Racja armii USA Long Range Patrol menu 5 to pierwsza racja tego typu, którą mam okazję degustować. W zasadzie jest to ten sam typ, co wcześniej testowany Meal Cold Weather , różni się opakowaniem. Racja jest bardzo lekka (poniżej 0,5 kg) – co jest wygodne przy długich patrolach. Główne danie jest liofilizowane – zazwyczaj tego typu potrawy mają trochę mniej konserwantów. Wszystkie elementy racji są wyprodukowane w USA.
Sama degustacja była dość ciekawa, jestem pozytywnie zaskoczony.
Racja armii USA Long Range Patrol menu 5
zawartość:
kurczak z ryżem
smażone ziarna kukurydzy
ciastko owsiane w czekoladzie
baton owocowy – żurawinowo-malinowy
napoje i akcesoria:
kawa – Irish cream cappuccino
kawa rozpuszczalna
sos Tabasco
cukier
sól
zapałki
guma do żucia
chuteczka higieniczna
Racja armii USA Long Range Patrol menu 5
Racja armii USA Long Range Patrol menu 5
danie główne
W racjach LRP i Cold Weather jest to danie liofilizowane, wymaga zalania gorącą wodą i odczekania 8 minut. Racja nie posiada przystawek, ale za to danie główne jest wielkie i dostarcza 650 kcal. Pierwsze wrażenie jest średnie – jest nieco mdłe, trochę przypomina w smaku rosół. Potem jednak ten smak staje się dośc przyjemny, troche takie niedorobione danie domowe. Dodałem także sosu Tabacso, który jest ostry i kwaśny jednocześnie i to zmieniło potrawę w bardziej interesujące przeżycie.
Racja armii USA Long Range Patrol menu 5 – kurczak z ryżem
dodatki i napoje
Smażona kukurydza, którą już spotkałem w racji jest całkiem dobra – tłustawa i solona, chrupka, czyli taki chipsy… Ciastko owsiane tym razem było chyba świeższe, czekolada miała smak bardziej czekoladowy.
Racja armii USA Long Range Patrol menu 5 – kukurydza smażona
Baton owocowo-zbożowy jest inny niż w polskich racjach – jest bardziej gumowy i większy, zawiera inny dodatek zbożowy – kukurydzę, zawiera też jabłka. W smaku jest dobry – wyraźnie owocowy, kwaskowy, czuć maliny. Można go po kawałku odgryzać i żuć w trakcie marszu.
Racja armii USA Long Range Patrol menu 5 – baton owocowo-zbożowy
Z napojów mamy kawę rozpuszczalną i zabielacz – po prostu standardowa kawa. Od jakiegoś czasu zacząłem robić kawy z racji z zabielaczem (którego normalnie nie znoszę) i cukrem (którego nie daję do kawy, ale tu neutralizuje posmak zabielacza) – taka kawa jest dużo bardziej jadalna. Drugim napojem jest Irish cream cappuccino – można ja pić na zimno i na gorąco. Ja zdecydowałem się na zimna wersję i mimo to przeżyłem pozytywne zaskoczenie – ma dużo mlecznego smaku i ślady tego „irlandzkiego” stylu.
Restauracja Firlejka Poznań plac Kolegiacki 14/15 to miejsce, dokąd się wybierałem od jakiegoś czasu, nawet dostałem wcześniej zaproszenie, ale ciągle było mi nie po drodze. Teraz miałem okazję wziąć udział w kolacji degustacyjnej prezentującej nowe menu jesienno-zimowe. I mogę powiedzieć tyle – nie warto zwlekać 🙂 .
Właściciele restauracji to młoda para posiadająca pasję do gotowania i prowadzenia lokalu. Szef kuchni jest też młody, ale mający już fach w ręku. Wszystko to – wraz z odpowiednią lokalizacją w nastrojowej piwnicy przy placu Kolegiackim – daje podstawy do stworzenia ciekawego lokalu. Półka cenowa – średnia, można bez obawy się wybrać 🙂
Zaprezentowane menu nie opiera się na tradycyjnych daniach kuchni wielkopolskiej, ale stara się zachować charakterystyczne dla regionu smaki. Podczas kolacji degustacyjnej podano nam oczywiście mniejsze porcje, bo dań było 9…. Daniom towarzyszyły wina dobrane przez Łukasza Giżelskiego dobrze pasujące do charakteru poszczególnych potraw.
Zapraszam na relację.
Restauracja Firlejka Poznań – kolacja degustacyjna – szef kuchni Piotr Wiśniewski, właściciele – Anna i Grzegorz Gajek, Łukasz Giżelski – wina
Restauracja Firlejka Poznań fot. Firlejka
Amuse bouche – Tatar z kaczki
Restauracja Firlejka Poznań – tatar z kaczki
Tatar z kaczki podany na łyżce, w pełni przyprawiony z ogórkiem kiszonym, żółtkiem przepiórczym, szalotką i marynowaną kurką. Tatar z kaczki nie jest często spotykaną potrawą w restauracjach, chyba go jadłem raz w życiu – miałem jakieś mdłe wspomnienia. Tu przeżyłem przyjemne zaskoczenie – świetnie, ostro przyprawiony nie ustępuje wołowemu, dobry na zaostrzenie apetytu, ładnie podany, „cieszy oko i gębę” 🙂
Przystawka zimna – carpaccio z marynowanej dyni
Restauracja Firlejka Poznań – carpaccio z dyni
Dynia jest jedną z niewielu rzeczy, których nie lubię. Przeszkadza mi w niej ten słodko-mdły posmak. Zdarza mi sie trafić na potrawy, które na tyle od niego odbiegają, że mi smakują. Tak było w tym przypadku. Cieniutkie plasterki dyni są mocno octowe i dają świetny balans, do tego jest smaczny dressing winny i czarnuszka – to trzy główne składniki smaku. Ricotta jest małym wypełnieniem, a chips z jarmużu ładnie chrupie.
Przystawka ciepła – szyjki rakowe
Restauracja Firlejka Poznań – szyjki rakowe
To jest danie, z którego Firlejka jest znana. I słusznie. Biały sos śmietanowy jest intensywny, ma smak raków i lekko zaostrzony jest pomidorem koktajlowym (ale nie jest pomidorowy). Gdybym miał głosować na jedno danie z tego wieczoru to postawiłbym na tę pozycję. Podane z chlebem ziarnistym własnego wyrobu, podsmażonym na grzankę.
