Gulasz madrycki to danie, które poznałem dzięki moim zainteresowaniom racjami wojskowymi. Jadłem rację Fuerzas Armadas, gdzie daniem głównym był ten gulasz – video możecie obejrzeć klikając tutaj. Smakowało trochę inaczej, było mniej wyrazistsze (jak to często w racjach bywa), za to miało kawałek kaszanki, która się nie rozpadła. Danie jest proste do wykonania, dla każdego.
Oparłem się na przepisie Magdy z Obados na Obiados, ale użyłem ciecierzycy z puszki i dodałem również kaszankę. Można również użyć suchej ciecierzycy przyrządzając ją jak w przepisie Magdy. Efektem jest ciekawe danie, o bogatym smaku, lekko pikantne (moja chorizo nie była bardzo ostra), nie doprawiałem go solą ani pieprzem, bo wystarczyło to, co było w wędlinach. Doprawicie zresztą do swojego smaku.
Gulasz madrycki – mniam !
składniki (na 5-6 osób):
puszka ciecierzycy (400g)
2 liście laurowe
3-4 ziarna ziela angielskiego
pół selera
1 marchewka
1 cebula
2-3 łyżki oliwy z oliwek
300g kiełbasy chorizo (od tego jak będzie pikantne zależy pikantność potrawy)
150g surowego boczku
200g mocno wędzonej szynki
100g kaszanki (można pominąć)
po pół łyżeczki: tymianku, cząbru i majeranku
litr wody
Gulasz madrycki składniki
Gulasz madrycki składniki
Gulasz madrycki składniki
Jak to zrobić?
Rozgrzej piec do 220 stopni, obierz warzywa i pokrój na kawałki, wymieszaj z oliwą i wstaw do pieca. Piecz ok 20 min- aż zaczną się lekko brązowić
warzywa upieczone
Pokrój chorizo, boczek na grube plastry, wrzuć do pustego garnka (bez tłuszczu) i przesmaż trochę, jeśli lekko przywrą to nic nie szkodzi, potem dorzuć pokrojoną w kostkę szynkę i smaż jeszcze 2 minuty
podsmażamy
Wlej wodę, dodaj liść, ziele i zioła, zagotuj, zmniejsz ciepło i gotuj 15 minut
dusimy – na początku brzydko wygląda
Dodaj odcedzoną soczewicę (z tej wody od ciecierzycy możesz robić smaczną piankę lub bezy), upieczone warzywa i kaszankę. Kaszanka się rozgotuje i zagęści całość.
Racja czeska 24h BDP – menu 7 to moja pierwsza przygoda z zestawem naszych południowych sąsiadów. Do tej pory miałem okazję tylko zjeść pojedyncze danie, które było luzem dołączone do przesyłki – nie było jakieś nadzwyczajne. Do dyspozycji miałem dwa menu, wylosowałem numer VII. Przeżyłem miłe zaskoczenie połączone z dawką czeskiego humoru 🙂 – zapraszam na relację.
Racja czeska 24h BDP – menu 7
zawartość:
diabelskie mięso z fasolą
parówki z gulaszem warzwnym
mielonka
tuńczyk w wodzie
mieszanka meksykańska warzyw
miód
dżem truskawkowy
pieczywo chrupkie 2 rodzaje
napój owocowy
napój witaminowy
czekolada
cukier, sól
herbata, kawa
guma do żucia
chusteczki higieniczne, serwetka, torebka na śmieci
Racja czeska 24h BDP – menu 7 – zawartość
śniadanie:
mielonka
pieczywo chrupkie kukurydziane
dżem truskawkowy
kawa
czekolada
Racja czeska 24h BDP – menu 7 – śniadanie
Pieczywo chrupkie jest podobne do polskiego – ma tę zaletę, że jest lekki, przyjemnie chrupie i jest neutralne w smaku. Duża powierzchnia pozwala stosować je jak chleb.
Mielonka z czeskiej racji bardzo przypomina w smaku tyrolską i jest mieszanką mięs: wieprzowego, wołowego i drobiowego – przypadła mi do gustu. Dżem truskawkowy jest hiszpański, może nie smakuje bardzo truskawkami, ale nie jest to słodzony, żelopodobny wyrób – raczej idzie w stronę powidła – naprawdę ciekawy. Czekolada też zasługuje na pochwałę – jest w typie gorzkiej, ma wspaniały zapach i dobry smak.
Kawa jest przyzowita, ma ciekawy smak – po jakimś czasie doszedłem do wniosku, ze pochodzi on prawdopodobnie z domieszki kawy zbożowej.
Kto z Was nie byłby ciekaw jak smakuje Lucyfer…? 🙂 Nie było zapachu siarki i piekielnej ostrości (tego drugiego naprawdę się spodziewałem) – diabelskie mięso to wołowina z fasolą w sosie pomidorowo – warzywnym, lekko tylko pikantna, naprawdę smaczna. Spróbowałem zmieszać tę potrawę z pieczywem, ale odradzam tę kombinację – z sucharami taka kombinacja jest dobra, ale z tym pieczywem nie. Staje sie ono natychmiast gumowe – nie dodaje chrupkości, a trudniej to przeżuć.
Mieszanka warzyw z puszki jest przyzowita, lekko słodka, posiada posmak puszkowego groszku, za którym nie przepadam. Napój witaminowy nie jest zbyt słodki, smaczny, wychodzi z tej torebki litr napoju, który trochę trudno zużyć na raz, ale wypiłem go z przyjemnością na raty. Herbata natomiast jest typową, zwykłą herbatą ekspresową bez smaku.
Racja czeska 24h BDP – menu 7 – obiad
Racja czeska 24h BDP – menu 7 – diabelskie mięso z fasolą
kolacja:
parówki z gulaszem warzywnym
pieczywo chrupkie
tuńczyk w wodzie
napój owocowy
miód
dżem truskawkowy
guma do żucia
herbata/kawa
Racja czeska 24h BDP – menu 7 – kolacja
Danie główne jest mieszanką dwóch składników – parówek i gulaszu warzywnego. Parówki są miękkie i pozbawione smaku, ale te warzywa są bardzo smaczne. Jako całość jest całkiem dobre.
Tuńczyk pochodzi z Hiszpanii i jest dobrej jakości – duże kawałki ryby, nie jest to tania miesaznka sałatkowa. Miód jest smaczny – rzadko ten naturalny produkt bywa zły. Napój jest niezbyt słodki, a co za tym idzie dobry do picia. Na koniec guma do żucia – miękka i miętowa jednocześnie – dobrej jakości.
Racja czeska 24h BDP – menu 7 – kolacja
Racja czeska 24h BDP – menu 7 – parówki z gulaszem warzywnym
Recenzja video w języku angielskim:
Cała racja była naprawdę smaczna, pomijając herbatę. Dania główne spore i dobrze doprawione, napoje niezbyt słodkie i niezbyt sztuczne, świetna czekolada, dobry dżem, miód i dobrej jakości tuńczyk.
Racja armii estońskiej 24 h menu 5 trafiła na mój stół po raz pierwszy. Racje estońskie są dość rzadkie – to mały kraj i mała armia. Zawartość jest dość oryginalna, prawie wszystko pochodzi z Estonii. Są tu 3 posiłki, ale trochę mało dodatków i napojów. Podczas testu przeżyłem kilka zaskoczeń – pozytywnych i negatywnych. Zapraszam na recenzję !
Racja armii estońskiej 24 h menu 5
zawartość:
chleb żytni w puszce
zupa drobiowa z makaronem
ragout z mięsem i warzywami
pasztet wieprzowy
muesli z czekoladą
krakersy pełnoziarniste
czekolada gorzka
cukierki toffi
kawa naturalna
herbata cytrynowa
napój energetyczny malinowy
zabielacz do kawy
cukier, sól, pieprz
akcesoria:
zapałki
woreczek zapinany
chusteczki dezynfekujące
Racja armii estońskiej 24 h menu 5 – zawartość
Racja armii estońskiej 24 h menu 5 – zawartość
Dobór komponentów do posiłków jest dowolny. Ja zestawiłem je następująco:
Racja armii estońskiej 24 h menu 5 -śniadanie
śniadanie:
muesli z czekoladą
kawa
czekolada
napój energetyczny malinowy
Racja armii estońskiej 24 h menu 5 – śniadanie
Muesli (produkcji francuskiej) jest bardzo czekoladowe, całkiem przyzwoite, z kawałkami jabłka, jednak dla mnie za słodkie. Czekolada rewelacyjna – dobrej jakości,z płatkami kukurydzianymi i guaraną – chrupiąca i dodająca energii.
Ciekawa jest kawa – nie spotkałem jeszcze takiej w racji żywnościowej. To woreczek ze zmieloną, naturalną kawą. Smak jest gdzieś pomiędzy kawą instant i parzoną po turecku – całkiem przyjemny. Zabielacz niestety był zbity w kawałki i nie nadawał się do użycia. Napój energetyzujący jest niemiecki i występuje w wielu racjach (Niemcy,Dania, UK itd.) i jest dość smaczny- nie za słodki , w miarę naturalny, chociaż piłem już dużo lepsze z firmy Orifo.
Obiad:
ragout z mięsem wołowym i warzywami
krakersy
toffi
herbata cytrynowa
Racja armii estońskiej 24 h menu 5 – obiad
Ragout było dobre- mięso i warzywa miękkie. W składzie jest brukiew – co się rzadko zdarza w konserwach. Wystarczająco słony, trochę mało pikantny, pieprz niewiele pomógł. Tak naprawdę zielone tabasco z mojej lodówki załatwiło do końca sprawę :).
Krakersy (francuskie) są dość dobre, ale lekko słodkie i właściwie nie pasują do niczego w tej racji. Nie ma tu dodatków typu dżem czy miód, czy chociażby ser.
Herbata jest przyzwoita – tylko lekko wyczuwalny jest aromat cytryny. Toffi są trochę inne niż polskie -w zasadzie to są irysy (podobnie zresztą nazywają się po estońsku) – nie mają karmelowego posmaku, raczej lekko owocowy. Trochę się ciągną, ale nie ma problemu pogryzieniem.
Racja armii estońskiej 24 h menu 5 – obiad
Racja armii estońskiej 24 h menu 5 – ragout z mięsem wołowym i warzywami
kolacja:
zupa z kurczakiem i makaronem
krakersy
chleb żytni
pasztet wieprzowy
toffi
Racja armii estońskiej 24 h menu 5 – kolacja
Zupa była chyba największym zawodem z całej racji – zupełnie bez smaku, nie dało się tego niczym ulepszyć, zasiliła środowisko naturalne. Chleb żytni jest smaczny, wilgotny i miękki. Dobrze do tego pasuje pasztet, który jest bardzo gładki i smarowny. W smaku dominuje wątróbka, ale nie jest zbyt gorzki. Niestety nie zostało nic, co by pasowało do krakersów, ani żaden napój. Można przesunąć napój energetyczny na wieczór – jest jego aż 500 ml.
Racja armii estońskiej 24 h menu 5 – kolacja
Recenzja video w języku angielskim:
Wrażenia z tej racji mam mieszane – trochę mało dodatków, napojów, niektóre składniki jak ragout czy kawa całkiem ciekawe. Racja dostaje stopień:
Racja zimowa USA MCW menu 6 z daniem głównym – chowder z owocami morza to coś, czego byłem bardzo ciekawy ze względu na nietypowe danie główne. Jak się okazało – było warto spróbować. Moją recenzję przeprowadziłem w warunkach terenowych właściwych dla tej racji – czyli zimą. Używałem tylko minimum akcesoriów dodatkowych. Wbrew pozorom jest trochę trudniej – nie wszystko można położyć na śniegu, kawa i danie główne szybko stygną… Zapraszam na recenzję !
Racja zimowa USA MCW menu 6
zawartość:
chowder z owocami morza
krakersy warzywne
migdały podwędzane
mieszanka orzechów i rodzynek
ciastka maślane
napój cytrynowo-limonkowy
akcesoria:
zapałki
guma do żucia
cukier
kawa
zabielacz do kawy
sos Tabasco
papier toaletowy
chusteczka higieniczna wilgotna
W recenzji będzie trochę mniej zdjęć ze względu na warunki terenowe. Przy okazji musiałem skorzystać z papieru toaletowego/serwetki do wytarcia łyżki. Jest to dziwny produkt – jakby pojedyncze warstwy chusteczki higienicznej – bardzo cienkie. Łyżkę można wytrzeć, ale inne zastosowania są dla mnie co najmniej dyskusyjne….
Racja zimowa USA MCW menu 6
przystawki:
Pierwszy raz próbowałem krakersy warzywne – zawierają różne rodzaje papryki, marchew, seler, mają trochę wyraźniejszy smak od zwykłych – naprawdę mi smakowały. Ze względu na wymaganie, aby skłądniki racji nie zamarzały nie ma dżemów, masła orzechowego, sera.
Mieszanka orzechów (ziemne, laskowe, migdały, włoskie) i rodzynek jest smaczna, nie jest solona, co dobrze wpływa na zmniejszenie pragnienia. Pomimo 3 lat od zapakowania nie było śladów starzenia, wewnątrz paczki była torebka z antyoksydantem.
Podwędzane migdały to wyjątkowy specjał – te są solone (ale jest ich mniej) i mają lekki smak wędzonki – gdyby były dostępne w sklepie, na pewno bym je kupował.
Ciasteczka maślane były w stanie mocno połamanym, co jednak nie pogorszyło ich smaku – maślanego, z lekką nutą wanilii, słodkie, na dodatek obłędnie pachnące.
danie główne i napoje:
Chowder to jest w zasadzie zupa, ponieważ nie miałem miarki na wodę dodałem jej „na oko” i wyszedł mi gulasz – być może smak był bardziej intensywny. To jedno z lepszych dań z racji, które miałem okazję próbować. Smak owoców morza był wyraźnie wyczuwalny, do tego śmietanowa gładkość. Nie wymagało doprawiania, jeśli ktoś lubi pikantne to do dyspozycji było Tabasco.
Racja zimowa USA MCW menu 6 – chowder z owocami morza
Jakiś czas temu kawę z takich racji piję z zabielaczem i cukrem, chociaż normalnie nie słodzę i nie lubię zabielacza. W takim zestawie tworzy się rodzaj deserowego napoju, który jest całkiem znośny. Na dworze, jak jest zimno smakuje jeszcze lepiej :).
Koncentrat napoju o smaku cytrynowo-limonkowym to mój ulubiony rodzaj w racjach USA. Nie jest zbyt słodki i nie aż tak sztuczny jak inne. Jak się go pije bezpośrednio z torebki to nie widać nawet tego wściekle zielonego, neonowego koloru 😉
Relacja wideo w języku angielskim (polskie napisy):
To była najlepsza z amerykańskich racji, które do tej pory jadłem, wszystkie elementy mi smakowały, otrzymuje stopień:
Racja rosyjska IRP-P menu 1 to pierwsza racja rosyjska przenaczona na jeden posiłek, którą mam okazję testować, druga czeka w magazynie.. 🙂 . Wyprodukowana przez firmę, która zaczęła działalność niedawno, składa się z elementów, które wystepują w innych racjach, ale czasem producenci są inni. Przyzwoicie zapakowany, nieco lżejszy posiłek, z pełnym wyposażeniem do jego zjedzenia. Zapraszam na recenzję !
Racja rosyjska IRP-P menu 1
zawartość:
gulasz wołowy z ziemniakami
pasztet z warzywami (z zieleniną)
suchary
napój mleczny
napój jabłkowo-jagodowy
powidło jabłkowe
kawa
cukierek owocowy
guma do żucia
sól, pieprz, cukier
akcesoria:
zestaw do podgrzewania posiłków
zapałki wiatroodporne (sztormowe)
chusteczka higieniczna nawilżona
łyżka
serwetki
Racja rosyjska IRP-P menu 1 – zawartość
Racja rosyjska IRP-P menu 1 – zawartość
przystawki:
Jako przystawki są tu suchary – armiejskije galety, powidło jabłkowe (nie wiem czy w języku polski jest liczba pojedyncza tego wyrazu) i pasztet.
Suchary są standardowe, mają neutralny smak, zbliżony do chleba. Niemniej jednak jest to inny producent, niż te, które miałem w racjach 24 godzinnych. Te są twardsze i bardziej suche, jest ich też mniej (6 zamiast 8). Moim zdaniem są gorsze.
Racja rosyjska IRP-P menu 1 – przystawki i napoje
Powidło jabłkowe jest podobne jak w innych racjach rosyjskich i jest to jeden z lepszych produktów spotykanych w racjach. Gęste, ze skoncentrowanym smakiem jabłek, żadnej sztuczności – rzeczywiście powidło, a nie dżem.
Pasztet był naprawdę ciekawy – głównymi składnikami była wieprzowina i wołowina, ale także mózgi wieprzowe. Jak dodatek była natka pietruszki i kopru, co widać jako zielone kawałki. Pasztet miał lekka goryczkę od wątróbki, ale i posmak mięsa – ciekawa odmiana od zwykłych pasztetów.
