Restauracja Hamsa Israeli Ristobar, Kraków, Szeroka 2

Ciekawy lokal w centrum krakowskego Kazimierza. Kuchnia izraelska to nie znaczy tradycyjna żydowska, ale myślę, że tam pasuje. Dania raczej bliskowschodnie, ale tak naprawdę jeśli nie jest się ortodoksem to te wpływy arabskie, tureckie, śródziemnomorskie się mieszają i myślę,że w Izraelu można znaleźć takie smaki. Niestety nie mogłem posmakowac pełnej palety dań, a poniewaz był to 11 listopada pojawiła się w karcie równiez gęsina. Tak swoją droga na Szerokiej (czyli w centrum Kazimierza) jest też restauracja indyjska…

Kuchnia jest realizacją nazwy i symbolu tej restauracji czyli Hamsy – łączy ze sobą tradycje ludów zamieszkujących ten region świata:

HAMSA / KHAMSA / HAMESZ

to potęga ochrony. Podniesiona ręka powstrzymuje zło.
Otwarta dłoń uosabia szczerość i błogosławieństwo,
a oko jest jednym z najmocniejszych „strzegących” symboli.

Muzułmanie nazywają ten symbol Khamsa (Hamsa).
Ma on odpędzać złe moce spersonifikowane w tzw. „złym spojrzeniu”.
W kulturze żydowskiej to Dłoń Hamesz.

https://www.facebook.com/hamsarestobar

Hamsa - klimatyczne wejście

Hamsa – klimatyczne wejście

Wystrój i obsługa

Proste meble, jasne ściany z fotografiami z tamtych stron. Do tego ładne abażury w biało-niebieskich wzorach. Miło sie tam przebywa. Zastawa prosta, ale estetyczna. Towarzyszy muzyka z regionu. Obsługa sprawna, zorientowana w zawartości menu i składnikach potraw.

Hamsa - wewnątrz

Hamsa – wewnątrz

Przystawka/czekadełko

Jako czekadełko dostałem kilka kąsków chleba przypominającego tortillę w towarzystwie warzywnego gulaszu. Gulasz zawierał dynie, pomidory i inne warzywa, przyprawiony był kuminem, średnio pikantnie. Pod względem intensywności smaku był to najmocniejszy punkt mojego pobytu, więc wylizałem miseczkę 🙂

Przystawka

Przystawka

Na przystawkę zamówiłem Hummus z Akko (hummus z dodatkiem prażonych orzechów pinii i świeżego granatu) -14,10 zł. Spodziewałem się niezwykłych dodatków, ale pinia i granat były tylko posypaną ozdobą. Jest to hummus ortodoskyjny, w czystej postaci tzn. bez dodatków smakowych typu czosnek, chilli, kumin itp. Wyraźnie wyczuwalna jest tahina, więc jesli macie ochotę na sezamowy posmak to zapraszam. Jeśli nigdy nie jedliscie  hummusu to warto zapoznać się w tej wersji, chociaż wariacji jest mnóstwo (jak np. ta: Hummus). Do tego można wybrać różne pieczywo – pitę, ów naleśnikowaty chleb oraz bułkę z ziołami i oliwą, którą ja zamówiłem. Bułka jest ciepła, świeża, dodatki nie sprawiają wiekszego wrażenia smakowego. Należy podkreślić, że wszystkie rodzaje pieczywa są robione na miejscu.

Hummus z Akko

Hummus z Akko

Zupa

Jako zupę wybrałem Izraelską zupę pomidorową z zieloną pszenicą freekeh, ciecierzycą i cukinią -11,30 zł. Jeśli pamiętacie zupę pomidorową swojej babci to raczej zapomnijcie o tych smakach. To niewątpliwie śródziemnomorska/arabska zupa. Pomidorów jest trochę, ale kumin, ciecierzyca nadają tej zupie zupełnie inny charakter. Bardzo podoba mi się dodatek pszenicy. Jest ona rozgotowana al dente, czyli do rozgryzania. Fajne połączenie, muszę sam spróbować (niestety nie mam zielonej pszenicy izraelskiej, ale wymyslę jak ją zastąpić).

Izraelska zupa pomidorowa

Izraelska zupa pomidorowa

Do kompletu zamówiłem wino grzane z korzeniami, smaczne , aromatyczne, ale szybko stygnące oraz w niezbyt wielkiej objetości…

Reasumując

Fajna inicjatywa, przemyślana koncepcja pod względem wystroju, nowoczesna, a jednocześnie tradycyjna. Odrózniająca się świeżością wśród tradycyjno-żydowskich lokali kazimierskich. Może nie rzuciło mnie smakowo na kolana (to czekadełko najbardziej rzuciło…:) ), ale jest uczciwie zrobione i dobre. Do tego po prostu miło sie tam przebywa,jest klimatyczna atmosfera, pełna światła i ciepła. Jeśli będę miał okazje wstąpię posmakowac reszty.

Warto podkreślić

Po raz pierwszy spotkałem sie w praktyce z akcją, o której słyszałem wcześniej „+ 5”. http://bdbmaniery.pck.org.pl/

Polega ona na dobrowolnym doliczeniu do rachunku 5 zł, co pozwala na zapewnienie jednego, ciepłego posiłku dzieciom, których na to nie stać. Bardzo mi się to podoba i żałuję, że tak mało lokali sie do niej przyłączyło. Ja nie skrzyżowałem sztućców (bo miałem tylko łyżkę 🙂 ), ale i tak się przyłączyłem. Z tego, co mogłem zauważyć to przy sąsiednich stolikach też akcja się udała  🙂

Bardzo dobre maniery PCK

Bardzo dobre maniery PCK

PS. Przepraszam za słabą jakość zdjęć, ale uczę się nowego sprzętu, na podglądzie wyglądały dobrze…

Restauracja Taj-India, Poznań – opinia i wrażenia

Przeżycie podniebienne wysokich lotów. Podniebiańskie wręcz. Za chwilę wytłumaczę dlaczego…

Restauracja (www.tajindia.pl) jest w Poznaniu od 15 lat i jej kuchnia jest obsadzona przez Hindusów. Niech Was nie odstraszy szyld nieco pachnący latami 90-tymi. W środku są autentyczne Indie – w wystroju i na talerzu. Elementy wystroju zostały specjalnie sprowadzone i nie są chińskimi imitacjami. Jest to jedyny lokal,w którym byłem, który ma we wnętrzu huśtawkę :). Karta jest obszerna,ale kuchnia tego rejonu jest bogata i różni się w zależności od lokalizacji. Kucharze stwierdzili,że jeśli mają pokazać choćby reprezentację tej różnorodności to musi byc taka duża. Kuchnia doskonale wie, co ma robić i nie jest tam potrzebny nadzór menedżera, co nieczęsto się zdarza. Potrafią i lubią to robić. Jeśli macie znajomego Hindusa to można go tam zaprosić, ponieważ dla „swoich” mogą zrobić oryginalną wersję dań – jak się domyślacie – z dużo większą ilością przypraw.

Dania są przyrządzane z użyciem przypraw i składników sprowadzanych przez nich z Indii. Dodatkowo pewne surowce takie jak: jogurt czy ser robią sami, na miejscu. O wyjątkowości tych smaków powiem jeszcze później, po opisach dań.

Uczta w Taj-India

Uczta w Taj-India

Wystrój

Wystrój tego lokalu to materiał na osobną relację. Jak już wspominałem jest on oryginalny, bardzo bogaty i różny od pozostałych polskich oraz „polsko-wschodnich” lokali, które widziałem. Bogato rzeźbione drzewo, złocenia, obrazy, przedmioty i ten widok przez okno… 🙂

Wnętrze Taj-India

Wnętrze Taj-India

Wnętrze Taj-India

Wnętrze Taj-India – huśtawka

Wnętrze Taj-India

Wnętrze Taj-India

A takie widoki przez okno...

A takie widoki przez okno…

 Obsługa

Obsługa jest polska, ta sama od paru lat. Pani jest zorientowana w potrawach i składnikach, z których sa zrobione. Stara się pomóc odnaleźć w gąszczu bogatego menu z obcymi nazwami.

 Najważniejsze,czyli jedzenie…

Dzięki tak szerokiej karcie można odwiedzić tę restaurację wiele razy nie powtarzając dań. Karta składa się z przystawek, zup i czterech rozdziałów: wegetariańskie, drób, ryby i jagnięcina. Plus oczywiście deser, napoje,wina…

Przystawka

Paneer pakora

Przystawkę dostałem po około 15  minutach. Kawałki sera domowej roboty panierowane i smażone w towarzystwie surówki kapuścianej. Do tego podawane 3 rodzaje sosów: słodko-kwaśny, miętowy i ostry. Ser ma delikatną konsystencję i łagodny smak. Panierka pachnie curry,ale ma delikatny smak, aby nie zagłuszyć sera. Wspaniałe, wyważone połączenie. Z sosów najbardziej mi smakował słodko-kwaśny,ale miętowy, lekko słony też jest warty uwagi. Ostry jest dla hardcorów – spróbowałem odrobinkę. Da się zjeść, ale to naprawde nie są żarty… Surówka jak najbardziej pasująca- chrupiąca, słodko-kwaśna. Spożyłem w całości 🙂

Paneer pakora

Paneer pakora

Sosy do przystawek

Sosy do przystawek

Zupa -Mushroom shorba

Nie ukrywam, że to najtrudniejsza część relacji. Specjalnie nie wybrałem zupy madras-rasam-hot-sour itd-… tylko swojską nazwę czyli grzybową, bo byłem ciekaw jak to zrobią.  Zrobili,co mogli :). Jest to coś w rodzaju kremowego, esencjonalnego bulionu z pieczarkami (nie smażonymi, tylko gotowanymi). Nie jest to złe, ale jak dla mnie trochę za mało grzybowe i nie pasuje do reszty krajobrazu kulinarnego. Może to było podyktowane chęcią dostarczenia czegoś swojskiego dla zszokowanych podniebień. Pani kelnerka zresztą dobrze wiedziała o co chodzi – gdyby nie to, że ja miałem dania zdecydowane na 100% to pewnie by mi poradziła indyjską zupę…

Zupa grzybowa - mushroom shorba

Zupa grzybowa – mushroom shorba

UCZTA GŁÓWNA

Malawi kofta – wegetariańskie pulpety

Niewątpliwie największe odkrycie smakowe podczas tej wizyty. Pachnące lekko kokosem, mięciutkie, w kremowym sosie. Niesamowite bogactwo smaków, w środku zapewne fasola, smażone ziemniaki, cebulka, rodzynki, płatki migdałów. Smak słodko-pikantny-curry, a wszystko wykończone kokosem. Ale ani takim jak płatki kokosowe (czyli kojarzącym się ze słodkim ciastem), ani takim jak w mleku kokosowym. Nie sposób do końca opisać bogactwa tego smaku. Podczas jedzenia pozostałych potraw nie mogłem się powstrzymać,aby nie wrócić do tych kulek…

Malawi kofta

Malawi kofta

Mutton rara

Danie, które zdaje się jest nowością w karcie. Gulasz z jagnięciny oznaczony w karcie jako ostry. Jak na moje, przeciętne podniebienie (a mam polskiego kolegę, który mi udowodnił, że potrafi rozróżniać pikantne smaki powyżej mojego progu bólu… pozdrawiam Cię Artur 🙂 ) – pikantne, ale całkiem akceptowalne. Oznacza to,że było ostre, ale czułem wszystkie smaki. Cynamon, czosnek, imbir… Wyczuwalnym smakiem jest .. smak pieczonego mięsa. Pyszny, a towarzyszą temu mięciutkie warzywa. Smak tych warzyw trochę kojarzy mi się ze wspomnieniem z dzieciństwa, kiedy moja mama robiła baranine duszoną w warzywach… Samo mięso jest miękkie, rozpada się w ustach. Spróbujcie po prostu.

Mutton rara

Mutton rara

Fish bahar 

Ryba (spore kawałki) w sosie czosnkowo-pomidorowym z kokosem. Danie łagodne, o bogatym, słodko-kwaśnym smaku. Sos pomidorowy nie oznacza, że czujemy kwas z pomidorów, jak to się zdarza we włoskich sosach. Zapach jest raczej warzywny, a wspomniany kokos jest lekką nutą i nieobezwładniająca słodkością. Bezpieczny wybór dla osób mających małe doświadczenie ze wschodnią kuchnia, jak również dla dzieci. Nie muszę dodawać, że pochłonąłem w całości 🙂

FIsh bahar

FIsh bahar

Chicken curry

Klasyczna potrawa, której zapach najbardziej kojarzy się z tym, co Polak rozumie pod słowem „curry” – czyli przyprawy curry spotykanej w każdym sklepie. Dominującą nutą just cumin (kmin rzymski), całość smaku jest raczej łagodna, zaokrąglona śmietaną. Mięso dobrze uduszone, miękkie, nie suche. Należy wspomnieć o konsystencji tych gulaszów / sosów. Jest idealnie gładka, nie tylko w smaku,ale także na języku. To również bezpieczny wybór dla osób zaczynających przygodę ze Wschodem.

Chicken curry

Chicken curry

Deser, czyli mango lassi

Karta deserów nie jest może zbyt powalająca i przyznaję, że nie miałem zamiaru brać żadnego (bo wiedziałem,że nie będzie już miejsca 🙂 ). Ale pani kelnerka namówiła mnie na klasyk – mango lassi – domowej roboty jogurt (zapomnijcie o kwasiorach „naturalnych” sprzedawanych w supermarketach…) z dodatkiem mango. Mango na dodatek nie należy do moich ulubionych owoców,ze względu na swój specyficzny posmak (kto jadł to wie o co chodzi…). Spodziewałem się zatem kwasiora wymieszanego z tym specyficznym smakiem. A otrzymałem… mmm.. wręcz ekstatyczne przeżycie, jak mówi pan Makłowicz „małmazyjne”. Idealnie zbalansowana słodycz i lekki kwasek, z idealnie gładką , bez żadnej grudki konsystencją. Absolutnie polecam to na koniec. Po rozmowie z panią kelnerką okazało się,że to jedno z niewielu dań, które świadomie robią z owoców konserwowych, ze względu na zachowanie jakości i właśnie ten posmak, który mi nie odpowiada. Jak to mówią Wyspiarze (oraz kucharze w Taj-India – serio – porozumiewają sie z nimi po angielsku) „must have”.

