Restauracja U Madziara Warszawa ul. Chłodna 2/18

Restauracja U Madziara to mały lokal w Warszawie na ul. Chłodnej 2/18, który od razu mi wpadł w oko. Mają dobry zwyczaj wywieszania menu, co pozwoliło jeszcze bardziej zwiększyć moją ochotę na smacznie zapowiadający się obiad. Szefem kuchni jest Węgier – Gabor Szekeres, wcześniej związany z już dobrze zakorzenioną w warszawskim krajobrazie kulinarnym Borpince (byłem tam baaardzo dawno temu) 🙂 . W menu królują węgierskie klasyki, nieraz w ciekawych odmianach. Do tego – oczywiście – bogata półka z winami, dość często się zmieniająca. Jakie są moje wrażenia z pierwszej wizyty w tym przytulnym miejscu?

Restauracja U Madziara Warszawa ul. Chłodna 2/18

Restauracja U Madziara Warszawa ul. Chłodna 2/18

Wygląd, obsługa

Lokal jest urządzony prosto i skromnie, nie jest zapchany kilogramami bibelotów, w oczy rzuca się szalik z flagami Polski i Węgier i znaną sentencją o naszym braterstwie. Meble z sosnowego drewna, około 25 miejsc. Jest czysto i schludnie.

Obsługę stanowił jeden kelner, który dawał sobie w zupełności radę (sala była pełna w połowie), wyrazy uznania płyną dla jego wiedzy o kuchni węgierskiej i winach. Skłonny był odpowiadać na różne, nawet dość zaawansowane pytania gości.

Grzanki z chleba ze smalcem i pastą paprykową (czekadełko)

Restauracja U Madziara Warszawa - czekadełko - smalec z pastą paprykową

Restauracja U Madziara Warszawa – czekadełko – smalec z pastą paprykową

Rzadko do smalcu podaje się grzanki ze zwykłego chleba, najczęściej jest w postaci świeżej. Uważam, że to całkiem dobry pomysł – trochę chrupkości pomaga, a grzanki nie były smażone na tłuszczu, więc nie wpływały na smak. Smalec miał trochę skwarek i nieco papryki sądząc po kolorze. W smaku był nijaki, mało słony, ale… do czasu. Ostra pasta paprykowa nieco odstrasza swoim kolorem obiecując cierpienia, mimo wszystko zdecydowałem się spróbować.

I wtedy nastąpiło olśnienie – to jest to – do tanga trzeba dwojga ! Tłusty podkład i pikantno-słona (wyraźnie słona) pasta stanowią perfekcyjny duet ! Ostrość nie jest porażająca i całość zjadłem ze smakiem.

Zupa rybna – Halaszle

Restauracja U Madziara Warszawa - zupa rybna halaszle

Restauracja U Madziara Warszawa – zupa rybna halaszle

Trzeba było spróbować klasyka… Kusiły mnie tez inne wersje zupy rybnej, ale wolałem zobaczyć jaka jest podstawa. Zupa jest klarowna, ma rybny, ale nie nachalny smak. Ostrość jest na poziomie przez mnie akceptowalnym. W środku pływało dużo ładnych kawałków ryby i troszkę „gruzu”. Przyznaję, że jak do tej pory najbardziej mi smakowała halaszle w Starej Kuźni. Zdaje się, że nadal ją tam podają.

Restauracja U Madziara Warszawa - halasle

Restauracja U Madziara Warszawa – halasle

Wędzony sum w śmietanie z galuszkami – Fustolt harcsa galuskaval

Restauracja U Madziara Warszawa - wędzony sum w śmietanie z haluszkami

Restauracja U Madziara Warszawa – wędzony sum w śmietanie z haluszkami

Bardzo mnie intrygowało to danie, ponieważ połączenie wędzonej ryby i śmietanowego sosu obiecywało bombę smakową, której składniki nawzajem się wzmacniają. Na talerzu ukazała się olbrzymia ilość kluseczek i – w środku – mieszanka wędzonego suma, śmietany i kopru. Całość była naprawdę smaczna, chociaż bardzo tłusta. To danie trzeba jeść w proporcji : więcej kluseczek/mniej ryby – co uzasadnia taki wygląd talerza. Tłustość przełamywał świeży koper, w sumie oceniam to na ciekawy eksperyment. Dobrze jest do tego dania zaopatrzyć się w wino….

Osobna pochwała należy się winom. Spróbowałem półwytrawnego, białego Tokaja i czerwone wytrawne wino o dość lekkim smaku. Obie pozycje były wyśmienite. W tym lokalu można kupić wino (ceny 55-120 zł) i właśnie te butelki są otwierane i serwowane, nie jest to ‚wino domowe’ gorszej jakości.

Próbowałem też węgierskiej wody w wersji gazowanej, która była naprawdę smaczna, z własnym, charakterystycznym posmakiem mineralnym.

Chętnie wrócę do tego przytulnego lokalu, ciekaw jestem dań mięsnych,  w tym z dziczyzny, które są w naprawdę przystępnej cenie.

Restauracja Florian – Ogień czy Woda – Warszawa, ul. Chłodna 3

Restauracja Florian – Ogień czy Woda – Warszawa, ul. Chłodna 3 – mieści się w budynku straży pożarnej – stąd się wzięła jej nazwa. Ciekawy pomysł połączenia dwóch stylów – „ognia i wody” w karcie menu i wystroju lokalu. Budynek jest zabytkowy i ma to swoje zalety, przynosi też ograniczenia – niewielki wpływ na wygląd zewnętrzny i położenie na piętrze. Warto jednak wejść te kilka schodków :). Restauracja serwuje normalną kartę, lunch dnia (był w cenie 19 zł) oraz oferuje organizację imprez.

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3

Koncepcja restauracji

Restauracja w zakresie kulinarnym porusza się wokół kuchni polskiej, z ciekawymi jej interpretacjami. Menu (i nie tylko) zostało podzielone na część „Ogień” – potrawy bardziej wyraziste i „Woda” – łagodniejsze. Również sposób podania dla obu części karty jest inny. Dla dań „ogniowych” można spotkać deski, żeliwne płyty, dania „wodne” to bardziej elegancka porcelana. Ten podział ma swoje odbicie również w wyglądzie lokalu i obsłudze.

Obsługa i wystrój

Lokal posiada część o klasycznym, eleganckim wystroju oraz drugą – bardzie nawiązującą do wiejskiej chaty. Pierwsza skierowana jest do dań „wodnych”, druga do „ogniowych”. Oczywiście obie części menu są dostępne i serwowane w całym lokalu. W związku z tym goście otrzymują jakby 2 lokale w jednym wnętrzu – zależnie od nastroju i towarzystwa.

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 - część "woda"

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 – część „woda”

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 - część "woda"

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 – część „woda”

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 - część "ogień"

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 – część „ogień”

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 - część "ogień" - bufet

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 – część „ogień” – bufet

Właścicielka stara się także dobierać załogę kelnerów pod względem osobowości – pasującą do „wody” i „ognia”. Przyznaję, że to niezwykły pomysł i bardzo trudny w realizacji, O dobrego kelnera dość trudno, a z odpowiednim temperamentem to już prawdziwy wyczyn. Mój kelner był z części „woda” i mimo małego stażu odpowiednio zapoznany z menu (czego nie wiedział – to się dopytał w kuchni), czujny i zainteresowany gościem. Co do czasu oczekiwania i ogólnej sprawności nie moge sie wypowiedzieć, ponieważ w lokalu było zbyt mało gości – okres ferii zimowych…

 

Śledź na dwa sposoby, wodorosty, kasza pęczak, sezam, pikantna tapioka (22 PLN)

Zestaw przekąsek przygotowywany na miejscu w restauracji – śledź solony z cebulką i śledź marynowany w occie (klasyczny, polski smak, bez dodatkowych smaków – jak rolmops). Jeśli chodzi o śledzie to ta część solona była nieco zbyt słona na mój smak, natomiast śledź w occie był idealny. Mięciutki, dobrze dobrana ostrość, nie za słodki, nie za octowy.

