W kwietniu miałem okazję wybrać się do restauracji, która mnie od dawna interesowała, ale prywatnie była poza moim zasięgiem, a może menu nie zachęcało na tyle, żeby zdobyć się na ekstra finansowy wysiłek. White Marlin w Sopocie. Okazja była służbowa, ale dania, które dostała moja grupa są w większości w regularnym menu, dlatego relacja może być interesująca dla Was.
Wystrój, obsługa
Sam lokal jest gustownie urządzony – naturalne materiały, czystość, spokojne kolory, skandynawski minimalizm. Ładny widok na morze (nasz kolacja była już po ciemku, więc niewiele mogę pokazać). Nienaganna obsługa – dyskretna, sprawna. Całość serwowania przebiegła bardzo dobrze – dla dużej grupy – prawie 50 osób. To druga restauracja, w której byłem, gdzie serwis był w białych rękawiczkach, Na specjalną okazję – elegancki gadżet.
Restauracja White Marlin Sopot – wejście do głównej sali
Przystawki
Zaczęliśmy od przystawek:
Tatar z łososia Mowi Supreme z selerem naciowym, koperkiem, yuzu, kawiorem z łososia i ciastem brickCukinia ze szpinakiem, suszonymi pomidorami, puree z pieczonej dyni i kaszą sorgo
Tatar z łososia Mowi Supreme z selerem naciowym, koperkiem, yuzu, kawiorem z łososia i ciastem brick Bardzo przyzwoity tatar, zwłaszcza krem z yuzu świetnie do niego pasował – kwaskowy, cytrusowy, orzeźwiający. Ciasto buick nie było na szczęście cegłą, ale chrupiącym płatkiem podobnym do indyjskiego papad
Cukinia ze szpinakiem, suszonymi pomidorami, puree z pieczonej dyni i kaszą sorgo To była dla mnie najsmaczniejsza i najwykwintniejsza przystawka. Bardzo aksamitny mus ze smakiem cukinii i śmietany, sama konsystencja, idealna gładkość i apetyczny kolor sprawiają, że chcesz następną łyżeczkę.
Ceviche z tuńczyka w mleku kokosowym z limonką, pomidorami, czerwoną cebulą, chili, kolendrą i tortillą kukurydzianą Delikatny w smaku, ale z wyczuwalnym, kwaskiem, posiekany tuńczyk dobrej jakości. Warto spróbować choć raz, nie zapadł mi na tyle w pamięci, żeby tu specjalnie na niego wrócił
Różowy śledź holenderski marynowany w chili z konfiturą z białej cebuli, burakiem, wędzonym twarogiem, yuzu i dymką Ciekawa wersja smacznego matiasa. Ja mogę go jeść bez dodatków, ale cebula, a zwłaszcza mus z twarogu zapakowany w płatki kwiatów były powalające. Byłem przekonany, że ten twaróg to wędzony łosoś.
Ceviche z tuńczyka w mleku kokosowym z limonką, pomidorami, czerwoną cebulą, chili, kolendrą i tortillą kukurydzianąRóżowy śledź holenderski marynowany w chili z konfiturą z białej cebuli, burakiem, wędzonym twarogiem, yuzu i dymką
Dania główne
Na danie główne mieliśmy do wyboru – brokuły w tempurze, burger wołowy Limousine, polędwicę z dorsza. Ale ja zdecydowałem się na risotto z grzybami, truflą i konfitowanymi pieczarkami. Risotto zrobione w punkt, o wyraźnym zapachu leśnych grzybów i lekkiej trufli. Smaczne kawałki pieczarek. Wolałbym troszkę więcej słonego smaku i parmezanu. Należy do kategorii – dobre, ale bym specjalnie na nie znowu nie przyszedł.
Risotto z grzybami, truflą i konfitowanymi pieczarkami.
Desery
Na deser do wyboru: Beza z kremem waniliowym i owocami leśnymi i gorzka czekolada z pomarańczą, kruszonką czekoladową i kremem miętowym. Spróbowałem obu i na oba bym tu przyszedł jeszcze raz. Nie były za słodkie, z fajnym kontrastem kwaskowym, a do czekolady podano „ziemię” kakaową, która fajnie chrupała. Czekoladowa kula ma w środku żel pomarańczowy. Oprócz doznań smakowych wybitne doznania dla oka.
Beza z kremem waniliowym i owocami leśnymiGorzka czekolada z pomarańczą, kruszonką czekoladową i kremem miętowym
Podsumowanie
White Marlin to dobre miejsce na specjalne okazje, wystrój, serwis, piękna prezentacja na talerzu, widoki z okna i wykwintna kuchnia. To wszystko składa się na jedną najdroższych ofert w Sopocie. Smakowo przyzwoicie, choć troszkę dla mnie to była loteria. Ten lokal trzeba odbierać całościowo jako przeżycie gastronomiczne, daje poczucie wyjątkowości.
Restauracja Mr Spiros Taverna w Bensites na Korfu to lokal,w którym byłem dwa razy, a nie znajdował się w miejscowości,gdzie mieszkałem. Urzekła mnie w nim autentyczna i smaczna kuchnia oraz typowa, grecka gościnność. Wystarczy,że raz ich odwiedzisz, a potem będą poznawać cię na ulicy 🙂 Jest też ładnie położony, nie przy samej plaży, ale z widokiem na morze.
Grillowana feta
Prosta przystawka,której smak pochodzi tylko z dwóch źródeł – dobrej jakości ser i grillowanie na węglu. Tu oba były spełnione, więc było i smacznie i dość syto.
Małże w sosie pomidorowym
Ogólnie rzecz biorąc dobre dane, chociaż ja wolę małże w sosie z białego wina, no i w większej ilości, było trochę pikantne, co też umniejszało wagę samego smaku małży. Danie przyrządzone bez zastrzeżeń, po prostu nie mój styl.
Pasticada z koguta
Mięso koguta marynowane w słodkim winie i oliwe, z sosem pomidorowym,cynamonem,goździkami,cebulą. Do tego gruby makaron i parmezan.