Racja rosyjska IRP-P menu 1 – pasztet
danie główne:
Danie podgrzałem za pomocą załączonego zestawu- wystarczy jedna tabletka paliwa, a te zapałki bezbłędnie (oczywiście „JEDNĄ ZAPAŁKĄ” 🙂 ) odpalają piecyk. Gulasz zawiera jeden większy kawałek wołwiny, dużo ziemniaków, troszkę marchewki i sos pomidorowy. Jest całkiem smaczny, wystarczająco słony. Zarówno ziemniaki, jak i mięso są bardzo miękkie. Sos pomidorowy nie smakuje bardzo pomidorowo. Takie przeciętne, domowe danie. Jadłem lepsze, jadłem gorsze. Trzeba podkreślić – pozytywnie – że te dania rosyjskie (zobaczycie ich więcej w następnej relacji) są wyprodukowane z minimalna ilością składników i w zasadzie bez konserwantów (w każdym razie nie ma ich na etykiecie). Po dodaniu całej paczuszki pieprzu smak troszkę sie poprawił, ja bym jeszcze chciał trochę więcej pomidora, albo innego kwasku.
Racja rosyjska IRP-P menu 1 – danie główne
napoje i dodatki:
Kawa jest średnio goryczkowa, standardowa rozpuszczalna.
Napój jabłkowo-jagodowy był trochę dziwny – słodkawy, o smaku owocowym, ale nie mogłem tam wyczuć jabłka, dla mnie była za mało kwaśny. Napój mleczny – mimo, że nie jestem fanem gorącego mleka – był naprawdę smaczny – ciepłe mleko z cukrem, wanilia w składzie sie nie przebiła. Był na tyle dobry, że wypiłem cały, pomimo,ze miałem dodać go do kawy.
Cukierek jest typu landrynka, na opakowaniu ma nazwę i rysunek berberysu, ale nie ma składu, więc nie wiem czy jest w składzie – nic nadzwyczajnego – słodko-kwaskowy. Coś, co podejrzewałem, że jest cukierkiem, a potem czekoladką z napisem „dziekuję” okazało się być gumą do żucia. Bardzo dobrą – naprawdę mocny, miętowy smak, jedna z lepszych które znalazłem w racjach.
Podsumwując…
Racja rosyjska w typowymi składnikami – jak na jeden posiłek całkiem wystarczająca. Obdre opakowanie, pełne wyposażenie z zestawem do podgrzewania.
Mocne strony:
fantastyczne powidło jabłkowe
bardzo dobry napój mleczny
ciekawy pasztet z zieleniną
danie główne nienafaszerowane konserwantami
Słabsze strony:
dziwny napój owocowy
suche krakersy
Recenzja video w języku angielskim – z polskimi napisami ! :
Racja armii portugalskiej menu 1 to pierwsza racja portugalska, która miałem okazję spróbować. Racje te są dość trudne do kupienia na międzynarodowym rynku, ale widziałem kilka wersji opakowań. Po degustacji mam mieszane uczucia – z jednej strony było kilka smacznych lub ciekawych elementów, z drugiej strony parę negatywnych zaskoczeń. Zapraszam na relację !
Racja armii portugalskiej menu 1
Racja jest zapakowana w pudełko kartonowe, wielkości mniej więcej niemieckiej EPA, istnieją też inne wersje pakowane w pudełka lub torby foliowe z kamuflażem.
zawartość:
kurczak z groszkiem
gulasz transmontański
pasztet wieprzowy
krakersy słodki i słone
dżem truskawkowy i jabłkowo-śliwkowy
sardynki w oleju
batony muesli z czekoladą
kawa instant
cukier
guma do żucia owocowa
cukierki owocowe
sól
napoje: pomarańczowy i ananasowy
napój izotoniczny pomarańczowy
akcesoria:
zestaw do podgrzewania z tabletkami paliwowymi
tabletki do uzdatniania wody
chusteczki
zestaw sztućców i serwetka
Racja armii portugalskiej menu 1 – zawartość
śniadanie:
Śniadanie jest śródziemnomorskie czyli kawa i coś słodkiego: słodkie krakersy i dżemy, do tego wziąłem napój ananasowy
Racja armii portugalskiej menu 1 – śniadanie
Krakersy są cienkie i chrupiące, smaczne. Dżemy – tu już było gorzej. Dżem truskawkowy był słodki i o nieco dziwnym smaku, gdybym nie widział opakowania to nie zgadłbym z jakich owoców jest zrobiony. Drugi dżem jest nieco zielony – prawdopodobnie zrobiony se śliwek w typie renklody – był bardziej jadalny, ale to zupełnie inna półka niż polskie powidła z węgierek.
Kawa jest całkiem przyzwoita, dość mocna zresztą na śniadanie przeznaczone są obie paczki kawy – można sobie zrobić naprawdę mocną. Z napojem miałem taki sam problem jak z dżemem truskawkowym – miał słodki smak, ale dość nieokreślony. Ta duża torebka przeznaczona jest na 150ml – dla mnie to stanowczo za słodkie.
Do podgrzania gulaszu użyłem załączonego zestawu, mimo, że na dworze było -5 stopni dwie tabletki paliwa dały sobie dobrze radę i po ok 10 minutach danie było ciepłe.
Gulasz to najciekawsza potrawa – prawdopodobnie regionalna – składa się z czerwonej fasoli, kiełbasy, krwistej kiełbasy i kawałków skórek – wszystko bardzo delikatne, dobrze dosolone. Może nieco bez wyrazu, ale smak przyzwoity.
Racja armii portugalskiej menu 1 – gulasz transmontański
Krakersy „słono-wodne” nie są bardzo słone – po prostu dobre, wytrawne ciasteczka. Jest ich bardzo dużo – 125g, do nich spróbowałem pasztet z wątroby wieprzowej -nieco goryczkowy, dużo bardziej mi pasują wschodnioeuropejskie pasztety. Napoju izotonicznego nie jestem w stanie ocenić, bo był częściowo zbrylony i miał problemy z rozpuszczaniem. To, co udało się rozpuścić było bardzo przeciętne. Batonik musli jest dość miękki, ciągnący się, zawiera grudki czekolady, lekko chrupie – był niezły, choć brakowało mi w nim elementu kwaśnego – np. suszonych owoców.