Śledziom towarzyszą ciekawe dodatki – kolorowy pęczak (aby było coś na ząb – jest „al dente”), wodorosty typu wakame i coś, co wygląda jak kawior, ale jest tapioką zabarwioną na kolor różowy. Tapioka jest pikantna, co dobrze pasuje do reszty. Jeśli nie mieliście do czynienia z wodorostami to dobra danie na zapoznanie się z nimi. Nie mają zbyt ekstremalnego smaku, są lekko gumowe, lekko morskie i zdrowe, jeśli się nie je ich zbyt dużo (ze względu na zawartość jodu). Ilość w tym daniu na pewno jest bezpieczna. Moja mała uwaga do tego dania to stosunek cena/ilość – wypada dość ekskluzywnie…

Śledź na dwa sposoby, restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

Śledź na dwa sposoby, restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

 

Krem z pieczonego buraka z mozzarellą i chrustem (15 PLN)

Numer 1 mojej wizyty. Jestem fanem barszczu czerwonego i zdecydowanych smaków. Krem z buraków jest odpowiednio kwaśny i pikantny, na dodatek nie ma ziemistego posmaku buraków, co czasem się zdarza w tego typu zupie. Biały dodatek w środku to mozarella – świetny kontrast – zarówno w smaku (łagodna), jak i w konsystencji (miękka). Dobrze, że to nie jest śmietana, bo rozwodniłoby smak. Ładny chrust z chleba świadczący o poczuciu estetyki szefa. Obowiązkowo do skosztowania podczas wizyty.

Krem z pieczonego buraka z mozzarellą i chrustem, Restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

Krem z pieczonego buraka z mozzarellą i chrustem, Restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

 

Policzki wołowe w sosie z czerwonego wina, puree z pieczonego czosnku i ziemniaka, szafran, brukselka, kalafior, kora drzewa (39 PLN)

Warunkiem koniecznym, aby policzki były smaczne jest ich odpowiednia obróbka termiczna tak, aby były miękkie, rozpadające się, kleiste. W tym daniu zostalo to wypełnione bez zarzutu. Policzkom towarzyszy sos pieczeniowy o delikatnym smaku, czerwone wino nie nadało mu kwaskowatości, ale pamiętajcie, że to pozycja z menu „Woda”. Ciekawym dodatkiem jest puree ziemniaczane – jest bardzo gładkie, wręcz lekko gumowe, zabarwione szafranem, z dodatkiem pieczonego czosnku. Tego dodatku byłem właśnie ciekaw, w zasadzie obawiałem się, że zdominuje smak, ale nie sprawdziło się. Czosnek (pieczony) jest lekko wyczuwalny, czyli w sam raz.

Należą się pochwały za bardzo estetyczne podanie, ładnie oczyszczone i dobrane brukselki, zielony kalafior, ułożone w trówymiarową kompozycję. Bardzo oryginalnym dodatkiem jest jadalna kora brzozy w postaci chipsów. Jak smakuje? Przekonajcie się sami :). Całość – jak na danie z policzkami – w naprawdę atrakcyjnej cenie.

Policzki wołowe w sosie z czerwonego wina, Restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

Policzki wołowe w sosie z czerwonego wina, Restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

 

Kremowy sernik z białą czekoladą i sosem wiśniowym (16 PLN)

Miałem ochotę na spróbowanie innego drugiego dania, ale to było zbyt wiele. Skusiłem się w zamian na deser. Zdecydowałem się na pozycję najmniej słodką.

Sernik z białą czekoladą to połączenie dwóch smaków – sera i tej specyficznej gładkości białej czekolady. Zazwyczaj w konsystencji jest gładki. Tu kuchnia zdecydowała się na połączenie 3 smaków – sernika, kakaowego spodu i sosu wiśniowego. Spód jest dość słodki, sernik gładki. Towarzyszy temu sos wiśniowy, robiony na miejscu w restauracji, o dobrej ostrości – ani za kwaśny, ani za słodki. Całość jednak dla mnie był zbyt zagmatwana smakowo i straciła ten podstawowy smak – połączenie sera i białej czekoady. Dość kontrowersyjnym dodatkiem jest karmelowa posypka, chrupka. W daniu z wiśniami przez chwilę się przestraszyłem, że jest coś twardego… Przyzwoite, ale trochę za słodkie i niezdecydowane – w którą stronę ma pójść smak. Następnym razem  – może lody chałwowe ? 🙂

Kremowy sernik z białą czekoladą i sosem wiśniowym, Restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3,

Kremowy sernik z białą czekoladą i sosem wiśniowym, Restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

Podsumowanie

Czy wróciłbym tu ? Tak – menu jest bogate i różnorodne i mam niedosyt, bo nie spróbowałem drugiej jego części. Ciekawy lokal, z pomysłem, klimatem i ambicjami kuchennymi. Dający wybór dwóch tonacji smakowych. W okolicy jest sporo lokali, bistro, raczej nowoczesnych, we Florianie panuje trochę inny klimat. Warto tu zajrzeć i poczuć się bardziej elegancko za przyzwoitą cenę.

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 - ciekawy detal - oryginalny rysunek prof. Zina na ścianie

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 – ciekawy detal – oryginalny rysunek prof. Zina na ścianie

Naleśnikarnia Manekin, Gdańsk, ul. Grunwaldzka 270

Naleśnikarnia Manekin w Gdańsku to jeden z lokali prowadzonych pod tą samą marką w całej Polsce. Oprócz oferty naleśników, mogącej przyprawić o zawrót głowy oferuje także zupy, sałaty, desery. Wszystko jest w bardzo umiarkowanych cenach i przyzwoitych ilościach. Nic dziwnego,że często w tych lokalach trudno o wolny stolik. Ja trafiłem tam w okresie przerwy świątecznej, a że gdański lokal jest za płotem Uniwersytetu Gdańskiego normalnie zapewne jest pełen studentów. Lokal realizuje konsekwentnie pomysł na biznes kulinarny – przygotowywane na miejscu naleśniki i kilka innych dań. Oprócz tego jest kilka aktywności – jak np. bookcrossing – za darmo można wymienić się książką, czy też konkursy dla klientów z całkiem atrakcyjnymi nagrodami.

Menu naleśnikowe posiada wiele rodzajów naleśników – od klasycznych, przez wieloziarniste, z dodatkiem ziemniaków aż do amerykańskich pancakes. Dodatki i sposób przygotowania stwarzają olbrzymią ilość kombinacji – są w postaci klasycznej, zapiekane albo w postaci tagliatelle. Ostre, łagodne, słodkie, wegetariańskie, tłuste lub dietetyczne. Zupy też okazały się wybitną pozycją. Zapraszam do relacji.

Wygląd, obsługa

Wnętrze jest wyłożone drewnem, proste stoliki, krzesła i małe kanapy. Głównym motywem zdobniczym są stylizowane na staro rysunki balonów. Całość sprawia przytulne wrażenie. Lokal ma dwa poziomy i dość sporo miejsc.

