, kiedy niespiesznie mozna porozmawiać z przyjaciółmi (oraz szefem 🙂 ), spedzić czas urozmaicając go urokami jedzenia.

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu to nowy lokal, otworzony w lipcu 2016, ze świetną lokalizacją – tuż obok rynku Starego Miasta. W tej chwili jeszcze nie jest zbyt widoczny, zajmuje pomieszczenie, gdzie wcześniej znajdował się lokal rozrywkowy o nieapetycznej nazwie 😉 . Nie jest to jednak część tego lokalu.

Pomysł na tę restaurację to krótkie menu grillowe, przyrządzane na miejscu składniki (pieczywo, sosy, kiszonki) oraz bardziej staranne operowanie grillem i marynatami, m.in. używanie techniki sous-vide do mięsa przed grillowaniem.  Jaki to daje efekt ? Czytajcie poniżej – moją relację z kolacji degustacyjnej dla blogerów kulinarnych.

Wystrój

Wnętrze jest dośc prosto urządzone ale ma wygodne kanapy. Styl lekko industrialny, jest wysokie, z odkrytym sufitem z instalacjami. Jest dość ciemno. Akustycznie panuje znośna muzyka, choć nieco za głośna, jeśli się chce dłużej porozmawiać. Na temat obsługi trudno się wypowiedzieć, bo to była specjalna okazja.

Przystawka – śledź  marynowany w cytrynowej śmietanie z cebulką i konfiturą z daktyli

Ładnie podane. Jak dla mnie to był falstart, chociaż koledze obok smakowało…. sam śledź był dobry, ale do tego była spieniona śmietana (lub serek) z dodatkiem skórki cytrynowej, trochę marynowanej cebuli i słodka konfitura. Kombinacja niby dobra, ale… te różne smaki były zbyt mocne i odległe od siebie – razem się nie łączyły. Cytrynowość byłą taka słodko-deserowa, daktyle bardzo słodkie, cebula gdzieś się zgubiła. Zjadłem same śledzie i trochę byłem przerażony nadchodzącą resztą menu.  Na szczęście moje obawy nie sprawdziły się.

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu - śledź

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu – śledź

Przystawka – krem z kukurydzy na mleczku kokosowym

Już w przypadku zupy było lepiej0 gładka, kremowa, lekko wyczuwalne mleczko. Dla mnie odrobinę za słodka, albo też za mało pikantna, troszkę zabrakło balansu, ale nie było źle – zjadłem całą wraz z focaccią, którą należy pochwalić – pachnąca ziołami i  oliwą, z grubą solą. Podanie w jaskrawym metalowym kubku też mi się podoba.

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu - krem z kukurydzy z mleczkiem kokosowym

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu – krem z kukurydzy z mleczkiem kokosowym

Danie główne

Dostaliśmy próbki kilku dań głównych i dodatków – takiego zestawu normalnie nie sprzedają. Od lewej: rostbef, kurczak w curry, polędwiczki w kawie i pulled pork z łopatki. Z dodatków – ziemniaki pieczone z rozmarynem, sos barbecue, sos jogurtowy z czosnkiem, Coleslaw oraz zestaw domowych kiszonek.

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu - danie główne

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu – danie główne

Mięsa na grilla przygotowywane są wcześniej techniką sous-vide, co daje bardzo dobre efekty – rostbef, kurczak, polędwiczki były soczyste i miękkie. Zwłaszcza przy drobiu to trudno uzyskać. Mięso z kurczaka (filet) dostał charakteru poprzez smak curry. Dobry był też pulled pork, miał smak typowo pieczeniowy, chociaż ja jako zwolennik zdecydowanych smaków trochę bym go doprawił.

Smaczne były ziemniaczki – wyraźnie rozmarynowe, chociaż moje były już przestygnięte. Sosy jakoś bardzo mnie nie porwały, BBQ był zbyt śliwkowy jak dla mnie, chętnie bym spróbował sosu, który jest w karcie – mięsny z whisky i białą czekoladą. Fajny pomysł z własnymi kiszonkami – są ok, apetyczne, kolorowe. Coleslaw – jak dla mnie za mało pikantny.

Deser – sernik z marakują

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu - sernik z marakują

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu – sernik z marakują

Pomimo strasznego najedzenia się skusiłem się na deser – i to była dobra decyzja. Sernik jest puszysty, wilgotny, prawie jak sernik na zimno. Gładki ser jest jednocześnie słodki i kwaskowaty od marakui. Do tego słodka i krucha podstawa. Dawno nie jadłem tak dobrego sernika.

