Tokyo Tey Sushi Poznań to pomysłowe połączenie japońskiej nazwy z typowo lokalnym, poznańskim akcentem – czyli Tey. Lokal znajduje się przy głównym deptaku Poznania – ul. Półwiejskiej. Jest to ciekawy koncept: fast-food z kuchnią japońską. Sushi jest gotowe – można je zjeść na miejscu lub zabrać ze sobą. Ceny są bardzo atrakcyjne.
Wygląd i obsługa
Wygląd jest bardzo nowoczesny i bardzo przemyślany. Nowoczesny design, dopracowane dodatki (tacka, pałeczki, serwetki z logo), ładne opakowania, ma się wrażenie czystości. Lubię takie klimaty. Chłodziarki z sushi wyglądają wręcz bajecznie z tęczowymi pudełkami i kolorowymi sokami owocowymi.
Tokyo Tey, Półwiejska 22, Poznań – lodówka
Obsługa jest minimalna, bo sushi bierze się z chłodziarki, a inne dania zamawia przy kasie, potem są przynoszone do stolika. Generalnie nie można narzekać, chociaż jak ja byłem w lokalu (dzień powszedni, godz. 17) to prawie nie było gości – sprawność trudno ocenić.
Sushi
Wziąłem sobie pojedyncze kawałki, żeby nie przejeść się, a spróbować kilku rodzajów: hosomaki rzepa/ogórek, uramaki łosoś marynowany/sezam, futomaki paluszek krabowy łosoś avocado. Sushi jest przyzwoite (ale…), uramaki z łososiem nawet bardzo dobre. Robotę swoją wykonuje palony sezam. To ale… – głównym problemem dla mnie był fakt, że sushi było dość mocno schłodzone – przez to trochę bardziej twarde i nieco o spłaszczonym smaku. Lepiej jest chyba to wziąć na wynos, w międzyczasie się ogrzeje. Spróbuję tego kiedyś w takiej wersji i dam znać.
Sushi – Tokyo Tey ul. Półwiejska 22, Poznań
Zupa – Gyu curry – bulion wołowy z polędwicą
Chciałem zamówić pierożki gyoza, ale niestety nie było żadnej wersji. Ponieważ nie chciałem zupy z mleczkiem kokosowym, ani miso – pozostał mi Gyu curry. Zamówiłem w ciemno bez pytania… Bulion zawiera sporo kawałków wołowiny, dobrze ugotowany makaron udon, kiełki i trochę warzyw w julienne. Do tego sezam. Zupa ładnie pachnie pastą curry. Generalnie jest smaczna, ale jej ostrość przekroczyła moje dopuszczalne normy – dałem radę połowę, a trzeba było się spytać… 😉 .
Gyu Curry – Tokyo Tey ul. Półwiejska 22, Poznań
Zestaw sushi i onigiri
Powróciłem do tego lokalu, żeby spróbować sushi w wersji nie-lodowatej. Kupiłem jeden zestaw (26 PLN) i onigiri (6 pln). Zabrałem na wynos, całość przebywała w temperaturze pokojowej (około 23 stopnie) 2 godziny. Jeszcze raz chciałbym podkreślić niezwykła estetykę opakowania – absolutny top. W Polsce nie widziałem czegoś takiego, na podobnym poziomie (może lepsze, ale to kwestia gustu) miałem sushi boxy w restauracji, w której pracowałem w Kopenhadze (ale cena nie ta… 😉 ).
Zestaw sushi i onigiri – Tokyo Tey Sushi Poznań
Zacznę od onigiri – jest bardzo duże. Ja wziąłem z wołowiną na słodko. Zawiera mieloną wołowiną, cebulę, miód, sosy przyprawowe, warzywa, boczniaki. Całość ma fajny, pełny smak. Nie za słodki, nie za ostry. Na pewno następnym razem spróbuję innych rodzajów.
Zestaw sushi – Tokyo Tey Sushi Poznań
Sushi – jak widzicie – składało się z rożnych rodzajów. Na ciepło jest zdecydowanie lepsze. Może to nie jest niewiadomo jak wysublimowany smak, ale nie ma tu twardego ryżu z dziwnymi wypełniaczami, który możecie spotkać w pudełkach w supermarkecie., Jest przyzwoite, jak na polskie warunki i na tę cenę. Dla mnie troszkę brakuje wasabi i troszkę mało sosu sojowego jak na taki duży zestaw.
Podsumowanie
Lokal z pomysłem, z dobrymi cenami. Ładnie, estetycznie, pomysłowo. Na temat smaku wypowiem się ostatecznie po kolejnej degustacji. Warto zajrzeć, albo zamówić na wynos.
Egzotyczne przekąski to nowy cykl na blogu, któremu będzie towarzyszyć wideo – tym razem po polsku. Ponieważ na razie nie mogę się wybrać do Tajlandii, Chin itp. sprowadziłem cząstkę tych krajów do domu. W pierwszym odcinku przekąski na bazie różnych stworów – lądowych i morskich. Spróbowanie wymaga nieco odwagi, zaprosiłem do wspólnej degustacji moich przyjaciół, którzy do tej pory nie jedli takich rzeczy.
