Chłopskie Jadło, ul. Kantaka 8/9, Poznań

Moja pierwsza wizyta w Chłopskim Jadle miała miejsce bodajże w 1999 roku – w Krakowie. Zauroczony byłem wtedy klimatem, wystrojem, jedzenie było przyzwoite. Szczegółów nie pamiętam. Jak wiadomo czas zaciera w pamięci te gorsze wspomnienia, pozostają te lepsze….

Skuszony okazją oraz bliskością – w końcu w moim mieście – wybrałem się dziś na degustację franczyzowego lokalu…

Wystrój

W lokalu jest naprawdę ładnie, zgrzebnie i wiejsko. Nierówne, pomalowane szafirkiem ściany, stare (lub „stare”) drewno, zardzewiała piła na ścianie. W łazience kafelki wyglądające jak stare i nadgryzione zębem czasu…

Generalnie bez zarzutu, można przyprowadzić zagranicznych gości,żeby poczuli sie jak wsi spokojnej, wsi wesołej… Do tego „ludowawa”muzyka (Golec Uorkiestra), ale w natężeniu pozwalającym na rozmowe i konsumpcję… Swoją drogą ciekawe kiedy jakaś ludowa gospoda zdecyduje się puszczać Kapelę ze wsi Warszawa, albo autentyczny folk…. 🙂

Obsługa

W lokalu było prawie pusto, stolik był zamówiony. Pani kelnerka była miła, pojawiała się szybko, to samo dotyczy dań na stole… Całkiem ok.

Jedzenie

Czekadełko (a może czekadło.. )

Pajda wiejskiego,świeżego chleba, do tego twarożek homo ze szczypiorkiem i smalec, podane na drewnianej desce z wielkim nożem. Chleb to najjaśniejszy punkt programu – prawdziwy,wiejski, świeży,z chrupiąca skórką… marzenie. Kromeczka (czy tez jak tu mówią skibka) o grubości 2 cm. Nie pojawiły sie standardowe ogórki kiszone,ale co tam.. czekanie trwało krótko. Z serkiem było juz trochę gorzej, a smalec był bardzo smalcowy i mało skwarkowy,ale chlebuś… mmm

Czekadełko w Chłopskim Jadle

Zupa

Zurek z białą kiełbasą i ziemniakami i jajem. Jeśli ktoś przyjedzie z zagranicy i będzie jadł to pierwszy raz to pewnie będzie zachwycony. Ale szczerze mówiąc najlepszym określeniem jest „jadalny”. Taki lekko kisielowaty od mąki, średnio kwaśne, jajko „marynarskie” (czyli w otoczce granatowej), troche ziemniaków i kiełbasy – nie za dużo… Moja wersja była niezabielana, pozbawiona dodatków typu chrzan. Nie ma mowy o subtelnych aromatach wędzonki jak w Zagrodzie Bamberskiej… Da się zjeść, choć 9 zł (o ile dobrze pamiętam) to dośc sporo za tak rzadką zupę.

Zurek z białą kiełbasą i ziemniakami i jajem

Danie główne

Rolada z boczku nadziewana farszem mięsno-grzybowym z kapustą zasmażaną i kopytkami. Brzmi wiejsko i smakowicie …prawda? Ale rzeczywistość okazała się dużo mniej poetycka, a bardziej prozaiczna… Rolada była plasterkiem (ok 1,5 cm grubości) pieczonego boczku z farszem. Do tego troche nijakich w smaku kopytek o półprzezroczystej, miękkawej konsystencji (czyli cos innego niż żółtawe, sprężyste kopytka mojej babci) posypanych suszonym koperkiem. Towarzyszył temu brązowy sos o smaku hm… nieokreślonym przypominającym sos z proszku za 1,50. Nie zaglądałem do kuchni,ale może na półce czai się spora puszka tego magicznego proszku… Małą część talerza zajmował fragment liścia sałaty,a który była duszona kiszona kapusta z fragmentem śliwki. Ta kapusta była kwaśna, uduszona z elementami prawidłowego przypalenia i smaczna, grzybowe nadzienie rolady też było niczego sobie,ale reszta… po prostu niedobra. Koszt… ok 25 zł. Porcja była niezbyt duża, zwłaszcza jak na karczmę. W tym wypadku to raczej dobrze…

Rolada z boczku nadziewana farszem mięsno-grzybowym z kapustą zasmażaną i kopytkami

 

Zeby było ciekawiej mój kolega naprzeciwko zamówił inne mięso,a jego talerz wyglądał w zasadzie identycznie, tylko liść sałaty (masłowej) samotnie powiewał na oceanie talerza niczym samotny zielony żagiel. Jego barszcz czerwony z uszkami (o mało co tego nie zamówiłem) skwitował.. 'uszka to były jak z Biedronki…’

Deser

Na deser się nie odważyłem, zamówiliśmy natomiast kawę. Jako jeden z niewielu lokali podają kawę Juliusa Meinla z Wiednia. W firmowych filiżankach (pani kelnerka na moją prośbę sprawdziła,czy zawartośc filiżanki zgadza się z napisem na niej), Kawa była bardzo mocna, dość mocno palona. Stawia na nogi,co przydało się po takim obiedzie…

Podsumowując…

Czasem trzeba wybierać czy karmić oczy czy żołądek… Chłopskie Jadło w Poznaniu karmi raczej to pierwsze. W sumie szkoda. Naprawdę ładnie urządzone wnętrze, dopracowane szczegóły, a w kuchni czai się mizerność. Przy wyjściu kelnerka dała mi bon na 10 zł zniżki przy kolejnej wizycie, oddałem go mojemu koledze,a on tez nie wiedział co z nim zrobić.