Całe menu jest zbudowane modułowo – osobno kupuje się przystawki, mięso główne, dodatki warzywne i skrobiowe, desery. Dzięki temu można sobie skomponować naprawdę odpowiedni zestaw. Ceny jak taki dobór surowców i technikę są naprawdę przystępne – porcja mięsa 200g od 14 do 22 zł (stek), dodatki – 6 zł, przystawka 10. Wszystko jest robione na świeżo. Jest też jakaś (choć niewielka) oferta dla wegetarian/wegan.

Na koniec trzeba pochwalić menedżerkę lokalu oraz szefa. Dobrze wszystko zorganizowali, odpowiadali na wszystkie pytania, a szef był szczerze zainteresowany opinią na temat swoich pomysłów kulinarnych. Życzę mu powodzenia.

Czy wrócę do tego lokalu – tak. Jeszcze wszystkiego nie spróbowałem, a chętnie też powtórzę niektóre dania.

Restauracja Amici Miei, Poznań, ul. Rybaki 24/25

Restauracja Amici Miei, Poznań to szczególne miejsce, gdzie po raz pierwszy mogłem zaznać domowej, włoskiej gościnności. Nie jest to klasyczna recenzja, ponieważ niewiele spróbowałem dań z karty. Dla naszej grupy szef – Mauro zrobił wyjątkową ucztę dań z jego regionu (czyli rzymskich), których normalnie nie ma w karcie. Dania te wymagały dużej pracochłonności i czasu, tym bardziej były ciekawe. W zasadzie do pewnego stopnia każdy może sobie zamówić coś oryginalnego – jeśli tylko są składniki. Oczywiście nie należy liczyć na to, że przychodząc „z ulicy” dostaniemy danie, które przygotowuje się 3 godziny. Mauro jest bardzo sympatyczny, dobrze mówi po polsku, chętnie rozmawia i proponuje dania, albo ich wariacje, warto się go zapytać, co poleca. Restauracja bazuje na wybranych, dobrych składnikach, stąd to trochę wyższa półka cenowa.

Bruschetta i inne grzanki

Na przystawkę dostaliśmy grzanki na chlebie tostowym – bruschette z pomidorami koktajlowymi, pastę z czarnych oliwek, z karczochów oraz majonez truflowy z balsamico. Mi najbardziej przypadła do gustu bruschetta i pasta oliwkowa o zdecydowanym smaku.

Bruschetta - Amici Miei, Poznań

Bruschetta – Amici Miei, Poznań

Flaki w sosie pomidorowym

Przystawki nie były specjalnie porywające – ciekawe, ale całkiem standardowe. Czekaliśmy z ciekawością na to danie, które było zrobione specjalnie dla nas. Włoskie flaki pomimo, że podstawowy surowiec jest ten sam jak polski, nie są zupą, ale gulaszem, dość gęstym. Same żołądki są miękkie, nie tak gumowe jak w naszej zupie.

To danie było dla mnie królem wieczoru – dusi się je parę godzin, ma bardzo bogaty bukiet smaków – od słodkawych smaków pomidorów i marchewki, przez pikantność pepperoncino i sera owczego do świeżości mięty. Smaki te pojawiają się nie na raz, ale w pewnej kolejności. Obłędna kombinacja, resztkę dania wyjadłem jako deser 🙂 .

Flaki pomidorowe - Amici Miei, Poznań

Flaki pomidorowe – Amici Miei, Poznań

Ogony wołowe duszone i makaron z sosem

To danie było robione dla nas od rana – ogony duszą się ok. 5 godzin. W Polsce w restauracjach rzadko można je spotkać, właśnie ze względu na pracochłonność. Niejako przy okazji powstało drugie danie – czyli makaron rigatoni z sosem pomidorowym od duszonych ogonów.

Na ogonach nie ma zbyt dużo mięsa, ale jest ono smaczne, trzeba je jeść rękami, wydłubując mięso spomiędzy kości. Jest przesiąknięte pomidorowo-warzywnym sosem, lekko słodkawym, lekko kwaskowym.

Duszone ogony wołowe - Amici miei, Poznań

Duszone ogony wołowe – Amici miei, Poznań

Makaron był oczywiście dobrze ugotowany, gęsty sos go oblepiał,a starkowany ser Pecorino Romano zaostrzał smak. Dwa w jednym – przykład jak można wykorzystać dobrze składniki.