Obsługa jest młoda, być może studiuje za płotem, zdaje się,że kuchnia również młoda. Sprawność i wiedza były bez zarzutu. Potrawy dostaliśmy po niedługim czekaniu – zupę może po 10 min, drugie – jakieś 10 minut po zupie. Przy pełnym obłożeniu czas oczekiwania jest prawdopodobnie dłuższy. Kelnerka zapytała się też nas o opinię na temat obiadu. Porcje są naprawdę duże, ale jest możliwość zabrania niezjedzonej reszty ze sobą.

Naleśnikarnia Manekin Gdańsk, ul. Grunwaldzka 270

Naleśnikarnia Manekin Gdańsk, ul. Grunwaldzka 270

Zupa – krem ziemniaczany

Jedna z najbardziej oryginalnych i smacznych zup ziemniaczanych, jakie jadłem, podobne uniesienie przeżywałem tylko przy zupie z pieczonych ziemniaków w poznańskim Dragonie. Pierwszy łyk był nieco dziwny, z wrażeniem lekkiej kwaskowatości, ale potem całość smaków się połączyła, intensywnych, ziemniaczano – wędzonych od dodanego boczku. Jak dla mnie trochę za dużo było stopionego tłuszczu, ale poza tym syta, smaczna, wciągająca – do ostatniej łyżki. Przy okazji zorientowałem się, że menu Manekina nie jest identyczne we wszystkich miastach i tej zupy nie ma np. w Poznaniu. Gorąco apeluję, aby się tam pojawiła – w końcu to Pyrlandia 🙂

Krem ziemniaczany- Naleśnikarnia Manekin Gdańsk

Krem ziemniaczany- Naleśnikarnia Manekin Gdańsk

Dania główne

Tagliatelle z naleśników z pesto, rukolą i suszonymi pomidorami

Ciekawa koncepcja zastąpienia makaronu paskami z naleśników, moim zdaniem bardzo udana. Naleśniki są mięciutkie, puszyste, delikatne. Wszystko jest zanurzone w sosie z pesto, śmietaną i suszonymi pomidorami. Ostrego kontrastu dodaje też świeża rukola i ser Corregio. Tłusta śmietana w sosie dobrze łączy i podkreśla smaki. Całość jest bardzo smaczna i bardzo syta.

Tagliatelle z nalesników z pesto, rukolą i suszonymi pomidorami - Naleśnikarnia Manekin Gdańsk

Tagliatelle z naleśników z pesto, rukolą i suszonymi pomidorami – Naleśnikarnia Manekin Gdańsk

 

Naleśnik primavera z shoarma

Naleśnik w zupełnie innej formie – klasycznej, tylko większy niż domowy, w środku mięso z przyprawami shoarma, może trochę oszczędnie w ilości w stosunku do powierzchni naleśnika. Poza tym całkiem przyzwoity, warto wziąć do niego sos, ponieważ w środku go nie ma. Osobiście polecam czosnkowy. Widoczny na zdjęciu 1000 wysp jest nieco za kwaśny. Przy okazji należy się pochwała dla sosów – smak i konsystencja wskazują na to,że nie są to tanie breje z dużej, plastikowej butelki. W czosnkowym czuć świeży czosnek, w 1000 wysp – fragmenty chrupiących warzyw.

Naleśnik primavera z shoarma - Naleśnikarnia Manekin Gdańsk

Naleśnik primavera z shoarma – Naleśnikarnia Manekin Gdańsk

Napoje

Piliśmy czarną herbatę z cytryną – normalna i przyzwoita, za wręcz niesłychanie atrakcyjną cenę jak na lokal – 3,50 oraz gorącą lemoniadę malinową na gorąco. Ten drugi napój był zaskoczeniem i nie przypadł nam do gustu. Od lemoniady spodziewałem się świeżości, kwaskowatości. Tymczasem całość pomimo zawartości owoców malin była bardzo słodka i niemalinowa, ponieważ zdominowana przez dodatek syropu waniliowego. Syrop dominował też w aromacie – słowem słodka ulepa.

Podsumowując…

Lokal z pomysłem i smakiem. Za niewielką cenę można się solidnie najeść – to wszystko tworzy idealne połączenie. Menu jest szerokie i każdy znajdzie coś dla siebie. Z pewnością przetestuję lokal w Poznaniu i uzupełnię recenzję. Upatrzyłem sobie chyba z 10 pozycji z karty 🙂

 

Restauracja Shabu Shabu, Warszawa, ul. Mokotowska 27

Restauracja Shabu-Shabu  w Warszawie to ciekawy lokal, do którego się wybierałem od dawna. Atrakcją jest tu nie sama potrawa, a sposób jej przyrządzania. W stoły wbudowane są kuchenki elektryczne, do tego dostaje się kociołek z bulionem, tzw. „wkładkę” i dalej.. zrób to sam 🙂 . Rożne dodatki gotuje się krótko (2-5 minut) w bulionie i nastepnie zjada w miseczce wraz z zupą. Ilość dodatków jest imponująca – od warzyw, grzybów, przez mięso, do owoców morza, makaronu. Na szczęscie dla osób mających problemy z wyborem są skomponowane także tematyczne zestawy składników. Oczywiście zarówno składniki, jak i bulion można dodatkowo zamówić. Menu można sprawdzić na stronie na Facebooku

Oprócz Shabu Shabu jest jeszcze normalne menu z daniami azjatyckimi, dość zachęcające. Kuchnia jest wspólna z sąsiadującym barem Du-za Mi-ha z kuchnią wietnamską, do którego bym też chętnie zajrzał. Szczerze mówiąc na początku wszedłem właśnie tam i zapachy były bardzo zachęcające…

Obsługa

Byliśmy obsługiwani przez młodego kelnera, zorientowanego w potrawach, dość sprawnie. Był też dość czujny, jeśli chcieliśmy coś dodatkowo zamówić (co prawda oprócz nas były tylko 2-5 osoby…). W wypadku tej potrawy w zasadzie dostaje się bulion od razu, bo podgrzewany jest na stole, więc czas czekania był bardzo krótki.

Potrawy – Shabu Shabu – gorące kociołki

Restauracja Shabu Shabu, Warszawa, Mokotowska 27

Restauracja Shabu Shabu, Warszawa, Mokotowska 27

Zdecydowaliśmy się na 2 buliony – wietnamski i tajski. Wietnamski jest słodko kwaśny i delikatny, pływają w nim nawet kawałki ananasa, ale nie stanowi to o smaku. Tajski pachnie trawą cytrynową, są w nim także pomidory i jest dużo ostrzejszy. Szczerze mówiąc najlepiej smakowało nam ich połączenie. Oba były smaczne, zjedliśmy je do końca.

Wzięliśmy różne rodzaje dodatków – mięsne, morskie i warzywne : brokuły, marchewkę, grzyby Enoki, chiński seler, karkówkę wołową, krewetki, kulki krewetkowe, kurczaka, tofu, korzeń lotosu, grzyby Mun oraz dwa rodzaje makaronu – ryżowy i razowy Pho.

