Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Podążając śladami rewolucji Magdy Gessler wybrałem się do restauracji Dziki Dwór pod Kaczką w Gnieźnie. Pokonałem ok. 60 km w wolny dzień, aby posmakować dań z kaczki, a czy się opłacało… zobaczycie poniżej.

Restauracja znajduje się niedaleko od głównej drogi przelotowej Bydgoszcz – Poznań. Nie jest tam trudno trafić, choć nie rozglądajcie się za jakąkolwiek tablicą informacyjną czy strzałką… Trzeba zobaczyć na mapie, a potem – jadąc za centrum handlowym i przejazdem kolejowym – szukać po lewej ulicy Spichrzowej. Inne lokale po rewolucjach wykorzystują swoją reklamę i stawiają choć jedną tablicę z Panią Magdą (ok, nie wszystkie, pewnie kontrakt ogranicza to jakoś czasowo…). Drugą słabą stroną „rozpoznawczą” jest strona internetowa. Jest ona wspólna z salą bankietową/cateringiem „Leo Libra” i nie zawiera aktualnej informacji o menu, nie wspominając o innych smakowitych szczegółach, które mogłyby przyciągnąć gości, ani o aktualnościach (ostatnia to „W ostatnim czasie tj. od 18 do 21 czerwca 2012”).

Mimo tego zdesperowanemu smakoszowi udało się bez problemu dotrzeć w świąteczny dzień do lokalu, w którym były zajęte 2 stoliki, potem przybyły jeszcze dwa…

Gwoli ścisłości – poniższe dania zawierające „dziką kaczkę” to zabieg marketingowy – potrawy są wykonane z kaczek hodowlanych. Miłośników dziczyzny zapraszamy gdzie indziej.

 

Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Wystrój i obsługa

Z zewnątrz ten lokal wygląda… jak wygląda (moje wyobrażenie o dworze jest nieco inne), natomiast wewnątrz jest pewne zaskoczenie – jest trochę ciemno co prawda, ale wnętrze jest eleganckie. Ładny odcień fioletu, ładne krzesła, reszta w miarę dobrana, do tego te kaczki na ścianach… Obsługa jest sprawna i miła, interesuje się czy smakowało i można się dopytać o różne rzeczy.

Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Przystawki

Na początek czekadełko – fajny pomysł – samoobsługowe. Chleb (2 rodzaje), smalec domowy z mielonymi skwarkami i ogórki kiszone. Smalec naprawdę smaczny, co rzadko sie zdarza w restauracjach.

Tatar z dzikiej kaczki (15 PLN)

Pierwszy raz jadłem tatara z kaczki, posiekane mięso – spora górka w towarzystwie sałaty ozdobnej i owocowego przecieru. Dla mnie nieco za mało przyprawiony, a nie było na talerzu pikantnych dodatków – do dyspozycji jest pieprz i sól. Nie można narzekać – delikatny smak mięsa, smaczne pomidorki na przegryzkę. Po prostu trochę nie w mój gust.

Tatar z dzikiej kaczki, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Tatar z dzikiej kaczki, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Pierogi z dziką kaczką (7 PLN)

Ciekawe danie, zmielone mięso w środku jest delikatnie przyprawione, a całość podana na oliwie z oliwek ze śródziemnomorskimi ziołami i pieprzem. Całość tworzy niezwykłą kombinację smaków, warte spróbowania. W sensie smakowym dla mnie najlepsza pozycja obiadu.

Pierogi z dziką kaczką, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Pierogi z dziką kaczką, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Danie główne

Pół kaczki z pyzami i zasmażanymi buraczkami (33 PLN)

Zazwyczaj z kaczką jest taki problem, że po upieczeniu niewiele jej zostaje. Nie w tym przypadku jednak. Ta porcja wystarcza z nawiązką na samodzielny obiad, a jak bierzecie zupę lub przystawkę to w zasadzie na dwie osoby. Trzeba przyznać –  mistrzowsko upieczona kaczka – nie wysuszona, dobrze dopieczona, bezbłędnie, apetyczna skórka. Przyprawiona w zasadzie solą i pieprzem, więc jeśli ktoś ma ochotę na takie czyste, pieczone mięso to jest dobry strzał. Ja bym chętnie jeszcze tam poczuł trochę czosnku czy majeranku. Fajnym pomysłem jest owinięcie kości w folię – dzięki temu bez obawy o pobrudzenie można zjeść np skrzydełko obgryzając je. Towarzyszy temu pieczone jabłko i sporo sosu pieczeniowego. Do tego wielkopolskie pyzy i zasmażane buraczki. Musiałbym powtórzyć to,co pisałem przy recenzji restauracji Fryga . We Frydze były pikantniejsze, ale mimo wszystko te też zjadłem do końca. Drobną zmianą, która by mnie ucieszyła byłoby ożywienie podawanych sałat do różnych dań – wygląda to na gotowe mieszanki sałatowe, które są suche i tracą na chrupkości – więc prosi się o jakikolwiek winegret lub chociaż zwilżenie ich wodą.

Pół dzikiej kaczki z pyzami i buraczkami, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Pół dzikiej kaczki z pyzami i buraczkami, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

 

 

Podsumowując

Jeśli się wybieram do restauracji specjalnie to zawsze zadaję sobie pytanie – czy bym przyszedł jeszcze raz.  W przypadku tej restauracji – jeśli będę przejeżdżał przez Gniezno i będę miał ochotę coś zjeść to jest pewny kandydat. Chętnie jeszcze raz zjem te pierogi i spróbuję coś z kaczkowego menu. W Gnieźnie jest jeszcze jeden lokal z kuchnią litewską, który mnie trochę kusi, ale Dzika Kaczka jest na pewno autorska i ciekawa. Jeśli macie ochotę na wielkopolska kaczkę to warto tam zajrzeć – może nie jadąc 200 km w jedną stronę, ale zawsze. Jeśli dotrzecie do Poznania to Zagroda Bamberska jest warta polecenia (ale za kaczkę zapłacicie prawie 2 razy tyle…).

Restauracja Villa Toscania, Nowe Gorzycko 61, 66-330 Pszczew

Restauracja Villa Toscania zyskała szeroką sławę dzięki „Kuchennym rewolucjom” – jako jedna z niewielu zdobyła uznanie Pani Rewolucjonistki, a ponieważ znajduje się nie aż tak daleko to w końcu się tam wybrałem. Wpadłem na „szczęśliwy” pomysł skrócenia drogi i pojechania według drogowskazu na Pszczew i chyba tylko niebiańskie siły (a potem nawigator) sprawiły, że wybierałem właściwe zakręty. Dużo lepiej jest dotrzeć tam od strony drogi nr 24 – jest bardzo blisko, ale nie wiem jakie jest oznakowanie. Natomiast od strony Pszczewa gdzieś na domu straszy wypłowiała tablica z wypłowiałą Panią Magdą, która jednak nie pokazuje wcale drogi. Obiekt nie znajduje się w samym Nowym Gorzycku tylko w szczerym polu/lesie. Polecam używanie nawigatora i jazdę z drogi 24…

Wybrałem sobie niezbyt szczęśliwy moment, bo niedzielę o godz 15. Kiedy zajechałem na parking to zorientowałem się, że będzie ciężko. Był zajęty w 130%. Tzn. samochody parkowały również na trawie, podjeździe itp. Im droższy samochód tym gorzej zaparkowany… W restauracji wszystkie stoliki były zajęte i wrzało jak w ulu. Musiałem zatem poczekać.