Rigatoni z sosem pomidorowym - Amici Miei, Poznań

Rigatoni z sosem pomidorowym – Amici Miei, Poznań

Deser – tiramisu

Na deser szczerze mówiąc nie miałem miejsca, ale skubnąłem od koleżanki tiramisu. Deser ten jadłem już w rożnych fantazyjnych formach – ta była jeszcze inna. Smaczny, nie za słodki, puszysty. Polecam !

Tiramisu - Amici Miei, Poznań

Tiramisu – Amici Miei, Poznań

Na pewno wybierzemy się jeszcze do tego lokalu na jakieś specjalne dania, mnie kuszą owoce morza, których jest tam duży wybór – najlepiej przyjść na nie w środę.

Tokyo Tey Sushi Poznań, ul. Półwiejska 22,

Tokyo Tey Sushi Poznań to pomysłowe połączenie japońskiej nazwy z typowo lokalnym, poznańskim akcentem – czyli Tey. Lokal znajduje się przy głównym deptaku Poznania – ul. Półwiejskiej. Jest to ciekawy koncept: fast-food z kuchnią japońską. Sushi jest gotowe – można je zjeść na miejscu lub zabrać ze sobą. Ceny są bardzo atrakcyjne.

Wygląd i obsługa

Wygląd jest bardzo nowoczesny i bardzo przemyślany. Nowoczesny design, dopracowane dodatki (tacka, pałeczki, serwetki z logo), ładne opakowania, ma się wrażenie czystości. Lubię takie klimaty. Chłodziarki z sushi wyglądają wręcz bajecznie z tęczowymi pudełkami i kolorowymi sokami owocowymi.

Tokyo Tey, Półwiejska 22, Poznań - lodówka

Tokyo Tey, Półwiejska 22, Poznań – lodówka

Obsługa jest minimalna, bo sushi bierze się z chłodziarki, a inne dania zamawia przy kasie, potem są przynoszone do stolika. Generalnie nie można narzekać, chociaż jak ja byłem w lokalu (dzień powszedni, godz. 17) to prawie nie było gości – sprawność trudno ocenić.

Sushi

Wziąłem sobie pojedyncze kawałki, żeby nie przejeść się, a spróbować kilku rodzajów: hosomaki rzepa/ogórek, uramaki łosoś marynowany/sezam, futomaki paluszek krabowy łosoś avocado. Sushi jest przyzwoite (ale…), uramaki z łososiem nawet bardzo dobre. Robotę swoją wykonuje palony sezam. To ale… – głównym problemem dla mnie był fakt, że sushi było dość mocno schłodzone – przez to trochę bardziej twarde i nieco o spłaszczonym smaku. Lepiej jest chyba to wziąć na wynos, w międzyczasie się ogrzeje. Spróbuję tego kiedyś w takiej wersji i dam znać.

Tokyo Tey ul. Półwiejska 22, Poznań sushi

Sushi – Tokyo Tey ul. Półwiejska 22, Poznań

 

Zupa – Gyu curry – bulion wołowy z polędwicą

Chciałem zamówić pierożki gyoza, ale niestety nie było żadnej wersji. Ponieważ nie chciałem zupy z mleczkiem kokosowym, ani miso – pozostał mi Gyu curry. Zamówiłem w ciemno bez pytania… Bulion zawiera sporo kawałków wołowiny, dobrze ugotowany makaron udon, kiełki i trochę warzyw w julienne. Do tego sezam. Zupa ładnie pachnie pastą curry. Generalnie jest smaczna, ale jej ostrość przekroczyła moje dopuszczalne normy – dałem radę połowę, a trzeba było się spytać… 😉 .

Gyu Curry - Tokyo Tey ul. Półwiejska 22, Poznań

Gyu Curry – Tokyo Tey ul. Półwiejska 22, Poznań

Zestaw sushi i onigiri

Powróciłem do tego lokalu, żeby spróbować sushi w wersji nie-lodowatej. Kupiłem jeden zestaw (26 PLN) i onigiri (6 pln). Zabrałem na wynos, całość przebywała w temperaturze pokojowej (około 23 stopnie) 2 godziny. Jeszcze raz chciałbym podkreślić niezwykła estetykę opakowania – absolutny top. W Polsce nie widziałem czegoś takiego, na podobnym poziomie (może lepsze, ale to kwestia gustu) miałem sushi boxy w restauracji, w której pracowałem w Kopenhadze (ale cena nie ta… 😉 ).

Zestaw sushi i onigiri - Tokyo Tey Sushi Poznań`

Zestaw sushi i onigiri – Tokyo Tey Sushi Poznań

Zacznę od onigiri – jest bardzo duże. Ja wziąłem z wołowiną na słodko. Zawiera mieloną wołowiną, cebulę, miód, sosy przyprawowe, warzywa, boczniaki. Całość ma fajny, pełny smak. Nie za słodki, nie za ostry. Na pewno następnym razem spróbuję innych rodzajów.

