Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Podążając śladami rewolucji Magdy Gessler wybrałem się do restauracji Dziki Dwór pod Kaczką w Gnieźnie. Pokonałem ok. 60 km w wolny dzień, aby posmakować dań z kaczki, a czy się opłacało… zobaczycie poniżej.

Restauracja znajduje się niedaleko od głównej drogi przelotowej Bydgoszcz – Poznań. Nie jest tam trudno trafić, choć nie rozglądajcie się za jakąkolwiek tablicą informacyjną czy strzałką… Trzeba zobaczyć na mapie, a potem – jadąc za centrum handlowym i przejazdem kolejowym – szukać po lewej ulicy Spichrzowej. Inne lokale po rewolucjach wykorzystują swoją reklamę i stawiają choć jedną tablicę z Panią Magdą (ok, nie wszystkie, pewnie kontrakt ogranicza to jakoś czasowo…). Drugą słabą stroną „rozpoznawczą” jest strona internetowa. Jest ona wspólna z salą bankietową/cateringiem „Leo Libra” i nie zawiera aktualnej informacji o menu, nie wspominając o innych smakowitych szczegółach, które mogłyby przyciągnąć gości, ani o aktualnościach (ostatnia to „W ostatnim czasie tj. od 18 do 21 czerwca 2012”).

Mimo tego zdesperowanemu smakoszowi udało się bez problemu dotrzeć w świąteczny dzień do lokalu, w którym były zajęte 2 stoliki, potem przybyły jeszcze dwa…

Gwoli ścisłości – poniższe dania zawierające „dziką kaczkę” to zabieg marketingowy – potrawy są wykonane z kaczek hodowlanych. Miłośników dziczyzny zapraszamy gdzie indziej.

 

Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Wystrój i obsługa

Z zewnątrz ten lokal wygląda… jak wygląda (moje wyobrażenie o dworze jest nieco inne), natomiast wewnątrz jest pewne zaskoczenie – jest trochę ciemno co prawda, ale wnętrze jest eleganckie. Ładny odcień fioletu, ładne krzesła, reszta w miarę dobrana, do tego te kaczki na ścianach… Obsługa jest sprawna i miła, interesuje się czy smakowało i można się dopytać o różne rzeczy.

Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Przystawki

Na początek czekadełko – fajny pomysł – samoobsługowe. Chleb (2 rodzaje), smalec domowy z mielonymi skwarkami i ogórki kiszone. Smalec naprawdę smaczny, co rzadko sie zdarza w restauracjach.

Tatar z dzikiej kaczki (15 PLN)

Pierwszy raz jadłem tatara z kaczki, posiekane mięso – spora górka w towarzystwie sałaty ozdobnej i owocowego przecieru. Dla mnie nieco za mało przyprawiony, a nie było na talerzu pikantnych dodatków – do dyspozycji jest pieprz i sól. Nie można narzekać – delikatny smak mięsa, smaczne pomidorki na przegryzkę. Po prostu trochę nie w mój gust.

Tatar z dzikiej kaczki, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Tatar z dzikiej kaczki, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Pierogi z dziką kaczką (7 PLN)

Ciekawe danie, zmielone mięso w środku jest delikatnie przyprawione, a całość podana na oliwie z oliwek ze śródziemnomorskimi ziołami i pieprzem. Całość tworzy niezwykłą kombinację smaków, warte spróbowania. W sensie smakowym dla mnie najlepsza pozycja obiadu.

Pierogi z dziką kaczką, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Pierogi z dziką kaczką, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Danie główne

Pół kaczki z pyzami i zasmażanymi buraczkami (33 PLN)

Zazwyczaj z kaczką jest taki problem, że po upieczeniu niewiele jej zostaje. Nie w tym przypadku jednak. Ta porcja wystarcza z nawiązką na samodzielny obiad, a jak bierzecie zupę lub przystawkę to w zasadzie na dwie osoby. Trzeba przyznać –  mistrzowsko upieczona kaczka – nie wysuszona, dobrze dopieczona, bezbłędnie, apetyczna skórka. Przyprawiona w zasadzie solą i pieprzem, więc jeśli ktoś ma ochotę na takie czyste, pieczone mięso to jest dobry strzał. Ja bym chętnie jeszcze tam poczuł trochę czosnku czy majeranku. Fajnym pomysłem jest owinięcie kości w folię – dzięki temu bez obawy o pobrudzenie można zjeść np skrzydełko obgryzając je. Towarzyszy temu pieczone jabłko i sporo sosu pieczeniowego. Do tego wielkopolskie pyzy i zasmażane buraczki. Musiałbym powtórzyć to,co pisałem przy recenzji restauracji Fryga . We Frydze były pikantniejsze, ale mimo wszystko te też zjadłem do końca. Drobną zmianą, która by mnie ucieszyła byłoby ożywienie podawanych sałat do różnych dań – wygląda to na gotowe mieszanki sałatowe, które są suche i tracą na chrupkości – więc prosi się o jakikolwiek winegret lub chociaż zwilżenie ich wodą.

Pół dzikiej kaczki z pyzami i buraczkami, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

Pół dzikiej kaczki z pyzami i buraczkami, Restauracja Dziki Dwór pod Kaczką, ul. Spichrzowa 1, Gniezno

 

 

Podsumowując

Jeśli się wybieram do restauracji specjalnie to zawsze zadaję sobie pytanie – czy bym przyszedł jeszcze raz.  W przypadku tej restauracji – jeśli będę przejeżdżał przez Gniezno i będę miał ochotę coś zjeść to jest pewny kandydat. Chętnie jeszcze raz zjem te pierogi i spróbuję coś z kaczkowego menu. W Gnieźnie jest jeszcze jeden lokal z kuchnią litewską, który mnie trochę kusi, ale Dzika Kaczka jest na pewno autorska i ciekawa. Jeśli macie ochotę na wielkopolska kaczkę to warto tam zajrzeć – może nie jadąc 200 km w jedną stronę, ale zawsze. Jeśli dotrzecie do Poznania to Zagroda Bamberska jest warta polecenia (ale za kaczkę zapłacicie prawie 2 razy tyle…).