 

Brokuły, seler chiński - Restauracja Shabu Shabu, Warszawa, Mokotowska 27

Brokuły, seler chiński – Shabu Shabu, Warszawa, Mokotowska 27

Marchewka, Enoki, tofu - Restauracja Shabu Shabu, Warszawa, Mokotowska 27

Marchewka, Enoki, tofu – Shabu Shabu, Warszawa, Mokotowska 27

W zasadzie wszystkie dodatki były dość smaczne – z wyjątkiem kulek krewetkowych, które miały konsystencję plastikowej gąbki i nieokreślony smak oraz wołowiny, która była bardzo sztywna po ugotowaniu. Mi najbardziej smakowały brokuły, bok choy i chiński seler (dość ciekawy smak, warto spróbować, ale nie każdemu przypadnie do gustu), pozostałe miały neutralny smak. Do tych drugich zwłaszcza dobrze pasują dwa sosy – słodko kwaśny (bardzo smaczny) i ostry z sezamem (dość ostry, nie do wszystkiego pasuje).

Karkówka wołowa, makaron ryżowy - Restauracja Shabu Shabu, Warszawa, Mokotowska 27

Karkówka wołowa, makaron ryżowy – Shabu Shabu, Warszawa, Mokotowska 27

Na „deser” zamówiliśmy 2 rodzaje pierogów Bahn Boo na parze – z kurczakiem i warzywami. Pierogi miały postać drożdżowych pampuchów, albo jak to zwą w Wielkopolsce – pyz. Pewnym zaskoczeniem było to, że też trzeba było je przygotować na miejscu korzystając z pary unoszącej się z bulionu. Ten sposób przyrządzania ma tę zaletę, że na pewno nie czeka dłużej niż to konieczne 🙂 .

Podsumowanie

Fajne miejsce na spotkanie towarzyskie i swego rodzaju zabawę jedzeniem. Smaczne buliony, część dodatków, nie chodzi tu jednak o wyrafinowany smak tylko o wspólne jedzenie. Po zapachach z kuchni sądzę, że warto spróbować dań z karty tu lub przez ścianę w barze Du-za Mi-ha.

Restauracja Kotłownia, Warszawa, ul. Suzina 8

Warszawa, zielony Żoliborz, gdzie się wybrać na imieninową kolację ? Jakiś czas temu namierzyłem restaurację i skład win Kotłownia, blisko placu Wilsona, dobre recenzje, wyglądało na typowy, modny lokal. A co wyszło z degustacji…? Poczytajcie. Zdjęcia wnetrza sobie podarowałem, bo mi niezbyt wyszły. Dużo więcej można obejrzeć (a także przeczytać menu) na stronie Kotłownia.

Wygląd/atmosfera

Restauracja wygląda, jak typowy, modny ostatnio wzór warszawskiego lokalu – dość nowoczesny, trochę minimalizmu. Uroku dodaje mu antresola i regały z winem. Całość nie wprawia w zachwyt – nie widać jakiegoś wyraźnego pomysłu (o tym poczytacie także później) – niby w stronę skandynawskiego minimalizmu, ale trochę za mało designu i dobrych materiałów. Na ścianach wiszą obrazy, które akurat mi nie przypadły do gustu. Na szczęście siedziałem do nich bokiem i nie musiałem się na nie patrzeć. Przyjemny jazz w głośnikach, czysto, ładna zastawa. Jeśli chodzi o czas oczekiwania to nie jest porażający. Na zupę/sałatę czekaliśmy 25 minut, w tym czasie do obsługi były jeszcze 3 stolliki – ok 8-10 osób. Czekadełka nie ma, może trzeba się napawać obrazami….

Obsługa

Najmocniejszy punkt całej wizyty – oczywiście mowa o  konkretnym kelnerze, bo drugi już miał dużo gorsze pomysły (np. podawał każdemu do ręki gumę na zakończenie wizyty…).  Pan, który nas obsługiwał (dość wysoki, łysy) to pełen profesjonalizm. Uprzejmy, wykazujący zainteresowanie, a jednocześnie podchodzący z pewnym luzem, ale z wyczuciem taktu. W sytuacji, w której byliśmy niezadowoleni wykazał się odpowiednim refleksem i zachowaniem. Na zakończenie też przepraszał nas i zachęcał do ponownej wizyty.

Zupy

Klasyczny domowy bulion drobiowy z kawałkami kurczaka, kluseczkami i natką – 12 PLN

Klasyczny domowy bulion drobiowy z kawałkami kurczaka, kluseczkami i natką -  Restauracja Kotłownia, Warszawa

Klasyczny domowy bulion drobiowy z kawałkami kurczaka, kluseczkami i natką – Restauracja Kotłownia, Warszawa

Zupa o ładnym, ciemnym kolorze (skąd on się wziął w bulionie drobiowym? Czyżby od przypalonej cebuli?). Ładny zapach, do tego ładny makaron i dość niespotykane mięso, bo … podpieczone/podsmażone (?). Można zjeść, poprawna, ale nie zachwycająca. Zapach obiecywał dużo bogatszy smak.

Krem dyniowy z imbirem, mlekiem kokosowym, oliwą z pestek dyni i creme fresh (pisownia oryginalna…) – 14 PLN

Krem dyniowy z imbirem, mlekiem kokosowym, oliwą z pestek dyni-  Restauracja Kotłownia, Warszawa

Krem dyniowy z imbirem, mlekiem kokosowym, oliwą z pestek dyni- Restauracja Kotłownia, Warszawa

Na przekór temu, że nie lubie dyni zdecydowałem się na spróbowanie tej zupy. Pierwsza łyżka, druga łyżka były trudne. Po prostu pikantne i nic więcej. Potem język się troche przywyczaił i było lepiej. Przyjemny krem z zapachem i smakiem pod dyktando oleju z pestek dyni. Mleko kokosowe ledwo wyczuwalne, imbir zapewnie objawiał się w ostrości, chociaż nie czułem jego charakterystycznego smaku. Można zjeść na rozgrzewkę, całkiem przyjemne.

Sałaty

Kawałki grillowanego łososia na liściach szpinaku i rukoli z ogórkiem, czerwonym grejpfrutem, szczypiorkiem, zielonym pieprzem, kaparami z dressingiem z granatu i grzankami – 18 PLN

Kawałki grillowanego łososia na liściach szpinaku i rukoli z ogórkiem -  Restauracja Kotłownia, Warszawa

Kawałki grillowanego łososia na liściach szpinaku i rukoli z ogórkiem – Restauracja Kotłownia, Warszawa

To była ewidentna wpadka. Bardzo długa nazwa, bardzo krótki smak. Porażka na całej linii. Przede wszystkim szpinak i rukola były wymieszane z dressingiem w ten sposób, że były gniecione, a może były gniecione, żeby się zmieściły w tę małą miseczkę. Wyglądało to super nieapetycznie. Jeszcze w żadnej restauracji nie spotkałem się z gniecioną sałatą. Kapary- wielkie tzw. „jabłuszka” kaparowe niezbyt pasowały do tej miseczki, paski z ogórka były zamarynowane i sflaczałe. Na dodatek niestety dało się wyczuć piasek. Aby podsumowac całość powiem, że za 18 zł dostaje się miseczkę (trudno to inaczej nazwać) o średnicy ok 15 cm. Run Forrest run ! Uciekajcie od tego sałatkowego menu. Na szczęscie nasz profesjonalny kelner zapytał czy to można zabrać i nie zostało nam to doliczone do rachunku. Za to wyrazy uznania.