Zupa – krem z patisona
Restauracja Firlejka Poznań – krem z patisona
Ładnie podana – dekomponowana – z pomysłowym chrustem z łupin ziemniaka, którego ciekawą historię opowiedział Juliusz. Patison ma sam w sobie łagodny smak, ale ta zupa została odpowiednio doprawiona, z dodatkiem kwaśnej smietany i majeranku. To taki rodzaj zupy, którą można jeść bez końca i prosić o dolewkę. Chips niezbyt mi smakował, więc o dolewki prosiłbym bez tej ozdoby 😉
Ryba – polędwica z dorsza
Restauracja Firlejka Poznań – dorsz
Jak wiecie anatomicznie ryba nie ma polędwicy… ale taka moda nazewnicza… Pieczony kawałek dobrej jakości fileta dorszowego – z dużej sztuki. To chyba najdroższe danie w karcie, ale takie są ceny tego surowca. Ryba była upieczona, delikatnie doprawiona. Towarzyszył temu duszony szpinak dobrze się komponujący i pomidorek konfitowany (jak dla mnie bardziej dla koloru niż smaku). Całość była podlana zieloną salsą opartą na szczypiorku i grubo posiekanym czosnku – bardzo ostrą. W zasadzie cały delikatny smak ryby został przykryty. Ja bym wolał delikatniejszy sos, w stronę kwasku, ew. kopru, ale były przy stole osoby, którym odpowiadała ta ostrość.
Sorbet – cytrusowy z koperkiem
Restauracja Firlejka Poznań – sorbet cytrusowy z koperkiem
Ponieważ następnym daniem było mięso trzeba było przeczyścić kubki smakowe – otrzymaliśmy sorbet kwaskowy, ale z dodatkiem świeżego kopru. Takie skrzyżowanie zupy i deseru… 🙂 Mi to smakowało, zjadłem w całości, choć przy tym nieco się zamroziłem, porcja mogłaby być mniejsza.
Mięso – polędwiczka wieprzowa w glazurze rozmarynowej
Polędwiczka przygotowana metodą sous-vide, zrumieniona po bokach. Smakowała mi, ponieważ miała wyczuwalny, ale nie dominujący rozmaryn. Jak na przygotowywaną sous-vide to była tak na granicy twardości, jak dla mnie odrobinę za dużo temperatury dostała. Przystawką było fenomenalne puree ziemniaczne ze smalcem, skwarkami i szczypiorkiem. Całość była uzupełniona najdziwniejszym elementem tego dania – śliwką przygotowaną sous-vide z dodatkiem jałowca (ja go nie wyczułem). Z soku ze śliwki i sosu z polędwiczki stworzono dodatkowo gęsty sos. Śliwka (z gatunku dużych o mało intensywnym smaku śliwkowym) była zimna i miała mało smaku (na talerzu to po lewej stronie wyglądające jak pomidor), sam sos by wystarczył. Ja bym wolał to danie w ogóle bez elementu śliwkowego.
Deser – crumble z gruszką i serem lazur plus kogiel-mogiel
Restauracja Firlejka Poznań – crumble z gruszką i serem Lazur
Bardzo ładnie podany deser, na ciepło. Pyszna kruszonka migdałowa, do tego gruszka i odrobina sera pleśniowego. Dla mnie tego sera mogłoby być więcej, nawet dużo więcej. Podawany do tego jest prawdziwy kogiel-mogiel – smak z dzieciństwa. Ja to zmieszałem z samym crumble – doskonała kombinacja.
Petit four – mus czekoladowy
Restauracja Firlejka Poznań – mus czekoladowy
Mus jest krótko mówiąc pyszny, chociaż szczerze mówiąc ledwo miałem siłę, żeby go zjeść. Do tego ładny, chrupiący chips czekoladowy z lawendą (mi się akurat nie trafiła) i jadalna ziemia orzechowa – też chrupiące uzupełnienie. Na temat żelu śliwkowego nie potrafię się wypowiedzieć, bo moje podniebienie go nie zapamiętało, może był zrobiony z tych samych niezbyt śliwkowych śliwek… Całość jest bardzo ładnie podana – tworzy trójwymiarową kompozycję.
Podsumowując
Ciekawy i ambitny lokal starający się utrzymac w lokalnych smakach. Życzę im wszystkiego najlepszego. Wszystkie potrawy były dopracowane i z pomysłem. Nieszczęśliwy nieco dobór surowca śliwkowego odbił się na paru daniach i jak na mój gust to szkoda delikatnej ryby kasować tak ostrą salsą. Ale wrócę do Firlejki, żeby spróbować jeszcze inych dań. Bez obawy przyszedł bym tam też z gośćmi, aby dać im spróbować polskich smaków. Całość w rozsądnych cenach, w dobrej lokalizacji. Miła obsługa.
Poniżej kilka zdjęć otrzymanych z Firlejki – tak wyglądają potrawy pełnowymiarowe z menu.
Racja żywnościowa Państwowej Straży Pożarnej to zestaw 3 indywidualnych posiłków przeznaczonych do użycia podczas akcji Straży Pożarnej. Racje przeznaczone dla Straży są bardzo rzadkie na świecie (szczerze mówiąc nie słyszałem o innych poza polskimi i jest wiele głosów komentujących z różnych krajów, że żałują, że tego u nich nie ma). Są skonstruowane podobnie jak wojskowe S-R i S, ale nie są identyczne. Dostarcza jest ta sama firma Arpol, która produkuje racje wojskowe. Ponieważ nie potrzebują maskowania w terenie (a wręcz odwrotnie) zostały zapakowane w wyraziste, estetyczne torebki.
Racja żywnościowa Państwowej Straży Pożarnej
śniadanie:
pieczywo chrupkie żytnie
dżem wiśniowy
konserwa tyrolska (wołowo-wieprzowa)
mielonka wieprzowa
baton owocowo-zbożowy żurawinowy
mleko zagęszczone słodzone
cukierek z witaminą C
kawa, herbata
cukier
guma do żucia
sól, pieprz
torebka na śmieci, chusteczka higieniczna
zestaw sztućców z serwetką
Racja żywnościowa Państwowej Straży Pożarnej – śniadanie
Pieczywo chrupkie jest dobre i zdrowsze od pszennego. Ma małą wadę, że lekko klei się do zębów ze względu na swój skład, ale nie jest to uciążliwe. Data ważności pieczywa jest o rok dłuższa niż całej racji.
Mielonka wieprzowa (obie konserwy produkcji Sokołowa) jest grubo mielona, dośc tłusta. Dla mnie nieco zbyt mdła, można użyć załączonego pieprzu. Konserwa tyrolska jest dużo smaczniejsza, ma smak zaostrzony czosnkiem.
Dżem wiśniowy jest wysokosłodzony, ale ma wyraźny, owocowy smak. Baton owocowy jest tak smaczny jak w innych racjach – nie przesadnie słodki, po prostu skoncentrowany smak suszonych owoców.
Racja żywnościowa Państwowej Straży Pożarnej – śniadanie
obiad:
łopatka wieprzowa z ryżem i warzywami (400g)
pieczywo chrupkie
suchary specjalne
zupa pomidorowa instant
herbata
kawa
cukier
cukierek z witaminą C
guma do żucia
akcesoria
bezpłomieniowy podgrzewacz chemiczny (HotPack, UK) wraz z saszetką wody
chusteczka higieniczna
sztućce i serwetka
woreczek na śmieci
sól i pieprz
Racja żywnościowa Państwowej Straży Pożarnej – obiad
Różnicą w stosunku do racji wojskowej jest tu obecność zupy w proszku (produkcji czeskiej). Zacznijmy zatem od niej. Zupa jest „czysta” tzn. bez makaronu czy innych dodatków, lekko gęsta (prawdopodobnie od jakiejś skrobi), ale całkiem jadalna, można jej trochę pomóc przyprawiając pieprzem.