Zagroda Bamberska, Poznań, ul. Kościelna 43

http://zagrodabamberska.pl

Na tę restaurację trafiłem dzięki akcji 'Gęsina na św. Marcina’ – przywracania tradycji jedzenia gęsi w tym okresie. W tym roku jest to między 11 a 28 listopada. Dodatkowo po obejrzeniu menu i wnętrz rzuca się w oczy, że lokal i jedzenie ma koncepcję i jest dopracowane. Na dodatek ceny jak na dość wyrafinowana kuchnię są naprawdę przyzwoite.

Lokal

Lokal jest rodzajem prawdziwej zagrody, z dziedzińcem, stylowo zbudowanej. Położony jest co prawda pomiędzy blokami mieszkalnymi,ale i tak wyróżnia się oryginalnością. Na dziedzińcu kopia pomnika Bamberki. Wnętrze jest urządzone w drewnie -jak na zdjęciach z ich stron www. Ściany ozdobione starymi fotografiami (Bamberek głównie). Sala jadalna ma otwarty strop i jest wysoka. Elegancka, ale prosta zastawa, czysto i świeże kwiaty na stolikach i dookoła. Niewyszukana elegancja.

Obsługa

Na sali nie było dużo osób.Obsługa w postaci kelnera była dyskretna i czujna -czyli byłem obserwowany i kelner dał się ściągnąć gestem. Potrafił objaśnić potrawy z karty. Dania – nadeszły bardzo szybko jak na taką restaurację.

Jedzenie

Czekadełko

Na stół wjechał chleb, który wyglądał na pieczony na miejscu. W zasadzie wyglądał jak ciasto – bułka drożdżowa,ale nie był słodki. Do tego miska (chyba ćwierć kilo) smalcu ze skwarkami i śliwkami-całkiem przyzwoity jak na restaurację i bardzo kiszone ogórki. Samym czekadełkiem można było się najeść, ale nie warto….

Czekadełko

Zupa

Zamówiłem 'Krem grzybowy z suszonymi płatkami cukinii’. Talerz pachniał jak koszyk podgrzybków. Niewątpliwie była to zupa grzybowa, tym bardziej że niezbyt zgłuszona śmietaną. Płatki cukinii dodają bardzo oryginalnego smaku, szkoda,że jest ich  tylko kilka.

Krem grzybowy z suszonymi płatkami cukinii

Danie główne

Przyszła pora na gęsinę, więc zamówiłem udko confit z puree ziemniaczanym i zasmażaną kapustą. Wszystko był estetycznie podane, puree ze szczypiorkiem. Udko… taka pieczeń w czystej postaci -smakowało pieczonym mięsem, bez ekstrawagancji,ale w takiej czystej postaci. Dodatek włoskiej kapusty trochę słodko-kwaśnej,ale zaciągniętej kremówką był ozdobą dania. Bardzo dobra i wyważona harmonia smaków. Przyznaję,że sos z kapusty wylizałem za pomocą ziemniaków…

Gęsie udko confit z puree ziemniaczanym i zasmażaną kapustą

Dodatkowo miałem okazję skosztować 'Grubo tarte plendze z duszoną kaczką, kawałkami warzyw oraz pieczony por’. Ciekawa, intensywna harmonia smaków, podlane sosem rabarbarowym, moze tylko julienne z pora było nieco za sztywne.

Grubo tarte plendze z duszoną kaczką, kawałkami warzyw oraz pieczony por

Deser

Zamówiłem 'Creme Brulee z owocami leśnymi i sorbetem czekoladowym’. Sam krem – super poprawna klasyka-konsystencja, waniliowość, chrupiąca skorupka karmelu… Palce lizać. Pod spodem był jakiś mus , w którym były moim zdaniem czarne i czerwone porzeczki-kwaśne. Ciekawe połączenie,chociaż mi niezbyt pasowało. Sorbet czekoladowy – własnego wyrobu – był wyjątkowym przeżyciem. Ja nie przepadam za lodami czekoladowymi. Ten sorbet był jednoczesnie bardzo słodki i bardzo czekoladowy. Smakował jak zamrożona pitna czekolada. Taki prosty pomysł, a smakowity….

Creme Brulee z owocami leśnymi i sorbetem czekoladowym

Do tego wszystkiego zamówiłem ciemnego pszenicznego Paulanera, jako że kosztuje tyle co Lech …

Podsumowując: bardzo zdolny szef kuchni, z wyczuciem smaku i kreacją. Ładne, stylowe miejsce zarówno na prywatne spotkanie,jak i spotkanie w interesach. Na pewno tam jeszcze wrócę. Ciekaw jestem kolejnych pomysłów szefa….

Moja druga wizyta w Zagrodzie była równie udana. Potwierdza sie rzemiosło i smak wysokiej klasy.

Na przystawke

zamówiłem Pierożki z królika i podgrzybków na rosołku z koperkiem. 3 pierogi nadziane smakowitym mięsem pływające w odrobinie rosołu. Ale jakiego rosołu…. Znać szczodra rękę mistrza,który nie żałował warzyw i mięsa…

Jako zupa

pojawił się Bamberski żurek z dodatkiem zielonych gąsek i białej kiełbasy, z jajkiem i grzankami z chleba razowego. Gaski akurat były szare, ale to nie zmienia wartości tego dania. Jest to jeden z najsmaczniejszych żurków,jakie jadłem. Odpowiednio pikantny, nawet bez chrzanu, aromatyczny, z wędzonkowym posmakiem, pyszne wędliny i grzanki w środku.

Na danie główne

zamówiłem poznańską klasykę – Pieczona kaczka z modrą kapustą, żurawiną i drożdżowymi pyzami. Uwaga – na talerzu znajduje sie pół kaczki… Kaczuszka jest mistrzowsko upieczona, co nie jest wcale takie łatwe-chrupiąca,ale nie wysuszona. Może była nieco za mało przyprawiona-jak na mój gust. Miała nawet usunięte część kości szkieletu,co sprawiało,że pierś mozna było kroić bez przeszkód. Do tego pieczeniowy sosik, dobra czerwona (czy też modra jak tu mówią…) kapustka-słodko kwaśna. Na deser nie starczyło miejsca….

Pieczona kaczka z pyzami i modrą kapustą

Może trzeba się wybrac po raz trzeci….?

Løvelbro Bistro, Tjele ok. 10 km na północ od Viborga w stronę Ålborga, Dania

Po raz pierwszy, ale mam nadzieję nie ostatni recenzja lokalu zza granicy.

W Danii poza miastami są generalnie dwa typy lokali – bary oraz kro czyli rodzaj zajazdu. W kro można często zjeść wyszukaną kuchnię, starannie dobrane, świeże składniki, często lokalne-obiadzik potrafi kosztować 1000 PLN… Tym razem przy drodze zobaczyłem… bistro. A więc coś innego. Zachęcony wyglądem lokalu oraz własną ciekawością połączoną z głodem zatrzymaliśmy się tam na obiad.

 

Lokal spełnia w pewnym sensie warunki bistro. Są w nim proste, barowe dania, krótka karta. Może karta to za dużo. Na ścianie są wywieszone zdjęcia potraw w postaci zafoliowanych kartek A4 z nieco niedoświetlonymi obrazkami. Ta niedoskonałość techniczna to 'chłit matekingowy’, bo gdyby były wyraźne…

Tablica przed lokalem informuje,że można to zjeść staroduńskie mięso oraz smażonego węgorza. Zamawia się przy barze, kelner przynosi, można zapuścić żurawia do kuchni, bo nie ma drzwi. Stal nierdzewna, nie wyglądało źle.

Obsługa

Obsługa taka średnia. Po zamówieniu i zapytaniu kiedy będzie usłyszeliśmy 'jak się zrobi’. Czekaliśmy około 15-20 min.  Dania dla dwóch osób przybyły w odstępie ok. 5 min, co jak na bistro jest dość dużo.

Czekadełko 🙂

Czekaliśmy przy wodzie niegazowanej 20 DKK za pół litra-chyba dlatego,że etykieta przedstawiała dzieło sztuki zaprojektowane przez lokalnego artystę. W końcu w Danii standardem jest podawanie kranówki, często za darmo.

Danie główne

Zamówiliśmy gammeldaws flæskesteg med persiliesovs oraz pół grillowanego kurczaka z frytkami. Najpierw przyszedł kurczak, potem mięso.

Mięso czyli flæskesteg to tradycyjne duńskie danie, a już z sosem pietruszkowym, gotowanymi ziemniakami, marynowanymi buraczkami to prawdziwa klasyka. Tu dodatkowo były borówki.

Tyle,że… normalnie to mięso (chyba po polsku to się nazywa mostek) jest upieczone- coś w rodzaju boczku wraz ze skórą i potrafi być smaczne. Jest pieczone w całości i potem krojone na plastry. A tu… plastry zostały usmażone w gorącym oleju. Co spowodowało,że zrobił się z tego rodzaj skwarek. Wieeelkich skwarek i w przypadku kawałków ze skórą nie do pogryzienia. Sos był generalnie białą zasmażką bez smaku, najlepsze więc były buraczki i żurawina….