Racja armii portugalskiej menu 1 – obiad
Guma do żucia jest duża i ma owocowy smak taki „dziecięcy” – przypomniało mi się moje dzieciństwo 🙂
Racja armii portugalskiej menu 1 – obiad
Racja armii portugalskiej menu 1 – batonik muesli
kolacja:
kurczak z groszkiem, sardynki w oleju, krakersy, napój pomarańczowy, cukierek, kawa
Racja armii portugalskiej menu 1 – kolacja
Racja armii portugalskiej menu 1 – podgrzewanie
Danie główne – kurczaka – odgrzałem również używając piecyka. Tym razem na dworze było nawet -8, ale to nie przeszkadzało w efektywnym podgrzaniu. W daniu były też kawałki marchewki i sos z zawartością pomidorów. Kawałki kurczaka były miękkie, chociaż niezbyt liczne. Sos nie miał wyraźnego smaku, natomiast całość smakowała jak groszek konserwowy z puszki. Nie jest to smak, za którym przepadam, całość zjadłem, ale po dodaniu trochę keczupu i ostrego sosu.
Racja armii portugalskiej menu 1 – kurczak z groszkiem
Sardynki natomiast były pierwsza klasa – duże, smaczne – w końcu to specjalność portugalska. Cukierek jest owocowy, lekko kwaskowy, ale głównie słodki. Napój pomarańczowy – mimo dodania większej ilości wody – był dość słodki i niezbyt owocowy.
Racja armii UK 12h menu 2 to druga racja z tej armii, którą recenzuję. Zostały one wprowadzone, ponieważ nie chciano wydawać żołnierzom na krótsze misje pełnych, całodobowych racji – takich jak ta. Opakowanie jest prostsze – normalna torebka zamykana, zawartość to pełen ciepły posiłek 300g i trochę dodatków oraz bardzo dużo napojów.
Racja armii UK 12h menu 2
Racja armii UK 12h menu 2 – zawartość
zawartość:
danie główne – kurczak z makaronem i pieczarkami
krakersy pełnoziarniste
ser topiony cheddar
orzeszki ziemne barbecue
sezamki
napoje:
kawa
herbata
napój elektrolityczy wiśniowy
napój cytrynowy i malinowy
cukier, zabielacz
akcesoria:
spork (łyżko-widelec)
tabletki do udatniania wody
guma do żucia
torebki z zamknieciem
ogrzewacz bezpłomieniowy
4 chusteczki dezynfekujące
Przystawki:
Racja armii UK 12h menu 2 – przystawki
Krakersy pełnoziarniste są bardzo dobre – mają neutralny smak i fajną strukturę, w której da się wyczuć otręby. Ser cheddar (prod. USA) jest w miarę smaczny, jedyne moje zastrzeżenie to, że jest za słony. Orzeszki mają otoczkę o smaku barbecue – trochę słone, trochę słodkie, lekko pikantne – fajny przerywnik, do schrupania w wolnej chwili. Deserowe sezamki przypominają w smaku polskie – ja lubię sezamki i te mi też pasowały.
Napoje:
Kawa (Douwe Egberts z Holandii) nie jest zbyt mocna, ale w połączeniu z cukrem i zabielaczem była naprawdę smaczna. Napoje produkcji niemieckiej są moim zdaniem najlepsze ze wszystkich racji. Zdecydowałem się zrobić napój wiśniowy (u dołu zdjęcia) i malinowy. Całkowita objetość rozpuszczonych napojów to ponad 1,2 litra – to było dla mnie za dużo. Napój wiśniowy ma zapach i smak kompotu ze swieżych wiśni – to naprawdę osiągnięcie jak na napój w proszku. Napój malinowy miał także naturalny smak..
Danie główne:
Racja armii UK 12h menu 2 – makaron z kurczakiem i pieczarkami
Ładne kawałki kurczaka i makaron conchiglie, troszkę grzybów, wszystko w śmietanowym sosie. Danie produkcji UK. Było całkiem smaczne, ładnie pachnące, nawet nie wymagało doprawienia (w zestawie nie ma zresztą przypraw). Generalnie całość racji lepsza niż ta z poprzedniej recenzji.
Restauracja Arken („Arka”) znajduje się w Danii, w miejscowości Køge – około 80 km na południe od Kopenhagi. Jest położona wewnątrz mariny, nad samym brzegiem morza. Specjalizuje się w daniach z ryb i owoców morza, chociaż można też zjeść coś z innej półki. Z zewnątrz nie wygląda imponująco – dość podobnie do portowych baraków, jest natomiast czysto i schludnie. Jej jakość nie bierze się z pięknych wnętrz, ale dobrej kuchni. Nie epatuje przy tym podawaniem chrobotka reniferowego i jadalnej ziemi tylko dobrymi składnikami.
Wystrój i obsługa
Wnętrze jest ozdobione elementami nawiązującymi do morza i żeglarstwa. Nie ma tam długich, białych obrusów i pięknych krzeseł. Proste stoliki, drewno, ale czysto i nie jest tandetnie. Nie ma mowy o zakurzonych gadżetach zdobniczych. W środku jest piętro, na które wchodzi się po drewnianych schodach, a w sezonie także stoliki pod namiotem na dworze w otoczeniu zieleni i wielkiej ściany będącej stojakiem na butelki wina.
Obsługa jest sprawna, nasz kelner – młody chłopak -był dobrze poinformowany, odpowiednio czujny i jednoczśnie absolutnie nie zestresowany.
Restauracja Arken, Køge
Zupa rybna z owocami morza i szafranem
Zupa ta występowała w dwóch wersjach – małej i dużej. To, co widać na zdjęciu to wersja mała – miska miała z 15 cm średnicy… ciekaw jestem jaka jest duża.
Już na pierwszy rzut oka widać, że jest to danie pierwszej klasy. Zupa była kremowa, ale o absolutnie gładkiej, aksamitnej konsystencji, na pewno była przecierana. Delikatny smak, wcale nie dominujący rybą, bulionowo-śmietanowy.
To, co znajdowało się w zupie zasługuje na osobne peany – nie było to kilka przypadkowych kawałków z mrożonki „owoce morza”, ale świeże składniki i bardzo różnorodne. Ryba występowała w postaci kawałków białego mięsa o zwartej strukturze, do tego duże krewetki, rak, szczypce kraba. Osobną kategorię stanowiły małże – omułki, mniejsze i bardziej okrągłe, których nazwy nie znam oraz okładniczki, których skorupy dobrze znałem, ale nigdy nie miałem okazji spróbować. Trzeba się trochę przełamać, bo przypominają długiego, grubego robaka… Spodziewałem się, że mogą być gumowe, ale nic z tego.. mięciutkie i pyszne. Wszystkie składniki, bez wyjątku, były wyśmienite.
Do dania podany był odpowiedni zestaw narzędzi – widelczyk do wyciągania mięsa i narzędzie do kruszenia kraba. Absolutnie rzecz, którą trzeba tam spróbować.
Restauracja Arken, Køge- zupa rybna z szafranem
Talerz dnia
W porze lunchu (frokost) w Danii podaje się często zestaw przekąsek – na ciepło i na zimno z pieczywem. Głównym posiłkiem jest kolacja, lunch jest lżejszy i często też jest w postaci kanapek.
Zawartość takiego menu się często zmienia – w zależności od fantazji kucharza i dostępnych sezonowych produktów.
Tutaj się trafiły wędliny (chorizo, salami), pesto bazyliowe, sałatka z łososia, pulled pork zawinięte w ciasto filo, jajko przepiórcze i pulpet (frikadelle) z ogórkami – zwróćcie uwagę na piękne, dekoracyjne plastry kalafiora, który wyglądał jak zrobiony z papieru.
Wszystkie składniki były smaczne, najlepsza sałatka łososiowa, wszystkie surowce bardzo dobrej jakości
Restauracja Arken, Køge – dagens frokostplatte
Łosoś wędzony na ciepło z chrupiąca sałatą
Nazwa oddaje dobre proporcje – gruby kawałek łososia miał ok. 100g, może trochę wiecej. Łosoś jest przygotowywany we własnej wędzarni w restauracji. Ryba to piękny kawałek fileta w przeciwieństwie do skrawków gorszej jakości, które często upycha się do sałatek. Do tego mieszanka świeżych sałat i ziołowy dressing.
Restauracja Arken, Køge – sałatka z wędzonym łososiem
Stjerneskud (czyli spadająca gwiazda)
To 100% duńskiej klasyki. Jest to w zasadzie otwarta kanapka, której podstawowym składnikiem jest smażona flądra, krewetki i sos. Zawsze jest to duże danie – tu było podane na podsmażonej grzance (nie widać na zdjęciu, jest pod spodem), świeżutkie flądry, dobrze usmażone, nie za tłusto. Do tego już wspomniany wczesniej łosoś z restauracyjnej wędzarni i duża garść krewetek koktajlowych. Ja na te krewetki zawsze krzywo patrzę, bo zazwyczaj są gumowe i wodniste, ale… te były po prostu świeże (i na dodatek ręcznie obierane), pelne smaku i zapachu – cudo ! Całość uzupełniona większymi krewetkami, kawiorem, sałatą i marynowaną i świeżą cebulą. Dołączony sos to tysiąca wysp. Jak jeść klasyki – to w takim, luksusowym wydaniu !
Restauracja Arken, Køge – stjerneskud
Creme brulee z lodem i puf
Wzorcowy creme brulee, o idealnej, gładkiej (ale nie żelatynowej) konsystencji, z ziarenkami wanilii, chrupiąca skorupka…. mmm…. Lody są również wytwarzane na miejscu – ten był waniliowy, z dodatkiem czekolady o sosu z kwaskowych owoców leśnych.
A teraz…. puf ! Nie wiem jak to się po polsku nazywa (widać takie żółtawe grudki na talerzu, było też wewnątrz loda) – wynaleziono to w USA i jest to masa cukrowa, w którą pod ciśnieniem wtłacza się dwutlenek węgla. Po wzięciu do ust zaczyna się rozpuszczać i trzeszczeć, strzelać (robić „puf !”). Znajduje się to też w niektórych słodyczach dla dzieci. Bardzo efektowne, chociaż ja myślałem, że oszaleję – czułem wewnątrz czaszki jak mi strzela.
Miałem okazję spróbować również innych lodów i sorbetów, z których pomarańczowy (zawierający również skórkę) był wybitny !
Restauracja Arken, Køge – creme brulee z lodem i puf
Jedzeniu towarzyszą widoki z okna takie jak ten poniżej. Słońce było nisko i część wody miała złoty kolor, a część niebieski… Daleko w tle widać most do Szwecji
Restauracja Arken, Køge – widok z okna o zachodzie słońca
Przed wejściem jeszcze jeden piękny dodatek – część terenu jest wysypana muszlami ostryg, świadczących o powodzeniu tego dania w Arken… Bardzo dobrze pasują kolorem, kształtem, formą do całego otoczenia.
Restauracja Arken, Køge – „dywanik” ze skorup ostryg
Jeśli będziecie w pobliżu to warto tam zajrzeć – to kwintesencja skandynawskiej gastronomii – prostota, miłość do dobrej jakości składników, wysoka technika kuchenna.
W 2018 roku byłem ponownie w tej restauracji na morskiej uczcie „jedz ile możesz” – dla miłośników ryb i owców morza to coś w rodzaju raju, a może raczej Valhalli… Zobaczcie sami:
Poznańskie Targi Piwne 2016 to trzecia edycja tej imprezy, na której byłem. W porównaniu z zeszłym rokiem impreza nabrała rozmachu. W tym roku targi zajmowały większą przestrzeń, nie tylko ze względu na ilość stoisk. Widać też, że organizatorzy wyciągnęli wnioski i zmienili układ sali – pojawiło się dużo więcej ławek i stołów, co dało większy komfort odwiedzającym. Całą imprezę uważam za bardzo udaną. Nowością były stoiska dla browarników – z artykułami i sprzętem do warzenia i rozlewania piwa. Organizatorzy zrezygnowali na dobre z giełdy birofilskiej.
Poznańskie Targi Piwne 2016
Na scenie pojawiały się ciekawe prezentacje, ja trafiłem na Grzegorza Sołtysika i przemyślenia pt. „CZY KAŻDE PIWO MUSI URYWAĆ DUPĘ?”. Pod tym prowokacyjnym, kopyrowym tytułem kryły się niby oczywiste, ale ciekawe obserwacje o tym czy każde piwo smakuje zawsze tak samo i każdemu.
Poznańskie Targi Piwne 2016
W sekcji nie-piwnej pojawiły się ciekawe stoiska – placki, serki, oprócz tego była sekcja jedzeniowa z daniami na ciepło i na zimno
Poznańskie Targi Piwne 2016
Sekcja na zewnątrz była wyposażona dodatkowo w namiot z ławkami i ze stołami. Pogoda nie dopisywała – było naprawdę zimno i niewiele osób zdecydowało się jeść na dworze
sekcja jedzeniowa
sekcja jedzeniowa
Oferta była bogata – od pizzy z pieca opalanego drewnem, przez langosze, różne burgery do hummusu, pity. Przy części stoisk trzeba było czekać nawet pół godziny.
Pitu Pita
Ja zdecydowałem się na pitę z wołowiną, szynką parmeńską, suszonymi pomidorami, sałatą… Była całkiem dobra, chociaż po takim zestawie składników spodziewałem się trochę większej różnorodności smaków.
Same stoiska browarów starały się o atrakcyjną oprawę – tak jak kaszubski browar z Szymbarku, czy „beer-truck” browaru z Pucka (zdjęcie niżej)
Poznańskie Targi Piwne 2016 – Kaszebsko Koruna
Udało mi się spróbować pięciu piw, nie silę się na profesjonalne recenzje.
Pierwsze było Polish Dark Ale z browaru Largus – ciemne, o korzennym , „ziemistym” smaku i niezbyt mocnej goryczce, w zapachu głównie słodowe – dość oryginalne, jak dla mnie trochę mało chmielowe.
Następnym piwem było Złodziejskie z browaru Puck – APA z czerwonym pieprzem. To było zdecydowanie najciekawsze ze wszystkich moich degustacji. Czerwony pieprz był wyczuwalny w zapachu, piwo było lekko kwaśne i bardzo aromatyczne, z zachowaniem goryczki.
browar Spółdzielczy Puck
browar Spółdzielczy Puck
Degustowałem jeszcze piwo z browaru okrętowego, które nie pozostawiło żadnych wrażeń smakowo-zapachowych, nie potrafię go opisać.
browar okrętowy
Spróbowałem jeszcze barley wine z browaru Podgórz – wzorowy smak i aromat, jakiego można się spodziewać po tym stylu. Na koniec jeszcze mała porcja Pszenicznego blond z rabarbarem i truskawką z browaru Maryensztadt. Piwo to zdobyło jedną z nagród w konkursie poprzedniego dnia. Ciekawy zapach pochodził od rabarbaru, natomiast piwo jako całość było dla mnie trochę za mało wyraziste.
Ponieważ na miejscu nie mogłem więcej spróbować kupiłem parę butelek na wynos, które opiszę po spróbowaniu.
Poznańskie Targi piwne edycja 2016 okazały się udaną imprezą – z dużym wyborem piwa i zakąsek. Wyróżniała się dobra organizacja sali i ciekawe stoiska dla browarników, a także darmowe alkomaty. Mam nadzieję, że tegoroczna udana edycja spowoduje jeszcze lepszą za rok. Do zobaczenia !
Racja armii australijskiej (CR1M) jest to zestaw przeznaczony na 24 godziny i jak do tej pory chyba najbogatszy z testowanych (zawiera 39 elementów). Wszystko jest upakowane w ciasną paczkę o wielkości amerykańskiej MRE, tylko grubsze. Takie pakowanie ma pewne konsekwencje, o których poniżej. Dodatkowo na torbie znajduje się ostrzeżenie, że zawiera różne alergeny – krótko mówiąc – dla zdrowych, normalnych żołnierzy.
Znakomita większość elementów jest wyprodukowana w Nowej Zelandii, co było dla mnie dziwne, ale jak mi wyjaśnił kolega z Australii – te dwa kraje są mocno powiązane, a armie korzystają z wzajemnych zasobów.
Zapraszam na recenzję racji armii australijskiej menu G, której zrobienie zajęło mi dwa tygodnie…
Racja armii australijskiej menu G
zawartość:
wołowina w sosie
kurczak po włosku
makaron curry
biszkopty
ser topiony cheddar
ciastko owocowe
gruszki w syropie
batony zbożowe o smaku morelowym
cukierki czekoladowe
czekolada
zupa grochowa z szynką
mleko skondensowane słodzone
marmolada w tubce
ekstrakt drożdżowy
pasta czekoladowa w tubce
suszona wołowina – przekąska
napój czekoladowy
napój izotoniczny – tropikalny
cukierki miętowe
akcesoria:
łyżka
FRED – Field Ration Eating Device – otwieraczo-łyżeczka
zapałki
gąbka do mycia naczyń
torebka z zamknięciem
herbata (torebki)
kawa rozpuszczalna
guma do żucia, bez cukru o smaku limonki i cytryny
sól i pieprz
cukier
keczup
serwetka/papier toaletowy
Racja armii australijskiej menu G – śniadanie
śniadanie:
makaron curry
krakersy
marmolada
ekstrakt drożdżowy
czekolada
kawa
ciastko owocowe
Makaron jest normalną „zupką chińską”, więc poradziłem sobie z przygotowaniem mimo braku instrukcji obsługi. W smaku jest znośny, nie jest pikantny (mimo, że curry), trochę w smaku czuć było starzenie. Krakersy były kompletnie połamane, co jest zrozumiałe przy foliowym opakowaniu tak ciasno upchanym. W smaku w miarę neutralne.
Racja armii australijskiej menu G – śniadanie
Marmolada cytrusowa zamknięta w tubce (chyba jedyna racja, w której widziałem takie opakowanie) jest naprawdę dobra – kwaskowata, odpowiednio słodka. Dodatkiem, przed którym miałem trochę obaw był ekstrakt drożdżowy – pasta, która jest spuścizną po Imperium Brytyjskim. W sklepach można kupić podobny produkt o nazwie Marmite lub Vegemite. To jest coś tak dziwnego i kontrowersyjnego, że albo się to lubi, albo nienawidzi. Kiedyś kupiłem Marmite i wylądowało w koszu. Tu jednak po kawałeczku przekonałem się do smaku i w efekcie zjadłem całe. Przypomina to nieco przyprawę Maggi (która też zawiera ekstrakt drożdżowy), ale nie jest tak słone.
Racja armii australijskiej menu G – krakersy
Czekolada jest bardzo mało czekoladowa (kakao ok 20%) i nie przypadła mi do gustu. Kawa była przyzwoita, a ciastko bardzo oryginalne – miękkie, z kawałkami suszonych owoców i przyprawami w typie piernika. Niezbyt słodkie. Dość smaczne, ale miało jakiś gorzki posmak, może to sprawa starzenia.
Racja armii australijskiej menu G – obiad
obiad:
zupa grochowa z szynką
wołowina w sosie (250g)
baton zbożowy z morelami
cukierki Lifesavers
kawa
napój czekoladowy
Racja armii australijskiej menu G – obiad
Wszystkie elementy obiadu są wyprodukowane w Nowej Zelandii. Zupa jest lekko kremowa, na dnie znajdują się okruszki szynki, na górze grzanki. Jest to chyba najsmaczniejsza zupa w proszku jaką jadłem. Oczywiście jest to tylko zupa w proszku, ale nie zalatuje tak konserwantami i ma w miarę naturalny smak.
Racja armii australijskiej menu G – zupa grochowa
Danie główne – kawałki wołowiny, mięciutkie, nie mielone, w tłustym sosie – takim jak z długiego duszenia. Rewelacja ! Smakuje dosłownie jak domowe, nie potrzeba żadnego przyprawiania – taki uczciwy gulasz wołowy, najlepiej to jeść z krakersami lub chlebem
Racja armii australijskiej menu G – wołowina w sosie
Baton zbożowy w wykonaniu nowozelandzkim to trochę inna koncepcja niż europejska lub amerykańska – rodzaj pełnoziarnistego ciastka z nadzieniem morelowym, całkiem smaczne. Kawa też zasługuje na pochwałę – ma goryczkę, brak dziwnych zapachów.
Racja armii australijskiej menu G – baton zbożowy
Najgorzej wypadł napój czekoladowy – trochę za słodki i trochę za mało mleczny – oraz cukierki – bardzo ładnie wyglądają, są trochę słodkie, ale jaki mają smak… ? Nie potrafię określić, nie są ani owocowe, ani cytrusowe… Istnieje ich wersja miętowa – prawdopodobnie smaczniejsza.
Racja armii australijskiej menu G – cukierki Lifesavers
przekąski:
napój izotoniczny – tropikalny
suszona wołowina
cukierki czekoladowe
Racja armii australijskiej menu G – przekąski
Racja armii australijskiej menu G – przekąski
Ze względu na dużą ilość elementów zdecydowałem się dodać dodatkowy posiłek. Suszona wołowina mnie pozytywnie zaskoczyła – przede wszystkim dlatego, że była mielona i nie trzeba było sobie wyłamywać zębów, ani jej rozmiękczać. Smaczny był tez dodatek pieprzu, natomiast zaskakujące było to, że była… słodzona. Ten dodatek można było sobie darować.
Cukierki to typowe czekoladowe draże w stylu M&M, trochę już widać było po nich upływ czasu, ale dały się zjeść. Napój izotoniczny jest słodszy niż wersje europejskie, ale całkiem przyjemny. Ta torebka wystarczy na zrobienie litra napoju.
kolacja:
kurczak po włosku (250g)
krakersy słodkie
gruszki w syropie
past czekoladowa
ser topiony cheddar
keczup, sól, pieprz
guma do żucia cytrynowo-limonkowa
Racja armii australijskiej menu G – kolacja
Słodkie krakersy są naprawdę dość słodkie, dobrze pasują z pastą czekoladową (australijską), ale trochę gorzej z cheddarem (też z Australii), który sam w sobie jest dobry.
Racja armii australijskiej menu G – kolacja
Danie główne (Nowa Zelandia) jest wyśmienite – są kawałki pomidorów (29%), kurczaka (25%) i makaronu, doprawione ziołami włoskimi – pyszne ! Można trochę posolić i popieprzyć, ale niekoniecznie. Danie również jest zapakowane (tak jak wołowina) w torebkę, która ma rozkładane dno i może samodzielnie stać. Szkoda, że wszystkie racje tego nie stosują – proste i praktyczne.
Racja armii australijskiej menu G – kurczak po włosku
Gruszki w syropie są smaczne, nie za miękkie, nie za twarde, nie są też zbyt słodkie. Przy okazji cheddara i gruszek wypróbowałem FREDa jako otwieracz – rewelacja! – bardzo ostry i otworzenie puszek zajęło kilkanaście sekund.
Racja armii australijskiej menu G – gruszki w syropie
Na koniec spróbowałem gumy o smaku, który trudno u nas kupić – może niezbyt odświeżająca, ale całkiem smaczna – lekko kwaśna, nie za słodka.
Podsumowując – to jedna z ciekawszych racji, jakie miałem, zawiera bardzo dużo elementów, w tym ciekawych akcesoriów. Dania główne są wyjątkowo smaczne.