Racja żywnościowa Państwowej Straży Pożarnej – zupa pomidorowa
Danie główne podgrzewa się 12 minut, podgrzewacz jest całkiem wydajny, nie ma natomiast kartonowej osłony, w której można by izolować wytwarzane ciepło. Włożyłem go do zewnętrznej torebki od racji, ale okazała się ona nieodporna na ciepło (trochę dziwne jak na strażacką… 🙂 ) i zaczęłą mięknąć, na wszelki wypadek wyjąłem.
Racja żywnościowa Państwowej Straży Pożarnej – obiad
W pierwszej chwili przestraszyłem się, że danie zawiera dużo tłuszczu, ale biała warstwa to była zestalona skrobia z ryżu. W składzie jest tylko trochę mięsa i warzyw – większość to ryż. Efektem tego jest mięsny, ale mdły smak. Danie bardzo zyskuje po dodaniu soli i pieprzu.
kolacja:
bogracz (400g)
pieczywo chrupkie
czekolada gorzka
cukierek z witaminą c
guma do żucia
kawa rozpuszczalna
herbata
cukier
akcesoria
bezpłomieniowy podgrzewacz chemiczny (HotPack, UK) wraz z saszetką wody
chusteczka higieniczna
sztućce i serwetka
woreczek na śmieci
sól i pieprz
Racja żywnościowa Państwowej Straży Pożarnej – kolacja
Danie kolacyjne jest z kolei okrojoną wersją militarną – nie ma przystawek w stylu pasztetu czy mielonki. Zaskakująco duża jest czekolada – wygląda na to, że te racje są wydawane w kompletach dziennych.
Bogracz, czyli „węgierska potrawa na gęsto” jest niby węgierskim daniem, ale jako takie nie występuje w tej kuchni. Bogracz to nazwa kociołka, w którym przygotowuje się rożne dania nad ogniem. Potrawa zawiera 29% wołowiny, ziemniaki, makaron łazanki i daje 467 kalorii. Jest to rodzaj rzadkiego gulaszu, ze sporymi kawałkami wołowiny, w miarę przyjemny w smaku, wymaga jednak dosolenia i pieprzu. A najlepiej jak dosypie się tam ostrej papryki albo kruszonego chilli tak jak ja to na końcu zrobiłem 🙂 . Można też pokruszyć do środka pieczywo – jedzenie będzie przyjemniejsze – chrupiące, bowiem i makaron i ziemniaki w środku są ugotowane na absolutnie miękko.
Racja żywnościowa Państwowej Straży Pożarnej – bogracz
a tego najlepiej dosypać do bograczu… 🙂
Recenzje video w języku angielskim:
Racja nie dostanie stopnia wojskowego , bo jest cywilna :), poszczególne części też pochodzą z innych menu. Ogólnie oceniając jest na przyzwoitym poziomie, danie z ryżem jak dla mnie jest słabsze, natomiast paprykarz to jedne ze smaczniejszych, które w racjach próbowałem.
Restauracja The Time w Poznaniu to nowe miejsce na mapie kulinarnej. Mieści się w nowym centrum biurowym an ulicy Młyńskiej 12. Słowo „nowym” nie jest do końca odpowiednie – to 130 letnia kamienica odrestaurowana z wyjątkowym pietyzmem i dbałością o szczegóły. Szefem kuchni jest Roman Kosmalski, za dobór win odpowiada firma Mielżyński. W lodówkach jest ponad 150 różnych win. Zapraszam do mojej relacji z otwarcia restauracji i całej posiadłości. Przepraszam za słabą jakość zdjęć – pora zmienić narzędzie…
Restauracja The Time w Poznaniu – Młyńska 12 – budynek
Wnętrze, obsługa
Budynek robi duże wrażenie – moje pierwsze skojarzenie to było stare miasto w Wiedniu – podobny styl i jakość. Restauracja jest urządzona nowocześnie, sąsiaduje z patio, w otoczeniu drzew oliwkowych (nawet są na nich małe oliwki). Wewnątrz jest ładne, skoncentrowane światło. W całym pomieszczeniu nie jest zbyt jasno, ale nie trzeba się domyślać, co jest na talerzu. Nie muszę dodawać, że jest sterylnie czysto.
Restauracja The Time w Poznaniu – Młyńska 12 (fot. mlynska12.pl)
Kantyna w biurowcu Młyńska 12 w Poznaniu (fot. mlynska12.pl)
Restauracja The Time w Poznaniu-patio (fot. mlynska12.pl)
Trudno się wypowiedzieć na temat poziomu codziennej obsługi, ponieważ to była kolacja zamknięta, ale widać, że kelnerzy znają zasady dobrego serwisu. Dania były podawane wszystkim gościom jednocześnie, sztućce donoszone w rękawiczkach (inaczej widać by było odciski palców).
Restauracja The Time w Poznaniu – brioszka z suszonymi pomidorami
Bułka była bardzo świeża i miękka, pomidory bardzo lekko wyczuwalne w smaku, widoczne w kolorze, do tego regionalne francuskie masło Charentes-Poitou. Pyszna i prosta przystawka, masło nie nazbyt słone, miękkie, zaserwowane wino musujące wytrawne było świetnie dobrane jeśli chodzi o kwasowość, ostrość – dokładnie na tym poziomie jak sama przystawka.
Restauracja The Time w Poznaniu – ravioli z krewetką i mięsem kraba, sos z cielęciny
Jeden, ale duży pieróg ze świetnie doprawionym mięsem krewetki i kraba, podbitym sosem z cielęciny. Rzadko się zdarza, żeby nie stracić delikatnego smaku tych owoców morza, a jednocześnie, żeby smak był wyraźny. Brawa dla szefa i świetnie dobranego wina.
Restauracja The Time w Poznaniu – consomme z ogonów wołowych
Consomme było delikatne jak na wołowinę, lekko słodkawe, ale smakowite. Sama „kluska” raczej neutralna, wino (choć znakomite) nieco zderzało się z tłustością bulionu – to znaczy te tłustość podkreślało. Lepiej było popić po zakończeniu dania.
Restauracja The Time w Poznaniu – gładzica nadziewana krewetką
Wyśmienita, świeża ryba w formie roladki, nadziana krewetką. Bardzo ciekawa, prażona, chrupka kasza gryczana – przyznaję, że takiego wynalazku jeszcze nie jadłem. Oprócz smaku dodaje daniu chrupiącej tekstury.
Sorbet – mango i limonka
Restauracja The Time w Poznaniu – sorbet mango i limonka
Po rybie trzeba było posprzątać podniebienie przed daniem z wieprzowiny – niezbyt słodki sorbet (tylko słodycz mango) z pikantną nuta świetnie spełnił swoje zadanie.
Danie główne
Schab z młodej wieprzowiny, pieczony burak, puree jabłkowe, pieczony batat (wino: Les Obners de la Peira 2014)
Restauracja The Time w Poznaniu – schab z młodej wieprzowiny
Delikates – bardzo młody schab, ale z otoczką tłuszczu, mięciutki, soczysty. Z dodatków wyróżniał się pieczony batat i doskonale dobrane wino.
Niestety z powodów logistycznych nie dotrwałem do deseru, którym była zestaw: jeżyna, cytryna, migdał, śliwka, sorbet z kwasu razowego, ale jestem przekonany, że był wyśmienity.
Dania, które otrzymaliśmy były w porcjach degustacyjnych, w karcie porcje są większe.
Widziałem też kartę, która startuje w restauracji – jest naprawdę ciekawa, ceny ze średniej półki (za wyjątkiem przystawek, które są wyraźnie droższe) – warto będzie tam zajrzeć na pełnowymiarowe danie. Postaram się też wybrać do kantyny (czynnej tylko w porze lunchu) – z ciekawości wersji budżetowej tej kuchni.
Racja armii słoweńskiej menu C to największa gabarytowo racja, jaką widziałem. Kolega z kanału Scotsman1984 zauważył, że gdyby chcieć zaopatrzyć się w to na kilkudniową wyprawę to potrzebny jest osobny plecak 🙂 . Torba ma wymiary 50×30 cm, jest w części pusta i niezbyt ciężka. To zasługa głównych posiłków, które są w większości liofilizowane.
Racja obejmuje posiłki na 24 godziny, ich podział nie jest ustalony, poniżej jest mój wybór. Ładnym dodatkiem są zapałki sztormowe, a dziwnym dodatkiem – otwieracz do puszek, które występują tu w śladowej ilości jednej sztuki. Ogólnie ciekawy zestaw posiłków. Dość trudno ją kupić, ja się zaopatrzyłem w nią dzieki kolegom z kanału Crombat Rations
Racja armii słoweńskiej menu C
zawartość:
muesli z owocami i mlekiem
risotto warzywne
makaron z pieprzem i kiełbaskami wegetariańskimi
pasztet z tuńczyka
mielonka wieprzowo-wołowa
dżem morelowy
pieczywo chrupkie
baton owocowo-zbożowy z witaminami (energetyczny)
mus czekoladowy
czekolada 30g
dodatki, akcesoria:
kawa instant
herbata instant
zabielacz do kawy
napoje izotoniczne pomarańczowe
cukier
tabletki glukozowe z witaminami
guma do żucia
otwieracz do puszek
chusteczki dezynfekujące
zestaw sztućców z serwetką
zapałki sztormowe
torba na śmieci
Racja armii słoweńskiej menu C – zawartość
Racja armii słoweńskiej menu C – zawartość
Racja armii słoweńskiej menu C – akcesoria
Śniadanie:
muesli z owocami (Travellunch, Niemcy)
pieczywo chrupkie (Słowenia)
pasztet z tuńczyka (Słowenia)
dżem morelowy (Austria)
napój izotoniczny (Niemcy)
Racja armii słoweńskiej menu C – śniadanie
Travellunch to dobrze znana marka w świecie turystycznym i racji żywnościowych, można ją spotkać w różnych krajach, ostatnio pojawiła się w nowej racji niemieckiej (w końcu to niemiecki producent), ale występuje też w innych. W Polsce także do kupienia – danie obiadowe kosztuje ok 25 zł.
Muesli wymaga zalania ciepłą lub zimną wodą i odczekania 5 minut. Ja zdecydowałem się na użycie zimnej wody. W smaku było poprawne, niezbyt słodkie, ale ja wyczuwałem oznaki starzenia, co spowodowało, że nie zjadłem tego do końca. Niedługo będę miał okazję porównać z polskimi wojskowymi owsiankami.
Racja armii słoweńskiej menu C – muesli
Pieczywo jest bardzo smaczne, zachowało chrupkość, nie przykleja się do zębów, na razie najlepszy tego typu wyrób, jaki jadłem. Dżem morelowy jest pierwszej klasy – skoncentrowany smak owoców, konsystencja galaretki, nie przesłodzony. Pasztet z tuńczyka jest bardzo miękki, smarowny. Pierwszy raz jadłem taki wyrób. Jest obłędnie wręcz smaczny – delikatny, gładki, smak rybny nie jest nachalny. Podobne pasztety widzałem w polskim sklepie – musze spróbować czy będą tak dobre.
Obiad
makaron z pieprzem i kiełbaskami wegetariańskimi (HotPack,UK)
mus czekoladowy (Travellunch,Niemcy)
kawa (Niemcy)
baton owocowo-zbożowy z witaminami (energetyczny)-Słowenia
Racja armii słoweńskiej menu C – obiad
Danie główne (300g) jest wyprodukowane w Wielkiej Brytanii, u nas produkty HotPack też są dostępne, zawiera ogrzewacz bezpłomieniowy. Całość jest zapakowana w normalną kopertę bąbelkową, która służy do utrzymania ciepła podczas podgrzewania. Pierwszy raz próbowałem produktów tej firmy.
Zawartość to: makaron (45%), ziołowe kiełbaski wegetariańskie (20%), trochę warzyw, koncentrat pomidorowy, przyprawy i pół kilo konserwantów 🙂 . Ma ładny, pomidorowy zapach, w smaku jest przyzowite, choć nieco „puszkowe”. Kiełbaski sojowe z ziołami dodają trochę smaku, ale całe danie wymaga soli, a przede wszystkim pieprzu (które nie są dołączone do racji).
Racja armii słoweńskiej menu C – makaron
Kawa jest standardowa, zabielacz jadalny. Baton okazał się bardzo poprawny – sprasowane, suszone owoce, bez zbednego cukru, smaczny.
Mus czekoladowy był wyśmienity – nawet miał puszystą konsystencję. Oczywiście czuć w smaku, że to z proszku, ale ogólnie – słodkość, czekolada, konsystencja – naprawdę świetne.
Racja armii słoweńskiej menu C – mus czekoladowy
Guma do żucia – to Orbit z rodzaju, którego w Polsce nie widziałem. Normalna, miętowa, ale nieco stwardniała. Guma w racjach USA jest odporniejsza na działanie czasu. Chusteczki dezynfekujące (słoweńskie) spełniają swoja rolę – zawierają dużo mocnego alkoholu 🙂 , w niektórych państwach byłyby zakazane 😉 .
kolacja:
risotto warzywne (Travellunch, Niemcy)
konserwa mięsna wieprzowo-wołowa (Słowenia)
pieczywo chrupkie
napój izotoniczny
herbata (niemcy)
czekolada (Słowenia)
tabletki/cukierki witaminowe (Słowenia)
baton owocowo-zbożowy z witaminami (energetyczny)-Słowenia
Racja armii słoweńskiej menu C – kolacja
Danie główne wymaga dodania wrzącej wody, przemieszania i poczekania – łatwiej się nie da. Torebki Travellunch mają rozkładane dno, dzięki któremu mogą same stać (nie jest to standard w racjach żywnościowych…). Efekt był… trochę taki jak przy poprzednich daniach. Konsystencję, jak na risotto z paczki, ma idealną – kremowe, ryż zrobił się miękki. Smak warzywny, dość słony, trochę mało intensywny (ale zawiera groszek i machewkę (po 3%) i pieczarki (1%), co wiele tłumaczy…), jak na produkt liofilizowany powiedzmy, że jest OK.
Racja armii słoweńskiej menu C – risotto warzywne
Ciekaw byłem konserwy mięsnej w wykonaniu słoweńskim. Okazało się, że raczej przypomina pasztet – ma jednolitą, zmieloną konsystencję (trochę jak parówka), jest bardzo miękka. Ma ładny, mięsny zapach, ale w smaku nie przypomina naszej mielonki, ani mięsa w ogóle.
Racja armii słoweńskiej menu C – konserwa mięsna
Czekolada (53% kakao) jest smaczna – taka pół-gorzka, nie ma też sladów utlenienia – co jest sukcesem w porównaniu do racji niemieckiej czy polskiej.
Racja armii słoweńskiej menu C – czekolada
Cukierki/tabletki glukozowe z witaminami są smaczne – kwaskowate, nie za słodkie. Jedna pokrywa dzienne zapotrzebowanie na witaminy. Jest to trochę dziwne, bo w opakowaniu jest ich 20….
Ostatnie słowo na temat herbaty (której w końcu nie piłem) – jest to proszek do rozpuszczania (jak w racji niemieckiej). Torebka zawiera herbatę do rozrobienia w 800 ml wody ! Trzeba być bardzo spragnionym, żeby to na raz wypić. Lepiej byłoby to podzielić na 2-3 mniejsze torebki.
Racja armii słoweńskiej jest ciekawą kombinacją różnych składników – bazuje na lekkich, liofilizowanych posiłkach Travellunch i kilku dodatkach. Jest kompozycją elementów z różnych krajów. Mi najbardziej smakowały przystawki takie jak pasztet z tuńczyka, dżem, pieczywo. Reszta (oprócz mielonki) była przyzwoita. Dodatkową atrakcją przy racjach słoweńskich i chorwackich jest dla nas czytanie tych nazw. Już nazwa samej racji „bojni obrok” przynosi wiele radości 🙂 . Dowiedziałem się od chorwackich przyjaciół, że to działa też w drugą stronę „wieprz” po chorwacku to dzik a „napoj” to jedzenie dla świń. Z drugiej strony pasztet wieprzowy to zdaje sie svinska pasteta 🙂 .
Restauracja Czardasz w Gdańsku mieszcząca się przy ulicy Śląskiej 66B to lokal dobrze znany mieszkańcom Trójmiasta. Poprzednia moja wizyta w tej restauracji była… 36 lat temu.
Restauracja brała udział 2 lata temu w Kuchennych Rewolucjach – pani Magda Gessler starała się uczynić ją bardziej węgierską i wyglądała na zadowoloną ze swojego dzieła. Postanowiłem sprawdzić na własnym podniebieniu jak to wygląda.
Restauracja Czardasz w Gdańsku ul. Śląska 66B – wejście boczne
Wygląd i obsługa
W wystroju dominuje drewno, mimo odświeżenia go podczas rewolucji widać upływ czasu w tym wnętrzu. Mała sala jest ciemna i wypełniona intensywnymi zapachami z kuchni – trochę trudno w takich warunkach jeść. Duża sala była przygotowana do obsługi dużej imprezy, więc zasiedliśmy pod namiotem na dworzu. Jeśli jest ładna pogoda to jest tam przyjemnie, zwłaszcza jeśli się nie ma pecha i osoba obok przy stoliku nie pali papierosów… Generalnie na stołach było czysto, ale na podłodze już różnie – przy jednm ze stolików leżały rozsypane chipsy (prawdopodobnie przez siedzące tam dziecko, bo stało wysokie krzesełko).
Obsługa była sprawna i miła. Zainteresowanie klientem w granicach przyzwoitości. Pod koniec pokazała też, że potrafi się dobrze zachować w niezręcznej sytuacji, ale o tym później.
Warto dodać, że z barwnych, ludowych wdzianek, które widać w programie telewizyjnym nic nie zostało… a może chowane są na specjalne okazje ? Czekadełko dostaliśmy od razu, zupę chyba po 10 minutach. W restauracji było może 5 osób oprócz nas.
Czekadełko
Świeży chleb – całkiem przyzwoity – podany ze smalcem węgierskim, którym tak pani Magda się zachwycała. Rewolucyjny ogień wyraźnie już w nim ostygł. Kolor wskazywał na zawartość papryki, widoczne były jakieś skwarki. W smaku był niestety mdły, nie było czuć ziół, cebuli, ani papryki. Troszkę mu pomogło posolenie, chociaż solniczka miała małe dziurki, które się łatwo zapychają…
Restauracja Czardasz w Gdańsku – czekadełko – chleb ze smalcem węgierskim
Zupa
Rosół cielęcy z dargaluszkami (z menu Magda Gessler poleca) to zupa, na której próbowłem skalę ostrości Czardasza: kelnerka zgodziła się, abym dostał małą ilość zupy do spróbowania ostrości. Była dość ostra, w zasadzie miałem zamienić tę zupę na inną, ale okazało się, że nalali mi już do talerza…
Restauracja Czardasz w Gdańsku – rosół cielęcy
Rosół jest delikatny i można to wyczuć pomimo ostrości, naprawdę smaczny, kluseczki miękkie i dobrze łagodzą pikantność. Jestem pełen uznania, to był najlepszy punkt obiadu.
Dania główne
Wątroba cielęca (z menu Magda Gessler poleca) podana z kluseczkami paprykowymi, sosem pomidorowm, karmelizowaną cebulą i wędzoną słoniną. Zdecydowałem się na to danie, bo wątroba cielęca nie jest częstym gościem w menu, obecność cebuli i wędzonej słoniny podziałała też zachęcająco.
Wrażenia mam bardzo mieszane – kluseczki były miękkie, smaczne, sosu pomidorowego było mało, nie miał jakiegoś ciekawego smaku. Sama wątroba była wysmażona na blachę i dość twarda, słabo doprawiona (mimo widocznych na niej ziół). To, co było na wierzchu – smażona cebula i wędzona słonina – bardzo dobre, w zasadzie najlepsze z całego dania. Jedząc je razem z wątrobą i kluseczkami dałem radę skończyć talerz.
Osobnej uwagi wymaga dekorowanie talerza. Tu mamy fuzje stylu lat 70-tych i „nowoczesności” – czyli liść sałaty Lollo Rosso, porzeczki czerwone na gałązce i… kawał arbuza ze skórą. Na drugim talerzu było tak samo. Do dań, które nie miały słodkich akcentów to jest zupełnie „od czapy”. Na dodatek – jak to zjeść? Można oczywiście nożem wypiłować ze skorupy, ale smakowo to mi do niczego nie pasowało.