Pasticade można zjeść z różnymi mięsami, całość jest słodkawo – aromatyczna, smaczna (na zimno też). To danie jest bardzo duże, ja połowę musiałem wziąć na wynos
Taramosalata
To jest po prostu obłędnie smaczne, lekki rybny posmak, z każdym kęsem jest lepsze. Pierwszy raz jadłem tę pastę na świeżo. To, co kupiłem kiedyś w Lidlu nadaje się do śmietnika, bez otwierania,ale wersja ze stoiska greckiego na Hali Mirowskiej jest jak najbardziej poprawna.
Zapiekany bakłażan (pastitsio)
Bakłażan zapiekany z sosem pomidorowym z cebulą i serem, pastitsio to nazwa tego sposobu przyrządzania (zapiekane pod serem). Proste i dość smaczne, ale nie zostało tak w pamięci.
Na koniec naszej ostatniej wizyty dostaliśmy poczęstunek od formy-panna cotta z sosem karmelowym. Panna cotta smaczna, sos z tubki 😉
Restauracja Roussos w Kavos na greckiej wyspie Korfu była jedną z dwóch najczęściej odwiedzanych przez mnie podczas mojego urlopu. W karcie wyłącznie kuchnia grecka, nie ma pizzy,hot dogów, hamburgerów. Restauracja działa od 1910 roku. Pięknie położona, przy samej plaży, z takimi widokami nie sposób się nie zrelaksować i nie zwolnić tempa życia. Oprócz serwowania dobrego jedzenia oferuje tradycyjną, grecką gościnność. Uprzejmość i pamiętanie klientów po jednej wizycie, a potem witanie jak starych znajomych. Co składało się na smaczności ?
Tzatziki i pita (4 EUR)
Tzatziki w tym lokalu były najlepsze ze wszystkich,które próbowałem na Korfu. Przepisy nieco się różnią w lokalach-czasem jest więcej czosnku, czasem grubej potarkowany ogórek,czasem trochę octu. Tutaj ogórek był potarkowany na bardzo cienkiej tarce, koperek, niewiele czosnku (tylko taki posmak), bardzo kremowy, podany z ciepłą pitą. Pita też była najlepsza – pieczona na ruszcie nad węglem,co nadawało 'grillowy’ posmak.
Grillowana ośmiornica (13 EUR)
Ta przystawka też wspięła się na wyżyny smaku. Idealnie miękka, grillowana na węglu drzewnym macka, pełna morskiego smaku, a jednocześnie tego dymnego akcentu. Do tego bardzo smaczny hummus, troszkę smażonej cebulki. Do większości dań w Roussos podają tę samą surówkę z mieszanej kapusty z balsamicznym sosem. Mogłoby być więcej różnorodności, albo troche więcej sosu, ale zawsze zjadałem ją do końca.
Morska „fritura” dla dwojga (28 EUR)
Przystawka stanowiąca zestaw smażonych żyjątek morskich – mięciutkie,ale lekko chrupiące kalmary, słodziutkie, świeże krewetki, smażone małe rybki-smażone o dość mocnym smaku, je się w całości. Dla mnie to nie problem, ale nie każdemu pasuje. Do tego sos czosnkowy majonezowy i oczywiście surówka z kapusty…
Grillowany sea bream (ryba z rodziny dorady), skordalia, horta (18 EUR)
To kwintesencja śródziemnomorza-danie bardzo proste,którego smak wynika ze świeżych składników. Sama ryba o delikatnym mięsie i małej ilości ości była soczysta,a jednocześnie z przyjemnym posmakiem grillowania na węglu drzewnym, obrobiona w punkt.
Dodatki były typowo greckie i dla naszych smaków dość obce, niekoniecznie może Wam smakować. Puree ziemniaczane z sokiem z cytryny (skordalia) jest dość rzadkie i kwaśne. Horta to mieszanka różnego dziko rosnącego zielska, która jest rożna w zależności od pory roku i okolicy. Robert Małkowicz w soim odcinku o Krecie poświęcił sporo miejsca temu fenomenowi. Te ugotowane hm… dzikie warzywa są dość gorzkie i trzeba sobie je mocno polać oliwa i sokiem z cytryny-wtedy staja się całkiem smaczne.
Do kompletu-nieśmiertelna surówka
Talerz morski „dla dwojga” (48 EUR)
Ryba (u nas dorada, ale może być inna w zależności co rybacy złowią), krewetki kalmary,stek z rekina, małże. Do tego ziemniaki, sos czosnkowy na bazie majonezu.
Grillowana ryba soczysta i smaczna, rekin także, chociaż ja preferuje wersję grillowaną nad smażona w tłuszczu. Kalmary są boskie, jadłem je tam dwa razy. Miękkie, a jednocześnie przyjemnie panierowane, zwłaszcza część z mackami jest bombą morskiego smaku. Małże gotowane na parze, nienaganne. Z krewetkami był pewien problem, bo niestety były przypalone, nieco gorzkie i trochę suchawe. Wypadek przy pracy. A do tego oczywiście… kapusta !
Restauracja Oranżeria w Gdańsku przy ulicy Stachury 6- na Garnizonie – to lokal otwarty 21.06.2020, który obserwowałem już podczas jego budowy. Po zapoznaniu się z jego ciekawym menu od razu zdecydowałem o przetestowaniu. Doświadczenie okazało się pozytywne pod wieloma względami – smaku, obsługi, koncepcji kulinarnej – zapraszam na recenzję – chyba pierwszą w jego historii.
Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Stachury 6
Na początek mała dygresja – byliśmy zdaje się w drugim dniu otwarcia. Dania, które sobie upatrzyliśmy – zrazy z dzika i pierogi z kaczki (oraz oranżada) skończyły się o godzinie 18. Kelner nas za to przeprosił i wyjaśnił, że oranżada się zbyt przegazowała (chyba ze względu na temperaturę) i nie nadaje się do podania, pozostałe dania po prostu cieszą się nadspodziewaną popularnością. Jest to całkiem usprawiedliwione – w pierwszym tygodniu działania lokalu trudno przewidzieć jak będą „schodzić” poszczególne pozycje menu. Karta jest jednak tak bogata i zachęcająca, że spokojnie wybrałbym 3-4 inne propozycje.
Dania w karcie oznaczone są papryczką jeśli są ostre – to oczywiście subiektywne odczucie, dla naszych kubków smakowych brak papryczki nie oznaczał wcale łagodnego dania. Warto zapytać obsługę, czy w składzie jest np. chilli.
Wystrój i obsługa
Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Stachury 6
Restauracja składa się z dwóch części – oranżerii i sali wewnątrz. Większa część to oranżeria, ale stoliki wewnątrz mają też zapewnione sporo światła i prywatności. Wyposażenie jest trochę „domowe”, ale jednocześnie jest nowe, głównie naturalne drewno, wygodne siedzenia, dużo zieleni. Pachnie świeżością i czystością.
Mnie odstraszają zakurzone wnętrza, które są urządzone z przypadkowych mebli zebranych na wystawkach, może niosących swoją historię, ale też nie wiadomo co jeszcze… Nie przepadam też za wystrojem z europalet. Oranżerii udało się uniknąć obu tych schematów. Ładna, oryginalna zastawa.
Mieliśmy kontakt z dwojgiem kelnerów – chłopak był głównym, ale też dziewczyna, której pytaliśmy się o jakieś rzeczy. Póki co – pełni entuzjazmu – otwarci na uwagi, sprawni. Czas oczekiwania (sala była pełna w ponad połowie) – naprawdę przyzwoity.
Napoje
To osobny, ciekawy rozdział. Ponieważ byliśmy w pierwszych dniach po otwarciu – zaserwowano nam lampkę wytrawnego prosecco z truskawką. Zamówiliśmy domową lemoniadę i domowy tonic. Przyznaję, że domowego tonicu jeszcze nie widziałem w żadnej restauracji.
Lemoniada była na dobrym poziomie, nie do końca mogę ją ocenić, bo nie wymieszaliśmy jej (ani nie wymieszała jej obsługa) – efekt był taki, że na początku była wytrawna, a przy dnie szklanki – bardzo słodka. Myślę, że odpowiednio podana będzie bardzo dobra.
Domowy tonic jest wyśmienity (przynajmniej dla miłośnika tego napoju, którym jestem) – jest lekko słodki, a przede wszystkim ma bogaty bukiet ziołowy i lekka goryczkę.
Tatar wołowy
Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Stachury 6- tatar wołowy
Pierwsze wrażenie wzrokowe nie było zbyt imponujące. Najczęściej tatar występuje jako osobno podane mięso i dodatki – umożliwia to ładniejszą kompozycję i lepsze kolory (zwłaszcza, jeśli osobno jest kontrastowe żółtko). Tutaj tatar został już wymieszany z częścią przypraw – np. cebulą i musztardą. Osobno jest jeszcze czerwona cebula, grzybki i ogórek konserwowy – wszystko pięknie posiekane w brunoise.
Ostatnim dodatkiem są cienkie frytki, chrust ziemniaczany, który jest trochę z kosmosu w tym daniu i mi nie bardzo pasował, ale zaliczmy go jako ozdobę.
Ten wygląd obronił się po pierwszym kęsie – świetna harmonia słoności, kwasowości i pikantności z mięsem. Brać w ciemno !
Wątróbki drobiowe w boczku
Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Hemara – wątróbki wołowe w boczku, karmelizowane figi i sos wiśniowy
Po lekturze opisu tego dania w menu nie mogłem odpuścić – zestaw smaków, które to danie obiecywało był zbyt kuszący.
Moje za bardzo rozbudzone oczekiwania doczekały się częściowego spełnienia. Wątróbka miękka, do tego wędzony i słony smak boczku. Słodycz wiśni i przyjemna tekstura fig (w smaku nie za wiele wnosiły, ale przyjemne na języku). Nieco się czepiam, ale być może mogłoby tu być troszkę wiecej goryczki (może inna wątróbka ?), może odrobinę więcej dymu z boczku z domowej wędzarni… Mimo wszystko warte spróbowania.
Żeberka BBQ
Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Stachury 6- żeberka BBQ, domowe frytki, ostra salsa, sos Jack Daniels
Danie dla mięsnych twardzieli. Bardzo ładnie podane, frytki w gustownym mini-koszyczku do frytownicy, sos jest na mięsie oraz w słoiczku. Salsa (pięknie pokrojona, jeszcze raz gratulacje dla mistrza noża). Główny element – czyli akordeon z żeberek marynowanych, potem mocno zgrillowanych i nieco podwędzonych dymem.
Frytki całkiem poprawne, ich rozmiar i ilość przyczynia się do uspokojenia wyrzutów sumienia :), do tego dania to w zupełności wystarczy. Mięso mocno zgrillowane, nawet na granicy suchawego, ale bez problemu jadalne, pięknie odchodzi od kości. Przesączone marynatą – harmonia smaków słonych i pikantnych, lekkiej słodyczy. Danie jest dość pikantne (mimo, że nie ma symbolu papryczki w menu) – jak dla mnie – na mojej granicy, nie używałem zatem dodatkowego sosu ze słoiczka.
Sos Danielsa dodaje wilgoci i pikantności, nie dodaje natomiast smaku „Danielsa”. Mam porównanie do popularnego (i mojego ulubionego) sosu w duńskiej sieciówce z grillem (Jensen’s Bøfhus) . Możecie pomstować, że to sos wytwarzany przemysłowo, ale tam ten aromat i smak kukurydzianego bourbona było czuć wyraźnie. Wierzę, że zdolni kucharze z Oranżerii dopracują ten detal.
