Złoty Róg Kostrzyn, Rynek 5a – menu degustacyjne Piotra Markowskiego

Złoty Róg Kostrzyn to restauracja, o której istnieniu nie miałem pojęcia. Od dwóch miesięcy rządzi tam Piotr Markowski znany z takich poznańskich restauracji jak Blow Up Hall 5050 czy Jadalnia (niestety nieistniejąca już). Restauracja i hotel mieszczą się przy kostrzynskim rynku i wygląda na to, że będą kulinarną atrakcją, do której będzie warto przyjechać nie tylko z Poznania.

Na kolacji degustacyjnej wraz z blogerami i innymi zacnymi gośćmi zostałem uraczony wysokiej klasy kuchnią, osadzoną w tradycji, ale w nowoczesnej formie. Dobrej jakości składniki, świetne wyczucie balansu smaków i kreatywność łączą się w Złotym Rogu w przeżycie kulinarne. Jednym z bohaterów wieczoru był rokitnik oraz sosy/musy/veloute/emulsje…

Zapraszam na relację !

Restauracja ma podstawową salę, w przypadku większych imprez również dodatkowe miejsce, oprócz tego jest kawiarnia ze swoim krótkim, ale wysmienitym menu. Tylko dla tego menu warto tam też zajrzeć.

Złoty Róg Kostrzyn - kolacja degustacyjna

Złoty Róg Kostrzyn – kolacja degustacyjna

Złoty Róg Kostrzyn - kolacja degustacyjna

Złoty Róg Kostrzyn – kolacja degustacyjna

Marynowany łosoś islandzki w cytrusach z chipsem jaglanym, musem z rokitnika i jabłka jonagold

Bardzo dobrej jakości łosoś – świeży i tłusty, ze smakiem przełamanym delikatnymi cytrusami, ale tak, że można nadal poczuć smak ryby. Do tego mus z rokitnika i jabłka, gdzie smak kwaśny i słodki spotkały się tworząc zgodną parę – bez dominacji. Każdy ze składników tego dania jest z osobna smaczny, smaczne jest też ich połączenie (z wyjątkiem chipsa, który nie ma smaku i jest dla mnie ładną, ale niejadalną ozdobą)

Złoty Róg Kostrzyn - Marynowany łosoś islandzki w cytrusach

Złoty Róg Kostrzyn – Marynowany łosoś islandzki w cytrusach

Wątróbka z sarny z puree z gruszki konferencji i chrupiącym chlebem orzechowym

W tym daniu łączą się różne smaki i tekstury – świadczy to o dużym wyczuciu szefa i przykładaniu do tego uwagi. Wątróbka jest lekko goryczkowa i silnie tymiankowa, do tego słodki i idealnie gładki (jak wszystkie puree szefa Piotra) mus gruszkowy i chrupiący, lekko podpieczony chleb. Wyśmienita ciepła przystawka.

Złoty Róg Kostrzyn - Wątróbka z sarny z puree z gruszki

Złoty Róg Kostrzyn – Wątróbka z sarny z puree z gruszki

Krem z topinamburu z prażonymi kasztanami na palonym maśle

To było prawdziwe mocne uderzenie – powszechny zachwyt przy stole !

Bardzo gładki w strukturze, ale mocny w bulionowym smaku krem, gdzie na topinambur stanowił odpowiednią część smaku. Spotykałem się z kremami, gdzie baza była cienka, ale za to tylko jeden komponent smakowy – właśnie ten charakterystyczny korzeń. Tutaj było poukładane wszystko jak należy. Do tego chrupiące, podsmażone kasztany. Ja bym jeszcze spróbował zamiast podsmażania upiec je na grillu z węglem drzewnym – byłyby wyrazistsze. Kasztany pieczone to mój ulubiony przysmak jeśli znajdę się zimą w Wiedniu – sprzedają je tam uliczni „grillersi” 🙂 .

Złoty Róg Kostrzyn - Krem z topinamburu z prażonymi kasztanami

Złoty Róg Kostrzyn – Krem z topinamburu z prażonymi kasztanami

 

Pieczona polędwica z dorsza z pistacjami i veloute z zielonej pietruszki i jarmużu

Chyba pierwszy raz jadłem takie zestawienie – ładny kawałek polędwicy dorszowej tylko lekko doprawiony i na to chrupiąca kołderka ze słonych pistacji zawierająca większość smaku. Aby nie było nudno – uzupełnione delikatnym musem z nutką słodczy. Jak w poprzednich daniach – kilka dobrych smaków – i z osobna i po zmieszaniu. Miękka ryba i gładkie puree i chrupiące orzechy – brawo !

Złoty Róg Kostrzyn - Pieczona polędwica z dorsza z pistacjami

Złoty Róg Kostrzyn – Pieczona polędwica z dorsza z pistacjami

Lody jogurtowe z rokitnikiem

To podobno na pobudzenie apetytu 🙂 Lekkie lody, prawie sorbetowe, niezbyt słodkie i do tego pasujący wizualnie i smakowo sos rokitnikowy – znowu o dobrze dobranym balansie słodyczy i kwasności. Dla mnie to idealny deser po dużym obiedzie – lekki, ale satysfakcjonujacy.

Złoty Róg Kostrzyn - Lody jogurtowe z rokitnikiem

Złoty Róg Kostrzyn – Lody jogurtowe z rokitnikiem

Comber jagnięcy z kremową kaszą orkiszową i emulsją z pasternaka

To królewskie danie. Wyśmienicie upieczony comber, mięciutki, rozpływający się w ustach, do tego kremowa kasza, jędrna, podobnie jak pęczak i zaskakująco pyszna emulsja z pasternaka. Ja nie przepadam za tym warzywem, ale tu okazało się ozdobną dania – lekko słodkawe, absolutnie gładkie (szef robi to bezbłędnie).