Restauracja Czardasz w Gdańsku – wątroba cielęca
Drugą potrawą był tokań – węgierski gulasz wieprzowy z grzybami leśnymi podawany z pogaczami. Pal to licho, że wieprzowina nie była pokrojona w paski i było jej mało. Przede wszystkim to danie… nie smakowało niczym. Ani słone, ani pikantne, ani ziołowe, ani mięsne. Po prostu nijakie – trochę przypominało amerkańskie racje wojskowe…
Pogacze to rodzaj talarków smażonych ze zmielonych ziemniaków, były trochę chrupiące, miały ładny kształt, ale…zaraz zaraz, czym to one smakowały…? Już nie pamiętam – były godnym towarzyszem bezsmakowego gulaszu. Do tego było sos grzybowy, podobno z prawdziwków (jak dla mnie to były podgrzybki, bo miały inny kolor), smak grzybowy nie był bardzo wyczuwalny.
Grzyby leśne w przeciwieństwie do pieczarek z hodowli mają różne dolegliwości – na przykład różnego rodzaju robaczki. Są gatunki bardziej podatne, inne mniej (np. kurki). Trzeba je sprawdzić przed włożeniem do potrawy. Niektóre robaczki są tak perfidne, że wchodzą bezpośrednio przez kapelusz i na odciętej nóżce nic nie widać. Słowem – bezpieczniej je pokroić (wiem, wiem – pani Magda w niektórych popisach rewolucyjnych leje do talerza wielkie kapelusze borowików…), ponieważ jeśli nie są bardzo małe to prawdopodobnie klient przekroi je na talerzu. Tak było w naszym wypadku i w środku spoczywał taki biały nieboszczyk (ten grzybek na zdjęciu w prawym, dolnym rogu talerza). Ja nie jestem bardzo wrażliwy, ale większości ludzi odbiera to apetyt.
Restauracja Czardasz w Gdańsku – tokań
Tu należy się szacunek pani kelnerce i całej restauracji, ponieważ danie zostało zabrane i nie doliczone do rachunku, zaproponwano nam coś w zamian. Skusiliśmy się na latte, która była całkiem dobra.
Podsumowując…
Naprawdę trudno jednoznacznie ocenić tę restaurację. W internecie opinie też są skrajne. Dla mnie poziom czystości i zapachów na małej sali pod namiotem był tak na granicy akceptowalości. Co do kuchni to mam wrażenie, że albo gotują tam różne dania różne osoby (a może sam pan Andrzej…), albo może zmienił się kucharz i część robi z przepisów „rewolucyjnych” a część po swojemu. Trudno mi jest zrozumieć, że ktoś, kto tak doprawił smaczny rosół nie zorientował się, że tokań czy wątroba niczym nie smakuje. Może przy inym daniu trafiłbym na coś, co by mi smakowało. Nie jestem przekonany, że chcę prowadzić dalsze dochodzenie w tej sprawie.
Racja armii USA MCW menu 7 – gulasz wołowy – to pierwsza racja z serii arktycznych/chłodny klimat, które mam okazję spróbować. Jest ona inaczej opakowana, ma trochę inny skład, który pozwala na jej przechowywanie na mrozie. Całość jest też lżejsza od standardowej racji. Ten egzemplarz ma datę produkcji 2013, co – w odróżnieniu od zwykłych racji – można stwierdzić dopiero po otworzeniu (chyba, że ma się karton zbiorczy, gdzie też jest informacja). Racje „cold weather” mają trochę dłuższy termin przydatności.
Racja armii USA MCW menu 7
zawartość:
gulasz wołowy – 580 kcal
napój wiśniowy z witaminą C – 80% zapotrzebowania dziennego
smażona kukurydza
ciasto biszkoptowe piernikowe 270 kcal
ciastko owsiane z polewą czekoladową 180 kcal
kawa
zabielacz do kawy
cukier
tabasco
guma do żucia
akcesoria:
papier toaletowy
chusteczka higieniczna nawilżająca
zapałki
łyżka
Racja armii USA MCW menu 7
danie główne
Danie jest bardzo duże w porównaniu ze standardową racją USA – ale zastępuje danie i przystawkę – również pod względem kalorycznym. Przede wszystkim różni się tym, że nie jest gotowe do zjedzenia. Jest liofilizowane i trzeba je zalać gorącą wodą (400 ml) i zostawić na 10 minut. Ma to swoje zalety – w chłodnym klimacie nie może być dań mokrych, które zamarzną i rozsadzą torebkę, jest też lżejsze i trwalsze. Gulasz zawiera ziemniaki, gotowaną wołowinę, marchew, groszek, rosół wołowy w proszku, czosnek, cebulę i inne przyprawy.
W smaku było całkiem przyzwoite,w miarę doprawione, miało ładne, żywe kolory. Dałem trochę za mało wody i konsystencja była lekko gumowa.
Racja armii USA MCW menu 7 – gulasz wołowy
dodatki, desery i napoje
Jako przekąska służy smażona kukurydza – chrupiąca, lekko słona, dobrze tu pasuje, bo pozostałe rzeczy nie są ani chrupiące. Pomimo wieku 3 lat nie miała posmaku zjełczenia ani zepsucia.
Racja armii USA MCW menu 7 – kukurydza smażona
Jako deser występują 2 ciastka. Ciastko biszkoptowe korzenne – z przyprawami w rodzaju piernikowych jest bardzo dobre. Wszystkie biszkopty z racji USA do tej pory były dobre – zachowują wilgotność (opakowanie ma absorber tlenu) i smak. Nie jest zbyt słodkie, nie ma sztucznego posmaku.
Racja armii USA MCW menu 7 – biszkopt korzenny
Drugie to ciastko owsiane w polewie czekoladowej. O dziwo czekolada się nie utleniła i wyglądało jak świeże. Czekolada była pół-gorzka i zdominowała smak ciastka. Całość – może być, ale dla mnie trochę za słodka.
Racja armii USA MCW menu 7 – ciastko owsiane w czekoladzie
Jako napoje występuje kawa z zabielaczem oraz napój wiśniowy z witaminą C. Kawę tym razem wypiłem z zabielaczem i cukrem, dając ok. 120-150 ml wody i dało to dobry efekt. Napój wiśniowy (z zastrzeżeniem na opakowaniu, że nie zawiera naturalnych soków 🙂 ) ma kolor płynu Borygo, smak sztuczny, ale znośny, piłem gorsze. Jest go dużo – 400ml i torebka umożliwia jego wymieszanie i wypicie (ma zwężenie będące uchwytem).
Spróbowałem także gumy do żucia (smak miętowy) – ku mojemu zaskoczeniu – była bardo miękka, skorupka się nie kruszyła – naprawdę dobra.
Racja armii niemieckiej 24H – menu I to pierwsza racja Bundeswery, którą udało mi się spróbować. Zakup nie jest prosty – trzeba rozejrzeć się w Niemczech (a jeszcze dłużej rozejrzeć za sensowną ceną), poza tym można kupić racje tylko na granicy daty ważności. Warto jednak było. Całość jest przykładem przysłowiowego niemieckiego rozsądku – nie za dużo, ale dobrze. Zawartość to tylko jedzenie (oprócz zapałek i tabletek do dezynfekcji wody) – podgrzewanie, sztućce, chusteczki trzeba zapewnić sobie samemu – to jest moim zdaniem dobra strategia. Podział racji na posiłki nie jest określony – poniżej jest mój własny…
zawartość:
ravioli w sosie grzybowym
indyjskie danie z ryżem i pulpetami drobiowymi
mielonka wieprzowa Bierwurst
mielonka z szynki wołowej
dżemy morelowy i z czarnej porzeczki
ser topiony
suchary
chleb żytni w puszce
kaszka manna z owocami
czekolada
herbata i kawa w proszku
napoje izotoniczne: grejpfrutowy i egzotyczny
zapałki
cukier, sól
ręcznik papierowy
zabielacz do kawy
guma do żucia
chusteczka odświeżająca
tabletki do uzdatniania wody
Racja armii niemieckiej 24H menu I-zawartość
śniadanie:
chleb żytni
krakersy
mielonka wieprzowa Bierwurst
mielonka z szynki wołowej
ser topiony
dżem z czarnej porzeczki
czekolada
kawa, cukier
Racja armii niemieckiej 24H menu I – śniadanie
Byłem bardzo ciekawy przede wszystkim dwóch składników – chleba w puszce i tego smarowidła, będącego w istocie serkiem topionym. Chleb jest żytni z ziarnami – podobny do tego, który u nas można kupić w paczkach, całkiem smaczny. Trwałość tego puszkowego chleba jest naprawdę długa – słyszałem, że nawet 20 lat.
Smarowidło do chleba (tak można przetłumaczyć tę nazwę) – wyprodukowane w Holandii – w składzie i smaku przypomina serek topiony o smaku naturalnym – jest smaczne i dodaje smaku „kanapkom” z pozostałymi składnikami.
Krakersy (wyprodukowane w Włoszech) są średnio twarde i lekko słodkie – dobrze pasują do reszty. Obie mielonki są podobne w smaku do naszych konserw. Bardzo podobne wyroby można spotkać w tańszych hotelach w Niemczech na śniadanie. Mielonka wołowa (która wygrywa na razie konkurs na długość nazwy – Rindfleischschinkenwurst…) zawiera dodatkowo pistacje, które nie wpływają na smak – taki bajer…. Dżemik jest czarno-porzeczkowy, wyraźnie owocowy. Bierwurst nie zawiera piwa 🙂 , ale swoja nazwę zawdzięcza temu, że może być do niego zakąską.
Kawy jest dużo, ja zrobiłem sobie „zagęszczoną” czyli dałem mniej wody – wyszła naprawdę mocna, w przeciwieństwie do kawy amerykańskiej. Małą ciekawostką jest to, że smietanka do kawy zawiera proszek mleczny, a najczęściej zabielacze są na bazie roślinnej. Czekolada jest pół-gorzka, nie wygląda zbyt dobrze, ale w smaku jest bardzo dobra, jedna z lepszych w racjach (na razie wygrywa francuska…)
Racja armii niemieckiej 24H menu I – śniadanie
obiad:
indyjskie danie z ryżem i pulpetami drobiowymi
kaszka manna z owocami
chleb żytni
ser topiony
suchary
czekolada
napój izotoniczny egzotyczny
herbata
czekolada
guma do żucia
Racja armii niemieckiej 24H menu I-obiad
Napój izotoniczny jest produkowany w Niemczech dla duńskiej firmy Orifo. Produkty te używane są też w innych racjach żywnościowych. Zadaniem napojów jest dostarczenie składników mineralnych, ale trzeba przyznać, że Orifo są też dość smaczne – nie są zbyt słodkie i nie są zbyt sztuczne.
Danie główne
Racja armii niemieckiej 24H menu I – indyjskie danie z ryżem, warzywani i pulpetami drobiowymi
W racji niemieckiej główne dania są… z kuchni indyjskiej i włoskiej 🙂 . Eksperymenty te zazwyczaj wychodzą na dobre racjom wojskowym – jak np racji UK. To danie jest naprawdę smaczne, nie za ostre (czyli taka wersja europejska), lekko słodkie (zawiera mango), pulpety są dobrze doprawione, nie ma sztucznego smaku – gdybym dostał je w barze to byłbym zachwycony.
Ciekawy jest też deser – kaszka manna z owocami. Danie bardzo europejskie i nam bliskie. Kaszka jest mięciutka, wilgotna, nie za słodka, owoce są wyczuwalne, nie czuć bardzo sztuczności.
Racja armii niemieckiej 24H menu I – kaszka manna z owocami
kolacja:
suchary
dżem morelowy
ravioli z sosem grzybowym
napój izotoniczny grejpfrutowy
herbata
Racja armii niemieckiej 24H menu I-kolacja
Dżem morelowy jest konsystencji galaretki, dość dobrej jakości (jadłem dużo gorsze – w racji francuskiej czy USA).
Danie główne to pierożki ravioli z nadzieniem mięsnym, w sosie pieczarkowo-śmietanowym z dodatkiem pomidorów. Ciasto jest moim zdaniem za grube jak na ravioli – ale jest to danie puszkowane i cienkie mogłoby nie wytrzymać. Nadzienie jest jadalne, może troszkę mało doprawione. Sam sos jest przyzwoity, ja sobie to danie przyprawiłem pieprzem, którego nie ma w racji, jest tylko sól (moim zdaniem niepotrzebna).
Racja armii niemieckiej 24H menu I – ravioli z mięsem i sosem pieczarkowym
Napój izotoniczny grejpfutowy jest jest lepszy od egzotycznego – ma lekką goryczkę. Spróbowałem też herbatę – która jest w proszku (rozpuszczalna) – smakuje jak parzona z torebki – uważam, że to dobry pomysł w przypadku racji żywnościowej.
Racja armii niemieckiej 24H menu I-kolacja
Cała racja jest dość ciekawa – bliska naszym gustom kulinarnym. Pomimo, że nie ma bardzo dużo dodatków jak np. francuska to jest wystarczająco urozmaicona. Główne dania są spore (wielkość „europejska”, a nie „amerykańska”). Niedawno udało mi się kupić rację z nowej serii niemieckiej (po 2012 roku), z nieco inną zawartością, będzie recenzja 🙂 .
Recenzje video w języku angielskim możecie zobaczyć tutaj:
Racja armii francuskiej 24 H – menu 7 to recenzja, na którą długo czekałem. Zawsze były inne, starsze racje, albo z kimś się zamieniłem na moją francuską. Tym razem powiedziałem – nie ma mowy !