Culinary fest – Poznań restaurant week czerwiec 2014

Culinary fest – Poznań restaurant week to wydarzenie, które odbyło się po raz trzeci i dobrze pokazuje rozwój kulinarnej mapy Poznania. Cieszy, że znalazło się tyle restauracji, które zechciały popisać się menu degustacyjnym i jednocześnie zareklamować. Dania były w przystępnej cenie (15 PLN za dwa dania), co pozwalało na wybranie się do kilku lokali. Żałuję tylko, że większość tego tygodnia nie było mnie w Poznaniu – zaległości starałem się odrobić w ostatnią niedzielę.

 

Poznań restaurant week - culinary fest

Poznań restaurant week – culinary fest

 

Konfitura, Poznań, św. Marcin 24, Galeria MM

Restauracja ma szczęście się mieścić w tym pięknym budynku, którego nikt nie odwiedza. Mówię to bez ironii – naprawdę mi się podoba, lubię nowoczesną architekturę i uważam, że jest świetny i dobrze pasuje do otoczenia. Ale… po co komu kolejna galeria handlowa… zwłaszcza w tym miejscu. Do restauracji nie jest łatwo trafić. Najpierw pojechałem schodami na 3. piętro- tam się mieści większość lokali. Potem jednak doczytałem się, że to jest pierwsze piętro. Na tym piętrze są sklepy i… kącik ze stolikami, bez szyldu czy opisu. Byłem trochę głodny i bardzo chciałem to trafiłem… Na temat poruszania się po galerii MM, logiki wind i schodów i wyjść na różnych poziomach kiedyś ktoś zrobi pracę magisterską z usability…

Swoją drogą sympatyczna nazwa. Dziś również widziałem w Poznaniu lokal, który się nazywa… mamałyga. Serio…

Lokal ma przyjemny design, dużo światła, a kuchnia jest odsłonięta szybami i można zobaczyć zmagania szefa i pomocników. A także podziękować mu podniesionym kciukiem :).  Moim przedmiotem zainteresowania był chłodnik porzeczkowo-gruszkowy z niespodzianką. Owocowy chłodnik, orzeźwiający – czerwona porzeczka i mus gruszkowy z drobnymi kosteczkami niebieskiego, pleśniowego sera. Bardzo przyjemna rzecz na ciepłą pogodę. Fajna fantazja słodko-kwaśno-pikantna.

Chłodnik porzeczkowo-gruszkowy, Restauracja Konfitura, Poznań

Chłodnik porzeczkowo-gruszkowy, Restauracja Konfitura, Poznań

Drugą częścią degustacji było carpaccio z polędwicy jelenia, której towarzyszyły gruszki marynowane w różnych  rodzajach wina, konfitura z czereśni i kozie sery łomnickie. Polędwica była delikatna w smaku i tonu nadawały w zasadzie gruszki oraz pieprz na końcu. Ciekawe i bardzo ładne wizualnie połączenie, dodatkowo ozdobione grzanką i bratkami oraz grubą solą. Wyrafinowana przekąska świadcząca o fantazji szefa. Sery były pyszne.

Carpaccio z polędwicy jelenia, Restauracja Konfitura, Poznań

Carpaccio z polędwicy jelenia, Restauracja Konfitura, Poznań

Wyrazy uznania dla kelnerki, która była dobrze zorientowana w zawartości tego skomplikowanego dania. Wrócę do tej restauracji na obiad. Karta jest mało wymyślna (ale jak się jest w centrum handlowym to i tak jest nieźle…), moją szczególną uwagę zwróciły steki oraz burgery m.in. z jagnięciną, wszystko w bardzo fajnych, wręcz rewelacyjnych cenach.

Lipiec 2015

Odwiedziłem dziś po południu restaurację Konfitura, ponieważ byłem w pobliżu. Galeria MM nie jest udaną inwestycją. Centrum miasta, mało ludzi. W restauracji był 1 gość. Niestety dań lunchowych już nie było (w każdym razie mi nie zaproponowano, wydawane są tylko do końca zapasu danego dnia, a była godzina 17.30). Z olbrzymiej tablicy dań sezonowych ze szparagami też nic nie było, bo… sezon na szparagi minął (a tablica została). Musiałem zatem skorzystac ze standardowego menu. Większość to steki. Akurat nie miałem ochoty, więc skusiłem się na burger  jagnięcy. Do tego domowa lemoniada z mango (duży wybór, ale dostępne tylko dwie). Czekałem ok 10-15 min, dostałem.. lemoniadę cytrynową (=woda z sokiem z cytryny…). Strach pomyśleć co by było, gdyby było 15 gości…

Sam burger … kotlet był dobry, dobrze wypieczony, średnio przyprawiony. Do tego była sałata i troszkę rukoli. Calości towarzyszył sos jogurtowy (miał być ziołowo-miętowy, w praktyce tej mięty nie było, za to była ciekawa nuta jakby musztardy) oraz ser a’la feta owczy (gładki i słony). Całość była.. średnia – za słona (ser!), mało rześka (brak mięty). Dużo ciekawsze są te potrawy lunchowe i różne okolicznościowe pomysły – spójrzcie na ich stronę na FB. Ciąglę wierzę w tę restaurację, ale trochę czasu minie zanim tam się pojawię…

Burger jagnięcy, Konfitura, Poznań

Burger jagnięcy, Konfitura, Poznań

Restauracja Hotel nh Poznań, ul. św. Marcin 67

Ta elegancka, utrzymana w nowoczesnym stylu restauracja jest pogrążona w nastrojowym świetle i… nieco pusta. Miła i obeznana w menu pani kelnerka szybko dostarczyła menu i przyjęła zamówienie. W ramach degustacji restauracja nh dostarczyła zupę migdałowo-cytrynową z sorbetem z zielonej pietruszki.

Ładnie podana zupa była lekka i świeża, choć wcale nie kwaśna. Migdały dało się wyczuć w postaci zmielonego dodatku, a całość miała ładny balans słodko-kwaskowy. Zupa była przyprawiona syropem cukrowym z dodatkiem bazylii, a całość dopełniał sorbet z natki pietruszki, który powoli się rozpuszczając dodawał trzeci smak. Fajna propozycja na lato.