Mango lassi

Mango lassi

Podsumowując

Jeśli chcecie spróbować autentycznej indyjskiej kuchni – w wersji europejskiej, a nawet oryginalnej – to warto wstąpić do Taj-India. Bezpieczniej w ciągu tygodnia, niż w weekend, bo wtedy trzeba rezerwować stolik z wyprzedzeniem. Przede wszystkim dostaniecie autentyczne potrawy z autentycznymi przyprawami przyrządzone przez ludzi, którzy wiedza,co robią, bo to ich kuchnia domowa. I na dodatek lubią to robić. Nie ma wpadek. Może się tylko zdarzyć, że w ferworze dużego ruchu dostaniecie doprawione orygnialnie,a nie europejsko, ale wtedy otrzymacie koretkę zamówienia :).

To, co odróżnia tę kuchnię od naszych wyobrażeń o indyjskim doprawianiu to dwa elementy: balans smaków i gładkość. Balans oznacza, że nie otrzymacie dań za bardzo przyprawionych i zdominowanych smakiem jednej przyprawy, a będzie to niesamowity, harmonijny buket smaków i zapachów. Gładkość oznacza idealne dobranie tekstury potraw – gładkości, bądź szorstkości dobranej do rodzaju dania. Kucharze w Taj-India są w tych dziedzinach mistrzami. Spytajcie się pani Gessler, która przyprowadzała tu swoich „rewolucjonistów” hinduskich, żeby pokazać jak wygląda dobra kuchnia :).

Byłem w tej restauracji już 4 razy i dania mi pasowały bardziej, albo mniej, ale nigdy nie były niedobre, albo byle-jakie. Ostatnia wizyta była w 99% udana… Na pewno się tu jeszcze pojawię. Warto też docenić poziom cen – danie główne w granicach 25-35 zł. Proszę znaleźć uczciwe danie z jagnięciny za 30 złotych…. Smaki są wyszukane, a poziom cen niewyszukany…

SMACZNEGO!

Restauracja Whiskey In The Jar, Poznań, Stary Rynek 56

Kierowany chęcią zjedzeniu dobrego steka w amerykańskim stylu oraz starą sympatią do zespołu Thin Lizzy skusiłem sie na ofertę nowego steakhouse w Poznaniu. Czy pokusa nie zawiodła mnie na manowce… 😉 ?

Wystrój
Swoje danie jadłem na dworze, pogoda była ciemna, do środka zajrzałem na krótko. Wystrój nie przyciągnął mojej uwagi niczym szczególnym, wnętrze jest nieco ciemne i wydaje sie duszne, ale moze to tylko pierwsze wrażenie.

Obsługa
Obsługiwani byliśmy przez sympatyczna dziewczynę, w miare zorientowaną w asortymencie. Rzeczy, których nie wiedziała dowiedziała sie w kuchni. Wszystko zatem ok. Obsługa i czas oczekiwania (nie było zbyt wielu gości)-na dobrym poziomie.

Jedzenie
Zamówiłem Rockera medium z frytkami stekowymi i sosem Brown.Do tego grillowane warzywa – wszystko jest w cenie zestawu. Bardzo fajny pomysł na podanie- frytki i ziemniaki podawane sa w małych wiaderkach wyłożonych pergaminem zabierajacym nadmiar tłuszczu.
Całość jest naprawde przyzwoita, stek zamówiłem chyba nieco za mało wysmażony, poniewaz był troche gumowy,ale sam smak był dobry. Frytki… łódeczki właściwie, fajnie pokrojone, chociaz nie wyróżniały sie niczym szczególnym, chyba najbardziej „przezroczysty” element tego dania. Mialem tez okazje sprobowac ziemniaczkow smazonych z cebula i boczkiem i duzo bardziej mi smakowaly.

Stek Rocker z dodatkami

Stek Rocker z dodatkami

Warzywa grillowane…mm… Mistrzostwo – cienkie paseczki rożnych warzyw miękkie i nieco przydymione. Nawet marchewki,za którymi nie przepadam zostały pożarte z oblizywaniem. 🙂
Do tego trzeba wyróżnić jeszcze domowa herbatę mrożoną poleconą przez panią kelnerkę. Wielka szklanka zimnej herbaty, z lodem i świezymi owocami. Zarówno sam napój,jak i te owoce były pyszne.

Po tym daniu nie mialem juz siły na deser.

Podsumowując…

Lokal ma jakis pomysł na oryginalność, parę fajnych pomysłów dotyczących podawania oraz menu przyzwoitej wielkości. Wiesz,czego możesz się spodziewać. W porównaniu do paru innych lokali na Rynku wyróżnia się.  Warto zajrzeć.

Restauracja 84 kroki, ul. Wodna 24, Poznań

Wykwintna kuchnia i dobrze podana. Widać inwencję i zdolności kucharza, podparte pomysłowością. Można spróbować również kuchni molekularnej, co nie jest częstą atrakcją. Byłem w tym lokalu już dwa razy i mogę go z czystym sumieniem polecić.

http://84kroki.pl

AKTUALIZACJA 06.2015: niestety restauracja już nie istnieje

Wystrój

Restauracja znajduje sie na parterze typowej, trochę szarej kamienicy na Starym Mieście. Wystrój w środku hmm… jest dość ciemno i jest jakby jakiś designer zaczął się zastanawiać, ale potem się zakochał i wyjechał do innego miasta,a za niego dokończył to ktoś na szybko i przypadkowo. Nie jest strasznie,ale naprawdę ciemno,zwłaszcza w tylnej części sali. Poza tym w tylnej części hałasowała jakaś wentylacja. W zestawieniu z tym , co się dzieje na talerzach … zdecydowanie lepiej patrzeć w talerz. Na szczęście jest na co… Ladne są też zestawy imbryk/filiżanka, w których podaje się herbatę

Obsługa

Panie miłe i sprawne, w czasie moich dwóch wizyt nie było specjalnie tłoku, zostałem sprawnie i szybko obsłużony

Jedzenie

Zupa

Krem z groszku z łososiem i miętą

Bardzo miła, zielona zawartość… Kremowa w smaku, gładka, z fajnym miętowym akcentem, jednak delikatnie wyważonym.

Zupa rybna/ PAN-AJO

Zupa rybna/PAN-AJO

Zupa rybna/PAN-AJO

Zupa rybna (na zdjeciu na górze) jest z rodzaju czystych, zawierała odpowiednią ilość tzw. „wkładki”, była poprawna,ale nie w moim guście. Wolałbym intensywniejszy bulion albo zupę-krem.

Zupa Pan-Ajo była dużo ciekawsza w smaku, zaostrzona pomidorami, z czosnkowym posmakiem. Ale daleko jej do typowej pomidorówki, warta spróbowania

Danie główne

Comber jagnięcy marynowany w świeżych ziołach i Żubrówce

Comber jagnięcy marynowany w świeżych ziołach i Żubrówce

Comber jagnięcy marynowany w świeżych ziołach i Żubrówce

Świetnie zamarynowana jagnięcina – delikatnie, tak,aby nie zabić jej smaku, do tego niezły kuskus i bardzo fajna fasolka szparagowa zapiekana z boczkiem. Super pomysł, dobrze smakuje i efektownie wygląda.