Egzotyczne przekąski – robaki i kalmary
Suszone kalmary
Ta wersja różni się od tego, co próbowałem i co można kupić u nas w Kuchniach Świata, albo od tego, co kupiłem w Kaliningradzie – przede wszystkim są pokryte sosem – słodkawym, a poza tym są dość pikantne (mimo, że otworzyłem paczuszkę, która nie miała ogniska na opakowaniu…). Mają silny morski zapach. Moim zdaniem dobrze nadają się na zagryzkę do popitki. Tak tylko do jedzenia trochę za ostre jak dla mnie.
Kalmary suszone pikantne
Smażone świerszcze
Są chrupiące, nie mają szczególnego zapachu. Smakują lekko orzechowo, są wystarczająco miękkie, żeby chityna, czy nóżki nie przeszkadzały. Na koniec pozostaje lekko słodki smak. Świerszcze, które próbowałem na finale Bloger Chefa bardziej mi smakowały, były pikantne i chrupiące (ale przyrządzane na świeżo), natomiast były bardziej twarde i wchodziły w zęby. Bezpieczna przekąska, może nie jakoś porywająca smakowo, ale fajna. Czeka mnie jeszcze druga paczka o smaku nori.
Smażone świerszcze
Poczwarki motyla (prawdopodobnie jedwabnik)
To ciekawsze doznanie smakowe. Są wysuszone, miękkie i lekkie. Mają intensywny zapach orzeszków ziemnych, nieco tego pozostaje w smaku. Nie są tak chrupiące jak świerszcze, ale dość przyjemne.
Poczwarki motyla
Nie było tak strasznie 🙂 . Jak dla mnie nie są to super przysmaki (może oprócz kalmarów, ale nieco mniej ostrych), ale nadają się do chrupania. Co kraj to obyczaj. Wygląd opakowań jest też typowy dla tamtej części świata – ze specyficznym humorem.
Restauracja IKEA Poznań – szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że kiedykolwiek będe pisał na ten temat na blogu, ale życie zaskakuje 🙂 . Restauracja przeszła dwie zmiany – przemeblowanie, częściowo nowe meble (np. fajne ławy) i nowe pozycje w menu. Poznańscy blogerzy zostali zaproszeni do degustacji, dzięki czemu dowiedzieliśmy się paru ciekawostek, które nie są powszechnie znane.
Tym razem nie będe pisał o wystroju, czy obsłudze. Jak wygląda ta restauracja – wiadomo – nowoczesny, skandynawski design, samoobsługa. Trzeba wziąć pod uwagę, że to prawdziwy kombinat. Wydaje sie tu setki dań dziennie, a w weekend to wolę nawet nie wiedzieć.
Ja sobie wybrałem menu zawierające i dania sezonowe, nowe i te stare:
sałatka z buraków
krewetki na parze z sosem koperkowym
chłodnik litewski
szynka wolno pieczona z puree ziemniaczanym i borówkami
sorbet truskawkowy (a właściwie koktajl)
camembert panierowany z sosem holenderskim
tarta Daim
zielona herbata z trawa cytrynową
kawa
Restauracja IKEA Poznań
Ta restauracja to bardzo specyficzne miejsce – nie jest to ani lokal, do którego się idzie specjalnie, żeby zjeść coś dobrego, ani lokal, do którego się wpada po drodze, na ulicy i bierze jedzenie do ręki. Tam się idzie na zakupy do sklepu, a przy okazji jeśli jest się głodnym – coś połknąć – szybko i w miare przyzwoicie. Chociaż… ja się przyznaję, że od czasu do czasu jechałem tam specjalnie, żeby zjeść ich golonkę pieczoną w kapuście – jest rewelacyjna, chociaż można trafić na przesoloną lub nieco wysuszoną (jesli to są ostatnie sztuki).
Zacznijmy od początku – zawsze się zastanawiałem, czy te dania są z mrożonki, czy są robione na miejscu. Druga rzecz – to czy we wszystkich IKEAch w Europie jest takie same menu. Kiedyś mieszkałem blisko IKEA w Kopenhadze (a właściwie w Gentofte) i byłem tam na jakimś śniadaniu, ale już nie pamiętam menu, restauracja wygląda tak samo. Menedżer restauracji wyjaśniła, że jest z tym różnie – np. słynne kuleczki mięsne (Köttbullar) są po prostu z mrożonki – te same możecie kupić w sklepiku. We wszystkich restauracjach podaje się właśnie te kulki i łososia. Reszta to lokalna inwencja, chociaż starają się używaż też swoich produktów np. borówek.
Chłodnik– to jest podawane tylko w Polsce, na bazie kefiru, robione na miejscu, łącznie z gotowaniem buraków. Sprzedaje się tego latem wiadra, codziennie. Nie dziwię się, bo ja też to zawsze kupuję. Jak na restauracyjny chłodnik jest naprawdę przyzwoity, gęsty, doprawiony. Ja bym dodał rzodkiewek, czosnku itp, ale na taki przeciętny gust – jest godny polecenia.
