Restauracja Flavoria Poznań, pl. Andersa 3 – menu letnie 2017

Restauracja Flavoria Poznań do tej pory nie miała szczęścia do mojej wizyty. Mój pierwszy raz wypadł na degustację nowego menu letniego przygotowanego pierwszy raz w całości przez nowego szefa kuchni. Dania zaskoczyły mnie pomysłowością podania i kilkoma świetnymi połączeniami smaków. Oznacza to, że moja pierwsza wizyta nie była ostatnią 🙂 .

Wszystkie zdjęcia w relacji przedstawiają porcje w wielkości degustacyjnej – zamawiając z karty dostaniecie wiecej 🙂 .

Śledź, marakuja, chips z tapioki, sakiewka mango i ananas, wasabi

Restauracja Flavoria Poznań - śledź bałtycki - przystawka

Restauracja Flavoria Poznań – śledź bałtycki – przystawka

Nie dość, że ładnie  podane to jeszcze smaczne 🙂 . Bardzo ciekawie zamarynowany śledź – odpowiednio słony, słodki i kwaśny. Dodatek marakui dołożył się do tej owocowej kwaskowatości (ale nie smakuje to jak jogurt z marakują – bez obawy), nie jest tak słodki jak śledzie w wydaniu skandynawskim – słowem gratulacje dla podniebienia szefa ! Sakiewka z papieru ryżowego zawiera salsę z ananasa i mango i jest łagodnym, też słodko-kwaśnym uzupełnieniem. Wasabi bardzo delikatne, nie zburzy całości.

Carpaccio z jelenia, wędzony twaróg na rozmarynie z pieczonym czosnkiem, burak, cebula piklowana, oliwa jałowcowa

Restauracja Flavoria Poznań - carpaccio z jelenia z wędzonym twarogiem

Restauracja Flavoria Poznań – carpaccio z jelenia z wędzonym twarogiem

Carpaccio z jelenia jest bardzo delikatne, lekko słodkawe, wymaga zatem umiejętnego dobrania przypraw, aby smak wzbogacić, ale jednocześnie go nie zdławić. Trzeba przyznać, że szefowi udało się to w 100%. Genialnym elementem jest podwędzany mus twarogowy (właściwie „odymiony” dymem z rozmarynu) , z dodatkiem pieczonego czosnku, do tego oliwa jałowcowa – wszystko daje posmak lasu i ogniska. Trochę soli i pieprzu oraz piklowana cebula uzupełniają harmonię smaków

Bliny gryczane, kacze foie gras, sorbet z jeżyn, czarna kukurydza

Restauracja Flavoria Poznań - kacze foie gras na blinie gryczanej

Restauracja Flavoria Poznań – kacze foie gras na blinie gryczanej

Ciepła przystawka –  kacza wątróbka na gryczanym placuszku. Smak tej wątróbki jest sam w sobie bogaty, nie jest gorzka, ma smarowną konsystencję, dobrze do niej pasuje kwaśny akcent sorbetu. Jedynym moim zastrzeżeniem do tego dania była bardzo duża ilość pestek w sorbecie. Ciekawa ozdoba z czarnej kukurydzy (bardziej wyglądającej niż smakującej).

Pstrąg łososiowy grillowany, sos holenderski, groszek, fenkuł, placek z cukinii

Restauracja Flavoria Poznań - pstrąg łososiowy z sosem holenderskim

Restauracja Flavoria Poznań – pstrąg łososiowy z sosem holenderskim

Mocny akcent tego menu. Świetnie grillowany filet z pstrąga, do tego słodkawy, zielony groszek i przepyszny sos holenderski – kwaśny, maślany, lekko pikantny – wszystko składa się w doskonałą całość. Dodatki też zasługują na pochwałę – bardzo delikatny placuszek z cukinii i marynowany koper włoski – kwaśno słodki.

Wytrawny sorbet z prosecco z limonką

Restauracja Flavoria Poznań - wytrawny sorbet z prosecco

Restauracja Flavoria Poznań – wytrawny sorbet z prosecco

Po pierwszym kęsie – zaskoczenie – sorbet jest wytrawny, lekko kwaskowy od limonki i dość mocno alkoholowy. Dobrze służy do zmiany smaku przed następnym daniem, które też miało swój – zupełnie inny – bukiet smakowy

Duszona gicz jagnięca, sos pieczeniowy z miodem, puree z modrej kapusty, falafel, sałatka z patisona i kopru z majonezem

Restauracja Flavoria Poznań - duszona gicz jagnięca

Restauracja Flavoria Poznań – duszona gicz jagnięca

Jak w poprzednich daniach – połączenie wyczucia smaku i estetyki. Gicz jagnięca (w normalnej wersji jest dużo większa) podana z sosem pieczeniowym z dodatkiem miodu, który jest nalany do wnętrza kości – bardzo pomysłowe. Samo mięso jest delikatnie przyprawione, mięciutkie, do wzmocnienia smaku służy sos i puree z modrej kapusty (słodko-kwaśne). Piklowane patisony w sałatce z koprem i majonezem stanowią ostrzejszy akcent, a falafel – ze swoimi arabskimi przyprawami – świetnie kontrastuje resztę potrawy ze strony słodkiej na wytrawną.

Lody z koziego sera ziemią z orzechów karmelizowanych

Restauracja Flavoria Poznań - lody z koziego sera

Restauracja Flavoria Poznań – lody z koziego sera

Nazwa może dla niektórych brzmieć przerażająco i przy stole były osoby, które zdecydowanie odmówiły spróbowania 🙂 – ale lody nie smakowały wcale jak dojrzały ser kozi – który jest dość kontrowersyjny. Ja kiedyś miałem podobne opory ze spróbowaniem ptasiego mleczka z koziego mleka…

Lody miały neutralny, śmietankowy smak, lekko nawet słony. Deserowy charakter podkreślała „ziemia” z karmelizowanych orzechów – słodkawa i chrupiąca. Dobry deser, jak się nie ma już miejsca na nic większego, na dodatek niezbyt słodki.

Ostatnią pozycją był drugi deser – kruche ciasteczka, ale niestety musiałem już wyjść i go nie spróbowałem. Należy także podkreślić świetnie dobrane wina każdej potrawy – nie zdarzyło się, żeby wino zdominowało potrawę, nawet jeśli w intensywności było równorzędne – tak jak białe, słodkie wino podane do wątróbki.

Restauracja Flavoria Poznań - szfowie kuchni i menedżerka

Restauracja Flavoria Poznań – szefowie kuchni i menedżerka oraz sommelier

Flavoria należy do tych restauracji, które znajdując się przy hotelu mają większe ambicje zaistnienia samodzielnie na rynku. Uważam, że przy takim wyczuciu smaku i kulinarnej wyobraźni ma na to jak najbardziej szanse. Cenowo plasuje się na wyższej półce, ale warto tam zajrzeć – nawet jeśli rzadziej.

Gościniec Lizawka Poznań ul. Bałtycka 79

Gościniec Lizawka  Poznań to miejsce, gdzie chciałem się wybrać od jakiegoś czasu. Jego położenie w lesie, w towarzystwie bractwa myśliwskiego obiecywało menu z dziczyzny. Ostatecznie wybrałem się tam słysząc, że Magda Gessler przeprowadziła tam kuchenne rewolucje. Po raz pierwszy byłem w restauracji przed zobaczeniem programu, nie wiedziałem zatem na co się nastawiać. Karta ma nową „porewolucyjną” sekcję, z której zamawiałem dania, natomiast – wyjątkowo – na ścianie nie było „pogesslerowego” lustra. Zapraszam do lektury mojej opinii.

Przy okazji tej recenzji zdałem sobie sprawę, że na odbiór lokalu duży wpływ ma z jakimi oczekiwaniami do niego przychodzimy. Ja (nie widząc wcześniej odcinka) chyba stworzyłem sobie w głowie obraz, że będzie to jakaś myśliwska ekstrawagancja w smaku i w wyglądzie. Podczas mojego pobytu przemyślałem trochę sprawę – jest to gościniec, czyli coś w rodzaju zajazdów, jakie spotykamy przy drogach i na ten styl powinniśmy się przygotować.

Wygląd i obsługa

Miejsce jest urocze – las, zieleń, śpiewające ptaki (pomimo, ze to Poznań). Gościniec jest w stylu lat 70-tych (i wtedy zbudowany) i trąci trochę „myszką”, widać też niedoinwestowanie jeśli chodzi o utrzymanie budynku, ale bez przesady – wewnątrz jest czysto, brak obcych zapachów itp.

Estetyka wnętrza jest znośna, chociaż jedyny element ozdobny – stare, czarno-białe zdjęcia goscińca na tle jasnych ścian był dla mnie nudny. Lokal ma 2 sale, odrobinę różniące się wystrojem, standardowe krzesła – jak w sali konferencyjnej w hotelu. Muszę podkreślić (i nie jestem jedyną osobą mającą takie zdanie) – są naprawde wygodne, stabilne, dają dobre oparcie.