Zestaw sushi - Tokyo Tey Sushi Poznań

Zestaw sushi – Tokyo Tey Sushi Poznań

Sushi – jak widzicie – składało się z rożnych rodzajów. Na ciepło jest zdecydowanie lepsze. Może to nie jest niewiadomo jak wysublimowany smak, ale nie ma tu twardego ryżu z dziwnymi wypełniaczami, który możecie spotkać w pudełkach w supermarkecie., Jest przyzwoite, jak na polskie warunki i na tę cenę. Dla mnie troszkę brakuje wasabi i troszkę mało sosu sojowego jak na taki duży zestaw.

Podsumowanie

Lokal z pomysłem, z dobrymi cenami. Ładnie, estetycznie, pomysłowo. Na temat smaku wypowiem się ostatecznie po kolejnej degustacji. Warto zajrzeć, albo zamówić na wynos.

Restauracja IKEA Poznań – nowe menu – maj 2016

Restauracja IKEA Poznań – szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że kiedykolwiek będe pisał na ten temat na blogu, ale życie zaskakuje 🙂 .  Restauracja przeszła dwie zmiany – przemeblowanie, częściowo nowe meble (np. fajne ławy) i nowe pozycje w menu. Poznańscy blogerzy zostali zaproszeni do degustacji, dzięki czemu dowiedzieliśmy się paru ciekawostek, które nie są powszechnie znane.

Tym razem nie będe pisał o wystroju, czy obsłudze. Jak wygląda ta restauracja – wiadomo – nowoczesny, skandynawski design, samoobsługa. Trzeba wziąć pod uwagę, że to prawdziwy kombinat. Wydaje sie tu setki dań dziennie, a w weekend to wolę nawet nie wiedzieć.

Ja sobie wybrałem menu zawierające i dania sezonowe, nowe i te stare:

  •  sałatka z buraków
  • krewetki na parze z sosem koperkowym
  • chłodnik litewski
  • szynka wolno pieczona z puree ziemniaczanym i borówkami
  • sorbet truskawkowy (a właściwie koktajl)
  • camembert panierowany z sosem holenderskim
  • tarta Daim
  • zielona herbata z trawa cytrynową
  • kawa
Restauracja IKEA, Poznań

Restauracja IKEA Poznań

Ta restauracja to bardzo specyficzne miejsce – nie jest to ani lokal, do którego się idzie specjalnie, żeby zjeść coś dobrego, ani lokal, do którego się wpada po drodze, na ulicy i bierze jedzenie do ręki. Tam się idzie na zakupy do sklepu, a przy okazji jeśli jest się głodnym – coś połknąć – szybko i w miare przyzwoicie. Chociaż… ja się przyznaję, że od czasu do czasu jechałem tam specjalnie, żeby zjeść ich golonkę pieczoną w kapuście – jest rewelacyjna, chociaż można trafić na przesoloną lub nieco wysuszoną (jesli to są ostatnie sztuki).

Zacznijmy od początku – zawsze się zastanawiałem, czy te dania są z mrożonki, czy są robione na miejscu. Druga rzecz – to czy we wszystkich IKEAch w Europie jest takie same menu. Kiedyś mieszkałem blisko IKEA w Kopenhadze (a właściwie w Gentofte) i byłem tam na jakimś śniadaniu, ale już nie pamiętam menu, restauracja wygląda tak samo. Menedżer restauracji wyjaśniła, że jest z tym różnie – np. słynne kuleczki mięsne (Köttbullar) są po prostu z mrożonki – te same możecie kupić w sklepiku. We wszystkich restauracjach podaje się właśnie te kulki i łososia. Reszta to lokalna inwencja, chociaż starają się używaż też swoich produktów np. borówek.

Chłodnik – to jest podawane tylko w Polsce, na bazie kefiru, robione na miejscu, łącznie z gotowaniem buraków. Sprzedaje się tego latem wiadra, codziennie. Nie dziwię się, bo ja też to zawsze kupuję. Jak na restauracyjny chłodnik jest naprawdę przyzwoity, gęsty, doprawiony. Ja bym dodał rzodkiewek, czosnku itp, ale na taki przeciętny gust – jest godny polecenia.