Gwoździem programu jest jedna mała miseczka z sosem typu holenderskiego,ale z zielonym pieprzem. Wylizałem ją do czysta… 🙂

Całość cieszy oko, jak widać na zdjęciu…

Grillowany łosoś z pesto z rukoli

Grillowany łosoś

Grillowany łosoś

Całkiem słuszna porcja łososia, zamarynowanego i dobrze ugrillowanego – soczysty, rozpływa się w ustach. Do tego dziki ryż i grillowane pomidorki. Zdrowo i smacznie.

Miałem jeszcze okazje próbować Polędwicę wołowa marynowana w whisky, podlana Porto. Warta grzechu 🙂 Dobrze wysmażona, z intrygującymi nutkami sosu

Desery

Kruszonka prosto z pieca

Kruszonka prosto z pieca z malinami

Kruszonka prosto z pieca z malinami

Kruszonka prosto z pieca z malinami

Kruszonka prosto z pieca z malinami

Piękne i proste danie. Kwaśny smak owoców (ja miałem maliny) łączy się ze słodyczą i maślanością kruszonki, wszystko na ciepło. Nie można nie wylizać foremki…

Suprem śliwkowy otulony czekoladą

Niestety zdjęcia nie mam, ale bardzo polecam ten wykwintny deser. Jest to rodzaj mocno czekoladowego bloku z suszonymi śliwkami. Czekolada nie jest bardzo słodka, wyraźnie przebijają się śliwki. Całości towarzyszy wytwór kuchni molekularnej – różowe kuleczki,które na mój smak zawierają kisiel żurawinowy. Pękają w ustach jak ziarna kawioru uwalniając kwaskową zawartość…

Podsumowując….

Jeśli ktoś właśnie wrócił z akcji odśnieżania miasta lub wyrębu drzewa to nie jest to dla niego najlepsze miejsce. Porcje nie są oszałamiające. Zupa jest w małej bulionówce, dania główne są takie „w sam raz”, desery nie za duże. Ale tutaj jakość stoi przed ilością. Osoba o przeciętnym apetycie wyjdzie najedzona. Obiad w 84kroki to przeżycie estetyczno-kulinarne a nie akt aprowizacyjny…

Restauracja Dąbrowskiego 42,ul. Dąbrowskiego 42, Poznań

Nowe, klimatyczne miejsce w Poznaniu. Oprócz klimatu również pełne smaku. Kuchnia dość prosta, nieudziwniona, ale jednocześnie wyrafinowana i pięknie podana. Już od jakiegoś czasu korciło mnie,żeby ich odwiedzić i wreszcie się udało. Leniwe, niedzielne popołudnie, niewielu gości, nikt się nie spieszy… Idealny moment.

http://dabrowskiego42.pl

Wystrój

Odrestaurowana stara kamienica plus stoliki na zewnątrz. W środku panuje surowa, szaro-beżowa kolorystyka – stare, bielone drewno. Belki,które zostały z konstrukcji  ścian tworzą ładną przestrzeń. Troche w stylu skandynawskim. Ładne, proste, białe naczynia i rewelacyjne,czerwone filiżanki do herbaty w komplecie z dzbankiem

Obsługa

Mimo niewielu gości w zasięgu wzroku zdaje się,żem miała co robić- stoliki na zewnątrz i na piętrze…. Całkiem przyzwoicie, ciekawostką jest,że byłem obsługiwany przed dwoje kelnerów na zmianę, co jeszcze chyba mi się nie  zdarzyło…

Jedzenie

Przystawka

Tatar z łososia

Bardzo ładnie podany, z kaparami i czerwoną cebulką. W sumie wszystko zmieszane dawało delikatny, przyjemny smak. Mnie przypadło do gustu zaostrzenie go kaparami i mieszanka sałat jako dodatek. Do kompletu była mała bułeczka

tatar z łososia na przystawkę

tatar z łososia na przystawkę

Zupa

Krem z pieczonego czosnku

Zupa nie tak często spotykana w restauracjach. Krem był pyszny, miał aksamitną konsystencję i był skropiony oliwa truflową, co przyjemnie podkręcało smak. Może zamiast bułeczki lepiej by pasowała jakas forma grzanki, albo chociaż podgrzana bułeczka, ale to raczej szczegół nie ujmujący nic zupie.

krem z pieczonego czosnku

krem z pieczonego czosnku

Danie główne

Stek z polędwicy wołowej w sosie pieprzowym

Zaszalałem i wziąłem coś z wyższej półki, chociaż trzeba przyznać,że wybór dań jest niezwykle kuszący. Namiętność moich kubków smakowych targała mnie pomiędzy pieczoną kaczką, polędwiczką wieprzową w sosie kurkowym, pstrągiem z kremowym porem i owym stekiem. Miałem jednak ochotę na ten sos pieprzowy i on mnie przekonał – jak się w praktyce okazało, słusznie…

Stek był wysmażony zgodnie z zamówieniem – średnio. Soczysty, ładny kawałek mięsa, do tego pyszny sos pieczeniowy z ziarnami pieprzu. Szef widać kocha oliwe truflową, bo i w sosie dała się wyczuć. Całości dopełniały grillowane plastry warzyw oraz puree z niewiadomego dla mnie warzywa o szarym kolorze – być może bakłażan i trochę ziemniaków. Chyba bym wolał dobre, kremowe ziemniaczane, bo to było neutralne w smaku, no i ten kolor..

Niemniej jednak całość,z towarzyszeniem sosu była bardzo smaczna.

Stek z polędwicy wołowej z sosem pieprzowym

Stek z polędwicy wołowej z sosem pieprzowym

Na deser wziąłem panna cottę. Idealna konsystencja silikonu 🙂 Dość wytrawny deser, bo nie była prawie słodka, ale  towarzyszyły jej śwież, troszkę podduszone maliny,które były posłodzone.

Podsumowując….

Ładne miejsce, którego nie powstydziłaby się Kopenhaga czy Bruksela. Prosta, ale smaczna kuchnia (muszę jeszcze spróbować innych specjałów…). W głośnikach niezobowiązujący chillowy jazz. Można przyjść samemu, we dwoje, można zaprosić gości biznesowych. Trzeba wziąć pod uwagę,że nie jest to fast food i na obiad trzeba przeznaczyć min ok godziny. Trochę kiepsko z parkowaniem, może lepiej przyjechać tramwajem…

Na pewno wrócę tam spróbować paru kuszących pozycji z menu, prawdopodobnie z moimi gośćmi

Restauracja Polka,ul. Świętojańska 2, Warszawa

Słynne miejsce, polska kuchnia, warto spróbować. Na występach gościnnych miałem okazję odwiedzić tę restaurację mieszczącą się tuż przy Placu Zamkowym.

http://www.restauracjapolka.pl/polka

Polka

Polka

Powyższa wizytówka – co do sylwetki – nieco przypomina mi Panią Magdę i jej fryzurę 🙂 – co obsługujący Pan był łaskaw skwitować zduszonym śmiechem 🙂

Wystrój

Lokal jest urządzony gustownie i podzielony na kilka stref (zdaje sie 7) o nieco różniącym się wyglądzie. Ladnie jest zaaranżowane wejście, ściany i sufit pokryte są malowaniem w motywach kwiatowych- widać rękę Pani Magdy i jej malarskie wyczucie. Do tego dobrane meble – tradycyjne, ale nie siermiężne. Proste sztućce, papierowe, białe serwetki. Mi się najbardziej podobała sala w piwnicy – z biało nakrytymi stołami, w pastelowych kolorach, z podłogą naśladująca stare, hiszpańskie kafle, oraz druga – w kolorach czerwieni i złota- w której znajduje się bar. W lokalu pali się dużo świeczek, świec… także na podłodze.

Na podkreślenie zasługuje element wystroju,który Pani Magda akcentuje w swoich wypowiedziach – mianowicie… zapach. Od wejścia pachnie przyjemnie. Jest to zapach kwiatowy pomieszany z zapachem dobrego jedzenia. Na schodach prowadzących do piwnicy (jedna sala i WC) panuje zapach kwiatowy – wiadomo,że chemiczny,ale nie nachalny i nie jest to prosty dezodorant…

Obsługa

Bardzo poprawna. Pojawiała się kiedy trzeba, a Pani Manager miała oko na wszystko. Po krótkich namowach udało się również zmienić stolik na inny.

Jedzenie

Przystawka

Wątróbka w gorczycy marynowana podana na prażonych jabłkach z cebulką

Kawałki drobiowej wątróbki usmażone wzorowo- miękkie, ale nie krwiste, różowe w środku w towarzystwie kawałków jabłek i sosu musztardowego. Dla mnie była wyczuwalna trochę nuta balsamico, generalnie ciekawa koncepcja podania wątróbki na kwaśno. Dla mnie trochę za kwaśna,ale warta uwagi. Danie podane ładnie na patelni, po wiejsku. Obsługa ostrzega o gorącej patelni. Prawidłowo.

Wątróbka w gorczycy marynowana podana na prażonych jabłkach z cebulką

Wątróbka w gorczycy marynowana podana na prażonych jabłkach z cebulką

Placki ziemniaczane z kremowym sosem grzybowym

Trzy nieduże placki ziemniaczane, cienkie, smaczne, z lekką  nuta czosnku. Do tego sos śmietanowo-grzybowy. Grzyby leśne, świeże (tzn nie suszone) i śmietana – poezja.

Danie główne

Kaszanka na okrągło z pieca podana z musem z jabłek i musztardy

Danie to wymaga szczególnego komentarza. Na patelni podane 2 kiszki kaszanki w towarzystwie sosu jabłkowo – musztardowego.  Sos nadaje słodko-ostrego smaku, który łącząc się z kaszanką tworzy rozpływającą się w ustach całość. Niebanalny pomysł na podanie zwykłej potrawy. Do tego jadłem puree ziemniaczane z musztardą francuską (ciekawe, choć nie rzuca na kolana) i ogórki kiszone w bukiecie z tymiankiem (obie rzeczy płatne osobno). Ogórki, których byłem ciekaw były najsłabszym punktem całego wieczoru. Tymianek – jak się okazało 0 nie był użyty w kiszeniu, ale był po prostu gałązką dodaną do pokrojonych , zwykłych ogórków – niezbyt jędrnych,  mocno zakwaszonych. To element, który warto podciągnąć do wyszukanego poziomu kuchni, w który celuje Pani Gessler.

Kaszanka na okrągło z pieca podana z musem z jabłek i musztardy

Kaszanka na okrągło z pieca podana z musem z jabłek i musztardy

Zapiekana korona z żeber podana na sosie z pieczonej papryki oraz cebuli

Korona sugeruje,że żeberka będą zwinięte w wieniec i będzie ich dużo. Korona okazała się raczej… koronką. Jeśli ktoś jest bardzo głodny to będzie miał pewien problem… Ale trzeba przyznać,że była to końcówka młodych żeberek, do połowy pozbawiona kości i bardzo smacznie upieczona. Mam na myśli to,że nie jest jakoś mocno, czy oryginalnie doprawiona, ale przyzwoicie upieczona i mająca smak … właśnie upieczonego mięsa – prawdziwy. W środku korony znajduje się uduszona cebulka i papryka, wszystko jest podlane paprykowym sosem. Smakowite, choć niezbyt obfite.

Zapiekana korona z żeber podana na sosie z pieczonej papryki oraz cebuli

Zapiekana korona z żeber podana na sosie z pieczonej papryki oraz cebuli

Do tego wszystkiego skosztowałem grzanego wina (piękna harmonia z cytrusami, goździkami, korzeniami i owocowym dodatkiem – porzeczkową lub wiśniową galaretką) oraz advocata, który zdaje się mieć dodatek karmelu lub kaimaku. Oraz odpowiednią moc… być może jest robiony na miejscu. Na desery nie wystarczyło miejsca.

Podsumowując….

Restauracja Polka  to warte uwagi przedsięwzięcie,choć nie wszystko powaliło mnie na kolana. Polska kuchnia podana nie na surowych, góralskich dechach, ale z pewnym wyrafinowaniem – jak w szlacheckim dworku. W dobrej atmosferze, z dobrą obsługą. W takie miejsce można pójść z przyjaciółmi, można zaprosić zagranicznych gości. Na dodatek w znośnych (a jak na warszawską Starówkę rewelacyjnych) cenach. Jak się chce to można…. A miejsca – zwłaszcza na weekend – lepiej rezerwować z wyprzedzeniem.

Na podsumowanie powiem,że na przystawkę czekaliśmy ok 45 -50 minut (na usprawiedliwienie można podać,że w sali obok było kilkunastoosobowe towarzystwo). Potem było szybciej. Ale… tego upływu czasu nie było czuć. Grzane wino, spokojna atmosfera, zapach, poczucie,że ktoś tam w kuchni już pracuje i nie zapomniał. Kelnerzy pojawiający się co jakiś czas dają też możliwość sprawdzenia, co się dzieje albo zamówienia napojów.

Z chęcią wybiorę się przy okazji do Polki w Żelazowej Woli – nieco inne menu,ale jakość zapewne podobna…

Restauracja Papavero, ul. 3 Maja 46, Poznań

Wykwintna restauracja, z dbałością o szczegóły, z lekkim mieszanym uczuciem…. Dziś miałem okazję skosztowania bardzo zachęcającej restauracji, w której na wiele dań miałem ochotę. Znalazłem ją dość przypadkowo w internecie szukając miejsca na służbowe spotkanie..

Przede wszystkim trzeba powiedzieć,że na talerzu jest widoczna dbałość o surowiec, wykonanie, szczegóły, wygląd. Jest naprawdę pięknie.

http://www.papavero.poznan.pl

Wystrój

Trudno mi zrozumieć koncepcję restauracji. Po nazwie i trochę wystroju wydaje się,że to włoska- ale zarówno wygląd, jak i karta jest niezbyt włoska…

Lokal ma wystrój w stylu włoskim (nie jest to niespodzianką…), ale bez przeładowania. Nie jest to ten stopień „włoskości” co w Alexandrze… (cudzysłów nieprzypadkowy). Trochę wiejsko, trochę sielsko,ale szczerze mówiąc… lekko kiczowato. Może na moje wrażenie miały wpływ walentynkowe słodko-sercowe ozdoby. Generalnie ciężko tam znaleźć np. autentyczne włoskie artefakty…

Muzyka – standardy w stylu Sinatry… to chyba nie z Italii? Konia z rzędem temu, kto się w tym połapie.

Obsługa

Obsługiwało dwóch kelnerów, generalnie dobrze poinformowanych i potrafiących doradzić. Byłem w restauracji 3 godziny. Przez ten czas przewinęło się w sumie 10 gości… Od mojego przyjścia i podania karty upłynęło 15 min,w których nic się nie stało oprócz podania herbaty… ale jak już zaczepiłem kelnera to przyjął zamówienie. Pod koniec też trzeba było ścigać pana, żeby zapłacić. Poza tym nie można się przyczepić. Po zamówieniu digestifu, którego okazało się nie być dostałem inny – na koszt firmy (pierwszy raz kosztowałem Fernet-Branca, który widziałem wiele razy,ale jakoś mnie nie kusiło spróbować – polecam !!) . W sumie – aspiracje kuchni nie do końca zgadzają się z wystrojem i czujnością obsługi…

Jedzenie

Czekadełko

Miniaturowe bułeczki, ciepłe, do tego masło ziołowo-czosnkowe i smalec. Całkiem przyzwoite.

Przystawka

Tradycyjny befsztyk tatarski z polędwicy wołowej z ogórkiem, cebulą, marynowanymi pieczarkami i filetami anchois

Całe wieki nie jadłem tatara. Ostatnio jak zobaczyłem polędwice wołową w sklepie to nie dość,że nie była zbyt świeża to kosztowała 97 zł/kg… Nadarzyła się zatem okazja. Świeża (mam nadzieję) polędwica, zmielona w maszynce, do tego żółtko, ładnie ułożone anchovies, na tym czarna oliwka, pięknie, drobniutko posiekany ogórek i cebula. Wszystko ułożone w formę gwiazdy z towarzyszeniem papryki czerwonej i marynowanych pieczarek. Zdobione natką pietruszki i gałązkami tymianku. Bardzo efektownie wygląda. Na życzenie podają maggi. Naprawdę miło popatrzeć.

Jeśli chodzi o smak to cóż… surowe mięso jest w smaku neutralne. Z dodatków najbardziej smakował mi ogórek, reszta była OK, z wyjątkiem cebuli – była piekielnie ostra w smaku, więc była jedyną rzeczą,,która została na talerzu. Na plus trzeba dodać,że czekadełko nie zostało sprzątnięte aż do deseru, więc można było sobie dołączyć je do przystawki. Moi koledzy jedli wątróbkę, która wyglądała bajecznie – na żółtych  talerzach…

Danie główne
Pieczony filet z gęsi macerowany Guinnessem i ziołami, podany z ciepłą sałatką ziemniaczaną skrapianą dipem na bazie piwa typu lager

Jak przy takim opisie nie pobudzić wyobraźni…

Znowu pięknie podane danie. Dip w małej kokilce. Tu przychodzi to mieszane uczucie, o którym pisałem na początku. Guiness trudno było wyczuć, chyba,że w kolorze -więc… chyba stracone pieniądze restauratora. Gęsia pierś była apetycznie wypieczona, włókna trochę ciężko się kroiły, ale powiedzmy że to normalne, Piękny kolor. W smaku… bez wyrazu, jakby zabrakło przypraw, nawet pieprzu. Sałatka ziemniaczana to ciekawy pomysł – ładnie posiekany szczypiorek. W stylu niemieckim, tyle że ziemniaki grubiej pokrojone. Ale w smaku… to nie był niemiecki vinegret, w zasadzie było tylko czuć ogórki konserwowe. Szkoda. Nie wyczuwam jaki jest pomysł na to danie. Najlepszy z tego wszystkiego był „dip”, sos właściwie- z delikatnym,ale wyraźnym smakiem. Moi koledzy jedli typowo poznańską kaczkę z pyzami i modrą kapustą. Wyglądała pięknie, było to prawie pół kaczki….

Pieczony filet z gęsi macerowany Guinnessem

Pieczony filet z gęsi macerowany Guinnessem

Deser

Creme brulee

Ups! w internetowym menu jest literówka :). Tym razem oprócz pięknego wyglądu również cudowny smak i konsystencja. Karmel na wierzchu, pod spodem waniliowy, półpłynny krem (co nie zawsze się udaje…). Nic dodać nic ująć. Dodatki na talerzu : filecik z pomarańczy, melon i grapefruit wraz z malinowym coulis do smaku wiele nie wnoszą,ale zdobią. Brawa dla Pana Sebastiana Kaczmarka.

Creme brulee

Creme brulee

Podsumowując…

Do kompletu wrażeń należy dodać, że piliśmy włoskie, absolutnie zjawiskowe wino- delikatne, wyważone, wytrawne, a jednocześnie nie zakłócające delikatnego smaku potraw. Obiecuję dowiedzieć się jak się nazywało, bowiem nie ma zdaje się go w internetowej karcie win. Na koniec „od firmy: zaserwowano nam własnej roboty limoncello – cytrynowo-limonkowe. Pomimo, że przypadło nam średnio do gustu- było zbyt słodkie – to godna pochwalenia inicjatywa- podawanie własnych nalewek… brawo Panie Sebastianie.

Lokal z wyższej półki cenowej. Spokojnie można zaprosić tam gości, choć ja bym lepiej czuł się w wystroju,który dorównuje działom sztuki, które są na talerzu. Zawartość menu i przede wszystkim sposób podania robi wrażenie. Jeśli chodzi o smak … to nie mam jednoznacznego zdania- moim zdaniem wygląd przewyższa smak. Niemniej jednak intryguje mnie nadal łosoś zawijany w nori (kiedyś próbowałem to zrobić sam i mi nie wyszło…), polędwica z foie gras i sarnina… Mam nadzieję tam zawitać, żeby spróbować innych pozycji menu. Wtedy uzupełnię tę recenzję o inne wrażenia…

Cactus Factoria,ul. Ślusarska 5, Poznań

Moja recenzja jest dość wyrywkowa, bo miałem okazję spróbować tylko 2 dań, ale daje pewne pojęcie o lokalu. Nie pretenduję do bycia najbardziej  obiektywnym…

http://cactusfactoria.pl/index.html

Wystrój

Lokal ma stosowny koloryt dostosowany do skojarzeń z kuchnią hiszpańską i meksykańską – czyli czerwono – czarny. Urządzony jest estetycznie, na ścianach pikowane poduchy, elementy przypominające secesyjne ozdobniki, kwiecista (quasi-japońska) tapeta z kwiatami na ścianie… Wszystko to stanowi mimo wszystko spójną całość. Dość oryginalnym elementem jest post-industrialna aparatura sterowniczo-kontrolna, zapewne nawiązująca do słowa „factoria” w nazwie…

Otóż nad moim stołem na parterze wisiał manometr (?), rury, przekładnia zębata wraz z łańcuchem i monitory LCD (podłączone kablem antenowym, aczkolwiek nieczynne) -wszystko czarne, zaś przy wejściu autentyczna, metalowa tabela z włącznikami i kontrolkami żywcem wzięta z jakiejś sterowni obrabiarek…

Całość uzupełnia muzyka w języku hiszpańskim,we w miare dobrej jakości o natężeniu pozwalającym na rozmowę,ale trochę większym niż tło….

Obsługa

Co prawda tłoku nie było – niedziela, godz 17… ale dwie panie obsługiwały dość sprawnie, przystawkę dostałem po ok 10 min. Współczuję im z powodu konieczności biegania po schodach (zdaje się kuchnia mieści się w piwnicy – co potwierdza wyziew z kratek przed restauracją…). Drugi powód do współczucia to dźwięk gongu,który sygnalizuje konieczność odebrania dania… Jak się tam siedzi godzinę to da się wytrzymać, ale po 10 godzinach…

Jedzenie

Czekadełko

Dwie kromeczki ukrojone z bagietki. Jedna pokryta rodzajem pesto z pomidorów, druga tapenadą z czarnych oliwek (z czosnkiem, ale bez anchovies), w środku kiełki. W sumie miły , choć niewielki przerywnik.

Przystawka / tapas

EMPANADILLAS Z CHORIZO I JAGNIĘCINĄ – estetycznie ułożone 5 pierożków smażonych w tłuszczu. Nadzienie z jagnięciny i chorizo (czuć wędzony smak,ale nie są zbyt pikantne) sprawia przyjemne wrażenie. Ozdoby ze zredukowanego balsamico też się dobrze komponują. Na środku smaczna salsa pomidorowa z warzywami, ostra, ale w granicach europejskiego podniebienia. Pół pierożka jadłem bez salsy, pół z…  Fajny patent polegający na ustawieniu naczynia z salsą na kiełkach- jako podkładce antypoślizgowej….

EMPANADILLAS Z CHORIZO I JAGNIĘCINĄ

Danie główne

HALIBUT Z MELONEM

Ciekawa kompozycja. Na dużym półmisku ryż na sypko, kawałki halibuta pokryte gorgonzolą na blanszowanym melonie, do tego uduszone kolorowe papryki i czerwona cebula, wszystko zalane sosem słodko – kwaśnym na bazie pomarańczy. Tradycyjne ozdoby z balsamico i kiełków… Jeśli na taką kombinacją słono-słodko-kwaśną masz chęć to jest dobry wybór. Wyjadłem zatem wszystko oprócz ryżu, który moim zdaniem był małą wpadką w tym daniu. Ugotowany perfekcyjnie,ale… nie dość,że w słonej wodzie to posypany albo solą z suszonymi warzywami, albo przyprawą do potraw. Uczyniło go to nieznośnie słonym i trzeba było podjadać z boków, gdzie nie był posypany. Zatem… szefowie z factorii… porzućcie tę drogę…

HALIBUT Z MELONEM

HALIBUT Z MELONEM

Podsumowując…

Cactus factoria to lokal z wyższej  cenowej półki. Ma jakąś koncepcję, być może jako klub ma dodatkową wartość ponad restaurację. Widać pewną dbałość o szczegóły – nie idą na łatwiznę i taniość. Na przykład – naczynia, w których jest podawane są dobrze dobrane. U sąsiadów widziałem zupę we wręcz kosmicznych talerzach – wyjątkowo ładnych. Sama aranżacja potraw pokazuje,że to nie bar, gdzie się wrzuca łychą na byle jaki talerz. Czy to jest warte tej ceny…. prawie… moim zdaniem. Na prywatny wypad – hmmm – chyba,że ukochana lubi takie klimaty,a  ukochany chce się postawić. Na służbowy wypad… hmmm.. może być. W każdym razie starają się, trzeba to docenić.

Karczma Stara Kuźnia, Folwark Przykop, Miłki k/Giżycka

Wakacyjna recenzja pysznego miejsca, które odwiedzam już po raz piąty. Ponieważ jestem gościem gospodarstwa agroturystycznego,więc mam możliwość gruntownego przetestowania należącego do niej karczmy.

http://www.starakuznia.com.pl/index.php

Dodatkowego smaku jedzeniu dodaje niepowtarzalna atmosfera autentycznej starej kuźni, miła obsługa i ciekawi goście. Króluje kuchnia polska, jest jednak kilka zapożyczeń z innych, europejskich kuchni. Wpływa to dobrze na urozmaicenie smaku.

W gospodarstwie hodowane są owce, więc część menu bazuje na jagnięcinie i baraninie. Przez ostatnie lata jeszcze bardziej wzrasta tendencja do starannego dobierania składników – wiejska kura na rosół, domowe frytki.

Menu kuchni jest w miarę stałe, chociaż z biegiem lat pojawiają się nowe pozycje. Zacznę od zup

Zupa Rybna – Halászlé

Węgierska, pikantna zupa rybna robiona z miejscowych ryb. Pięknie pachnąca, przyprawiona papryką, gęsta, przecierowa, tłusta. Zawiera dużą ilość ryb, więc jeśli ktoś lubi to naprawdę warto. Razem z chlebem stanowi danie,którym można się najeść. Ja sobie pozwoliłem dwa razy… 🙂

Zupa rybna - Halaszle

Zupa rybna - Halaszle

Domowy rosół

Delikatny rosół z makaronem, z wiejskiej kury, doprawiony warzywami z ogródka. Taki jak kiedyś się robiło. Nie czuć w nim  sztucznych dodatków, proszków Knorra, dlatego dla mieszczucha może być nieco zaskakujący.

Żurek

Podawany w razowym chlebku. Gęsty, zawiesisty, z lekkim posmakiem wędzonki. Aromatyczny, rozmakający chleb, który wyskrobuje się łyżką wraz z zupą ciekawie podkręca smak. Ja preferuję dodatek chrzanu, ale te wersja broni się bez.

A teraz dania zasadnicze….

Lin w śmietanie

Rozpływająca się w ustach delicja. Świeży lin usmażony i zalany sosem śmietanowym z cebulką, pokropiony cytryną. Do tego ugotowane ziemniaczki posypane świeżym koperkiem  i dodatkowo zamówiłem pomidory z cebulką. Proste danie, ale bardzo smaczne, sos wylizałem 🙂

Lin w śmietanie

Lin w śmietanie

 Bliny

Ziemniaczane, grube placki, miękkie w środku, chrupiące z zewnątrz- usmażone w głębokim tłuszczu. W środku mały placuszek z mięsa. Mięso smaży się razem z ziemniakami, wydziela małą ilość sosiku i ma boski smaczek – idealnie się komponuje z resztą składników. To wszystko jest polane gęstą, kwaśną śmietaną i posypane szczypiorem.

Bliny

Bliny

Pierogi leniwe/ pierogi z kaszą gryczaną i grzybami

Przyznaję,że wolałem dawniejszą wersję ruskich- czyli 4 gigantyczne pierogasy. Obecna jest całkiem przyzwoita,ale nie jest tak wyjątkowa i w sumie ma mniej farszu – po prostu dobre, normalne pierogi. Siedem pierogów okraszonych smażoną cebulką. Delikatne ciasto, w wersji z kaszą dobre nadzienie, pachnące grzyby. Wszystko robione na miejscu.

Pierogi ruskie

Pierogi ruskie

Szaszłyk jagnięcy

Specialite de la maison. Składa się z dużych plastrów marynowanej jagnięciny, wędzonego  boczku i cebuli, a do jego wyjątkowego smaku przyczynia się to,że jest przyrządzane nad ogniskiem w kuźni – oprócz upieczenia jest odymiony,w moim wypadku brzozowym drewnem. Na tę potrawę trzeba poczekać ok pół godziny,ale zapewniam,że warto.

Pieczenie szaszłyka w kominku

Pieczenie szaszłyka w kominku

Mięso jest mięciutkie, zamarynowane w przyprawach, które nie zabijają jego delikatnego smaku, więc smakuje… pieczonym mięsem, jest soczyste i pyszne. Szaszłyk jest wielki, podawany z chlebem, musztardą i keczupem, chociaż mi smakował bez dodatków – jest wystarczająco dobry. Domówiłem sobie do tego sałate vinegret z pysznym sosem – słodko – kwaśnym z nutą czosnku.

Szaszlyk jagnięcy

Szaszlyk jagnięcy

Sałata vinegret

Sałata vinegret

Karkówka z rusztu

Karkówka jest zamarynowana podobnie jak szaszłyk. Spodziewałem się standardowego, grubego kotleta,a tu niespodzianka – cienkie płaty miesa, co pozwala je dobrze upiec,a jednocześnie zachować miękkość i soczystość. Smak dryfuje w stronę przyprawy grillowej,ale nie jest przesadnie „torebkowy”. Do tego moje ulubione młode ziemniaczki z łupiną usmażone w głębokim tłuszczu i sos majonezowo-pietruszkow-czosnkowy z dodatkiem curry-dobry do zaostrzenia smaku ziemniaczków, choć dla mnie nieco zbyt czosnkowy. Nietypowy wyrób jak na grilla – warto spróbować.

Karkówka grillowana z surówką z białej kapusty

Karkówka grillowana z surówką z białej kapusty

Do picia można dostać kawę z ekspresu ciśnieniowego, szkocką herbatę z opcjonalną cytryną i świeżą miętą, wino, Zywiec z beczki oraz kolekcje lokalnych piw z olsztyńskiego browaru Kormoran -m.in. orkiszowe i ciemne w irlandzkim stylu.

Smacznie polecam, jeśli będziecie w okolicach Giżycka. Karczma leży na uboczu,ale dojazd jest dobrze oznakowany z Miłek.

Restauracja koreańsko – japońska Zindo, ul. Kramarska 15 , Poznań

Trafiłem na ten lokal trochę przypadkiem, ale na pewno tam wrócę. Co prawda jest na Starym Mieście,ale nieco na uboczu. Zaszedłem tam po krótkiej wizycie w Sakana Sushi, gdzie było bardzo miło i kameralnie, sushi przyzwoite ale… naprawdę drogie.

http://www.zindo.pl/

Wystrój

W lokalu jest przytulnie, na środku jest wyspa z kucharzem, drewnianymi stołkami barowymi i pływającymi łódeczkami do sushi (to do bufetu, w którym można jeść do woli,ale tylko do 17…) Zwracają uwagę też ładne lampy na ścianach i oryginalny drewniany sufit, przez niektórych przyrównywany do scenerii z Mortal Kombat… 🙂

Muzyka nieinwazyjna, bo jej w ogóle nie zapamiętałem, czyli prawidłowo

Obsługa

Sprawna, zaznajomiona z zawartością menu. Fakt,że nie było zbyt wielu gości…

Jedzenie

Za stołem kuchennym stoi skośnooki kucharz mówiący trochę po polsku. Jego pomocnik jest również skośny,a większość klientów stanowili równie skośni obywatele azjatyccy, co dobrze świadczy o jakości kuchni. Jak się przekonałem podczas drugiej wizyty jest on Koreańczykiem i miło się z nim rozmawia. Interesuje się goścmi, pyta czy coś zrobić.

Czekadełko

Ku mojemu miłemu zaskoczeniu dostaliśmy czekadełko. Dwie krewetki usmażone w panierce z sosem na bazie majonezu (przypominał troche Tysiąca Wysp), kapustę Kimchi i przezroczysty makaron smażony z warzywami. Kimchi była prawdziwa,czyli przekraczała granicę ostrości, którą mogę zjeść…

Przystawka

IKA KARA AGE czyli Chrupiące, smażone kalmary w sosie ostro-słodkim (18 zł). W menu to nazywa się małe danie, ale małe wcale nie jest. Usmażone krótko chrupiące warzywa i kalmar w pikantnej panierce. Wszystko w sosie słodko-ostrym z akcentem na „ostrym”.  Ładna harmonia dwóch smaków, przyjemna chrupkość, ostrość na poziomie europejskim. Przepraszam za słabą jakość zdjęcia, polecam stronę internetową restauracji, tam są profesjonalne obrazki i dość odpowiadające rzeczywistości…

IKA KARA AGE czyli Chrupiące, smażone kalmary w sosie ostro-słodkim

IKA KARA AGE czyli Chrupiące, smażone kalmary w sosie ostro-słodkim

Danie główne – sushi

Wzięliśmy maki set – 20 szt maki za 50 zł -naprawdę duża porcja. Do tego oczywiście imbir i sos sojowy Yamasa. Mi najbardziej smakowały maki z węgorzem w sosie teryiaki i california roll (awokado,krab,ogórek,tobiko), świetne były tez klasyczne maki z posiekanym ogórkiem-orzeźwiająco świeże.

Podsumowując…

Na pewno miejsce warte odwiedzenia, ciekaw jestem też kuchni koreańskiej. Jak na ten poziom ceny są naprawdę przystępne. Kusi mnie tez perspektywa sushi buffet, bo wtedy można popróbować różnorodności do woli…

Bufet

Moja druga wizyta w Zindo była w godzinach, w których podawany jest bufet (12-17). Za 60 zł można jeśc do woli z menu składającego się z sushi, zup i ciepłych dań. Mój niespieszny posiłek trwał 1,5 godziny i ledwo wstałem od stołu… 😉

Maki pływające na łódce

Maki pływające na łódce

Oprócz różnych rodzajów maki pływających na łódeczkach zamówiłem sashimi (ośmiornica, tamago, ryba maślana). Nigiri i sashimi można zamówić tylko raz. W sumie to nie przeszkadza, bo wybór dań jest wielki…

Warto spróbowac edamame, kalmarów, japońskich sajgonek. Z dań,które mi mniej smakowały, bo miały za mało wyrazisty smak to – krewetki w tempurze, ostrygizon i agedashi tofu. Myślę jednak,że każdy znajdzie coś dla siebie. Porcje są nieduże,a zatem można spróbować wielu dań i cieszyć się ich różnorodnością.

Kolejna wizyta w Zindo będzie poświęcona kuchni koreańskiej….