Złoty Róg Kostrzyn - Comber jagnięcy z kremową kaszą orkiszową i emulsją z pasternaka

Złoty Róg Kostrzyn – Comber jagnięcy z kremową kaszą orkiszową i emulsją z pasternaka

Niestety do deseru, którym był mus czekoladowy z szarą bezą i sałatką z mango i chili nie doczekałem, bo musiałem wyjść z powodów komunikacyjnych. Wyglądał na jeszcze odważniejsze połączenie smaków, mam nadzieję, że uda mi się go kiedys spróbować. Mam też nadzieję, że choć część dań z tej kolacji wejdzie do menu (zwłaszcza zupa i comber).

Oglądałem kartę restauracji i kartę kawiarni – w obydwu byłu mnóstwo ciekawych dań w bardzo dobrych cenach. Dodatkowo była karta z tradycyjnymi potrawami na Dzień Babci i Dziadka – rumpuć, kartacze nadziewane gęsiną, ozór w sosie chrzanowym… mmmm…

Na pewno przyjadę jeszcze spróbować kuchni mistrza Piotra do Kostrzyna.

Restauracja Czardasz w Gdańsku ul. Śląska 66B

Restauracja Czardasz w Gdańsku mieszcząca się przy ulicy Śląskiej 66B to lokal dobrze znany mieszkańcom Trójmiasta. Poprzednia moja wizyta w tej restauracji była… 36 lat temu.

Restauracja brała udział 2 lata temu w Kuchennych Rewolucjach – pani Magda Gessler starała się uczynić ją bardziej węgierską i wyglądała na zadowoloną ze swojego dzieła. Postanowiłem sprawdzić na własnym podniebieniu jak to wygląda.

 

Restauracja Czardasz w Gdańsku ul. Śląska 66B - wejście boczne

Restauracja Czardasz w Gdańsku ul. Śląska 66B – wejście boczne

Wygląd i obsługa

W wystroju dominuje drewno, mimo odświeżenia go podczas rewolucji widać upływ czasu w tym wnętrzu. Mała sala jest ciemna i wypełniona intensywnymi zapachami z kuchni – trochę trudno w takich warunkach jeść. Duża sala była przygotowana do obsługi dużej imprezy, więc zasiedliśmy pod namiotem na dworzu. Jeśli jest ładna pogoda to jest tam przyjemnie, zwłaszcza jeśli się nie ma pecha i osoba obok przy stoliku nie pali papierosów… Generalnie na stołach było czysto, ale na podłodze już różnie – przy jednm ze stolików leżały rozsypane chipsy (prawdopodobnie przez siedzące tam dziecko, bo stało wysokie krzesełko).

Obsługa była sprawna i miła. Zainteresowanie klientem w granicach przyzwoitości. Pod koniec pokazała też, że potrafi się dobrze zachować w niezręcznej sytuacji, ale o tym później.

Warto dodać, że z barwnych, ludowych wdzianek, które widać w programie telewizyjnym nic nie zostało… a może chowane są na specjalne okazje ? Czekadełko dostaliśmy od razu, zupę chyba po 10 minutach. W restauracji było może 5 osób oprócz nas.

Czekadełko

Świeży chleb – całkiem przyzwoity – podany ze smalcem węgierskim, którym tak pani Magda się zachwycała. Rewolucyjny ogień wyraźnie już w nim ostygł. Kolor wskazywał na zawartość papryki, widoczne były jakieś skwarki. W smaku był niestety mdły, nie było czuć ziół, cebuli, ani papryki. Troszkę mu pomogło posolenie, chociaż solniczka miała małe dziurki, które się łatwo zapychają…

Restauracja Czardasz w Gdańsku - czekadełko - chleb ze smalcem węgierskim

Restauracja Czardasz w Gdańsku – czekadełko – chleb ze smalcem węgierskim

Zupa

Rosół cielęcy z dargaluszkami (z menu Magda Gessler poleca) to zupa, na której próbowłem skalę ostrości Czardasza: kelnerka zgodziła się, abym dostał małą ilość zupy do spróbowania ostrości. Była dość ostra, w zasadzie miałem zamienić tę zupę na inną, ale okazało się, że nalali mi już do talerza…

Restauracja Czardasz w Gdańsku - rosół cielęcy

Restauracja Czardasz w Gdańsku – rosół cielęcy

Rosół jest delikatny i można to wyczuć pomimo ostrości, naprawdę smaczny, kluseczki miękkie i dobrze łagodzą pikantność. Jestem pełen uznania, to był najlepszy punkt obiadu.

Dania główne

Wątroba cielęca (z menu Magda Gessler poleca) podana z kluseczkami paprykowymi, sosem pomidorowm, karmelizowaną cebulą i wędzoną słoniną. Zdecydowałem się na to danie, bo wątroba cielęca nie jest częstym gościem w menu, obecność cebuli i wędzonej słoniny podziałała też zachęcająco.

Wrażenia mam bardzo mieszane – kluseczki były miękkie, smaczne, sosu pomidorowego było mało, nie miał jakiegoś ciekawego smaku. Sama wątroba była wysmażona na blachę i dość twarda, słabo doprawiona (mimo widocznych na niej ziół). To, co było na wierzchu – smażona cebula i wędzona słonina – bardzo dobre, w zasadzie najlepsze z całego dania. Jedząc je razem z wątrobą i kluseczkami dałem radę skończyć talerz.

Osobnej uwagi wymaga dekorowanie talerza. Tu mamy fuzje stylu lat 70-tych i „nowoczesności” – czyli liść sałaty Lollo Rosso, porzeczki czerwone na gałązce i… kawał arbuza ze skórą. Na drugim talerzu było tak samo. Do dań, które nie miały słodkich akcentów to jest zupełnie „od czapy”. Na dodatek – jak to zjeść? Można oczywiście nożem wypiłować ze skorupy, ale smakowo to mi do niczego nie pasowało.