Przystawka krewetki na parze IKEA

Przystawka krewetki na parze – restauracja IKEA

Krewetki – taki plus-minus. Przy nas były wyjmowane z pieca, bardzo świeże, całkiem duże, dobrze ugotowane- chrupkie, nie wysuszone. Ten minus to za sos, z kolei za mało przyprawiony, próbowałem je trochę dosolić, ale… uwaga! sól z tych jednorazowych torebek sypie się wartkim strumieniem i ja moje przesoliłem. (Swoją drogą identyczne torebki z solą i pieprzem można spotkać w polskich racjach wojskowych np w tej).

Camembert z sosem – ser jest dobrze usmażony, chrupki, smakiem nie porywa – tzn. jest mdły, sos holenderski nie ma w zasadzie smaku. Tylko dla zdeklarowanych fanów camemberta 🙂

Sałatka z burakami i szpinakiem IKEA

Sałatka z burakami i szpinakiem – restauracja IKEA

Sałatka z buraków pieczonych, szpinaku, słonecznika, fety – trochę trudno mi sie wypowiedzieć. Buraki bardzo dobrze upieczone, pokrojone w cienkie plastry, reszta składników przyzwoita (ser typu Favita, ale to nie restauracja grecka). Wszystko jest świeże. Problemem dla mnie jest to, że sama sałatka nie ma dressingu – przydałaby się oliwa i ocet balsamiczny. Do sałatek trzeba wziąć gotowy dressing Fanexu, który mnie troche przeraża… Jeśli to nie jest dla Was problem to polecam.

Szynka pieczona z borówką IKEA

Szynka pieczona z borówką – restauracja IKEA

Szynka wolno pieczona z borówką i puree ziemniaczanym – to szwedzkie danie bożonarodzeniowe. Tak smakowało w Polsce, że weszło do całorocznego menu. Szynka jest zapeklowana i pieczona przecz całą noc w niskiej temperaturze. Jest soczysta, dobrze doprawiona, pewnie można trafić na wysuszony kawałek, ale ja tego nie miałem. Do tego naprawde dobre borówki. Polecam ! Z innych głównych dań przy stole uznanie zyskał medalion z łopatki – nowa pozycja w menu (spróbuję następnym razem). Ja spróbowałem trochę filetu z łososia i też mi smakował.

Pora na dodatki – sorbet, a właściwie koktajl truskawkowy (truskawki zmiksowane) – jak za tę cenę o tej porze roku było przyzwoity, nie wodnisty. Oczywiście trochę mało truskawkowy i mało słodki – nie jest sztucznie dosładzany. Myślę, że za miesiąc będzie bardzo dobry – wtedy będzie sezon.

Tarta Daim (mrożona, można kupic w sklepiku) – bardzo dobra, – karmel, czekolada, trochę ciasta… to zawsze uzależnia i smakuje, co tam, że z mrożonki 🙂 .

Polecam też kawę – świeżo mielona w ekspresie, o bogatym smaku, nie za bardzo spalona. Z napojów zdecydowanie najlepsza herbata zielona z trawą cytrynową (na zimno) – nie słodka, lekko kwaskowa. Strzał w dziesiątkę.

Korzystając z wizyty zajrzałem do sklepiku i kupiłem sezonowy produkt – Sill sommar czyli letni sledź. Lubię śledzie po skandynawsku, szkoda, że nie mają tu takiego wyboru jak w Szwecji.

Sill sommar IKEA

Sill sommar IKEA

Jest to dość duży słoik sledzi w śmietanie z dodatkiem ikry śledziowej. Oprócz tego wsród przypraw jest cebula w proszku, jalapeno, limonka (aromat), por, szczypiorek. Jest też fura konserwantów – ten produkt, który stał w lodówce ma okres przydatności… rok.

Sill sommar - śledź z IKEA

Sill sommar – śledź z IKEA

Jeśli chodzi o wrażenia smakowe to ta ikra jest świetna, takie małe grudki słoności na języku, fajny jest tez dodatek papryki i limonki. Śledź jest też dobry (ja przynajmniej lubie takie słodko-kwaśne smaki). Całość wrażenia psuje sam sos – nie jest to zwykła śmietana (zawiera odrobinę śmietany w proszku), ma taką ciągnącą, kisielowatą konsystencję. Trochę szkoda, ale coż – przemysłowa produkcja….

O tej wizycie możecie też poczytać na blogu Grażyny.

 

Restauracja Fajna Ukraina, ul. Kwiatowa 2, Poznań

Restauracja Fajna Ukraina w Poznaniu to miejsce, gdzie się wybierałem od dłuższego czasu. Nadarzyła się okazja na skosztowanie ukraińskich przysmaków. Zapraszam na relację, a będzie ciekawie…

Wybrałem się tam w towarzystwie dwóch osób, na dodatek jedna pochodzi z Polski, a druga z Ukrainy. Mogłem więc skonfrontować moje wrażenia smakowe i porównać je z odniesieniem do wspomnień z rodzinnej kuchni.