Gościniec Lizawka Poznań - wnętrze

Gościniec Lizawka Poznań – wnętrze

Obsługa składała się z 2 młodych kelnerek i pana – zdaje się, że właściciela. Kelnerka była miła, chociaż bardzo zestresowana, jakbym co najmniej był panią Gessler. Na pierwsze danie czekałem ok 15-17 minut, w lokalu było w sumie 5 gości. Trochę byłem zdzwiony, ale tajemnica się wyjaśniła – ja myślałem, że dostanę zimną przystawkę (którą można szybko podać), a tymczasem jako pierwszą dostałem zupę. W zestawie nie ma czekadełek, a mam przeczucie, że jesli jest więcej gości to by się przydało…

Z takich drobnostek, które miałem na myśli mówiąc wcześniej o stylu lokalu – w jednej sali na stolikach były sól i pieprz, na drugiej – zupełnie ich brak. Drugim takim elementem były sztućce, których zestaw jest jak na zdjęciu powyżej. W moim przypadku – miałem 2 dania jedzone widelcem i nożem – po prostu mi ich zabrakło, musiałem pożyczyć z innego miejsca, nie tylko ja miałem taki problem.

Zupa – rosół z ogonów cielęcych z pieczonym porem i kluskami kładzionymi

Gościniec Lizawka Poznań - rosół z ogonów cielęcych

Gościniec Lizawka Poznań – rosół z ogonów cielęcych

Z tym daniem miałem nieco problemu, ponieważ to nie jest taki rodzaj rosołu, jaki lubię. Niemniej jednak uważam, że zupa była zrobiona prawidłowo, miała zapach mięsa, była delikatna w smaku – nie była zepsuta nadmierną ilością soli i przypraw. Kluski kładzione były bardzo miękkie, ale nie rozpadające się – bardzo dobre. Tytułowych porów nie było – możecie porównać oryginalne zdjęcie na profilu FB restauracji. Mi brakowało też trochę natki pietruszki, co prawda chyba była w tych kluskach (w każdym razie coś zielonego), ale w smaku nie mogłem jej wyczuć. Miseczka rosołu – 12 PLN

Przystawka – wędzony jesiotr z sosem tatarskim

Gościniec Lizawka Poznań - wędzony jesiotr z sosem tatarskim

Gościniec Lizawka Poznań – wędzony jesiotr z sosem tatarskim

Przystawka składała się z jednego plasterka jesiotra, sosu tatarskiego, kilku warzyw. Sam jesiotr mi bardzo smakował – był swieży, miał piękny zapach – widać, że dobrze dobrano rodzaj drewna do wędzenia, nie był za słony. To tłusta ryba i dobrze sprawdza się w wersji wędzonej. Na pochwałę zasługuje też sos tatarski – nie za kwaśny, ale nie mdły – nie zagłuszał smaku ryby, bardzo smaczne – słodkie – były też pomidorki. W menu to danie opisane jest jako „z sałatką cytrynową” – nie mogę tego potwierdzić – cytryna została gdzieś w kącie kuchni…

Teraz mała łyżeczka dziegciu do tej beczki miodu – sałata lodowa była nieco stara – być może została podzielona i leżała – widać to po czerwonych krawędziach, nie miało to wpływu na smak i chrupkość (ponieważ to były białe jej części). Druga sprawa – do której bardzo rzadko sie przyczepiam – to kwestia porcji. Co prawda na menu jest napisane uczciwie, że jest to 30g – ale w praktyce to 1 plasterek o długości ok 3-4 cm. Ta przystawka kosztuje 14 PLN, co daje cenę kilograma ryby prawie 470 PLN (reszta dodatków pomijalna). Oczywiście nie sprzedaje się po cenie surowca, ale jeśli zobaczyć jaka jest cena surowca w handlu (i weźmiecie poprawkę, że to lokalna wędzarnia, odchodzi szkielet ryby itd.) to przyznaję, że marża jest nieco zbójecka. Dwa plasterki by robiły dużo lepsze wrażenie. Takiej wielkości porcje to jadłem na kolacji degustacyjnej, gdzie było 7-9 dań.

Kotlet z dzika z pyrą z gzikiem i sosem pomidorowym

Gościniec Lizawka Poznań - Kotlet z dziki z pyrą z gzikiem i sosem pomidorowym

Gościniec Lizawka Poznań – Kotlet z dzika z pyrą z gzikiem i sosem pomidorowym

Kotlet z dzika, słusznej wielkości, panierowany z dodatkiem orzechów włoskich, do tego pyra z gzikiem, kawałek marchewki i troszkę sosu pomidorowego. Do tego obowiązkowy zestaw dekoracyjny 🙂

Pyra z gzikiem (czyli ziemniak z twarożkiem) to regionalny, wielkopolski akcent. Ziemniak był smaczny – pieczony, a nie gotowany, gzik też całkiem smaczny, chociaż przepisów na ten specjał jest wiele i może niektórzy będą kręcić nosem, że czegoś w nim zabrakło.

Dwa kawałki marchewki – które widać z tyłu – były naprawdę smaczne – nie rozgotowane, lekko al dente. Z samym kotletem mam trochę problem – dla mnie to był najsłabszy element mojego obiadu. Kotlet jest dość mocno rozbity, może nie suchy, ale też nie soczysty. Chyba był smażony na smalcu, zapach był w miarę neutralny. Ciekawym dodatkiem były orzechy włoskie – w dużych kawałkach – coś na ząb, niestety trafił się też kawałek łupinki z orzecha – też na ząb. Całość – była hmm… nijaka – to nie znaczy niesmaczna, ale mało wyraźnie przyprawiona, właściwie trudno by było zgadnąć mi jakie to mięso – nie smakowało – jak to czasem dobra wieprzowina – takim… mięsem.

Muszę wspomnieć o sosie pomidorowym – był bardzo smaczny – skoncentrowane pomidory i zioła (mam wrażenie, że pożyczony od kolegów z pizzerni, która ponoć miesci się w tym kompleksie). Niemniej jednak nie pasował do całości. Jeśli to miał być kotlet w tym włoskim sosie (co dla mnie nie miałoby sensu, bo smak sosu by zdominował mięso) to powinno go być dużo, a nie łyżeczka do herbaty. Całe danie – 39 PLN

Kilka słów podsumowania…

Ładnie położona restauracja z dużym parkingiem, wyposażona w plac zabaw dla dzieci i kącik do zabawy na sali – jak kończyłem jeść to pojawiło sie dużo rodzin z dziećmi. Estetycznie i stylistycznie to raczej zajazd, a nie ekskluzywny lokal. Widać też, że chyba załoga serwująca jest młoda, ale naprawdę się starają.

Restauracja zachęca na swojej karcie menu, aby zostawić im swoja opinię na ich profilu na Facebooku. Odwiedziłem ten profil i muszę przyznać, że to odważna decyzja właścicieli. Są dwa rodzaje opinii – bardzo zadowolone i bardzo niezadowolone (i to niestety dość konkretne, z uzasadnieniem) – dlatego też postanowiłem sam to sprawdzić. Smakowo mam mieszane wrażenia, ale kilka elementów było naprawdę dobrych, więc to daje nadzieję, że ten dobry smak się odnajdzie w innych potrawach. Może tam wpadnę na jakies danie „pozagesslerowe”.

20 stycznia 2019 odwiedziłem ponownie Lizawkę.

Próbowałem czerniny, której nie jestem wielkim miłośnikiem i … musze przyznać, że to pierwsza wersja, która mi naprawdę smakowała. Całość smaku była przesunięta w kwaśną stronę i to jest zapewne przyczyna.

Gościniec Lizawka Poznań - czernina 2019

Gościniec Lizawka Poznań – czernina 2019

Oprócz tego wziąłem pieczoną kiełbasę z dzika z tostami i musztardą francuską. Rozmiar ma znaczenie.. 🙂 kiełbasa ma imponującą długość. W smaku dobrze przyprawiona, dość słona (co jest też pewnie efektem podpiekania), dobrze uwędzona. Musztarda dla mnie – zbędny dodatek, bo maskuje smak kiełbasy, jakiś rodzaj chrzanu by się lepiej sprawdził. Nie wiem czemu w menu jest musztarda francuska – może była wyprodukowana we Francji, ale na wygląd to sarepska…

Gościniec Lizawka Poznań - kiełbasa z dzika 2019

Gościniec Lizawka Poznań – kiełbasa z dzika 2019

Oprócz tego zaczęli oferować dziczyznę do sprzedaży oraz kiełbasy z dziczyzny. Tym razem się nie skusiłem, ale ceny są przyzwoite.

Restauracja Cucina menu degustacyjne wiosna-lato 2017

Restauracja Cucina menu degustacyjne właśnie ogłosiła na sezon wiosna-lato 2017. Menu to jest lżejsze i zawiera więcej warzyw, a także owocowych, orzeźwiających smaków. Oprócz smaków i doskonałych surowców liczy się zbalansowanie przypraw, a także wygląd, przestrzenność na talerzu, która powoduje, że dania są jak namalowane obrazy. Wszystko to pod nadzorem szefa – Ernesta Jagodzińskiego – będziecie mogli zobaczyć i spróbować w restauracji Cucina w Poznaniu przy ul. Wyspiańskiego 26a.

Restauracja Cucina menu degustacyjne

Restauracja Cucina menu degustacyjne – z autografem Szefa !

Restauracja Cucina menu degustacyjne - narzędzia pracy gotowe !

Restauracja Cucina menu degustacyjne – narzędzia pracy gotowe !