Poduszki gnocchi
Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Stachury 6- poduszki gnocchi – z kozim serem i truflami
To niepozorne danie okazało się królem całego posiłku. Jest dopracowaane w szczegółach i widać, że kuchnia ma pojęcie i doświadczenie w tym asortymencie. Ciasto jest aksamitne, mięciutkie i ma idealną konsystencję. Na talerzu nie czekają jednak włoskie kopytka, ale stwory nadziewane mieszanką koziego sera i pasty truflowej. Samo nadziewanie też nie jest łatwe przy tak miękkim cieście – więc tym bardziej ukłony dla szefa. Żaden z gniocchi nie był otwarty, naruszony, uszkodzony.
Wewnątrz – eksplozja smaku – aksamitny twarożek kozi i intensywne trufle. Wszystko otoczone maślanym sosem i szparagami al dente. Sos zawiera też element pikantny – papryczkę chilli. Do pożarcia w mgnieniu oka !
Zobaczcie też aktualną kartę obiadową – czerwiec 2020, z drugiej strony jest równie ciekawa karta śniadaniowa ! Też spróbuję ją przetestować.
Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Stachury 6- menu obiadowe
Podsumowanie
Udana, przemyślana i niezmanierowana restauracja. Widać dobre rzemiosło w kuchni i przemyślane potrawy – z jednej strony próbujące trafić w szerokie gusta, z drugiej strony – wyróżnić się czymś ciekawym. Jak na tę jakość i lokalizację – naprawdę przyzwoite ceny. Karta deserów dopiero powstaje, ale jest już lodówka z ciasteczkowymi propozycjami. My nie byliśmy w stanie nic już wcisnąć ;) .
Na pewno pojawię się tam na degustację innych propozycji z menu. Wierzę też, że menu bedzie się zmieniać zgodnie z sezonowością dostępnych składników.
Min’s Table Poznań to lokal, który wyglądał tak interesująco, że wybrałem sie do niego specjalnie na poznańskie Jeżyce, aby się przekonać czy jest tak dobry jak go chwalą.
Min’s Table to ten typ restauracji, który szczególnie cenię. Mały lokal, krótka karta, ale za to dopracowane dania. Niedaleko jest jeszcze jeden lokal w tym stylu – Ramen-Ya
Min’s table Poznań
Wygląd, atmosfera, obsługa
W Min’s Table oprócz jedzenia dostaje się jeszcze dodatkową wartość – estetykę, przemyślany wygląd wszystkiego – od ścian i stołu do naczyń i sztućców. Personel ubrany w firmowe koszulki, karta menu przyozdobiona tymi samymi motywami, które są na ścianach.
Min’s table Poznań
Obsługują młode kelnerki, posługujące się też sprawnie angielskim, chociaż Min czasem sama wyjrzy z miniaturowej kuchni i coś poda. Goście siedzą przy jednym stole co tez wyróżnia ten lokal i tworzy miłą atmosferę. Teraz, latem są jeszcze dwa małe stoliki na zewnątrz, można też zamówić na wynos i poprzez portale. To jedyny lokal, który spotkałem, gdzie jest tylko płatność bezgotówkowa. Przy takiej niszowej specjaizacji to zupełnie nie przeszkadza.
Jedzenie
Jako przystawkę zamówiłem Classic Toppokki – kluski (podobne do kopytek, ale z mąki) i coś w rodzaju naleśników w ostrym sosie rybnym. Przystawkę zamówiłem po daniu głównym, ponieważ zapowiadała się na bardziej pikantną i to była dobra decyzja.
Min’s table Poznan-Classic toppokki
Kluski są dość sprężyste i sprawiają, że jest na czym „ząb zawiesić”, natomiast naleśniki są miękkie. Danie jest pikantne, ale – jak na mój gust – nie wypala podniebienia i nie pozbawia zmysłu smaku. Daje się wyczuć lekka nuta bulionu rybnego, nie jest dominująca.
Na danie główne musiałem wziąć podstawę karty – Bibimbap. Przyznaję, że pierwszy raz jadłem to danie i miałem trochę obaw. Wyglądało podobnie jak bowl, którą jadłem w warszawskiej hali Koszyki – miłe dla oka, ale mało smaku.
Min’s table Poznań-Bibimbap Bulgogi
Moje obawy się nie potwierdziły. Danie wcale nie było nudne. Tutaj – na ryżu była wołowina bulgogi z sezamem, marchewka, szpinak, cebula, kiełki, cukinia i papryka. Nad całością czuwało jajko sadzone, usmażone perfekcyjnie. Do tego podany był lekko pikantny, słodki sos z wyraźnie wyczuwalnym, charakterystycznym smakiem papryki Gochugaru.
Wołowina była miękka i była bombą smaku – słodko-słonego. Jajko dodawało kremowości, warzywa różnorodności, a całość spinał ten sos o bardzo bogatym smaku. Jestem bardzo ciekaw innych wersji tego dania.
Podsumowując…
warto było się specjalnie wybrać. Mały kawałek Korei w Poznaniu, chciałbym, żeby było bardzo dużo takich miejsc z kuchnią narodową. Polecam też osobistą wizytę w Min’s Table, a nie zamawianie na wynos, bo wygląd tego miejsca, dbałość o detale i autentyczność jest warte przeżycia.
Restauracja Munja ( Warszawa, ul. Grzybowska 43 ) to miejsce, gdzie można zjeść autentyczną kuchnię bałkańską na wysokim poziomie. Jest tworzona przez czarnogórską rodzinę i jej polskich przyjaciół. Należy do średniej półki cenowej. Ja wyszedłem z rachunkiem 89 zł.
Recenzja – maj 2019
Restauracja ma otwartą kuchnię (przynajmniej częściowo), w tym grill z prawdziwym ogniem. Ogień pali się też na zewnątrz lokalu zapraszając na ucztę. Żywy ogień ma w sobie coś magicznego, co nie pozwala przejść obojętnie obok lokalu. Munja oznacza po serbsko-chorwacku piorun.