Zaznaczam, że moje opinie kulinarne odnoszą sie do mojego poczucia smaku (chociaż w tej relacji są one odniesione do trzech osób).

Wygląd i obsługa

Wnętrze jest bardzo ładne. Bardzo kolorowe, pełne ludowych wzorów i ozdób. Ładnie wydrukowana karta menu, ładny szyld restauracji. Jest jasno i przestronnie, latem będzie czynny także ogródek w podwórzu.

Obsługa na średnim poziomie. Nie można narzekać, ale też nie wyróżniała się jakoś doradztwem albo opowiadaniem o daniach (mam porównanie np. z ostatnią wizytą w U Rzeźników). Myślę, że częściowo to efekt ograniczonej znajomości języka polskiego. Mieliśmy stolik zarezerwowany na godzinę, byliśmy 10 min wcześniej i… na kartę menu czekaliśmy 10 minut. Potem już było lepiej – pierwsze danie dostaliśmy chyba po 10-15 minutach. Pewnym zaskoczeniem było (teraz rzadko już się to spotyka), że nie można było podzielić rachunku na dwóch płacących (np. jeden płaci kartą, drugi gotówką).

Przystawka – śledzie w domowej marynacie

Śledzie w domowej marynacie z czerwoną cebulą, papryką, koprem, kapustą – zamarynowanymi w winegrecie. Musicie przyznać, że apetycznie wyglądają. Jędrne, ładne, nieuszkodzone. Trochę się obawiałem dużego stężenia octu – ale niepotrzebnie. Zalewa octowa jest łagodna, ale nie mdła, nie jest też słodka (ani tym bardziej słodzikowa). Warzywa chrupiące, w smaku dopasowane do śledzi – brawo ! Rzadko się zdarza tak proste, ale ciekawe połączenie smaków. Wszystkim smakowało.

Śledzie w domowej marynacie z cebulką, Fajna Ukraina, ul. Kwiatowa 2, Poznań

Śledzie w domowej marynacie z cebulką, Fajna Ukraina, ul. Kwiatowa 2, Poznań

 

Zupy – barszcz ukraiński i soljanka

Jakie są nasze pierwsze skojarzenia w Polsce z kuchnią ukraińską ? – na 100% barszcz ukraiński. Nie mogłem zatem odmówić sobie tej zupy, dodatkowo miałem okazję spróbować sztandarowego zupnego smakołyku ze wschodu – soljanki, którą od czasu do czasu lubię sam zrobić dla jej bogactwa smaków –  z tego przepisu.

Podobno na Ukrainie nie ma jednego przepisu na barszcz ukraiński – ilu kucharzy – tyle przepisów (jak u nas na bigos…). Niemniej jednak jest to zawsze zupa z dodatkami (nie ma wersji czystej) i raczej się jej nie zakwasza. W wersji w tej restauracji była tam kapusta, mięso, buraki, inne warzywa, nie było natomiast fasoli. Barszcz ukraiński jest zupą, którą znam (jak większość Polaków) od dzieciństwa, ale dodatki, które podano w Fajnej Ukrainie były zupełną nowością. Niestety moje zdjęcie dodatków nie wyszło, ale możecie je zobaczyć w galerii na stronie internetowej restauracji lub na blogu u Smacznego Turysty czyli Juliusza Podolskiego. Jest to talerz ze swego rodzaju pieczywem czosnkowym w postaci swego rodzaju chałki 🙂 , kwaśną śmietaną oraz domową, przyprawioną, soloną słoniną.

Jak to smakowało ? Jak na mój wyrazisty gust smakowy (i moich współbiesiadników) to było za mało zdecydowane. Trochę doprawiłem pieprzem, ale brakowało mi kwasku. Może z kwaskiem (np. z pomidorów) to nie byłby już ortodoksyjny barszcz ukraiński, ale to nie zmienia mojego odczucia. Mięso w barszczu było sztywne i chyba to była wieprzowina (sądząc po kolorze). Rewelacyjne natomiast były dodatki – chałka (czy też pampuszki) z czosnkiem,  śmietana i bardzo dobra słonina.