Dania główne

Mięso z pieczonej kaczki w sosie śmietanowym z masłem, czosnkiem, cebulą, pastą truflową, suszonymi pomidorami, białym winem, natką i tartym parmezanem (makaron)- 35 PLN

Tagliatelle z pieczoną kaczką - Restauracja Kotłownia, Warszawa

Tagliatelle z pieczoną kaczką – Restauracja Kotłownia, Warszawa

Jak na danie z makaronem – dośc drogie. Dania ze świeżym makaronem (nienawidzę lanserskiego słowa pasta – pasta to jest do butów albo kawiorowa) są do wyboru z kilkoma jego rodzajami – ja wybrałem tagliatelle. Makaron jest dobrze ugotowany, sos jest intensywny, śmietanowy. Trochę mi brakowało tego aromatu truflowego – był gdzieś, ale mógłby się bardziej zaznaczać, aby nadać jakiś zdecydowany kierunek temu daniu. Parmezan było obecny w sporej ilości, czosnek był wyczuwalny. Kaczka… była pieczona, ale szczerze mówiąc nie stanowiła o smaku tego dania – ot, pieczone mięso. Można było to lepiej wykorzystać dając jej podczas pieczenia zdecydowany smak, albo podając ją w postaci plastrów „medium-rare” (ale do tego potrzeba użyć najdroższego kawałka – czyli piersi). W sumie było może nie zachwycająco, ale nieźle, najadłem się. Ale… po powrocie do domu czułem się jakbym połknął kamień. Leżało mi to bardzo na żołądku. Danie było bardzo tłuste, śmietany (podejrzewam, że kremówki) trochę za dużo.

Krewetki w sosie winno-maślanym na warzywach z czosnkowymi grzankami – 36 PLN

Krewetki w sosie winno-maślanym na warzywach z czosnkowymi grzankami -  Restauracja Kotłownia, Warszawa

Krewetki w sosie winno-maślanym na warzywach z czosnkowymi grzankami – Restauracja Kotłownia, Warszawa

Jak na danie zawierające 6 sporych krewetek to w miarę normalna cena. Warzywa były pocięte w długie paski, krewetki usmażone dobrze. Uwaga – w Kotłowni – grzanka oznacza (chyba) podsuszoną bagietkę. Widać to zresztą na zdjęciu (także przy sałacie to są „grzanki”) – nie są to wbrew pozorom plastry bagietki nasmarowane masłem czosnkowym i zgrillowane tylko po prostu kawałki buły. Co do tego dania mam mieszane odczucie. Bardzo smaczny jest sos – lekko kwaśny od wina, lekko tłusty od masła, z aromatem cytryny. Same krewetki tez smaczne, ale… w połączeniu to nie gra. Sos jest zbyt delikatny, by pozostać na warzywach i krewetkach  – są nijakie. Powinien być bardziej wyrazisty. W tej potrawie najlepiej jeść sos po prostu z bagietką.

Podsumowanie

Czy wróciłbym tam ? Nie. Chyba, że po to aby kupić wino, albo zabrać pana kelnera do mojej restauracji 🙂 . Wina są całkiem ciekawe, m.in. jest dużo polskich win, których jestem zwolennikiem w bardzo dobrych cenach (wręcz bym powiedział w cenach producenta).

A restauracja… – pomysł jest, wyobraźnia jest, ale jakoś brakuje finezji smakowej, balansu smaków, pomysłu na smak poszczególnych dań. Można zjeść, nie będzie bardzo niesmacznie, ale daleko mi do padania na kolana.

czerwiec 2015

Bar Chińskie pierożki na parze www.totupierogi.pl – Warszawa, ul. Słowackiego 12

Sieć barów www.tutupierogi.pl z Warszawy to miejsce, gdzie warto zajrzeć lub zamówić na wynos. Starannie przygotowane dania, ręcznie wyrabiane na miejscu ze świeżych składników są dalekie od stereotypu wschodniego baru z wielką kopą ryżu, nieokreślonym „gulaszem” i nieśmiertelną, wszędzie taką samą surówką z białej kapusty (która mi nota bene bardzo smakuje…).

W karcie jest kilka zup, sałatek i oczywiście pierożki w różnych konstelacjach. Pierożki są gotowane na parze w bambusowych koszach. W tych koszach są też podawane w wersji na miejscu. Pierożkom towarzyszy sos do wyboru zawarty w cenie. Delikates w rozsądnej cenie.

totupierogi.pl - Warszawa

totupierogi.pl – Warszawa

Wygląd

Bar jest samoobsługowy, bardzo mały, ale bardzo czysty i urządzony w dobrym guście. Jasno, nowocześnie. Zastawa jest co prawda plastikowa, ale są również pałeczki umieszczone w pomysłowych wiaderkach wpuszczonych w blaty. Można także usiąść na dworze. Fajnym pomysłem jest otwarta kuchnia – widać kucharzy i dużo bambusowych koszyków stojących na parze. Nie ma nieprzyjemnych zapachów, starego oleju czy intensywnych przypraw.

Jedzenie

Przystawka

Sałatka z alg morskich – 9 PLN

Sałatka z alg morskich - ToTu Pierogi- Warszawa

Sałatka z alg morskich – ToTu Pierogi- Warszawa

To jedna z moich ulubionych dalekowschodnich sałatek. Kiedyś sam podawałem podobną w restauracji. Paski glonów są miękkie, lekko gumowate, fajnie nadają się do lekkiego przeżuwania. Do tego sezam i lekko pikantny sos. Sałatka nadaje się zarówno do samodzielnego spożycia, jak i jako dodatek do pierożków. Polecam to przeżycie kulinarne.

Zupa

Rosół z kaczką, kiełkami i makaronem sojowym – 11 PLN

Rosół z kaczką, kiełkami i makaronem sojowym - ToTu Pierogi - Warszawa

Rosół z kaczką, kiełkami i makaronem sojowym – ToTu Pierogi – Warszawa

Zupa jest normalnym, delikatnym rosołem z uczciwymi plastrami kaczej piersi w środku. Makaron jest przyjemny, dobrze ugotowany. Ale nadal to nic szczególnego, poza smacznym rosołem. Polecam jednak doprawić go podanymi przyprawami. Mam na myśli cytrynę, ostry sos chilli i sos sojowy (ja go wziąłem jako dodatek do pierogów). Wtedy zyskuje niezwykły, ciekawy smak.

Danie główne

Pierogi z krewetkami, cukinią i porem – 14 PLN/ 8 szt.

Pierogi z krewetkami, cukinią i porem - ToTu Pierogi - Warszawa

Pierogi z krewetkami, cukinią i porem – ToTu Pierogi – Warszawa

Wszystkie pierogi, które jadłem mają pyszne, miękkie ciasto i są starannie wykonane. Te pierogi są delikatne w smaku, warzywne, pozbawione porowej ostrości. Jak na mój gust trochę mało wyraziste. Zawierają uczciwe kawałki krewetek. Do tego dobrze przydaje sos – łagodny orzechowy.

Pierogi z wieprzowiną i krewetkami – 13 PLN/ 8 szt.

Pierogi z wieprzowiną i krewetkami - ToTu Pierogi - Warszawa

Pierogi z wieprzowiną i krewetkami – ToTu Pierogi – Warszawa

To był przebój tej wizyty kulinarnej. Mało popularne u nas połączenie mięsa i owoców morza doskonale się sprawdza. Wieprzowina daje pełny smak i delikatny soczek (pochodzący z ugotowania surowego mięsa), krewetki dodają sprężystości (są w dużych kawałkach) i delikatnego smaku. Cały farsz jest dobrze i nie za pikantnie przyprawiony, słowem… chińskie niebo w gębie :). Do tego zamówiłem sos sojowo-czosnkowy, który jednak jest bardzo rzadki nie nie przykleja się do pierożków i nie podnosi ich smaku. Dobrze się sprawdził natomiast jako dodatek do rosołu z kaczki.