Restauracja Munja Warszawa, Grzybowska 43
W kuchni widziałem w akcji 7 kucharzy, co zapowiada sprawną obsługę przy większym wypełnieniu sali. A propos – jesli wybieracie się wieczorem – warto zarezerwować stolik. Ja się dostałem tylko dzięki temu, że była godzina 17 – widziałem, że stoliki sa porezerwowane prawie w całości (a był to czwartek).
Restauracja Munja Warszawa, Grzybowska 43
Miło było patrzeć na organizację pracy kucharzy – była osoba zawiadująca, sterująca np. przyspieszaniem niektórych zamówień jeśli klient był gotowy – pełen profesjonalizm. Kucharze byli sprawni i szybcy. W Poznaniu jest jedna mała restauracja/bar, która mnie zniechęca, bo jak widzę jak są przyjmowane zlecenia i jak porusza się kucharka dostaje natychmiast skoku ciśnienia i muszę wyjść.
Restauracja nie oferuje czekadełka, ale dania otrzymałem szybko.
Zupa rybna
Trudno było się na to nie skusić (w karcie są tylko dwie zupy). Lubię rybną i na dodatek Bałkany słyną z dań z owoców morza i ryb. Zupa była bardzo intensywna w smaku – pochodzącym od ryby (dorsz, łosoś), ale też małży i ośmiornicy, których było całkiem sporo w tej dużej misce. Dużo było też warzyw, trochę pomidorów i pikantnej papryki. Do tego genialny plaster bagietki podpieczony na ogniu. Zjadłbym takich 5 🙂
Bałkańska klasyka w dużym zestawie. To wielki (ok. 15 cm średnicy) kotlet mielony z wołowiny, boczku i sera wędzonego zgrillowany na ogniu. W środku soczysty, pełen dymnego smaku. Lekko pikantny i z posmakiem różnych ziół. Do tego podają smaczny ajvar i kajmak (nie, nie skondensowane mleko tylko słony ser biały o konsystencji kremu). Warto spróbować obu dodatków.
Spróbowałem też białego wina domowego – wytrawne, ale łagodne, o lekko cytrusowych tonach.
W restauracji tej była tez grupa moich znajomych kulinarnych i wyszli z pełnym zadowoleniem. Ja niewątpliwie chciałbym spróbować jeszcze wielu pozycji z menu np. risotto albo makaron z owocami morza, deskę wędlin, kałamarnice, musakę…
Restauracja U Madziara to mały lokal w Warszawie na ul. Chłodnej 2/18, który od razu mi wpadł w oko. Mają dobry zwyczaj wywieszania menu, co pozwoliło jeszcze bardziej zwiększyć moją ochotę na smacznie zapowiadający się obiad. Szefem kuchni jest Węgier – Gabor Szekeres, wcześniej związany z już dobrze zakorzenioną w warszawskim krajobrazie kulinarnym Borpince (byłem tam baaardzo dawno temu) 🙂 . W menu królują węgierskie klasyki, nieraz w ciekawych odmianach. Do tego – oczywiście – bogata półka z winami, dość często się zmieniająca. Jakie są moje wrażenia z pierwszej wizyty w tym przytulnym miejscu?
Restauracja U Madziara Warszawa ul. Chłodna 2/18
Wygląd, obsługa
Lokal jest urządzony prosto i skromnie, nie jest zapchany kilogramami bibelotów, w oczy rzuca się szalik z flagami Polski i Węgier i znaną sentencją o naszym braterstwie. Meble z sosnowego drewna, około 25 miejsc. Jest czysto i schludnie.
Obsługę stanowił jeden kelner, który dawał sobie w zupełności radę (sala była pełna w połowie), wyrazy uznania płyną dla jego wiedzy o kuchni węgierskiej i winach. Skłonny był odpowiadać na różne, nawet dość zaawansowane pytania gości.
Grzanki z chleba ze smalcem i pastą paprykową (czekadełko)
Restauracja U Madziara Warszawa – czekadełko – smalec z pastą paprykową
Rzadko do smalcu podaje się grzanki ze zwykłego chleba, najczęściej jest w postaci świeżej. Uważam, że to całkiem dobry pomysł – trochę chrupkości pomaga, a grzanki nie były smażone na tłuszczu, więc nie wpływały na smak. Smalec miał trochę skwarek i nieco papryki sądząc po kolorze. W smaku był nijaki, mało słony, ale… do czasu. Ostra pasta paprykowa nieco odstrasza swoim kolorem obiecując cierpienia, mimo wszystko zdecydowałem się spróbować.
I wtedy nastąpiło olśnienie – to jest to – do tanga trzeba dwojga ! Tłusty podkład i pikantno-słona (wyraźnie słona) pasta stanowią perfekcyjny duet ! Ostrość nie jest porażająca i całość zjadłem ze smakiem.
Zupa rybna – Halaszle
Restauracja U Madziara Warszawa – zupa rybna halaszle
Trzeba było spróbować klasyka… Kusiły mnie tez inne wersje zupy rybnej, ale wolałem zobaczyć jaka jest podstawa. Zupa jest klarowna, ma rybny, ale nie nachalny smak. Ostrość jest na poziomie przez mnie akceptowalnym. W środku pływało dużo ładnych kawałków ryby i troszkę „gruzu”. Przyznaję, że jak do tej pory najbardziej mi smakowała halaszle w Starej Kuźni. Zdaje się, że nadal ją tam podają.
Restauracja U Madziara Warszawa – halasle
Wędzony sum w śmietanie z galuszkami – Fustolt harcsa galuskaval
Restauracja U Madziara Warszawa – wędzony sum w śmietanie z haluszkami
Bardzo mnie intrygowało to danie, ponieważ połączenie wędzonej ryby i śmietanowego sosu obiecywało bombę smakową, której składniki nawzajem się wzmacniają. Na talerzu ukazała się olbrzymia ilość kluseczek i – w środku – mieszanka wędzonego suma, śmietany i kopru. Całość była naprawdę smaczna, chociaż bardzo tłusta. To danie trzeba jeść w proporcji : więcej kluseczek/mniej ryby – co uzasadnia taki wygląd talerza. Tłustość przełamywał świeży koper, w sumie oceniam to na ciekawy eksperyment. Dobrze jest do tego dania zaopatrzyć się w wino….