Przystawka – foie gras, półgęsek wędzony, agrest, babka bananowa

Restauracja Cucina Menu degustacyjne-przystawka

Restauracja Cucina Menu degustacyjne-przystawka

Finezyjna kombinacja na pobudzenie apetytu. Plasterek foie gras o łagodnym smaku, cieniutki, wędzony półgęsek o wspaniale dobranej słoności i do tego kontrast z kwaśnego agrestu. Agrest w postaci świeżych owoców i sorbetu agrestowego położonego na chrupiącym „piasku”. Harmonia smaków słodkich, goryczkowych, kwaśnych słonych i wędzonych.

Piękna, przestrzenna kompozycja, której uroku dodaje wytrawna babka bananowa wyglądająca jak morska gąbka i biała pianka.

Zupa – krem z młodej pietruchy, mleko kokosowe, piklowana gruszka

Restauracja Cucina menu degustacyjne-krem z pietruszki

Restauracja Cucina menu degustacyjne-krem z pietruszki

To był hit wieczoru. Szef wpadł na ten pomysł na warsztatach kulinarnych z dziećmi, gdzie postanowili zrobić coś innego niż krem z marchewki. Przepyszna zupa o lekko kwaskowym smaku, z podkładem kokosu, idealnie gładka, aksamitna, bardzo aromatyczna. W środku kawałki piklowanej gruszki, listek szczawiku również stanowił piękny i smaczny, kwaśny akcent. Podana w czarnej misce z czerwonym wnętrzem zachęcała do jedzenia. Zaskakująco sycąca.

Jeśli znajdziecie ją w menu Cuciny – absolutna jazda obowiązkowa !

Danie główne – kulbin, kasza pęczak, brukselka, pikle, czarne puree

Restauracja Cucina menu degustacyjne - kulbin, pęczak, pikle

Restauracja Cucina menu degustacyjne – kulbin, pęczak, pikle

Ja też nie wiedziałem co to jest kulbin 🙂 . Okazał się rybą (naprawdę dużą – dorasta do 2,3 m i 100 kg wagi) i na dodatek świetnie przyrządzoną. Miał swój rybny smak i wspaniałą, chrupką skórkę, nie był za tłusty. Ernest przy okazji opowiadał nam jak jego kucharze eksperymentują z technikami smażenia ryb, często wbrew wszelkim zasadom osiągając ciekawe efekty.

Płatowi ryby towarzyszyło czarne puree z bakłażana (raczej efekt kolorystyczny niż smakowy), kremowa kasza pęczak, duszona brukselka i piklowana, młoda marchewka i łodygi kopru włoskiego. Zwłaszcza ten drugi dodatek wybuchał wspaniałym bukietem anyżkowego smaku. Całość dekorował daszek ze szpinakowego chipsu.

Przed następnym daniem podano sorbet morelowo rozmarynowy z piankowym chipsem z mango i maliną. Niestety złośliwie mój aparat nie potrafił złapać ostrości na tym daniu, zdjęcia możecie zobaczyć na profilu Facebookowym Ernesta  – to deser z malinką 🙂 . Wspaniały przerywnik – słodko-kwaśny, pełen aromatu, aksamitna gładkość sorbetu (z wyraźną nutą żywicy z rozmarynu) skontrastowana z szorstkim, gąbczastym wafelkiem – chipsem.

Danie główne – biodrówka jagnięca, ziemniak croquette, pikle

Restauracja Cucina menu degustacyjne - biodrówka jagnięca, ziemniak croquette

Restauracja Cucina menu degustacyjne – biodrówka jagnięca, ziemniak croquette

Biodrówka miała idealną konsystencję – miękka, rozpływająca się w ustach, idealnie wypieczona, do tego demi-glace, pikle i wybitny ziemniak w postaci pierzastej kulki z płynną zawartością. Kunszt nie tylko w doborze smaku, ale technice przyrządzania na poziomie najlepszych restauracji.

Deser – półsfera z białej czekolady, ganache, marmolada z pomarańczy, sorbet mandarynkowy, mango, szpinak

Restauracja Cucina menu degustacyjne - deser

Restauracja Cucina menu degustacyjne – deser

Nawet jeśli jesteście najedzeni – to nie ma mocnych, żeby tak pięknego dania nie spróbować 🙂 . Piękna w formie skorupka z białej czekolady naładowana marmoladą pomarańczową i kwaskowym sorbetem, z czekoladowym ganache jako wykończeniem. Pyszne krople puree z mango, a wizualnie udekorowane szpinakową „gąbką” – to jest dzieło sztuki z kuchni Ernesta Jagodzińskiego.

Do opisu dań należałoby dodać opis win – od Prosecco na aperitif, przez odświeżające Gewürztraminer, Riesling, lekkie Montepulziano, aż po głęboki, wyraźny i słodki Moscatel na deser. Świetnie dobrane do poszczególnych dań, podkreślające smak, ale nie zagłuszające.

Mam nadzieję, że niektóre z dań wejdą do regularnej karty – w każdym razie warto spędzić przyjemny i pełen wrażeń kulinarnych wieczór z nowym menu w Cucinie. Charakter tej restauracji – jednocześnie ekskluzywny, ale nie onieśmielający – powoduje, że dobrze się tam czuję.

Do zobaczenia w Cucinie !

Do zobaczenia w Cucinie !

Do zobaczenia w Cucinie !

Restauracja Arken – Bådehavnen 21, Køge, Dania

Restauracja Arken („Arka”) znajduje się w Danii, w miejscowości Køge – około 80 km na południe od Kopenhagi. Jest położona wewnątrz mariny, nad samym brzegiem morza. Specjalizuje się w daniach z ryb i owoców morza, chociaż można też zjeść coś z innej półki. Z zewnątrz nie wygląda imponująco – dość podobnie do portowych baraków, jest natomiast czysto i schludnie. Jej jakość nie bierze się z pięknych wnętrz, ale dobrej kuchni. Nie epatuje przy tym podawaniem chrobotka reniferowego i jadalnej ziemi tylko dobrymi składnikami.

Wystrój i obsługa

Wnętrze jest ozdobione elementami nawiązującymi do morza i żeglarstwa. Nie ma tam długich, białych obrusów i pięknych krzeseł. Proste stoliki, drewno, ale czysto i nie jest tandetnie. Nie ma mowy o zakurzonych gadżetach zdobniczych. W środku jest piętro, na które wchodzi się po drewnianych schodach, a w sezonie także stoliki pod namiotem na dworze w otoczeniu zieleni i wielkiej ściany będącej stojakiem na butelki wina.

Obsługa jest sprawna, nasz kelner – młody chłopak -był dobrze poinformowany, odpowiednio czujny i jednoczśnie absolutnie nie zestresowany.

 

Restauracja Arken, Køge

Restauracja Arken, Køge

Zupa rybna z owocami morza i szafranem

Zupa ta występowała w dwóch wersjach – małej i dużej. To, co widać na zdjęciu to wersja mała – miska miała z 15 cm średnicy… ciekaw jestem jaka jest duża.

Już na pierwszy rzut oka widać, że jest to danie pierwszej klasy. Zupa była kremowa, ale o absolutnie gładkiej, aksamitnej konsystencji, na pewno była przecierana. Delikatny smak, wcale nie dominujący rybą, bulionowo-śmietanowy.

To, co znajdowało się w zupie zasługuje na osobne peany – nie było to kilka przypadkowych kawałków z mrożonki „owoce morza”, ale świeże składniki i bardzo różnorodne. Ryba występowała w postaci kawałków białego mięsa o zwartej strukturze, do tego duże krewetki, rak, szczypce kraba. Osobną kategorię stanowiły małże – omułki, mniejsze i bardziej okrągłe, których nazwy nie znam oraz okładniczki, których skorupy dobrze znałem, ale nigdy nie miałem okazji spróbować. Trzeba się trochę przełamać, bo przypominają długiego, grubego robaka… Spodziewałem się, że mogą być gumowe, ale nic z tego.. mięciutkie i pyszne. Wszystkie składniki, bez wyjątku, były wyśmienite.

Do dania podany był odpowiedni zestaw narzędzi – widelczyk do wyciągania mięsa i narzędzie do kruszenia kraba. Absolutnie rzecz, którą trzeba tam spróbować.

Restauracja Arken, Køge- zupa rybna z szafranem

Restauracja Arken, Køge- zupa rybna z szafranem

Talerz dnia

W porze lunchu (frokost) w Danii podaje się często zestaw przekąsek – na ciepło i na zimno z pieczywem. Głównym posiłkiem jest kolacja, lunch jest lżejszy i często też jest w postaci kanapek.

Zawartość takiego menu się często zmienia – w zależności od fantazji kucharza  i dostępnych sezonowych produktów.

Tutaj się trafiły wędliny (chorizo, salami), pesto bazyliowe, sałatka z łososia, pulled pork zawinięte w ciasto filo, jajko przepiórcze i pulpet (frikadelle) z ogórkami – zwróćcie uwagę na piękne, dekoracyjne plastry kalafiora, który wyglądał jak zrobiony z papieru.

Wszystkie składniki były smaczne, najlepsza sałatka łososiowa, wszystkie surowce bardzo dobrej jakości

Restauracja Arken, Køge - dagens frokostplatte

Restauracja Arken, Køge – dagens frokostplatte

Łosoś wędzony na ciepło z chrupiąca sałatą

Nazwa oddaje dobre proporcje – gruby kawałek łososia miał ok. 100g, może trochę wiecej. Łosoś jest przygotowywany we własnej wędzarni w restauracji. Ryba to piękny kawałek fileta w przeciwieństwie do skrawków gorszej jakości, które często upycha się do sałatek. Do tego mieszanka świeżych sałat i ziołowy dressing.

Restauracja Arken, Køge - sałatka z wędzonym łososiem

Restauracja Arken, Køge – sałatka z wędzonym łososiem

Stjerneskud (czyli spadająca gwiazda)

To 100% duńskiej klasyki. Jest to w zasadzie otwarta kanapka, której podstawowym składnikiem jest smażona flądra, krewetki i sos. Zawsze jest to duże danie – tu było podane na podsmażonej grzance (nie widać na zdjęciu, jest pod spodem), świeżutkie flądry, dobrze usmażone, nie za tłusto. Do tego już wspomniany wczesniej łosoś z restauracyjnej wędzarni i duża garść krewetek koktajlowych. Ja na te krewetki zawsze krzywo patrzę, bo zazwyczaj są gumowe i wodniste, ale… te były po prostu świeże (i na dodatek ręcznie obierane), pelne smaku i zapachu – cudo ! Całość uzupełniona większymi krewetkami, kawiorem, sałatą i marynowaną i świeżą cebulą. Dołączony sos to tysiąca wysp. Jak jeść klasyki – to w takim, luksusowym wydaniu !

Restauracja Arken, Køge - stjerneskud

Restauracja Arken, Køge – stjerneskud

Creme brulee z lodem i puf

Wzorcowy creme brulee, o idealnej, gładkiej (ale nie żelatynowej) konsystencji, z ziarenkami wanilii, chrupiąca skorupka…. mmm…. Lody są również wytwarzane na miejscu – ten był waniliowy, z dodatkiem czekolady o sosu z kwaskowych owoców leśnych.

A teraz…. puf ! Nie wiem jak to się po polsku nazywa (widać takie żółtawe grudki na talerzu, było też wewnątrz loda) – wynaleziono to w USA i jest to masa cukrowa, w którą pod ciśnieniem wtłacza się dwutlenek węgla. Po wzięciu do ust zaczyna się rozpuszczać i trzeszczeć, strzelać (robić „puf !”). Znajduje się to też w niektórych słodyczach dla dzieci. Bardzo efektowne, chociaż ja myślałem, że oszaleję – czułem wewnątrz czaszki jak mi strzela.

Miałem okazję spróbować również innych lodów i sorbetów, z których pomarańczowy (zawierający również skórkę) był wybitny !

Restauracja Arken, Køge - creme brulee z lodem i puf

Restauracja Arken, Køge – creme brulee z lodem i puf

 

Jedzeniu towarzyszą widoki z okna takie jak ten poniżej. Słońce było nisko i część wody miała złoty kolor, a część niebieski… Daleko w tle widać most do Szwecji

Restauracja Arken, Køge - widok z okna o zachodzie słońca

Restauracja Arken, Køge – widok z okna o zachodzie słońca

Przed wejściem jeszcze jeden piękny dodatek – część terenu jest wysypana muszlami ostryg, świadczących o powodzeniu tego dania w Arken… Bardzo dobrze pasują kolorem, kształtem, formą do całego otoczenia.

Restauracja Arken, Køge - "dywanik" ze skorup ostryg

Restauracja Arken, Køge – „dywanik” ze skorup ostryg

Jeśli będziecie w pobliżu to warto tam zajrzeć – to kwintesencja skandynawskiej gastronomii – prostota, miłość do dobrej jakości składników, wysoka technika kuchenna.

W 2018 roku byłem ponownie w tej restauracji na morskiej uczcie „jedz ile możesz” –  dla miłośników ryb i owców morza to coś w rodzaju raju, a może raczej Valhalli… Zobaczcie sami:

 

Restauracja The Time w Poznaniu – Młyńska 12 – relacja z otwarcia

Restauracja The Time w Poznaniu to nowe miejsce na mapie kulinarnej. Mieści się w nowym centrum biurowym an ulicy Młyńskiej 12. Słowo „nowym” nie jest do końca odpowiednie – to 130 letnia kamienica odrestaurowana z wyjątkowym pietyzmem i dbałością o szczegóły. Szefem kuchni jest Roman Kosmalski, za dobór win odpowiada firma Mielżyński. W lodówkach jest ponad 150 różnych win. Zapraszam do mojej relacji z otwarcia restauracji i całej posiadłości. Przepraszam za słabą jakość zdjęć – pora zmienić narzędzie…

Restauracja The Time w Poznaniu - Młyńska 12 - budynek

Restauracja The Time w Poznaniu – Młyńska 12 – budynek

Wnętrze, obsługa

Budynek robi duże wrażenie – moje pierwsze skojarzenie to było stare miasto w Wiedniu – podobny styl i jakość. Restauracja jest urządzona nowocześnie, sąsiaduje z patio, w otoczeniu drzew oliwkowych (nawet są na nich małe oliwki). Wewnątrz jest ładne, skoncentrowane światło. W całym pomieszczeniu nie jest zbyt jasno, ale nie trzeba się domyślać, co jest na talerzu. Nie muszę dodawać, że jest sterylnie czysto.

Restauracja The Time w Poznaniu - Młyńska 12

Restauracja The Time w Poznaniu – Młyńska 12 (fot. mlynska12.pl)

Kantyna w biurowcu Młyńska 12 w Poznaniu

Kantyna w biurowcu Młyńska 12 w Poznaniu (fot. mlynska12.pl)

Restauracja The Time w Poznaniu-patio

Restauracja The Time w Poznaniu-patio (fot. mlynska12.pl)

Trudno się wypowiedzieć na temat poziomu codziennej obsługi, ponieważ to była kolacja zamknięta, ale widać, że kelnerzy znają zasady  dobrego serwisu. Dania były podawane wszystkim gościom jednocześnie, sztućce donoszone w rękawiczkach (inaczej widać by było odciski palców).

Amouse bouche (czyli cieszygęba 🙂 )

Brioszka z suszonymi pomidorami, solone masło (wino: Deutz brut classic BV)

Restauracja The Time w Poznaniu - brioszka z suszonymi pomidorami

Restauracja The Time w Poznaniu – brioszka z suszonymi pomidorami

Bułka była bardzo świeża i miękka, pomidory bardzo lekko wyczuwalne w smaku, widoczne w kolorze, do tego regionalne francuskie masło Charentes-Poitou. Pyszna i prosta przystawka, masło nie nazbyt słone, miękkie, zaserwowane wino musujące wytrawne było świetnie dobrane jeśli chodzi o kwasowość, ostrość – dokładnie na tym poziomie jak sama przystawka.

Przystawka

Ravioli z krewetką i mięsem kraba, sos z cielęciny (wino: Villa Sparina Gavi di Gavi 2013)

Restauracja The Time w Poznaniu - ravioli z krewetką i mięsem kraba, sos z cielęciny

Restauracja The Time w Poznaniu – ravioli z krewetką i mięsem kraba, sos z cielęciny

Jeden, ale duży pieróg ze świetnie doprawionym mięsem krewetki i kraba, podbitym sosem z cielęciny. Rzadko się zdarza, żeby nie stracić delikatnego smaku tych owoców morza, a jednocześnie, żeby smak był wyraźny. Brawa dla szefa i świetnie dobranego wina.

Zupa

Consomme z ogonów wołowych z kluską i seler naciowy (wino: Sybilla Kuntz Mosel-Riesling kabinett 2013)

Restauracja The Time w Poznaniu - consomme z ogonów wołowychq

Restauracja The Time w Poznaniu – consomme z ogonów wołowych

Consomme było delikatne  jak na wołowinę, lekko słodkawe, ale smakowite. Sama „kluska” raczej neutralna, wino (choć znakomite) nieco zderzało się z tłustością bulionu – to znaczy te tłustość podkreślało. Lepiej było popić po zakończeniu dania.

Danie główne

Gładzica nadziewana krewetką, chilli, kasza gryczana prażona (wino: Velich To 2013)

Restauracja The Time w Poznaniu - gładzica nadziewana krewetką

Restauracja The Time w Poznaniu – gładzica nadziewana krewetką

Wyśmienita, świeża ryba w formie roladki, nadziana krewetką. Bardzo ciekawa, prażona, chrupka kasza gryczana – przyznaję, że takiego wynalazku jeszcze nie jadłem. Oprócz smaku dodaje daniu chrupiącej tekstury.

Sorbet – mango i limonka

Restauracja The Time w Poznaniu - sorbet mango i limonka

Restauracja The Time w Poznaniu – sorbet mango i limonka

Po rybie trzeba było posprzątać podniebienie przed daniem z wieprzowiny – niezbyt słodki sorbet (tylko słodycz mango) z pikantną nuta świetnie spełnił swoje zadanie.

Danie główne

Schab z młodej wieprzowiny, pieczony burak, puree jabłkowe, pieczony batat (wino: Les Obners de la Peira 2014)

Restauracja The Time w Poznaniu - schab z młodej wieprzowiny

Restauracja The Time w Poznaniu – schab z młodej wieprzowiny

Delikates – bardzo młody schab, ale z otoczką tłuszczu, mięciutki, soczysty. Z dodatków wyróżniał się pieczony batat i doskonale dobrane wino.

