Olga’s restaurant Poros Grecja

Olga’s restaurant Poros to tawerna położona w dzielnicy Askeli na wyspie Poros. Serwuje głównie typowe dania kuchni greckiej, owoce morza, ryby, pieczone mięso, sałatki… Poziom cen jest przyzwoity – średni jak na tę okolicę. Bardzo miła obsługa i właściciele, dania dostaje się szybko. Byłem tam dwa razy, za drugim razem – ponieważ chciałem spróbować więcej dań – poprosiłem o połowy porcji. Położenie nad samym morzem zapewnia świeże powietrze i dobre widoki.

Olga's restaurant Poros Grecja

Olga’s restaurant Poros Grecja

 

Olga's restaurant Poros Grecja - menu

Olga’s restaurant Poros Grecja – menu

Czekadełka

W zasadzie rzadko się spotykało czekadełka w tawernach, przy ostatniej wizycie u Olgi (być może dlatego,że to był ostatni dzień sezonu) zamiast chleba dostałem grzanki z wybitnie smacznym sosem (salsą) z pomidorów i papryki (pieczonych) – lekko słodki, lekko kwaśny, ziołowy … palce lizac!

Olga's restaurant Poros Grecja - czekadełko

Olga’s restaurant Poros Grecja – czekadełko

Taramosalata

To jest rodzaj pasty o gładkiej konsystencji. W jej skład wchodzą: osolona ikra (taramas), oskórowany, suchy biały chleb, oliwa, tarta cebula i sok cytrynowy. Zakochałem się tym greckim daniu. Wcześniej próbowałem tego w Polsce – sprzedawane było podczas greckich tygodni w Lidlu, ale było obrzydliwe. Tutaj miało delikatnie słony smak, i lekko rybny akcent, przypominało trochę pastę z twarożku. W tawernach zawsze podawali chleb, więc to był świetny dodatek (drugi dodatek, o który możecie poprosić, jeśli go nie ma na stole to oliwa – polecam z chlebem i solą !). Taramosalaty próbowałem w Grecji 4 razy. Zwycięzcą moim zdaniem jest taramosalata z innej tawerny, w centrum Poros, niemniej jednak każda wersja była smaczna (włącznie z tą na wyspie Hydra)

Olga's restaurant Poros Grecja - taramosalata

Olga’s restaurant Poros Grecja – taramosalata

Beef stifado

To jest rodzaj pieczeni, długo pieczonej, z dodatkiem małych cebulek (stifado), które dają słodki posmak. Absolutny „must have” na Poros – spróbujcie tego koniecznie. Wołowina rozpada się pod widelcem, sos pomidorowy z cebulkami i przyprawami daje niebiańskie uniesienia podniebienia 🙂 . Są różne wersje tego dania. W tawernie Paradisos, w górskiej części Poros możecie spróbować tego dania z królikiem (ja nie dałem rady, bo zamówiłem makaron z kogutem i serem, którego było chyba z pół kilo…)

Olga's restaurant Poros Grecja - beef stifado

Olga’s restaurant Poros Grecja – beef stifado

Papoutsakia

To jest jakby skrzyżowanie makaronu po bolońsku i moussaki. Na dole jest ugotowany makaron, na nim mielone mięso, na wierzchu – beszamel. Mięso jest ciekawie przyprawione – wyczuwałem gałkę muszkatołową i cynamon. Beszamel dodaje gładkości w smaku – to jest moje greckie odkrycie (tak jak w moussace). Dla mnie danie było trochę za tłuste, ale dość smaczne.

Olga's restaurant Poros Grecja - papoutsakia

Olga’s restaurant Poros Grecja – papoutsakia

Souvlaki wieprzowe

Jest to mięso przyprawione ziołami z grilla, w moim przypadku – wieprzowina. Wydaje mi się, że to była szynka. Mięso było nieco suchawe, ale wspaniale pachniało grillem i ziołami. Do tego był zgrilowany pomidor i domowe frytki (smaczne !). W każdym razie poecam spróbować jakąś odmianę souvlaki w Grecji.

Olga's restaurant Poros Grecja - souvlaki wieprzowe

Olga’s restaurant Poros Grecja – souvlaki wieprzowe

Kalmary smażone

Na tej małej wyspie wcale nie tak łatwo jest dostać świeże owoce morza. Wcześniej spróbowałem ośmiornicy w tawernie Posejdon (polecam!). Ja bym wolał kalmary z grilla, czyli mniej tłuste, ale tych naprawdę też warto spróbować (prawie wszyscy je zamawiali). Panierowane w mące i smażone w oleju. Wnętrze jest miękkie, delikatne i pyszne !. Bardzo proste danie , a pyszne z powodu dobrych  i świeżych składników. Przy okazji – słyszałem jak kelner tłumaczył, że to nie są kalamari, bo kalamari to są duże kalmary i trudniej je złowić (chyba trzeba dalej wypłynąć) – takie prawie pół metra, a te były małe i mają lekko inną nazwę.

Olga's restaurant Poros Grecja - smazone kalmary

Olga’s restaurant Poros Grecja – smażone kalmary

Restauracja ma swobodną, relaksacyjną atmosferę, czas płynie w niej szybko. Należy podkreślić przyjazność obsługi i właścicieli. Chętni są też do modyfikacji zamówień – na przykład połowa porcji. Widać było po gościach, że wracali wielokrotnie i  czuli się jak starzy znajomi. Położenie nad samym morzem pozwala na cieszenie się urokami krajobrazu. Miejsce warte polecenia.

Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu o mojej wizycie w Olga’s:

 

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki k. Poznania – nowe menu 09.2017

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki to restauracja, w której już byłem i zamawiałem także kilka razy sushi na wynos (jeszcze jako Sugomi Sushi). Jak na podmiejską (żeby nie powiedzieć – wiejską restaurację) poziom jest naprawdę wyjątkowy. Serwowała jedno z dwóch sushi w Poznaniu i okolicach, które mi smakowało.

Zachęcony ogłoszeniami o zmianie menu i jego prezentacji zapisałem się na panel degustacyjny i poniżej prezentuję moje wrażenia. Wybrałem menu II i pomimo małych porcji wyszedłem najedzony po uszy.

Jest to restauracja o średnio-wysokim poziomie cenowym. Generalnie sushi jest drogie, a po zmianie menu poziom jakości i cen się podwyższy. Niemniej jednak pozostaje to na poziomie poznańskim i można sobie pozwolić na wycieczkę (w moim przypadku bardzo krótką) i spędzenie kilku przyjemnych chwil w Kamionkach.