Trzeba być głodnym hardcorem, żeby to zjeść, ale ja widocznie jestem…..

gammeldaws flæskesteg med persiliesovs

Kurczak był podany z karbowanymi frytkami z mrożonki, keczupem i reumoladą i słodko kwaśnymi ogórkami (znanymi u nas jako sałatka szwedzka). Nie był grillowany, ale usmażony w głębokim tłuszczu. Hmm… Wyglądał nawet dość apetycznie- chrupiąco. Pewien problem z tym,że był usmażony w tym samym tłuszczu co reszta menu. Co powodowało,że część jego skóry smakowała jak flądra, a część jak powyżej opisane mięso. 3 w 1 … ale chyba nie o to tu chodzi…

kurczak grillowany (?) z frytkami

Więc jeśli umierasz z głodu i jesteś spragniony wrażeń… zapraszam do tego bistro. Szkoda,że nie przeczytają nigdy tej recenzji…

 

 

Restauracja Warung Bali, Poznań, ul. Żydowska 1

Pewnego dnia przechodziłem tą ulica i zwróciłem uwagę na tę skromną z wyglądu restaurację, przez szyby było widać wschodnich gości. Po zapoznaniu się z menu  (http://warungbali.pl/menu/) i faktem, że obsada kuchni jest 'stamtąd’ nabrałem przemożnej ochoty na odwiedzenie tego przybytku. Kuchnia jest orygnialna,a ceny przystępne.

AKTUALIZACJA 06.2015: niestety restauracja już nie istnieje

Wystrój w środku jest wschodni,ale nie za bardzo pretensjonalny, w porównaniu z Taj-India to Europa… W lokalu jest wschodnia muzyka taka w sam raz- nie męcząca (pamiętacie taką reklamę batona z hinduskim taksówkarzem…), wypełnia przestrzeń.

Obsługa

Obsługiwani byliśmy przez panią kelnerkę zorientowaną w menu, znająca dość skomplikowane nazwy oraz zawartość potraw, opowiadała o nich przy podawaniu, potrafiła doradzić. Czas oczekiwania był w sam raz. Bardzo przyzwoicie. Teraz do rzeczy czyli…

Jedzenie

Przystawka

Lumpia Semarang (11 PLN) – smażone indonezyjskie sajgonki nadziewane makaronem ryżowym (bądź sojowym),krewetkami, podane z sosem 'słodkie chilli’.

Lumpia Semarang

Jak widać sajgonki są wielkości naleśników… Bardzo fajne chrupiące ciasto, wypełnione dość nijaką w smaku zawartością zawierającą krewetki koktajlowe poddane podwójnej obróbce termicznej, czyli o wielkości 5 mm…  Zaczęło się nieszczególnie,a poniewaz to ja wybierałem restaurację dla naszego towarzystwa to poczułem pewien niepokój. 'Sajgonek’ nie dojadłem…

Dania główne

Było nas 5 osób, więc zamówilismy Zestaw dla czworga (200 PLN) oraz za namowa pani kelnerki Sapi Asam Manis (28 PLN). Dania przybywały na niewielkich półmiskach,ale biorąc pod uwagę ich ilość w zupełności wystarczające. Do nich podany był ryż posypany prażoną cebulą w ładnych koszyczkach. W ogóle strona wizualna potraw jest mocną stroną,we wschodnim stylu, dopracowane-widziałem dania podawane do sąsiednich stolików.

Trudno trochę opisac tę różnorodność smaków. Ostrość (co prawda wybraliśmy łagodne potrawy) do zniesienia dla przeciętnego Europejczyka. W skład tej uczty wchodzi kurczak, karmazyn, wołowina, tofu warzywa…  W wielu z nich smaku nadają liście limonki,które mi bardzo odpowiadaja- np. wołowina czy krakersy (właściwie rodzaj cienkiego placka).

Mi najbardziej przypadły do gustu wołowina, kurczak w sosie satay oraz pikantny sos będący mieszaniną kecap manis, chilli i warzyw. Dobrze uzupełniał smak mniej zdecydowanych potraw.  Fajny sposób na spróbowanie różnych smaków. Dodatkowo wspólne dzielenie się potrawami wprowadza dobrą atmosferę.

Od lewej: Ikan Balado,Sate Sapi,Ayam Sulawesi,Reampeyek, na dole sos na bazie kecap manis

Na zdjęciu trudno było objąć cały stół… Po zjedzeniu części potraw na stół przybył Sapi Asam Manis. Dania główne można zamawiać z 3 rodzajami sosu, ja się zdecydowałem na słodko-kwaśny czyli manis. Podany na gorącej żeliwnej płycie wbudowanej w drewno (podobnie jak w Taj-India) – warzywa i kawałki wołowiny w chrupiącym cieście, polane sosem. Bardzo smakowite. Bardzo dobry sos, a w ustach przyjemna chrupkość.

Na koniec dodam,że zjedliśmy wszystko, z wyjątkiem ryżu…

Deser

Na deser chciałem zamówić Kolak, ale Ramadan sie juz niestety skończył… Zamówiłem więc Agar Agar Buah. Galaretka o lekko miętowym smaku, do tego kawałki świeżego mango zalane waniliowym flanem i ozdobione świeżymi owocami. Dość oryginalny smak, ale polecam. Koledzy zamówili smażone banany,które były ładnie podane , wyglądały dobrze i smakowały chyba też skoro talerzyki zostały wyczyszczone…

Agar Agar Buah i kawa Luwak

Do tego nie mogłem sobie odpuścić kawy Luwak, chyba najsłynniejszej kawy na świecie. Hmmm… starając się nie pamiętać w jaki sposób jest ona pozyskiwana delektowałem się smakiem. Smakuje jak.. kawa, ale jest pozbawiona palonych gorzkości i kwaśności. Taka kawa w stanie czystym. Czy warto wydać 20 PLN… oceńcie sami.. Raz warto.

Generalnie polecam zarówno na spotkanie prywatne, jak i biznesowe. Ciekawe, przystępne smaki dla każdego.

Chochołowy Dwór, Jerzmanowice na trasie Olkusz-Kraków

Wakacyjne wspomnienie w stylu polsko-włoskim. www.chocholowydwor.pl

Obiekt rzuca się w oczy. Jest to hotel i restauracja zbudowane z drewnianych bali, w góralskim stylu, Bale są imponującej grubości, uszczelnione, według góralskiego rzemiosła (czyli robił to 'optyk’ :))- ładne wnętrze, a atrium hotelu nawet powiedziałbym imponujące. Połączenie tradycji z nowoczesnością. Na parkingu ciekawy pomysł-miejsca wydzielone za pomocą grubych bali wpuszczonych w żwir. Wpadliśmy tam na na obiad po zwiedzaniu Groty Łokietka. Wybraliśmy stolik na zewnątrz,bo temperatura była znośna,ale w środku klimatyzacja czekała…

Obsługa była sprawna i poinformowana, do tego miła pani Patrycja. Ceny umiarkowane.

Dania główne

Karta jest mieszana-zarówno jest to tradycyjna kuchnia polska, jak i międzynarodowa. Zamówiliśmy wielką miche pierogów-ze szpinakiem, ruskie, z mięsem (21 sztuk,na 2 osoby) ,  spaghetti carbonara no i goloneczkę….

Na temat pierogów nie mogę się wypowiedzieć,ale widziałem że dość smamowały i naprawdę wystarczyły na dwie osoby.

Spaghetti było dobre, dobrze ugotowane, śmietanowy sos, płatki parmezanu. Ja mam co prawda bardziej aromatyczny gust,ale naprawdę można polecić. Równiez głodnemu,bo jest kaloryczne i ilościowo wystarczające. Zwraca uwagę też fakt podania tego w ładnym naczyniu, nawiązującym do kuchni włoskiej

Spaghetti carbonara

Golonka pieczona. Bardzo apetyczne danie i okazałe,podane na drewnianej desce. Pieczone 2 golonki (w menu przeznaczone dla jednej osoby,ale chyba głodnej…),do tego pieczone łódeczki ziemniaczane, ozdobiona balsamico, pomidorkami i roszponką. Dodatki-ostry chrzan i musztarda. Bardzo smaczne ziemniaczki, zjadłem wszystkie,ale golonce dałem radę tylko jednej. Musztarda standard, a chrzan trochę dla mnie za ostry. Golonka dobrze upieczona, nie wysuszona, w smaku… może być-dużo lepiej wygląda niż smakuje. Ja chyba jednak wolę gotowaną, ma lepszy aromat, smak i soczystość…

Drugą golonkę poprosiłem żeby mi zapakować. Następnego dnia na zimno była prawie niejadalna – skóra gumowa, części chrzęstne sztywne… a odgrzac nie  miałem gdzie…

Golonka pieczona

Pojawiłbym się tam jeszcze raz,żeby spróbować innych dań. Na przykład kusiło mnie 'Karczek w miodzie i kminku podawany z ziemniakami opiekanymi i kapustą zasmażaną’… Może kiedyś tam zajrzę…

Wiejskie Jadło, Stary Rynek 77, Poznań

Podczas moich wakacji jakoś sobie ulubiłem kuchnie polską i różnego rodzaju karczmy. Po powrocie do Poznania wybrałem się zatem do restauracji,do której się dawno przymierzałem- w bocznej uliczce od Starego Rynku. www.wiejskie-jadlo.pl

Wnętrze jest dość stylowo i wiejsko urządzone, drewniane ławy, strzecha.

Menu jak na karczmę dość drogie-danie główne raczej 30PLN+, no ale to Stary Rynek. Ta recenzja będzie dość wyrywkowa z konieczności, przy takiej wizycie jest zawsze pewna loteria. Chyba,ze wszystkie potrawy sa wysmienite…

Obsługa

Najpierw jednak nie o jedzeniu.Niedziela po południu, prawie wszystkie stoły zajęte. Rowniez z powodu dzisiejszego Festiwalu Dobrego Smaku. W tle nowoczesny folk góralski (ale nie disco polo).

Zostaliśmy od razu zauważeni przez obsługę i zajęto się nami. Po zamówieniu było juz trochę dziwniej. Czekaliśmy ok 15 min,ale nie podano nam napojów (czyli standardowego wypełniacza czasu), czekadełek tez brak (chleb ze smalcem można sobie kupić…). W końcu upomniałem sie o ten sok po podaniu dań. Może wypadek przy pracy-duży ruch, w sumie nie mozna sie czepiac. Do rzeczy więc.

Zupa

Cebulowa – klarowna (7 PLN). Dość osobliwe przeżycie. Do tego niezbyt wyszukana grzanka. Przede wszystkim była bardzo słona, miała tez troche posmak kapuśniaku (może się troszkę kwasnicy z sąsiedniego garnka ulało ?). Raczej była zaprawiana suszem warzywnym albo 'ziarenkami smaku’- takie pozostałości były w misce…

zupa cebulowa

Danie główne

Szare kluchy z kapustą zasmażaną (17 PLN). W końcu regionalny przysmak… W moich stronach nazwanoby to pyzami- z ziemniaków-tyle ze nie kuliste tylko takie rwane… Do tego kapusta kwaszona (dość kwaśna) zasmażana z boczkiem.

Kluchy były i szare i dogotowane w odpowiednim stopniu, porcje-średnie (jak na karczmę to małe), wymagały tylko dosolenia. Kapusta dobra, może nie rzuca na kolana jak ta w Bidzie,ale całkiem OK.

Szare kluchy z kapustą

Podsumowując- taka wielkomiejska wiejskość…. więc raczej tam nie wróce. Raczej chyba trzeba się wybrać poza miasto, chyba że macie japońskich turystów…

Restauracja Panorama, Hotel Park – Poznań, ul. Baraniaka 77

Ta restauracja już dawno zwróciła moja uwagę za pomocą sprytnego banneru głoszącego,że podają tam golonkę pieczoną 30 godzin. Poza tym karta jest też dość interesująca, a na dodatek restauracja ładnie położona nad jeziorem. Na pewno kuchnia z ambicjami.

Dziś było wyjątkowo przyjemnie, ponieważ jest tam klimatyzacja, a na dworze było akurat 36 stopni. Pod wieczór można było się przesiąść na taras, gdzie pewne oznaki wiatru sprawiały miłą atmosferę. Z dodatkowych atrakcji (a może „atrakcji”) można dodać towarzystwo grupy amerykańskich wioślarek o średnich gabarytach 185 cm…

Ale do rzeczy….

Obsługa

W zasadzie nie mam zastrzeżeń, może oprócz tego że nie podano nam karty win,a jak już podano to nikt się nami nie interesował Ale trzeba przyznać,że na lekki znak natychmiast był przy nas kelner.

Danie główne

Przy tej temperaturze było nas stać tylko na główne i deser. Rzeczona golonka pieczona przez 30 godzin (38 zł). Na szczęście nie trzeba tego dania 2 dni wcześniej zamawiać. Przybyło na nasz stół jakieś 25-30 min od zamówienia. Wniosek z tego,że jak się jest głodnym dobrze zamówić przystawki. Czekadełek lokal nie oferuje.

Golonka jest położona na warstwie duszonej kapusty, do tego mały ramekin z puree z grochu, sos z pieczenia (o konsystencji bulionu), chrzan i musztarda. Trzeba przyznać,że wygląda zabójczo apetycznie, jest też ładnie podana.

Golonka jest peklowana, mięciutka,wręcz rozpadająca się. A w smaku … hm.. całkiem normalna pieczona golonka, bez jakiejś wyraźnej nuty smakowej, wrażenia optyczne są o klasę wyżej.Moim zdaniem – nie warto.

Kapustka pyszna, musztarda dobra, puree z grochu (swoją droga ciekawa koncepcja) całkiem dobre.

Deser

Mus truskawkowy z lodem waniliowym. W taki upał wymarzony – przetarte truskawki z cukrem, ozdobione śmietaną, gałka lodów waniliowych posypana pistacjami, świeża mięta. Bardzo ładnie podane i smaczne.

Do tego mieliśmy bardzo dobrą valpolicelle – z wyraźną nutką wina owocowego, na końcu trochę wędzony finisz. Naprawdę fajne wino.

Myślę,że lokal warty wypróbowania, chociaż cenowo to trochę wyższa półka.

ČESKA HOSPODA – Poznań ul. Żydowska 26/4

Kiedyś przypadkiem przechodząc zauważyłem ten lokal,a że mam sympatię do braci Czechów i ich stylu życia natychmiast wzbudził moją ciekawość. Miałem okazje kilka razy być w różnych lokalach w Pradze,więc ciekaw byłem porównania.

Lokal jest malutki,ale urządzony gustownie, my wybraliśmy ogródek na świeżym powietrzu ze względu na porę roku.

Zostaliśmy sprawnie obsłużeni-od początku do końca, nawet mimo większej ilości gości ,która nagle się pojawiła.

Jak czeskie… to piwo

Na początek o tym,co przybyło jako pierwsze na nasz stół.

