Restauracja Czardasz w Gdańsku ul. Śląska 66B

Restauracja Czardasz w Gdańsku mieszcząca się przy ulicy Śląskiej 66B to lokal dobrze znany mieszkańcom Trójmiasta. Poprzednia moja wizyta w tej restauracji była… 36 lat temu.

Restauracja brała udział 2 lata temu w Kuchennych Rewolucjach – pani Magda Gessler starała się uczynić ją bardziej węgierską i wyglądała na zadowoloną ze swojego dzieła. Postanowiłem sprawdzić na własnym podniebieniu jak to wygląda.

 

Restauracja Czardasz w Gdańsku ul. Śląska 66B - wejście boczne

Restauracja Czardasz w Gdańsku ul. Śląska 66B – wejście boczne

Wygląd i obsługa

W wystroju dominuje drewno, mimo odświeżenia go podczas rewolucji widać upływ czasu w tym wnętrzu. Mała sala jest ciemna i wypełniona intensywnymi zapachami z kuchni – trochę trudno w takich warunkach jeść. Duża sala była przygotowana do obsługi dużej imprezy, więc zasiedliśmy pod namiotem na dworzu. Jeśli jest ładna pogoda to jest tam przyjemnie, zwłaszcza jeśli się nie ma pecha i osoba obok przy stoliku nie pali papierosów… Generalnie na stołach było czysto, ale na podłodze już różnie – przy jednm ze stolików leżały rozsypane chipsy (prawdopodobnie przez siedzące tam dziecko, bo stało wysokie krzesełko).

Obsługa była sprawna i miła. Zainteresowanie klientem w granicach przyzwoitości. Pod koniec pokazała też, że potrafi się dobrze zachować w niezręcznej sytuacji, ale o tym później.

Warto dodać, że z barwnych, ludowych wdzianek, które widać w programie telewizyjnym nic nie zostało… a może chowane są na specjalne okazje ? Czekadełko dostaliśmy od razu, zupę chyba po 10 minutach. W restauracji było może 5 osób oprócz nas.

Czekadełko

Świeży chleb – całkiem przyzwoity – podany ze smalcem węgierskim, którym tak pani Magda się zachwycała. Rewolucyjny ogień wyraźnie już w nim ostygł. Kolor wskazywał na zawartość papryki, widoczne były jakieś skwarki. W smaku był niestety mdły, nie było czuć ziół, cebuli, ani papryki. Troszkę mu pomogło posolenie, chociaż solniczka miała małe dziurki, które się łatwo zapychają…

Restauracja Czardasz w Gdańsku - czekadełko - chleb ze smalcem węgierskim

Restauracja Czardasz w Gdańsku – czekadełko – chleb ze smalcem węgierskim

Zupa

Rosół cielęcy z dargaluszkami (z menu Magda Gessler poleca) to zupa, na której próbowłem skalę ostrości Czardasza: kelnerka zgodziła się, abym dostał małą ilość zupy do spróbowania ostrości. Była dość ostra, w zasadzie miałem zamienić tę zupę na inną, ale okazało się, że nalali mi już do talerza…

Restauracja Czardasz w Gdańsku - rosół cielęcy

Restauracja Czardasz w Gdańsku – rosół cielęcy

Rosół jest delikatny i można to wyczuć pomimo ostrości, naprawdę smaczny, kluseczki miękkie i dobrze łagodzą pikantność. Jestem pełen uznania, to był najlepszy punkt obiadu.

Dania główne

Wątroba cielęca (z menu Magda Gessler poleca) podana z kluseczkami paprykowymi, sosem pomidorowm, karmelizowaną cebulą i wędzoną słoniną. Zdecydowałem się na to danie, bo wątroba cielęca nie jest częstym gościem w menu, obecność cebuli i wędzonej słoniny podziałała też zachęcająco.

Wrażenia mam bardzo mieszane – kluseczki były miękkie, smaczne, sosu pomidorowego było mało, nie miał jakiegoś ciekawego smaku. Sama wątroba była wysmażona na blachę i dość twarda, słabo doprawiona (mimo widocznych na niej ziół). To, co było na wierzchu – smażona cebula i wędzona słonina – bardzo dobre, w zasadzie najlepsze z całego dania. Jedząc je razem z wątrobą i kluseczkami dałem radę skończyć talerz.

Osobnej uwagi wymaga dekorowanie talerza. Tu mamy fuzje stylu lat 70-tych i „nowoczesności” – czyli liść sałaty Lollo Rosso, porzeczki czerwone na gałązce i… kawał arbuza ze skórą. Na drugim talerzu było tak samo. Do dań, które nie miały słodkich akcentów to jest zupełnie „od czapy”. Na dodatek – jak to zjeść? Można oczywiście nożem wypiłować ze skorupy, ale smakowo to mi do niczego nie pasowało.

Restauracja Czardasz w Gdańsku - wątroba cielęca

Restauracja Czardasz w Gdańsku – wątroba cielęca

Drugą potrawą był tokań – węgierski gulasz wieprzowy z grzybami leśnymi podawany z pogaczami. Pal to licho, że wieprzowina nie była pokrojona w paski i było jej mało. Przede wszystkim to danie… nie smakowało niczym. Ani słone, ani pikantne, ani ziołowe, ani mięsne. Po prostu nijakie – trochę przypominało amerkańskie racje wojskowe…

Pogacze to rodzaj talarków smażonych ze zmielonych ziemniaków, były trochę chrupiące, miały ładny kształt, ale…zaraz zaraz, czym to one smakowały…? Już nie pamiętam – były godnym towarzyszem bezsmakowego gulaszu. Do tego było sos grzybowy, podobno z prawdziwków (jak dla mnie to były podgrzybki, bo miały inny kolor), smak grzybowy nie był bardzo wyczuwalny.

Grzyby leśne w przeciwieństwie do pieczarek z hodowli mają różne dolegliwości – na przykład różnego rodzaju robaczki. Są gatunki bardziej podatne, inne mniej (np. kurki). Trzeba je sprawdzić przed włożeniem do potrawy. Niektóre robaczki są tak perfidne, że wchodzą bezpośrednio przez kapelusz i na odciętej nóżce nic nie widać. Słowem – bezpieczniej je pokroić (wiem, wiem – pani Magda w niektórych popisach rewolucyjnych leje do talerza wielkie kapelusze borowików…), ponieważ jeśli nie są bardzo małe to prawdopodobnie klient przekroi je na talerzu. Tak było w naszym wypadku i w środku spoczywał taki biały nieboszczyk (ten grzybek na zdjęciu w prawym, dolnym rogu talerza). Ja nie jestem bardzo wrażliwy, ale większości ludzi odbiera to apetyt.

Restauracja Czardasz w Gdańsku - tokań

Restauracja Czardasz w Gdańsku – tokań

Tu należy się szacunek pani kelnerce i całej restauracji, ponieważ danie zostało zabrane i nie doliczone do rachunku, zaproponwano nam coś w zamian. Skusiliśmy się na latte, która była całkiem dobra.

Podsumowując…

Naprawdę trudno jednoznacznie ocenić tę restaurację. W internecie opinie też są skrajne. Dla mnie poziom czystości i zapachów na małej sali pod namiotem był tak na granicy akceptowalości. Co do kuchni to mam wrażenie, że albo gotują tam różne dania różne osoby (a może sam pan Andrzej…), albo może zmienił się kucharz i część robi z przepisów „rewolucyjnych” a część po swojemu. Trudno mi jest zrozumieć, że ktoś, kto tak doprawił smaczny rosół nie zorientował się, że tokań czy wątroba niczym nie smakuje. Może przy inym daniu trafiłbym na coś, co by mi smakowało. Nie jestem przekonany, że chcę prowadzić dalsze dochodzenie w tej sprawie.

Wrzesień 2016

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu to nowy lokal, otworzony w lipcu 2016, ze świetną lokalizacją – tuż obok rynku Starego Miasta. W tej chwili jeszcze nie jest zbyt widoczny, zajmuje pomieszczenie, gdzie wcześniej znajdował się lokal rozrywkowy o nieapetycznej nazwie 😉 . Nie jest to jednak część tego lokalu.

Pomysł na tę restaurację to krótkie menu grillowe, przyrządzane na miejscu składniki (pieczywo, sosy, kiszonki) oraz bardziej staranne operowanie grillem i marynatami, m.in. używanie techniki sous-vide do mięsa przed grillowaniem.  Jaki to daje efekt ? Czytajcie poniżej – moją relację z kolacji degustacyjnej dla blogerów kulinarnych.