Osobna pochwała należy się winom. Spróbowałem półwytrawnego, białego Tokaja i czerwone wytrawne wino o dość lekkim smaku. Obie pozycje były wyśmienite. W tym lokalu można kupić wino (ceny 55-120 zł) i właśnie te butelki są otwierane i serwowane, nie jest to 'wino domowe’ gorszej jakości.
Próbowałem też węgierskiej wody w wersji gazowanej, która była naprawdę smaczna, z własnym, charakterystycznym posmakiem mineralnym.
Chętnie wrócę do tego przytulnego lokalu, ciekaw jestem dań mięsnych, w tym z dziczyzny, które są w naprawdę przystępnej cenie.
Restauracja Brocci Poznań to ciekawa kuchnia włoska, która stosunkowo niedawno pojawiła się na mapie. Mają dwie lokalizacje – na Nowowiejskiego i Kraszewskiego. Ja zostałem zaproszony w gronie poznańskich blogerów do lokalu na Nowowiejskiego na degustację obecnego menu (marzec 2018). Restauracja ma pomysł na wygląd i kuchnię, jest cenowo dostępna dla każdego. Dodatkowo ma obsługę na wynos, ładnie zrobiona na ich stronie internetowej. Zapraszam na relację.
Restauracja Brocci Poznań – wnętrze
Wygląd i obsługa
Na temat obsługi nie potrafię się wypowiedzieć, ponieważ to była kolacja dla grupy wyglądało to jednak dość sprawnie.
Lokal jest urządzony prosto, ale z gustem (nie jest to skandynawska asceza, ani europalety, za którymi nie przepadam). Stonowane, pastelowe kolory, bardzo czysto, trochę naturalnego drewna. Fajny pomysł na ścianę z talerzami. Dobre oświetlenie, ciepłe – dość intymnie, ale nie ciemno i nie trzeba się domyślać, co jest na talerzu. Wygląd potraw też jest częścią całego wrażenia smakowego. Muzyka sączy się z głośników – nieinwazyjna. Thumbs up, czyli kciuk w górę !
Restauracja Brocci Poznań – wnętrze
Restauracja Brocci Poznań – wnętrze
Restauracja Brocci Poznań – wnętrze
Zupa krem z pomidorów pelati
Restauracja Brocci Poznań – krem z pomidorów
To niby prosta zupa, ale często średnio mi smakuje w restauracjach. W Brocci jest to wersja wegetariańska, z dodatkiem oliwy bazyliowej. Mi bardzo smakowała – nie za kwaśna, tylko naturalne smaki. Moja porcja była degustacyjna, ale chętnie zjadłbym więcej.
Restauracja Brocci Poznań – panini
Do tego podano pyszne panini – jeszcze gorące, chrupiące, pachnące bułeczki.
Sałatki
To najtrudniejsza do oceny część kolacji. Dostaliśmy duże talerze do podziału i podejrzewam, że w indywidualnych porcjach są nieco inne proporcje składników. Dla mnie w tej wersji było za mało dressingu i smaku (smaki składników nie połączyły się). Były ciekawe dodatki – jak np. nasiona granatu w sałatce z łososiem. Smakował mi też musztardowy dressing w sałatce z burakiem, gorgonzolą i czerwoną kapusta oraz dressing mango w sałatce z krewetkami.
Składniki są świeże, pomysły ciekawe, efekt mnie nie zachwycił. Na pewno spróbuję to indywidualnie podczas następnej wizyty, żeby się przekonać.
Restauracja Brocci Poznań – sałatka gamberi con mango
Pizza
W Poznaniu jest tylko kilka miejsc, w których pizza bardzo mi smakowała (przynajmniej niektóre rodzaje) – Forni Rossi, Tutti Santi. Znacznie więcej jest miejsc gdzie mi (często bardzo) nie smakowała, albo była taka sobie… Obie wcześniej wspomniane pizzerie mają bardzo mocne nastawienie na dobór składników (często specjalnie dla nich sprowadzanych z Włoch). W przypadku Brocci nie ma takiego akcentowania, a jednak….
Pizza mi naprawdę smakowała. Miała idealne, cienkie, chrupiące ciasto – jakie lubię. Poniżej parę słów o poszczególnych rodzajach. Najpierw te, które mi najbardziej przypadły do gustu.
Restauracja Brocci Poznań – pizza bianca
Pizza biała (bez sosu pomidorowego) – z boczkiem i sadzonym jajkiem. Jednak najbardziej o smaku decydował ser, który był podstawą – lekko pikantny i dojrzały, wcale mi nie brakowało kwaśnego kontrastu pomidorowego.
Restauracja Brocci Poznań – pizza mascarpone
Pizza z mascarpone miała dwa wspaniałe komponenty, które powodowały, że całość wsuwałem jak z taśmociągu – ser mascarpone (kremowy, tłusty smak) i mieszanka pieprzów, która dawała pikantność. Pomidory gdzieś pozostały w tle.
Trzecia pizza na podium – ku mojemu zdziwieniu – była wegańska, z grillowanym bakłażanem. Dobrze doprawiona, grillowany bakłażan daje niepowtarzalny smak. Do tego miała wegański ser (co dla mnie jest trochę dziwactwem tak jak marchewka z boczku), który naprawdę dobrze smakował. Chyba pierwszy raz w życiu jadłem wegański ser, ale na pizzy sprawdził się.
Restauracja Brocci Poznań – pizza prugna
Pizza z wędzoną śliwką i boczkiem, po której spodziewałem się fajerwerków była ok, ale nie nadzwyczajna – to chyba kwestia proporcji składników. Może warto by było zrobić puree z tych śliwek i domieszać do sosu pomidorowego?