Gospoda ma 2 piwa beczkowe- pilzner Staropramen i jagodowe z Cernej Hory. Próbowałem różnych piw z Cernej Hory i mimo chyba dużych ambicji piwowarów na razie nie jest to wielkie przezycie dla podniebienia. Jagodowe kiedyś próbowałem z butelki i nie zalicza się dla mnie do kategorii ‘towary spożywcze’. Wzięliśmy wiec Staropramen, w firmowych kuflach. Jednym zdaniem – ‘łatwo przyszło, łatwo poszło’. Nic do zapamiętania, wolałbym chyba Tyskie… Zatem po kolacji poszliśmy na piwo do Brovarii

Przystawki

Ja chciałem zamówić Utopence. Zrobiłem wywiad czy to może czeskie kiełbaski, ale dowiedziałem się że nie. Poza tym kelnerka była uprzejma wyznać szczerze,że są dopiero zamarynowane, więc może lepiej zamówić „PRETZEL-Dwa bawarskie piwne precle serwowane ze smalczykiem i pastą serową na ostro”. Należą się jej słowa uznania za szczerość i trzymanie jakości potraw.  Precle były ciepłe, pasta i smalczyk przyzwoite, wszystko ładnie podane. Nic dla rozkoszy podniebienia,ale dla zabicia czasu…

Danie główne

Idąc tam nastawiłem się na grillowane żeberka, ale się okazało,że karta w Internecie jest nieaktualna.

Zamówiłem więc „RAGU NA SMETANE-gulasz na śmietanie serwowany z knedlikami i blanszowane warzywa”, mój kolega wziął „VEPROVE STEAKY-wieprzowe polędwiczki w sosie z sera pleśniowego, pieczony ziemniak, blanszowane warzywa”. W zasadzie wyobrażałem to sobie tak: kawałeczki mięsa uduszone, z cebulą, warzywami w intensywnym sosie o smaku wywaru mięsnego,warzyw,przypraw i smietany.  A tymczasem na talerzu…  pojawiły się dwa-trzy plastry uduszonego mięsa i troche sosu, gotowanych warzyw i knedliki w plastrach (takie prawdziwe czeskie). Nie było żłe, ale nie takie,żebym tam wrócił ze względu na potrawy. Mój kolega nie narzekał,więc też pewnie było jadalne.

Jak wspomnę praskie przybytki kulinarne to też mi się zdarzyło jeść coś w tym stylu-ale w takiej gospodzie o socjalistycznym wystroju. Natomiast w dobrej restauracji dania były znakomite. Może jednak celem było stworzenie w Poznaniu własnie gospody. Tyle że trochę zbyt elegancki wystrój i kelnerka nie stawia na tablicy kresek kredą za każde piwo…

W sumie lokal na spotkanie i pogadanie dobry, ale kulinarnie bez podniet.

Karczma BIDA – Garbów pod Lublinem

Wakacyjnych podróży kulinarnych ciąg dalszy.

Wiele (dobrego) słyszałem o tym lokalu i dwa tygodnie temu nareszcie udało mi się tam zawitać.Chata biesiadna znajduje się tuż przed Lublinem na drodze z Warszawy. Ostatnio został otworzony drugi lokal koło Olkusza.

Prawie góralska’

Lokal jest urządzony w stylu karczmy góralskiej, powiedzmy 'prawie góralskiej’. Ale taki brak autentyzmu wcale nie przeszkadza. Z głośników leci muzyka stylizowana na ludową, może być (typu Golec Uorkiestra), moje małe wyrazy współczucia wędrują do personelu, bo po jakimś czasie odkryłem,że zestaw utworów jest niewielki-na ok 20-30 min i się powtarza (’Góralecko…’). Z własnego doświadczenia wiem,że to może zabić.

System zamawiania działa w ten sposób,że zamawia się przy barze, dostaje numerek na stół i potrawy sa donoszone. Całkiem sprawnie i bezbłędnie mimo bardzo dużej sali.

Karta jest duża i w większości polska. Są działy dietetyczny i włoski,ale w mniejszości… W zasadzie nie powinny karczmy odwiedzać osoby na diecie ,bo będą się męczyć… i po co im to…

Smaku kopa piętrowa

Zamówiłem hardcore kaloryczny czyli grillowany boczek na kapuście z grzybami, ziemniaki w łupinach , ogórek kiszony. (sekcja Szef Kuchni Poleca – 25 zł)

Podawane jest to na dosc dużych talerzach – jak w porządnej restauracji tyle,że … normalnie służą one do ozdoby, a tu do podawania. Krótko mówiąc talerz jest wypełniony i to również piętrowo, na wysokość. Porcja jest na dwie średnie osoby.

Ziemniaczki były smakowite- łódeczki usmażone chyba w głębokim tłuszczu, kapusta z grzybami bardzo dobra…. Boczek – dwa wielkie kawałki – może trochę w smaku monotonne. Ogórków kiszonych chyba pół kilo. Dałem radę połowie porcji.

Oszczędzałem się specjalnie,żeby spróbować tutejszej specjalności, zachwalanej mi zresztą przez mojego kolegę. Mam na myśli świeżonkę.

Zamówiłem bez dodatków, bo już i tak by się nie zmieściły. Dostałem talerz z kopą (na oko jakieś pół kilo) smażonego mięsa i cebulki. Na szczęście nie miało to nic wspólnego ze świeżonką z Sielsko-Anielsko. Rozpływający się w ustach smak mięska, mięsnego sosiku i cebulki… z przyczyn fizjologicznych zjadłem może ¼….

Oczywiście o deserze nie było mowy. Piwo standardowe jak na polskie lokale.