Przystawka krewetki na parze – restauracja IKEA
Krewetki – taki plus-minus. Przy nas były wyjmowane z pieca, bardzo świeże, całkiem duże, dobrze ugotowane- chrupkie, nie wysuszone. Ten minus to za sos, z kolei za mało przyprawiony, próbowałem je trochę dosolić, ale… uwaga! sól z tych jednorazowych torebek sypie się wartkim strumieniem i ja moje przesoliłem. (Swoją drogą identyczne torebki z solą i pieprzem można spotkać w polskich racjach wojskowych np w tej).
Camembert z sosem – ser jest dobrze usmażony, chrupki, smakiem nie porywa – tzn. jest mdły, sos holenderski nie ma w zasadzie smaku. Tylko dla zdeklarowanych fanów camemberta 🙂
Sałatka z burakami i szpinakiem – restauracja IKEA
Sałatka z buraków pieczonych, szpinaku, słonecznika, fety – trochę trudno mi sie wypowiedzieć. Buraki bardzo dobrze upieczone, pokrojone w cienkie plastry, reszta składników przyzwoita (ser typu Favita, ale to nie restauracja grecka). Wszystko jest świeże. Problemem dla mnie jest to, że sama sałatka nie ma dressingu – przydałaby się oliwa i ocet balsamiczny. Do sałatek trzeba wziąć gotowy dressing Fanexu, który mnie troche przeraża… Jeśli to nie jest dla Was problem to polecam.
Szynka pieczona z borówką – restauracja IKEA
Szynka wolno pieczona z borówką i puree ziemniaczanym – to szwedzkie danie bożonarodzeniowe. Tak smakowało w Polsce, że weszło do całorocznego menu. Szynka jest zapeklowana i pieczona przecz całą noc w niskiej temperaturze. Jest soczysta, dobrze doprawiona, pewnie można trafić na wysuszony kawałek, ale ja tego nie miałem. Do tego naprawde dobre borówki. Polecam ! Z innych głównych dań przy stole uznanie zyskał medalion z łopatki – nowa pozycja w menu (spróbuję następnym razem). Ja spróbowałem trochę filetu z łososia i też mi smakował.
Pora na dodatki – sorbet, a właściwie koktajl truskawkowy (truskawki zmiksowane) – jak za tę cenę o tej porze roku było przyzwoity, nie wodnisty. Oczywiście trochę mało truskawkowy i mało słodki – nie jest sztucznie dosładzany. Myślę, że za miesiąc będzie bardzo dobry – wtedy będzie sezon.
Tarta Daim (mrożona, można kupic w sklepiku) – bardzo dobra, – karmel, czekolada, trochę ciasta… to zawsze uzależnia i smakuje, co tam, że z mrożonki 🙂 .
Polecam też kawę – świeżo mielona w ekspresie, o bogatym smaku, nie za bardzo spalona. Z napojów zdecydowanie najlepsza herbata zielona z trawą cytrynową (na zimno) – nie słodka, lekko kwaskowa. Strzał w dziesiątkę.
Korzystając z wizyty zajrzałem do sklepiku i kupiłem sezonowy produkt – Sill sommar czyli letni sledź. Lubię śledzie po skandynawsku, szkoda, że nie mają tu takiego wyboru jak w Szwecji.
Sill sommar IKEA
Jest to dość duży słoik sledzi w śmietanie z dodatkiem ikry śledziowej. Oprócz tego wsród przypraw jest cebula w proszku, jalapeno, limonka (aromat), por, szczypiorek. Jest też fura konserwantów – ten produkt, który stał w lodówce ma okres przydatności… rok.
Sill sommar – śledź z IKEA
Jeśli chodzi o wrażenia smakowe to ta ikra jest świetna, takie małe grudki słoności na języku, fajny jest tez dodatek papryki i limonki. Śledź jest też dobry (ja przynajmniej lubie takie słodko-kwaśne smaki). Całość wrażenia psuje sam sos – nie jest to zwykła śmietana (zawiera odrobinę śmietany w proszku), ma taką ciągnącą, kisielowatą konsystencję. Trochę szkoda, ale coż – przemysłowa produkcja….
O tej wizycie możecie też poczytać na blogu Grażyny.
Racja USA – MRE – jagnięcina ze szpinakiem i ciecierzycą – HALAL to pierwsza racja USA z certyfikatem HALAL, którą mogłem spróbować. Różni się ona od standardowych racji MRE nie tylko kolorem opakowania i torebek wewnątrz (zamiast brązowego jest przezroczyste), ale także tym, że nie ma tam krakersów, są dwie paczki zapałek zamiast jednej (nie wiem po co) i nie ma ciepłych napojów. Podobno ma też mniej konserwantów niż zwykła. Mimo wszystko jest to bogata racja, a samo danie główne jest wyjątkowo grubą torebką. Czy warto było spróbować? – czytajcie poniżej.
