Restauracja Panorama, Hotel Park – Poznań, ul. Baraniaka 77

Ta restauracja już dawno zwróciła moja uwagę za pomocą sprytnego banneru głoszącego,że podają tam golonkę pieczoną 30 godzin. Poza tym karta jest też dość interesująca, a na dodatek restauracja ładnie położona nad jeziorem. Na pewno kuchnia z ambicjami.

Dziś było wyjątkowo przyjemnie, ponieważ jest tam klimatyzacja, a na dworze było akurat 36 stopni. Pod wieczór można było się przesiąść na taras, gdzie pewne oznaki wiatru sprawiały miłą atmosferę. Z dodatkowych atrakcji (a może „atrakcji”) można dodać towarzystwo grupy amerykańskich wioślarek o średnich gabarytach 185 cm…

Ale do rzeczy….

Obsługa

W zasadzie nie mam zastrzeżeń, może oprócz tego że nie podano nam karty win,a jak już podano to nikt się nami nie interesował Ale trzeba przyznać,że na lekki znak natychmiast był przy nas kelner.

Danie główne

Przy tej temperaturze było nas stać tylko na główne i deser. Rzeczona golonka pieczona przez 30 godzin (38 zł). Na szczęście nie trzeba tego dania 2 dni wcześniej zamawiać. Przybyło na nasz stół jakieś 25-30 min od zamówienia. Wniosek z tego,że jak się jest głodnym dobrze zamówić przystawki. Czekadełek lokal nie oferuje.

Golonka jest położona na warstwie duszonej kapusty, do tego mały ramekin z puree z grochu, sos z pieczenia (o konsystencji bulionu), chrzan i musztarda. Trzeba przyznać,że wygląda zabójczo apetycznie, jest też ładnie podana.

Golonka jest peklowana, mięciutka,wręcz rozpadająca się. A w smaku … hm.. całkiem normalna pieczona golonka, bez jakiejś wyraźnej nuty smakowej, wrażenia optyczne są o klasę wyżej.Moim zdaniem – nie warto.

Kapustka pyszna, musztarda dobra, puree z grochu (swoją droga ciekawa koncepcja) całkiem dobre.

Deser

Mus truskawkowy z lodem waniliowym. W taki upał wymarzony – przetarte truskawki z cukrem, ozdobione śmietaną, gałka lodów waniliowych posypana pistacjami, świeża mięta. Bardzo ładnie podane i smaczne.

Do tego mieliśmy bardzo dobrą valpolicelle – z wyraźną nutką wina owocowego, na końcu trochę wędzony finisz. Naprawdę fajne wino.

Myślę,że lokal warty wypróbowania, chociaż cenowo to trochę wyższa półka.

Łatwa Focaccia

Przepis duńskiego kucharza Carstena Kystera na włoski chlebek w sam raz jako dodatek do letnich sałatek. Wypróbowany przeze mnie w tym tygodniu.

Składniki:

600g mąki pszennej

20g drożdzy

1 1/2 łyżki cukru

1 łyzka soli

2 łyżki oliwy

0,5 l wody zimnej

100g czarnych oliwek bez pestek

gałązka świeżego rozmarynu

gruba morska sól do posypania

Jak to zrobić:

1. Rozpuść drożdze w wodzie razem z cukrem, solą i oliwą

2. Dodawaj powoli mąki ciągle mieszając – ja to zrobiłem w robocie kuchennym, można to zrobić łyżką w misce. Ciasto jest dość rzadkie

3. Płaską blachę do ciasta wyłóż papierem do pieczenia i nasmaruj oliwą, wlej ciasto i rozłóż równomiernie, posyp oliwkami i troche je wciśnij, posyp posiekanymi grubo listkami rozmarynu

4. Wstaw do lodówki na noc (min. 6 godzin), możesz przykryc folią

5. Nagrzej piekarnik do 210 st C. Jak się nagrzeje – wyjmij ciasto, posyp je grubą solą i piecz ok 30  min- powinno dostać ładny, rumiany kolor

Smacznego !

ČESKA HOSPODA – Poznań ul. Żydowska 26/4

Kiedyś przypadkiem przechodząc zauważyłem ten lokal,a że mam sympatię do braci Czechów i ich stylu życia natychmiast wzbudził moją ciekawość. Miałem okazje kilka razy być w różnych lokalach w Pradze,więc ciekaw byłem porównania.

Lokal jest malutki,ale urządzony gustownie, my wybraliśmy ogródek na świeżym powietrzu ze względu na porę roku.

Zostaliśmy sprawnie obsłużeni-od początku do końca, nawet mimo większej ilości gości ,która nagle się pojawiła.

Jak czeskie… to piwo

Na początek o tym,co przybyło jako pierwsze na nasz stół.