Zupa cytrynowo-migdałowa, nh hotel, Poznań

Zupa cytrynowo-migdałowa, nh hotel, Poznań

Drugie danie ładnie rozplanowane na kwadratowym talerzu to rostbef pieczony z pieprzem i anyżem z dodatkiem puree z bobu i kopru oraz galaretki (galartu) z ogonów wołowych. Pięknie podane z dodatkiem kwiatów i plastrów warzyw (przepraszam za jakość zdjęcia, ale już natychmiast to chciałem zjeść…). Jak dla mnie- rewelacja. Co prawda dodatek anyżu do pieczeni jest kontrowersyjny (wiele osób nie lubi), ale nie dominował on w daniu i sprawiał, że było ciekawsze. Ponadto grubo zmielony pieprz dawał tak pikantny finisz, że danie było dużo bogatsze niż wydawało się na pierwszy rzut… języka 🙂 Galart z ogonów poza pięknym wyglądem miał czysty posmak wołowiny, piękna sprawa. Ja bym jeszcze dodał delikatny komponent kwasowy i byłby ideał. Puree z  bobu wylizałem 😉

Rostbef z puree z bobu, nh hotel, Poznań

Rostbef z puree z bobu, nh hotel, Poznań

Restauracja zaznaczona do odwiedzenia. Co prawda to wyższa półka cenowa, ale zanotowałem sobie dania, na które mnie stać, a są wystarczająco atrakcyjne. Do zobaczenia zatem.

Restauracja Pastela, Poznań, 23 lutego 40

To moje znajome miejsce. Po konsumpcji uciąłem sobie fantastyczną, fascynującą pogaduszkę z panią właścicielka, która opowiadała o kulinarnych tradycjach jej rodziny wywodzącej się z Galicji. Ja lubię ludzi z pasją, a ona taką ma, tak samo jak szef kuchni – Marcin. Poprzednio miałem okazje o nich pisać przy okazji warsztatów Królik i Perliczka.

Pastela tym razem zaserwowała staropolski przepis odtworzony z archiwów – zupę chlebową. Ciekawa była dyskusja na temat różnych wariantów zupy chlebowej w zależności od regionu. Ja się podzieliłem moimi doświadczeniami z przyrządzania wariacji tej zupy (Øllebrød) w Kopenhadze. Zupa podana w pysznym chlebku, odgrzanym chrupiącym i smacznym. Zupa lekko słodkawa (od ciemnego piwa), lekko gorzkawa i zaskakująco lekka. Dodatek czarnuszki w tej ilości został przez mnie oprotestowany. Podobno szef Marcin był nieobecny tego dnia… Niemniej jednak brawo za eksperymenty i próby reaktywacji staropolskich przepisów.

Zupa piwna, restauracja Pastela, Poznań

Zupa piwna, restauracja Pastela, Poznań

Drugą częścią degustacji był przepis z domu rodzinnego pani właścicielki – szaszłyki z wątróbek zaprawione miodem gryczanym, z dodatkiem suszonych śliwek, cebuli i puree jabłkowego (ozdobionego czarnuszką….)

Szaszłyk z wątróbki z jabłkowym puree, restauracja Pastela, Poznań

Szaszłyk z wątróbki z jabłkowym puree, restauracja Pastela, Poznań

Fajny sposób na podane wątróbek. Wilgotne, niezbyt tłuste, słodko- goryczkowe. Super przekąska.

Resturacja Szachownica, Poznań, Wroniecka 18

W tej restauracji już kiedyś byłem – za czasów jak była restauracją bretońską. Tym razem ściągnęły mnie tu dania z dodatkiem cydru i ryb. Po sprawnym obsłużeniu przez kelnera (byłem jedynym gościem…) w znośnym czasie otrzymałem czarkę zupy rybnej. Zupa była aksamitna i łagodna. W sumie smaczna, chociaż kwasu cydru i szczawiu nie sposób było wyczuć, a tego po nazwie się spodziewałem. Doprawiłem sobie ją pieprzem i oliwa i było trochę ciekawiej, ale budzi we mnie wątpliwości, czy taki miał być smak docelowy.

Bretońska zupa rybna ze szczawiu i cydru, Restauracja Szachownica, Poznań

Bretońska zupa rybna ze szczawiu i cydru, Restauracja Szachownica, Poznań

Przy drugim było dużo lepiej. Kawałki cielęciny z kością upieczone na miękko podane były z  chipsami ze słodkich ziemniaków oraz mała  tarteletką z porami i pomidorami. Do tego  ładna galaretka z buraków i cydru (tym razem wyczuwalnego). Rozkosz dla oczu i podniebienia. talerz został wylizany 🙂

Górka cielęca w ziołach, z batatami, tarteletką i galaretką buraczano-jabłkową, Restauracja Szachownica, Poznań
Górka cielęca w ziołach, z batatami, tarteletką i galaretką buraczano-jabłkową, Restauracja Szachownica, Poznań

Hanami Sushi, Poznań, al. Marcinkowskiego 16

Nie miałem okazji do tej pory zagościć w tym lokalu. Położony w piwnicy ma swój urok. Pierwszy raz widziałem tak ładnie wykorzystane płyty OSB – zwykłe, wiórowe pomalowane tak, że wydawały się japońskimi trzcinami. W połączeniu z łukowymi, ceglanym sklepieniami… Brawo.

Ponieważ to był piąty lunch tego dnia podszedłem do tego zupełnie na luzie :). Nie jestem w stanie powiedzieć jak długo czekałem, ale było to całkiem znośne. Bulion z łososia z owocami morza i warzywami. Uff… w zasadzie -wszystko się zgadzało. W degustacyjnej miseczce był bulion. Był łosoś (ok 1 łyżki stołowej), 1 krewetka lub rak (czyli liczba mnoga w nazwie nie była uzasadniona) i warzywa pokrojone w julienne, ale ta mieszanka dawała wrażenia mieszane. Zupa była tak tłusta (i mam wrażenie, że nie był to tylko tłuszcz z łososia…), że poprosiłem o drugą miseczkę, żeby ten tłuszcz zebrać. Sam smak był naprawdę dobry, dobrze doprawiony, dużo pieprzu, potem było już przyjemnie. Pytanie tylko czy robiąc takie degustacyjne porcje nie warto zadbać o ich 100% jadalność…

 Bulion z łososia z owocami morza i warzywami, Hanami sushi, Poznań

Bulion z łososia z owocami morza i warzywami, Hanami sushi, Poznań

Drugą częścią menu było futomaki z łososiem w tempurze ze szparagami i warzywami (cytuję za ulotką menu festiwalowe). Futomaki zawierało rzeczywiście łososia w chrupiącej tempurze. Poza tym wykryłem tam avocado, ogórka, kiszoną rzodkiew (daikon), być może zielone szparagi… Maki były podane z sosem typu chilli-mayo, który był dość bezpłciowy. Na stole stał sos sojowy, który uratował sprawę (ale nie było naczynia, do którego można by go nalać…). Generalnie – normalne, poprawne sushi. Biorąc pod uwagę, że Hanami jest restauracją z przynajmniej średniej półki cenowej spodziewałem się czegoś bardziej wymyślnego, być może w normalnym menu za normalną cenę jest ciekawiej.

Futomaki z łososiem w tempurze, Hanami sushi, Poznań

Futomaki z łososiem w tempurze, Hanami sushi, Poznań

 

Mam nadzieję, że za rok akcja zostanie powtórzona. Ja dzięki niej zobaczyłem wizytówki kilku lokali, często zaskakujące i znalazłem kilka ciekawych, gdzie nie zdążyłem się wybrać na degustację, ale może odwiedzę je zachęcony propozycjami. Gratulacje dla organizatorów i restauratorów.

 

Tokaji Hárslevelű – wino białe, półsłodkie, Bodvin, 2011

Opinia na temat wina Tokaji Hárslevelű z winnicy Bodvin na Węgrzech.  Jakiś czas temu obiecałem sobie nie pisać recenzji produktów, a zwłaszcza win (bo daleko mi do enologicznych ekspertów), ale nie mogłem się powstrzymać. Czasami człowiek musi, inaczej się udusi… jak śpiewał kiedyś Jerzy Stuhr. Wino to zaskoczyło mnie na tyle i ma tak wyjątkowy smak, że postaram się go opisać, aby Was zachęcić, zwłaszcza, że jest na każdą kieszeń. Kupiłem je w sklepie winiarskim na Strzeszyńskiej w Poznaniu za całe 22 zł.

Tokaji Hárslevelű - wino białe, półsłodkie, Bodvin, 2011

Tokaji Hárslevelű – wino białe, półsłodkie, Bodvin, 2011

Kolor

jasnosłomkowy, nie zdradzający słodkości i intensywności

Bukiet zapachowy

przede wszystkim owocowe aromaty, bardziej w stronę cytrusów i jabłek

Smak czyli niebo w gębie

Tu się nagle zaczyna eksplozja. Wino jest półsłodkie, ale nie bardzo słodkie. Lekka kwasowość zderza się z owocową słodkością. Na myśl przychodzą wina z późnych zbiorów, ale na koniec jest pełne zaskoczenie – lekko ziołowy, goryczkowy posmak jak w Gewurztraminerze wyprowadza to wino z kategorii zwykłych popijaczy deserowych do szlachetnych trunków. Dość dobrze skomponował mi się nawet z ostrym serem jakim jest Bleu d’Auvergne.

Słowem polecam, polecam – na deser, do serów, odpowiednio schłodzone. Wino ma 13 Voltów i intensywny smak, więc polecam również z nim uważać.

Restauracja Villa Toscania, Nowe Gorzycko 61, 66-330 Pszczew

Restauracja Villa Toscania zyskała szeroką sławę dzięki „Kuchennym rewolucjom” – jako jedna z niewielu zdobyła uznanie Pani Rewolucjonistki, a ponieważ znajduje się nie aż tak daleko to w końcu się tam wybrałem. Wpadłem na „szczęśliwy” pomysł skrócenia drogi i pojechania według drogowskazu na Pszczew i chyba tylko niebiańskie siły (a potem nawigator) sprawiły, że wybierałem właściwe zakręty. Dużo lepiej jest dotrzeć tam od strony drogi nr 24 – jest bardzo blisko, ale nie wiem jakie jest oznakowanie. Natomiast od strony Pszczewa gdzieś na domu straszy wypłowiała tablica z wypłowiałą Panią Magdą, która jednak nie pokazuje wcale drogi. Obiekt nie znajduje się w samym Nowym Gorzycku tylko w szczerym polu/lesie. Polecam używanie nawigatora i jazdę z drogi 24…

Wybrałem sobie niezbyt szczęśliwy moment, bo niedzielę o godz 15. Kiedy zajechałem na parking to zorientowałem się, że będzie ciężko. Był zajęty w 130%. Tzn. samochody parkowały również na trawie, podjeździe itp. Im droższy samochód tym gorzej zaparkowany… W restauracji wszystkie stoliki były zajęte i wrzało jak w ulu. Musiałem zatem poczekać.

Villa Toscania, Pszczew

Villa Toscania, Pszczew

 

Wygląd i obsługa

Powitał mnie właściciel, czyli Pan Gustavo. Przemiły człowiek, który w tym piekielnym wirze zamówień sam biegał po sali i pomagał obsłudze we wszystkim. Ponieważ nie było miejsc zaproponował mi poczekanie na kanapach dla gości. Moje oczekiwanie trwało około pół godziny. W międzyczasie przyszła do mnie kelnerka  przyjęła zamówienie tak, aby po zwolnieniu stolika szybciej je dostarczyć. Nie czułem się przez ten czas oczekiwania zapomniany. Obsługa jest sprawna, czas oczekiwania akceptowalny.

Wnętrze ma klimat włoski, ozdobione jest obrazami z widokami włoskimi, lub o tematyce natura/owoce itp. Na stołach kwieciste obrusy kwietne wieńce zwisające z sufitu. Sufit jest zresztą ładny – jak w starej piwnicy z winem.

Ale do rzeczy…

Krem ze świeżych pomidorów, z kluseczkami z parmezanu i domowym pesto (18 PLN)

Nie mogłem sobie odmówić. Podany na ładnym talerzu udającym starą, wiejską porcelanę. Bardzo intensywny w smaku o drobnej teksturze. Kwaśny od pomidorów i dobrze doprawiony. Dodatek kilku kropel pesto, które było mocno czosnkowe ładnie uzupełnia smak. Gniocchi były nie z parmezanu ale z parmezanem, bardzo miękkie i sprężyste, o łagodnym smaku. Na pewno punkt obowiązkowy wizyty w tej restauracji. Jak dla mnie pomidorowa nr 2 w Wielkopolsce

Krem ze świeżych pomidorów, z kluseczkami z parmezanu i domowym pesto, Villa Toscania

Krem ze świeżych pomidorów, z kluseczkami z parmezanu i domowym pesto, Villa Toscania

Spaghetti Carbonara (26 PLN)

Jak tu nie spróbować takiego klasyka. Nienagannie ugotowane spaghetti, z sosem, który jest dobrze oklejał, a nie pływał. Do tego wyjątkowo smaczny boczek o świetnym zapachu, mam przeczucie,że jest  to pancetta, bo takich nut zapachowych w Polsce do tej pory nie spotkałem. Warto spróbować. Na szczęście zostało mi trochę miejsca na deser… 🙂

Spaghetti carbonara, Villa Toscania

Spaghetti carbonara, Villa Toscania

Tiramisu (18 PLN)

Wybór był ciężki, bo jeszcze była panna cotta i creme brulee z truskawkami. Ale postawiłem na klasykę. To tiramisu było podane nie w postaci ciastka, tylko jako deser w pucharku. Pomiędzy warstawami marscapone były cienkie warstwy nasączonych biszkoptów. Ser był genialny -o smarownej wręcz konsystencji, natomiast ponieważ biszkoptów było bardzo mało, trochę mi zabrakło gorzkiego, kawowego kontrastu do tej tłustości.

 

Tiramisu, Villa Toscania

Tiramisu, Villa Toscania

Podsumowanie

Restauracja, do której trzeba zrobić wyprawę, ale warto (z pomocą nawigatora..). Ciekaw jestem jeszcze ich dań z owocami morza i zupy rybnej. Ujęła mnie miła obsługa i właściciel angażujący się całym sobą w to, co się dzieje w restauracji. Poziom cen średnio-wyższy (danie główne 20-60 PLN). Trochę szkoda,że strona internetowa jest nieaktualna – jest tam menu zimowe, a pozostałem pozycje nie zawsze aktualne (nie ma ich, albo mają inne ceny).

 

 

 

Restauracja i Catering Fryga, ul. Czarna Rola 1/3, Poznań

Recenzja Restauracji Fryga mieszczącej się w Poznaniu przy ul. Czarna Rola 1/3 (wejście i wjazd od Naramowickiej).

Kuchnia międzynarodowa, oprócz karty często zmieniające się sezonowe menu bazujące na świeżych składnikach. Lokalizacja restauracji nie jest jej najmocniejszym punktem – daleko tu do Starówki. Z drugiej strony ma dogodne położenie dla mieszkańców pobliskich dużych osiedli, którzy nie muszą daleko jechać, aby zjeść coś dobrego. Można także zamówić danie na wynos. Restauracja posiada całkiem normalne menu, mimo, że trudno się zorientować na ten temat ze strony internetowej.

Restauracja Fryga Poznań

Restauracja Fryga Poznań

Wystrój i obsługa

Przyznaję, że kiedy wysiadłem na parkingu z samochodu na widok samego budynku nieco zrzedła mi mina. Natomiast już na tarasie poczułem się lepiej – wnętrze jest czyste, zadbane i estetyczne.

Restauracja Fryga Poznań

Restauracja Fryga Poznań

Urządzone w prostym, nowoczesnym stylu, ale z drobnymi elementami staroci. Całość jest przyjemna i kameralna, włączając w to muzykę w tle. Obsługę stanowiły dwie panie kelnerki – naprawdę miłe i pomocne. Moje pierwsze danie (pierogi) pojawiło się po czasie, który nie pozwolił na znudzenie.

 

Jedzenie

Jako czekadełko dostałem 4 krążki pumpernikla z ziołowym twarożkiem. Dobry kontrast pomiędzy kwaskowym chlebem i słono-ziołowym serem. Ser miał idealną, kremową konsystencję, z czym miałem okazję się jeszcze tego dnia spotkać.

Czekadełko w restauracji Fryga - pumpernikel z kremowym twarożkiem

Czekadełko w restauracji Fryga – pumpernikel z kremowym twarożkiem

Zupy

Chłodnik  litewski (menu sezonowe, 12 PLN)

Nie mogłem sobie odmówić tej zupy ze względu na moją miłość do buraków (na następny raz zostawiłem sobie barszcz z kołdunami…). Mam problem często z chłodnikiem w restauracjach, bo jest  dla mnie za rzadki, za kwaśny, albo za mało buraczany. Chłodnik z Frygi był naprawdę bliski moim oczekiwaniom. Był gęsty i gładki, ze świeżymi, chrupiącymi warzywami (botwinka, koperek, szczypior). Miał też dobry balans między słodyczą buraków i kwasem mleka. Ja jestem zwolennikiem pikantnego chłodnika, więc gdybym dodał rzodkiewkę i odrobinę czosnku to byłby ideał.

Chłodnik litewski w restauracji Fryga, Poznań

Chłodnik litewski w restauracji Fryga, Poznań

 

Krem pomidorowy z bazylią i grzankami (karta, 10 PLN)

Już z daleka wyglądał dobrze. Bazylia stanowiąca ozdobę pachniała oszałamiająco. Bardzo ekstraktywny, silnie pomidorowy krem o grubej teksturze. Podkręcony cebulą i oliwą. Intensywny smak słodko-kwaśny. W środku również bazylia- posiekana, ale nie mieszająca się za bardzo do smaku. Zrobiony z dobrych, dojrzałych, przetartych pomidorów z puszki.

Pozycja wybitna moim zdaniem, może raz w życiu jadłem podobnie dobrą pomidorową.

Krem pomidorowy z bazylią i grzankami w restauracji Fryga, Poznań

Krem pomidorowy z bazylią i grzankami w restauracji Fryga, Poznań

Dania główne

Pierogi z rukolą i suszonymi pomidorami (menu sezonowe, 20 PLN)

Nie jadłem do tej pory pierogów z suszonymi pomidorami, które by mi smakowały. Zaliczam do nich również te z pomidorami i wędzonym łososiem, które robiłem w 2005 i chcąc się popisać operacjami nożem głęboko się pociąłem, bliznę mam do dziś 😉 .  Tym bardziej byłem ciekaw tych pierogów i połączenia z rukolą, która ma intensywny smak.

Tym razem się udało. Pierogi otulone są dość grubym, ale miękkim ciastem. Wnętrze wypełnia kremowy twarożek (który już wspomniałem wcześniej), pomidory i rukola. Farsz jest intensywnie pomidorowy, dobrze doprawiony, po prostu bardzo smaczny. Rukola nie zakłóca smaku. Wszystko jest ozdobione listkami rukoli (i stąd pochodzi jej smak, bo ta zawarta w farszu się gubi) oraz wstążkami dobrego parmezanu. Mniam !

Pierogi z suszonymi pomidorami i rukolą w restauracji Fryga, Poznań

Pierogi z suszonymi pomidorami i rukolą w restauracji Fryga, Poznań

Bitki z polędwiczek wieprzowych w sosie borowikowym (karta, 38 PLN)

w towarzystwie młodych ziemniaków, zasmażanych buraczków i kapusty – dodatki w cenie dania

Karta zawiera dość popularne pozycje, czyli dla każdego coś miłego, ale trzeba było na coś zdecydować. Mimo, że to nie sezon na borowiki zamówiłem to danie właśnie ze względu na grzyby. Są to 3 dość spore (jak na polędwicę) bitki pokryte sosem, w którym sporo dużych kawałków borowików. Zapach jest zabójczy, kręci w nosie grzybami. Sos nie jest na bazie śmietany, więc jest lżejszy. Mięso jest miękkie, trudno powiedzieć coś więcej o jego smaku, gdyż jest przykryty intensywnym sosem (ale taka była koncepcja tego dania, zamawia się je ze względu na grzybowy smak, a nie na mięsny). Ja sobie popieprzyłem, co podniosło walory smakowe (młynek z solą i pieprzem stoi na stole). Przyzwoite, uczciwie grzybowe.

 

Bitki z polędwiczek wieprzowych w sosie borowikowym w restauracji Fryga, Poznań

Bitki z polędwiczek wieprzowych w sosie borowikowym w restauracji Fryga, Poznań

Kilka słów o dodatkach.

Ziemniaczki były cudowne, młode, w mundurkach (tak jak lubię 🙂 ), mięciutkie, polane masełkiem, z koperkiemmmmm……

Buraczki były dla mnie dużym zaskoczeniem. Jestem wręcz uzależniony od duszonych buraczków, które są koronnym dodatkiem w mojej rodzinnej kuchni i które NIGDY nie zostają po rodzinnych ucztach niezależnie od tego ile jest jedzenia. Buraczki w restauracji Fryga były przyrządzone inaczej niż te, do których jestem przyzwyczajony. Przede wszystkim były w postaci drobnych wiórków, a nie pulpy i miały inne dodatki. Niemniej jednak… zdecydowanie polecam! Wyczyściłem miseczkę do czysta. Dobrze przyprawione, pieprzno-słono-kwaskowate.

Młoda, zasmażana kapustą okazała się mała wpadką. To danie było najsłabszym punktem mojej wizyty. Sama kapusta była miękka, ale była słabo doprawiona (a ponieważ była tłusta to się tego domagała), na dodatek smalec, na którym była podsmażona był po prostu nieco wiekowy i trąciła zjełczałym tłuszczem. Biorąc pod uwagę ogólny poziom restauracji zaliczam to jako wypadek przy pracy.

Duszone buraczki i kapusta w restauracji Fryga, Poznań

Duszone buraczki i kapusta w restauracji Fryga, Poznań

Deser

Sernik na zimno ze świeżymi truskawkami

Domowy sernik z sezonowego menu. Już nie miałem miejsca, ale warto było się skusić na mały, degustacyjny kawałek. Świetne połączenie 3 smaków – cienka podstawa jest zrobiona z pełnoziarnistych herbatników – słodka i słona jednocześnie, środek z gładkiego sera, ale niezbyt słodkiego, a całość wieńczy kwaskowa warstwa świeżych, pachnących truskawek i galaretki. Poezja smaku.

 

Sernik na zimno z truskawkami w restauracji Fryga, Poznań

Sernik na zimno z truskawkami w restauracji Fryga, Poznań

 

Podsumowując

Miłe zaskoczenie wśród poznańskiego blokowiska. Starannie przygotowane potrawy, z pomysłem na smak. Ciekaw jestem jak smakuje ich catering, może być interesująco. Ceny nieco wyższe niż wskazywałaby na to lokalizacja i wygląd. Myślę, że lokal swobodnie obroniłby się na Starym Mieście. Najlepsza pomidorowa – jak dotąd – w Poznaniu.

Szparagi na parze z jajkiem – dietetyczne i smaczne

Przepis na obiad lub kolację – bardzo prosty i zaskakująco smaczny. Wymyśliłem go całkiem przypadkiem starając się przyrządzić szparagi nie dodając ciężkiego sosu np. holenderskiego. Zawiera tylko 4 składniki i ok. 170 kalorii. Porcja na 1 osobę.

Składniki:

  • pęczek białych szparagów (ok 500g)
  • cytryna
  • jajko
  • gruba sól
  • ocet
  • ew. trochę kiełków lub rzeżuchy/ szczypiorku

Przepis – Jak to zrobić ?

  1. Obierz szparagi, odetnij zdrewniałe końcówki, ewentualnie je odłam. Moje szparagi były bardzo świeże i tego nie potrzebowały
  2. Ugotuj je na parze przez 25-30 min
  3. Zagotuj w małym garnku osoloną wodę z 2 łyżkami octu
  4. Jajko wbij do małej miseczki, zrób w wodzie wir i wlej jajko tak, aby okryło się białkiem. Gotuj 3 min.
  5. Wyłóż szparagi na talerz, skrop sokiem z cytryny i posól lekko grubą solą. Ważne jest,żeby sól była dość grubo zmielone, ponieważ wtedy potrawa nie ma słonego smaku tylko od czasu do czasu na języku pojawia się wyraźny słony akcent
  6. Na wierzch połóż ugotowane jajko. Możesz dołożyć kiełki/zieleninę
Szparagi na parze z jajkiem w koszulce

Szparagi na parze z jajkiem w koszulce

Smacznego!

Kafe Zielony Niedźwiedź, ul. Smolna 4, Warszawa

Opinia z pobytu w restauracji w Kafe Zielony Niedźwiedź w Warszawie.  Restauracja na Powiślu, do której z różnych powodów wybierałem się od jakiegoś czasu. Warto było, z powodów smakowych i wizualnych. Cała koncepcja jest bliska temu, z czym miałem do czynienia w Skandynawii. To trochę wyższy poziom gastronomii, wymagający więcej szacunku do surowców i smaku, który mam nadzieję przyjmie się też poza Warszawą.

Podoba mi się pomysł na zmieniające się często menu i oparcie na sezonowych surowcach, a także możliwość zakupu ciekawych delikatesowych przetworów (kiszone rydze z Wysowej, greckie papryczki, papryka z Węgier). Jest również kilka regałów z winem – głównie ciekawe pozycje z Węgier i trochę z Francji. W ladzie chłodniczej leżały apetyczne, sezonowane steki. Poza tym w piątki organizowany jest targ rybny ze świeżymi rybami z Portugalii, ale także z Polski. Wszystko wygląda apetycznie, można zobaczyć na ich stronie na FB: https://www.facebook.com/niedzwiedzzielony

Kafe Zielony Niedźwiedź

Kafe Zielony Niedźwiedź

 

Wygląd/obsługa

Miejsce jest uroczo położone, bo mimo ,że to centrum Warszawy to otoczone jest pięknym parkiem tworzącym oazę zieleni. W środku panuje minimalistyczny, skandynawski design – stoliki są na zewnątrz, a w środku jest jedna duża sala,którą można jednak przegrodzić zasłonami. Proste stoły i krzesła. Wszystko to pozwala bardziej skoncentrować się na jedzeniu 🙂

W wejściu stał stół, na którym były eksponowane sezonowe przysmaki-w tym wypadku szparagi. Przyjemnie wchodzi się do takiego lokalu, bo od progu widać, że będzie coś świeżego i smacznego. Obsługa sprawna i zorientowana w potrawach.

Kafe Zielony Niedźwiedź

Kafe Zielony Niedźwiedź

Jedzenie

Miałem okazję spróbować dań dnia z menu lunchowego oraz pozycji z karty.

Zupa jarzynowa (lunch)

Trudno coś o tej zupie powiedzieć, bo była niezbyt wyraźna w smaku. W środku były smaczne kawałeczki mięsa, ale całość raczej z menu dla małych dzieci…

Zupa jarzynowa

Zupa jarzynowa

Zupa paprykowa (lunch)

Ta zupa dla odmiany posiadała już wszystkie pożądane przeze mnie cechy. Zaczynając od pięknego koloru i zapachu, a na smaku kończąc. Smak był bardzo złożony, mogę go określić jako słodko-kwaśny, natomiast finisz był pikantny. Całości towarzyszył chips serowy. Dobry starter do dobrego obiadu.

Zupa paprykowa

Zupa paprykowa

Placki z cukinią (lunch)

Placuszki niezbyt duże, zwłaszcza jak na danie główne, ale bardzo smaczne. Smaczne swoją delikatnością, gładkością na języku, dodatkiem była dobra, gęsta śmietana.

Placki cukiniowe

Placki cukiniowe

Żeberka w panierce ziołowej (lunch)

Dobre mięso zawsze się obroni 🙂 Żeberka były upieczone na miękko, dobrze przyprawione ziołową panierką. Na talerzu znajdował się jeszcze inny, wybitny towarzysz – puree ziemniaczane (które wyglądało jak banan 🙂 ) – pyszne i o absolutnie gładkiej konsystencji. Sałatka była pozycją, która nie zapada w pamięć.

Żeberka w panierce ziołowej

Żeberka w panierce ziołowej

Udziec jagnięcy (karta)

Ładnie podany uczciwy plaster jagnięciny w sosie pieczeniowym, który smakował jak… jagnięcina. Jeśli macie ochotę na ten smak to jest godne polecenia, bo nie był on przesłonięty przyprawami typu curry, czy rozmaryn. Jak dla mnie mógłby mieć trochę czosnku. Obok udźca były pieczone buraczki, trochę bez wyrazu i lekko gorzkawe oraz rewelacyjne puree z kapusty – słodko-kwaśne

Udziec jagnięcy

Udziec jagnięcy

Deser/dodatki

Beza z rokitinikiem

Ciekawe doznanie kulinarne. Beza, która normalnie kojarzy się z obezwładniającym, trzeszczącym w zębach cukrem wcale taka nie była. Umiarkowana słodycz i miękkość w środku, do tego lekko słodka śmietana dla kontrastu i owoce rokitnika w alkoholu jako trzeci smak. Wyrafinowany i ciekawy deser.

Beza z rokitnikiem

Beza z rokitnikiem

Jeszcze należy się dwa słowa o napitkach. Do lunchu w komplecie podawany był kompot, który niestety przypominał czasy studenckiej stołówki. Być może to wina tego, że trzeba się było zmieścić w bardzo umiarkowanej cenie. Ja zamówiłem również sok jabłkowo-rabarbarowy. Mimo, że nie przepadam za rabarbarem uważam, że jest to dobra, wytrawna przystawka do obiadu. Dane mi było też skosztować półsłodkiego Tokaja hárslevelűz późnego zbioru o fantastycznym zapachu i złożonym, lekko ziołowym smaku. Niestety nie było mnie stać na zakup butelki 😉

Podsumowując…

To jeden z najciekawszych lokali, w którym byłem w Polsce. Nie epatuje egzotycznością składników, ani kulinarną gimnastyką w stylu molekularnym. Ma to, co najważniejsze-dbałość o dobre surowce, kreatywność, dbałość o wygląd. Poza tym promuje polską żywność i ma ciekawe akcje kulinarne (Nocny Targ Rybny na Powiślu, grill). Zmienne menu powoduje, że warto tam zaglądać często (ja już się nie mogę doczekać). Poziom cenowy jest warszawsko-średni, a lunch był na każdą kieszeń (zupa, główne i kompot za 25 zł), ale warto zabrać trochę więcej pieniędzy, bo towary na delikatesowych półkach skutecznie  kuszą..

 

Polskie wina i sery zagrodowe, SPOT, Poznań, Dolna Wilda 87

Relacja z degustacji polskich win i serów zagrodowych w SPOT.

Bardzo fajna impreza, nie tylko ze względu na dobre smaki, ale także na możliwość spotkania pasjonatów dobrego jedzenia i picia, którzy kochają to,co robią. Dziś nastał ten wielki dzień w moim życiu, po raz pierwszy spróbowałem polskiego wina – serio. Szczerze mówiąc – Polska – zimny kraj, czego można się spodziewać…?

O winach będzie za chwilę, na początku o serach. Były w zasadzie 4 ekspozycje – bogata oferta serów Łomnickich, trochę serów Yusufa Suleymana, które pierwszy raz miałem okazję kupić, kaszubskie sery z Osady Burego Misia i wielki (dosłownie i w przenośni) Emilgrana.

Ze stoiska Łomnickich próbowałem potężnego w smaku, aż brązowego roqueforta, a zaopatrzyłem się w twardy, dojrzewający i troszkę młodego jerseya od Frontiery. Niewątpliwie efektowne było otwarcie dużego kręgu 18 miesięcznej Emilgrany (32-25 kg). Nie widziałem jeszcze jak się taki „serek” otwiera – po prostu wbija się w niego noże do sera i pęka na pół. Absolutnie się zgadzam z prezentującym, że ser jest uzależniający – próbowałem go nie raz nie dwa i nie trzy… przepyszny – odpowiednio dojrzały, świeży, zrównoważony w pikantności.

Emilgrana - otwieranie

Emilgrana – otwieranie

Otwarta Emilgrana

Otwarta Emilgrana

 

Sery  z Osady Burego Misia

Sery z Osady Burego Misia

 

Teraz do win…

Na degustacji były reprezentowane wszystkie ważne regiony Polski – przez winnice Srebrna Góra, Pałac Mierzęcin, Adoria, Winnica Płochockich, Winnica Sandomierska, Winnica Miłosz, Winnica Saint Vincent. Słowo wstępne wygłosił redaktor Naczelny Magazynu Wino – Tomasz Prange-Barczyński.

Srebrna Góra uwija się przy degustacji

Srebrna Góra uwija się przy degustacji

Czasu było dosyć, żeby skosztować wszystkich próbek. Nie będę się silił na fachowe recenzje poszczególnych trunków, bo to jeszcze nie mój poziom. Byłem pozytywnie zaskoczony oryginalnością smaku wielu win. Niesamowite nuty ziołowe i goryczkowe Winnic Sandomierskich, bogactwo smaku białych win z Mierzęcina i Adorii i cudowny bukiet Sibemusa od przemiłych Państwa Płochockich. Bardzo miłe było porozmawiać z ludźmi, którzy nie tylko wino sprzedają, ale je tworzą. Państwo Płochoccy, czy Mike Whitney z Adorii są pasjonatami, którzy mogą długo opowiadać z radością o swojej pasji. Pan Tomasz porównał drogę, jaką przebyło polskie winiarstwo w ostatnich 10 latach do zmian, jakie wydarzyły się w Polsce od wejścia do UE. Trudno się z nim nie zgodzić.

Coś przybyło w mojej piwniczce :)

Coś przybyło w mojej piwniczce 🙂

Babka makaronowa Malma

Przepis na obiadowe danie i makaron w nietypowej formie. W smaku dominują nuty wschodnie – słodkawo-słone, możesz też dodać chilli dla zaostrzenia. Wymaga trochę pracy,ale zostanie spałaszowany z namiętnością 🙂

Składniki

  • 120g makaronu Malma Capellini Nidi
  • 350 mielonego mięsa wołowo-wieprzowego lub wieprzowego
  • 2 średnie cebule
  • 1 duży bakłażan
  • 60g śliwek suszonych bez pestek
  • 70g sera Bursztyn lub innego dojrzałego, żółtego sera
  • 3 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • 3 łyżeczki sosu hoi-sin
  • 1 ząbek czosnku
  • olej
  • pieprz
Składniki do babki makaronowej Malma

Główne składniki do babki makaronowej Malma

Jak to zrobić?

  1. Bakłażan pokrój w cienkie plastry (2 mm) -tak, by wystarczyło na wyłożenie formy (tortownicy) o średnicy 20 cm
  2. Wstaw posoloną wodę do gotowania makaronu
  3. Plastry bakłażana smaż na rozgrzanym oleju, aż się przyrumienią, odłożyć na papierowy ręcznik, odsączyć przyciskając ręcznik
  4. Wrzuć makaron do gotowania i ugotuj go,a następnie odcedź
  5. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni (180 z termoobiegiem)
  6. Na patelnię wlej łyżkę oleju, podsmaż na przezroczysto cebulę
  7. Do tego dodaj mięso, usmaż, aż zmieni kolor
  8. Dodaj koncentrat, sos hoi-sin, śliwki , resztę bakłażana pokrojoną w kostkę
  9. Popieprz do smaku
  10. Starkuj ser
  11. Tortownicę o średnicy 20 cm wyłóż papierem do pieczenia, następnie plasterkami bakłażana
  12. Połowę sera i czosnek przeciśnięty przez praskę wymieszaj z masą z patelni, a następnie z makaronem
  13. Całość włóż do tortownicy, na koniec posyp resztą sera
  14. Wstaw do piekarnika i piecz 40 min
  15. Po upieczeniu pozwól ostygnąć 5 minut i wyjmij z formy przewracając do góry nogami

 

Babka makaronowa Malma

Babka makaronowa Malma

SMACZNEGO !

Roladki z dorsza z pomidorami i szynką suszoną

Prosty przepis i bardzo smaczny, nie wymaga wiele pracy. Delikatny smak ryby dopełniony kwaskowymi pomidorami, słonością i wędzonym aromatem szynki. Oprócz tego naprawdę dietetyczny.

Składniki (na 1 osobę)

  • 200-300 g filetu z dorsza, świeżego bez skóry
  • 3 plastry szynki szwarcwaldzkiej lub parmeńskiej itp
  • 2 łyżki suszonych, marynowanych pomidorów w oleju
  • sól, pieprz
  • dodatki – np ryż, sałatka według Twoich upodobań

Jak to zrobić? (bardzo łatwo 🙂 )

  1. Pomidory najlepiej zmiksuj. Ja użyłem w tym przepisie swoich, ale poszukaj takich, które będą miały na etykiecie w składzie ocet- najpierw są marynowane w occie, potem zalewane olejem z przyprawami. Ten ocet dodaje ważnego smaku potrawie.
  2. Filet posól i popieprz z obu stron, posmaruj pomidorami, połóż szynkę
  3. Zroluj filet i wstaw do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni (180 z termoobiegiem)
  4. Piecz 20 minut (jeśli filet jest cienki 15 minut)
  5. Podawaj z dodatkami, ja podałem z cykorią, kiełkami z dodatkiem odrobiny sosu rybnego i octu balsamicznego (spray)

Proste, pyszne !

Roladki z dorsza z pomidorami i szynką suszoną

Roladki z dorsza z pomidorami i szynką suszoną