Wystrój

Wnętrze jest dośc prosto urządzone ale ma wygodne kanapy. Styl lekko industrialny, jest wysokie, z odkrytym sufitem z instalacjami. Jest dość ciemno. Akustycznie panuje znośna muzyka, choć nieco za głośna, jeśli się chce dłużej porozmawiać. Na temat obsługi trudno się wypowiedzieć, bo to była specjalna okazja.

Przystawka – śledź  marynowany w cytrynowej śmietanie z cebulką i konfiturą z daktyli

Ładnie podane. Jak dla mnie to był falstart, chociaż koledze obok smakowało…. sam śledź był dobry, ale do tego była spieniona śmietana (lub serek) z dodatkiem skórki cytrynowej, trochę marynowanej cebuli i słodka konfitura. Kombinacja niby dobra, ale… te różne smaki były zbyt mocne i odległe od siebie – razem się nie łączyły. Cytrynowość byłą taka słodko-deserowa, daktyle bardzo słodkie, cebula gdzieś się zgubiła. Zjadłem same śledzie i trochę byłem przerażony nadchodzącą resztą menu.  Na szczęście moje obawy nie sprawdziły się.

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu - śledź

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu – śledź

Przystawka – krem z kukurydzy na mleczku kokosowym

Już w przypadku zupy było lepiej0 gładka, kremowa, lekko wyczuwalne mleczko. Dla mnie odrobinę za słodka, albo też za mało pikantna, troszkę zabrakło balansu, ale nie było źle – zjadłem całą wraz z focaccią, którą należy pochwalić – pachnąca ziołami i  oliwą, z grubą solą. Podanie w jaskrawym metalowym kubku też mi się podoba.

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu - krem z kukurydzy z mleczkiem kokosowym

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu – krem z kukurydzy z mleczkiem kokosowym

Danie główne

Dostaliśmy próbki kilku dań głównych i dodatków – takiego zestawu normalnie nie sprzedają. Od lewej: rostbef, kurczak w curry, polędwiczki w kawie i pulled pork z łopatki. Z dodatków – ziemniaki pieczone z rozmarynem, sos barbecue, sos jogurtowy z czosnkiem, Coleslaw oraz zestaw domowych kiszonek.

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu - danie główne

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu – danie główne

Mięsa na grilla przygotowywane są wcześniej techniką sous-vide, co daje bardzo dobre efekty – rostbef, kurczak, polędwiczki były soczyste i miękkie. Zwłaszcza przy drobiu to trudno uzyskać. Mięso z kurczaka (filet) dostał charakteru poprzez smak curry. Dobry był też pulled pork, miał smak typowo pieczeniowy, chociaż ja jako zwolennik zdecydowanych smaków trochę bym go doprawił.

Smaczne były ziemniaczki – wyraźnie rozmarynowe, chociaż moje były już przestygnięte. Sosy jakoś bardzo mnie nie porwały, BBQ był zbyt śliwkowy jak dla mnie, chętnie bym spróbował sosu, który jest w karcie – mięsny z whisky i białą czekoladą. Fajny pomysł z własnymi kiszonkami – są ok, apetyczne, kolorowe. Coleslaw – jak dla mnie za mało pikantny.

Deser – sernik z marakują

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu - sernik z marakują

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu – sernik z marakują

Pomimo strasznego najedzenia się skusiłem się na deser – i to była dobra decyzja. Sernik jest puszysty, wilgotny, prawie jak sernik na zimno. Gładki ser jest jednocześnie słodki i kwaskowaty od marakui. Do tego słodka i krucha podstawa. Dawno nie jadłem tak dobrego sernika.

Całe menu jest zbudowane modułowo – osobno kupuje się przystawki, mięso główne, dodatki warzywne i skrobiowe, desery. Dzięki temu można sobie skomponować naprawdę odpowiedni zestaw. Ceny jak taki dobór surowców i technikę są naprawdę przystępne – porcja mięsa 200g od 14 do 22 zł (stek), dodatki – 6 zł, przystawka 10. Wszystko jest robione na świeżo. Jest też jakaś (choć niewielka) oferta dla wegetarian/wegan.

Na koniec trzeba pochwalić menedżerkę lokalu oraz szefa. Dobrze wszystko zorganizowali, odpowiadali na wszystkie pytania, a szef był szczerze zainteresowany opinią na temat swoich pomysłów kulinarnych. Życzę mu powodzenia.

Czy wrócę do tego lokalu – tak. Jeszcze wszystkiego nie spróbowałem, a chętnie też powtórzę niektóre dania.

Restauracja Florian – Ogień czy Woda – Warszawa, ul. Chłodna 3

Restauracja Florian – Ogień czy Woda – Warszawa, ul. Chłodna 3 – mieści się w budynku straży pożarnej – stąd się wzięła jej nazwa. Ciekawy pomysł połączenia dwóch stylów – „ognia i wody” w karcie menu i wystroju lokalu. Budynek jest zabytkowy i ma to swoje zalety, przynosi też ograniczenia – niewielki wpływ na wygląd zewnętrzny i położenie na piętrze. Warto jednak wejść te kilka schodków :). Restauracja serwuje normalną kartę, lunch dnia (był w cenie 19 zł) oraz oferuje organizację imprez.

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3

Koncepcja restauracji

Restauracja w zakresie kulinarnym porusza się wokół kuchni polskiej, z ciekawymi jej interpretacjami. Menu (i nie tylko) zostało podzielone na część „Ogień” – potrawy bardziej wyraziste i „Woda” – łagodniejsze. Również sposób podania dla obu części karty jest inny. Dla dań „ogniowych” można spotkać deski, żeliwne płyty, dania „wodne” to bardziej elegancka porcelana. Ten podział ma swoje odbicie również w wyglądzie lokalu i obsłudze.

Obsługa i wystrój

Lokal posiada część o klasycznym, eleganckim wystroju oraz drugą – bardzie nawiązującą do wiejskiej chaty. Pierwsza skierowana jest do dań „wodnych”, druga do „ogniowych”. Oczywiście obie części menu są dostępne i serwowane w całym lokalu. W związku z tym goście otrzymują jakby 2 lokale w jednym wnętrzu – zależnie od nastroju i towarzystwa.

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 - część "woda"

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 – część „woda”

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 - część "woda"

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 – część „woda”

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 - część "ogień"

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 – część „ogień”

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 - część "ogień" - bufet

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 – część „ogień” – bufet

Właścicielka stara się także dobierać załogę kelnerów pod względem osobowości – pasującą do „wody” i „ognia”. Przyznaję, że to niezwykły pomysł i bardzo trudny w realizacji, O dobrego kelnera dość trudno, a z odpowiednim temperamentem to już prawdziwy wyczyn. Mój kelner był z części „woda” i mimo małego stażu odpowiednio zapoznany z menu (czego nie wiedział – to się dopytał w kuchni), czujny i zainteresowany gościem. Co do czasu oczekiwania i ogólnej sprawności nie moge sie wypowiedzieć, ponieważ w lokalu było zbyt mało gości – okres ferii zimowych…

 

Śledź na dwa sposoby, wodorosty, kasza pęczak, sezam, pikantna tapioka (22 PLN)

Zestaw przekąsek przygotowywany na miejscu w restauracji – śledź solony z cebulką i śledź marynowany w occie (klasyczny, polski smak, bez dodatkowych smaków – jak rolmops). Jeśli chodzi o śledzie to ta część solona była nieco zbyt słona na mój smak, natomiast śledź w occie był idealny. Mięciutki, dobrze dobrana ostrość, nie za słodki, nie za octowy.

Śledziom towarzyszą ciekawe dodatki – kolorowy pęczak (aby było coś na ząb – jest „al dente”), wodorosty typu wakame i coś, co wygląda jak kawior, ale jest tapioką zabarwioną na kolor różowy. Tapioka jest pikantna, co dobrze pasuje do reszty. Jeśli nie mieliście do czynienia z wodorostami to dobra danie na zapoznanie się z nimi. Nie mają zbyt ekstremalnego smaku, są lekko gumowe, lekko morskie i zdrowe, jeśli się nie je ich zbyt dużo (ze względu na zawartość jodu). Ilość w tym daniu na pewno jest bezpieczna. Moja mała uwaga do tego dania to stosunek cena/ilość – wypada dość ekskluzywnie…

Śledź na dwa sposoby, restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

Śledź na dwa sposoby, restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

 

Krem z pieczonego buraka z mozzarellą i chrustem (15 PLN)

Numer 1 mojej wizyty. Jestem fanem barszczu czerwonego i zdecydowanych smaków. Krem z buraków jest odpowiednio kwaśny i pikantny, na dodatek nie ma ziemistego posmaku buraków, co czasem się zdarza w tego typu zupie. Biały dodatek w środku to mozarella – świetny kontrast – zarówno w smaku (łagodna), jak i w konsystencji (miękka). Dobrze, że to nie jest śmietana, bo rozwodniłoby smak. Ładny chrust z chleba świadczący o poczuciu estetyki szefa. Obowiązkowo do skosztowania podczas wizyty.

Krem z pieczonego buraka z mozzarellą i chrustem, Restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

Krem z pieczonego buraka z mozzarellą i chrustem, Restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

 

Policzki wołowe w sosie z czerwonego wina, puree z pieczonego czosnku i ziemniaka, szafran, brukselka, kalafior, kora drzewa (39 PLN)

Warunkiem koniecznym, aby policzki były smaczne jest ich odpowiednia obróbka termiczna tak, aby były miękkie, rozpadające się, kleiste. W tym daniu zostalo to wypełnione bez zarzutu. Policzkom towarzyszy sos pieczeniowy o delikatnym smaku, czerwone wino nie nadało mu kwaskowatości, ale pamiętajcie, że to pozycja z menu „Woda”. Ciekawym dodatkiem jest puree ziemniaczane – jest bardzo gładkie, wręcz lekko gumowe, zabarwione szafranem, z dodatkiem pieczonego czosnku. Tego dodatku byłem właśnie ciekaw, w zasadzie obawiałem się, że zdominuje smak, ale nie sprawdziło się. Czosnek (pieczony) jest lekko wyczuwalny, czyli w sam raz.

Należą się pochwały za bardzo estetyczne podanie, ładnie oczyszczone i dobrane brukselki, zielony kalafior, ułożone w trówymiarową kompozycję. Bardzo oryginalnym dodatkiem jest jadalna kora brzozy w postaci chipsów. Jak smakuje? Przekonajcie się sami :). Całość – jak na danie z policzkami – w naprawdę atrakcyjnej cenie.

Policzki wołowe w sosie z czerwonego wina, Restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

Policzki wołowe w sosie z czerwonego wina, Restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

 

Kremowy sernik z białą czekoladą i sosem wiśniowym (16 PLN)

Miałem ochotę na spróbowanie innego drugiego dania, ale to było zbyt wiele. Skusiłem się w zamian na deser. Zdecydowałem się na pozycję najmniej słodką.

Sernik z białą czekoladą to połączenie dwóch smaków – sera i tej specyficznej gładkości białej czekolady. Zazwyczaj w konsystencji jest gładki. Tu kuchnia zdecydowała się na połączenie 3 smaków – sernika, kakaowego spodu i sosu wiśniowego. Spód jest dość słodki, sernik gładki. Towarzyszy temu sos wiśniowy, robiony na miejscu w restauracji, o dobrej ostrości – ani za kwaśny, ani za słodki. Całość jednak dla mnie był zbyt zagmatwana smakowo i straciła ten podstawowy smak – połączenie sera i białej czekoady. Dość kontrowersyjnym dodatkiem jest karmelowa posypka, chrupka. W daniu z wiśniami przez chwilę się przestraszyłem, że jest coś twardego… Przyzwoite, ale trochę za słodkie i niezdecydowane – w którą stronę ma pójść smak. Następnym razem  – może lody chałwowe ? 🙂

Kremowy sernik z białą czekoladą i sosem wiśniowym, Restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3,

Kremowy sernik z białą czekoladą i sosem wiśniowym, Restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

Podsumowanie

Czy wróciłbym tu ? Tak – menu jest bogate i różnorodne i mam niedosyt, bo nie spróbowałem drugiej jego części. Ciekawy lokal, z pomysłem, klimatem i ambicjami kuchennymi. Dający wybór dwóch tonacji smakowych. W okolicy jest sporo lokali, bistro, raczej nowoczesnych, we Florianie panuje trochę inny klimat. Warto tu zajrzeć i poczuć się bardziej elegancko za przyzwoitą cenę.

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 - ciekawy detal - oryginalny rysunek prof. Zina na ścianie

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 – ciekawy detal – oryginalny rysunek prof. Zina na ścianie

Drukarnia Skład Wina i Chleba – Poznań, ul. Podgórna 6

Drukarnia Skład Wina i Chleba w Poznaniu to miejsce, gdzie spotkało mnie kilka smacznych niespodzianek. Wybierałem sie tam od jakiegoś czasu, po przeczytaniu kilku pozytywnych doniesień, m.in. w Food&Friends. Trochę z rezerwą, bo wydawało mi się przereklamowane, ale rzeczywistość okazała się przyjemnym zaskoczeniem. Karta jest dość krótka, w zasadzie konwencjonalna, ale z ciekawymi dodatkami i wykonaniem wysokiej jakości. Ceny jak na taką kuchnię naprawdę przyzwoite. Dodatkowo, zgodnie z nazwą, można tam kupić różne ciekawe chleby miejscowego wypieku. Z tej opcji akurat nie skorzystałem, ponieważ miałem w domu świeżo upieczony własny, ale wyglądały zachęcająco i ceny w okolicach 3-4 zł za bochenek – jak na chleb „rzemieślniczy” – są atrakcyjne.

Obsługa i wystrój

Lokal jest w typie „hipstersko-industrialnym”, ale bez zbędnej pretensjonalności. Proste krzesła, stoły, ładna zastawa. Na ścianach nowoczesne obrazy, nieinwazyjna muzyka. Nieco ciemno, ale do posiłku wystarczy. Dobrze, że lokal jest wysoki- daje to więcej powietrza. Było dość głośno – przy tej ilości gości plus muzyka trudno się swobodnie rozmawia. Jedzenie rekompensuje niedostatki akustyczne :).

Obsługa składa się z młodych ludzi, Kelner zajął się mną zaraz po wejściu, znalazł mi wolny stolik, mimo tego, że był zarezerwowany na późniejszą godzinę. Całość serwisu była bardzo sprawna, kelnerka miłą, zainteresowana moim odbiorem potraw. Nawet zauważyła jak obwąchiwałem risotto i podeszła się spytać czy wszystko w porządku.

Osobne pochwały należą się kuchni. Jest ona otwarta, czyli z części stolików można obserwować pracę kucharzy. W czasie, gdy były przygotowywane moje potrawy na kuchni była jedna osoba – pani. Przy wypełnionym lokalu radziła sobie wyśmienicie, dobra organizacja plus wiedza = sukces. Na zupę czekałem ok. 15 minut, risotto dostałem ok. 5 minut po zupie ! Trochę zaczęło być mi jej żal – ze względu na ilość pracy – ale na szczęście przyszedł drugi chef.

Czekadełko – chleb pszenny z kminkiem i tapenada z czarnych oliwek

Drukarnia przyłącza się do przyjemnego trendu czekadełek, chociaż czas oczekiwania by tego nie wymagał. Dzięki własnemu wypiekowi chleba mają duże pole do popisu. Ja dostałem kilka kawałków pszennego chleba z dodatkiem kminku – miękkiego, świeżego, przypominającego trochę ciasto. Do tego przyzwoita, standardowa tapenada z czarnych oliwek, może nie jakaś wyjątkowa, ale zjadłem całą 🙂

Czekadełko - chleb pszenny z kminkiem i tapenada z czarnych oliwek - Drukarnia Skład Wina i Chleba, Poznań

Czekadełko – chleb pszenny z kminkiem i tapenada z czarnych oliwek – Drukarnia Skład Wina i Chleba, Poznań

Krem z palonych porów z mleczkiem kokosowym i musztardą Dijon – 10 PLN

Zupa wegańska, która mnie zaskoczyła wszystkim oprócz koloru. Dowód na to, że można zrobić ciekawe, dobrze skomponowane danie z kilku składników. Bardzo gładki krem nie miał bardzo porowego smaku, nie miał też nut goryczy od podpalania. Idealna, aksamitna konsystencja, ani śladu włókien pora. Mleczko kokosowe ledwo wyczuwalne w smaku, za to dające o sobie znać w zapachu. Ostry kontrast daje musztarda polana cienkim strumieniem po powierzchni – jednocześnie dla ozdoby. Na to wszystko ziemniaczane chipsy, aby nie było nudno. I to wszystko za jedyne 10 złotych. Wyjadłem talerz do czysta.

Krem z palonych porów z mleczkiem kokosowym i musztardą Dijon - Drukarnia Skład Wina i Chleba, Poznań

Krem z palonych porów z mleczkiem kokosowym i musztardą Dijon – Drukarnia Skład Wina i Chleba, Poznań

Risotto z baraniną i grzybami nameko – 30 PLN

Ciekaw byłem tego, w jaki sposób baranina zostanie połączona z risotto. Kreatywna kuchnia zrobiła to w postaci pulpecików, trzeba zaznaczyć dobrze wysmażonych – bo na „medium”, lekko przyprawionych. Sam ryż był bardzo smaczny, z bardzo dużą ilością parmezanu. Grzybki lekko grzybowe i do tego lekki sos. Bardzo dobrym kontrastem do tego był sok z limonki. Całość to połączenie wielu różnych smaków, które się nie przesłaniały – i o to chodzi w dobrym daniu.  Ziemia jadalna na obrzeżu talerza również smaczna. Danie średniej wielkości ale bardzo syte. Cena jak na zawarte składniki – przyzwoita.

Risotto z baraniną i grzybami nameko - Drukarnia Skład Wina i Chleba, Poznań

Risotto z baraniną i grzybami nameko – Drukarnia Skład Wina i Chleba, Poznań

Podsumowując

Ciekawy lokal, dobre jedzenie, co widać po ilości gości. Ceny na poziomie średnim. Brawa za sprawność kuchni i obsługi. Polecana wcześniejsza rezerwacja. Na pewno się tam jeszcze pojawię – zwłaszcza kuszą mnie: swojska kaszanka z puree z szalotki i marynowanym jabłkiem, golonka długo pieczona z sosem z ciemnego piwa i wina (może wreszcie zachwycę się pieczoną golonką, na razie najlepiej smakowała mi w …  IKEI) i polędwiczka wieprzowa w szałwii.

 

Restauracja Kotłownia, Warszawa, ul. Suzina 8

Warszawa, zielony Żoliborz, gdzie się wybrać na imieninową kolację ? Jakiś czas temu namierzyłem restaurację i skład win Kotłownia, blisko placu Wilsona, dobre recenzje, wyglądało na typowy, modny lokal. A co wyszło z degustacji…? Poczytajcie. Zdjęcia wnetrza sobie podarowałem, bo mi niezbyt wyszły. Dużo więcej można obejrzeć (a także przeczytać menu) na stronie Kotłownia.

Wygląd/atmosfera

Restauracja wygląda, jak typowy, modny ostatnio wzór warszawskiego lokalu – dość nowoczesny, trochę minimalizmu. Uroku dodaje mu antresola i regały z winem. Całość nie wprawia w zachwyt – nie widać jakiegoś wyraźnego pomysłu (o tym poczytacie także później) – niby w stronę skandynawskiego minimalizmu, ale trochę za mało designu i dobrych materiałów. Na ścianach wiszą obrazy, które akurat mi nie przypadły do gustu. Na szczęście siedziałem do nich bokiem i nie musiałem się na nie patrzeć. Przyjemny jazz w głośnikach, czysto, ładna zastawa. Jeśli chodzi o czas oczekiwania to nie jest porażający. Na zupę/sałatę czekaliśmy 25 minut, w tym czasie do obsługi były jeszcze 3 stolliki – ok 8-10 osób. Czekadełka nie ma, może trzeba się napawać obrazami….

Obsługa

Najmocniejszy punkt całej wizyty – oczywiście mowa o  konkretnym kelnerze, bo drugi już miał dużo gorsze pomysły (np. podawał każdemu do ręki gumę na zakończenie wizyty…).  Pan, który nas obsługiwał (dość wysoki, łysy) to pełen profesjonalizm. Uprzejmy, wykazujący zainteresowanie, a jednocześnie podchodzący z pewnym luzem, ale z wyczuciem taktu. W sytuacji, w której byliśmy niezadowoleni wykazał się odpowiednim refleksem i zachowaniem. Na zakończenie też przepraszał nas i zachęcał do ponownej wizyty.

Zupy

Klasyczny domowy bulion drobiowy z kawałkami kurczaka, kluseczkami i natką – 12 PLN

Klasyczny domowy bulion drobiowy z kawałkami kurczaka, kluseczkami i natką -  Restauracja Kotłownia, Warszawa

Klasyczny domowy bulion drobiowy z kawałkami kurczaka, kluseczkami i natką – Restauracja Kotłownia, Warszawa

Zupa o ładnym, ciemnym kolorze (skąd on się wziął w bulionie drobiowym? Czyżby od przypalonej cebuli?). Ładny zapach, do tego ładny makaron i dość niespotykane mięso, bo … podpieczone/podsmażone (?). Można zjeść, poprawna, ale nie zachwycająca. Zapach obiecywał dużo bogatszy smak.

Krem dyniowy z imbirem, mlekiem kokosowym, oliwą z pestek dyni i creme fresh (pisownia oryginalna…) – 14 PLN

Krem dyniowy z imbirem, mlekiem kokosowym, oliwą z pestek dyni-  Restauracja Kotłownia, Warszawa

Krem dyniowy z imbirem, mlekiem kokosowym, oliwą z pestek dyni- Restauracja Kotłownia, Warszawa

Na przekór temu, że nie lubie dyni zdecydowałem się na spróbowanie tej zupy. Pierwsza łyżka, druga łyżka były trudne. Po prostu pikantne i nic więcej. Potem język się troche przywyczaił i było lepiej. Przyjemny krem z zapachem i smakiem pod dyktando oleju z pestek dyni. Mleko kokosowe ledwo wyczuwalne, imbir zapewnie objawiał się w ostrości, chociaż nie czułem jego charakterystycznego smaku. Można zjeść na rozgrzewkę, całkiem przyjemne.

Sałaty

Kawałki grillowanego łososia na liściach szpinaku i rukoli z ogórkiem, czerwonym grejpfrutem, szczypiorkiem, zielonym pieprzem, kaparami z dressingiem z granatu i grzankami – 18 PLN

Kawałki grillowanego łososia na liściach szpinaku i rukoli z ogórkiem -  Restauracja Kotłownia, Warszawa

Kawałki grillowanego łososia na liściach szpinaku i rukoli z ogórkiem – Restauracja Kotłownia, Warszawa

To była ewidentna wpadka. Bardzo długa nazwa, bardzo krótki smak. Porażka na całej linii. Przede wszystkim szpinak i rukola były wymieszane z dressingiem w ten sposób, że były gniecione, a może były gniecione, żeby się zmieściły w tę małą miseczkę. Wyglądało to super nieapetycznie. Jeszcze w żadnej restauracji nie spotkałem się z gniecioną sałatą. Kapary- wielkie tzw. „jabłuszka” kaparowe niezbyt pasowały do tej miseczki, paski z ogórka były zamarynowane i sflaczałe. Na dodatek niestety dało się wyczuć piasek. Aby podsumowac całość powiem, że za 18 zł dostaje się miseczkę (trudno to inaczej nazwać) o średnicy ok 15 cm. Run Forrest run ! Uciekajcie od tego sałatkowego menu. Na szczęscie nasz profesjonalny kelner zapytał czy to można zabrać i nie zostało nam to doliczone do rachunku. Za to wyrazy uznania.

Dania główne

Mięso z pieczonej kaczki w sosie śmietanowym z masłem, czosnkiem, cebulą, pastą truflową, suszonymi pomidorami, białym winem, natką i tartym parmezanem (makaron)- 35 PLN

Tagliatelle z pieczoną kaczką - Restauracja Kotłownia, Warszawa

Tagliatelle z pieczoną kaczką – Restauracja Kotłownia, Warszawa

Jak na danie z makaronem – dośc drogie. Dania ze świeżym makaronem (nienawidzę lanserskiego słowa pasta – pasta to jest do butów albo kawiorowa) są do wyboru z kilkoma jego rodzajami – ja wybrałem tagliatelle. Makaron jest dobrze ugotowany, sos jest intensywny, śmietanowy. Trochę mi brakowało tego aromatu truflowego – był gdzieś, ale mógłby się bardziej zaznaczać, aby nadać jakiś zdecydowany kierunek temu daniu. Parmezan było obecny w sporej ilości, czosnek był wyczuwalny. Kaczka… była pieczona, ale szczerze mówiąc nie stanowiła o smaku tego dania – ot, pieczone mięso. Można było to lepiej wykorzystać dając jej podczas pieczenia zdecydowany smak, albo podając ją w postaci plastrów „medium-rare” (ale do tego potrzeba użyć najdroższego kawałka – czyli piersi). W sumie było może nie zachwycająco, ale nieźle, najadłem się. Ale… po powrocie do domu czułem się jakbym połknął kamień. Leżało mi to bardzo na żołądku. Danie było bardzo tłuste, śmietany (podejrzewam, że kremówki) trochę za dużo.

Krewetki w sosie winno-maślanym na warzywach z czosnkowymi grzankami – 36 PLN

Krewetki w sosie winno-maślanym na warzywach z czosnkowymi grzankami -  Restauracja Kotłownia, Warszawa

Krewetki w sosie winno-maślanym na warzywach z czosnkowymi grzankami – Restauracja Kotłownia, Warszawa

Jak na danie zawierające 6 sporych krewetek to w miarę normalna cena. Warzywa były pocięte w długie paski, krewetki usmażone dobrze. Uwaga – w Kotłowni – grzanka oznacza (chyba) podsuszoną bagietkę. Widać to zresztą na zdjęciu (także przy sałacie to są „grzanki”) – nie są to wbrew pozorom plastry bagietki nasmarowane masłem czosnkowym i zgrillowane tylko po prostu kawałki buły. Co do tego dania mam mieszane odczucie. Bardzo smaczny jest sos – lekko kwaśny od wina, lekko tłusty od masła, z aromatem cytryny. Same krewetki tez smaczne, ale… w połączeniu to nie gra. Sos jest zbyt delikatny, by pozostać na warzywach i krewetkach  – są nijakie. Powinien być bardziej wyrazisty. W tej potrawie najlepiej jeść sos po prostu z bagietką.

Podsumowanie

Czy wróciłbym tam ? Nie. Chyba, że po to aby kupić wino, albo zabrać pana kelnera do mojej restauracji 🙂 . Wina są całkiem ciekawe, m.in. jest dużo polskich win, których jestem zwolennikiem w bardzo dobrych cenach (wręcz bym powiedział w cenach producenta).

A restauracja… – pomysł jest, wyobraźnia jest, ale jakoś brakuje finezji smakowej, balansu smaków, pomysłu na smak poszczególnych dań. Można zjeść, nie będzie bardzo niesmacznie, ale daleko mi do padania na kolana.

czerwiec 2015

Bistro OtwARTa – Galeria Smaku, Gdańsk, ul. Słonimskiego 6

Nowy lokal wegetariański w Gdańsku Wrzeszczu na nowym osiedlu Garnizon Otwarta Galeria Smaku – z przyjemną atmosferą i smaczną kuchnią. Trochę na uboczu od głównej ulicy, ale to daje mu pewne atuty, o których napisze poniżej. Na życzenie dania mogą być wegańskie i bezglutenowe. Opisywanie moich wrażeń niech da ogólny pogląd na poziom lokalu, niekoniecznie na konkretne dania. Jeśli dobrze doczytałem menu ma się zmieniać co miesiąc, co jest dobrą metoda na wykorzystywanie sezonowych składników, zwłaszcza warzyw i owoców, a także na zachęcenie klientów do powracania i odkrywania nowych smaków.

AKTUALIZACJA 9.2015 – lokal nie jest już 100% wegetariański, czego nie mam im za złe 🙂 Dla każdego coś miłego. Dodaję wrażenia z mojej drugiej wizyty.

 

Otwarta, Gdansk-wnetrze

Otwarta, Gdansk-wnetrze

Wygląd / Atmosfera

Wnętrze jest urządzone nowocześnie, w dość ascetycznym, przypominającym skandynawskim, stylu. Jest nieco ciemne, ale doświetlone przez okna i lampy. Dość oryginalnie wygląda sufit wyposażony w okrągłe lampy. Ciekawym elementem jest też toaleta mająca na ścianie wymalowany plan koszar z początku XX wieku. Lokal jest położony w ten sposób, że przez okna widać w zasadzie tylko osiedle. Nie widać (prawie) wieżowców, ruchliwych ulic. Ma się wrażenie, że siedzi się w jakimś zaułku północnej Europy. Miłe miejsce na spokojne spotkanie. Z tego co słyszałem miejsce ma ambicje kulturalno-artystyczne i może się stać miejscem spotkań nie tylko kulinarnych.

Jeśli siedzisz na zewnątrz jest równie miło. Jeśli jest zimno dostaniesz poduszeczkę na krzesło i pled do okrycia.

Otwarta, Gdansk-wnetrze-sufit

Otwarta, Gdansk-wnetrze-sufit

Obsługa

Obsługiwany byłem przez młodą dziewczynę, miłą, wykazującą zainteresowanie, pytającą się o opinie, zorientowaną w daniach. Czas przygotowania potraw był bardzo przyzwoity. Zupy w zasadzie były od razu.

Jedzenie

Koktajl zielony (12 PLN)

To był jedyny element posiłku, który mi nie smakował, zatem rozprawmy się z nim szybko, żeby to już mieć za sobą. Koktajl jest robiony na miejscu, składał się ze szpinaku, kaki i paru innych składników. Miał ładną (i smaczną dekorację), ale środek był bardzo wodnisty, prawie pozbawiony smaku. Niedawno piłem w moim wiejskim warzywniaku zielony koktajl, który miał w składzie jabłko, kiwi, seler naciowy, natkę pietruszki i był bardzo smaczny – troszkę kwasku, troszkę cytrusowego aromatu od kiwi i specyficznego od pietruszki.

koktail zielony - Otwarta, Gdansk

koktail zielony – Otwarta, Gdańsk

Zupy

Krem z pomidorów z kozim serem i pesto rukolowym – 12 PLN

Zupa bardzo trafiła w moje gusta – była uczciwym kremem z przecieranych pomidorów z bardzo dobrym balansem między kwaskiem i słodyczą. Coś podobnego jadłem tylko swego czasu w poznańskiej Frydze. Po prostu intensywność pozbawiona sztucznych dodatków czy kwasu, eksplozja pomidorowego smaku. Do tego kozi camembert, który po podgrzaniu trochę się ciągnął i lekko kontrastował słonością. Pesto rukolowe było ładną ozdobą, bez większego wpływu na smak.

Krem z pomidorów z kozim serem i pesto rukolowym , Otwarta, Gdańsk

Krem z pomidorów z kozim serem i pesto rukolowym , Otwarta, Gdańsk

Zupa tajska z krewetkami – 14 PLN

Zupa bardzo intensywna w smaku, pikantna, ale na granicy dla mnie akceptowalnej. Tylko nieco złagodzona mleczkiem, z kiełkami, warzywami, makaronem i krewetkami. Co prawda były tylko dwie, ale duże i ładne. Za 14 złotych to dość uczciwie. Rozgrzewająca i aromatyczna propozycja, zwłaszcza na chłodniejsze dni. Trochę brakowało aromatycznego i świeżego kontrastu w postaci natki ziołowej – np. kolendry lub bazylii.

Zupa tajska z krewetkami, Otwarta, Gdańsk

Zupa tajska z krewetkami, Otwarta, Gdańsk

Danie główne

Kotlety z kalafiora w płatkach kukurydzianych – 21 PLN

Bardzo ciekawe i smaczne danie. Panierka dodaje nutę prażono-orzechową, ale nie dominuje smaku kalafiora. Nie jest też mocno nasycona tłuszczem, co jest zaletą płatków w porównaniu z mąką. Kotletom towarzyszyło puree z topinambura – całkiem smaczne i w sporej ilości. Ja doprawiłem go jeszcze solą, żeby skontrastować ten jednolity, charakterystyczny smak, jaki daje topinambur. Dopełnieniem była salsa paprykowa z pieczonej papryki – o boskiej słodyczy i leciutkim kwasku. Jak widać na zdjęciu w formie ozdoby towarzyszy ulubione ziele szefa kuchni – rukola 🙂 .

Kotlety z kalafiora w płatkach kukurydzianych, Otwarta, Poznań

Kotlety z kalafiora w płatkach kukurydzianych, Otwarta, Gdańsk

Zupa dnia – krem z buraków

Trochę przypadkowa recenzja – zupa dnia. Spóźniłem się na lunch dnia, ale zupa została 🙂 Kremowa, zmiksowana, zbalansowany smak z nutką kwasu. Ładnie podana. Warto spróbować.

Krem z buraków - Otwarta, Gdańsk

Krem z buraków – Otwarta, Gdańsk

Pierś z kaczki w aromacie świeżych ziół na słodkich karmelizowanych pomarańczach w amaretto na lekkiej sałatce z krwistego szczawiu oraz grillowanym ziemniaku.

Pierś z kaczki… dla kogoś przyjeżdzającego z Poznania – intrygujące. Całość niestety mimo wyrafinowania i opowiedniej ceny (35 PLN) nie trafiła w moje gusta. Pierś była wysmażona/wypieczona „na dechę” czyli well done. Do tego był sos z soku pomarańczowego i amaretto, który był po prostu… „deserowy” czyli zabójczo słodki. Do tego migdałowe amaretto… bleeee….. żadnego kontrastu w typie pikantności chilli czy czerwonego pieprzu. Jakoś to zjadłem…. Zapomnijcie o szczawiu i ziemniaku. Nie uratują tego dania.

Pierś z kaczki w aromacie świeżych ziół , Otwarta, Gdańsk

Pierś z kaczki w aromacie świeżych ziół , Otwarta, Gdańsk

W zamian polecam ciągle kotlety z kalafiora (w tle widać) oraz indyk w otoczce z szynki crudo. udało się zachowac soczystość mięsa i wyraźny aromat wędzonki. Gratulacje za to danie.

 

Podsumowując

Czy wróciłbym tam jeszcze ? Tak. Na pewno jestem ciekawy  past (nie makaronów !), własnego pieczywa, sałaty Panzanella. Dania były po prostu smaczne, co nie zawsze ma miejsce w lokalach wegetariańskich, bo ten rodzaj kuchni daje trochę mniejsze możliwości i jest bardziej wymagający dla szefa.

Ceny są przyzwoite, a lokal ma miłą atmosferę. Jeśli będziecie w pobliżu – warto zajrzeć. Niedaleko jest Galeria Bałtycka – zamiast jeść tam coś w przemysłowej Paszlandii – warto przejść przez ulicę na krótki spacer.

Wileńskie Kaziuki w restauracji Vine Bridge, Ostrówek 6, Poznań

Dzisiaj 4 marca, czyli Kazimierza, zatem wybrałem się do Vine Bridge na wileńskie Kaziuki. To dobre miejsce na taką okazję, ponieważ w kuchni jest tam pani Zyta, która pochodzi z Litwy. Wiele już słyszałem o tej restauracji i o Pani Zycie, miałem okazję również poznać właściciela, który ma prawdziwą pasję do kuchni i odwagę do kreatywnych pomysłów kulinarnych. Poza tym chciałem spróbować i zakupić tamtejsze wędliny i przetwory, o których już wcześniej pisałem na fanpage.  Trzeba przyznać, że pięknie się prezentują susząc się w restauracyjnej witrynie ozdobionej litewskimi barwami narodowymi.

 

Wileńskie Kaziuki w Vine Bridge, Poznań

Wileńskie Kaziuki w Vine Bridge, Poznań

 

Razem z Grażyną z grazynagotuje.pl próbowaliśmy prawdziwego cepelina – nadziewanego wieprzowiną, świetnie przyprawioną, z wyraźnym smakiem czosnku i majeranku. Całości towarzyszył prawidłowy sos śmietanowy z boczkiem. Podoba mi się też taka prosta rzecz, że herbata jest podawana w dzbanku, parzona z liści – występuje w ilości pozwalającej się do woli napić, a nie jak często to bywa – skromnej filiżanki.

Cepelin w Vine Bridge, Poznań

Cepelin w Vine Bridge, Poznań

 

Oprócz cepelina próbowaliśmy wileńskich słodyczy – kruchych paluszków na smalcu, kruchych ciastek z lukrem, które normalnie macza się w kawie lub w herbacie oraz ciasta z bakalii i kruszonki, które było bardzo aromatyczne i smaczne. Ciasta te też można kupić, na dodatek są bardzo dekoracyjne.

Litewskie słodycze w Vine Bridge, Poznań

Litewskie słodycze w Vine Bridge, Poznań

 

Na wyjściu zakupiłem wyśmienite wędliny, na dodatek w bardzo umiarkowanych cenach – suszoną, wędzoną kiełbasę, polędwiczkę,  surową, suszoną łopatkę w ziołach – która ma piękny aromat. Można też kupić słoninę  w przyprawach, szynkę, a także wędzone piersi kurczaka. Skusiłem się na też na słoik kiszonej brukselki, o której już wcześniej pisała Grażyna i którą zrobiła w domu. Było jeszcze więcej ciekawych kiszonek – całe główki czosnku, fasola biała, kalafior… Czuję, że następnym razem mnie ciekawość kulinarna poniesie w kierunku innych słoików 😉

Sucha kiełbasa litewska, suszona surowa łopatka, słonina i kiszona brukselka - Vine Bridge , Poznań

Sucha kiełbasa litewska, suszona surowa łopatka, słonina i kiszona brukselka – Vine Bridge , Poznań

Warto się wybrać na Sródkę i spróbować tych autentycznych i oryginalnych smaków.

 

 

Restauracja Ed Red, ul. Sławkowska 3, Kraków

Wizyta w restauracji Ed Red to jeden z moich celów noworocznej wizyty w Krakowie. Zachęcony renomą Pana Adama Chrząstowskiego, którego kiedyś miałem okazję poznać,  jak był szefem kuchni w restauracji Kurta Schellera w Hotelu Rialto oraz artykułem w Food and Friends opowiadającym o jego steakhouse w Krakowie i specjalnej, sezonowanej wołowinie pojawiłem się w noworoczne popołudnie w rzeczonym lokalu.

Ta wizyta potwierdziła dobitnie teorię, że ludzie nie chodzą do restauracji tylko po to, żeby się najeść. Na wizytę w restauracji składa się jedzenie, jego smak, ale także obsługa, atmosfera i ogólne wrażenie dobrze spędzonego czasu. Niestety moja relacja ma wadę techniczną – awarię zaliczyła bateria w moim aparacie, w związku z czym nie będzie moich zdjęć, tylko te z artykułu w Food and Friends. Na szczęście rzeczywistość nie różni się bardzo, a nawet bym powiedział jest korzystniejsza.

T-Bone steak w Ed Red z nożem typu Rambo oraz sosami demi-glace i bernaise- zdjęcie foodandfriends.pl

T-Bone steak w Ed Red z nożem typu Rambo oraz sosami demi-glace i bernaise- zdjęcie foodandfriends.pl

Wygląd

Wystrój jest prosty. W stylu knajpy. Proste, drewniane krzesła, drewniana podłoga, drewniane stoły, brak obrusów, ale ładne serwetki z wszywką z logo. Proste sztućce, a na suficie metalowe lampy i kable w stylu starej fabryki. Na ścianach boazeria, częściowo pomalowana na wyblakłe kolory. Całość sprawia dobre, spójne wrażenie, z małymi wyjątkami… o ile ściany, meble są nowe i zrobione na „starą knajpę” to podłoga jest rzeczywiście stara i zniszczona, a ramy okienne nie dość, że stare to pokryte wieloletnim brudem. Myślę, że to kwestia czasu, kiedy to doczyszczą… Ja akurat siedziałem przy oknie i na ten czarny smalec na oknie musiałem patrzeć…

 

Ed Red Kraków - wnętrze, zdjęcie - foodandfriends.pl

Ed Red Kraków – wnętrze, zdjęcie – foodandfriends.pl

Ed Rek Kraków - chłodnia do dojrzewania mięsa, zdjęcie - foodandfriends.pl

Ed Rek Kraków – chłodnia do dojrzewania mięsa, zdjęcie – foodandfriends.pl

Obsługa

Lokal był zapełniony w ok 3/4. Lokal jest średniej wielkości. Było kilkoro kelnerów. W zasadzie obsługa była ok, chociaż na przyjęcie zamówienia musiałem trochę poczekać. Miałem nieszczęście zamówić przystawkę, która siedzi w piecu 20 minut, co przekłada się na całościowy czas oczekiwania 35 minut, o czy mnie nie uprzedzono. Jak już straciłem cierpliwość i poszukałem obsługi to moje danie było wydawane. Pan, do którego się zwróciłem z pytaniem kiedy mam szanse na przystawkę okazał się (chyba) szefem sali i był zorientowany co zamówiłem i w jakim jest stadium przygotowania. Potem było już szybko i dobrze, pan szef doglądał czy wszystko jest w porządku.

Generalnie – nie jest to lokal dla wilczo głodnych , trzeba się uzbroić w cierpliwość – widać to było tez po sąsiednich stolikach.

Atmosfera

Takiego rozdziału jeszcze nie było w moich recenzjach, ale tym razem musi się zdarzyć, bo to część przeżycia restauracyjnego. W mojej części restauracji (sali) było 5 stolików. Przy jednym z nich siedziało sześcioosobowe towarzystwo (na oko w wieku 25-35) mające zapewne dogrywkę z Sylwestra. Pełne zamówienie, wszystkie dania z deserem, butelka wódki w wiaderku z chłodzeniem, zostawili pewnie ponad 1000 zł. Całość imprezy się rozkręcała, więc zwiększała się ilość decybeli wydobywających się ze stolika oraz słów k***a, co powodowało średnią atmosferę w sali. Jeśli sobie wyobrazicie półgodzinne oczekiwanie na przystawkę właśnie w takim towarzystwie i z brakiem innego zajęcia to oznacza to dość ciężki czas. Tylko dzięki temu, że przejechałem 400 km, żeby tego zdegustować oraz już zamówiłem jakoś tam wysiedziałem. Pani (sympatyczna) kelnerka, która ich obsługiwała niejako włączała się do tego rozbawionego nastroju i nic nie zapowiadało, że jej krótkie wizyty coś zmienią (i tak tez było).

W pewnym momencie przyszła para, która zasiadła do stolika obok, ale po kilku  minutach przeniosła się do sąsiedniej sali. Trójka Czechów (albo jeden Słowak i dwoje Czechów) była dzielna (może wszystkiego nie rozumieli) i wytrzymała cały posiłek (mimo, że nie było ani pizzy ani kotleta, ani Żywca).

Kulminacją tego całego zamieszania była para, której wypadło usiąść tuż obok tego towarzystwa – zostali uprzedzeni przez jednego z panów, że będzie ciężko, bo oni się tu bawią i lecą takie teksty, że… Wyjście z sytuacji się znalazło – taką akcje pierwszy raz w życiu widziałem na oczy – szef sali z kelnerką przenieśli  mały stolik dla tej  pary do drugiej sali…

Reasumując  – nie było łatwo, ale pewien poziom został zachowany. Oprócz głośności padały tylko k***y, a nie żadne inne słowa, panowie nazywali się gamoniami… Całość bardzo krakowsko i kulturalnie, taki lokalny folklor.

Jedzenie

Wreszcie zacznijmy główny punkt programu…

Przystawka

Pieczone kości szpikowe z ziołową salsą i tostami z żytniego chleba (14 PLN)

Pierwszy raz w życiu jadłem szpik, można mieć pewne opory przed tym , ale warto było. Wołowe kości pocięte w plastry, pieczone, do tego grzanki z chleba i pesto z kaparów oliwki i pietruszki i orzechów włoskich. Podane z łyżeczka, która wyjadałem szpik, o konsystencji lekko galaretowatej i tłustym smaku, skontrastowany z słonawym pesto.

Danie główne

Antrykot (47 PLN, na wagę), korzenne warzywa z pieca (9 PLN), buraczki zasmażane z czerwonym winem (7 PLN)

Stek zamawia się na wagę (min. 200g). Sezonowane  mięso, dobrze wysmażone, czego można chcieć więcej… Ale było więcej – dodatkiem były sosy – jeden jest w cenie, drugi zamówiłem (4,5 PLN). Sos demi-glace, który używałem do mięsa był klasycznym, o pieczeniowym smaku, nie za słonym, w sam raz do wzbogacenia smaku steka, drugi to bernaise- lekki, ciepły, puszysty, pachnący estragonem, w którym maczałem pieczone, młode warzywa. Warzywa te (pietruszka, marchew, seler, czerwona cebula, listki brukselki), były świetnym uzupełnieniem, chociaż wahałem się między domowymi frytkami podawanymi w miseczkach i o bardzo apetycznym wyglądzie. Drugim dodatkiem były buraczki ,które uznaję za wypadek przy pracy – grubo tarkowane, bez specjalnego smaku (a temu warzywu trzeba nadać kierunek smakowy), w zasadzie dominującym tonem był ziemisty smak, który oryginalnie buraki mają… słowem porażka.

Całość była podawana na drewnianej desce z dodatkiem srogiego noża typu ‚Rambo’ , na życzenie doprawiana świeżo mielonym, czarnym pieprzem oraz bardzo ładną, gruboziarnistą solą (w zasadzie wielkimi, cienkimi płatkami soli).

Do dań popijałem pilznera z beczki – browar Miłosław, więc mała patriotyczna, wielkopolska nuta.

Reasumując

Warto. Na pewno pojawiłbym się tam (niezbyt głodny) jeszcze raz, żeby spróbować frytek i innych dań.  Widać, że restauracja ma ambicje na oryginalne, ale proste jedzenie. Trzeba się przygotować na czekanie, być może na pełna salę. Przyjemnym zaskoczeniem był dla mnie 10% rabat, który pojawił się na rachunku bez uprzedzenia, nie gwarantuję, że będzie na Waszym, bo powód jego pojawienia się nie jest dla mnie jasny, aczkolwiek przyjemny. Są pewne niedociągnięcia w kwestii sali, ale mam nadzieję, że to zostanie z czasem uzupełnione, całość wypada pozytywnie. Napiwek zostawiłem 🙂

Ed Red Kraków - mój rachunek :)

Ed Red Kraków – mój rachunek 🙂

Restauracja Umami „Scena Smaków”, ul. Masztalarska 8, Poznań

Dobrze zjeść blisko poznańskiego rynku i nie zbankrutować… Mission possible – jak się okazuje. Wystarczy zabłądzić na ulicę Masztalarską, tuż obok pl. Wielkopolskiego. Skrywa się tam restauracja Umami „Scena smaków”, do której po dość długich podchodach wreszcie udało mi się wybrać, nie tylko na ze względu na sentyment, jakim darzę tę nazwę. Warto było.

Wystrój i obsługa

Restauracja jest urządzana dość nowocześnie, a jednocześnie ma posmak klasycznej elegancji, nazwałbym to nienachalną elegancją. Prawdziwe serwetki, kanapy, krzesła z pokrowcami. Na ścianach akcenty teatralne – zdjęcia z przedstawień. W sumie- może nie na przyjęcie na wysokim szczeblu, ale na sympatyczny posiłek prywatny, czy służbowy – jak najbardziej.

W lokalu zdążyłem być już 2 razy, ponieważ za pierwszym razem byłem zbyt najedzony,żeby zamówić danie główne. Obsługa w postaci kelnera była życzliwa i zorientowana w menu, chociaż jako jedyny (lub jeden z niewielu) gość w restauracji trudno mi się wypowiedzieć, co do jej sprawności w momentach stresu. Ku mojemu zaskoczeniu pan kelner pamiętał, że byłem tydzień wcześniej i nawet co zamawiałem.

Przystawki

Vitello tonato (16 PLN)

Przystawkę tę niezbyt często można spotkać, ze względu na nietypowe połączenie mięsa i ryby. Delikatne, cieniutkie płatki cielęciny długo gotowanej, soczyste, odpowiednio kruche – nie gumowe i nie twarde, sos tuńczykowy z lekkim smakiem ryby, całkiem dobrze pasującym do lekkości cielęciny. Naprawdę warte spróbowania, porcja – jak na przystawkę – naprawdę solidna.

Vitello tonato - Restauracja Umami, Poznań

Vitello tonato – Restauracja Umami, Poznań

 

Zupa krem z pomidorów (7 PLN)

Gładki krem, intensywnie pomidorowy, dobra klasyka. W środku mozarella i świeża bazylia, którą warto wymieszać, bo dobrze uzupełnia kompozycję smakową, podobna trochę do tej z Villi Toscana. Dodatkiem była dobra, świeża bagietka.

Zupa krem pomidorowa, Restauracja Umami, Poznań

Zupa krem pomidorowa, Restauracja Umami, Poznań

 

Sałatka z burakiem, kozim serem i miodowo-orzechowym winegretem (15 PLN)

Ładnie zaaranżowana sałatka o objętości wystarczającej na samodzielne, lekkie danie obiadowe. Bazę stanowiły zmieszane sałaty – lodowa i karbowana, do tego był smaczny, słodkawy burak (chyba niestety tylko jeden…) oraz sporo kosteczek koziego sera typu feta. Poza tym świeży pomidor i ładne wstążki z ogórka. Miłym akcentem były jadalne dodatki – pędy groszku, kwiat storczyka i (już mniej jadalne) kwiaty lawendy. Lawendę można oczywiście zjeść, ale człowiek czuje się jak po kostce mydła. Całość dopełniał dressing z balsamico, miodu i mielonych orzechów. Szczerze mówiąc tej części dania byłem najbardziej ciekawy i jednocześnie miałem największe obawy. Nie spełniły się one i nie był on za słodki, ani zdominowany miodem.

 

Sałtak z burakiem i serem kozim, Restauracja Umami, Poznań

Sałtak z burakiem i serem kozim, Restauracja Umami, Poznań

Eskalopki cielęce z szynką parmeńską, puree ziemniaczanym i warzywami grillowanymi (30 PLN)

Kuchnia jak widać ma inklinacje w kierunku Włoch, więc skusiłem się na klasyka – saltimbocca. Nazwa ta znaczy „ skacze do ust” i w tym wypadku się to sprawdziło. Cienkie sznycle z cielęciny owinięte szynką parmeńską i liśćmi szałwii były obłędnie smaczne. Smak przysmażonego mięsa łączył się z wędzono-smażonym posmakiem szynki skontrastowanym ziołową szałwią. Do tego było podane puree ziemniaczane o absolutnie gładkiej konsystencji i okrągłym smaku, który podejrzewam o niejaką część wspólną z cielęciną. To, co czasem jest tylko kolorową ozdobą – warzywa – były wartościowym dodatkiem o przyjemnym posmaku grilla i właściwej konsystencji al dente. Mamma mia! To była najsmaczniejsza saltimbocca, jaką w życiu jadłem, zjadłem wszystko, co było na talerzu, mimo,że nie bardzo już miałem miejsce. Jak do tej pory najsmaczniejsze dania z cielęciny, jakie jadłem w Poznaniu.

 

Eskalopki cielęce z szynką parmeńską i szałwią, Restauracja Umami, Poznań

Eskalopki cielęce z szynką parmeńską i szałwią, Restauracja Umami, Poznań

Podsumowując…

Ciekawy lokal, urządzony nieco niegastronomicznie, ale ma np. przytulne, białe kanapy. Kuchnia z ambicjami włoskimi, na dobrym poziomie i bardzo przyzwoita cenowo. Świetny stosunek jakości do ceny. Obsługa zainteresowana klientem, zorientowana w potrawach. Warto zajrzeć będąc w pobliżu Rynku na małe conieco.

Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Podążając śladami rewolucji Magdy Gessler wybrałem się do restauracji Dziki Dwór pod Kaczką w Gnieźnie. Pokonałem ok. 60 km w wolny dzień, aby posmakować dań z kaczki, a czy się opłacało… zobaczycie poniżej.

Restauracja znajduje się niedaleko od głównej drogi przelotowej Bydgoszcz – Poznań. Nie jest tam trudno trafić, choć nie rozglądajcie się za jakąkolwiek tablicą informacyjną czy strzałką… Trzeba zobaczyć na mapie, a potem – jadąc za centrum handlowym i przejazdem kolejowym – szukać po lewej ulicy Spichrzowej. Inne lokale po rewolucjach wykorzystują swoją reklamę i stawiają choć jedną tablicę z Panią Magdą (ok, nie wszystkie, pewnie kontrakt ogranicza to jakoś czasowo…). Drugą słabą stroną „rozpoznawczą” jest strona internetowa. Jest ona wspólna z salą bankietową/cateringiem „Leo Libra” i nie zawiera aktualnej informacji o menu, nie wspominając o innych smakowitych szczegółach, które mogłyby przyciągnąć gości, ani o aktualnościach (ostatnia to „W ostatnim czasie tj. od 18 do 21 czerwca 2012”).

Mimo tego zdesperowanemu smakoszowi udało się bez problemu dotrzeć w świąteczny dzień do lokalu, w którym były zajęte 2 stoliki, potem przybyły jeszcze dwa…

Gwoli ścisłości – poniższe dania zawierające „dziką kaczkę” to zabieg marketingowy – potrawy są wykonane z kaczek hodowlanych. Miłośników dziczyzny zapraszamy gdzie indziej.

 

Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Wystrój i obsługa

Z zewnątrz ten lokal wygląda… jak wygląda (moje wyobrażenie o dworze jest nieco inne), natomiast wewnątrz jest pewne zaskoczenie – jest trochę ciemno co prawda, ale wnętrze jest eleganckie. Ładny odcień fioletu, ładne krzesła, reszta w miarę dobrana, do tego te kaczki na ścianach… Obsługa jest sprawna i miła, interesuje się czy smakowało i można się dopytać o różne rzeczy.

Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Przystawki

Na początek czekadełko – fajny pomysł – samoobsługowe. Chleb (2 rodzaje), smalec domowy z mielonymi skwarkami i ogórki kiszone. Smalec naprawdę smaczny, co rzadko sie zdarza w restauracjach.

Tatar z dzikiej kaczki (15 PLN)

Pierwszy raz jadłem tatara z kaczki, posiekane mięso – spora górka w towarzystwie sałaty ozdobnej i owocowego przecieru. Dla mnie nieco za mało przyprawiony, a nie było na talerzu pikantnych dodatków – do dyspozycji jest pieprz i sól. Nie można narzekać – delikatny smak mięsa, smaczne pomidorki na przegryzkę. Po prostu trochę nie w mój gust.

Tatar z dzikiej kaczki, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Tatar z dzikiej kaczki, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Pierogi z dziką kaczką (7 PLN)

Ciekawe danie, zmielone mięso w środku jest delikatnie przyprawione, a całość podana na oliwie z oliwek ze śródziemnomorskimi ziołami i pieprzem. Całość tworzy niezwykłą kombinację smaków, warte spróbowania. W sensie smakowym dla mnie najlepsza pozycja obiadu.

Pierogi z dziką kaczką, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Pierogi z dziką kaczką, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Danie główne

Pół kaczki z pyzami i zasmażanymi buraczkami (33 PLN)

Zazwyczaj z kaczką jest taki problem, że po upieczeniu niewiele jej zostaje. Nie w tym przypadku jednak. Ta porcja wystarcza z nawiązką na samodzielny obiad, a jak bierzecie zupę lub przystawkę to w zasadzie na dwie osoby. Trzeba przyznać –  mistrzowsko upieczona kaczka – nie wysuszona, dobrze dopieczona, bezbłędnie, apetyczna skórka. Przyprawiona w zasadzie solą i pieprzem, więc jeśli ktoś ma ochotę na takie czyste, pieczone mięso to jest dobry strzał. Ja bym chętnie jeszcze tam poczuł trochę czosnku czy majeranku. Fajnym pomysłem jest owinięcie kości w folię – dzięki temu bez obawy o pobrudzenie można zjeść np skrzydełko obgryzając je. Towarzyszy temu pieczone jabłko i sporo sosu pieczeniowego. Do tego wielkopolskie pyzy i zasmażane buraczki. Musiałbym powtórzyć to,co pisałem przy recenzji restauracji Fryga . We Frydze były pikantniejsze, ale mimo wszystko te też zjadłem do końca. Drobną zmianą, która by mnie ucieszyła byłoby ożywienie podawanych sałat do różnych dań – wygląda to na gotowe mieszanki sałatowe, które są suche i tracą na chrupkości – więc prosi się o jakikolwiek winegret lub chociaż zwilżenie ich wodą.

Pół dzikiej kaczki z pyzami i buraczkami, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Pół dzikiej kaczki z pyzami i buraczkami, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

 

 

Podsumowując

Jeśli się wybieram do restauracji specjalnie to zawsze zadaję sobie pytanie – czy bym przyszedł jeszcze raz.  W przypadku tej restauracji – jeśli będę przejeżdżał przez Gniezno i będę miał ochotę coś zjeść to jest pewny kandydat. Chętnie jeszcze raz zjem te pierogi i spróbuję coś z kaczkowego menu. W Gnieźnie jest jeszcze jeden lokal z kuchnią litewską, który mnie trochę kusi, ale Dzika Kaczka jest na pewno autorska i ciekawa. Jeśli macie ochotę na wielkopolska kaczkę to warto tam zajrzeć – może nie jadąc 200 km w jedną stronę, ale zawsze. Jeśli dotrzecie do Poznania to Zagroda Bamberska jest warta polecenia (ale za kaczkę zapłacicie prawie 2 razy tyle…).