Podsumowanie

Wschodnia, barowa kuchnia, ale z wyższej półki, przy zachowaniu rozsądnych cen. Lekka i smaczna, we wzorowych warunkach higienicznych. Na pewno chętnie bym spróbował innych rodzajów pierożków i na deser owoców w paście orzechowo-sezamowej, których akurat nie było… Myślę, że to ten rodzaj lokalu, gdzie nie chodzi się codziennie, ale chętnie się wraca.

Kafe Zielony Niedźwiedź, ul. Smolna 4, Warszawa

Opinia z pobytu w restauracji w Kafe Zielony Niedźwiedź w Warszawie.  Restauracja na Powiślu, do której z różnych powodów wybierałem się od jakiegoś czasu. Warto było, z powodów smakowych i wizualnych. Cała koncepcja jest bliska temu, z czym miałem do czynienia w Skandynawii. To trochę wyższy poziom gastronomii, wymagający więcej szacunku do surowców i smaku, który mam nadzieję przyjmie się też poza Warszawą.

Podoba mi się pomysł na zmieniające się często menu i oparcie na sezonowych surowcach, a także możliwość zakupu ciekawych delikatesowych przetworów (kiszone rydze z Wysowej, greckie papryczki, papryka z Węgier). Jest również kilka regałów z winem – głównie ciekawe pozycje z Węgier i trochę z Francji. W ladzie chłodniczej leżały apetyczne, sezonowane steki. Poza tym w piątki organizowany jest targ rybny ze świeżymi rybami z Portugalii, ale także z Polski. Wszystko wygląda apetycznie, można zobaczyć na ich stronie na FB: https://www.facebook.com/niedzwiedzzielony

Kafe Zielony Niedźwiedź

Kafe Zielony Niedźwiedź

 

Wygląd/obsługa

Miejsce jest uroczo położone, bo mimo ,że to centrum Warszawy to otoczone jest pięknym parkiem tworzącym oazę zieleni. W środku panuje minimalistyczny, skandynawski design – stoliki są na zewnątrz, a w środku jest jedna duża sala,którą można jednak przegrodzić zasłonami. Proste stoły i krzesła. Wszystko to pozwala bardziej skoncentrować się na jedzeniu 🙂

W wejściu stał stół, na którym były eksponowane sezonowe przysmaki-w tym wypadku szparagi. Przyjemnie wchodzi się do takiego lokalu, bo od progu widać, że będzie coś świeżego i smacznego. Obsługa sprawna i zorientowana w potrawach.

Kafe Zielony Niedźwiedź

Kafe Zielony Niedźwiedź

Jedzenie

Miałem okazję spróbować dań dnia z menu lunchowego oraz pozycji z karty.

Zupa jarzynowa (lunch)

Trudno coś o tej zupie powiedzieć, bo była niezbyt wyraźna w smaku. W środku były smaczne kawałeczki mięsa, ale całość raczej z menu dla małych dzieci…

Zupa jarzynowa

Zupa jarzynowa

Zupa paprykowa (lunch)

Ta zupa dla odmiany posiadała już wszystkie pożądane przeze mnie cechy. Zaczynając od pięknego koloru i zapachu, a na smaku kończąc. Smak był bardzo złożony, mogę go określić jako słodko-kwaśny, natomiast finisz był pikantny. Całości towarzyszył chips serowy. Dobry starter do dobrego obiadu.

Zupa paprykowa

Zupa paprykowa

Placki z cukinią (lunch)

Placuszki niezbyt duże, zwłaszcza jak na danie główne, ale bardzo smaczne. Smaczne swoją delikatnością, gładkością na języku, dodatkiem była dobra, gęsta śmietana.

Placki cukiniowe

Placki cukiniowe

Żeberka w panierce ziołowej (lunch)

Dobre mięso zawsze się obroni 🙂 Żeberka były upieczone na miękko, dobrze przyprawione ziołową panierką. Na talerzu znajdował się jeszcze inny, wybitny towarzysz – puree ziemniaczane (które wyglądało jak banan 🙂 ) – pyszne i o absolutnie gładkiej konsystencji. Sałatka była pozycją, która nie zapada w pamięć.

Żeberka w panierce ziołowej

Żeberka w panierce ziołowej

Udziec jagnięcy (karta)

Ładnie podany uczciwy plaster jagnięciny w sosie pieczeniowym, który smakował jak… jagnięcina. Jeśli macie ochotę na ten smak to jest godne polecenia, bo nie był on przesłonięty przyprawami typu curry, czy rozmaryn. Jak dla mnie mógłby mieć trochę czosnku. Obok udźca były pieczone buraczki, trochę bez wyrazu i lekko gorzkawe oraz rewelacyjne puree z kapusty – słodko-kwaśne

Udziec jagnięcy

Udziec jagnięcy

Deser/dodatki

Beza z rokitinikiem

Ciekawe doznanie kulinarne. Beza, która normalnie kojarzy się z obezwładniającym, trzeszczącym w zębach cukrem wcale taka nie była. Umiarkowana słodycz i miękkość w środku, do tego lekko słodka śmietana dla kontrastu i owoce rokitnika w alkoholu jako trzeci smak. Wyrafinowany i ciekawy deser.

Beza z rokitnikiem

Beza z rokitnikiem

Jeszcze należy się dwa słowa o napitkach. Do lunchu w komplecie podawany był kompot, który niestety przypominał czasy studenckiej stołówki. Być może to wina tego, że trzeba się było zmieścić w bardzo umiarkowanej cenie. Ja zamówiłem również sok jabłkowo-rabarbarowy. Mimo, że nie przepadam za rabarbarem uważam, że jest to dobra, wytrawna przystawka do obiadu. Dane mi było też skosztować półsłodkiego Tokaja hárslevelűz późnego zbioru o fantastycznym zapachu i złożonym, lekko ziołowym smaku. Niestety nie było mnie stać na zakup butelki 😉

Podsumowując…

To jeden z najciekawszych lokali, w którym byłem w Polsce. Nie epatuje egzotycznością składników, ani kulinarną gimnastyką w stylu molekularnym. Ma to, co najważniejsze-dbałość o dobre surowce, kreatywność, dbałość o wygląd. Poza tym promuje polską żywność i ma ciekawe akcje kulinarne (Nocny Targ Rybny na Powiślu, grill). Zmienne menu powoduje, że warto tam zaglądać często (ja już się nie mogę doczekać). Poziom cenowy jest warszawsko-średni, a lunch był na każdą kieszeń (zupa, główne i kompot za 25 zł), ale warto zabrać trochę więcej pieniędzy, bo towary na delikatesowych półkach skutecznie  kuszą..

 

Restauracja gruzińska Gaumarjos – Warszawa, al. KEN 47

Restauracja gruzińska Gaumarjos wzbudziła we mnie sympatię po obejrzeniu odcinka „Kuchennych rewolucji”. Lubię autentyczną kuchnię przywiezioną do Polski przez cudzoziemców. Ta połączona jest jeszcze na dodatek ze słowiańską serdecznością i gościnnością. To pierwszy odcinek recenzji „Śladami Magdy Gessler”. Wykorzystałem ostatni pobyt w Warszawie, aby się wybrać do tej restauracji, mimo, że z Woli zabrało mi to jakieś 45 minut… było warto.