Jesli chcecie się szybko i dużo najeść polecam jakieś hamburgerownie i frytki, albo golonkę w restauracji IKEA (bez ironii, uwielbiam ją). Jeśli chcecie szybkie i tanie sushi – lodówka w Biedronce lub Lidlu (swoją drogą parę kilometrów od Kamionek jest olbrzymi kombinat produkujący sushi na całą Polskę dla Biedrony). Jesli chcecie dobrze i wyjątkowo zjeść – to zajrzyjcie tutaj.

Obsługa jest uważna i dobrze zorietnowana, co do czasu obsługi nie jestem w stanie się wypowiedzieć, bo nie była to normalna sytuacja.

Z zewnątrz budynek nie wygląda specjalnie japońsko, ale wewnątrz panuje porządek i minimalizm, nieprzeszkadzająca muzyka, prosta elegancja.

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki k. Poznania

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki k. Poznania

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki k. Poznania - akwarium

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki k. Poznania – akwarium

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki - bufet przystawek na degustację

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki – bufet przystawek na degustację

Gyoza

Japońskie pierogi, smażone w głębokim tłuszczu, w środku por, szczypior, zioła. Chrupiące, nadzienie lekko przypomina kapustę (nie kiszoną) z grzybami. Nie przesadnie tłuste pomimo, że smażone, mógłbym zjeść całą miskę 🙂

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki - gyoza, polędwiczka wieprzowa i chips z marchwi

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki – gyoza, polędwiczka wieprzowa i chips z marchwi

Polędwiczka wieprzowa BBQ

Polędwiczka jest przyrządzona sous-vide i potem wrzucona na grilla. Efekt jest taki, że jest cudownie miękka i soczysta, a jednocześnie ma posmak dymu. Czego można chcieć więcej 🙂 ? Do tego dostałem dressing tosazu w warzywami (rukola,mizuna, szalotka) oraz chips marchewkowy. Dressing jet słodko-słono-kwaśny, a marchew ma posmak karmelu. Świetna kompozycja.

Edamame

To młode strączki soi, gotowane (w wodzie lub na parze) z dodatkiem soli – taka przekąska, którą się wyłuskuje ze strąków i podjada. Mają lekko tłusty posmak i – jak dla mnie – lekko grzybowo/korzenny odcień. Typowe czekadełko, nie spowoduje, że się najecie, ani nie zaburzy smaku (nie są przesolone).

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki - edamame

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki – edamame

 

Nigiri z łososiem, spicy sake maki, futomaki wegetariańskie

Sushi jadłem tu wcześniej i zawsze byłem zadowolony, szczególnie przypadł mi do gustu zestaw wegetariański. Tu miałem do dyspozycji nigiri z łososiem – 100% prawidłowe, łosoś świeży, delikatny.

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki - sushi

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki – sushi

Bardziej moje kubki smakowe zaczęły skakać z radości przy pikantnym maki z łososiem. Jeden powód to – znakomitej jakości, świeży łosoś, mi się trafiły wielkie, tłuste kawałki. Mmmmmm…. Do tego kontrast w postaci pikantych dodatków i sezamu, ale… ta pikantność nie zabiła delikatnego, wyśmienitego smaku ryby – ktoś w tej kuchni ma wyczucie… Fajny pomysł z dekoracją z nitek suszonej papryki – ładne i smaczne.

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki - spicy sake maki i futomaki wegetariańskie

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki – spicy sake maki i futomaki wegetariańskie

Futomaki były obecne w dwóch rodzajach, bogato różnorodnych, bardzo smacznych, pełnych różnych akcentów – chrupkości, pikantności. Do tego wszystkiego miałem sos sojowy. Tu podaje się standardowy Kikkoman oraz o obnizonej zawartości soli. Po raz pierwszy w życiu (nie śmiejcie się) spróbowałem tego drugiego i byłem w siódmym niebie – nieco mniej pikantny i słony, dało się poczuć większą paletę smaków.

Antrykot wołowy

Danie było wybitnie w wersji degustacyjnej – jak widać na zdjęciu, ale wystarczające, żeby poczuć smak jego podstawowej części. Mięso (założe się, że sous-vide, albo slow-cooked) rozpadało się pod widelcem – nie jest to stek, ale dobrej jakości wołowina odpowiednio upieczona. Soczyste, odpowiednio słone, do tego mocny kontrast sosu dengaku, który ma bardzo wyraźny słodko-słono-lekko-kwaśny smak. I ta galaretka na górze – nie dość, że ładnie wygląda, to ma posmak whisky (oczywiście bez alkoholu – same aromaty).

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki - antrykot wołowy z galaretką z whisky

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki – antrykot wołowy z galaretką z whisky

Zupa miso

Miało być aka dashi, ale czerwone miso nie dojechało… Dostałem zatem standardową zupę miso, ale niestandardowo, bardzo ładnie podaną. Zupa jest na bulionie rybnym dashi, z białą pastą miso, w środku kostki tofu, szczypiorek. To jest ten rodzaj potrawy, który albo się kocha, albo nienawidzi. Zupa ma smak, do którego tu nie jestesmy przywyczajeni. Nie jest mocno rybna, bardziej czuć wodorosty kombu i pastę miso, która jest lekko gorzka. Cała sztuka polega na tym, żeby dodać odpowiednią ilość tej pasty (bo stanie się za gorzka), odpowiednią ilość soli. W tej restauracji uważam, że zrobiono to bardzo dobrze. Balans smaków jest świetny. Tę zupę znam bardzo dobrze. Jak pracowałem w restauracji w Kopenhadze robiliśmy ją świeżą codziennie. Zrobiłem tego wiele wiader 🙂 ale nie było to pracochłonne. Oprócz dodatków, które tu zjecie mieliśmy jeszcze glony wakame i sichimi torigashi – mieszankę siedmiu pieprzów – było to lekko ostre. Każdy, kto kupował sushi dostawał małą miskę gratis 😉 .

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki - zupa miso

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki – zupa miso

Ryż dengaku

To danie będzie w karcie chyba tylko jako przystawka, ja dostałem to jako czekadełko spowodowane sytuacją, o której napiszę poniżej. Sam ryż był ciekawy – był ugotowany na kleisto, być może to ten sam ryż, który jest gotowany do sushi. Do tego było bakłażan smażony w głębokim tłuszczu, prażony sezam i sos dengaku. Sam bakłażan – jak widać na zdjęciu – ma piękny kolor i sądzę, że był grillowany z tym sosem. Sos jest bardzo intensywny i stanowi przede wszystkim połączenie smaków słodkiego i słonego. Przystawka naprawdę dająca kopa smakowego !

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki - ryż ze smażonym bakłażanem i sosem dengaku

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki – ryż ze smażonym bakłażanem i sosem dengaku

Pierś z kaczki

Ta danie było również w wielkości degustacyjnej. Pierś kaczki jest obsmażona i potem upieczona, podana na puree z batatów, z sosem demi-glace i na wierzchu jest chutney zawierający rodzynki (kwaśno-słodki). Puree z batatów jest gładkie i nie za słodkie, dobrze się uzupełnia z wyraźnym sosem pieczeniowym. Sama pierś kaczki jest smaczna, chociaż kawałek, który dostałem był dość sztywny. I w krojeniu i w przeżuwaniu. Zastanawiałem się czy to wpadka związana z nietypową sytuacją (ilość degustacyjna, niewielu gości) czy z umiejętnościami szefa. Szef zaproponował, że danie powtórzy. Szacunek za takie podejście. Powtórka była udana – trochę wysiłku przy krojeniu, ale wewnątrz mięso było soczyste i miękkie. Można zamawiać 😉 .

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki - pierś z kaczki, puree z batata

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki – pierś z kaczki, puree z batata

Deser – dekonstrukcja sernika z tofu

Jeśli mogę wymienić jakiś składnik kuchni japońskiej, za którym nie przepadam – to będzie tofu. Ma dla mnie konsystencję silikonu i smak… niczego. Jak się dowiedziałem, że moim deserem-niespodzianką będzie sernik z tofu to nie skakałem z radości.

To, co dostałem na talerzu wyglądało bardzo ładnie. – mozaika z pianki, musu, brownie, gałki loda i owoców. Całość okazała się dobrze przemyślaną i smaczną konstrukcją. Czekoladowe (z kawałkami czekolady) brownie było słodkie i mocne, mus z tofu był wzbogacony cytrusowa nutą, do tego łagodny w smaku lód i neutralna pianka. Owoce tylko lekko kwaskowe. Wymyślne, ale ładne i smaczne.

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki - dekonstrukcja sernika z tofu

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki – dekonstrukcja sernika z tofu

Herbata zielona z palonym ryżem

W zestawie był napój  kieliszek wina choya lub herbata. Ze względu na sposób przemieszczania się pozostała mi herbata. Czego za chwilę… miałem NIE pożałować.

Nie jest fanem zielonej herbaty, ale uznałem, że będzie pasować do tych dań. Kelnerka zaproponowała mi wersję z palonym ryżem. Pierwsze wrażenie jest hmm… trudne. Zapach przypomina mi jednoznacznie skoszoną trawę, która już chwilę postała w worku i gnije. Ale w smaku – własnie lekko palony ryż. Naprawdę bardzo smaczne, ten zapach zresztą trochę znika w miarę i stygnięcia herbaty. Jest ona podawana w żeliwnych czajniczkach z czarkami. Czajniczek trzyma temperaturę (mimo, że pod spodem świeczka nie była zapalona). Myślę, że zdecyduję się na ten napój przy nastepnej wizycie.

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki - zielona herbata

Sugomi Japanese Kaiseki Kamionki – zielona herbata

Sugomi Japanese Kaiseki to ciekawa koncepcja. Lokal z sushi i z kuchnią japońską posadowiony na przedmieściach Poznania. Dopracowany w szczegółach, z ambitną kuchnią i dobrymi składnikami. Dookoła sypialnia Poznania i myślę, że (wraz z funkcją dowozu) będa mieli co robić przez najbliższe lata. Sam mam ochotę się tam znów pojawić na dania, których nie spróbowałem – jak dorsz w miso i łosoś, oraz te, których spróbowałem – gyoza, antrykot, polędwiczka, sushi. Wybierzcie się tam kiedyś na smaczny przystanek.

Restauracja Flavoria Poznań, pl. Andersa 3 – menu letnie 2017

Restauracja Flavoria Poznań do tej pory nie miała szczęścia do mojej wizyty. Mój pierwszy raz wypadł na degustację nowego menu letniego przygotowanego pierwszy raz w całości przez nowego szefa kuchni. Dania zaskoczyły mnie pomysłowością podania i kilkoma świetnymi połączeniami smaków. Oznacza to, że moja pierwsza wizyta nie była ostatnią 🙂 .

Wszystkie zdjęcia w relacji przedstawiają porcje w wielkości degustacyjnej – zamawiając z karty dostaniecie wiecej 🙂 .

Śledź, marakuja, chips z tapioki, sakiewka mango i ananas, wasabi

Restauracja Flavoria Poznań - śledź bałtycki - przystawka

Restauracja Flavoria Poznań – śledź bałtycki – przystawka

Nie dość, że ładnie  podane to jeszcze smaczne 🙂 . Bardzo ciekawie zamarynowany śledź – odpowiednio słony, słodki i kwaśny. Dodatek marakui dołożył się do tej owocowej kwaskowatości (ale nie smakuje to jak jogurt z marakują – bez obawy), nie jest tak słodki jak śledzie w wydaniu skandynawskim – słowem gratulacje dla podniebienia szefa ! Sakiewka z papieru ryżowego zawiera salsę z ananasa i mango i jest łagodnym, też słodko-kwaśnym uzupełnieniem. Wasabi bardzo delikatne, nie zburzy całości.

Carpaccio z jelenia, wędzony twaróg na rozmarynie z pieczonym czosnkiem, burak, cebula piklowana, oliwa jałowcowa

Restauracja Flavoria Poznań - carpaccio z jelenia z wędzonym twarogiem

Restauracja Flavoria Poznań – carpaccio z jelenia z wędzonym twarogiem

Carpaccio z jelenia jest bardzo delikatne, lekko słodkawe, wymaga zatem umiejętnego dobrania przypraw, aby smak wzbogacić, ale jednocześnie go nie zdławić. Trzeba przyznać, że szefowi udało się to w 100%. Genialnym elementem jest podwędzany mus twarogowy (właściwie „odymiony” dymem z rozmarynu) , z dodatkiem pieczonego czosnku, do tego oliwa jałowcowa – wszystko daje posmak lasu i ogniska. Trochę soli i pieprzu oraz piklowana cebula uzupełniają harmonię smaków

Bliny gryczane, kacze foie gras, sorbet z jeżyn, czarna kukurydza

Restauracja Flavoria Poznań - kacze foie gras na blinie gryczanej

Restauracja Flavoria Poznań – kacze foie gras na blinie gryczanej

Ciepła przystawka –  kacza wątróbka na gryczanym placuszku. Smak tej wątróbki jest sam w sobie bogaty, nie jest gorzka, ma smarowną konsystencję, dobrze do niej pasuje kwaśny akcent sorbetu. Jedynym moim zastrzeżeniem do tego dania była bardzo duża ilość pestek w sorbecie. Ciekawa ozdoba z czarnej kukurydzy (bardziej wyglądającej niż smakującej).