Racja armii USA – MRE – jagnięcina ze szpinakiem i ciecierzycą – HALAL
zawartość:
jagnięcina ze szpinakiem i ciecierzycą (saag chole with lamb)
napój z owoców tropikalnych (bez soku owocowego)
budyń karmelowy (butterscotch pudding)
mieszanka owoców tropikalnych i orzeszków
mieszanka krakersów cheddarowych
cisteczka z czekoladą
mieszanka orzechów słodko-ostrych
dodatki:
standardowa łyżka MRE
ręcznik papierowy
papier toaletowy
cukier
sól, pieprz
2 paczki zapałek
chusteczka odświeżająca
Danie główne – jagnięcina ze szpinakiem i ciecierzycą
Danie składa się z kawałeczków jagnięciny (nie jest ich zbyt wiele), siekanego szpinaku i ciecierzycy. Muszę przyznać, że to danie jest bardzo dobre. Głównie dzięki doprawieniu – czuć kumin, przyprawy (jalapeno, czosnek, kurkuma, sok cytrynowy) , wymaga tylko troche soli. Jest kremowe dzieki dodatkowi śmietany. Nareszcie coś dobrze doprawionego.
Jagnięcina ze szpinakiem i ciecierzycą
Przystawki
Inaczej niż w standardowych racjach USA nie ma tu krakersów, chleba, dżemu, masła orzechowego itp. Są natomiast różne zestawy do pochrupania.
Mieszanka suszonych owoców tropiklanych (papaja, rodzynki, kokos) i orzeszków ziemnych jest dobra – słodkawe owoce i orzechy (niesolone) – maja zarówno chrupkość, jak i słodycz
Mieszanka krakersów cheddarowych – różne formy ciasteczek – miło się na to patrzy, smakujące w miare jednakowo – krakersy po prostu, niezbyt słone i ten cheddar to raczej po kolorze, niż po smaku można rozpoznać… Ale generalnie naprawdę OK
Mieszanka orzechów słodko-ostrych – ciekawy zestaw orzechów, migdałów i ciasteczek orzechowych, rzeczywiście i słodkie i lekko ostre. W moim zestawie (produkowany 2014 r) ten element niestety się przeterminował i czuć było trochę zjełczały tłuszcz.
Przystawki – racja armii USA HALAL
Desery i napoje
Są tu aż dwa – ciasteczka z kawałkami czekolady oraz budyń karmelowy. Ciasteczka pachną ładnie i przypominaja z grubsza polskie pieguski – są smaczne. Budyń wymaga szczególnej uwagi – jest gotowy – po prostu wyjmuje się go z torebki, czuć go nieco konserwantami, ale mniej niż się spodziewałem (jadłem gorsze, np niemieckie desery Oetkera z proszku…). Ma genialny smak – karmelowy, nieco grudkowaty – jakbyście krówki rozpuścili w budyniu. Najlepszy deser jaki do tej pory jadłem w racjach.
Budyń karmelowy – racja armii USA – HALAL
Do picia jest napój z owoców egzotycznych (tropical fruit mix punch). Producent zaznacza, że nie zawiera soku owocowego (przypomina mi sie stary dowcip: – czy sa frytki? – nie, bo skończyły się nam ziemniaki. – to może być bez 🙂 ). Przeznaczony jest na 360ml wody. Ma przerażający, intewnsywny kolor broni chemicznej (czerwono-różowy), zapach landryny – miałem opory, żeby tego spróbować. W smaku okazało się nie takie złe – nie za słodki, nie smakuje landryną. Wolałbym wodę, ale w tej racji napój jest jednoczesnie źródłem witaminy C.
Napój o smaku owoców tropikalnych
Podsumowanie
Najlepsza racja armii USA, jaką jadłem do tej pory bardzo dobrze doprawione danie główne, świetny deser, reszta na przyzwoitym poziomie.
Kurczak po cypryjsku w winie likierowym to proste, ciekawe i smaczne danie obiadowe, które ugotowałem na podstawie przepisu z folderu reklamującego kuchnię cypryjską turystom. Kilka lokalnych przepisów możecie zobaczyć tutaj. Trudno co prawda u nas kupić oryginalne wino Commandaria, ale łatwo dostać podobny wyrób. Danie ma ciekawe połączenie smaków – pikantnego (pieprz) i lekko słodkiego (wino, cynamon). Troszkę jest to w stylu teryiaki. Jako dodatek proponuję kuskus z nutą kuminu i sałatkę z pomidora inspirowaną tabbouleh – świeżą w smaku dzięki mięcie.
Kurczak po cypryjsku w winie likierowym
Składniki (na 2 osoby):
400g piersi kurczaka
150 ml słodkiego wina (Commandaria, Muscatel, Marsala itp.)
2 laski kory cynamonu
sól, pieprz, olej do smażenia
dodatki:
kuskus, kumin, oliwa
pomidor, natka pietruszki, świeża mięta, oliwa
Jak to zrobić ?
Zamarynuj kurczaka: pokrój pierś w paski: najpierw wzdłuż aby powstały plastry, potem w poprzek. Włóż do miski, zalej winem, dodaj cynamon, możesz laski kory przełamać na pół. Zostaw na 40-60 min w temperaturze pokojowej.
Po około 40 min zabierz się do roboty: Ugotuj kuskus, dodaj do wody łyżeczkę oliwy i pół łyżeczki kuminu oraz sól. Ugotuj według przepisu na opakowaniu. Mój kuskus był specyficzny, wymagał gotowania i dochodzenia.
Zrób sałatkę z pomidora – pokrój go w kostkę (jeśli masz koktajlowe to na pół), posól, popieprz, dodaj posiekane zioła i skrop oliwą (ja użyłem sprayu, ważne ,żeby nie przesadzić).