Wystrój

Moje wrażenia z tego lokalu są nieco mieszane. Głównie ze względu na ten właśnie element. Kuchenne rewolucje zawsze epatują tą wizualną przemianą, nowym klimatem, nastrojem…. Gaumarjos jest naprawdę niewielką restauracją. Z zewnątrz trudno ją znaleźć, bo dominuje szyld Wina Mołdawskie (sklep jest częścią lokalu, o czym później). Wewnątrz wystrój jest skromny, dominują dywany na ścianach, w rogu jakiś obrazek z pejzażem… Nie znalazłem elementów, które byłyby jakoś nastrajające gruzińsko. Ma to pewną zaletę -naprawdę wygląda jak domowa restauracja, tyle że niekoniecznie gruzińska. Jak się do tego przyzwyczaicie to reszta robi już lepsze wrażenie.

Obsługa

Dużo stolików jest zarezerwowanych, ale mi się udało znaleźć wolny. Obsługa jest sprawna, orientuje się w potrawach i winach. Ponieważ lokal jest mały łatwo jest złapać z nią kontakt.

Jedzenie

Ponieważ byłem po obiedzie to nie mogłem zamówić koronnych dań czyli pierogów różnego rodzaju. Moim głównym daniem było Adżapsandal – grillowane warzywa:  bakłażan, cebula, papryka, cukinia. Ponieważ warzywa były grillowane, a nie duszone zachowały swoją strukturę, w połączeniu z pomidorowym sosem i gruzińskimi przyprawami tworzyły lekko pikantną całość, której nie można było się oprzeć. I ta świeża kolendra na wierzchu….Proste danie, ale niezwykłe.

Adżapsandal

Adżapsandal

Na przystawkę wziąłem kulkę szpinakową – siekany szpinak z pastą z orzechów włoskich i kolendrą, ozdobioną pestkami granatu. Szpinak – jak wiadomo – nie posiada własnego, zdecydowanego smaku, Tutaj – zblanszowany, podbity czosnkiem, o kremowym smaku dzięki orzechom stanowił lekką i pyszną kompozycję, a kulka okazała się nie taka mała. Natomiast kolendry za bardzo nie wyczułem, a owoce granatu, których sięe spodziewałem wewnątrz kulki (i byłem ciekaw) były tylko przybraniem. Mimo wszystko warto spróbować.

Kulka ze szpinaku

Kulka ze szpinaku

Do tego warto wspomnieć o winach. Ja sobie zamówiłem lampkę wytrawnego sapewari. Już po chwili od nalania z gustownej karafeczki doszedł mnie oszałamiający owocowo-kwiatowy zapach. Samo wino jest łagodne w smaku jak na wytrawne, a jego nuty smakowe nie potwierdzają zapachowych-czyli czyste winogrona. Pisze specjalnie o tym, bo ostatnio miałem okazje pić kilka wybitnych win słowackich z piwnicy Dworu Kombornia, których zapach zgadza się z bukietem smaku.

Pozostając przy winach – w sklepie nabyłem dwa wina mołdawskie (gruzińskich jest chyba tylko 4 lub rodzajów) -jedno białe, półsłodkie  -całkiem przyzwoite i drugie- wytrawne czerwone Lion Gry Pinot Noir Grand Reserve, które mimo szumnej etykiety było płaskie w smaku. Następnym razem spróbuję gruzińskie, choć to już inna półka cenowa. Warte uwagi i niezwykłe są koniaki –  nawet 25 letnie.

Wnętrze restauracji Gaumarjos

Wnętrze restauracji Gaumarjos, to co stoi pod schodami po lewej stronie to nie pani Gessler, chociaż tak wygląda…

 

Podsumowując

Ciekawy lokal, który warto odwiedzić wcześniej  robiąc rezerwację. Warto poczuć domowa atmosferę i spróbować smaków, których nigdzie indziej nie spotkałem. Jeśli będę miał okazję i trochę więcej miejsca w brzuchu to na pewno spróbuję innych pozycji z menu następnym razem.

Bar Kim-iPho, Warszawa, al. Jerozolimskie 51

Kolejna wizyta w Warszawie – tym razem al. Jerozolimskie , z elementem kulinarnym – Bar Kim-iPho  . Chciałem zwrócić uwagę na ten bar, bo jest tego wart. Wypatrzyłem już go dość dawno, ale podczas pobytu w Warszawie nie układało mi się, żeby go odwiedzić. Mieści się naprzeciwko Pałacu Kultury i Nauki i blisko Dworca Centralnego, co czyni go łatwo dostępnym dla takich przyjezdnych jak ja. W związku z tym, że jest to bar samoobsługowy pominę część mojej zwyczajowej recenzji, chociaż należy podkreślić, że na dania czekałem bardzo krótko – dosłownie kilka minut na zupę, może 10 minut na drugie. Zmodyfikowałem tę recenzję, ponieważ udało mi się zawitać ponownie w Kim-iPho (luty 2015).

 

Bar Kim-Ipho, Warszawa, al. Jerozolimskie 51

Bar Kim-Ipho, Warszawa, al. Jerozolimskie 51

Wystrój

Lokal składa się z 2 poziomów. Na parterze jest bardzo mało miejsca, ale na górze można wygodnie usiąść, nawet na czymś w rodzaju kanapy. Wystrój generalnie jest znośny, nie ma zbyt wielu plastikowych kwiatów. Jak na bar może być.  Dodatkową atrakcją, której nigdzie jeszcze w barze nie widziałem są pudełka chusteczek z Biedronki, chyba zamiast serwetek (?). Pewnym zaskoczeniem jest brak ogrzewania. Kiedy ja tam byłem to na dworze był mróz i w lokalu było dość chłodno. Co prawda na piętrze jest ogrzewacz gazowy,ale ogrzewa on tylko najbliższe stoliki. Obiad zjadłem w kurtce, ale bez rękawiczek. Pozytywnym zaskoczeniem było to, że konsumpcja nie odbywała się z plastikowego talerza i za pomocą plastikowych sztućców.

Jedzenie

Menu jak to w takim lokalu jest bardzo długie. Z kilku podstawowych składników można złożyć dużą ilość dań.

Udko drobiowe na gorącym półmisku – 17 zł

Ja się zdecydowałem na udko drobiowe na gorącym półmisku. Do tego porcja ryżu i typowej dla wietnamskich barów surówki z kapusty- słodko-kwaśnej. Samo mięso było dobrze upieczone i miejscami nieco wysuszone wskutek odgrzewania. Można się tez przyczepić, że było pokrojone w plastry hmmm dość brutalnie, bo z kawałkiem chrząstki. Pod spodem znajdowało się „łóżeczko” z warzyw. Samo mięso nie było jakoś specjalnie przyprawione,ale okazało się,że tę potrawę należy jeść w całym pionowym przekroju, czyli razem z warzywami i sosem, który był pod nimi. I to już naprawdę było dobre. Umiarkowanie pikantny sos, pełen wschodnich przypraw nadawał smak całości. Surówka tez mi odpowiadała, była świeża i chrupiąca. Kurczaka przyprawiłem sobie sosem czosnkowym ,który stał na stoliku wraz z trzema innymi (przypominającymi kisiel z chilli lub płatkami czosnku…). Całość za 17 zł. Najadłem się do syta i mimo powyższych mankamentów – dość smacznie.