Generalnie polecam. Chciałoby się wypróbować wiele pozycji menu, ale jest to niemożliwe, chyba że zjedzie się tam duże grupa i każdy zamówi coś innego

Sielsko Anielsko, Stary Rynek 17, Lublin

Wakacyjny czas nastał.. więc pora na recenzje z innych stron kraju i świata.

Przez ostatni tydzień przebywałem w Lublinie i okolicach. Była to także okazja do gastronomicznej podróży. Stare miasto w Lublinie jest ładne i ma swój klimat. Dla mnie to skrzyżowanie 'cesarsko-królewskiego’ Krakowa z wileńską kresowością.

Miałem ochotę na pewną zmianę w moim jadłospisie,więc poszukiwałem kuchni polskiej, ludowej.Na Rynku trafiłem na restaurację Sielsko-Anielsko. Ładnie napisane menu, przystępne ceny. Wystrój 'w klimacie wiejskim’. Ogródek podzielony na część ciemną i jasną. Imitacja wiejskiej studni. Wchodzę więc.

Zupa

Z powodu panującego upału oraz moich upodobań zamawiam Chłodnik litewski na botwinie.

Wszystko jest podane w fajnych,glinianych naczyniach. Ale mimo bliskości wschodniej granicy ten chłodnik nie słyszał raczej o Litwie. Trzeba przyznać,że godna ilość warzyw była w środku,natomiast w smaku przeważało kwaśne mleko albo jogurt,a obecności buraczków trzeba było się domyślać. Kolor był lekko różowy, a smak nijaki. Na pewno nie buraczkowy, nie zaostrzony szczypiorkiem czy tez dużą ilością koperku. Ale jak się jest głodnym i jest gorąco, a zostało szybko podane… zostało zjedzone.

Na drugie zamówiłem Ozorki Biskupa- specjalność regionalna. Wahałem się między tym,a świeżonką, której.. w sumie nigdy w życiu nie jadłem.

Zanim dane było mi ich skosztować parę innych rzeczy się wydarzyło…

Czekadełko

Najpierw przyszły czekadełka: dwa rodzaje chleba -ciemny i jasny, smalec ze skwarkami, twarożek i ogórki kiszone (wszystko w cenie dania głównego). Taki wiejski standard, wydaje się prosty, pozwala na zapełnienie żołądka przed głównym daniem, co za tym idzie zapewnia sytość konsumenta. Ale… w praktyce nie jest tak prosto. W wypadku tego lokalu był naprawdę dobry chleb żytni, w miarę dobry twarożek, choć jak dla mnie zbyt delikatnie przyprawiony. Ogórków było dużo,ale były bardzo słone, a smalec.. hm… na ile sposobów można go zrobić, z cebulką, z jabłkami, z majerankiem, ze śliwkami… można łyżką jeść. Ale tutaj były po prostu skwarki ze słoniny bez specjalnego smaku. Dzieliłem się nim z wychudłym kotem, który przychodził na żebry.

Danie główne

Potem przyjechało danie główne. Ozorki z ziemniakami smażonymi w maśle z ziołami. Już na pierwszy rzut oka było widać,że coś jest nie tak. Jak dziabnąłem widelcem mięso okazało się mieć konsystencję szynki lub innego mięśnia,ale na pewno nie ozorka. W smaku było nijakie. Ot usmażone mięso, nawet niezbyt popieprzone i posolone. Intuicja mnie nie myliła- dostałem świeżonkę. Przy okazji miałem możliwość spróbowania… niestety z efektem negatywnym. Nie przekreśla to świeżonki jako dania, o czym pisze w innej recenzji.

Trzeba przyznać,że obsługa (inna kelnerka zaczepiona w locie) zachowała się profesjonalnie. Najpierw sprawdziła, co zamówiłem, a potem zaproponowała mi, po pierwsze rabat z powodu błędu oraz że może jednak zostanę przy świeżonce. Po mojej odmowie zamówiła dla mnie ozorki.

Po trzech pozycjach ze średnimi wrażeniami już wiele się nie spodziewałem (dobrze że Warka była chłodna). Ale na koniec spotkało mnie zaskoczenie.

Co prawda smakowicie opisane zmieniaczki okazały się średnie,ale już ozorki i sos grzybowy były przednie. Użycie liczby mnogiej w menu to pewne nadużycie, bo ozorek był jeden, ale smak rekompensował ilość. Ozorek był odpowiedniej miękkości z sosem grzybowo śmietanowym, do którego użyto grzybów leśnych, mimo że nie sezon teraz. Palce lizać.

Podsumowując

cudzoziemca można zaprosić, ale dla nas to dość duża loteria. Ozorki polecam.

Na koniec mała dygresja. W centralnym punkcie Starego Miasta trudno się napić piwa z Lubelskiego Browaru. Trzeba pójść w uliczkę… szkoda. Na ulicy Grodzkiej 15 polecam mały browar. Mają ładny taras, w pomieszczeniach browaru w piwnicy też można posiedzieć. Warto takie inicjatywy popierać, chociaż nad piwem i obsługą (nikt się nie interesuje przez pół godziny) muszą popracować. Kuchni nie próbowałem. Powodzenia!