Wyjmij paski kurczaka z marynaty – ułóż na papierowym ręczniku, osącz (na wierzch przyłóż też warstwę ręcznika). Posól i popieprz. Na patelni rozgrzej olej (ilość zależy od wielkości patelni, cienka warstwa).
Wrzuć na rozgrzany olej paski kurczaka, zrumień po obu stronach. Jak się zrumienią dolej wino z marynaty, odcedzając je przez sitko z kawałków cynamonu. Smaż, aż wino odparuje do gęstego sosu, dopraw pieprzem i solą. Sosu zostaje naprawdę niewiele.
Podawaj kuskus, kurczaka i sałatkę z pomidorów.
Smacznego !
Jeśli danie Ci się spodobało napisz w komentarzu !
Zupa krem ze szparagów z wędzonym łososiem to wersja zupy szparagowej, którą wreszcie uznałem za dobrą. Miałem kilka podejść do kremu ze szparagów, ale niezbyt udanych. Ta zupa jest naprawdę prosta i ma bogaty zestaw smaków. Przy kremie ze szparagów można popełnić parę błędów, tragicznych w konsekwencjach – jednym z nich jest niedokładne obranie szparagów (np. dlatego, że macie tępą obieraczkę), albo niewyjęcie liścia laurowego. Obie rzeczy zdarzyło mi się zrobić i niestety … zupa jest do wyrzucenia. Nie można też przesadzić z ilością wody. Sezon szparagowy w pełni – korzystajcie z okazji !
Zupa krem ze szparagów z wędzonym łososiem
Składniki (na 4 osoby):
3 marchewki
pół selera (lub 1 mały)
1 spory ziemniak
liśc laurowy
pęczek dużych szparagów
szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej (ok. 1/4 gałki)
2-3 łyżki oliwy truflowej
ok. 120g wędzonego łososia (polecam wędzony na gorąco)
sól, pieprz
natka pietruszki
Można dodać grzanki – w kremie to zawsze polepsza odczucia, kiedy jest „coś na ząb”
Jak to zrobić ?
Obierz wszystkie warzywa, marchewki pokrój na pół, seler na pół, ziemniak na grube plastry. Mozna też dodać pietruszkę i por.
Wrzuć marchewkę, seler, liść i ziemniak do garnka, zalej ok 1,5 litra wody. Doprowadź do wrzenia i gotuj ok 15 min.
Z obranych szparagów odłam zdrewniałe końcówki (możesz zobaczyć jak mój mistrz Kurt Scheller to robi tutaj).
Pokrój szparagi na kawałki, wrzuć do zupy i gotuj 15 min.
Wyjmij marchewkę, połowę selera i liść laurowy (koniecznie !). Jeśli była dodana pietruszka i por – też trzeba wyjąć.
Zmiksuj wszystko, posól i popieprz, dopraw gałką muszkatołową i oliwą – do swojego smaku. Gałka nie może zdominować dania, więc dodawaj po trochu. Podaj z natką pietruszki i kawałkiem łososia.
PS. – dla wegan – zupa jest też dobra bez łososia :), chociaż ta dymna nuta daje dodatkowe podkręcenie… 🙂
Omlet hiszpański zapiekany ze szparagami to kolejna propozycja na sezon szparagowy – prosty obiad. Mieszanka fajnych, zdrowych smaków. Można dodać inne składniki np. zielony groszek, inny kolor papryki, rukola, inne zioła. Sam przepis oparłem na omlecie z bloga Poezja Smaku, ponieważ nie mam patelni, którą mogę wstawić do piekarnika zdecydowałem się na wersję zapiekaną.
Składniki (na 1 głodną osobę):
2 jajka (nie kupuj jajek klatkowych z „3”)
1 duża cebula
pół pęczka szparagów
1 duży ziemniak
1/2 papryki czerwonej
1 mały pomidor lub kilka pomidorków koktajlowych
1/2 łyżki kwaśnej śmietany
50g żółtego, ostrego sera (ja użyłem cheddar)
garść ziół (szczypiorek, pietruszka itp. ja dodałem to, co znalazłem w ogródku – młode buraczki, krwawnik, młody liść chrzanu)
oliwa do smażenia
sól, pieprz
Omlet hiszpański zapiekany ze szparagami- główne składniki
Jak to zrobić ?
Obierz i ugotuj szparagi i ziemniak (ja gotowałem na parze – ziemniak pokrojony na plastry – ok 40 min.)
Jajka rozbełtaj ze śmietaną, posól i popieprz.
Cebulę pokrój w kostkę lub półplasterki, posmaż na oliwie, aż będzie przezroczysta, dodaj ziemniaki, chwilę posmaż, aż lekko się zrumienią.
Rozgrzej piekarnik do 190 stopni.
Warzywa pokrój – paprykę w kostkę, szparagi w odcinki 1 cm, zioła posiekaj, pomidorki koktajlowe na połowę. Jeśli uzywasz normalny pomidor obierz go ze skóry i pokrój w kostkę. Wrzuć do roztrzepanych jajek.
Na dno żaroodpornego naczynia włóż cebulę i ziemniaki, zalej masą jajeczną, wstaw do piekarnika na 20 minut (jajko musi się ściąć).