Racje armii francuskiej są znane ze swojej wysokiej jakości i różnorodności, wręcz powiedziałbym, że są finezyjne w tym świecie wojskowego jedzenia. Zdarzają się pasztety z dziczyzny, łosoś, tradycyjne dania francuskie itp delikatesy. Jakie było moje zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością ? Czytajcie poniżej.
Racja armii francuskiej 24 H – menu 7
Racja armii francuskiej 24 H – menu 7
Zawartość:
krewetki z kurczakiem w stylu azjatyckim
sałatka meksykańska
pasztet/sałatka z makreli
zupa porowo-ziemniaczana
deser (budyń) karmelowy
krakersy (słone, pełnoziarniste i z czekoladą)
herbata, kawa, napój czekoladowy
muesli
napój izotoniczny pomarańczowy
dżem śliwkowy
czekolada
baton nugat z owocami
baton energetyczny kawowy
baton energetyczny morelowy
galaretka owocowa – truskawkowo-porzeczkowa
akcesoria: chusteczki, zestaw do podgrzewania posiłków, tabletki do uzdatniania wody
Śniadanie:
muesli
kawa
baton nugatowy
dżem śliwkowy
krakersy z czekoladą
Racja armii francuskiej 24 H – menu 7 – śniadanie
Muesli wymaga zalania gorącą wodą i pozostawienia na 5 minut, jest o smaku czekoladowym, zawiera kawałki czekolady, płatki pszeniczne, owsiane i jęczmienne oraz ziarna słonecznika. Porcja ma 400 kcal, co jest solidnym śniadaniem. Muesli było smaczne, może nieco za słodkie, a jeszcze lepsze gdy chwilę postało i czekolada zaczęła rozpuszczać się w mleku.
Racja armii francuskiej 24 H – menu 7 – śniadanie
Bardzo dobra, mocna kawa. Krakersy nie są zbyt słodkie (i dobrze), dżem był nieszczególny – o smaku śliwkowym, ale tych śliwek trzeba było się domyślać…. Baton nugatowy całkiem smaczny, z kawałkami kandyzowanych owoców. Generalnie baaardzo słodkie śniadanie…
Racja armii francuskiej 24 H – menu 7 – obiad i kolacja
Obiad i kolacja:
krewetki z kurczakiem w stylu azjatyckim
sałatka meksykańska
pasztet/sałatka z makreli
zupa porowo-ziemniaczana
deser (budyń) karmelowy
krakersy
herbata, kawa, napój czekoladowy
napój izotoniczny pomarańczowy
czekolada
baton energetyczny kawowy
baton energetyczny morelowy
galaretka owocowa – truskawkowo-porzeczkowa
Obiad i kolację zjedliśmy razem. Dania główne to duże puszki po 300g. Ale po kolei…
Racja armii francuskiej 24 H – menu 7 – obiad i kolacja – po prawej napój izotoniczny i budyń karmelowy
Zupa porowo-ziemniaczana to duże rozczarowanie, ani nie miała ładnego zapachu, ani smaku, przywitała się zatem z systemem oczyszczania ścieków. Pasztet (a właściwie rillettes) z makreli był z kolei pozytywnym zaskoczeniem. Miał dość mocny, rybi zapach, ale bardzo delikatny smak i konsystencję, naprawdę pyszny. Sałatka meksykańska zawierała głównie fasolę, kukurydzę i wołowinę. Zgodnie z zaleceniami jadłem ją na zimno. Była dobrze doprawiona, dało się wyczuć kumin i pikantność. Smakowała jak domowe danie. Połowę porcji podgrzałem i to sprawiło, że była dużo lepsza – luźniejsza konsystencja i rozpuszczony tłuszcz.
Racja armii francuskiej 24 H – menu 7 – pasztet z makreli
Racja armii francuskiej 24 H – menu 7 – sałatka meksykańska
Danie główne na ciepło- krewetki, duże kawałki mięsa kurczaka, warzywa, grzyby i makaron było okazałe. Ciekawe połączenie typu „surf and turf” – z morza i z lądu. Składniki bardzo dobrej jakości, mi jednak zabrakło tego „stylu azjatyckiego” – jakiś przypraw, które by na niego wskazywały.
Racja armii francuskiej 24 H – menu 7 – danie główne
Budyń karmelowy był bardzo delikatny i smaczny. Mi smakował też bardzo baton energetyczny kawowy – miał w środku jakby chrupiące grudki karmelu i lekką goryczkę kawy. Galaretka owocowa – nie za słodka, mocno owocowa, drugi baton energetyczny był znośny (kawowy lepszy).
Racja armii francuskiej 24 H – menu 7 – desery
Osobna pochwała należy się czekoladzie gorzkiej – to była najlepsza czekolada, jaką jadłem w racjach. Napój izotoniczny był przeroczysty, również w smaku. Ale jego zadaniem nie jest chyba dostarczanie wrażeń podniebieniu tylko uzupełnienie elektrolitów. Napój czekoladowy … hmm… był dość „cienki” i dość słodki. Spotkał się z zupą z proszku…
PS. wszystko w racji było francuskie oprócz… soli i pieprzu – nie wiadomo dlaczego 🙂
Racja armii francuskiej 24 H – menu 7 – hiszpańskie dodatki
Recenzję video w języku angielskim możecie zobaczyć tu:
Szybka sałatka z indykiem i ryżem to propozycja dania dla niespodziewanych gości z wykorzystaniem gotowej konserwy. Jest to wariacja popularnej sałatki z kurczakiem, ryżem, ananasem i curry.
Wpis będzie krótki, bo przekąska jest bardzo łatwa do zrobienia. Generalnie nie namawiam do żywienia się na codzień konserwami. Zawsze czytajcie etykiety przed zakupem. Skład tej jest w miarę przyzwoity – mięso indyka 80% (ale zauważalna część konserwy to galaretka, której nie dodawajcie do tej sałatki). Zachęcam też do spróbowania zrobienia samemu przetworów mięsnych – wymaga to trochę prób i czasu, ale warto.
Szybka sałatka z indykiem i ryżem
Składniki (na 4 osoby):
1 słoik udźca z indyka (Spichlerz Rusiecki)
150g ryżu
pół puszki kukurydzy
pół pęczka natki pietruszki
kilka szczypiorów
4 łyżki majonezu
4 łyżki śmietany
curry
ew. ananas konserwowy
Jak to zrobić ?
Ugotuj ryż (ja użyłem czerwony, ale biały gotuje się szybciej) w osolonej wodzie według przepisu na opakowaniu
Posiekaj pietruszkę i szczypior
Wymieszaj śmietanę i majonez, dopraw curry – dość pikantnie, smak wymiesza się z resztą składników
Ryż wymieszaj z udźcem pokrojonym na kawałki i pozostałymi składnikami, dodaj sos – Gotowe !
Smacznego !
Wpis powstał we współpracy z firmą Pamapol, właścicielem marki Spichlerz Rusiecki