Niestety z powodów logistycznych nie dotrwałem do deseru, którym była zestaw: jeżyna, cytryna, migdał, śliwka, sorbet z kwasu razowego, ale jestem przekonany, że był wyśmienity.

Dania, które otrzymaliśmy były w porcjach degustacyjnych, w karcie porcje są większe.

Widziałem też kartę, która startuje w restauracji – jest naprawdę ciekawa, ceny ze średniej półki (za wyjątkiem przystawek, które są wyraźnie droższe) – warto będzie tam zajrzeć na pełnowymiarowe danie. Postaram się też wybrać do kantyny (czynnej tylko w porze lunchu) – z ciekawości wersji budżetowej tej kuchni.

 

 

Restauracja Czardasz w Gdańsku ul. Śląska 66B

Restauracja Czardasz w Gdańsku mieszcząca się przy ulicy Śląskiej 66B to lokal dobrze znany mieszkańcom Trójmiasta. Poprzednia moja wizyta w tej restauracji była… 36 lat temu.

Restauracja brała udział 2 lata temu w Kuchennych Rewolucjach – pani Magda Gessler starała się uczynić ją bardziej węgierską i wyglądała na zadowoloną ze swojego dzieła. Postanowiłem sprawdzić na własnym podniebieniu jak to wygląda.

 

Restauracja Czardasz w Gdańsku ul. Śląska 66B - wejście boczne

Restauracja Czardasz w Gdańsku ul. Śląska 66B – wejście boczne

Wygląd i obsługa

W wystroju dominuje drewno, mimo odświeżenia go podczas rewolucji widać upływ czasu w tym wnętrzu. Mała sala jest ciemna i wypełniona intensywnymi zapachami z kuchni – trochę trudno w takich warunkach jeść. Duża sala była przygotowana do obsługi dużej imprezy, więc zasiedliśmy pod namiotem na dworzu. Jeśli jest ładna pogoda to jest tam przyjemnie, zwłaszcza jeśli się nie ma pecha i osoba obok przy stoliku nie pali papierosów… Generalnie na stołach było czysto, ale na podłodze już różnie – przy jednm ze stolików leżały rozsypane chipsy (prawdopodobnie przez siedzące tam dziecko, bo stało wysokie krzesełko).

Obsługa była sprawna i miła. Zainteresowanie klientem w granicach przyzwoitości. Pod koniec pokazała też, że potrafi się dobrze zachować w niezręcznej sytuacji, ale o tym później.

Warto dodać, że z barwnych, ludowych wdzianek, które widać w programie telewizyjnym nic nie zostało… a może chowane są na specjalne okazje ? Czekadełko dostaliśmy od razu, zupę chyba po 10 minutach. W restauracji było może 5 osób oprócz nas.

Czekadełko

Świeży chleb – całkiem przyzwoity – podany ze smalcem węgierskim, którym tak pani Magda się zachwycała. Rewolucyjny ogień wyraźnie już w nim ostygł. Kolor wskazywał na zawartość papryki, widoczne były jakieś skwarki. W smaku był niestety mdły, nie było czuć ziół, cebuli, ani papryki. Troszkę mu pomogło posolenie, chociaż solniczka miała małe dziurki, które się łatwo zapychają…

Restauracja Czardasz w Gdańsku - czekadełko - chleb ze smalcem węgierskim

Restauracja Czardasz w Gdańsku – czekadełko – chleb ze smalcem węgierskim

Zupa

Rosół cielęcy z dargaluszkami (z menu Magda Gessler poleca) to zupa, na której próbowłem skalę ostrości Czardasza: kelnerka zgodziła się, abym dostał małą ilość zupy do spróbowania ostrości. Była dość ostra, w zasadzie miałem zamienić tę zupę na inną, ale okazało się, że nalali mi już do talerza…

Restauracja Czardasz w Gdańsku - rosół cielęcy

Restauracja Czardasz w Gdańsku – rosół cielęcy

Rosół jest delikatny i można to wyczuć pomimo ostrości, naprawdę smaczny, kluseczki miękkie i dobrze łagodzą pikantność. Jestem pełen uznania, to był najlepszy punkt obiadu.

Dania główne

Wątroba cielęca (z menu Magda Gessler poleca) podana z kluseczkami paprykowymi, sosem pomidorowm, karmelizowaną cebulą i wędzoną słoniną. Zdecydowałem się na to danie, bo wątroba cielęca nie jest częstym gościem w menu, obecność cebuli i wędzonej słoniny podziałała też zachęcająco.

Wrażenia mam bardzo mieszane – kluseczki były miękkie, smaczne, sosu pomidorowego było mało, nie miał jakiegoś ciekawego smaku. Sama wątroba była wysmażona na blachę i dość twarda, słabo doprawiona (mimo widocznych na niej ziół). To, co było na wierzchu – smażona cebula i wędzona słonina – bardzo dobre, w zasadzie najlepsze z całego dania. Jedząc je razem z wątrobą i kluseczkami dałem radę skończyć talerz.

Osobnej uwagi wymaga dekorowanie talerza. Tu mamy fuzje stylu lat 70-tych i „nowoczesności” – czyli liść sałaty Lollo Rosso, porzeczki czerwone na gałązce i… kawał arbuza ze skórą. Na drugim talerzu było tak samo. Do dań, które nie miały słodkich akcentów to jest zupełnie „od czapy”. Na dodatek – jak to zjeść? Można oczywiście nożem wypiłować ze skorupy, ale smakowo to mi do niczego nie pasowało.

Restauracja Czardasz w Gdańsku - wątroba cielęca

Restauracja Czardasz w Gdańsku – wątroba cielęca

Drugą potrawą był tokań – węgierski gulasz wieprzowy z grzybami leśnymi podawany z pogaczami. Pal to licho, że wieprzowina nie była pokrojona w paski i było jej mało. Przede wszystkim to danie… nie smakowało niczym. Ani słone, ani pikantne, ani ziołowe, ani mięsne. Po prostu nijakie – trochę przypominało amerkańskie racje wojskowe…

Pogacze to rodzaj talarków smażonych ze zmielonych ziemniaków, były trochę chrupiące, miały ładny kształt, ale…zaraz zaraz, czym to one smakowały…? Już nie pamiętam – były godnym towarzyszem bezsmakowego gulaszu. Do tego było sos grzybowy, podobno z prawdziwków (jak dla mnie to były podgrzybki, bo miały inny kolor), smak grzybowy nie był bardzo wyczuwalny.

Grzyby leśne w przeciwieństwie do pieczarek z hodowli mają różne dolegliwości – na przykład różnego rodzaju robaczki. Są gatunki bardziej podatne, inne mniej (np. kurki). Trzeba je sprawdzić przed włożeniem do potrawy. Niektóre robaczki są tak perfidne, że wchodzą bezpośrednio przez kapelusz i na odciętej nóżce nic nie widać. Słowem – bezpieczniej je pokroić (wiem, wiem – pani Magda w niektórych popisach rewolucyjnych leje do talerza wielkie kapelusze borowików…), ponieważ jeśli nie są bardzo małe to prawdopodobnie klient przekroi je na talerzu. Tak było w naszym wypadku i w środku spoczywał taki biały nieboszczyk (ten grzybek na zdjęciu w prawym, dolnym rogu talerza). Ja nie jestem bardzo wrażliwy, ale większości ludzi odbiera to apetyt.

Restauracja Czardasz w Gdańsku - tokań

Restauracja Czardasz w Gdańsku – tokań

Tu należy się szacunek pani kelnerce i całej restauracji, ponieważ danie zostało zabrane i nie doliczone do rachunku, zaproponwano nam coś w zamian. Skusiliśmy się na latte, która była całkiem dobra.

Podsumowując…

Naprawdę trudno jednoznacznie ocenić tę restaurację. W internecie opinie też są skrajne. Dla mnie poziom czystości i zapachów na małej sali pod namiotem był tak na granicy akceptowalości. Co do kuchni to mam wrażenie, że albo gotują tam różne dania różne osoby (a może sam pan Andrzej…), albo może zmienił się kucharz i część robi z przepisów „rewolucyjnych” a część po swojemu. Trudno mi jest zrozumieć, że ktoś, kto tak doprawił smaczny rosół nie zorientował się, że tokań czy wątroba niczym nie smakuje. Może przy inym daniu trafiłbym na coś, co by mi smakowało. Nie jestem przekonany, że chcę prowadzić dalsze dochodzenie w tej sprawie.

Wrzesień 2016

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu to nowy lokal, otworzony w lipcu 2016, ze świetną lokalizacją – tuż obok rynku Starego Miasta. W tej chwili jeszcze nie jest zbyt widoczny, zajmuje pomieszczenie, gdzie wcześniej znajdował się lokal rozrywkowy o nieapetycznej nazwie 😉 . Nie jest to jednak część tego lokalu.

Pomysł na tę restaurację to krótkie menu grillowe, przyrządzane na miejscu składniki (pieczywo, sosy, kiszonki) oraz bardziej staranne operowanie grillem i marynatami, m.in. używanie techniki sous-vide do mięsa przed grillowaniem.  Jaki to daje efekt ? Czytajcie poniżej – moją relację z kolacji degustacyjnej dla blogerów kulinarnych.