Restauracja Czardasz w Gdańsku - wątroba cielęca

Restauracja Czardasz w Gdańsku – wątroba cielęca

Drugą potrawą był tokań – węgierski gulasz wieprzowy z grzybami leśnymi podawany z pogaczami. Pal to licho, że wieprzowina nie była pokrojona w paski i było jej mało. Przede wszystkim to danie… nie smakowało niczym. Ani słone, ani pikantne, ani ziołowe, ani mięsne. Po prostu nijakie – trochę przypominało amerkańskie racje wojskowe…

Pogacze to rodzaj talarków smażonych ze zmielonych ziemniaków, były trochę chrupiące, miały ładny kształt, ale…zaraz zaraz, czym to one smakowały…? Już nie pamiętam – były godnym towarzyszem bezsmakowego gulaszu. Do tego było sos grzybowy, podobno z prawdziwków (jak dla mnie to były podgrzybki, bo miały inny kolor), smak grzybowy nie był bardzo wyczuwalny.

Grzyby leśne w przeciwieństwie do pieczarek z hodowli mają różne dolegliwości – na przykład różnego rodzaju robaczki. Są gatunki bardziej podatne, inne mniej (np. kurki). Trzeba je sprawdzić przed włożeniem do potrawy. Niektóre robaczki są tak perfidne, że wchodzą bezpośrednio przez kapelusz i na odciętej nóżce nic nie widać. Słowem – bezpieczniej je pokroić (wiem, wiem – pani Magda w niektórych popisach rewolucyjnych leje do talerza wielkie kapelusze borowików…), ponieważ jeśli nie są bardzo małe to prawdopodobnie klient przekroi je na talerzu. Tak było w naszym wypadku i w środku spoczywał taki biały nieboszczyk (ten grzybek na zdjęciu w prawym, dolnym rogu talerza). Ja nie jestem bardzo wrażliwy, ale większości ludzi odbiera to apetyt.

Restauracja Czardasz w Gdańsku - tokań

Restauracja Czardasz w Gdańsku – tokań

Tu należy się szacunek pani kelnerce i całej restauracji, ponieważ danie zostało zabrane i nie doliczone do rachunku, zaproponwano nam coś w zamian. Skusiliśmy się na latte, która była całkiem dobra.

Podsumowując…

Naprawdę trudno jednoznacznie ocenić tę restaurację. W internecie opinie też są skrajne. Dla mnie poziom czystości i zapachów na małej sali pod namiotem był tak na granicy akceptowalości. Co do kuchni to mam wrażenie, że albo gotują tam różne dania różne osoby (a może sam pan Andrzej…), albo może zmienił się kucharz i część robi z przepisów „rewolucyjnych” a część po swojemu. Trudno mi jest zrozumieć, że ktoś, kto tak doprawił smaczny rosół nie zorientował się, że tokań czy wątroba niczym nie smakuje. Może przy inym daniu trafiłbym na coś, co by mi smakowało. Nie jestem przekonany, że chcę prowadzić dalsze dochodzenie w tej sprawie.

Wrzesień 2016

Restauracja i Catering Fryga, ul. Czarna Rola 1/3, Poznań

Recenzja Restauracji Fryga mieszczącej się w Poznaniu przy ul. Czarna Rola 1/3 (wejście i wjazd od Naramowickiej).

Kuchnia międzynarodowa, oprócz karty często zmieniające się sezonowe menu bazujące na świeżych składnikach. Lokalizacja restauracji nie jest jej najmocniejszym punktem – daleko tu do Starówki. Z drugiej strony ma dogodne położenie dla mieszkańców pobliskich dużych osiedli, którzy nie muszą daleko jechać, aby zjeść coś dobrego. Można także zamówić danie na wynos. Restauracja posiada całkiem normalne menu, mimo, że trudno się zorientować na ten temat ze strony internetowej.

Restauracja Fryga Poznań

Restauracja Fryga Poznań

Wystrój i obsługa

Przyznaję, że kiedy wysiadłem na parkingu z samochodu na widok samego budynku nieco zrzedła mi mina. Natomiast już na tarasie poczułem się lepiej – wnętrze jest czyste, zadbane i estetyczne.

Restauracja Fryga Poznań

Restauracja Fryga Poznań

Urządzone w prostym, nowoczesnym stylu, ale z drobnymi elementami staroci. Całość jest przyjemna i kameralna, włączając w to muzykę w tle. Obsługę stanowiły dwie panie kelnerki – naprawdę miłe i pomocne. Moje pierwsze danie (pierogi) pojawiło się po czasie, który nie pozwolił na znudzenie.

 

Jedzenie

Jako czekadełko dostałem 4 krążki pumpernikla z ziołowym twarożkiem. Dobry kontrast pomiędzy kwaskowym chlebem i słono-ziołowym serem. Ser miał idealną, kremową konsystencję, z czym miałem okazję się jeszcze tego dnia spotkać.

Czekadełko w restauracji Fryga - pumpernikel z kremowym twarożkiem

Czekadełko w restauracji Fryga – pumpernikel z kremowym twarożkiem

Zupy

Chłodnik  litewski (menu sezonowe, 12 PLN)

Nie mogłem sobie odmówić tej zupy ze względu na moją miłość do buraków (na następny raz zostawiłem sobie barszcz z kołdunami…). Mam problem często z chłodnikiem w restauracjach, bo jest  dla mnie za rzadki, za kwaśny, albo za mało buraczany. Chłodnik z Frygi był naprawdę bliski moim oczekiwaniom. Był gęsty i gładki, ze świeżymi, chrupiącymi warzywami (botwinka, koperek, szczypior). Miał też dobry balans między słodyczą buraków i kwasem mleka. Ja jestem zwolennikiem pikantnego chłodnika, więc gdybym dodał rzodkiewkę i odrobinę czosnku to byłby ideał.