Gospoda ma 2 piwa beczkowe- pilzner Staropramen i jagodowe z Cernej Hory. Próbowałem różnych piw z Cernej Hory i mimo chyba dużych ambicji piwowarów na razie nie jest to wielkie przezycie dla podniebienia. Jagodowe kiedyś próbowałem z butelki i nie zalicza się dla mnie do kategorii ‘towary spożywcze’. Wzięliśmy wiec Staropramen, w firmowych kuflach. Jednym zdaniem – ‘łatwo przyszło, łatwo poszło’. Nic do zapamiętania, wolałbym chyba Tyskie… Zatem po kolacji poszliśmy na piwo do Brovarii

Przystawki

Ja chciałem zamówić Utopence. Zrobiłem wywiad czy to może czeskie kiełbaski, ale dowiedziałem się że nie. Poza tym kelnerka była uprzejma wyznać szczerze,że są dopiero zamarynowane, więc może lepiej zamówić „PRETZEL-Dwa bawarskie piwne precle serwowane ze smalczykiem i pastą serową na ostro”. Należą się jej słowa uznania za szczerość i trzymanie jakości potraw.  Precle były ciepłe, pasta i smalczyk przyzwoite, wszystko ładnie podane. Nic dla rozkoszy podniebienia,ale dla zabicia czasu…

Danie główne

Idąc tam nastawiłem się na grillowane żeberka, ale się okazało,że karta w Internecie jest nieaktualna.

Zamówiłem więc „RAGU NA SMETANE-gulasz na śmietanie serwowany z knedlikami i blanszowane warzywa”, mój kolega wziął „VEPROVE STEAKY-wieprzowe polędwiczki w sosie z sera pleśniowego, pieczony ziemniak, blanszowane warzywa”. W zasadzie wyobrażałem to sobie tak: kawałeczki mięsa uduszone, z cebulą, warzywami w intensywnym sosie o smaku wywaru mięsnego,warzyw,przypraw i smietany.  A tymczasem na talerzu…  pojawiły się dwa-trzy plastry uduszonego mięsa i troche sosu, gotowanych warzyw i knedliki w plastrach (takie prawdziwe czeskie). Nie było żłe, ale nie takie,żebym tam wrócił ze względu na potrawy. Mój kolega nie narzekał,więc też pewnie było jadalne.

Jak wspomnę praskie przybytki kulinarne to też mi się zdarzyło jeść coś w tym stylu-ale w takiej gospodzie o socjalistycznym wystroju. Natomiast w dobrej restauracji dania były znakomite. Może jednak celem było stworzenie w Poznaniu własnie gospody. Tyle że trochę zbyt elegancki wystrój i kelnerka nie stawia na tablicy kresek kredą za każde piwo…

W sumie lokal na spotkanie i pogadanie dobry, ale kulinarnie bez podniet.

Karczma BIDA – Garbów pod Lublinem

Wakacyjnych podróży kulinarnych ciąg dalszy.

Wiele (dobrego) słyszałem o tym lokalu i dwa tygodnie temu nareszcie udało mi się tam zawitać.Chata biesiadna znajduje się tuż przed Lublinem na drodze z Warszawy. Ostatnio został otworzony drugi lokal koło Olkusza.

Prawie góralska’

Lokal jest urządzony w stylu karczmy góralskiej, powiedzmy 'prawie góralskiej’. Ale taki brak autentyzmu wcale nie przeszkadza. Z głośników leci muzyka stylizowana na ludową, może być (typu Golec Uorkiestra), moje małe wyrazy współczucia wędrują do personelu, bo po jakimś czasie odkryłem,że zestaw utworów jest niewielki-na ok 20-30 min i się powtarza (’Góralecko…’). Z własnego doświadczenia wiem,że to może zabić.

System zamawiania działa w ten sposób,że zamawia się przy barze, dostaje numerek na stół i potrawy sa donoszone. Całkiem sprawnie i bezbłędnie mimo bardzo dużej sali.

Karta jest duża i w większości polska. Są działy dietetyczny i włoski,ale w mniejszości… W zasadzie nie powinny karczmy odwiedzać osoby na diecie ,bo będą się męczyć… i po co im to…

Smaku kopa piętrowa

Zamówiłem hardcore kaloryczny czyli grillowany boczek na kapuście z grzybami, ziemniaki w łupinach , ogórek kiszony. (sekcja Szef Kuchni Poleca – 25 zł)

Podawane jest to na dosc dużych talerzach – jak w porządnej restauracji tyle,że … normalnie służą one do ozdoby, a tu do podawania. Krótko mówiąc talerz jest wypełniony i to również piętrowo, na wysokość. Porcja jest na dwie średnie osoby.

Ziemniaczki były smakowite- łódeczki usmażone chyba w głębokim tłuszczu, kapusta z grzybami bardzo dobra…. Boczek – dwa wielkie kawałki – może trochę w smaku monotonne. Ogórków kiszonych chyba pół kilo. Dałem radę połowie porcji.

Oszczędzałem się specjalnie,żeby spróbować tutejszej specjalności, zachwalanej mi zresztą przez mojego kolegę. Mam na myśli świeżonkę.

Zamówiłem bez dodatków, bo już i tak by się nie zmieściły. Dostałem talerz z kopą (na oko jakieś pół kilo) smażonego mięsa i cebulki. Na szczęście nie miało to nic wspólnego ze świeżonką z Sielsko-Anielsko. Rozpływający się w ustach smak mięska, mięsnego sosiku i cebulki… z przyczyn fizjologicznych zjadłem może ¼….

Oczywiście o deserze nie było mowy. Piwo standardowe jak na polskie lokale.

Generalnie polecam. Chciałoby się wypróbować wiele pozycji menu, ale jest to niemożliwe, chyba że zjedzie się tam duże grupa i każdy zamówi coś innego

Sielsko Anielsko, Stary Rynek 17, Lublin

Wakacyjny czas nastał.. więc pora na recenzje z innych stron kraju i świata.

Przez ostatni tydzień przebywałem w Lublinie i okolicach. Była to także okazja do gastronomicznej podróży. Stare miasto w Lublinie jest ładne i ma swój klimat. Dla mnie to skrzyżowanie 'cesarsko-królewskiego’ Krakowa z wileńską kresowością.

Miałem ochotę na pewną zmianę w moim jadłospisie,więc poszukiwałem kuchni polskiej, ludowej.Na Rynku trafiłem na restaurację Sielsko-Anielsko. Ładnie napisane menu, przystępne ceny. Wystrój 'w klimacie wiejskim’. Ogródek podzielony na część ciemną i jasną. Imitacja wiejskiej studni. Wchodzę więc.

Zupa

Z powodu panującego upału oraz moich upodobań zamawiam Chłodnik litewski na botwinie.

Wszystko jest podane w fajnych,glinianych naczyniach. Ale mimo bliskości wschodniej granicy ten chłodnik nie słyszał raczej o Litwie. Trzeba przyznać,że godna ilość warzyw była w środku,natomiast w smaku przeważało kwaśne mleko albo jogurt,a obecności buraczków trzeba było się domyślać. Kolor był lekko różowy, a smak nijaki. Na pewno nie buraczkowy, nie zaostrzony szczypiorkiem czy tez dużą ilością koperku. Ale jak się jest głodnym i jest gorąco, a zostało szybko podane… zostało zjedzone.

Na drugie zamówiłem Ozorki Biskupa- specjalność regionalna. Wahałem się między tym,a świeżonką, której.. w sumie nigdy w życiu nie jadłem.

Zanim dane było mi ich skosztować parę innych rzeczy się wydarzyło…

Czekadełko

Najpierw przyszły czekadełka: dwa rodzaje chleba -ciemny i jasny, smalec ze skwarkami, twarożek i ogórki kiszone (wszystko w cenie dania głównego). Taki wiejski standard, wydaje się prosty, pozwala na zapełnienie żołądka przed głównym daniem, co za tym idzie zapewnia sytość konsumenta. Ale… w praktyce nie jest tak prosto. W wypadku tego lokalu był naprawdę dobry chleb żytni, w miarę dobry twarożek, choć jak dla mnie zbyt delikatnie przyprawiony. Ogórków było dużo,ale były bardzo słone, a smalec.. hm… na ile sposobów można go zrobić, z cebulką, z jabłkami, z majerankiem, ze śliwkami… można łyżką jeść. Ale tutaj były po prostu skwarki ze słoniny bez specjalnego smaku. Dzieliłem się nim z wychudłym kotem, który przychodził na żebry.

Danie główne

Potem przyjechało danie główne. Ozorki z ziemniakami smażonymi w maśle z ziołami. Już na pierwszy rzut oka było widać,że coś jest nie tak. Jak dziabnąłem widelcem mięso okazało się mieć konsystencję szynki lub innego mięśnia,ale na pewno nie ozorka. W smaku było nijakie. Ot usmażone mięso, nawet niezbyt popieprzone i posolone. Intuicja mnie nie myliła- dostałem świeżonkę. Przy okazji miałem możliwość spróbowania… niestety z efektem negatywnym. Nie przekreśla to świeżonki jako dania, o czym pisze w innej recenzji.

Trzeba przyznać,że obsługa (inna kelnerka zaczepiona w locie) zachowała się profesjonalnie. Najpierw sprawdziła, co zamówiłem, a potem zaproponowała mi, po pierwsze rabat z powodu błędu oraz że może jednak zostanę przy świeżonce. Po mojej odmowie zamówiła dla mnie ozorki.

Po trzech pozycjach ze średnimi wrażeniami już wiele się nie spodziewałem (dobrze że Warka była chłodna). Ale na koniec spotkało mnie zaskoczenie.

Co prawda smakowicie opisane zmieniaczki okazały się średnie,ale już ozorki i sos grzybowy były przednie. Użycie liczby mnogiej w menu to pewne nadużycie, bo ozorek był jeden, ale smak rekompensował ilość. Ozorek był odpowiedniej miękkości z sosem grzybowo śmietanowym, do którego użyto grzybów leśnych, mimo że nie sezon teraz. Palce lizać.

Podsumowując

cudzoziemca można zaprosić, ale dla nas to dość duża loteria. Ozorki polecam.

Na koniec mała dygresja. W centralnym punkcie Starego Miasta trudno się napić piwa z Lubelskiego Browaru. Trzeba pójść w uliczkę… szkoda. Na ulicy Grodzkiej 15 polecam mały browar. Mają ładny taras, w pomieszczeniach browaru w piwnicy też można posiedzieć. Warto takie inicjatywy popierać, chociaż nad piwem i obsługą (nikt się nie interesuje przez pół godziny) muszą popracować. Kuchni nie próbowałem. Powodzenia!

BROVARIA – Stary Rynek, Poznań

Przyszła pora ,żeby napisać recenzję z jednego z bardziej znanych poznańskich lokali.

BROVARIA

Reprezentacyjne miejsce przy poznańskim Rynku. Tym bardziej miłe dla mnie – pochodzącego z Pomorza – bo z widokiem na Neptuna. Nie tak sławnego jak ten gdański.. kiedyś powiedziałem ,że to Neptun kat. 2, ale to po prostu Neptun Wielkopolski na miarę Warty.

Byłem w tym lokalu już 3 razy. Ma on dwie twarze – restauracja oraz browar.

Chwilę poświęcę temu drugiemu. Jest to jeden z niewielu browarów, w który można posmakować lokalnego piwa. Pomimo tylu lat wolnorynkowej tradycji… Pierwszy raz miałem okazję w Polsce próbować takie piwo we Wrocławiu.

Browar warzy 3 rodzaje piwa – pils, miodowe i pszeniczne mocne. Ja jestem fanem pszenicznego mocnego – nieklarowane, o pięknym zapachu, ekstrakcie i mocy. Światowa klasa . Warto spróbować tez miodowego- lżejsze, o słodkim posmaku. Do tego wszystko podawane w firmowym szkle, które można sobie kupić na pamiątkę, tak samo jak beczułkę piwa- polecam….

Mała dygresja na temat komercyjny – jeśli będziecie w Poznaniu poza sezonem – tzn przed majem i po sierpniu – jakość macie zapewnioną. Niestety w zeszłym roku przekonałem się,ze wraz z nastaniem ciepłej pory, wystawieniem ogródka piwnego spadła drastycznie jakość piwa – po prostu stało się ono wodniste. Na usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że po tegorocznej podwyżce (z 8 na 9 zł za 0,5l) w zeszłym tygodniu pszeniczne spełniało wszelkie standardy

Teraz restauracja…

Warto tam wpaść z obiadem biznesowym ale.. też na mały obiadzik prywatnie.

Kiedyś po spacerze i piwku zamówiłem 'małe co nieco’ – czyli Krem imbirowy z kurczakiem i kawałkami mango. Zacna kombinacja, rozgrzewająca, trochę sycąca, ciekawe zestawienie smaków.

Drugim razem miałem okazje spróbować łososia, generalnie dania rybne są tu godne polecenia.

A teraz ostatnia wizyta…

Stół

Mieliśmy zamówiony stół na 8 osób. Do wyboru w sezonie są 3 opcje – ogródek pod parasolem, sala z widokiem na rynek i sala w browarze. W zależności od charakteru spotkania coś można dobrać. My zdecydowaliśmy się na salę z widokiem na rynek. Jest trochę ciasno. Stoliki są zasadniczo dwuosobowe , zestawiane w większe kompleksy (8 osób to prawie max). Wystrój elegancki, białe serwetki (materiałowe) z wyhaftowanym logo, sztućce, szkło ustawione.

Obsługa na bardzo przyzwoitym poziomie. Pojawiła się kelnerka, która rozdała menu i uprzedziła nas, że może obsłużyć dopiero za kilka minut.. Danie były przynoszone na dużych tacach stawianych na specjalnych, rozstawianych stojakach. Żadnej pomyłki 'kto to zamawiał…’. Może nie tak wyrafinowana jak w Alexandrze, ale na wysokim poziomie.

Jedzenie

Przystawka

Na przystawkę zamówiłem 'Tradycyjny tatar z polędwicy wołowej’. Zmielona polędwica uformowana w słupek (nieco o zmienionym kolorze, utleniona, co nie zakłóciło smaku). Do tego posiekane 2 rodzaje cebuli, ogórki konserwowe, marynowane grzybki, żółtko w małym ramekinie, kapary, smaczna ozdoba z dressingu balsamico. Do tego małe bułeczki, dwa rodzaje masła wyciśnięte ze szprycy.

Na przeciwko widziałem carpaccio wołowe z dodatkami, ładnie skomponowane z 'niedbale’ rzuconymi na półmisek grissini.

Warto wspomnieć,że WSZYSTKIE DANIA są ładnie zaaranżowane, z dbałością. Zupa krem składająca się z żółtawej i zielonej części była ozdobnie połączona na powierzchni wzorem w 'lecące mewy’

Danie główne

Skusiłem się na 'golonkę pieczoną w piwie Brovaria, z kapustą zasmażaną na puree ziemniaczanym’. Puree podano w osobne miseczce wyciśnięte ze szprycy. Poprawne,ale nie zachwycające. Golonka wyglądała pięknie. Rumiana, położona na duszonej kapuście, w osobnych naczyniach musztarda i chrzan. Kompania w sam raz do piwa. Przy okazji mała dygresja – gdybyście chcieli się napić eleganckiego wina… to karta win czerwonych ogranicza się do jednej pozycji w butelce 0,25l… prawdopodobnie jadalnej. Ale to lokal piwny – więc nie można mieć pretensji.

Wracając do golonki. Ten apetyczny wygląd ma smak… bardzo zwykły. Jest peklowana, dobrze upieczona, ale… wygląd odbiega mocno od smaku. Kapusta jest smaczna. Nie jest niezwykła,ale smaczna. Dodatki… musztarda ostra, chociaż jadłem lepsze (to akurat warto dobrać, bo to niedrogi dodatek). Chrzan… hm… ostro-octowy wskazujący na przemysłową komercję… a przecież w okolicy jest np. przepyszny chrzan nadwarciański, który mogę jeść łyżkami… Poza tym można go mieszać, łamać miodem, podawać w formie wiórków….. Dla takiego reprezentacyjnego lokalu warto poszukać dobrych dodatków…

Muszę się kiedyś wybrać do Hotelu Park na golonkę pieczoną przez 30 godzin…

Deser

Tu nie będzie elaboratu. Wszyscy byli tak najedzeni,że zamówiliśmy tylko kawę. Ja espresso, ale przyznaję,że warstwowa latte wyglądała u mojego sąsiada imponująco.

Zainteresowały mnie lody z sosem piwnym… ale to następnym razem. Kiedyś sam robiłem lody z dodatkiem piwnej brzeczki

Reasumując

Bardzo dobrze położony lokal, fajne miejsce na spotkanie -zarówno zawodowe, jak i prywatne (może tez w części pubowej…). Menu przygotowane ze starannością, chociaż co do smaku to pewna loteria. Nie ma rzeczy niesmacznych. Są albo zwykłe, albo dobre. Do tego duża staranność w podaniu i dobra w wystroju. Pomimo niejakiej szczupłości miejsca i co za tym idzie niewielkiej intymności fajne miejsce. No i to w końcu browar…. więc trzeba się napić świeżego piwa, a to nieczęsta okazja…

Rullepølse czyli kiełbasa rolowana

Duński przepis na popularna wędlinę – do wykonania w domu. Niedawno wypróbowany przeze mnie.

Składniki:

wędlina:

  • płat surowego boczku ok 2 – 2,5 kg
  • 2 łyżeczki pieprzu
  • 2 łyżeczki goździków
  • 1 łyżeczka nasion kolendry
  • 2 łyżeczki soli
  • 5 posiekanych drobno cebul
  • 2 łyżeczki ziela angielskiego
  • 1 łyżeczka gałki muszkatołowej
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku

marynata:

  • 5 l wody
  • 100g cukru brązowego
  • 20 gożdzików
  • 500g soli (w przepisie było 800,ale było za słone)
  • 20 ziaren ziela angielskiego
  • 10 lisci laurowych

zalewa do parzenia:

  • woda
  • cebula
  • 3 goździki
  • 10 ziaren pieprzu
  • tymianek
  • liść laurowy
  • pietruszka

Jak to zrobić?

Boczek nalezy przyciąć w prostokątny kształt i naciąć kieszonki na przyprawy. Cebule posiekac (mozna w blenderze). Wszystkie przyprawy utłuc w moździerzu. Wymieszac cebule i przyprawy i rozsmarowac po płacie boczku, upchac w kieszonki. Boczek zrolowac i zwiazac odpowiednim sznurkiem (nadajacym sie do obrobki termicznej). Włożyc do marynaty w chłodne miejsce na 6-8 dni. Potem parzyc w ok 90 stopniach przez 2 godziny w zalewie. wyjść, położyc na płaskim i obciążyc deską z jakims ciężarem, Schłodzić.

Smacznego!

Bigos staropolski

Przepis na bigos jest niby prosty. Ale każdy kucharz ma swój gust. Pod tą samą nazwą można znaleźć diametralnie różne smaki.

Poniższy jest zatem według mojego upodobania oraz wskazań Kapituły Polskiego Smaku,a jego zrobienie zajmie prawie tydzien…

Składniki:

– kapusta kiszona (ja użyłem niemieckiej na białym winie), mozna dodac świeżą,ale ja lubie czad 😉

– różne wędliny (ja dałem kiełbasę 'wiejską’, jałowcową, z dzika, troche obgotowanego wedzonego boczku, wedzone zeberka obrane

– można dać obsmażone mięso pokrojone w kostki np wołowe, drobiowe, dziczyznę, słoninę

– cebula

– grzyby suszone, suszone sliwki , świeże jabłka,

– przyprawy: ziele angielskie, listek laurowy, całe ziarenka pieprzu, kminek, jałowiec, majeranek

– czerwone wino, koncentrat pomidorowy , miód

Jak to zrobić ?

1. Podsmażyc na oleju mięso, wędliny i cebule pokrojoną w piórka

2. Dodać pokrojona kapustę i czerwone wino wytrawne (na 4 litry bigosu jakies 1/2 – 3/4 butelki)

3. Dodać przyprawy i dusić

4. Grzyby ugotowac i pokroic, dodac do bigosu, wywarem z grzybow podlewac duszący sie bigos

5. Dodać śliwki, poddusic

6. Nastepnego dnia dodac koncentrat pomidorowy, poddusic, wystudzic

7. Następnego dnia poddusić, dodać tyle miodu żeby złamać kwas kapusty (ale nie moze bigos smakować miodem)

8. Ja dusiłem bigos 1- 2 razy dziennie przez 5 dni, zagotowałem, troche poddusiłem. Trzeba go podlewac- mozna wywarem z zeberek, bulionem, wodą, winem, niektorzy twierdza ,że dobrze jak sie troszke przypali (a ma do tego skłonności)

Smacznego !

PS. zdjęcie… bigos trudno atrakcyjnie sfotografować….

bigosik

Restauracja Alexander,Poznań, ul. Ogrodowa 10

www.alexander.poznan.pl

W tym tygodniu miałem okazję wybrać się na spotkanie do restauracji Alexander. Tym razem lokal mogłem wybrać sam. 🙂 Gdzieś mi w oko wpadła recenzja tej restauracji i zapadła w pamięć.

Miałem okazję…. więc się wybrałem.. i nie żałuję.Aktualizacja 2019 : restauracja jest zlikwidowana, w tym miejscu znajduje sie inny lokal

Do restauracji dość łatwo trafić, trochę trudniej zaparkować. Ja na szczęście przybyłem tramwajem. Ale dla desperatów jest parking w Starym Browarze, restauracja jest bardzo niedaleko wyjścia od strony ul. Ratajczaka -czyli od strony Multikina. Kelner zapewniał,że można parkować na chodniku przed restauracją…

AKTUALIZACJA 06.2015: restauracja już niestety nie istnieje.

Miejsce

Niby parter w kamienicy…

Środek urządzony .. powiedzmy śródziemnomorski. Może trochę mało było oryginalnych szczegółów, ale koncepcja i elegancja zachowana. Ściany w stylu weneckich kamienic, trójwymiarowa faktura. Sympatyczne drobiazgi w postaci włożonych na parapety okienne ceramicznych gołąbków..

Stoły, krzesła, nakryte nienagannie. Klasa.

Nie nadaje się na spotkanie z kolegami przy piwie….

Obsługa

Oprócz dań, kuchni tu należy się najdłuższy i najgorętszy akapit. Dawno i nigdzie się nie spotkałem z obsługa na tak wysokim poziomie. Nie wiem,czy gdzieś w Poznaniu można tego doświadczyć.

Fakt – jak przybyłem na miejsce o godz 19 – byłem jedynym gościem. Potem przez cały wieczór było 9 osób… ale to nie McDonalds

Przywitał mnie kelner, który jednocześnie pełnił rolę szatniarza, szacowny, kulturalny pan w moim wieku ;). Mimo,że nie miałem rezerwacji był pełen serwis. Ponieważ oczekiwałem na resztę gości zaproponował mi aperitif… Nie skorzystałem

W czasie kolacji obsługa była.. idealna. Czuwająca, dyskretna. Kiedy trzeba było przyjęła zamówienia i dostosowała zestaw sztućców, kiedy rozmawialiśmy nie podchodziła z pytaniem co jeszcze…

Ujęło mnie to,że sztućce i potrawy były podawane w białych rękawiczkach… może akurat nie chcemy ich bakterii na widelcu…

Brakuje mi słów… Europejska KLASA !

Nie ma obawy,aby zaprosić Twoich biznesowych gości z Berlina czy Rzymu…

Jedzenie

Tak w ogóle… pełen asortyment…

Czekadełko

Oliwki kalamata w rynience (moje ulubione), do tego szpadki. Gorące babeczki-ziołowe, razowe… i masło plus masło ziołowe…

Godne…

Przystawka

Świeże małże Św. Jakuba, pieczone bataty,lekka sałatka i trufle

Na okrągłym talerzu, 3 małże i 3 krążki batata, polane pomarańczowym sosem -zgęszczanym puree z batata, płatki czarnych trufli,ozdobione łezkami oliwy truflowej, trochę mieszanej sałaty z vinegret

Symetrycznie ułożone na planie okręgu, ładna kompozycja pomarańczu i brązu, przyprawiona zielenią i purpurą sałatki

Małże grillowane akuratnie, batat także, lekka przekąska, delikatna, pozwalająca na konwersację pomiędzy kęsami…

Międzyczas

Według najlepszych wzorców należy się czekadełko pomiędzy przystawką przed daniem głównym.

Bez zamawiania podano nam w kieliszeczkach likierowych kulka sorbetu w likieru anyżkowym. Merci beaucoup !

Danie główne

Nowozelandzki comber jagnięcy, terrine z grillowanych warzy, kawior z bakłażana z sosem aromatyzowanym czosnkiem i bakłażanem

Cztery żeberka jagnięce, pocięte po dwa, skrzyżowane ze sobą. ,w futrzastej panierce, zredukowany sos pieczeniowy (boski!) . Okrągła piramidka z pieczonych warzyw: burak, pomidor, i inne towarzystwo…

Do tego osobno: pieczone łódeczki ziemniaków i marchewki oraz mieszane sałaty Lollo z vinegret i pomidorkami koktajlowymi ( w połówkach rzecz jasna… sam pamiętam jak cholera mnie brała jak to któryś raz z rzędu dziennie musiałem pokroić.. do tabouleh). Dodatki zostały zamówione przez kelnera domyślnie, w daniu tego nie było, ale nie trzeba było się dopominać,żeby się pojawiło na stole-miseczka na dwie osoby.

Mięsko różowe w środku,ale nie gumowe. Całość estetyczna… niestety ze względu na charakter spotkania nie mogłem zrobić zdjęcia…

Dania mojego towarzystwa-np łosoś też były podane apetycznie.

Mała ,ale istotna uwagą w kierunku kuchni… sałata w tym wypadku nie była dopłukana…. Lollo nie jest tak prosto dopłukać,ale można

Do tego nie zdecydowaliśmy się na masakrę w postaci wina, ponieważ większość była kierowcami (chyba zaczyna się od 160 zł za butelkę). Ale ja zamówiłem Budweisera. Chłodny, aromatyczny, bez przesadnej zawartości alkoholu, podawany w odpowiednim czasie, zamawiany dyskretnie. Jeszcze raz oklaski dla obsługi.

Z deseru nie skorzystaliśmy – tylko latte podane w wysokich szklankach, w trzema warstwami mleka i kawy…. majstersztyk!

To wyrafinowane przeżycie kulinarno-reasturacyjne. Nie spodziewaj się palącego chilli czy curry,czy pianki z ostryg z kuchni molekularnej…

Ale to solidna kuchnia, z klasą. Do tego obsługa na poziomie kuchni.. nie zawsze się to zdarza.

Strzał w ciemno, jeśli masz kolację biznesową, albo… kolację z ukochaną…

Restauracja The Mexican, Poznań, ul. Kramarska 19

www.mexican.pl

Ponieważ to moja pierwsza recenzja na tym blogu to będzie wstęp…

Mam mieszane wrażenia co do recenzji restauracji. Dlatego,że byłem 'po drugiej stronie barykady’. Jeden z moich szefów – Per Brun w Kopenhadze – który całe życie spędził nad kuchennym blatem -w tym prowadząc znaną restaurację 'Prins Ferdinand’ w den Gamle By – nienawidził takich recenzji. Bo jak ktoś, kto przychodzi w dowolnie wybranym dniu, zamawia przypadkowe potrawy z karty może mieć pojęcie o całym potencjale i kunszcie. Oczywiście kuchnia na wysokim poziomie daje równy poziom na talerzu niezależnie od dnia. Ale de gustibus…

Spotkałem się już z kuchnią, w której jedno danie było… hm średnie, a drugie… zachwycające.

Trochę podobnie jest w przypadku The Mexican. Wybrałem się tam na spotkanie służbowe. Wyboru lokalu dokonał mój kolega 😉 Poznaniak…

Najpierw o lokalu, bo to część doznań kulinarnych…

Miejsce

Fajne miejsce, cichy zaułek przy Rynku. Urządzone 'stylowo’ , nie byłem w Meksyku, więc nie wiem jak bardzo stylowo. Ale stwarza pewien klimat… Może momentami trochę tandetny,ale swoisty. My siedzieliśmy w takiej wydzielonej loży przy okrągłym stole-troche prywatności…

może trochę za bardzo prywatności – przestrzeń miedzy krzesłami,a ścianą była tak mała,że trudno było przejść.

Na pewno oryginalnym elementem był gipsowy (?) kaktus na środku stołu oraz monitor zwisający nad stołem wyświetlający rachunek za piwo… Na początku nie mogliśmy się zorientować o co w tym chodzi… (trochę przypominało kręgielnię). Po dokładnej lekturze chaotycznego (jesteś w Meksyku Gringo!) menu odkryłem,że kaktus to 3 nalewaki do piwa )pod stołem prawdopodobnie beczka), a ten monitor pokazuje bieżące zużycie…

Ludzie ! Genialna koncepcja ! Zerowy czas oczekiwania na obsługę.

Goście sami sobie nalewają, nie trzeba latać , nie trzeba myć szkła….

Aleee. Aleee.. jak to w skeczu popularnego kabaretu…. Kelner oświadczył,że z tego można korzystać jeśli się wypije 3 litry piwa. Było nas 7 osób, po niedługim czasie warunek spełniliśmy, ale mimo to nie dane nam było skorzystać z tego dobrodziejstwa. Nie czuje się dyskryminowany, bo na monitorze widoczne były wszystkie stoliki i wszystkie miały zero na rachunku…

Coś nie bardzo ten pomysł wypalił.. ?

Obsługa

Kelner opiekuje się i zagląda…w miarę często. Przy intensywnej konsumpcji trzebaby go raczej szukać. W sumie nie było źle – w naszym wypadku – bo dużo rozmawialiśmy. Co ciekawe… kelner (chyba Adam) jak skończył swoją zmianę przekazał nas kelnerce (pięknie !) ale poprosił o uregulowanie rachunku! Hm…. nie spotkałem się z czymś takim jeszcze nigdzie na świecie.

Akurat u nas się zbiegło z końcem konsumpcji… Ale gdyby nie to trochę… dziwnie

Jedzenie

Do rzeczy… czyli jedzenie !

Piwo Żywiec i Heineken, przezroczyste. Nie warto wspominać. Ostatniego kufla nie dopiłem.

Trzeba przyznać,że porcje są imponujące. Czas przygotowania znośny.

Moi koledzy zamówili różne dania, generalnie .. na średni polski język – potrawy średnio pikantne były bardzo pikantne.

Ja zamówiłem zupę rybną (próżno szukać w menu w internecie). Wszystko podane jest w oryginalnych naczyniach. Z grubej gliny czy też ceramiki, bardzo ładnych. Nie wiem czy da się je wysterylizować zgodnie z wymaganiami sanepidu,ale zakładam ze tak.

Moja zupa była z owocami morza i warzywami. Na pewno 2 omułki, parę krewetek i małży. Co do smaku… można zjeść, ale ani nie było czuć bulionu rybnego,ani krewetkowego, ani też tego charakterystycznego morskiego posmaku.

Na drugie wziąłem golonkę. Wyluzowaną, w zestawie z opiekanymi ziemniakami, dipem, Coleslaw i hm… nazwijmy to meksykańską mieszanką warzywną

Ziemniaczki były dobrze dopieczone, to zawsze smakuje. Goloneczka… super! Dopieczona, różowiutka, troszeczkę tłuszczyku,mięciutka.. palce lizać, może być bez dodatków. Sos/dip trochę pieprzowy, niezbyt pikantny, akuratny. Coleslaw może nie według wzorów w KFC, ale całkiem dobry. Z mieszanką meksykańską było gorzej… prawdopodobnie ugotowana mrożonka zaprawiona na piekielnie. Odstająca ostrością i smakiem od reszty. Skubnąłem może 2 razy…

Ze spokojnym sumieniem polecam to danie, do syta za 29 zł (jeśli dobrze pamiętam)

Goloneczka w mexican

Reasumując – można się wybrać, uważając na ostrość potraw. Bezpieczne miejsce na spotkanie z przyjaciółmi