Villa Toscania, Pszczew

Villa Toscania, Pszczew

 

Wygląd i obsługa

Powitał mnie właściciel, czyli Pan Gustavo. Przemiły człowiek, który w tym piekielnym wirze zamówień sam biegał po sali i pomagał obsłudze we wszystkim. Ponieważ nie było miejsc zaproponował mi poczekanie na kanapach dla gości. Moje oczekiwanie trwało około pół godziny. W międzyczasie przyszła do mnie kelnerka  przyjęła zamówienie tak, aby po zwolnieniu stolika szybciej je dostarczyć. Nie czułem się przez ten czas oczekiwania zapomniany. Obsługa jest sprawna, czas oczekiwania akceptowalny.

Wnętrze ma klimat włoski, ozdobione jest obrazami z widokami włoskimi, lub o tematyce natura/owoce itp. Na stołach kwieciste obrusy kwietne wieńce zwisające z sufitu. Sufit jest zresztą ładny – jak w starej piwnicy z winem.

Ale do rzeczy…

Krem ze świeżych pomidorów, z kluseczkami z parmezanu i domowym pesto (18 PLN)

Nie mogłem sobie odmówić. Podany na ładnym talerzu udającym starą, wiejską porcelanę. Bardzo intensywny w smaku o drobnej teksturze. Kwaśny od pomidorów i dobrze doprawiony. Dodatek kilku kropel pesto, które było mocno czosnkowe ładnie uzupełnia smak. Gniocchi były nie z parmezanu ale z parmezanem, bardzo miękkie i sprężyste, o łagodnym smaku. Na pewno punkt obowiązkowy wizyty w tej restauracji. Jak dla mnie pomidorowa nr 2 w Wielkopolsce

Krem ze świeżych pomidorów, z kluseczkami z parmezanu i domowym pesto, Villa Toscania

Krem ze świeżych pomidorów, z kluseczkami z parmezanu i domowym pesto, Villa Toscania

Spaghetti Carbonara (26 PLN)

Jak tu nie spróbować takiego klasyka. Nienagannie ugotowane spaghetti, z sosem, który jest dobrze oklejał, a nie pływał. Do tego wyjątkowo smaczny boczek o świetnym zapachu, mam przeczucie,że jest  to pancetta, bo takich nut zapachowych w Polsce do tej pory nie spotkałem. Warto spróbować. Na szczęście zostało mi trochę miejsca na deser… 🙂

Spaghetti carbonara, Villa Toscania

Spaghetti carbonara, Villa Toscania

Tiramisu (18 PLN)

Wybór był ciężki, bo jeszcze była panna cotta i creme brulee z truskawkami. Ale postawiłem na klasykę. To tiramisu było podane nie w postaci ciastka, tylko jako deser w pucharku. Pomiędzy warstawami marscapone były cienkie warstwy nasączonych biszkoptów. Ser był genialny -o smarownej wręcz konsystencji, natomiast ponieważ biszkoptów było bardzo mało, trochę mi zabrakło gorzkiego, kawowego kontrastu do tej tłustości.

 

Tiramisu, Villa Toscania

Tiramisu, Villa Toscania

Podsumowanie

Restauracja, do której trzeba zrobić wyprawę, ale warto (z pomocą nawigatora..). Ciekaw jestem jeszcze ich dań z owocami morza i zupy rybnej. Ujęła mnie miła obsługa i właściciel angażujący się całym sobą w to, co się dzieje w restauracji. Poziom cen średnio-wyższy (danie główne 20-60 PLN). Trochę szkoda,że strona internetowa jest nieaktualna – jest tam menu zimowe, a pozostałem pozycje nie zawsze aktualne (nie ma ich, albo mają inne ceny).

 

 

 

Restauracja i Catering Fryga, ul. Czarna Rola 1/3, Poznań

Recenzja Restauracji Fryga mieszczącej się w Poznaniu przy ul. Czarna Rola 1/3 (wejście i wjazd od Naramowickiej).

Kuchnia międzynarodowa, oprócz karty często zmieniające się sezonowe menu bazujące na świeżych składnikach. Lokalizacja restauracji nie jest jej najmocniejszym punktem – daleko tu do Starówki. Z drugiej strony ma dogodne położenie dla mieszkańców pobliskich dużych osiedli, którzy nie muszą daleko jechać, aby zjeść coś dobrego. Można także zamówić danie na wynos. Restauracja posiada całkiem normalne menu, mimo, że trudno się zorientować na ten temat ze strony internetowej.

Restauracja Fryga Poznań

Restauracja Fryga Poznań

Wystrój i obsługa

Przyznaję, że kiedy wysiadłem na parkingu z samochodu na widok samego budynku nieco zrzedła mi mina. Natomiast już na tarasie poczułem się lepiej – wnętrze jest czyste, zadbane i estetyczne.

Restauracja Fryga Poznań

Restauracja Fryga Poznań

Urządzone w prostym, nowoczesnym stylu, ale z drobnymi elementami staroci. Całość jest przyjemna i kameralna, włączając w to muzykę w tle. Obsługę stanowiły dwie panie kelnerki – naprawdę miłe i pomocne. Moje pierwsze danie (pierogi) pojawiło się po czasie, który nie pozwolił na znudzenie.

 

Jedzenie

Jako czekadełko dostałem 4 krążki pumpernikla z ziołowym twarożkiem. Dobry kontrast pomiędzy kwaskowym chlebem i słono-ziołowym serem. Ser miał idealną, kremową konsystencję, z czym miałem okazję się jeszcze tego dnia spotkać.

Czekadełko w restauracji Fryga - pumpernikel z kremowym twarożkiem

Czekadełko w restauracji Fryga – pumpernikel z kremowym twarożkiem

Zupy

Chłodnik  litewski (menu sezonowe, 12 PLN)

Nie mogłem sobie odmówić tej zupy ze względu na moją miłość do buraków (na następny raz zostawiłem sobie barszcz z kołdunami…). Mam problem często z chłodnikiem w restauracjach, bo jest  dla mnie za rzadki, za kwaśny, albo za mało buraczany. Chłodnik z Frygi był naprawdę bliski moim oczekiwaniom. Był gęsty i gładki, ze świeżymi, chrupiącymi warzywami (botwinka, koperek, szczypior). Miał też dobry balans między słodyczą buraków i kwasem mleka. Ja jestem zwolennikiem pikantnego chłodnika, więc gdybym dodał rzodkiewkę i odrobinę czosnku to byłby ideał.

Chłodnik litewski w restauracji Fryga, Poznań

Chłodnik litewski w restauracji Fryga, Poznań

 

Krem pomidorowy z bazylią i grzankami (karta, 10 PLN)

Już z daleka wyglądał dobrze. Bazylia stanowiąca ozdobę pachniała oszałamiająco. Bardzo ekstraktywny, silnie pomidorowy krem o grubej teksturze. Podkręcony cebulą i oliwą. Intensywny smak słodko-kwaśny. W środku również bazylia- posiekana, ale nie mieszająca się za bardzo do smaku. Zrobiony z dobrych, dojrzałych, przetartych pomidorów z puszki.

Pozycja wybitna moim zdaniem, może raz w życiu jadłem podobnie dobrą pomidorową.

Krem pomidorowy z bazylią i grzankami w restauracji Fryga, Poznań

Krem pomidorowy z bazylią i grzankami w restauracji Fryga, Poznań

Dania główne

Pierogi z rukolą i suszonymi pomidorami (menu sezonowe, 20 PLN)

Nie jadłem do tej pory pierogów z suszonymi pomidorami, które by mi smakowały. Zaliczam do nich również te z pomidorami i wędzonym łososiem, które robiłem w 2005 i chcąc się popisać operacjami nożem głęboko się pociąłem, bliznę mam do dziś 😉 .  Tym bardziej byłem ciekaw tych pierogów i połączenia z rukolą, która ma intensywny smak.

Tym razem się udało. Pierogi otulone są dość grubym, ale miękkim ciastem. Wnętrze wypełnia kremowy twarożek (który już wspomniałem wcześniej), pomidory i rukola. Farsz jest intensywnie pomidorowy, dobrze doprawiony, po prostu bardzo smaczny. Rukola nie zakłóca smaku. Wszystko jest ozdobione listkami rukoli (i stąd pochodzi jej smak, bo ta zawarta w farszu się gubi) oraz wstążkami dobrego parmezanu. Mniam !

Pierogi z suszonymi pomidorami i rukolą w restauracji Fryga, Poznań

Pierogi z suszonymi pomidorami i rukolą w restauracji Fryga, Poznań

Bitki z polędwiczek wieprzowych w sosie borowikowym (karta, 38 PLN)

w towarzystwie młodych ziemniaków, zasmażanych buraczków i kapusty – dodatki w cenie dania

Karta zawiera dość popularne pozycje, czyli dla każdego coś miłego, ale trzeba było na coś zdecydować. Mimo, że to nie sezon na borowiki zamówiłem to danie właśnie ze względu na grzyby. Są to 3 dość spore (jak na polędwicę) bitki pokryte sosem, w którym sporo dużych kawałków borowików. Zapach jest zabójczy, kręci w nosie grzybami. Sos nie jest na bazie śmietany, więc jest lżejszy. Mięso jest miękkie, trudno powiedzieć coś więcej o jego smaku, gdyż jest przykryty intensywnym sosem (ale taka była koncepcja tego dania, zamawia się je ze względu na grzybowy smak, a nie na mięsny). Ja sobie popieprzyłem, co podniosło walory smakowe (młynek z solą i pieprzem stoi na stole). Przyzwoite, uczciwie grzybowe.

 

Bitki z polędwiczek wieprzowych w sosie borowikowym w restauracji Fryga, Poznań

Bitki z polędwiczek wieprzowych w sosie borowikowym w restauracji Fryga, Poznań

Kilka słów o dodatkach.

Ziemniaczki były cudowne, młode, w mundurkach (tak jak lubię 🙂 ), mięciutkie, polane masełkiem, z koperkiemmmmm……

Buraczki były dla mnie dużym zaskoczeniem. Jestem wręcz uzależniony od duszonych buraczków, które są koronnym dodatkiem w mojej rodzinnej kuchni i które NIGDY nie zostają po rodzinnych ucztach niezależnie od tego ile jest jedzenia. Buraczki w restauracji Fryga były przyrządzone inaczej niż te, do których jestem przyzwyczajony. Przede wszystkim były w postaci drobnych wiórków, a nie pulpy i miały inne dodatki. Niemniej jednak… zdecydowanie polecam! Wyczyściłem miseczkę do czysta. Dobrze przyprawione, pieprzno-słono-kwaskowate.

Młoda, zasmażana kapustą okazała się mała wpadką. To danie było najsłabszym punktem mojej wizyty. Sama kapusta była miękka, ale była słabo doprawiona (a ponieważ była tłusta to się tego domagała), na dodatek smalec, na którym była podsmażona był po prostu nieco wiekowy i trąciła zjełczałym tłuszczem. Biorąc pod uwagę ogólny poziom restauracji zaliczam to jako wypadek przy pracy.

Duszone buraczki i kapusta w restauracji Fryga, Poznań

Duszone buraczki i kapusta w restauracji Fryga, Poznań

Deser

Sernik na zimno ze świeżymi truskawkami

Domowy sernik z sezonowego menu. Już nie miałem miejsca, ale warto było się skusić na mały, degustacyjny kawałek. Świetne połączenie 3 smaków – cienka podstawa jest zrobiona z pełnoziarnistych herbatników – słodka i słona jednocześnie, środek z gładkiego sera, ale niezbyt słodkiego, a całość wieńczy kwaskowa warstwa świeżych, pachnących truskawek i galaretki. Poezja smaku.

 

Sernik na zimno z truskawkami w restauracji Fryga, Poznań

Sernik na zimno z truskawkami w restauracji Fryga, Poznań

 

Podsumowując

Miłe zaskoczenie wśród poznańskiego blokowiska. Starannie przygotowane potrawy, z pomysłem na smak. Ciekaw jestem jak smakuje ich catering, może być interesująco. Ceny nieco wyższe niż wskazywałaby na to lokalizacja i wygląd. Myślę, że lokal swobodnie obroniłby się na Starym Mieście. Najlepsza pomidorowa – jak dotąd – w Poznaniu.

Kafe Zielony Niedźwiedź, ul. Smolna 4, Warszawa

Opinia z pobytu w restauracji w Kafe Zielony Niedźwiedź w Warszawie.  Restauracja na Powiślu, do której z różnych powodów wybierałem się od jakiegoś czasu. Warto było, z powodów smakowych i wizualnych. Cała koncepcja jest bliska temu, z czym miałem do czynienia w Skandynawii. To trochę wyższy poziom gastronomii, wymagający więcej szacunku do surowców i smaku, który mam nadzieję przyjmie się też poza Warszawą.

Podoba mi się pomysł na zmieniające się często menu i oparcie na sezonowych surowcach, a także możliwość zakupu ciekawych delikatesowych przetworów (kiszone rydze z Wysowej, greckie papryczki, papryka z Węgier). Jest również kilka regałów z winem – głównie ciekawe pozycje z Węgier i trochę z Francji. W ladzie chłodniczej leżały apetyczne, sezonowane steki. Poza tym w piątki organizowany jest targ rybny ze świeżymi rybami z Portugalii, ale także z Polski. Wszystko wygląda apetycznie, można zobaczyć na ich stronie na FB: https://www.facebook.com/niedzwiedzzielony

Kafe Zielony Niedźwiedź

Kafe Zielony Niedźwiedź

 

Wygląd/obsługa

Miejsce jest uroczo położone, bo mimo ,że to centrum Warszawy to otoczone jest pięknym parkiem tworzącym oazę zieleni. W środku panuje minimalistyczny, skandynawski design – stoliki są na zewnątrz, a w środku jest jedna duża sala,którą można jednak przegrodzić zasłonami. Proste stoły i krzesła. Wszystko to pozwala bardziej skoncentrować się na jedzeniu 🙂

W wejściu stał stół, na którym były eksponowane sezonowe przysmaki-w tym wypadku szparagi. Przyjemnie wchodzi się do takiego lokalu, bo od progu widać, że będzie coś świeżego i smacznego. Obsługa sprawna i zorientowana w potrawach.

Kafe Zielony Niedźwiedź

Kafe Zielony Niedźwiedź

Jedzenie

Miałem okazję spróbować dań dnia z menu lunchowego oraz pozycji z karty.

Zupa jarzynowa (lunch)

Trudno coś o tej zupie powiedzieć, bo była niezbyt wyraźna w smaku. W środku były smaczne kawałeczki mięsa, ale całość raczej z menu dla małych dzieci…

Zupa jarzynowa

Zupa jarzynowa

Zupa paprykowa (lunch)

Ta zupa dla odmiany posiadała już wszystkie pożądane przeze mnie cechy. Zaczynając od pięknego koloru i zapachu, a na smaku kończąc. Smak był bardzo złożony, mogę go określić jako słodko-kwaśny, natomiast finisz był pikantny. Całości towarzyszył chips serowy. Dobry starter do dobrego obiadu.

Zupa paprykowa

Zupa paprykowa

Placki z cukinią (lunch)

Placuszki niezbyt duże, zwłaszcza jak na danie główne, ale bardzo smaczne. Smaczne swoją delikatnością, gładkością na języku, dodatkiem była dobra, gęsta śmietana.

Placki cukiniowe

Placki cukiniowe

Żeberka w panierce ziołowej (lunch)

Dobre mięso zawsze się obroni 🙂 Żeberka były upieczone na miękko, dobrze przyprawione ziołową panierką. Na talerzu znajdował się jeszcze inny, wybitny towarzysz – puree ziemniaczane (które wyglądało jak banan 🙂 ) – pyszne i o absolutnie gładkiej konsystencji. Sałatka była pozycją, która nie zapada w pamięć.

Żeberka w panierce ziołowej

Żeberka w panierce ziołowej

Udziec jagnięcy (karta)

Ładnie podany uczciwy plaster jagnięciny w sosie pieczeniowym, który smakował jak… jagnięcina. Jeśli macie ochotę na ten smak to jest godne polecenia, bo nie był on przesłonięty przyprawami typu curry, czy rozmaryn. Jak dla mnie mógłby mieć trochę czosnku. Obok udźca były pieczone buraczki, trochę bez wyrazu i lekko gorzkawe oraz rewelacyjne puree z kapusty – słodko-kwaśne

Udziec jagnięcy

Udziec jagnięcy

Deser/dodatki

Beza z rokitinikiem

Ciekawe doznanie kulinarne. Beza, która normalnie kojarzy się z obezwładniającym, trzeszczącym w zębach cukrem wcale taka nie była. Umiarkowana słodycz i miękkość w środku, do tego lekko słodka śmietana dla kontrastu i owoce rokitnika w alkoholu jako trzeci smak. Wyrafinowany i ciekawy deser.

Beza z rokitnikiem

Beza z rokitnikiem

Jeszcze należy się dwa słowa o napitkach. Do lunchu w komplecie podawany był kompot, który niestety przypominał czasy studenckiej stołówki. Być może to wina tego, że trzeba się było zmieścić w bardzo umiarkowanej cenie. Ja zamówiłem również sok jabłkowo-rabarbarowy. Mimo, że nie przepadam za rabarbarem uważam, że jest to dobra, wytrawna przystawka do obiadu. Dane mi było też skosztować półsłodkiego Tokaja hárslevelűz późnego zbioru o fantastycznym zapachu i złożonym, lekko ziołowym smaku. Niestety nie było mnie stać na zakup butelki 😉

Podsumowując…

To jeden z najciekawszych lokali, w którym byłem w Polsce. Nie epatuje egzotycznością składników, ani kulinarną gimnastyką w stylu molekularnym. Ma to, co najważniejsze-dbałość o dobre surowce, kreatywność, dbałość o wygląd. Poza tym promuje polską żywność i ma ciekawe akcje kulinarne (Nocny Targ Rybny na Powiślu, grill). Zmienne menu powoduje, że warto tam zaglądać często (ja już się nie mogę doczekać). Poziom cenowy jest warszawsko-średni, a lunch był na każdą kieszeń (zupa, główne i kompot za 25 zł), ale warto zabrać trochę więcej pieniędzy, bo towary na delikatesowych półkach skutecznie  kuszą..

 

Restauracja gruzińska Gaumarjos – Warszawa, al. KEN 47

Restauracja gruzińska Gaumarjos wzbudziła we mnie sympatię po obejrzeniu odcinka „Kuchennych rewolucji”. Lubię autentyczną kuchnię przywiezioną do Polski przez cudzoziemców. Ta połączona jest jeszcze na dodatek ze słowiańską serdecznością i gościnnością. To pierwszy odcinek recenzji „Śladami Magdy Gessler”. Wykorzystałem ostatni pobyt w Warszawie, aby się wybrać do tej restauracji, mimo, że z Woli zabrało mi to jakieś 45 minut… było warto.

Wystrój

Moje wrażenia z tego lokalu są nieco mieszane. Głównie ze względu na ten właśnie element. Kuchenne rewolucje zawsze epatują tą wizualną przemianą, nowym klimatem, nastrojem…. Gaumarjos jest naprawdę niewielką restauracją. Z zewnątrz trudno ją znaleźć, bo dominuje szyld Wina Mołdawskie (sklep jest częścią lokalu, o czym później). Wewnątrz wystrój jest skromny, dominują dywany na ścianach, w rogu jakiś obrazek z pejzażem… Nie znalazłem elementów, które byłyby jakoś nastrajające gruzińsko. Ma to pewną zaletę -naprawdę wygląda jak domowa restauracja, tyle że niekoniecznie gruzińska. Jak się do tego przyzwyczaicie to reszta robi już lepsze wrażenie.

Obsługa

Dużo stolików jest zarezerwowanych, ale mi się udało znaleźć wolny. Obsługa jest sprawna, orientuje się w potrawach i winach. Ponieważ lokal jest mały łatwo jest złapać z nią kontakt.

Jedzenie

Ponieważ byłem po obiedzie to nie mogłem zamówić koronnych dań czyli pierogów różnego rodzaju. Moim głównym daniem było Adżapsandal – grillowane warzywa:  bakłażan, cebula, papryka, cukinia. Ponieważ warzywa były grillowane, a nie duszone zachowały swoją strukturę, w połączeniu z pomidorowym sosem i gruzińskimi przyprawami tworzyły lekko pikantną całość, której nie można było się oprzeć. I ta świeża kolendra na wierzchu….Proste danie, ale niezwykłe.

Adżapsandal

Adżapsandal

Na przystawkę wziąłem kulkę szpinakową – siekany szpinak z pastą z orzechów włoskich i kolendrą, ozdobioną pestkami granatu. Szpinak – jak wiadomo – nie posiada własnego, zdecydowanego smaku, Tutaj – zblanszowany, podbity czosnkiem, o kremowym smaku dzięki orzechom stanowił lekką i pyszną kompozycję, a kulka okazała się nie taka mała. Natomiast kolendry za bardzo nie wyczułem, a owoce granatu, których sięe spodziewałem wewnątrz kulki (i byłem ciekaw) były tylko przybraniem. Mimo wszystko warto spróbować.

Kulka ze szpinaku

Kulka ze szpinaku

Do tego warto wspomnieć o winach. Ja sobie zamówiłem lampkę wytrawnego sapewari. Już po chwili od nalania z gustownej karafeczki doszedł mnie oszałamiający owocowo-kwiatowy zapach. Samo wino jest łagodne w smaku jak na wytrawne, a jego nuty smakowe nie potwierdzają zapachowych-czyli czyste winogrona. Pisze specjalnie o tym, bo ostatnio miałem okazje pić kilka wybitnych win słowackich z piwnicy Dworu Kombornia, których zapach zgadza się z bukietem smaku.

Pozostając przy winach – w sklepie nabyłem dwa wina mołdawskie (gruzińskich jest chyba tylko 4 lub rodzajów) -jedno białe, półsłodkie  -całkiem przyzwoite i drugie- wytrawne czerwone Lion Gry Pinot Noir Grand Reserve, które mimo szumnej etykiety było płaskie w smaku. Następnym razem spróbuję gruzińskie, choć to już inna półka cenowa. Warte uwagi i niezwykłe są koniaki –  nawet 25 letnie.

Wnętrze restauracji Gaumarjos

Wnętrze restauracji Gaumarjos, to co stoi pod schodami po lewej stronie to nie pani Gessler, chociaż tak wygląda…

 

Podsumowując

Ciekawy lokal, który warto odwiedzić wcześniej  robiąc rezerwację. Warto poczuć domowa atmosferę i spróbować smaków, których nigdzie indziej nie spotkałem. Jeśli będę miał okazję i trochę więcej miejsca w brzuchu to na pewno spróbuję innych pozycji z menu następnym razem.

Bar Kim-iPho, Warszawa, al. Jerozolimskie 51

Kolejna wizyta w Warszawie – tym razem al. Jerozolimskie , z elementem kulinarnym – Bar Kim-iPho  . Chciałem zwrócić uwagę na ten bar, bo jest tego wart. Wypatrzyłem już go dość dawno, ale podczas pobytu w Warszawie nie układało mi się, żeby go odwiedzić. Mieści się naprzeciwko Pałacu Kultury i Nauki i blisko Dworca Centralnego, co czyni go łatwo dostępnym dla takich przyjezdnych jak ja. W związku z tym, że jest to bar samoobsługowy pominę część mojej zwyczajowej recenzji, chociaż należy podkreślić, że na dania czekałem bardzo krótko – dosłownie kilka minut na zupę, może 10 minut na drugie. Zmodyfikowałem tę recenzję, ponieważ udało mi się zawitać ponownie w Kim-iPho (luty 2015).

 

Bar Kim-Ipho, Warszawa, al. Jerozolimskie 51

Bar Kim-Ipho, Warszawa, al. Jerozolimskie 51

Wystrój

Lokal składa się z 2 poziomów. Na parterze jest bardzo mało miejsca, ale na górze można wygodnie usiąść, nawet na czymś w rodzaju kanapy. Wystrój generalnie jest znośny, nie ma zbyt wielu plastikowych kwiatów. Jak na bar może być.  Dodatkową atrakcją, której nigdzie jeszcze w barze nie widziałem są pudełka chusteczek z Biedronki, chyba zamiast serwetek (?). Pewnym zaskoczeniem jest brak ogrzewania. Kiedy ja tam byłem to na dworze był mróz i w lokalu było dość chłodno. Co prawda na piętrze jest ogrzewacz gazowy,ale ogrzewa on tylko najbliższe stoliki. Obiad zjadłem w kurtce, ale bez rękawiczek. Pozytywnym zaskoczeniem było to, że konsumpcja nie odbywała się z plastikowego talerza i za pomocą plastikowych sztućców.

Jedzenie

Menu jak to w takim lokalu jest bardzo długie. Z kilku podstawowych składników można złożyć dużą ilość dań.

Udko drobiowe na gorącym półmisku – 17 zł

Ja się zdecydowałem na udko drobiowe na gorącym półmisku. Do tego porcja ryżu i typowej dla wietnamskich barów surówki z kapusty- słodko-kwaśnej. Samo mięso było dobrze upieczone i miejscami nieco wysuszone wskutek odgrzewania. Można się tez przyczepić, że było pokrojone w plastry hmmm dość brutalnie, bo z kawałkiem chrząstki. Pod spodem znajdowało się „łóżeczko” z warzyw. Samo mięso nie było jakoś specjalnie przyprawione,ale okazało się,że tę potrawę należy jeść w całym pionowym przekroju, czyli razem z warzywami i sosem, który był pod nimi. I to już naprawdę było dobre. Umiarkowanie pikantny sos, pełen wschodnich przypraw nadawał smak całości. Surówka tez mi odpowiadała, była świeża i chrupiąca. Kurczaka przyprawiłem sobie sosem czosnkowym ,który stał na stoliku wraz z trzema innymi (przypominającymi kisiel z chilli lub płatkami czosnku…). Całość za 17 zł. Najadłem się do syta i mimo powyższych mankamentów – dość smacznie.

Udko drobiowe na gorącym półmisku - Bar Kim-iPho, Warszawa

Udko drobiowe na gorącym półmisku – Bar Kim-iPho, Warszawa

Zupa Pho z wołowiną – 8 PLN mała porcja

Po mojej pierwszej wizycie obiecałem sobie, że jej spróbuję – w końcu to klasyka. Otrzymałem miskę gorącej, pachnącej zupy, która mogłaby być samodzielnym daniem na średni głód – miała około 15 cm średnicy! Obok mnie klient konsumował wersję dużą (12 PLN) – miska była wręcz olbrzymia.

Zupa ta jest esencjonalnym bulionem, pachnącym trawą cytrynową, z pływającymi na wierzchu szczypiorkiem i świeżą natką kolendry, które nadają mu chrupkości. Dużą część miski wypełnia prawidłowy, plaski makaron ryżowy oraz kiełki fasoli mung. Całość można przyprawić sokiem z cytryny, która jest podawana obok miski. Zupa zawiera dość bogaty zestaw przypraw, ale  nie jest pikantna. Zdecydowanie polecam.

Zupa pho z wołowiną - Bar Kim-iPho, Warszawa

Zupa pho z wołowiną – Bar Kim-iPho, Warszawa

Wieprzowina satay – 17 PLN

Danie pochodzi z sekcji menu „specjalność zakładu”. Kompozycja dania jest jak powyższego kurczaka – czyli ryż i standardowa surówka z kapusty (którą zresztą bardzo lubię). Spodziewałem się co prawda mięsa nadzianego na patyczki i dodatku orzechów ziemnych, ale najwyraźniej mięso już zdjęto z patyczków, a kucharz miał trochę inną fantazję jeśli chodzi o przyprawy.

Mięso w postaci cienkich płatków było mięciutkie, nie pochodziło z jakiś obrzynków z błonami tylko z uczciwej części prosiaczka. Całość zanurzona w sosie z wyczuwalnym smakiem sosu sojowego, świeżej chilli, lekkiej słodyczy. Mięsu towarzyszyły kiełki fasoli i smażona cebula. Danie trzymało balans słodko-pikantny, ale o ostrości dla mnie akceptowalnej. Jeśli ktoś chce coś pikantniejszego to na stole stoją do dyspozycji sosy.

Wieprzowina satay - Bar Kim-iPho, Warszawa

Wieprzowina satay – Bar Kim-iPho, Warszawa

Reasumując

Zrozumcie mnie dobrze. To nie jest wytworny lokal, ale jedzenie jest całkiem przyzwoite. Rządzi tam dwóch kucharzy : Wietnamczyk oraz drugi z Bangladeszu. Smaki są w miarę autentyczne, dobre, niedrogie i do syta. Jeszcze się tam pojawię 🙂

Kim IPho

 

Bar Bulaj , Sopot , al. Mamuszki 22

Sopot może zaliczyć to miejsce do swych atrakcji, bo zespół restauracji przygotowywał potrawy na stół prezydenta Komorowskiego, ale jak tam mi smakowało…? Tym razem korzystając z pobytu nad morzem wybrałem się do znanego baru/restauracji Bulaj. Znanego, bo czytałem w czasopismach kulinarnych na temat finezji szefa kuchni. Od dawna nie było mi tak trudno wyrazić swojego zdania na temat jakiegoś lokalu. Właściwie co do wszystkich elementów moje uczucia są mieszane.

Wystrój i obsługa
Wystrój jest prosty i nawiązujący do nazwy oraz widoku, którego może pozazdrościć wiele lokali – plaża i morskie fale. Nie nazwałbym tego morską restauracją, ale raczej barem czy bistro. Mało tam autentycznych morskich/statkowych gadżetów, nie zauważyłem też (ale być może za mało się rozglądałem) tytułowego bulaju, o który na wybrzeżu chyba nie tak trudno. Nie pracował tam raczej dekorator wnętrz, a jeśli już to taki, którego bym osobiście nie zatrudnił. Ze względu na porę roku obecny był tez stroik świąteczny z kompozycją figuralną, która pasowała do reszty jak… ryba do roweru…
Niemniej jednak było czysto i schludnie. W sezonie zdaje się czynny jest też namiot na dworze.

Bar Bulaj , Sopot , al. Mamuszki 22

Bar Bulaj , Sopot , al. Mamuszki 22

Obsługa
Zawitałem do lokalu o nietypowej porze- pół godziny po otwarciu. Obsługa po krótkim powitaniu zajęła się swoimi czynnościami, w tym wkładaniem menu do kart, ale po jakiś 5-10 min ktoś do mnie podszedł. Atmosfera panująca w lokalu jest pierw

szym z moich mieszanych wrażeń. Moja wizyta była na luzie, nie spieszyło mi sie za bardzo, było to nieformalne… Załoga na sali była zajęta swoimi sprawami i swobodną rozmową. Z jednej strony to fajnie, w takim barze słuchać różnych rzeczy czuć sie prawie jak jeden z nich, z drugiej strony… to nie jest styl restauracji, gdzie obsługa jest skupiona na kliencie i jego potrzebach. Ciekaw jestem jak to wygląda po południu,kiedy przychodzą goście na poważny obiad. Tego dnia był już ustawiony stół na 8 osób i przyjęto przy mnie jeszcze rezerwację na 6.
Nie wiem zatem, czy jest to bar, gdzie się wpada na coś do jedzenia przy plaży,czy też wykwintna restauracja (sądząc po menu i cenach). Jest jakby niezdecydowanie i rozdźwięk. Kiedyś w radiowej Trójce był taki pomysł-co innego widzisz, co innego słyszysz. I tu jakby to było zastosowane.

Jedzenie

zupa
Coż można zamówić w barze na plaży jak nie zupę rybną. Upatrzyłem sobie już w domu rybną soljankę (12 zł). Zupa, z towarzyszeniem dwóch rodzajów pieczywa przybyła na stół po około 10 minutach. Miała czerwonawy kolor, pływały w niej listki tymianku i miała piękny, rybny zapach. Ale tu obiecujące wrażenia się kończą. Zupa zawierała warzywa, w tym ogórki kiszone, kawałki ryby (trudno stwierdzić czy więcej niż jeden rodzaj). Niestety była nijaka w smaku. Nie była słono-kwaśna, jak można by się po soljance spodziewać, nie była też mocno rybna. Po dosoleniu i popieprzeniu stał się trochę bardziej wyrazista, ale mimo wszystko smakowała jakby kucharz nie mógł się zdecydować jaki jej smak nadać. Nie dojadłem do końca, to nie moje rewiry smakowe…

Zupa rybna soljanka - Bar Bulaj

Zupa rybna soljanka – Bar Bulaj

przystawka
Zamiast głównego dania zamówiłem przystawkę (w cenie dania głównego) mając na uwadzę wczesną porę i żołądek sponiewierany świątecznymi perypetiami. Moją przystawką był holenderski matjas z plackami ziemniaczanymi. To danie -dla odmiany – było dobre. Placuszki były miniaturowe i letnie i towarzyszyła im sałatka porowo-jabłkowo-śmietanowa (przepraszam szefa kuchni, jeśli coś pominąłem). Sam matjas był niewiarygodnie dobry. Śledź solony,wymoczony, przekrojony wzdłuż, do ogona, gruby na centymetr, tłusty i o konsystencji smarownej wręcz. Takie specjały trudno upolować w polskich sklepach. Wszystko razem pasowało do siebie – słodko-kwaśna sałatka, placki i lekko słony i tłusty śledź. Nie wiem czy to jest warte tej ceny (24zł),ale jeśli nie próbowaliście takich śledzi to warto się skusić.

Holenderski matjas z plackami ziemniaczanymi - Bar Bulaj

Holenderski matjas z plackami ziemniaczanymi – Bar Bulaj

Reasumujac
Moje wrażenia są mieszane. Wynikają zarówno z tego co zobaczyłem w tym lokalu,jak i z tego co w nim zjadłem. Patrząc na dość ambitną kartę i dużą półkę (i lodówkę) z winami widać, że to poważny lokal (była tez ciekawa lodówka z deserami… natomiast herbata,którą dostałem niebezpiecznie przypominała wyrób herbatopodobny typu Saga lub Tetley…). Nie bez wahania, ale poszedłbym tam raz jeszcze na jakieś danie główne i deser. Widać, że lokal ma gości, co być może jest tez zasługą jego położenia na plaży, ale serwowanie w Pałacu Prezydenckim tez się nie wzięło znikąd…
Idźcie sami i spróbujcie.

Izumi sushi, Warszawa, ul. Biały Kamień 4

Restauracja sushi i z kuchnią dalekowschodnią w Warszaiwe – http://www.izumisushi.eu/ – miejsce o niezwykłej atmosferze i dość dobrej kuchni. Na dodatek dobrze zorganizowana obsługa. Czego chcieć więcej…

Wystrój

Restauracja jest umiejscowiona w nowym, ekskluzywnym i nowoczesnym architektonicznie osiedlu. Lokal jest bardzo nietypowy, bo umieszczony wewnątrz palmiarni o wysokości ok 3 kondygnacji… W środku jest metal, szkło, ale i ciepłe drewno np. na podestach. Miękkie siedzenia dopełniają reszty. Jest możliwość zajęcia miejsca dla mniejszej ilości osób, bardziej kameralnie, ale też zestawienia stołów dla większej kompanii..

Całości towarzyszy ładna zastawa japońska, prostokątne talerze, podstawki do sosu. Wszystkie dania je się pałeczkami, więc trzeba trochę wprawy 😉

Obsługa

Pod względem sprawności obsługi jest to lokal, który wyróżnia się zdecydowanie. Nie pamiętam kiedy byłem w restauracji, gdzie tak szybko dostawałem dania i było sprzątane ze stołu (co prawda wypełnienie lokalu było ok. 1/3). Lokal jest bardzo duży i podejrzewam, że ta sprawność jest uzyskana dzięki kamerom zainstalowanym dyskretnie – obsługa nie przechadza się między stolikami, a jednak reaguje szybko. Dodatkowo można wezwać kelnera naciskając czarny przycisk. Kelnerka potrafiła wyjasnić szczegóły potraw oraz zaproponowała nam kieliszek wina Choya do spróbowania-na koszt firmy. Rzadko się zdarza taki miły gest…

Zupa

Won-ton – delikatnie pikantny bulion z posmakiem oleju sezamowego, łagodne, mięsne pierożki ,, makaron ” z omletów. Delikatna przystawka, lekko rozgrzewająca, dla zwolenników ekstremalnych przeżyć może zbyt delikatna. Niemniej jednak polecam.

Zupa chińska wonton

Zupa chińska wonton

Sushi

Zamówiliśmy nie zestaw, ale wybrane pozycje z menu: hosomaki – Oshinko maki (z rzodkwią kiszoną), Philadelphia maki z łososiem oraz futomaki z pieczonym węgorzem. Zacznę od Philadephia maki. Przywoita, standardowa rolka z serkiem Philadelphia, bardzo poprawna, ale nie wyróżniająca się niczym. Hosomaki z rzodkwią były zaskakująco dobre, smak warzywa uzupełniał prażony sezam, co bardzo wzbogacało doznania. I na finisz futomaki z węgorzem- tak czułem, że to będzie gwóźdź programu – pyszny, wybitny – słodko słony z sosem teryiaki połączony z pieczonym smakiem. Zdecydowanie maki pieczone należy zamówic w tym lokalu.

 

sushi

sushi

Danie główne

Krewetki z trawą cytrynową i Ośmiornica w sosie tobanjian z fasolki sojowej

Krewetki z trawą cytrynową i Ośmiornica w sosie tobanjian z fasolki sojowej

Krewetki królewskie z trawą cytrynową

4 duże krewetki w całości, nacięte, zamarynowane trawą cytrynową i grillowane. Jesli ktoś nie lubi widoku oczu, wąsów, nóg i temu podobnych to niech tego nie zamawia 🙂 Krewetki były dorodne, towarzyszyły im grillowane warzywa i cytryna oraz ryż. Musze przyznać,że smak ich mnie nie porwał, co prawda chyba pierwszy raz jadłem w restauracji krewetki, które smakowały jak pieczone (a nie gotowane czy smażone),ale dla mnie były za mało wyraźne.

 

Ośmiornica w sosie tobanjian z fasolki sojowej

Kawałki świeżej, zgrillowanej ośmiornicy (jeśli ktoś nie lubi widoku macek,albo się boi,że mu się przyczepią do języka… 🙂 ). Towarzystwo jak przy krewetkach – grillowane warzywa i ryż. Swoją droga nie myślałem,że złapanie naoliwionego kawałka papryki pałeczkami będzie dość trudne… Ośmiornica miała idealną konsystencję – miękka, a jednocześnie nie surowa. Sos tobanjian jest czerwony- słono-pikantny i bardzo pasował do tego dania. Stopień pikantności średni, ja wytrzymałem bez problemu i nie obezwładniło to mojego smaku.

 

Podsumowując….

Lokal wyjątkowy ze względu na wystrój, roślinność przypominającą dżunglę i obsługę. Przyzwoita kuchnia azjatycka, porcje może niezbyt duże, ale z dobrych, smacznych składników. W kuchni krzątają się skośnoocy,a zarządza tym Alan, dla którego kuchnia wschodnia jest wyniesiona z domu. Dobre miejsce na eleganckie spotkanie, albo wyjątkową okazję.

Polskie sery farmerskie, sklep Ser Lanselot, Sopot, ul Haffnera 6

Recenzja sklepu Ser Lanselot i selekcji polskich serów farmerskich tam zakupionych.
Ten wpis nie jest dla wszystkich, tylko dla smakoszy serów :). Polskich serów, które jakością dorównują francuskim, belgijskim….

Korzystając ze świątecznej wizyty w Trójmieście odwiedziłem znany w kulinarnych kręgach sklep Ser Lanselot w Sopocie.
http://serlanselot.pl/
Sklep był opisywany w jednym z wydań magazynu Kuchnia i miałem okazję zaskoczyc Pana Grzegorza w pierwszy dzień po świętach jak rozpakowywał swoje sery na półki…
Pan Grzegorz jest wyjątkowym człowiekiem, bo oddał się swojej pasji porzucając poprzedni zawód dziennikarza. Szanuję bardzo takich ludzi. W swoim sklepie oferuje sery polskie, a także odpowiednie dodatki, czyli wina, oleje, miody, konfitury, akcesoria do krojenia i podawania sera, w tym naprawdę boskie z holenderskiej firmy boska.com … Wie wszystko o tym, co sprzedaje, potrafi doradzić i kocha to, co robi…
Ser Lanselot i sery w nim sprzedawane to nie ukrywam propozycja dla smakoszy. Mam na mysli to,że najtańszy ser jaki tu kupiłem (Koryciński) kosztował 60 zł/kg. Nie chodzi o to,żeby się najesc,ale zeby skosztować. Potraktowałem to jako prezent gwiazdkowy. Trzeba przyznać,że sklep trzyma klasę. Sery były owinięte w woskowany pergamin, w którym bez problemu przeczekały 2 tygodni i papierową torebkę.

Teraz do rzeczy , czyli o serach….

Sery z Lanselota

Sery z Lanselota

Koryciński dojrzewający – pierwszy z prawej

suchy, oscypkowaty w charakterze, ale nie tak słony, lekka goryczka, jadalna skórka (którą uwielbiam), lekko szczypiący w posmaku. Dobry wybór dla początkujących w dojrzałych serach – umiarkowany smak i zapach.

Owczo-krowi – w środku

wyraźny zapach dojrzałego sera, twardy, od pierwszego kęsa mocny,dojrzały (jak mówi Pan Grzegorz – kontrowersyjny…) smak, lekko piekący w język, kruszacy się, niejadalna skórka (wosk), która nadaje lekki posmak wosku

Kamyk Sudecki autorstwa Lucyny i Sylwestra Wańczyków
to dopiero odkrycie ! posypany popiołem, na którym wyrosła szlachetna, cieniutka pleśniowa skórka. Ser miękki, ale jędrny, posiada piekny zapach,lekko czosnkowy, troche w stylu Brie, ale bardziej słony. Da się wyczuć lekką kwaskowatość, kremowa konsystencja. Warty spróbowania

kamyk sudecki w przekroju

kamyk sudecki w przekroju

Dobrze taki mocny ser przepłukać winem. Ja użyłem chorwackiego proška, które jest słodkie, intensywne i pasuje do mocnych serów, ale wino p. Grzegorz też pomoże dobrać 🙂

Bistro „Prosta Historia”, Warszawa, Francuska 24

Prosty wystrój, proste dania, proste składniki, dobry efekt. W ramach stołecznej wycieczki wybrałem sie w modną restauracyjnie (żeby nie powiedzieć snobistyczną…) okolicę celem spróbowania poleconego miejsca. W weekend trzeba rezerwować stolik, co świadczy o popularności tego niewielkiego lokalu.

Lemoniada i logo bistro

Lemoniada i logo bistro

Wystrój i obsługa

Elementem prostoty jest również wystrój: proste, drewniane stoły, metalowe krzesła. Zamiast obrusów podawane są papierowe podkładki z logo lokalu. Na ścianach wiszą obrazy z ręcznie malowanymi potrawami: składnikami i przepisami. Bardzo uroczy dodatek. Obsługa jest sprawna i bezbłędna, przy lokalu zapełnionym w 100%.

Przystawka

Hummus (19 PLN) podany z dużymi oliwkami i pieczonym na miejscu cienkim chlebem. Chlebek był ciepły i świeży, oliwki smaczne. Co do hummusu to też był smaczny, ale najmniej przypominał mi klasyczny przepis, w którym dominuje ciecierzyca. O ile w Krakowie nutą dominująca był sezam, o tyle w Warszawie zdecydowanie orzeszki ziemne , tak więc przypominał trochę masło orzechowe. Jeśli ma ochotę na taki smak – jak najbardziej polecam.

Hummus

Hummus

Danie główne

burgery – chevre i New York (po 29 PLN)

Burgery są wysokie i nieco ekwilibrystyki trzeba, żeby je spożyć. Zauważyłem dwie podstawowe metody – operacja chirurgiczna całości nożem i widelcem (ułatwia to spięcie drewnianym patyczkiem) lub dekompozycja na mniejsze części i potem chirurgia. Ja zastosowałem te drugą :). Burgery zawierają wołowe kotlety robione na miejscu i mnóstwo dodatków. W wersji chevre smaku nadaje stopiony, dojrzały, pikantny kozi ser, suszone pomidory i pikantne aioli. Intensywna mieszanka pozwalająca zrównoważyć wypełniacz w postaci bułki. New York to z kolei kompozycja słodko-kwaśna z cebulą, ogórkami konserwowymi, bekonem, serem żółtym i sałatą. Bogaty smak, a jednocześnie zrównoważony – czyli coś,co lubię.
Do burgerów jako dodatek (5 PLN) można zamówić frytki (wyglądały na domowe,w smaku obojętne) oraz Coleslaw. Jak go otrzymałem to myślałem, że to pomyłka, ponieważ był czerwony…. Otóż ich autorski pomysł na te sałatkę to buraki z dodatkiem jabłka – jak już się pogodzicie, że nie bedzie kapusty i majonezu to nawet smakuje… 🙂 na pewno lżejszy od klasyki.

Chevre burger (już napoczęty :) )

Chevre burger (już napoczęty 🙂 )

One pot wonder (28 PLN)
Czyli danie dnia. Gulasz z karkówki z papryką, cukinią, pomidorami, do tego kuskus. Danie moze niezbyt wymyślne ,ale dobrze uwarzony gulasz wieprzowy nie jest zły… Ten miał wyraźny akcent papryki i smak długo duszonego mięsa. Danie bardziej obiadowe niż burger, więc dla osób nastawionych na normalną, obiadową konsumpcję. Danie dnia uzupełnia zupa dnia (krem jarzynowa) bez specjalnej (prostej) historii.

Danie dnia

Danie dnia

Deser – sernik z białą czekoladą (15PLN)
Można powiedziec wisienka na torcie lub gwóźdź programu. Pieczony sernik stanowiący w smaku i konsystencji połączenie twarogu i białej czekolady. Słodki, nieco rozmazujący sie, ale pyszny. Nawet po objedzeniu sie daniami poprzednimi nic nie może Cię powstrzymać przed zjedzeniem do końca. Sernik występuje ponoć w sezonowych odsłonach jeśli chodzi o dodatki. Tym razem były to granaty.
Całość uzupełniała domowa lemoniada (10 PLN) z mnóstwem świeżej mięty i cytryny, dostępna także w wersji na ciepło.

Sernik z białą czekoladą

Sernik z białą czekoladą

Reasumując
Mimo tego, że większość nie uważa burgera za danie obiadowe mozna się tym najeść, zwłaszcza jak sie dobierze przystawkę, deser lub zupę.
Warto zajrzeć do Prostej Historii, aby zobaczyc jak można zrobić proste bistro ze smaczną kuchnią, które ma powodzenie. Zdaję sobie sprawę, że w Warszawie jest dużo łatwiej przetrwać takiemu lokalowi, niż w mniejszych miejscowościach, ale mimo wszystko to jest pomysł na biznes. Dania główne są dość drogie ,ale pozostałe mają umiarkowane ceny (te ceny w Warszawie są umiarkowane….), kilka dopracowanych potraw, spójny wystrój i sprawna obsługa. Drugi powód,dla którego warto tam zajrzeć to sernik… 🙂