Posyp starkowanym serem, włącz grzałkę grilla w piekarniku, zapiekaj ok 10 min, aż ser się zrumieni, możesz podać z keczupem.
Sałatka ze szparagów i tuńczyka z ziołowym majonezem to idealne i proste danie na maj – sezon szparagów. Dzisiaj jak zobaczyłem w warzywniaku świeże szparagi po 2,50 to nie mogłem się oprzeć. Były tak świeże, że nie trzeba było odłamywać końcówek. Po raz pierwszy zrobiłem domowy majonez – jest banalnie prosty, trzeba tylko uważać z przyprawianiem. Ja trochę zmodyfikowałem przepis oryginalny, każdy powinien sobie doprawić to do smaku. Zioła, których użyjecie też zależą od gustu. Ja po prostu wyszedłem do ogrodu i zerwałem trochę świeżych, aromatycznych listków. Szparagi są delikatne, więc nie należy robić zbyt pikantnego sosu, bo zagłuszy smak.
Sałatka ze szparagów i tuńczyka z ziołowym majonezem
Ze szparagów odłam zdrewniałe końcówki, obierz je. Ugotuj na parze ( ok. 30-40 min. w zależności od grubości ).
Jajka włóż do wrzątku na 10 sekund (likwidacja salmonelli), następnie wybij je do słoika i dodaj pozostałe składniki. Zmiksuj blenderem. Jak to zrobić pokazuje to video: https://www.youtube.com/watch?v=sas5TSLrB7E
Cztery łyżki majonezu wyjmij do miski i zmiksuj z posiekanymi ziołami
Racja armii litewskiej menu 1 to pojedynczy posiłek podobny do polskich racji SR lub amerykańskich MRE. Niedawno usłyszałem takie zdanie, że racje żywnościowe są dla żołnierzy wspomnieniem domu – w kolejnych recenzjach będzie widać jak bardzo się różnią w zależności od kraju. Ta racja została zapakowana przez firmę Pakma z Mariampola, blisko polskiej granicy. Zapraszam na recenzję.
Zawartość:
gulasz wieprzowy z ryżem 240g, w tym 100g mięsa
suchary specjalne
migdały
dżem truskawkowy
czekolada
napój cytrynowy z wit.C
herbata czarna
cukier 12g
akcesoria:
łyżka plastikowa
ogrzewacz bezpłomieniowy
zestaw do pogrzewania posiłków (tacka i paliwo suche)
pasek plastikowy do zamykania
zapałki
chusteczka odświeżająca cytrynowa
Racja armii litewskiej menu 1 zawartość
Danie główne – gulasz wieprzowy z ryżem
W racji litewskiej (jako jedynej mi znanej) są 2 rodzaje podgrzewaczy – bezpłomieniowy oraz suche paliwo. Nie wiem czy można torebkę z jedzeniem postawić bezpośrednio na ogniu (prawdopodobnie trzeba na tym zestawie podgrzać wodę i tam ją włożyć) – zatem użyłem bezpłomieniowego. Jest to duży podgrzewacz, który owija się dookoła torebki. Załączona instrukcja mówi też, że można torebkę włożyć do podgrzewacza. Jest on bardzo wydajny i nie było problemu, żeby podgrzać danie w ciągu 12 minut (ale to nie to, co polska torpeda z dwoma podgrzewaczami 😉 ). Pewnym zaskoczeniem było to, że torebka z jedzeniem nie ma nacięć umożliwiających jej otwarcie – ale dobry żołnierz zawsze ma pod ręką nóż 😉 .
Racja armii litewskiej menu 1-podgrzewacze
Gulasz (prod. litewskiej) ma ładny, mięsny zapach, z wyglądu przypomina kocie jedzenie… 😉 . Mięso jest mielone, w środku widać też kawałki warzyw. Jest całkiem smaczny, chociaz nieco mdły. W zestawie nie ma przypraw – soli tu nie potrzeba, ale pieprz by się przydał. Zjadłem go do końca z przyjemnością.
Racja armii litewskiej menu 1-gulasz wieprzowy z ryżem
Przystawki, dodatki, napoje
Zestaw nie jest zbyt bogaty, ale ma wszystko, co trzeba – krakersy, coś słodkiego, przekąskę, ciepły i zimny napój.
Herbata czarna Darjeeling jest zwykłą herbatą, o niezbyt intesywnym smaku (jak dla mnie za mało intensywna). Do tego jest duża ilość cukru – 12g, w racji USA jest to 5g (ale poczekajcie na następną recenzję racji rosyjskiej… 😉 ). Napój cytrynowy jest przeznaczony na 600ml wody. Ma przerażający kolor barwnika spożywczego i smakuje sztucznie. Na szczęście nie jest zbyt słodki, zawiera poza tym witaminę C, której nie ma w tej racji w postaci cukierków czy pastylek.
Krakersy to podwójna porcja polskich sucharów specjalnych z kminkiem. Ja lubię ich smak, ale staram się nie odgryzać tylko najpierw odłamać kawałek – zęby juz nie te 😉 . Dżem truskawkowy (produkcji litewskiej) jest dość słodki, ale też w miarę owocowy. Migdały (prod USA) są smaczne, nie mają żadnych dodatków smakowych (soli, przypraw). Czekolada jest „pół-gorzka”, smaczna, lepsza od tej z polskiej racji SR-G-3.