Chłodnik litewski w restauracji Fryga, Poznań

Chłodnik litewski w restauracji Fryga, Poznań

 

Krem pomidorowy z bazylią i grzankami (karta, 10 PLN)

Już z daleka wyglądał dobrze. Bazylia stanowiąca ozdobę pachniała oszałamiająco. Bardzo ekstraktywny, silnie pomidorowy krem o grubej teksturze. Podkręcony cebulą i oliwą. Intensywny smak słodko-kwaśny. W środku również bazylia- posiekana, ale nie mieszająca się za bardzo do smaku. Zrobiony z dobrych, dojrzałych, przetartych pomidorów z puszki.

Pozycja wybitna moim zdaniem, może raz w życiu jadłem podobnie dobrą pomidorową.

Krem pomidorowy z bazylią i grzankami w restauracji Fryga, Poznań

Krem pomidorowy z bazylią i grzankami w restauracji Fryga, Poznań

Dania główne

Pierogi z rukolą i suszonymi pomidorami (menu sezonowe, 20 PLN)

Nie jadłem do tej pory pierogów z suszonymi pomidorami, które by mi smakowały. Zaliczam do nich również te z pomidorami i wędzonym łososiem, które robiłem w 2005 i chcąc się popisać operacjami nożem głęboko się pociąłem, bliznę mam do dziś 😉 .  Tym bardziej byłem ciekaw tych pierogów i połączenia z rukolą, która ma intensywny smak.

Tym razem się udało. Pierogi otulone są dość grubym, ale miękkim ciastem. Wnętrze wypełnia kremowy twarożek (który już wspomniałem wcześniej), pomidory i rukola. Farsz jest intensywnie pomidorowy, dobrze doprawiony, po prostu bardzo smaczny. Rukola nie zakłóca smaku. Wszystko jest ozdobione listkami rukoli (i stąd pochodzi jej smak, bo ta zawarta w farszu się gubi) oraz wstążkami dobrego parmezanu. Mniam !

Pierogi z suszonymi pomidorami i rukolą w restauracji Fryga, Poznań

Pierogi z suszonymi pomidorami i rukolą w restauracji Fryga, Poznań

Bitki z polędwiczek wieprzowych w sosie borowikowym (karta, 38 PLN)

w towarzystwie młodych ziemniaków, zasmażanych buraczków i kapusty – dodatki w cenie dania

Karta zawiera dość popularne pozycje, czyli dla każdego coś miłego, ale trzeba było na coś zdecydować. Mimo, że to nie sezon na borowiki zamówiłem to danie właśnie ze względu na grzyby. Są to 3 dość spore (jak na polędwicę) bitki pokryte sosem, w którym sporo dużych kawałków borowików. Zapach jest zabójczy, kręci w nosie grzybami. Sos nie jest na bazie śmietany, więc jest lżejszy. Mięso jest miękkie, trudno powiedzieć coś więcej o jego smaku, gdyż jest przykryty intensywnym sosem (ale taka była koncepcja tego dania, zamawia się je ze względu na grzybowy smak, a nie na mięsny). Ja sobie popieprzyłem, co podniosło walory smakowe (młynek z solą i pieprzem stoi na stole). Przyzwoite, uczciwie grzybowe.

 

Bitki z polędwiczek wieprzowych w sosie borowikowym w restauracji Fryga, Poznań

Bitki z polędwiczek wieprzowych w sosie borowikowym w restauracji Fryga, Poznań

Kilka słów o dodatkach.

Ziemniaczki były cudowne, młode, w mundurkach (tak jak lubię 🙂 ), mięciutkie, polane masełkiem, z koperkiemmmmm……

Buraczki były dla mnie dużym zaskoczeniem. Jestem wręcz uzależniony od duszonych buraczków, które są koronnym dodatkiem w mojej rodzinnej kuchni i które NIGDY nie zostają po rodzinnych ucztach niezależnie od tego ile jest jedzenia. Buraczki w restauracji Fryga były przyrządzone inaczej niż te, do których jestem przyzwyczajony. Przede wszystkim były w postaci drobnych wiórków, a nie pulpy i miały inne dodatki. Niemniej jednak… zdecydowanie polecam! Wyczyściłem miseczkę do czysta. Dobrze przyprawione, pieprzno-słono-kwaskowate.

Młoda, zasmażana kapustą okazała się mała wpadką. To danie było najsłabszym punktem mojej wizyty. Sama kapusta była miękka, ale była słabo doprawiona (a ponieważ była tłusta to się tego domagała), na dodatek smalec, na którym była podsmażona był po prostu nieco wiekowy i trąciła zjełczałym tłuszczem. Biorąc pod uwagę ogólny poziom restauracji zaliczam to jako wypadek przy pracy.

Duszone buraczki i kapusta w restauracji Fryga, Poznań

Duszone buraczki i kapusta w restauracji Fryga, Poznań

Deser

Sernik na zimno ze świeżymi truskawkami

Domowy sernik z sezonowego menu. Już nie miałem miejsca, ale warto było się skusić na mały, degustacyjny kawałek. Świetne połączenie 3 smaków – cienka podstawa jest zrobiona z pełnoziarnistych herbatników – słodka i słona jednocześnie, środek z gładkiego sera, ale niezbyt słodkiego, a całość wieńczy kwaskowa warstwa świeżych, pachnących truskawek i galaretki. Poezja smaku.

 

Sernik na zimno z truskawkami w restauracji Fryga, Poznań

Sernik na zimno z truskawkami w restauracji Fryga, Poznań

 

Podsumowując

Miłe zaskoczenie wśród poznańskiego blokowiska. Starannie przygotowane potrawy, z pomysłem na smak. Ciekaw jestem jak smakuje ich catering, może być interesująco. Ceny nieco wyższe niż wskazywałaby na to lokalizacja i wygląd. Myślę, że lokal swobodnie obroniłby się na Starym Mieście. Najlepsza pomidorowa – jak dotąd – w Poznaniu.

Bistro „Prosta Historia”, Warszawa, Francuska 24

Prosty wystrój, proste dania, proste składniki, dobry efekt. W ramach stołecznej wycieczki wybrałem sie w modną restauracyjnie (żeby nie powiedzieć snobistyczną…) okolicę celem spróbowania poleconego miejsca. W weekend trzeba rezerwować stolik, co świadczy o popularności tego niewielkiego lokalu.

Lemoniada i logo bistro

Lemoniada i logo bistro

Wystrój i obsługa

Elementem prostoty jest również wystrój: proste, drewniane stoły, metalowe krzesła. Zamiast obrusów podawane są papierowe podkładki z logo lokalu. Na ścianach wiszą obrazy z ręcznie malowanymi potrawami: składnikami i przepisami. Bardzo uroczy dodatek. Obsługa jest sprawna i bezbłędna, przy lokalu zapełnionym w 100%.

Przystawka

Hummus (19 PLN) podany z dużymi oliwkami i pieczonym na miejscu cienkim chlebem. Chlebek był ciepły i świeży, oliwki smaczne. Co do hummusu to też był smaczny, ale najmniej przypominał mi klasyczny przepis, w którym dominuje ciecierzyca. O ile w Krakowie nutą dominująca był sezam, o tyle w Warszawie zdecydowanie orzeszki ziemne , tak więc przypominał trochę masło orzechowe. Jeśli ma ochotę na taki smak – jak najbardziej polecam.

Hummus

Hummus

Danie główne

burgery – chevre i New York (po 29 PLN)

Burgery są wysokie i nieco ekwilibrystyki trzeba, żeby je spożyć. Zauważyłem dwie podstawowe metody – operacja chirurgiczna całości nożem i widelcem (ułatwia to spięcie drewnianym patyczkiem) lub dekompozycja na mniejsze części i potem chirurgia. Ja zastosowałem te drugą :). Burgery zawierają wołowe kotlety robione na miejscu i mnóstwo dodatków. W wersji chevre smaku nadaje stopiony, dojrzały, pikantny kozi ser, suszone pomidory i pikantne aioli. Intensywna mieszanka pozwalająca zrównoważyć wypełniacz w postaci bułki. New York to z kolei kompozycja słodko-kwaśna z cebulą, ogórkami konserwowymi, bekonem, serem żółtym i sałatą. Bogaty smak, a jednocześnie zrównoważony – czyli coś,co lubię.
Do burgerów jako dodatek (5 PLN) można zamówić frytki (wyglądały na domowe,w smaku obojętne) oraz Coleslaw. Jak go otrzymałem to myślałem, że to pomyłka, ponieważ był czerwony…. Otóż ich autorski pomysł na te sałatkę to buraki z dodatkiem jabłka – jak już się pogodzicie, że nie bedzie kapusty i majonezu to nawet smakuje… 🙂 na pewno lżejszy od klasyki.

Chevre burger (już napoczęty :) )

Chevre burger (już napoczęty 🙂 )

One pot wonder (28 PLN)
Czyli danie dnia. Gulasz z karkówki z papryką, cukinią, pomidorami, do tego kuskus. Danie moze niezbyt wymyślne ,ale dobrze uwarzony gulasz wieprzowy nie jest zły… Ten miał wyraźny akcent papryki i smak długo duszonego mięsa. Danie bardziej obiadowe niż burger, więc dla osób nastawionych na normalną, obiadową konsumpcję. Danie dnia uzupełnia zupa dnia (krem jarzynowa) bez specjalnej (prostej) historii.

Danie dnia

Danie dnia

Deser – sernik z białą czekoladą (15PLN)
Można powiedziec wisienka na torcie lub gwóźdź programu. Pieczony sernik stanowiący w smaku i konsystencji połączenie twarogu i białej czekolady. Słodki, nieco rozmazujący sie, ale pyszny. Nawet po objedzeniu sie daniami poprzednimi nic nie może Cię powstrzymać przed zjedzeniem do końca. Sernik występuje ponoć w sezonowych odsłonach jeśli chodzi o dodatki. Tym razem były to granaty.
Całość uzupełniała domowa lemoniada (10 PLN) z mnóstwem świeżej mięty i cytryny, dostępna także w wersji na ciepło.

Sernik z białą czekoladą

Sernik z białą czekoladą

Reasumując
Mimo tego, że większość nie uważa burgera za danie obiadowe mozna się tym najeść, zwłaszcza jak sie dobierze przystawkę, deser lub zupę.
Warto zajrzeć do Prostej Historii, aby zobaczyc jak można zrobić proste bistro ze smaczną kuchnią, które ma powodzenie. Zdaję sobie sprawę, że w Warszawie jest dużo łatwiej przetrwać takiemu lokalowi, niż w mniejszych miejscowościach, ale mimo wszystko to jest pomysł na biznes. Dania główne są dość drogie ,ale pozostałe mają umiarkowane ceny (te ceny w Warszawie są umiarkowane….), kilka dopracowanych potraw, spójny wystrój i sprawna obsługa. Drugi powód,dla którego warto tam zajrzeć to sernik… 🙂

Restauracja Taj-India, Poznań – opinia i wrażenia

Przeżycie podniebienne wysokich lotów. Podniebiańskie wręcz. Za chwilę wytłumaczę dlaczego…

Restauracja (www.tajindia.pl) jest w Poznaniu od 15 lat i jej kuchnia jest obsadzona przez Hindusów. Niech Was nie odstraszy szyld nieco pachnący latami 90-tymi. W środku są autentyczne Indie – w wystroju i na talerzu. Elementy wystroju zostały specjalnie sprowadzone i nie są chińskimi imitacjami. Jest to jedyny lokal,w którym byłem, który ma we wnętrzu huśtawkę :). Karta jest obszerna,ale kuchnia tego rejonu jest bogata i różni się w zależności od lokalizacji. Kucharze stwierdzili,że jeśli mają pokazać choćby reprezentację tej różnorodności to musi byc taka duża. Kuchnia doskonale wie, co ma robić i nie jest tam potrzebny nadzór menedżera, co nieczęsto się zdarza. Potrafią i lubią to robić. Jeśli macie znajomego Hindusa to można go tam zaprosić, ponieważ dla „swoich” mogą zrobić oryginalną wersję dań – jak się domyślacie – z dużo większą ilością przypraw.

Dania są przyrządzane z użyciem przypraw i składników sprowadzanych przez nich z Indii. Dodatkowo pewne surowce takie jak: jogurt czy ser robią sami, na miejscu. O wyjątkowości tych smaków powiem jeszcze później, po opisach dań.

Uczta w Taj-India

Uczta w Taj-India

Wystrój

Wystrój tego lokalu to materiał na osobną relację. Jak już wspominałem jest on oryginalny, bardzo bogaty i różny od pozostałych polskich oraz „polsko-wschodnich” lokali, które widziałem. Bogato rzeźbione drzewo, złocenia, obrazy, przedmioty i ten widok przez okno… 🙂

Wnętrze Taj-India

Wnętrze Taj-India

Wnętrze Taj-India

Wnętrze Taj-India – huśtawka

Wnętrze Taj-India

Wnętrze Taj-India

A takie widoki przez okno...

A takie widoki przez okno…

 Obsługa

Obsługa jest polska, ta sama od paru lat. Pani jest zorientowana w potrawach i składnikach, z których sa zrobione. Stara się pomóc odnaleźć w gąszczu bogatego menu z obcymi nazwami.

 Najważniejsze,czyli jedzenie…

Dzięki tak szerokiej karcie można odwiedzić tę restaurację wiele razy nie powtarzając dań. Karta składa się z przystawek, zup i czterech rozdziałów: wegetariańskie, drób, ryby i jagnięcina. Plus oczywiście deser, napoje,wina…

Przystawka

Paneer pakora

Przystawkę dostałem po około 15  minutach. Kawałki sera domowej roboty panierowane i smażone w towarzystwie surówki kapuścianej. Do tego podawane 3 rodzaje sosów: słodko-kwaśny, miętowy i ostry. Ser ma delikatną konsystencję i łagodny smak. Panierka pachnie curry,ale ma delikatny smak, aby nie zagłuszyć sera. Wspaniałe, wyważone połączenie. Z sosów najbardziej mi smakował słodko-kwaśny,ale miętowy, lekko słony też jest warty uwagi. Ostry jest dla hardcorów – spróbowałem odrobinkę. Da się zjeść, ale to naprawde nie są żarty… Surówka jak najbardziej pasująca- chrupiąca, słodko-kwaśna. Spożyłem w całości 🙂

Paneer pakora

Paneer pakora

Sosy do przystawek

Sosy do przystawek

Zupa -Mushroom shorba

Nie ukrywam, że to najtrudniejsza część relacji. Specjalnie nie wybrałem zupy madras-rasam-hot-sour itd-… tylko swojską nazwę czyli grzybową, bo byłem ciekaw jak to zrobią.  Zrobili,co mogli :). Jest to coś w rodzaju kremowego, esencjonalnego bulionu z pieczarkami (nie smażonymi, tylko gotowanymi). Nie jest to złe, ale jak dla mnie trochę za mało grzybowe i nie pasuje do reszty krajobrazu kulinarnego. Może to było podyktowane chęcią dostarczenia czegoś swojskiego dla zszokowanych podniebień. Pani kelnerka zresztą dobrze wiedziała o co chodzi – gdyby nie to, że ja miałem dania zdecydowane na 100% to pewnie by mi poradziła indyjską zupę…

Zupa grzybowa - mushroom shorba

Zupa grzybowa – mushroom shorba

UCZTA GŁÓWNA

Malawi kofta – wegetariańskie pulpety

Niewątpliwie największe odkrycie smakowe podczas tej wizyty. Pachnące lekko kokosem, mięciutkie, w kremowym sosie. Niesamowite bogactwo smaków, w środku zapewne fasola, smażone ziemniaki, cebulka, rodzynki, płatki migdałów. Smak słodko-pikantny-curry, a wszystko wykończone kokosem. Ale ani takim jak płatki kokosowe (czyli kojarzącym się ze słodkim ciastem), ani takim jak w mleku kokosowym. Nie sposób do końca opisać bogactwa tego smaku. Podczas jedzenia pozostałych potraw nie mogłem się powstrzymać,aby nie wrócić do tych kulek…

Malawi kofta

Malawi kofta

Mutton rara

Danie, które zdaje się jest nowością w karcie. Gulasz z jagnięciny oznaczony w karcie jako ostry. Jak na moje, przeciętne podniebienie (a mam polskiego kolegę, który mi udowodnił, że potrafi rozróżniać pikantne smaki powyżej mojego progu bólu… pozdrawiam Cię Artur 🙂 ) – pikantne, ale całkiem akceptowalne. Oznacza to,że było ostre, ale czułem wszystkie smaki. Cynamon, czosnek, imbir… Wyczuwalnym smakiem jest .. smak pieczonego mięsa. Pyszny, a towarzyszą temu mięciutkie warzywa. Smak tych warzyw trochę kojarzy mi się ze wspomnieniem z dzieciństwa, kiedy moja mama robiła baranine duszoną w warzywach… Samo mięso jest miękkie, rozpada się w ustach. Spróbujcie po prostu.