Na koniec druga pizza wegańska – tricolori, ale już mi się nie zmieściła 🙂 – trzeba było tez zostawić odrobinę miejsca na deser 🙂
Doskonałe zakończenie takiej kolacji – nie za duże, nie za słodkie, z kwaśnym i aromatycznym akcentem sosu z mango i chrupiącym ciasteczkiem. Ładnie podane, nie obciążające żołądka.
Z dań, które były w karcie, a których nie spróbowałem były jeszcze gniocchi z warzywami i risotto. Niedługo restauracja będzie wyposażona w dodatkowy piec i w karcie pojawią się inne obiadowe dania – mięsne i rybne. Na pewno się tam jeszcze pojawię.
Złoty Róg Kostrzyn to restauracja, o której istnieniu nie miałem pojęcia. Od dwóch miesięcy rządzi tam Piotr Markowski znany z takich poznańskich restauracji jak Blow Up Hall 5050 czy Jadalnia (niestety nieistniejąca już). Restauracja i hotel mieszczą się przy kostrzynskim rynku i wygląda na to, że będą kulinarną atrakcją, do której będzie warto przyjechać nie tylko z Poznania.
Na kolacji degustacyjnej wraz z blogerami i innymi zacnymi gośćmi zostałem uraczony wysokiej klasy kuchnią, osadzoną w tradycji, ale w nowoczesnej formie. Dobrej jakości składniki, świetne wyczucie balansu smaków i kreatywność łączą się w Złotym Rogu w przeżycie kulinarne. Jednym z bohaterów wieczoru był rokitnik oraz sosy/musy/veloute/emulsje…
Zapraszam na relację !
Restauracja ma podstawową salę, w przypadku większych imprez również dodatkowe miejsce, oprócz tego jest kawiarnia ze swoim krótkim, ale wysmienitym menu. Tylko dla tego menu warto tam też zajrzeć.
Złoty Róg Kostrzyn – kolacja degustacyjna
Złoty Róg Kostrzyn – kolacja degustacyjna
Marynowany łosoś islandzki w cytrusach z chipsem jaglanym, musem z rokitnika i jabłka jonagold
Bardzo dobrej jakości łosoś – świeży i tłusty, ze smakiem przełamanym delikatnymi cytrusami, ale tak, że można nadal poczuć smak ryby. Do tego mus z rokitnika i jabłka, gdzie smak kwaśny i słodki spotkały się tworząc zgodną parę – bez dominacji. Każdy ze składników tego dania jest z osobna smaczny, smaczne jest też ich połączenie (z wyjątkiem chipsa, który nie ma smaku i jest dla mnie ładną, ale niejadalną ozdobą)
Złoty Róg Kostrzyn – Marynowany łosoś islandzki w cytrusach
Wątróbka z sarny z puree z gruszki konferencji i chrupiącym chlebem orzechowym
W tym daniu łączą się różne smaki i tekstury – świadczy to o dużym wyczuciu szefa i przykładaniu do tego uwagi. Wątróbka jest lekko goryczkowa i silnie tymiankowa, do tego słodki i idealnie gładki (jak wszystkie puree szefa Piotra) mus gruszkowy i chrupiący, lekko podpieczony chleb. Wyśmienita ciepła przystawka.
Złoty Róg Kostrzyn – Wątróbka z sarny z puree z gruszki
Krem z topinamburu z prażonymi kasztanami na palonym maśle
To było prawdziwe mocne uderzenie – powszechny zachwyt przy stole !
Bardzo gładki w strukturze, ale mocny w bulionowym smaku krem, gdzie na topinambur stanowił odpowiednią część smaku. Spotykałem się z kremami, gdzie baza była cienka, ale za to tylko jeden komponent smakowy – właśnie ten charakterystyczny korzeń. Tutaj było poukładane wszystko jak należy. Do tego chrupiące, podsmażone kasztany. Ja bym jeszcze spróbował zamiast podsmażania upiec je na grillu z węglem drzewnym – byłyby wyrazistsze. Kasztany pieczone to mój ulubiony przysmak jeśli znajdę się zimą w Wiedniu – sprzedają je tam uliczni „grillersi” 🙂 .
Złoty Róg Kostrzyn – Krem z topinamburu z prażonymi kasztanami
Pieczona polędwica z dorsza z pistacjami i veloute z zielonej pietruszki i jarmużu
Chyba pierwszy raz jadłem takie zestawienie – ładny kawałek polędwicy dorszowej tylko lekko doprawiony i na to chrupiąca kołderka ze słonych pistacji zawierająca większość smaku. Aby nie było nudno – uzupełnione delikatnym musem z nutką słodczy. Jak w poprzednich daniach – kilka dobrych smaków – i z osobna i po zmieszaniu. Miękka ryba i gładkie puree i chrupiące orzechy – brawo !
Złoty Róg Kostrzyn – Pieczona polędwica z dorsza z pistacjami
Lody jogurtowe z rokitnikiem
To podobno na pobudzenie apetytu 🙂 Lekkie lody, prawie sorbetowe, niezbyt słodkie i do tego pasujący wizualnie i smakowo sos rokitnikowy – znowu o dobrze dobranym balansie słodyczy i kwasności. Dla mnie to idealny deser po dużym obiedzie – lekki, ale satysfakcjonujacy.
Złoty Róg Kostrzyn – Lody jogurtowe z rokitnikiem
Comber jagnięcy z kremową kaszą orkiszową i emulsją z pasternaka
To królewskie danie. Wyśmienicie upieczony comber, mięciutki, rozpływający się w ustach, do tego kremowa kasza, jędrna, podobnie jak pęczak i zaskakująco pyszna emulsja z pasternaka. Ja nie przepadam za tym warzywem, ale tu okazało się ozdobną dania – lekko słodkawe, absolutnie gładkie (szef robi to bezbłędnie).