Wystrój

Wnętrze jest dośc prosto urządzone ale ma wygodne kanapy. Styl lekko industrialny, jest wysokie, z odkrytym sufitem z instalacjami. Jest dość ciemno. Akustycznie panuje znośna muzyka, choć nieco za głośna, jeśli się chce dłużej porozmawiać. Na temat obsługi trudno się wypowiedzieć, bo to była specjalna okazja.

Przystawka – śledź  marynowany w cytrynowej śmietanie z cebulką i konfiturą z daktyli

Ładnie podane. Jak dla mnie to był falstart, chociaż koledze obok smakowało…. sam śledź był dobry, ale do tego była spieniona śmietana (lub serek) z dodatkiem skórki cytrynowej, trochę marynowanej cebuli i słodka konfitura. Kombinacja niby dobra, ale… te różne smaki były zbyt mocne i odległe od siebie – razem się nie łączyły. Cytrynowość byłą taka słodko-deserowa, daktyle bardzo słodkie, cebula gdzieś się zgubiła. Zjadłem same śledzie i trochę byłem przerażony nadchodzącą resztą menu.  Na szczęście moje obawy nie sprawdziły się.

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu - śledź

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu – śledź

Przystawka – krem z kukurydzy na mleczku kokosowym

Już w przypadku zupy było lepiej0 gładka, kremowa, lekko wyczuwalne mleczko. Dla mnie odrobinę za słodka, albo też za mało pikantna, troszkę zabrakło balansu, ale nie było źle – zjadłem całą wraz z focaccią, którą należy pochwalić – pachnąca ziołami i  oliwą, z grubą solą. Podanie w jaskrawym metalowym kubku też mi się podoba.

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu - krem z kukurydzy z mleczkiem kokosowym

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu – krem z kukurydzy z mleczkiem kokosowym

Danie główne

Dostaliśmy próbki kilku dań głównych i dodatków – takiego zestawu normalnie nie sprzedają. Od lewej: rostbef, kurczak w curry, polędwiczki w kawie i pulled pork z łopatki. Z dodatków – ziemniaki pieczone z rozmarynem, sos barbecue, sos jogurtowy z czosnkiem, Coleslaw oraz zestaw domowych kiszonek.

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu - danie główne

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu – danie główne

Mięsa na grilla przygotowywane są wcześniej techniką sous-vide, co daje bardzo dobre efekty – rostbef, kurczak, polędwiczki były soczyste i miękkie. Zwłaszcza przy drobiu to trudno uzyskać. Mięso z kurczaka (filet) dostał charakteru poprzez smak curry. Dobry był też pulled pork, miał smak typowo pieczeniowy, chociaż ja jako zwolennik zdecydowanych smaków trochę bym go doprawił.

Smaczne były ziemniaczki – wyraźnie rozmarynowe, chociaż moje były już przestygnięte. Sosy jakoś bardzo mnie nie porwały, BBQ był zbyt śliwkowy jak dla mnie, chętnie bym spróbował sosu, który jest w karcie – mięsny z whisky i białą czekoladą. Fajny pomysł z własnymi kiszonkami – są ok, apetyczne, kolorowe. Coleslaw – jak dla mnie za mało pikantny.

Deser – sernik z marakują

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu - sernik z marakują

Old Town No 10 ul. Paderewskiego 10 w Poznaniu – sernik z marakują

Pomimo strasznego najedzenia się skusiłem się na deser – i to była dobra decyzja. Sernik jest puszysty, wilgotny, prawie jak sernik na zimno. Gładki ser jest jednocześnie słodki i kwaskowaty od marakui. Do tego słodka i krucha podstawa. Dawno nie jadłem tak dobrego sernika.

Całe menu jest zbudowane modułowo – osobno kupuje się przystawki, mięso główne, dodatki warzywne i skrobiowe, desery. Dzięki temu można sobie skomponować naprawdę odpowiedni zestaw. Ceny jak taki dobór surowców i technikę są naprawdę przystępne – porcja mięsa 200g od 14 do 22 zł (stek), dodatki – 6 zł, przystawka 10. Wszystko jest robione na świeżo. Jest też jakaś (choć niewielka) oferta dla wegetarian/wegan.

Na koniec trzeba pochwalić menedżerkę lokalu oraz szefa. Dobrze wszystko zorganizowali, odpowiadali na wszystkie pytania, a szef był szczerze zainteresowany opinią na temat swoich pomysłów kulinarnych. Życzę mu powodzenia.

Czy wrócę do tego lokalu – tak. Jeszcze wszystkiego nie spróbowałem, a chętnie też powtórzę niektóre dania.

Restauracja Florian – Ogień czy Woda – Warszawa, ul. Chłodna 3

Restauracja Florian – Ogień czy Woda – Warszawa, ul. Chłodna 3 – mieści się w budynku straży pożarnej – stąd się wzięła jej nazwa. Ciekawy pomysł połączenia dwóch stylów – „ognia i wody” w karcie menu i wystroju lokalu. Budynek jest zabytkowy i ma to swoje zalety, przynosi też ograniczenia – niewielki wpływ na wygląd zewnętrzny i położenie na piętrze. Warto jednak wejść te kilka schodków :). Restauracja serwuje normalną kartę, lunch dnia (był w cenie 19 zł) oraz oferuje organizację imprez.

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3

Koncepcja restauracji

Restauracja w zakresie kulinarnym porusza się wokół kuchni polskiej, z ciekawymi jej interpretacjami. Menu (i nie tylko) zostało podzielone na część „Ogień” – potrawy bardziej wyraziste i „Woda” – łagodniejsze. Również sposób podania dla obu części karty jest inny. Dla dań „ogniowych” można spotkać deski, żeliwne płyty, dania „wodne” to bardziej elegancka porcelana. Ten podział ma swoje odbicie również w wyglądzie lokalu i obsłudze.

Obsługa i wystrój

Lokal posiada część o klasycznym, eleganckim wystroju oraz drugą – bardzie nawiązującą do wiejskiej chaty. Pierwsza skierowana jest do dań „wodnych”, druga do „ogniowych”. Oczywiście obie części menu są dostępne i serwowane w całym lokalu. W związku z tym goście otrzymują jakby 2 lokale w jednym wnętrzu – zależnie od nastroju i towarzystwa.

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 - część "woda"

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 – część „woda”

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 - część "woda"

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 – część „woda”

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 - część "ogień"

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 – część „ogień”

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 - część "ogień" - bufet

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 – część „ogień” – bufet

Właścicielka stara się także dobierać załogę kelnerów pod względem osobowości – pasującą do „wody” i „ognia”. Przyznaję, że to niezwykły pomysł i bardzo trudny w realizacji, O dobrego kelnera dość trudno, a z odpowiednim temperamentem to już prawdziwy wyczyn. Mój kelner był z części „woda” i mimo małego stażu odpowiednio zapoznany z menu (czego nie wiedział – to się dopytał w kuchni), czujny i zainteresowany gościem. Co do czasu oczekiwania i ogólnej sprawności nie moge sie wypowiedzieć, ponieważ w lokalu było zbyt mało gości – okres ferii zimowych…

 

Śledź na dwa sposoby, wodorosty, kasza pęczak, sezam, pikantna tapioka (22 PLN)

Zestaw przekąsek przygotowywany na miejscu w restauracji – śledź solony z cebulką i śledź marynowany w occie (klasyczny, polski smak, bez dodatkowych smaków – jak rolmops). Jeśli chodzi o śledzie to ta część solona była nieco zbyt słona na mój smak, natomiast śledź w occie był idealny. Mięciutki, dobrze dobrana ostrość, nie za słodki, nie za octowy.

Śledziom towarzyszą ciekawe dodatki – kolorowy pęczak (aby było coś na ząb – jest „al dente”), wodorosty typu wakame i coś, co wygląda jak kawior, ale jest tapioką zabarwioną na kolor różowy. Tapioka jest pikantna, co dobrze pasuje do reszty. Jeśli nie mieliście do czynienia z wodorostami to dobra danie na zapoznanie się z nimi. Nie mają zbyt ekstremalnego smaku, są lekko gumowe, lekko morskie i zdrowe, jeśli się nie je ich zbyt dużo (ze względu na zawartość jodu). Ilość w tym daniu na pewno jest bezpieczna. Moja mała uwaga do tego dania to stosunek cena/ilość – wypada dość ekskluzywnie…

Śledź na dwa sposoby, restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

Śledź na dwa sposoby, restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

 

Krem z pieczonego buraka z mozzarellą i chrustem (15 PLN)

Numer 1 mojej wizyty. Jestem fanem barszczu czerwonego i zdecydowanych smaków. Krem z buraków jest odpowiednio kwaśny i pikantny, na dodatek nie ma ziemistego posmaku buraków, co czasem się zdarza w tego typu zupie. Biały dodatek w środku to mozarella – świetny kontrast – zarówno w smaku (łagodna), jak i w konsystencji (miękka). Dobrze, że to nie jest śmietana, bo rozwodniłoby smak. Ładny chrust z chleba świadczący o poczuciu estetyki szefa. Obowiązkowo do skosztowania podczas wizyty.

Krem z pieczonego buraka z mozzarellą i chrustem, Restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

Krem z pieczonego buraka z mozzarellą i chrustem, Restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

 

Policzki wołowe w sosie z czerwonego wina, puree z pieczonego czosnku i ziemniaka, szafran, brukselka, kalafior, kora drzewa (39 PLN)

Warunkiem koniecznym, aby policzki były smaczne jest ich odpowiednia obróbka termiczna tak, aby były miękkie, rozpadające się, kleiste. W tym daniu zostalo to wypełnione bez zarzutu. Policzkom towarzyszy sos pieczeniowy o delikatnym smaku, czerwone wino nie nadało mu kwaskowatości, ale pamiętajcie, że to pozycja z menu „Woda”. Ciekawym dodatkiem jest puree ziemniaczane – jest bardzo gładkie, wręcz lekko gumowe, zabarwione szafranem, z dodatkiem pieczonego czosnku. Tego dodatku byłem właśnie ciekaw, w zasadzie obawiałem się, że zdominuje smak, ale nie sprawdziło się. Czosnek (pieczony) jest lekko wyczuwalny, czyli w sam raz.

Należą się pochwały za bardzo estetyczne podanie, ładnie oczyszczone i dobrane brukselki, zielony kalafior, ułożone w trówymiarową kompozycję. Bardzo oryginalnym dodatkiem jest jadalna kora brzozy w postaci chipsów. Jak smakuje? Przekonajcie się sami :). Całość – jak na danie z policzkami – w naprawdę atrakcyjnej cenie.

Policzki wołowe w sosie z czerwonego wina, Restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

Policzki wołowe w sosie z czerwonego wina, Restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

 

Kremowy sernik z białą czekoladą i sosem wiśniowym (16 PLN)

Miałem ochotę na spróbowanie innego drugiego dania, ale to było zbyt wiele. Skusiłem się w zamian na deser. Zdecydowałem się na pozycję najmniej słodką.

Sernik z białą czekoladą to połączenie dwóch smaków – sera i tej specyficznej gładkości białej czekolady. Zazwyczaj w konsystencji jest gładki. Tu kuchnia zdecydowała się na połączenie 3 smaków – sernika, kakaowego spodu i sosu wiśniowego. Spód jest dość słodki, sernik gładki. Towarzyszy temu sos wiśniowy, robiony na miejscu w restauracji, o dobrej ostrości – ani za kwaśny, ani za słodki. Całość jednak dla mnie był zbyt zagmatwana smakowo i straciła ten podstawowy smak – połączenie sera i białej czekoady. Dość kontrowersyjnym dodatkiem jest karmelowa posypka, chrupka. W daniu z wiśniami przez chwilę się przestraszyłem, że jest coś twardego… Przyzwoite, ale trochę za słodkie i niezdecydowane – w którą stronę ma pójść smak. Następnym razem  – może lody chałwowe ? 🙂

Kremowy sernik z białą czekoladą i sosem wiśniowym, Restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3,

Kremowy sernik z białą czekoladą i sosem wiśniowym, Restauracja Florian, Warszawa, ul. Chłodna 3

Podsumowanie

Czy wróciłbym tu ? Tak – menu jest bogate i różnorodne i mam niedosyt, bo nie spróbowałem drugiej jego części. Ciekawy lokal, z pomysłem, klimatem i ambicjami kuchennymi. Dający wybór dwóch tonacji smakowych. W okolicy jest sporo lokali, bistro, raczej nowoczesnych, we Florianie panuje trochę inny klimat. Warto tu zajrzeć i poczuć się bardziej elegancko za przyzwoitą cenę.

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 - ciekawy detal - oryginalny rysunek prof. Zina na ścianie

Restauracja Florian, Warszawa, Chłodna 3 – ciekawy detal – oryginalny rysunek prof. Zina na ścianie

Drukarnia Skład Wina i Chleba – Poznań, ul. Podgórna 6

Drukarnia Skład Wina i Chleba w Poznaniu to miejsce, gdzie spotkało mnie kilka smacznych niespodzianek. Wybierałem sie tam od jakiegoś czasu, po przeczytaniu kilku pozytywnych doniesień, m.in. w Food&Friends. Trochę z rezerwą, bo wydawało mi się przereklamowane, ale rzeczywistość okazała się przyjemnym zaskoczeniem. Karta jest dość krótka, w zasadzie konwencjonalna, ale z ciekawymi dodatkami i wykonaniem wysokiej jakości. Ceny jak na taką kuchnię naprawdę przyzwoite. Dodatkowo, zgodnie z nazwą, można tam kupić różne ciekawe chleby miejscowego wypieku. Z tej opcji akurat nie skorzystałem, ponieważ miałem w domu świeżo upieczony własny, ale wyglądały zachęcająco i ceny w okolicach 3-4 zł za bochenek – jak na chleb „rzemieślniczy” – są atrakcyjne.

Obsługa i wystrój

Lokal jest w typie „hipstersko-industrialnym”, ale bez zbędnej pretensjonalności. Proste krzesła, stoły, ładna zastawa. Na ścianach nowoczesne obrazy, nieinwazyjna muzyka. Nieco ciemno, ale do posiłku wystarczy. Dobrze, że lokal jest wysoki- daje to więcej powietrza. Było dość głośno – przy tej ilości gości plus muzyka trudno się swobodnie rozmawia. Jedzenie rekompensuje niedostatki akustyczne :).

Obsługa składa się z młodych ludzi, Kelner zajął się mną zaraz po wejściu, znalazł mi wolny stolik, mimo tego, że był zarezerwowany na późniejszą godzinę. Całość serwisu była bardzo sprawna, kelnerka miłą, zainteresowana moim odbiorem potraw. Nawet zauważyła jak obwąchiwałem risotto i podeszła się spytać czy wszystko w porządku.

Osobne pochwały należą się kuchni. Jest ona otwarta, czyli z części stolików można obserwować pracę kucharzy. W czasie, gdy były przygotowywane moje potrawy na kuchni była jedna osoba – pani. Przy wypełnionym lokalu radziła sobie wyśmienicie, dobra organizacja plus wiedza = sukces. Na zupę czekałem ok. 15 minut, risotto dostałem ok. 5 minut po zupie ! Trochę zaczęło być mi jej żal – ze względu na ilość pracy – ale na szczęście przyszedł drugi chef.

Czekadełko – chleb pszenny z kminkiem i tapenada z czarnych oliwek

Drukarnia przyłącza się do przyjemnego trendu czekadełek, chociaż czas oczekiwania by tego nie wymagał. Dzięki własnemu wypiekowi chleba mają duże pole do popisu. Ja dostałem kilka kawałków pszennego chleba z dodatkiem kminku – miękkiego, świeżego, przypominającego trochę ciasto. Do tego przyzwoita, standardowa tapenada z czarnych oliwek, może nie jakaś wyjątkowa, ale zjadłem całą 🙂

Czekadełko - chleb pszenny z kminkiem i tapenada z czarnych oliwek - Drukarnia Skład Wina i Chleba, Poznań

Czekadełko – chleb pszenny z kminkiem i tapenada z czarnych oliwek – Drukarnia Skład Wina i Chleba, Poznań

Krem z palonych porów z mleczkiem kokosowym i musztardą Dijon – 10 PLN

Zupa wegańska, która mnie zaskoczyła wszystkim oprócz koloru. Dowód na to, że można zrobić ciekawe, dobrze skomponowane danie z kilku składników. Bardzo gładki krem nie miał bardzo porowego smaku, nie miał też nut goryczy od podpalania. Idealna, aksamitna konsystencja, ani śladu włókien pora. Mleczko kokosowe ledwo wyczuwalne w smaku, za to dające o sobie znać w zapachu. Ostry kontrast daje musztarda polana cienkim strumieniem po powierzchni – jednocześnie dla ozdoby. Na to wszystko ziemniaczane chipsy, aby nie było nudno. I to wszystko za jedyne 10 złotych. Wyjadłem talerz do czysta.

Krem z palonych porów z mleczkiem kokosowym i musztardą Dijon - Drukarnia Skład Wina i Chleba, Poznań

Krem z palonych porów z mleczkiem kokosowym i musztardą Dijon – Drukarnia Skład Wina i Chleba, Poznań

Risotto z baraniną i grzybami nameko – 30 PLN

Ciekaw byłem tego, w jaki sposób baranina zostanie połączona z risotto. Kreatywna kuchnia zrobiła to w postaci pulpecików, trzeba zaznaczyć dobrze wysmażonych – bo na „medium”, lekko przyprawionych. Sam ryż był bardzo smaczny, z bardzo dużą ilością parmezanu. Grzybki lekko grzybowe i do tego lekki sos. Bardzo dobrym kontrastem do tego był sok z limonki. Całość to połączenie wielu różnych smaków, które się nie przesłaniały – i o to chodzi w dobrym daniu.  Ziemia jadalna na obrzeżu talerza również smaczna. Danie średniej wielkości ale bardzo syte. Cena jak na zawarte składniki – przyzwoita.

Risotto z baraniną i grzybami nameko - Drukarnia Skład Wina i Chleba, Poznań

Risotto z baraniną i grzybami nameko – Drukarnia Skład Wina i Chleba, Poznań

Podsumowując

Ciekawy lokal, dobre jedzenie, co widać po ilości gości. Ceny na poziomie średnim. Brawa za sprawność kuchni i obsługi. Polecana wcześniejsza rezerwacja. Na pewno się tam jeszcze pojawię – zwłaszcza kuszą mnie: swojska kaszanka z puree z szalotki i marynowanym jabłkiem, golonka długo pieczona z sosem z ciemnego piwa i wina (może wreszcie zachwycę się pieczoną golonką, na razie najlepiej smakowała mi w …  IKEI) i polędwiczka wieprzowa w szałwii.

 

Restauracja Kotłownia, Warszawa, ul. Suzina 8

Warszawa, zielony Żoliborz, gdzie się wybrać na imieninową kolację ? Jakiś czas temu namierzyłem restaurację i skład win Kotłownia, blisko placu Wilsona, dobre recenzje, wyglądało na typowy, modny lokal. A co wyszło z degustacji…? Poczytajcie. Zdjęcia wnetrza sobie podarowałem, bo mi niezbyt wyszły. Dużo więcej można obejrzeć (a także przeczytać menu) na stronie Kotłownia.

Wygląd/atmosfera

Restauracja wygląda, jak typowy, modny ostatnio wzór warszawskiego lokalu – dość nowoczesny, trochę minimalizmu. Uroku dodaje mu antresola i regały z winem. Całość nie wprawia w zachwyt – nie widać jakiegoś wyraźnego pomysłu (o tym poczytacie także później) – niby w stronę skandynawskiego minimalizmu, ale trochę za mało designu i dobrych materiałów. Na ścianach wiszą obrazy, które akurat mi nie przypadły do gustu. Na szczęście siedziałem do nich bokiem i nie musiałem się na nie patrzeć. Przyjemny jazz w głośnikach, czysto, ładna zastawa. Jeśli chodzi o czas oczekiwania to nie jest porażający. Na zupę/sałatę czekaliśmy 25 minut, w tym czasie do obsługi były jeszcze 3 stolliki – ok 8-10 osób. Czekadełka nie ma, może trzeba się napawać obrazami….

Obsługa

Najmocniejszy punkt całej wizyty – oczywiście mowa o  konkretnym kelnerze, bo drugi już miał dużo gorsze pomysły (np. podawał każdemu do ręki gumę na zakończenie wizyty…).  Pan, który nas obsługiwał (dość wysoki, łysy) to pełen profesjonalizm. Uprzejmy, wykazujący zainteresowanie, a jednocześnie podchodzący z pewnym luzem, ale z wyczuciem taktu. W sytuacji, w której byliśmy niezadowoleni wykazał się odpowiednim refleksem i zachowaniem. Na zakończenie też przepraszał nas i zachęcał do ponownej wizyty.

Zupy

Klasyczny domowy bulion drobiowy z kawałkami kurczaka, kluseczkami i natką – 12 PLN

Klasyczny domowy bulion drobiowy z kawałkami kurczaka, kluseczkami i natką -  Restauracja Kotłownia, Warszawa

Klasyczny domowy bulion drobiowy z kawałkami kurczaka, kluseczkami i natką – Restauracja Kotłownia, Warszawa

Zupa o ładnym, ciemnym kolorze (skąd on się wziął w bulionie drobiowym? Czyżby od przypalonej cebuli?). Ładny zapach, do tego ładny makaron i dość niespotykane mięso, bo … podpieczone/podsmażone (?). Można zjeść, poprawna, ale nie zachwycająca. Zapach obiecywał dużo bogatszy smak.

Krem dyniowy z imbirem, mlekiem kokosowym, oliwą z pestek dyni i creme fresh (pisownia oryginalna…) – 14 PLN

Krem dyniowy z imbirem, mlekiem kokosowym, oliwą z pestek dyni-  Restauracja Kotłownia, Warszawa

Krem dyniowy z imbirem, mlekiem kokosowym, oliwą z pestek dyni- Restauracja Kotłownia, Warszawa

Na przekór temu, że nie lubie dyni zdecydowałem się na spróbowanie tej zupy. Pierwsza łyżka, druga łyżka były trudne. Po prostu pikantne i nic więcej. Potem język się troche przywyczaił i było lepiej. Przyjemny krem z zapachem i smakiem pod dyktando oleju z pestek dyni. Mleko kokosowe ledwo wyczuwalne, imbir zapewnie objawiał się w ostrości, chociaż nie czułem jego charakterystycznego smaku. Można zjeść na rozgrzewkę, całkiem przyjemne.

Sałaty

Kawałki grillowanego łososia na liściach szpinaku i rukoli z ogórkiem, czerwonym grejpfrutem, szczypiorkiem, zielonym pieprzem, kaparami z dressingiem z granatu i grzankami – 18 PLN

Kawałki grillowanego łososia na liściach szpinaku i rukoli z ogórkiem -  Restauracja Kotłownia, Warszawa

Kawałki grillowanego łososia na liściach szpinaku i rukoli z ogórkiem – Restauracja Kotłownia, Warszawa

To była ewidentna wpadka. Bardzo długa nazwa, bardzo krótki smak. Porażka na całej linii. Przede wszystkim szpinak i rukola były wymieszane z dressingiem w ten sposób, że były gniecione, a może były gniecione, żeby się zmieściły w tę małą miseczkę. Wyglądało to super nieapetycznie. Jeszcze w żadnej restauracji nie spotkałem się z gniecioną sałatą. Kapary- wielkie tzw. „jabłuszka” kaparowe niezbyt pasowały do tej miseczki, paski z ogórka były zamarynowane i sflaczałe. Na dodatek niestety dało się wyczuć piasek. Aby podsumowac całość powiem, że za 18 zł dostaje się miseczkę (trudno to inaczej nazwać) o średnicy ok 15 cm. Run Forrest run ! Uciekajcie od tego sałatkowego menu. Na szczęscie nasz profesjonalny kelner zapytał czy to można zabrać i nie zostało nam to doliczone do rachunku. Za to wyrazy uznania.

Dania główne

Mięso z pieczonej kaczki w sosie śmietanowym z masłem, czosnkiem, cebulą, pastą truflową, suszonymi pomidorami, białym winem, natką i tartym parmezanem (makaron)- 35 PLN

Tagliatelle z pieczoną kaczką - Restauracja Kotłownia, Warszawa

Tagliatelle z pieczoną kaczką – Restauracja Kotłownia, Warszawa

Jak na danie z makaronem – dośc drogie. Dania ze świeżym makaronem (nienawidzę lanserskiego słowa pasta – pasta to jest do butów albo kawiorowa) są do wyboru z kilkoma jego rodzajami – ja wybrałem tagliatelle. Makaron jest dobrze ugotowany, sos jest intensywny, śmietanowy. Trochę mi brakowało tego aromatu truflowego – był gdzieś, ale mógłby się bardziej zaznaczać, aby nadać jakiś zdecydowany kierunek temu daniu. Parmezan było obecny w sporej ilości, czosnek był wyczuwalny. Kaczka… była pieczona, ale szczerze mówiąc nie stanowiła o smaku tego dania – ot, pieczone mięso. Można było to lepiej wykorzystać dając jej podczas pieczenia zdecydowany smak, albo podając ją w postaci plastrów „medium-rare” (ale do tego potrzeba użyć najdroższego kawałka – czyli piersi). W sumie było może nie zachwycająco, ale nieźle, najadłem się. Ale… po powrocie do domu czułem się jakbym połknął kamień. Leżało mi to bardzo na żołądku. Danie było bardzo tłuste, śmietany (podejrzewam, że kremówki) trochę za dużo.

Krewetki w sosie winno-maślanym na warzywach z czosnkowymi grzankami – 36 PLN

Krewetki w sosie winno-maślanym na warzywach z czosnkowymi grzankami -  Restauracja Kotłownia, Warszawa

Krewetki w sosie winno-maślanym na warzywach z czosnkowymi grzankami – Restauracja Kotłownia, Warszawa

Jak na danie zawierające 6 sporych krewetek to w miarę normalna cena. Warzywa były pocięte w długie paski, krewetki usmażone dobrze. Uwaga – w Kotłowni – grzanka oznacza (chyba) podsuszoną bagietkę. Widać to zresztą na zdjęciu (także przy sałacie to są „grzanki”) – nie są to wbrew pozorom plastry bagietki nasmarowane masłem czosnkowym i zgrillowane tylko po prostu kawałki buły. Co do tego dania mam mieszane odczucie. Bardzo smaczny jest sos – lekko kwaśny od wina, lekko tłusty od masła, z aromatem cytryny. Same krewetki tez smaczne, ale… w połączeniu to nie gra. Sos jest zbyt delikatny, by pozostać na warzywach i krewetkach  – są nijakie. Powinien być bardziej wyrazisty. W tej potrawie najlepiej jeść sos po prostu z bagietką.

Podsumowanie

Czy wróciłbym tam ? Nie. Chyba, że po to aby kupić wino, albo zabrać pana kelnera do mojej restauracji 🙂 . Wina są całkiem ciekawe, m.in. jest dużo polskich win, których jestem zwolennikiem w bardzo dobrych cenach (wręcz bym powiedział w cenach producenta).

A restauracja… – pomysł jest, wyobraźnia jest, ale jakoś brakuje finezji smakowej, balansu smaków, pomysłu na smak poszczególnych dań. Można zjeść, nie będzie bardzo niesmacznie, ale daleko mi do padania na kolana.

czerwiec 2015