Barszcz ukraiński, Fajna Ukrajna, ul. Kwiatowa 2, Poznań

Barszcz ukraiński, Fajna Ukrajna, ul. Kwiatowa 2, Poznań

 

Soljanka wyglądała ładnie, z plastrem cytryny w środku i była dla mnie smaczniejsza od barszczu, ale… brakowało mi w niej tej podstawowej nuty smaku – kwasu z kiszonych ogórków. Kwas ten trzeba dodać na końcu i już nie gotować zupy, bo smak zginie. Poza tym była bardzo tłusta – pływało po niej przynajmniej 3 mm tłuszczu. Co do przyprawienia i tłuszczu byliśmy wszyscy zgodni.

Dania główne – pieczeń po huculsku, pielmieni i sałatka Olivier

Zacznijmy od sałatki Olivier, które to danie moi znajomi sami przygotowują na imprezy. Wygląda jak polska sałatka warzywna (znacie to? pierwszy dzień po świętach to tzw. święto sałatki warzywnej – wszyscy przynoszą ją do pracy 😉 ).  Oprócz warzyw znajduje się tu dodatek mięsny – w tej restauracji był to kurczak, ale może być kiełbasa lub inne mięso. Ciekawe jest to, że jest mniej majonezowa, bardziej „wytrawna”, lżejsza. To mi się spodobało, chociaż oczywiście ja bym dodał pieprz  🙂 .

Pielmieni – małe pierożki z wieprzowiną, podane ze śmietaną. Mi naprawdę smakowały, czuć było sól, czosnek, ciasto było średnio grube, ale dobrze ugotowane. Mankamentem było to, że były letnie, a nie gorące – chyba w kuchni wydawka nie zgrała się z resztą dań… Zdania w towarzystwie degustującym były podzielone (strona ukraińska domagała się mocniejszego przyprawienia farszu, ale dla mnie było wystarczające – może dlatego że reszta była dość blada…).

Pieczeń po huculsku – jeśli wyobrażacie sobie pieczeń jako kawał mięsa upieczony i podany w plastrach to będziecie zaskoczeni – to jest w zasadzie coś w rodzaju gulaszu. Ładnie pachnie – grzybowo, mięso było miękkie. Porcja nie jest zbyt duża, ale dość kaloryczna. W menu figuruje to jako „Leśne grzyby i kawałki wieprzowiny w sosie śmietanowym ułożone na puszystych plackach ziemniaczanych”, 300g. Gramatura się zgadza, ale to zdecydowanie nie było „ułożone”. Było to podane w „kociołku”, niezbyt dużym. Co do smaku.. hmm.. chyba trochę się zmieniło od czasu recenzji Juliusza, bo ja znalazłem może 2 kawałki korzonka borowika w sosie, nie ma mowy o dużych kawałkach grzybów. Smak był ok, ale… nie porwał mnie.

A teraz – obiektywne zastrzeżenia. W pewnym sensie te kawałki wieprzowiny i grzyby były „ułożone na puszystych plackach ziemniaczanych”, ale to „ułożone na” jest bardzo naciągane. Do kociołka są włożone małe placuszki ziemniaczane (na spód i na ścianki) i na to jest wlany sos z mięsem i grzybami. Efekt jest taki:

  • placki przesiąkają sosem, nie czuć ich smaku i chrupkości
  • ciężko jest to danie zjeść (ciekawe czy menedżer restauracji próbował…) – musisz za pomocą noża i widelca pokroić te placki znajdujące się na ściankach kociołka, a ten kociołek ucieka ci po talerzu w tym czasie… 🙁

To danie to trochę stracony potencjał – jak dla mnie… Apeluję do kuchni – podajcie to mnie efektownie – placki osobno, reszta osobno, sos zagęśćcie, efekt będzie smaczniejszy.

Pieczeń po huculsku, Fajna Ukraina, ul. Kwiatowa 2, Poznań

Pieczeń po huculsku, Fajna Ukraina, ul. Kwiatowa 2, Poznań

Całość zwieńczył napój – Mors – coś w rodzaju kompotu z żurawin. Serdecznie wszystkim polecam. Bardzo smaczny, nie za słodki, z wyraźnym smakiem i lekką goryczką żurawin – można zrobić dobry kompot ? Można.

Reasumując

Mam mieszane wrażenia – pewne rzeczy mi smakowały, pewne nie. Czy bym wrócił do restauracji Fajna Ukraina ?

Hmmm… tak – ale wziąłbym deskę domowych wędlin, ew. patelnię po myśliwsku oraz jakieś menu pierogowe.