Złoty Róg Kostrzyn – Comber jagnięcy z kremową kaszą orkiszową i emulsją z pasternaka
Niestety do deseru, którym był mus czekoladowy z szarą bezą i sałatką z mango i chili nie doczekałem, bo musiałem wyjść z powodów komunikacyjnych. Wyglądał na jeszcze odważniejsze połączenie smaków, mam nadzieję, że uda mi się go kiedys spróbować. Mam też nadzieję, że choć część dań z tej kolacji wejdzie do menu (zwłaszcza zupa i comber).
Oglądałem kartę restauracji i kartę kawiarni – w obydwu byłu mnóstwo ciekawych dań w bardzo dobrych cenach. Dodatkowo była karta z tradycyjnymi potrawami na Dzień Babci i Dziadka – rumpuć, kartacze nadziewane gęsiną, ozór w sosie chrzanowym… mmmm…
Na pewno przyjadę jeszcze spróbować kuchni mistrza Piotra do Kostrzyna.
Olga’s restaurant Poros to tawerna położona w dzielnicy Askeli na wyspie Poros. Serwuje głównie typowe dania kuchni greckiej, owoce morza, ryby, pieczone mięso, sałatki… Poziom cen jest przyzwoity – średni jak na tę okolicę. Bardzo miła obsługa i właściciele, dania dostaje się szybko. Byłem tam dwa razy, za drugim razem – ponieważ chciałem spróbować więcej dań – poprosiłem o połowy porcji. Położenie nad samym morzem zapewnia świeże powietrze i dobre widoki.
Olga’s restaurant Poros Grecja
Olga’s restaurant Poros Grecja – menu
Czekadełka
W zasadzie rzadko się spotykało czekadełka w tawernach, przy ostatniej wizycie u Olgi (być może dlatego,że to był ostatni dzień sezonu) zamiast chleba dostałem grzanki z wybitnie smacznym sosem (salsą) z pomidorów i papryki (pieczonych) – lekko słodki, lekko kwaśny, ziołowy … palce lizac!
Olga’s restaurant Poros Grecja – czekadełko
Taramosalata
To jest rodzaj pasty o gładkiej konsystencji. W jej skład wchodzą: osolona ikra (taramas), oskórowany, suchy biały chleb, oliwa, tarta cebula i sok cytrynowy. Zakochałem się tym greckim daniu. Wcześniej próbowałem tego w Polsce – sprzedawane było podczas greckich tygodni w Lidlu, ale było obrzydliwe. Tutaj miało delikatnie słony smak, i lekko rybny akcent, przypominało trochę pastę z twarożku. W tawernach zawsze podawali chleb, więc to był świetny dodatek (drugi dodatek, o który możecie poprosić, jeśli go nie ma na stole to oliwa – polecam z chlebem i solą !). Taramosalaty próbowałem w Grecji 4 razy. Zwycięzcą moim zdaniem jest taramosalata z innej tawerny, w centrum Poros, niemniej jednak każda wersja była smaczna (włącznie z tą na wyspie Hydra)
Olga’s restaurant Poros Grecja – taramosalata
Beef stifado
To jest rodzaj pieczeni, długo pieczonej, z dodatkiem małych cebulek (stifado), które dają słodki posmak. Absolutny „must have” na Poros – spróbujcie tego koniecznie. Wołowina rozpada się pod widelcem, sos pomidorowy z cebulkami i przyprawami daje niebiańskie uniesienia podniebienia 🙂 . Są różne wersje tego dania. W tawernie Paradisos, w górskiej części Poros możecie spróbować tego dania z królikiem (ja nie dałem rady, bo zamówiłem makaron z kogutem i serem, którego było chyba z pół kilo…)
Olga’s restaurant Poros Grecja – beef stifado
Papoutsakia
To jest jakby skrzyżowanie makaronu po bolońsku i moussaki. Na dole jest ugotowany makaron, na nim mielone mięso, na wierzchu – beszamel. Mięso jest ciekawie przyprawione – wyczuwałem gałkę muszkatołową i cynamon. Beszamel dodaje gładkości w smaku – to jest moje greckie odkrycie (tak jak w moussace). Dla mnie danie było trochę za tłuste, ale dość smaczne.
Olga’s restaurant Poros Grecja – papoutsakia
Souvlaki wieprzowe
Jest to mięso przyprawione ziołami z grilla, w moim przypadku – wieprzowina. Wydaje mi się, że to była szynka. Mięso było nieco suchawe, ale wspaniale pachniało grillem i ziołami. Do tego był zgrilowany pomidor i domowe frytki (smaczne !). W każdym razie poecam spróbować jakąś odmianę souvlaki w Grecji.
Olga’s restaurant Poros Grecja – souvlaki wieprzowe
Kalmary smażone
Na tej małej wyspie wcale nie tak łatwo jest dostać świeże owoce morza. Wcześniej spróbowałem ośmiornicy w tawernie Posejdon (polecam!). Ja bym wolał kalmary z grilla, czyli mniej tłuste, ale tych naprawdę też warto spróbować (prawie wszyscy je zamawiali). Panierowane w mące i smażone w oleju. Wnętrze jest miękkie, delikatne i pyszne !. Bardzo proste danie , a pyszne z powodu dobrych i świeżych składników. Przy okazji – słyszałem jak kelner tłumaczył, że to nie są kalamari, bo kalamari to są duże kalmary i trudniej je złowić (chyba trzeba dalej wypłynąć) – takie prawie pół metra, a te były małe i mają lekko inną nazwę.
Olga’s restaurant Poros Grecja – smażone kalmary
Restauracja ma swobodną, relaksacyjną atmosferę, czas płynie w niej szybko. Należy podkreślić przyjazność obsługi i właścicieli. Chętni są też do modyfikacji zamówień – na przykład połowa porcji. Widać było po gościach, że wracali wielokrotnie i czuli się jak starzy znajomi. Położenie nad samym morzem pozwala na cieszenie się urokami krajobrazu. Miejsce warte polecenia.
Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu o mojej wizycie w Olga’s: