Restauracja Mama Thai jest małym lokalem typu street food w Gdańsku Wrzeszczu przy ulicy Jesionowej 17, niedaleko Galerii Bałtyckiej. Znalazłem ją podczas spaceru, ponieważ menu jest wystawione na zewnątrz (a restauracja była zamknięta) mogłem ocenić, że dania nie są przypadkową, azjatycką mieszanką, ale prezentują spójną, tajską całość. Odwiedziłem ten lokal już 3 razy i zamierzam przetestować jeszcze inne pozycje. Sprzedają również na wynos, także przez popularne platformy do zamawiania jedzenia.
Jak jest w środku ?
Lokal jest mały, ok 16-18 miejsc, ale to nie miejsce na wyprawianie urodzin, albo długie posiadówki. Jest czysto, przyjemne kolory, dość wygodne krzesła. Załoga jest skromna, więc nie obsłużyłaby dużej sali. Obsługuje miła pani (która pochodzi z Nepalu),a gotuje chyba jeden pan. Pani nie posługuje się polskim, ale menu jest po polsku; po angielsku można spokojnie się dogadać. Aha… przy drugiej wizycie pani cię rozpozna 🙂 – takie osobiste traktowanie.

Zupa Tom yam talay
Trochę inna wersja zupy Tom, ale naprawdę smaczna. Zaznaczona w menu jako ostra, ale na mój gust w sam raz – dostrojona do europejskiej wrażliwości. Pełna zapachu i smaku, z trzema dużymi krewetkami, świetnie zbalansowane wszystkie smaki. Na wszelki wypadek zamówiłem mango lassi, ale gaszenie pożaru nie było konieczne. Mango lassi idealnie gładkie i przepyszne !

Kurczak Pad priew wai gan
Solidna porcja kurczaka, smażonego w panierce skrobiowej. Tak jak w przypadku zupy – świetny balans smaków – słodki, pikantny i kwaśny dają głębokie przeżycie :).

Pad thai z kurczakiem
Za drugim razem chciałem spróbować kalmary, ale akurat nie było, więc zamówiłem pad thai (który i tak zamierzałem spróbować) – w wersji z kurczakiem. To wydaje się prostym daniem, ale tak nie jest, sekret tkwi w sosie i odpowiednim doprawieniu. Tu zostało podane z orzeszkami obok (chyba ze względu na alergeny) i kawałkiem limonki (jak dla mnie nieco za małym). Całkiem dobry pad thai, chociaż inne dania smakowały mi lepiej. Niedawno jadłem dużo gorszego (w restauracyjce NOM przy Szymanowskiego), ale do tego najlepszego, którego kiedyś jadłem w dowozie,w Warszawie – sporo mu brakuje.

Sakiewki Thong thong
Ostatnia wizyta przypadła w dniu, kiedy na dworze było 26 stopni, więc nie miałem ochoty na zupę lub duże dania. Zamówiłem tę przystawkę i sałatkę.
Po pierwsze – to danie jest piękne. Starannie zawinięte sakiewki z ciasta filo, przewiązane szczypiorkiem, wspaniale chrupiące. W środku aromatyczna wieprzowina i ziarna kukurydzy. Wieprzowina była surowa, więc przy smażeniu puściła sok. Symfonia dla zmysłów. Dołączony sos śliwkowy – niekoniecznie. To znaczy smak śliwki dobrze pasuje, ale dla mnie był za słodki.

Sałatka z papai Som tam
Słynny klasyk. Jadłem to chyba drugi raz w życiu, ale pierwszy był tak dawno,że nie pamiętam jak smakowała.
Zielona papaja – jak się okazało – nie ma jakiegoś specyficznego smaku. W ogóle nie przypomina dojrzałej, jest w pewnym sensie wypełniaczem. O smaku decyduje sos, warzywa w zasadzie – to tylko chrupkość. I tutaj okazał się kunszt kucharza. Proporcja pomiędzy kwaśnym i słonym była bardzo dobra, ilości tych smaków – idealne. Ten sos łatwo „przegrzać” – zrobić go zbyt kwaśnym lub zbyt słonym, wtedy sałatka traci sens, jemy tylko sos. W Mama Thai wiedzą jak to się robi…

























