Łyżka jest niestety tą samą łyżką, która występuje w racjach polskich i rosyjskich – czyli najtańsza, barowa wersja. Tym razem udało mi sie jej nie złamać.
Racja armii litewskiej menu 1-dodatki
Recenzja filmowa w języku angielskim na kanale Delicious:
Racja Wojska Polskiego całodobowa SR-G-3 to pierwsza recenzja racji całodobowej. Dobór elementów do poszczególnych posiłków jest dowolny, chociaż ja założyłem, że ciepłe posiłki są na śniadanie i obiad. Ten zestaw jest dostarczony przez firmę ARPOL, chociaż trzeba pamiętać, że to tylko firma pakująca, zawartość dostarczają inni producenci, którzy uzyskali atest na poszczególne elementy. Otwieramy opakowanie i … do dzieła !
Zawartość:
Jak zwykle w polskich racjach zapakowane są w grubą folię, której nie da się otworzyć bez pomocy narzędzi, ale dobry zołnierz zawsze ma pod ręką nóż 🙂
Racja Wojska Polskiego S-RG-3 zawartość
Posiłek A
Szynka drobiowa
Bigos z kiełbaską (zamieniłem z posiłkiem B) – prod. Rolnik, Mikołów – 300g
Miód wielokwiatowy
Koncentrat napoju herbacianego o smaku cytrynowym
Pieczywo chrupkie żytnie
Posiłek B
Pulpety w sosie pomidorowym – prod Rolnik, Mikołów, 300g
Suchary specjalne (Panzerckrackers 😉 )
Koncentrat napoju herbacianego o smaku malinowym
Posiłek C
Konserwa wieprzowa mielona, gatunkowa
Pieczywo chrupkie żytnie
Dżem malinowy
Koncentrat napoju herbacianego o smaku cytrynowym
Mieszanka owoców liofilizowanych
Akcesoria
kawa rozpuszczalna – 2 porcje
cukier – 10 g (1 torebka)
cukierki z wit. C – 3 szt
cukierki kawowe Kofik – 3 szt
guma do żucia – 3 szt
czekolada gorzka – 100g
baton zbożowo-owocowy (figowy) – 1 szt
sól, pieprz ( 2 szt)
torebki: foliowa , 2 strunowe, 1 do dezynfekcji wody
chusteczki nawilżone – 3 szt
Zestaw do podgrzewania posiłków
Sztućce jednorazowe – 3 zestawy
Kubek papierowy -4 szt
papier toaletowy
tabletki do dezynfekcji wody – 4 szt (każda na 1 l)
Test – Posiłek A
Niestety puszki z daniami do podgrzewania nie mają etykiet w tym zestawie, pozostają tylko kody nadrukowane na puszkach. Znalazłem w internecie ich listę, niestety w trakcie nagrywania recenzji pomieszałem i obiad zjadłem na śniadanie. Moim zdaniem to nic nie szkodzi, poza tym… jak jesteś w terenie to trudno, żebyś miał pod ręką liste kodów – czyli zasymulowałem sytuację rzeczywistą :).
Do posiłku użyłem zestawu opisanego w racji plus kawa i cukierki. Chleb chrupki jest trochę dziwny (nie kojarzy mi sie ze słowem „chleb”, o strukturze styropianu) – raczej pieczywo chrupkie, ale jest całkiem smaczny. Na dodatek jest wieczny – jego termin ważności był dłuższy o 9 miesięcy od pozostałych elementów racji. Mielonka drobiowa jest całkiem dobra. Jest mniej wyrazista i przyprawiona od wieprzowej, ale po prostu przyzwoita – większość to indyk i ok 12% wieprzowiny. Producent – Sokołów. Miód jest normalny i całkiem dobry – fajny, słodki energetyczny akcent.
Racja Wojska Polskiego S-GR-3 śniadanie
Napoje – kawa rozpuszczona w całym kubku wody jest zbyt cienka dla mnie. To samo dotyczy napoju herbacianego. Cukierki dają radę 😉 – Kofik jest jak zwykle dobry – mieszanka kawy, mleka i cukru. Cukierek z wit. C miał smak jabłkowy – taka landrynka, ale w środku ma troszkę żelu owocowego.
Racja Wojska Polskiego S-RG-3 napoje
Danie główne, którym okazał być się bigos. Po pierwsze – ogrzewacz – pierwszy raz z niego korzystałem. Jego złożenie jest bardzo proste. Mamy do dyspozycji 12 tabletek, co wystarcza na… 2 godziny grzania. W komplecie zapałki zwykłe i 3 sztormowe o pięknej, niebieskiej barwie. Puszkę podgrzewałem na dworze, a tego dnia było wietrznie. Zużyłem 2 tabletki paliwa, ale danie było naprawdę porządnie podgrzane – brawo ! Ciekawostką jest fakt, że podgrzewacz jest „made in Poland” , ale składany uchwyt do puszek widoczny u dołu zdjęcia jest „made in France”
Racja Wojska Polskiego S-RG-3-zestaw do podgrzewania
Racja Wojska Polskiego S-RG-3 podgrzewanie
Racja Wojska Polskiego S-RG-3 podgrzewanie
Bigos zawiera kapustę kiszoną, porządne kawałki wędzonej kiełbasy i koncentrat pomidorowy. Ma trochę zbyt miękką konsystencję, nie ma dodatków typu suszone grzyby, śliwki suszone, mięso, liście laurowe, wino… Ale mimo wszystko uważam, że jest smaczny. Taki bazowy bigos. Jadłem go już 2 razy, w tym w wersji dla ogrzewaczy bezpłomieniowych. Nie jest to bezpłciowa papka zmielonego mięsa tylko normalne danie.