Pstrąg łososiowy grillowany, sos holenderski, groszek, fenkuł, placek z cukinii

Restauracja Flavoria Poznań - pstrąg łososiowy z sosem holenderskim

Restauracja Flavoria Poznań – pstrąg łososiowy z sosem holenderskim

Mocny akcent tego menu. Świetnie grillowany filet z pstrąga, do tego słodkawy, zielony groszek i przepyszny sos holenderski – kwaśny, maślany, lekko pikantny – wszystko składa się w doskonałą całość. Dodatki też zasługują na pochwałę – bardzo delikatny placuszek z cukinii i marynowany koper włoski – kwaśno słodki.

Wytrawny sorbet z prosecco z limonką

Restauracja Flavoria Poznań - wytrawny sorbet z prosecco

Restauracja Flavoria Poznań – wytrawny sorbet z prosecco

Po pierwszym kęsie – zaskoczenie – sorbet jest wytrawny, lekko kwaskowy od limonki i dość mocno alkoholowy. Dobrze służy do zmiany smaku przed następnym daniem, które też miało swój – zupełnie inny – bukiet smakowy

Duszona gicz jagnięca, sos pieczeniowy z miodem, puree z modrej kapusty, falafel, sałatka z patisona i kopru z majonezem

Restauracja Flavoria Poznań - duszona gicz jagnięca

Restauracja Flavoria Poznań – duszona gicz jagnięca

Jak w poprzednich daniach – połączenie wyczucia smaku i estetyki. Gicz jagnięca (w normalnej wersji jest dużo większa) podana z sosem pieczeniowym z dodatkiem miodu, który jest nalany do wnętrza kości – bardzo pomysłowe. Samo mięso jest delikatnie przyprawione, mięciutkie, do wzmocnienia smaku służy sos i puree z modrej kapusty (słodko-kwaśne). Piklowane patisony w sałatce z koprem i majonezem stanowią ostrzejszy akcent, a falafel – ze swoimi arabskimi przyprawami – świetnie kontrastuje resztę potrawy ze strony słodkiej na wytrawną.

Lody z koziego sera ziemią z orzechów karmelizowanych

Restauracja Flavoria Poznań - lody z koziego sera

Restauracja Flavoria Poznań – lody z koziego sera

Nazwa może dla niektórych brzmieć przerażająco i przy stole były osoby, które zdecydowanie odmówiły spróbowania 🙂 – ale lody nie smakowały wcale jak dojrzały ser kozi – który jest dość kontrowersyjny. Ja kiedyś miałem podobne opory ze spróbowaniem ptasiego mleczka z koziego mleka…

Lody miały neutralny, śmietankowy smak, lekko nawet słony. Deserowy charakter podkreślała „ziemia” z karmelizowanych orzechów – słodkawa i chrupiąca. Dobry deser, jak się nie ma już miejsca na nic większego, na dodatek niezbyt słodki.

Ostatnią pozycją był drugi deser – kruche ciasteczka, ale niestety musiałem już wyjść i go nie spróbowałem. Należy także podkreślić świetnie dobrane wina każdej potrawy – nie zdarzyło się, żeby wino zdominowało potrawę, nawet jeśli w intensywności było równorzędne – tak jak białe, słodkie wino podane do wątróbki.

Restauracja Flavoria Poznań - szfowie kuchni i menedżerka

Restauracja Flavoria Poznań – szefowie kuchni i menedżerka oraz sommelier

Flavoria należy do tych restauracji, które znajdując się przy hotelu mają większe ambicje zaistnienia samodzielnie na rynku. Uważam, że przy takim wyczuciu smaku i kulinarnej wyobraźni ma na to jak najbardziej szanse. Cenowo plasuje się na wyższej półce, ale warto tam zajrzeć – nawet jeśli rzadziej.

Gościniec Lizawka Poznań ul. Bałtycka 79

Gościniec Lizawka  Poznań to miejsce, gdzie chciałem się wybrać od jakiegoś czasu. Jego położenie w lesie, w towarzystwie bractwa myśliwskiego obiecywało menu z dziczyzny. Ostatecznie wybrałem się tam słysząc, że Magda Gessler przeprowadziła tam kuchenne rewolucje. Po raz pierwszy byłem w restauracji przed zobaczeniem programu, nie wiedziałem zatem na co się nastawiać. Karta ma nową „porewolucyjną” sekcję, z której zamawiałem dania, natomiast – wyjątkowo – na ścianie nie było „pogesslerowego” lustra. Zapraszam do lektury mojej opinii.

Przy okazji tej recenzji zdałem sobie sprawę, że na odbiór lokalu duży wpływ ma z jakimi oczekiwaniami do niego przychodzimy. Ja (nie widząc wcześniej odcinka) chyba stworzyłem sobie w głowie obraz, że będzie to jakaś myśliwska ekstrawagancja w smaku i w wyglądzie. Podczas mojego pobytu przemyślałem trochę sprawę – jest to gościniec, czyli coś w rodzaju zajazdów, jakie spotykamy przy drogach i na ten styl powinniśmy się przygotować.

Wygląd i obsługa

Miejsce jest urocze – las, zieleń, śpiewające ptaki (pomimo, ze to Poznań). Gościniec jest w stylu lat 70-tych (i wtedy zbudowany) i trąci trochę „myszką”, widać też niedoinwestowanie jeśli chodzi o utrzymanie budynku, ale bez przesady – wewnątrz jest czysto, brak obcych zapachów itp.

Estetyka wnętrza jest znośna, chociaż jedyny element ozdobny – stare, czarno-białe zdjęcia goscińca na tle jasnych ścian był dla mnie nudny. Lokal ma 2 sale, odrobinę różniące się wystrojem, standardowe krzesła – jak w sali konferencyjnej w hotelu. Muszę podkreślić (i nie jestem jedyną osobą mającą takie zdanie) – są naprawde wygodne, stabilne, dają dobre oparcie.

Gościniec Lizawka Poznań - wnętrze

Gościniec Lizawka Poznań – wnętrze

Obsługa składała się z 2 młodych kelnerek i pana – zdaje się, że właściciela. Kelnerka była miła, chociaż bardzo zestresowana, jakbym co najmniej był panią Gessler. Na pierwsze danie czekałem ok 15-17 minut, w lokalu było w sumie 5 gości. Trochę byłem zdzwiony, ale tajemnica się wyjaśniła – ja myślałem, że dostanę zimną przystawkę (którą można szybko podać), a tymczasem jako pierwszą dostałem zupę. W zestawie nie ma czekadełek, a mam przeczucie, że jesli jest więcej gości to by się przydało…

Z takich drobnostek, które miałem na myśli mówiąc wcześniej o stylu lokalu – w jednej sali na stolikach były sól i pieprz, na drugiej – zupełnie ich brak. Drugim takim elementem były sztućce, których zestaw jest jak na zdjęciu powyżej. W moim przypadku – miałem 2 dania jedzone widelcem i nożem – po prostu mi ich zabrakło, musiałem pożyczyć z innego miejsca, nie tylko ja miałem taki problem.

Zupa – rosół z ogonów cielęcych z pieczonym porem i kluskami kładzionymi

Gościniec Lizawka Poznań - rosół z ogonów cielęcych

Gościniec Lizawka Poznań – rosół z ogonów cielęcych

Z tym daniem miałem nieco problemu, ponieważ to nie jest taki rodzaj rosołu, jaki lubię. Niemniej jednak uważam, że zupa była zrobiona prawidłowo, miała zapach mięsa, była delikatna w smaku – nie była zepsuta nadmierną ilością soli i przypraw. Kluski kładzione były bardzo miękkie, ale nie rozpadające się – bardzo dobre. Tytułowych porów nie było – możecie porównać oryginalne zdjęcie na profilu FB restauracji. Mi brakowało też trochę natki pietruszki, co prawda chyba była w tych kluskach (w każdym razie coś zielonego), ale w smaku nie mogłem jej wyczuć. Miseczka rosołu – 12 PLN

Przystawka – wędzony jesiotr z sosem tatarskim

Gościniec Lizawka Poznań - wędzony jesiotr z sosem tatarskim

Gościniec Lizawka Poznań – wędzony jesiotr z sosem tatarskim

Przystawka składała się z jednego plasterka jesiotra, sosu tatarskiego, kilku warzyw. Sam jesiotr mi bardzo smakował – był swieży, miał piękny zapach – widać, że dobrze dobrano rodzaj drewna do wędzenia, nie był za słony. To tłusta ryba i dobrze sprawdza się w wersji wędzonej. Na pochwałę zasługuje też sos tatarski – nie za kwaśny, ale nie mdły – nie zagłuszał smaku ryby, bardzo smaczne – słodkie – były też pomidorki. W menu to danie opisane jest jako „z sałatką cytrynową” – nie mogę tego potwierdzić – cytryna została gdzieś w kącie kuchni…

Teraz mała łyżeczka dziegciu do tej beczki miodu – sałata lodowa była nieco stara – być może została podzielona i leżała – widać to po czerwonych krawędziach, nie miało to wpływu na smak i chrupkość (ponieważ to były białe jej części). Druga sprawa – do której bardzo rzadko sie przyczepiam – to kwestia porcji. Co prawda na menu jest napisane uczciwie, że jest to 30g – ale w praktyce to 1 plasterek o długości ok 3-4 cm. Ta przystawka kosztuje 14 PLN, co daje cenę kilograma ryby prawie 470 PLN (reszta dodatków pomijalna). Oczywiście nie sprzedaje się po cenie surowca, ale jeśli zobaczyć jaka jest cena surowca w handlu (i weźmiecie poprawkę, że to lokalna wędzarnia, odchodzi szkielet ryby itd.) to przyznaję, że marża jest nieco zbójecka. Dwa plasterki by robiły dużo lepsze wrażenie. Takiej wielkości porcje to jadłem na kolacji degustacyjnej, gdzie było 7-9 dań.

Kotlet z dzika z pyrą z gzikiem i sosem pomidorowym

Gościniec Lizawka Poznań - Kotlet z dziki z pyrą z gzikiem i sosem pomidorowym

Gościniec Lizawka Poznań – Kotlet z dzika z pyrą z gzikiem i sosem pomidorowym

Kotlet z dzika, słusznej wielkości, panierowany z dodatkiem orzechów włoskich, do tego pyra z gzikiem, kawałek marchewki i troszkę sosu pomidorowego. Do tego obowiązkowy zestaw dekoracyjny 🙂

Pyra z gzikiem (czyli ziemniak z twarożkiem) to regionalny, wielkopolski akcent. Ziemniak był smaczny – pieczony, a nie gotowany, gzik też całkiem smaczny, chociaż przepisów na ten specjał jest wiele i może niektórzy będą kręcić nosem, że czegoś w nim zabrakło.

Dwa kawałki marchewki – które widać z tyłu – były naprawdę smaczne – nie rozgotowane, lekko al dente. Z samym kotletem mam trochę problem – dla mnie to był najsłabszy element mojego obiadu. Kotlet jest dość mocno rozbity, może nie suchy, ale też nie soczysty. Chyba był smażony na smalcu, zapach był w miarę neutralny. Ciekawym dodatkiem były orzechy włoskie – w dużych kawałkach – coś na ząb, niestety trafił się też kawałek łupinki z orzecha – też na ząb. Całość – była hmm… nijaka – to nie znaczy niesmaczna, ale mało wyraźnie przyprawiona, właściwie trudno by było zgadnąć mi jakie to mięso – nie smakowało – jak to czasem dobra wieprzowina – takim… mięsem.

Muszę wspomnieć o sosie pomidorowym – był bardzo smaczny – skoncentrowane pomidory i zioła (mam wrażenie, że pożyczony od kolegów z pizzerni, która ponoć miesci się w tym kompleksie). Niemniej jednak nie pasował do całości. Jeśli to miał być kotlet w tym włoskim sosie (co dla mnie nie miałoby sensu, bo smak sosu by zdominował mięso) to powinno go być dużo, a nie łyżeczka do herbaty. Całe danie – 39 PLN

Kilka słów podsumowania…

Ładnie położona restauracja z dużym parkingiem, wyposażona w plac zabaw dla dzieci i kącik do zabawy na sali – jak kończyłem jeść to pojawiło sie dużo rodzin z dziećmi. Estetycznie i stylistycznie to raczej zajazd, a nie ekskluzywny lokal. Widać też, że chyba załoga serwująca jest młoda, ale naprawdę się starają.

Restauracja zachęca na swojej karcie menu, aby zostawić im swoja opinię na ich profilu na Facebooku. Odwiedziłem ten profil i muszę przyznać, że to odważna decyzja właścicieli. Są dwa rodzaje opinii – bardzo zadowolone i bardzo niezadowolone (i to niestety dość konkretne, z uzasadnieniem) – dlatego też postanowiłem sam to sprawdzić. Smakowo mam mieszane wrażenia, ale kilka elementów było naprawdę dobrych, więc to daje nadzieję, że ten dobry smak się odnajdzie w innych potrawach. Może tam wpadnę na jakies danie „pozagesslerowe”.

Restauracja Cucina menu degustacyjne wiosna-lato 2017

Restauracja Cucina menu degustacyjne właśnie ogłosiła na sezon wiosna-lato 2017. Menu to jest lżejsze i zawiera więcej warzyw, a także owocowych, orzeźwiających smaków. Oprócz smaków i doskonałych surowców liczy się zbalansowanie przypraw, a także wygląd, przestrzenność na talerzu, która powoduje, że dania są jak namalowane obrazy. Wszystko to pod nadzorem szefa – Ernesta Jagodzińskiego – będziecie mogli zobaczyć i spróbować w restauracji Cucina w Poznaniu przy ul. Wyspiańskiego 26a.

Restauracja Cucina menu degustacyjne

Restauracja Cucina menu degustacyjne – z autografem Szefa !

Restauracja Cucina menu degustacyjne - narzędzia pracy gotowe !

Restauracja Cucina menu degustacyjne – narzędzia pracy gotowe !

Przystawka – foie gras, półgęsek wędzony, agrest, babka bananowa

Restauracja Cucina Menu degustacyjne-przystawka

Restauracja Cucina Menu degustacyjne-przystawka

Finezyjna kombinacja na pobudzenie apetytu. Plasterek foie gras o łagodnym smaku, cieniutki, wędzony półgęsek o wspaniale dobranej słoności i do tego kontrast z kwaśnego agrestu. Agrest w postaci świeżych owoców i sorbetu agrestowego położonego na chrupiącym „piasku”. Harmonia smaków słodkich, goryczkowych, kwaśnych słonych i wędzonych.

Piękna, przestrzenna kompozycja, której uroku dodaje wytrawna babka bananowa wyglądająca jak morska gąbka i biała pianka.

Zupa – krem z młodej pietruchy, mleko kokosowe, piklowana gruszka

Restauracja Cucina menu degustacyjne-krem z pietruszki

Restauracja Cucina menu degustacyjne-krem z pietruszki

To był hit wieczoru. Szef wpadł na ten pomysł na warsztatach kulinarnych z dziećmi, gdzie postanowili zrobić coś innego niż krem z marchewki. Przepyszna zupa o lekko kwaskowym smaku, z podkładem kokosu, idealnie gładka, aksamitna, bardzo aromatyczna. W środku kawałki piklowanej gruszki, listek szczawiku również stanowił piękny i smaczny, kwaśny akcent. Podana w czarnej misce z czerwonym wnętrzem zachęcała do jedzenia. Zaskakująco sycąca.

Jeśli znajdziecie ją w menu Cuciny – absolutna jazda obowiązkowa !

Danie główne – kulbin, kasza pęczak, brukselka, pikle, czarne puree

Restauracja Cucina menu degustacyjne - kulbin, pęczak, pikle

Restauracja Cucina menu degustacyjne – kulbin, pęczak, pikle

Ja też nie wiedziałem co to jest kulbin 🙂 . Okazał się rybą (naprawdę dużą – dorasta do 2,3 m i 100 kg wagi) i na dodatek świetnie przyrządzoną. Miał swój rybny smak i wspaniałą, chrupką skórkę, nie był za tłusty. Ernest przy okazji opowiadał nam jak jego kucharze eksperymentują z technikami smażenia ryb, często wbrew wszelkim zasadom osiągając ciekawe efekty.

Płatowi ryby towarzyszyło czarne puree z bakłażana (raczej efekt kolorystyczny niż smakowy), kremowa kasza pęczak, duszona brukselka i piklowana, młoda marchewka i łodygi kopru włoskiego. Zwłaszcza ten drugi dodatek wybuchał wspaniałym bukietem anyżkowego smaku. Całość dekorował daszek ze szpinakowego chipsu.

Przed następnym daniem podano sorbet morelowo rozmarynowy z piankowym chipsem z mango i maliną. Niestety złośliwie mój aparat nie potrafił złapać ostrości na tym daniu, zdjęcia możecie zobaczyć na profilu Facebookowym Ernesta  – to deser z malinką 🙂 . Wspaniały przerywnik – słodko-kwaśny, pełen aromatu, aksamitna gładkość sorbetu (z wyraźną nutą żywicy z rozmarynu) skontrastowana z szorstkim, gąbczastym wafelkiem – chipsem.

Danie główne – biodrówka jagnięca, ziemniak croquette, pikle

Restauracja Cucina menu degustacyjne - biodrówka jagnięca, ziemniak croquette

Restauracja Cucina menu degustacyjne – biodrówka jagnięca, ziemniak croquette

Biodrówka miała idealną konsystencję – miękka, rozpływająca się w ustach, idealnie wypieczona, do tego demi-glace, pikle i wybitny ziemniak w postaci pierzastej kulki z płynną zawartością. Kunszt nie tylko w doborze smaku, ale technice przyrządzania na poziomie najlepszych restauracji.

Deser – półsfera z białej czekolady, ganache, marmolada z pomarańczy, sorbet mandarynkowy, mango, szpinak

Restauracja Cucina menu degustacyjne - deser

Restauracja Cucina menu degustacyjne – deser

Nawet jeśli jesteście najedzeni – to nie ma mocnych, żeby tak pięknego dania nie spróbować 🙂 . Piękna w formie skorupka z białej czekolady naładowana marmoladą pomarańczową i kwaskowym sorbetem, z czekoladowym ganache jako wykończeniem. Pyszne krople puree z mango, a wizualnie udekorowane szpinakową „gąbką” – to jest dzieło sztuki z kuchni Ernesta Jagodzińskiego.

Do opisu dań należałoby dodać opis win – od Prosecco na aperitif, przez odświeżające Gewürztraminer, Riesling, lekkie Montepulziano, aż po głęboki, wyraźny i słodki Moscatel na deser. Świetnie dobrane do poszczególnych dań, podkreślające smak, ale nie zagłuszające.

Mam nadzieję, że niektóre z dań wejdą do regularnej karty – w każdym razie warto spędzić przyjemny i pełen wrażeń kulinarnych wieczór z nowym menu w Cucinie. Charakter tej restauracji – jednocześnie ekskluzywny, ale nie onieśmielający – powoduje, że dobrze się tam czuję.

Do zobaczenia w Cucinie !

Do zobaczenia w Cucinie !

Do zobaczenia w Cucinie !

Restauracja Arken – Bådehavnen 21, Køge, Dania

Restauracja Arken („Arka”) znajduje się w Danii, w miejscowości Køge – około 80 km na południe od Kopenhagi. Jest położona wewnątrz mariny, nad samym brzegiem morza. Specjalizuje się w daniach z ryb i owoców morza, chociaż można też zjeść coś z innej półki. Z zewnątrz nie wygląda imponująco – dość podobnie do portowych baraków, jest natomiast czysto i schludnie. Jej jakość nie bierze się z pięknych wnętrz, ale dobrej kuchni. Nie epatuje przy tym podawaniem chrobotka reniferowego i jadalnej ziemi tylko dobrymi składnikami.

Wystrój i obsługa

Wnętrze jest ozdobione elementami nawiązującymi do morza i żeglarstwa. Nie ma tam długich, białych obrusów i pięknych krzeseł. Proste stoliki, drewno, ale czysto i nie jest tandetnie. Nie ma mowy o zakurzonych gadżetach zdobniczych. W środku jest piętro, na które wchodzi się po drewnianych schodach, a w sezonie także stoliki pod namiotem na dworze w otoczeniu zieleni i wielkiej ściany będącej stojakiem na butelki wina.

Obsługa jest sprawna, nasz kelner – młody chłopak -był dobrze poinformowany, odpowiednio czujny i jednoczśnie absolutnie nie zestresowany.

 

Restauracja Arken, Køge

Restauracja Arken, Køge

Zupa rybna z owocami morza i szafranem

Zupa ta występowała w dwóch wersjach – małej i dużej. To, co widać na zdjęciu to wersja mała – miska miała z 15 cm średnicy… ciekaw jestem jaka jest duża.

Już na pierwszy rzut oka widać, że jest to danie pierwszej klasy. Zupa była kremowa, ale o absolutnie gładkiej, aksamitnej konsystencji, na pewno była przecierana. Delikatny smak, wcale nie dominujący rybą, bulionowo-śmietanowy.

To, co znajdowało się w zupie zasługuje na osobne peany – nie było to kilka przypadkowych kawałków z mrożonki „owoce morza”, ale świeże składniki i bardzo różnorodne. Ryba występowała w postaci kawałków białego mięsa o zwartej strukturze, do tego duże krewetki, rak, szczypce kraba. Osobną kategorię stanowiły małże – omułki, mniejsze i bardziej okrągłe, których nazwy nie znam oraz okładniczki, których skorupy dobrze znałem, ale nigdy nie miałem okazji spróbować. Trzeba się trochę przełamać, bo przypominają długiego, grubego robaka… Spodziewałem się, że mogą być gumowe, ale nic z tego.. mięciutkie i pyszne. Wszystkie składniki, bez wyjątku, były wyśmienite.

Do dania podany był odpowiedni zestaw narzędzi – widelczyk do wyciągania mięsa i narzędzie do kruszenia kraba. Absolutnie rzecz, którą trzeba tam spróbować.

Restauracja Arken, Køge- zupa rybna z szafranem

Restauracja Arken, Køge- zupa rybna z szafranem

Talerz dnia

W porze lunchu (frokost) w Danii podaje się często zestaw przekąsek – na ciepło i na zimno z pieczywem. Głównym posiłkiem jest kolacja, lunch jest lżejszy i często też jest w postaci kanapek.

Zawartość takiego menu się często zmienia – w zależności od fantazji kucharza  i dostępnych sezonowych produktów.

Tutaj się trafiły wędliny (chorizo, salami), pesto bazyliowe, sałatka z łososia, pulled pork zawinięte w ciasto filo, jajko przepiórcze i pulpet (frikadelle) z ogórkami – zwróćcie uwagę na piękne, dekoracyjne plastry kalafiora, który wyglądał jak zrobiony z papieru.

Wszystkie składniki były smaczne, najlepsza sałatka łososiowa, wszystkie surowce bardzo dobrej jakości

Restauracja Arken, Køge - dagens frokostplatte

Restauracja Arken, Køge – dagens frokostplatte

Łosoś wędzony na ciepło z chrupiąca sałatą

Nazwa oddaje dobre proporcje – gruby kawałek łososia miał ok. 100g, może trochę wiecej. Łosoś jest przygotowywany we własnej wędzarni w restauracji. Ryba to piękny kawałek fileta w przeciwieństwie do skrawków gorszej jakości, które często upycha się do sałatek. Do tego mieszanka świeżych sałat i ziołowy dressing.

Restauracja Arken, Køge - sałatka z wędzonym łososiem

Restauracja Arken, Køge – sałatka z wędzonym łososiem

Stjerneskud (czyli spadająca gwiazda)

To 100% duńskiej klasyki. Jest to w zasadzie otwarta kanapka, której podstawowym składnikiem jest smażona flądra, krewetki i sos. Zawsze jest to duże danie – tu było podane na podsmażonej grzance (nie widać na zdjęciu, jest pod spodem), świeżutkie flądry, dobrze usmażone, nie za tłusto. Do tego już wspomniany wczesniej łosoś z restauracyjnej wędzarni i duża garść krewetek koktajlowych. Ja na te krewetki zawsze krzywo patrzę, bo zazwyczaj są gumowe i wodniste, ale… te były po prostu świeże (i na dodatek ręcznie obierane), pelne smaku i zapachu – cudo ! Całość uzupełniona większymi krewetkami, kawiorem, sałatą i marynowaną i świeżą cebulą. Dołączony sos to tysiąca wysp. Jak jeść klasyki – to w takim, luksusowym wydaniu !

Restauracja Arken, Køge - stjerneskud

Restauracja Arken, Køge – stjerneskud

Creme brulee z lodem i puf

Wzorcowy creme brulee, o idealnej, gładkiej (ale nie żelatynowej) konsystencji, z ziarenkami wanilii, chrupiąca skorupka…. mmm…. Lody są również wytwarzane na miejscu – ten był waniliowy, z dodatkiem czekolady o sosu z kwaskowych owoców leśnych.

A teraz…. puf ! Nie wiem jak to się po polsku nazywa (widać takie żółtawe grudki na talerzu, było też wewnątrz loda) – wynaleziono to w USA i jest to masa cukrowa, w którą pod ciśnieniem wtłacza się dwutlenek węgla. Po wzięciu do ust zaczyna się rozpuszczać i trzeszczeć, strzelać (robić „puf !”). Znajduje się to też w niektórych słodyczach dla dzieci. Bardzo efektowne, chociaż ja myślałem, że oszaleję – czułem wewnątrz czaszki jak mi strzela.

Miałem okazję spróbować również innych lodów i sorbetów, z których pomarańczowy (zawierający również skórkę) był wybitny !

Restauracja Arken, Køge - creme brulee z lodem i puf

Restauracja Arken, Køge – creme brulee z lodem i puf

 

Jedzeniu towarzyszą widoki z okna takie jak ten poniżej. Słońce było nisko i część wody miała złoty kolor, a część niebieski… Daleko w tle widać most do Szwecji

Restauracja Arken, Køge - widok z okna o zachodzie słońca

Restauracja Arken, Køge – widok z okna o zachodzie słońca

Przed wejściem jeszcze jeden piękny dodatek – część terenu jest wysypana muszlami ostryg, świadczących o powodzeniu tego dania w Arken… Bardzo dobrze pasują kolorem, kształtem, formą do całego otoczenia.

Restauracja Arken, Køge - "dywanik" ze skorup ostryg

Restauracja Arken, Køge – „dywanik” ze skorup ostryg

Jeśli będziecie w pobliżu to warto tam zajrzeć – to kwintesencja skandynawskiej gastronomii – prostota, miłość do dobrej jakości składników, wysoka technika kuchenna.

Jesienią była specjalna oferta  bufetu „jedz ile możesz” – dość droga, ale dla miłośników ryb i owców morza to coś w rodzaju raju, a może raczej Valhalli… Zobaczcie sami:

Restauracja The Time w Poznaniu – Młyńska 12 – relacja z otwarcia

Restauracja The Time w Poznaniu to nowe miejsce na mapie kulinarnej. Mieści się w nowym centrum biurowym an ulicy Młyńskiej 12. Słowo „nowym” nie jest do końca odpowiednie – to 130 letnia kamienica odrestaurowana z wyjątkowym pietyzmem i dbałością o szczegóły. Szefem kuchni jest Roman Kosmalski, za dobór win odpowiada firma Mielżyński. W lodówkach jest ponad 150 różnych win. Zapraszam do mojej relacji z otwarcia restauracji i całej posiadłości. Przepraszam za słabą jakość zdjęć – pora zmienić narzędzie…

Restauracja The Time w Poznaniu - Młyńska 12 - budynek

Restauracja The Time w Poznaniu – Młyńska 12 – budynek

Wnętrze, obsługa

Budynek robi duże wrażenie – moje pierwsze skojarzenie to było stare miasto w Wiedniu – podobny styl i jakość. Restauracja jest urządzona nowocześnie, sąsiaduje z patio, w otoczeniu drzew oliwkowych (nawet są na nich małe oliwki). Wewnątrz jest ładne, skoncentrowane światło. W całym pomieszczeniu nie jest zbyt jasno, ale nie trzeba się domyślać, co jest na talerzu. Nie muszę dodawać, że jest sterylnie czysto.

Restauracja The Time w Poznaniu - Młyńska 12

Restauracja The Time w Poznaniu – Młyńska 12 (fot. mlynska12.pl)

Kantyna w biurowcu Młyńska 12 w Poznaniu

Kantyna w biurowcu Młyńska 12 w Poznaniu (fot. mlynska12.pl)

Restauracja The Time w Poznaniu-patio

Restauracja The Time w Poznaniu-patio (fot. mlynska12.pl)

Trudno się wypowiedzieć na temat poziomu codziennej obsługi, ponieważ to była kolacja zamknięta, ale widać, że kelnerzy znają zasady  dobrego serwisu. Dania były podawane wszystkim gościom jednocześnie, sztućce donoszone w rękawiczkach (inaczej widać by było odciski palców).

Amouse bouche (czyli cieszygęba 🙂 )

Brioszka z suszonymi pomidorami, solone masło (wino: Deutz brut classic BV)

Restauracja The Time w Poznaniu - brioszka z suszonymi pomidorami

Restauracja The Time w Poznaniu – brioszka z suszonymi pomidorami

Bułka była bardzo świeża i miękka, pomidory bardzo lekko wyczuwalne w smaku, widoczne w kolorze, do tego regionalne francuskie masło Charentes-Poitou. Pyszna i prosta przystawka, masło nie nazbyt słone, miękkie, zaserwowane wino musujące wytrawne było świetnie dobrane jeśli chodzi o kwasowość, ostrość – dokładnie na tym poziomie jak sama przystawka.

Przystawka

Ravioli z krewetką i mięsem kraba, sos z cielęciny (wino: Villa Sparina Gavi di Gavi 2013)

Restauracja The Time w Poznaniu - ravioli z krewetką i mięsem kraba, sos z cielęciny

Restauracja The Time w Poznaniu – ravioli z krewetką i mięsem kraba, sos z cielęciny

Jeden, ale duży pieróg ze świetnie doprawionym mięsem krewetki i kraba, podbitym sosem z cielęciny. Rzadko się zdarza, żeby nie stracić delikatnego smaku tych owoców morza, a jednocześnie, żeby smak był wyraźny. Brawa dla szefa i świetnie dobranego wina.

Zupa

Consomme z ogonów wołowych z kluską i seler naciowy (wino: Sybilla Kuntz Mosel-Riesling kabinett 2013)

Restauracja The Time w Poznaniu - consomme z ogonów wołowychq

Restauracja The Time w Poznaniu – consomme z ogonów wołowych

Consomme było delikatne  jak na wołowinę, lekko słodkawe, ale smakowite. Sama „kluska” raczej neutralna, wino (choć znakomite) nieco zderzało się z tłustością bulionu – to znaczy te tłustość podkreślało. Lepiej było popić po zakończeniu dania.

Danie główne

Gładzica nadziewana krewetką, chilli, kasza gryczana prażona (wino: Velich To 2013)

Restauracja The Time w Poznaniu - gładzica nadziewana krewetką

Restauracja The Time w Poznaniu – gładzica nadziewana krewetką

Wyśmienita, świeża ryba w formie roladki, nadziana krewetką. Bardzo ciekawa, prażona, chrupka kasza gryczana – przyznaję, że takiego wynalazku jeszcze nie jadłem. Oprócz smaku dodaje daniu chrupiącej tekstury.

Sorbet – mango i limonka

Restauracja The Time w Poznaniu - sorbet mango i limonka

Restauracja The Time w Poznaniu – sorbet mango i limonka

Po rybie trzeba było posprzątać podniebienie przed daniem z wieprzowiny – niezbyt słodki sorbet (tylko słodycz mango) z pikantną nuta świetnie spełnił swoje zadanie.

Danie główne

Schab z młodej wieprzowiny, pieczony burak, puree jabłkowe, pieczony batat (wino: Les Obners de la Peira 2014)

Restauracja The Time w Poznaniu - schab z młodej wieprzowiny

Restauracja The Time w Poznaniu – schab z młodej wieprzowiny

Delikates – bardzo młody schab, ale z otoczką tłuszczu, mięciutki, soczysty. Z dodatków wyróżniał się pieczony batat i doskonale dobrane wino.

Niestety z powodów logistycznych nie dotrwałem do deseru, którym była zestaw: jeżyna, cytryna, migdał, śliwka, sorbet z kwasu razowego, ale jestem przekonany, że był wyśmienity.

Dania, które otrzymaliśmy były w porcjach degustacyjnych, w karcie porcje są większe.

Widziałem też kartę, która startuje w restauracji – jest naprawdę ciekawa, ceny ze średniej półki (za wyjątkiem przystawek, które są wyraźnie droższe) – warto będzie tam zajrzeć na pełnowymiarowe danie. Postaram się też wybrać do kantyny (czynnej tylko w porze lunchu) – z ciekawości wersji budżetowej tej kuchni.