Bistro4You Poznań, ul, Dąbrowskiego 26

Smaczna, prosta kuchnia oparta na dobrych składnikach, dania przygotowane na świeżo – to sekret sukcesu Bistro4You mieszczącego się w Poznaniu na ul. Dąbrowskiego 26. Rzadko się zdarza, żeby wszystkie dania mi w lokalu smakowały. Na bistro o dość banalnej nazwie trafiłem na poznańskich Jeżycach dość przypadkiem, rzadko tam bywam, ale miałem coś do załatwienia i chwilę czasu. Okazało się to strzałem w dziesiątkę – odkryłem perełkę – nie tylko ze względu na smak, ale również miłych właścicieli i gościnność. Prorokuję im rozwój i dużo gości. Ja na pewno niedługo sam się tam pojawię.

Wnętrze, obsługa

Bistro jest urządzone prosto, część miejsc przy stolikach, część na stołkach barowych, prowadzona jest też sprzedaż na wynos. Czysto, zapach i muzyka neutralne. Tak jak powinno być. Podczas mojego pobytu obsługiwali właściciele. W lokalu nie było tłoku (godz. 17), dania były dostarczone szybko. Obsługa uprzejma, oczywiście znająca dania, które sama przyrządza. Południowa gościnność i otwartość. Z panem właścicielem lepiej rozmawia się po angielsku, niż po polsku, chętnie opowiada o potrawach i składnikach, z których są przyrządzone. Ciekawym dodatkiem (rzadko spotykanym) jest termos z darmową kawą i herbatą (chociaż darmowa szklaneczka herbaty w lokalach tureckich to standard). Do obiadu dostałem też darmowy, pyszny deser.

Zupa krem z pomidorów (4 PLN)

Zupy są podawane w 2 wielkościach. Ja spróbowałem w związku z tym dwóch rodzajów po małej porcji.

Zupa pomidorowa była taka w sam raz… ani za kwaśna, ani za słodka, czuć pomidory (nie koncentrat) i troszkę marchewki. Konsystencja – ciekawa – nie do końca gładka, nie będziecie sie nudzić. Ser żółty (rzadki dodatek w pomidorowej) trochę się ciągnie. To zupa dnia – prawdopodobnie można ją spróbowac we wtorki, warto.

Zupa krem z pomidorów, Bistro4You, Poznań, ul, Dąbrowskiego 26

Zupa krem z pomidorów, Bistro4You, Poznań, ul, Dąbrowskiego 26

Zupa krem z soczewicy (3,50 PLN)

Zupa wegetariańska. Spodziewałem się czegoś pikantnego, z kuminem. Tu było zaskoczenie – zupa jest zupełnie łagodna, dość gładka. Jest robiona według oryginalnego przepisu tureckiego. Naprawdę smaczna, po zjedzeniu łyżki chce się następnej, a potem następnej… Zjadłem do czysta.

Zupa krem z soczewicy, Bistro4You, Poznań, ul, Dąbrowskiego 26

Zupa krem z soczewicy, Bistro4You, Poznań, ul, Dąbrowskiego 26

Turkish Köfte – wołowe kotleciki z grilla (13,90 PLN)

Kolejne popisowe danie. Kotleciki zawierają tylko mięso, sól, pieprz, kumin, cebulę. Proste i smaczne. Sekret tkwi w dobrym gatunku wołowiny, którą bistro sprowadza specjalnie z hodowli w Wielkopolsce i przyrządzaniu na swieżo. Danie można dostać jako wkład do dużej bułki, albo tak jak ja – z surówkami, pieczonymi ziemniaczkami, musztardą i keczupem na talerzu.

Turkish Köfte - wołowe kotleciki z grilla, Bistro4You, Poznań, Dąbrowskiego 26

Turkish Köfte – wołowe kotleciki z grilla, Bistro4You, Poznań, Dąbrowskiego 26

Na koniec nastąpił miły akcent – zostałem obdarowany gratisowym deserem w postaci… kaszki manny na słodko. Pachnąca waniliowo, mięciutka.. przepyszna. Nie pamiętam kiedy jadłem tak dobrą mannę.

Bistro4you,Poznań, ul Dąbrowskiego 26

Bistro4you Poznań, ul Dąbrowskiego 26

Reasumując

Bistro, ale z wyższej półki. Bez zadęcia i hipsteryzmu. Proste dania z dobranych składników, z wyczuciem smaku za przyzwoitą cenę. Miła obsługa. Poza tym gwarancja autentycznej znajomości smaku z basenu Morza Śródziemnego.

Czy wrócę tam ? Tak, zdecydowanie, interesują mnie pierogi i makaron oraz polecany przez właścicieli rosół z policzków wołowych dostępny tylko w czwartek.