Mutton rara

Mutton rara

Fish bahar 

Ryba (spore kawałki) w sosie czosnkowo-pomidorowym z kokosem. Danie łagodne, o bogatym, słodko-kwaśnym smaku. Sos pomidorowy nie oznacza, że czujemy kwas z pomidorów, jak to się zdarza we włoskich sosach. Zapach jest raczej warzywny, a wspomniany kokos jest lekką nutą i nieobezwładniająca słodkością. Bezpieczny wybór dla osób mających małe doświadczenie ze wschodnią kuchnia, jak również dla dzieci. Nie muszę dodawać, że pochłonąłem w całości 🙂

FIsh bahar

FIsh bahar

Chicken curry

Klasyczna potrawa, której zapach najbardziej kojarzy się z tym, co Polak rozumie pod słowem „curry” – czyli przyprawy curry spotykanej w każdym sklepie. Dominującą nutą just cumin (kmin rzymski), całość smaku jest raczej łagodna, zaokrąglona śmietaną. Mięso dobrze uduszone, miękkie, nie suche. Należy wspomnieć o konsystencji tych gulaszów / sosów. Jest idealnie gładka, nie tylko w smaku,ale także na języku. To również bezpieczny wybór dla osób zaczynających przygodę ze Wschodem.

Chicken curry

Chicken curry

Deser, czyli mango lassi

Karta deserów nie jest może zbyt powalająca i przyznaję, że nie miałem zamiaru brać żadnego (bo wiedziałem,że nie będzie już miejsca 🙂 ). Ale pani kelnerka namówiła mnie na klasyk – mango lassi – domowej roboty jogurt (zapomnijcie o kwasiorach „naturalnych” sprzedawanych w supermarketach…) z dodatkiem mango. Mango na dodatek nie należy do moich ulubionych owoców,ze względu na swój specyficzny posmak (kto jadł to wie o co chodzi…). Spodziewałem się zatem kwasiora wymieszanego z tym specyficznym smakiem. A otrzymałem… mmm.. wręcz ekstatyczne przeżycie, jak mówi pan Makłowicz „małmazyjne”. Idealnie zbalansowana słodycz i lekki kwasek, z idealnie gładką , bez żadnej grudki konsystencją. Absolutnie polecam to na koniec. Po rozmowie z panią kelnerką okazało się,że to jedno z niewielu dań, które świadomie robią z owoców konserwowych, ze względu na zachowanie jakości i właśnie ten posmak, który mi nie odpowiada. Jak to mówią Wyspiarze (oraz kucharze w Taj-India – serio – porozumiewają sie z nimi po angielsku) „must have”.

Mango lassi

Mango lassi

Podsumowując

Jeśli chcecie spróbować autentycznej indyjskiej kuchni – w wersji europejskiej, a nawet oryginalnej – to warto wstąpić do Taj-India. Bezpieczniej w ciągu tygodnia, niż w weekend, bo wtedy trzeba rezerwować stolik z wyprzedzeniem. Przede wszystkim dostaniecie autentyczne potrawy z autentycznymi przyprawami przyrządzone przez ludzi, którzy wiedza,co robią, bo to ich kuchnia domowa. I na dodatek lubią to robić. Nie ma wpadek. Może się tylko zdarzyć, że w ferworze dużego ruchu dostaniecie doprawione orygnialnie,a nie europejsko, ale wtedy otrzymacie koretkę zamówienia :).

To, co odróżnia tę kuchnię od naszych wyobrażeń o indyjskim doprawianiu to dwa elementy: balans smaków i gładkość. Balans oznacza, że nie otrzymacie dań za bardzo przyprawionych i zdominowanych smakiem jednej przyprawy, a będzie to niesamowity, harmonijny buket smaków i zapachów. Gładkość oznacza idealne dobranie tekstury potraw – gładkości, bądź szorstkości dobranej do rodzaju dania. Kucharze w Taj-India są w tych dziedzinach mistrzami. Spytajcie się pani Gessler, która przyprowadzała tu swoich „rewolucjonistów” hinduskich, żeby pokazać jak wygląda dobra kuchnia :).

Byłem w tej restauracji już 4 razy i dania mi pasowały bardziej, albo mniej, ale nigdy nie były niedobre, albo byle-jakie. Ostatnia wizyta była w 99% udana… Na pewno się tu jeszcze pojawię. Warto też docenić poziom cen – danie główne w granicach 25-35 zł. Proszę znaleźć uczciwe danie z jagnięciny za 30 złotych…. Smaki są wyszukane, a poziom cen niewyszukany…

SMACZNEGO!

Restauracja Whiskey In The Jar, Poznań, Stary Rynek 56

Kierowany chęcią zjedzeniu dobrego steka w amerykańskim stylu oraz starą sympatią do zespołu Thin Lizzy skusiłem sie na ofertę nowego steakhouse w Poznaniu. Czy pokusa nie zawiodła mnie na manowce… 😉 ?

Wystrój
Swoje danie jadłem na dworze, pogoda była ciemna, do środka zajrzałem na krótko. Wystrój nie przyciągnął mojej uwagi niczym szczególnym, wnętrze jest nieco ciemne i wydaje sie duszne, ale moze to tylko pierwsze wrażenie.

Obsługa
Obsługiwani byliśmy przez sympatyczna dziewczynę, w miare zorientowaną w asortymencie. Rzeczy, których nie wiedziała dowiedziała sie w kuchni. Wszystko zatem ok. Obsługa i czas oczekiwania (nie było zbyt wielu gości)-na dobrym poziomie.

Jedzenie
Zamówiłem Rockera medium z frytkami stekowymi i sosem Brown.Do tego grillowane warzywa – wszystko jest w cenie zestawu. Bardzo fajny pomysł na podanie- frytki i ziemniaki podawane sa w małych wiaderkach wyłożonych pergaminem zabierajacym nadmiar tłuszczu.
Całość jest naprawde przyzwoita, stek zamówiłem chyba nieco za mało wysmażony, poniewaz był troche gumowy,ale sam smak był dobry. Frytki… łódeczki właściwie, fajnie pokrojone, chociaz nie wyróżniały sie niczym szczególnym, chyba najbardziej „przezroczysty” element tego dania. Mialem tez okazje sprobowac ziemniaczkow smazonych z cebula i boczkiem i duzo bardziej mi smakowaly.

Stek Rocker z dodatkami

Stek Rocker z dodatkami

Warzywa grillowane…mm… Mistrzostwo – cienkie paseczki rożnych warzyw miękkie i nieco przydymione. Nawet marchewki,za którymi nie przepadam zostały pożarte z oblizywaniem. 🙂
Do tego trzeba wyróżnić jeszcze domowa herbatę mrożoną poleconą przez panią kelnerkę. Wielka szklanka zimnej herbaty, z lodem i świezymi owocami. Zarówno sam napój,jak i te owoce były pyszne.

Po tym daniu nie mialem juz siły na deser.

Podsumowując…

Lokal ma jakis pomysł na oryginalność, parę fajnych pomysłów dotyczących podawania oraz menu przyzwoitej wielkości. Wiesz,czego możesz się spodziewać. W porównaniu do paru innych lokali na Rynku wyróżnia się.  Warto zajrzeć.

Restauracja 84 kroki, ul. Wodna 24, Poznań

Wykwintna kuchnia i dobrze podana. Widać inwencję i zdolności kucharza, podparte pomysłowością. Można spróbować również kuchni molekularnej, co nie jest częstą atrakcją. Byłem w tym lokalu już dwa razy i mogę go z czystym sumieniem polecić.

http://84kroki.pl

AKTUALIZACJA 06.2015: niestety restauracja już nie istnieje

Wystrój

Restauracja znajduje sie na parterze typowej, trochę szarej kamienicy na Starym Mieście. Wystrój w środku hmm… jest dość ciemno i jest jakby jakiś designer zaczął się zastanawiać, ale potem się zakochał i wyjechał do innego miasta,a za niego dokończył to ktoś na szybko i przypadkowo. Nie jest strasznie,ale naprawdę ciemno,zwłaszcza w tylnej części sali. Poza tym w tylnej części hałasowała jakaś wentylacja. W zestawieniu z tym , co się dzieje na talerzach … zdecydowanie lepiej patrzeć w talerz. Na szczęście jest na co… Ladne są też zestawy imbryk/filiżanka, w których podaje się herbatę

Obsługa

Panie miłe i sprawne, w czasie moich dwóch wizyt nie było specjalnie tłoku, zostałem sprawnie i szybko obsłużony

Jedzenie

Zupa

Krem z groszku z łososiem i miętą

Bardzo miła, zielona zawartość… Kremowa w smaku, gładka, z fajnym miętowym akcentem, jednak delikatnie wyważonym.

Zupa rybna/ PAN-AJO

Zupa rybna/PAN-AJO

Zupa rybna/PAN-AJO

Zupa rybna (na zdjeciu na górze) jest z rodzaju czystych, zawierała odpowiednią ilość tzw. „wkładki”, była poprawna,ale nie w moim guście. Wolałbym intensywniejszy bulion albo zupę-krem.

Zupa Pan-Ajo była dużo ciekawsza w smaku, zaostrzona pomidorami, z czosnkowym posmakiem. Ale daleko jej do typowej pomidorówki, warta spróbowania

Danie główne

Comber jagnięcy marynowany w świeżych ziołach i Żubrówce

Comber jagnięcy marynowany w świeżych ziołach i Żubrówce

Comber jagnięcy marynowany w świeżych ziołach i Żubrówce

Świetnie zamarynowana jagnięcina – delikatnie, tak,aby nie zabić jej smaku, do tego niezły kuskus i bardzo fajna fasolka szparagowa zapiekana z boczkiem. Super pomysł, dobrze smakuje i efektownie wygląda.

Gwoździem programu jest jedna mała miseczka z sosem typu holenderskiego,ale z zielonym pieprzem. Wylizałem ją do czysta… 🙂

Całość cieszy oko, jak widać na zdjęciu…

Grillowany łosoś z pesto z rukoli

Grillowany łosoś

Grillowany łosoś

Całkiem słuszna porcja łososia, zamarynowanego i dobrze ugrillowanego – soczysty, rozpływa się w ustach. Do tego dziki ryż i grillowane pomidorki. Zdrowo i smacznie.

Miałem jeszcze okazje próbować Polędwicę wołowa marynowana w whisky, podlana Porto. Warta grzechu 🙂 Dobrze wysmażona, z intrygującymi nutkami sosu

Desery

Kruszonka prosto z pieca

Kruszonka prosto z pieca z malinami

Kruszonka prosto z pieca z malinami

Kruszonka prosto z pieca z malinami

Kruszonka prosto z pieca z malinami

Piękne i proste danie. Kwaśny smak owoców (ja miałem maliny) łączy się ze słodyczą i maślanością kruszonki, wszystko na ciepło. Nie można nie wylizać foremki…

Suprem śliwkowy otulony czekoladą

Niestety zdjęcia nie mam, ale bardzo polecam ten wykwintny deser. Jest to rodzaj mocno czekoladowego bloku z suszonymi śliwkami. Czekolada nie jest bardzo słodka, wyraźnie przebijają się śliwki. Całości towarzyszy wytwór kuchni molekularnej – różowe kuleczki,które na mój smak zawierają kisiel żurawinowy. Pękają w ustach jak ziarna kawioru uwalniając kwaskową zawartość…

Podsumowując….

Jeśli ktoś właśnie wrócił z akcji odśnieżania miasta lub wyrębu drzewa to nie jest to dla niego najlepsze miejsce. Porcje nie są oszałamiające. Zupa jest w małej bulionówce, dania główne są takie „w sam raz”, desery nie za duże. Ale tutaj jakość stoi przed ilością. Osoba o przeciętnym apetycie wyjdzie najedzona. Obiad w 84kroki to przeżycie estetyczno-kulinarne a nie akt aprowizacyjny…