Udko drobiowe na gorącym półmisku - Bar Kim-iPho, Warszawa

Udko drobiowe na gorącym półmisku – Bar Kim-iPho, Warszawa

Zupa Pho z wołowiną – 8 PLN mała porcja

Po mojej pierwszej wizycie obiecałem sobie, że jej spróbuję – w końcu to klasyka. Otrzymałem miskę gorącej, pachnącej zupy, która mogłaby być samodzielnym daniem na średni głód – miała około 15 cm średnicy! Obok mnie klient konsumował wersję dużą (12 PLN) – miska była wręcz olbrzymia.

Zupa ta jest esencjonalnym bulionem, pachnącym trawą cytrynową, z pływającymi na wierzchu szczypiorkiem i świeżą natką kolendry, które nadają mu chrupkości. Dużą część miski wypełnia prawidłowy, plaski makaron ryżowy oraz kiełki fasoli mung. Całość można przyprawić sokiem z cytryny, która jest podawana obok miski. Zupa zawiera dość bogaty zestaw przypraw, ale  nie jest pikantna. Zdecydowanie polecam.

Zupa pho z wołowiną - Bar Kim-iPho, Warszawa

Zupa pho z wołowiną – Bar Kim-iPho, Warszawa

Wieprzowina satay – 17 PLN

Danie pochodzi z sekcji menu „specjalność zakładu”. Kompozycja dania jest jak powyższego kurczaka – czyli ryż i standardowa surówka z kapusty (którą zresztą bardzo lubię). Spodziewałem się co prawda mięsa nadzianego na patyczki i dodatku orzechów ziemnych, ale najwyraźniej mięso już zdjęto z patyczków, a kucharz miał trochę inną fantazję jeśli chodzi o przyprawy.

Mięso w postaci cienkich płatków było mięciutkie, nie pochodziło z jakiś obrzynków z błonami tylko z uczciwej części prosiaczka. Całość zanurzona w sosie z wyczuwalnym smakiem sosu sojowego, świeżej chilli, lekkiej słodyczy. Mięsu towarzyszyły kiełki fasoli i smażona cebula. Danie trzymało balans słodko-pikantny, ale o ostrości dla mnie akceptowalnej. Jeśli ktoś chce coś pikantniejszego to na stole stoją do dyspozycji sosy.

Wieprzowina satay - Bar Kim-iPho, Warszawa

Wieprzowina satay – Bar Kim-iPho, Warszawa

Reasumując

Zrozumcie mnie dobrze. To nie jest wytworny lokal, ale jedzenie jest całkiem przyzwoite. Rządzi tam dwóch kucharzy : Wietnamczyk oraz drugi z Bangladeszu. Smaki są w miarę autentyczne, dobre, niedrogie i do syta. Jeszcze się tam pojawię 🙂

Kim IPho

 

Izumi sushi, Warszawa, ul. Biały Kamień 4

Restauracja sushi i z kuchnią dalekowschodnią w Warszaiwe – http://www.izumisushi.eu/ – miejsce o niezwykłej atmosferze i dość dobrej kuchni. Na dodatek dobrze zorganizowana obsługa. Czego chcieć więcej…

Wystrój

Restauracja jest umiejscowiona w nowym, ekskluzywnym i nowoczesnym architektonicznie osiedlu. Lokal jest bardzo nietypowy, bo umieszczony wewnątrz palmiarni o wysokości ok 3 kondygnacji… W środku jest metal, szkło, ale i ciepłe drewno np. na podestach. Miękkie siedzenia dopełniają reszty. Jest możliwość zajęcia miejsca dla mniejszej ilości osób, bardziej kameralnie, ale też zestawienia stołów dla większej kompanii..

Całości towarzyszy ładna zastawa japońska, prostokątne talerze, podstawki do sosu. Wszystkie dania je się pałeczkami, więc trzeba trochę wprawy 😉

Obsługa

Pod względem sprawności obsługi jest to lokal, który wyróżnia się zdecydowanie. Nie pamiętam kiedy byłem w restauracji, gdzie tak szybko dostawałem dania i było sprzątane ze stołu (co prawda wypełnienie lokalu było ok. 1/3). Lokal jest bardzo duży i podejrzewam, że ta sprawność jest uzyskana dzięki kamerom zainstalowanym dyskretnie – obsługa nie przechadza się między stolikami, a jednak reaguje szybko. Dodatkowo można wezwać kelnera naciskając czarny przycisk. Kelnerka potrafiła wyjasnić szczegóły potraw oraz zaproponowała nam kieliszek wina Choya do spróbowania-na koszt firmy. Rzadko się zdarza taki miły gest…

Zupa

Won-ton – delikatnie pikantny bulion z posmakiem oleju sezamowego, łagodne, mięsne pierożki ,, makaron ” z omletów. Delikatna przystawka, lekko rozgrzewająca, dla zwolenników ekstremalnych przeżyć może zbyt delikatna. Niemniej jednak polecam.

Zupa chińska wonton

Zupa chińska wonton

Sushi

Zamówiliśmy nie zestaw, ale wybrane pozycje z menu: hosomaki – Oshinko maki (z rzodkwią kiszoną), Philadelphia maki z łososiem oraz futomaki z pieczonym węgorzem. Zacznę od Philadephia maki. Przywoita, standardowa rolka z serkiem Philadelphia, bardzo poprawna, ale nie wyróżniająca się niczym. Hosomaki z rzodkwią były zaskakująco dobre, smak warzywa uzupełniał prażony sezam, co bardzo wzbogacało doznania. I na finisz futomaki z węgorzem- tak czułem, że to będzie gwóźdź programu – pyszny, wybitny – słodko słony z sosem teryiaki połączony z pieczonym smakiem. Zdecydowanie maki pieczone należy zamówic w tym lokalu.

 

sushi

sushi

Danie główne

Krewetki z trawą cytrynową i Ośmiornica w sosie tobanjian z fasolki sojowej

Krewetki z trawą cytrynową i Ośmiornica w sosie tobanjian z fasolki sojowej

Krewetki królewskie z trawą cytrynową

4 duże krewetki w całości, nacięte, zamarynowane trawą cytrynową i grillowane. Jesli ktoś nie lubi widoku oczu, wąsów, nóg i temu podobnych to niech tego nie zamawia 🙂 Krewetki były dorodne, towarzyszyły im grillowane warzywa i cytryna oraz ryż. Musze przyznać,że smak ich mnie nie porwał, co prawda chyba pierwszy raz jadłem w restauracji krewetki, które smakowały jak pieczone (a nie gotowane czy smażone),ale dla mnie były za mało wyraźne.

 

Ośmiornica w sosie tobanjian z fasolki sojowej

Kawałki świeżej, zgrillowanej ośmiornicy (jeśli ktoś nie lubi widoku macek,albo się boi,że mu się przyczepią do języka… 🙂 ). Towarzystwo jak przy krewetkach – grillowane warzywa i ryż. Swoją droga nie myślałem,że złapanie naoliwionego kawałka papryki pałeczkami będzie dość trudne… Ośmiornica miała idealną konsystencję – miękka, a jednocześnie nie surowa. Sos tobanjian jest czerwony- słono-pikantny i bardzo pasował do tego dania. Stopień pikantności średni, ja wytrzymałem bez problemu i nie obezwładniło to mojego smaku.

 

Podsumowując….

Lokal wyjątkowy ze względu na wystrój, roślinność przypominającą dżunglę i obsługę. Przyzwoita kuchnia azjatycka, porcje może niezbyt duże, ale z dobrych, smacznych składników. W kuchni krzątają się skośnoocy,a zarządza tym Alan, dla którego kuchnia wschodnia jest wyniesiona z domu. Dobre miejsce na eleganckie spotkanie, albo wyjątkową okazję.