Racja Wojska Polskiego S-RG-3 bigos
Test – posiłek B
Po lepszym przyjrzeniu się dokumentacji (WP – mistrz procedur !) zauważyłem, że na spisie zawartości są umieszczone kody puszek. Można się doczytać – zwracam honor.
Racja Wojska Polskiego S-RG-3-obiad
Do picia wybrałem kawę i napój herbaciany o smaku malinowym. Jeśli wlejecie do pełna wody do załączonych kubeczków to będzie to trochę zbyt rzadki. Polecam nalać ok. 150 ml (gorącej wody) i dopełnić w zależności od smaku. Oprócz głównego dania są suchary i baton zbożowo-owocowy o smaku figowym. Do tego można dodać część czekolady.
Racja Wojska Polskiego SR-G-3 – obiad
Do skomentowania jest właściwie główne danie. Pulpety składają się pół na pół z wieprzowiny i wołowiny (oraz innych dodatków, których nie chcecie znać, ale zawartość mięsa jest 85% to i tak nieźle, jak na taką paszę). Do tego jest sos pomidorowy i trochę warzyw (marchew, pietruszka itp.). Całość może nie zachwyca, ale jest naprawdę przyzwoita. Od czasu do czasu można taki obiad zjeść w domu. Dla mnie trochę za mało pomidorów i przypraw. Dosypałem soli i pieprzu i było troche lepiej. Dobrze jest też pokruszyć suchary albo pieczywo chrupkie do takiego sosu (tzw. gundog’s style 😉 ) – to daje fajną teksturę, chrupkość i dodatkowe kalorie.
Godny pochwały jest też baton zbożowo-owocowy (50% suszonych owoców, 50% płatków zbożowych) – dominuje smak figi, jest trochę chrupiący, nie za słodki i jest energetyczną bombą – 367 kcal w 35g…
Posilek C – kolacja
Na kolację zaplanowałem – według instrukcji – dania zimne. Konserwa wieprzowa, pieczywo chrupkie i suchary, dżem malinowy, owoce suszone, napój herbciany o smaku cytrynowym, czekoladę i drobne dodatki (cukierki, guma).
Racja Wojska Polskiego SR-G-3 kolacja
Pieczywo omawiałem przy okazji śniadania. Interesującymi pozycjami są; mielonka wieprzowa, suszone owoce i czekolada. Napój herbaciany rozrobiłem w całym kubku gorącej wody i był zbyt rozwodniony jak dla mnie. Czekolada jest … słaba – z jakiejś małej firmy, którą ciężko spotkać w normalnym sklepie. Ta akurat była już utleniona. Smak był akceptowalny, ale jak na gorzką czekoladę to jest wiele przykładów duuuużo lepszych.
Suszone, a właściwie liofilizowne owoce były smaczną niespodzianką. Spodziewałem się zwykłych suszonych owoców (nienadających się do jedzenia), które widziałem w recenzjach – a tu… truskawki, jabłka, ananas – naprawdę smaczne. Wolę wersję suchą, niż zalaną wodą. Dżem sprawił mi zawód – słodki, ale bardzo malo owocowy.
Wreszcie „danie główne” – mielonka. To najsmaczniejsza mielonka, na którą trafiłem do tej pory w zestawach, dość tłusta, dobrze doprawiona, być może ma dodatek boczku wędzonego. Absolutnie można to jeść na codzień (bez przesady w ilości – to nie jest najzdrowsze jedzenie).
Jeśli chodzi o dodatki to pewnym zaskoczeniem była guma do żucia (produkowana w Niemczech) – jest mała i dość delikatna. W zasadzie trzeba zjeść całą porcję (2 kawałki), żeby poczuć normalną, jedną gumę kupowana w sklepie.
Podsumowanie
Moim zdaniem w miarę niezła racja – dania główne dobre, świetna mielonka wieprzowa, reszta taka sobie. Bigos jest bez ekstrawagancji (suszone grzyby, dziczyzna, jałowiec itp.), trochę przegotowany, ale dobry. Jak zwykle wszystko trzeba doprawić. Pulpety są jadalne – trzeba posolić i popieprzyć (jak użyć koncentratu pomidorowego, który nie jest w zestawie, to będzie całkiem OK). Mielonka drobiowa jadalna, mielonka wieprzowa bardzo dobra. Świetne owoce liofilizowane i baton owocowo-zbożowy. Napoje przeciętne, czekolada słaba, ale jadalna. Suchary i pieczywo – dobre.
Recenzja na YouTube w jęz. angielskim w dwóch częściach: