Wiosenne menu 2015 w restauracji Cucina – Poznań, Wyspiańskiego 26A

Miałem przyjemność uczestniczyć w degustacji wiosennego menu 2015 w restauracji Cucina w Poznaniu – jest to propozycja, która już częściowo jest w menu, a części można się niedługo spodziewać. Już od jakiegoś czasu wybierałem sie do tej restauracji, ponieważ wiele dobrego o niej słyszałem. Dodatkową atrakcją była możliwość poznania szefa – Ernesta Jagodzińskiego, który niewątpliwie należy do czołowych poznańskich szefów kuchni.

Nie zawiodłem się. Osobiście prezentował nam swoje wyszukane potrawy (podobno) nieznacznie się tremując przed ich oceną. Trzeba przyznać,że ich złożoność, wyszukane smaki, często zaskakujące zaskoczyła mnie i dobrze świadczy od kulinarnej wyobraźni i fachowości Pana Ernesta.

Menu wiosenne ma lekki charakter, jest pełne świeżych, wyraźnych smaków i czuć w nim zbliżające się nowalijki oraz wieczorne spotkania przy ognisku.

Przystawka - "trufle" z foie gras, emulsja z poziomki, wędzona brioche, Cucina, Poznań

Przystawka – „trufle” z foie gras, emulsja z poziomki, wędzona brioche, Cucina, Poznań

Przystawka – „trufle” z foie gras, emulsja z poziomki, wędzona brioche

Piękna i smaczna kompozycja. Szef połączył tu nie tylko wiele smaków, ale wiele tekstur – absolutnie gładkie nadzienie z foie gras, chrupiąca czekoladowa skorupka, szorstka jadalna ziemia, sprężysta żelatyna… Bardzo ciekawe przeżycia dla języka :).

Przystawka składała się z czekoladowych kulek wypełnionych aksamitną, lekko słonawą foie gras o lejącej się konsystencji. Do tego kwaskowy i pachnący mus z poziomek i lekko słodkawa jadalna ziemia. Ciekawym akcentem była też galaretka z aloesu, orzeźwiająca. Kreatywnym dodatkiem była przypieczona i lekko podwędzona brioszka. Motyw pieczenia, ogniska i popiołu towarzyszył też dalszej części tego menu i była bardzo udany. W międzyczasie można też było pojadać czekadełko składające się ze smalcu, podpalanej (a jakże) cebulki i warzywnych dodatków – bardzo ładnie podane, z dodatkiem różnych domowych chlebów.

Czekadełko - smalec z paloną cebulką - Cucina, Poznań

Czekadełko – smalec z paloną cebulką – Cucina, Poznań

Do tego podany został austriacki riesling z winnicy Schloss Gobelsburg, 2013.  Lekkie i łagodne wino dobrze dopasowane do tak różnorodnej symfonii smaków, nie narzucało swojego charakteru.

Ernest Jagodzinski prezentuje pierwsze danie - Cucina, Poznań

Ernest Jagodzinski prezentuje pierwsze danie – Cucina, Poznań

Danie główne – filety z witlinka, dashi, młody por, rzodkiewka, majonez z palonego siana

To dla mnie był numer 1 tego wieczoru. Bogate i bardzo dopracowane danie, uderzające pięknym zapachem, w którym mieszają się akcenty rybne oraz szczypiorkowe. Ryba była świetnie przyrządzona-zachowała zwartą konsystencję, tak na granicy ugotowania. całość miała zrównoważony, rybny smak, ale do tego były 3 wyraźne kontrasty – piklowana rzodkiewka – słodko-kwaśna , puder z pora – ostro-cebulowy i rewelacyjny majonez z palonego siana o silnym dymnym smaku. Całość uzupełniały warzywa duszone w dashi.

To danie było dla odmiany całe gładkie pod względem struktury, towarzyszył mu Sauvignon Blanc z Mount Vernon, nieco ostrzejszy i bardziej wytrawny niż poprzedni riesling.

W międzyczasie podano nam orzeźwiający przerywnik smakowy – limonkowy sorbet z aloesową galaretką – lekki, a jednocześnie kwasek służył zaostrzeniu apetytu.

Filety z witlinka, dashi, młody por, rzodkiewka, majonez z palonego siana - Cucina, Poznań

Filety z witlinka, dashi, młody por, rzodkiewka, majonez z palonego siana – Cucina, Poznań

Limonkowy sorbet z aloesową galaretką - Cucina, Poznań

Limonkowy sorbet z aloesową galaretką – Cucina, Poznań

Danie główne – kotlety cielęce, pieczona młoda pietruszka, konfitowany ziemniak

Główną częścią dania był kotlecik z żebrami z mięciutkiej i soczystej cielęciny zanurzony w sosie z dodatkiem tymianku. Rolę akcentów smakowych pełniły tu warzywa – konfitowany ziemniak i upieczona, młoda pietruszka, która wyglądał jak dopiero wyjęta z żaru ogniska.Była zaskakująco pyszna, nie miała śladu goryczy, a spieczenie spowodowało jej karmelizację i lekko słodkawy posmak. Mógłbym zjeść danie składające się tylko z takich pietruszek :). Jak wszystkie potrawy z Cuciny nie brakło tu ciekawych dodatków – bobu, kwaśnej śmietany z pudrem z kopru włoskiego ładnie nakrytej czerwonym listkiem. Całe danie było zdecydowanie najłagodniejsze w smaku z całej uczty.

Kotlety cielęce, pieczona młoda pietruszka, konfitowany ziemniak - Cucina, Poznań

Kotlety cielęce, pieczona młoda pietruszka, konfitowany ziemniak – Cucina, Poznań

Smak dobrze podkreślało wino czerwone o zdecydowanym smaku i pięknym zapachu w tonach czarnych porzeczek – Amezola Crianza, Rioja 2010.

Szef Ernest Jagodziński przygotwuje deser - Cucina, Poznań

Szef Ernest Jagodziński przygotwuje deser – Cucina, Poznań

Deser – rolada z kozim serem z pistacjami, consomme z czerwonego wina

Nietypowy deser, który dla wielu osób był kontrowersyjny ze względu na obecność koziego sera. Jeśli wyobrażacie sobie mocno pachnący, dojrzały kozi ser w deserze to nie tędy droga. Deser składał się z koziego twarożku zawiniętego w biszkopt posypany pistacjami. Można było wyczuć, że to był kozi ser, ale myślę, że większość osób nie wiedzących, z czego to było zrobione by nie zgadła.

Całość nie była bardzo słodka (i dobrze), słodycz była uzupełniana pudrem z białej czekolady i kontrastowana kwaskiem sosu z czerwonego wina i świeżej truskawki. Elementem dodającym słodyczy i chrupkości zarazem (to wspaniałe zróżnicowanie Pana Ernesta !) było migdałowe ciasteczko. Dobry, nie przesłodzony deser, różnorodny w smaku i teksturze.

olada z kozim serem z pistacjami, consomme z czerwonego wina - Cucina, Poznań

olada z kozim serem z pistacjami, consomme z czerwonego wina – Cucina, Poznań

Podsumowując…

Cucina to lokal z wyższej półki cenowej i jakościowej. Do dań używane są staranne dobrane składniki, sami wyszukują dostawców o odpowiedniej jakości, z którymi potem na stałe współpracują. Niewątpliwie warto tam zajrzeć, żeby sprawdzić jak może wyglądać ciekawe danie, stworzone z pasją i wyczuciem smaku. To tez dobre miejsce na elegancki obiad, na dodatek posiadają imponujący wybór win. W wersji ekskluzywnej bardzo ciekawie też wygląd ich specjalne menu degustacyjne, na które trzeba się zapisac z wyprzedzeniem.

Wileńskie Kaziuki w restauracji Vine Bridge, Ostrówek 6, Poznań

Dzisiaj 4 marca, czyli Kazimierza, zatem wybrałem się do Vine Bridge na wileńskie Kaziuki. To dobre miejsce na taką okazję, ponieważ w kuchni jest tam pani Zyta, która pochodzi z Litwy. Wiele już słyszałem o tej restauracji i o Pani Zycie, miałem okazję również poznać właściciela, który ma prawdziwą pasję do kuchni i odwagę do kreatywnych pomysłów kulinarnych. Poza tym chciałem spróbować i zakupić tamtejsze wędliny i przetwory, o których już wcześniej pisałem na fanpage.  Trzeba przyznać, że pięknie się prezentują susząc się w restauracyjnej witrynie ozdobionej litewskimi barwami narodowymi.

 

Wileńskie Kaziuki w Vine Bridge, Poznań

Wileńskie Kaziuki w Vine Bridge, Poznań

 

Razem z Grażyną z grazynagotuje.pl próbowaliśmy prawdziwego cepelina – nadziewanego wieprzowiną, świetnie przyprawioną, z wyraźnym smakiem czosnku i majeranku. Całości towarzyszył prawidłowy sos śmietanowy z boczkiem. Podoba mi się też taka prosta rzecz, że herbata jest podawana w dzbanku, parzona z liści – występuje w ilości pozwalającej się do woli napić, a nie jak często to bywa – skromnej filiżanki.

Cepelin w Vine Bridge, Poznań

Cepelin w Vine Bridge, Poznań

 

Oprócz cepelina próbowaliśmy wileńskich słodyczy – kruchych paluszków na smalcu, kruchych ciastek z lukrem, które normalnie macza się w kawie lub w herbacie oraz ciasta z bakalii i kruszonki, które było bardzo aromatyczne i smaczne. Ciasta te też można kupić, na dodatek są bardzo dekoracyjne.

Litewskie słodycze w Vine Bridge, Poznań

Litewskie słodycze w Vine Bridge, Poznań

 

Na wyjściu zakupiłem wyśmienite wędliny, na dodatek w bardzo umiarkowanych cenach – suszoną, wędzoną kiełbasę, polędwiczkę,  surową, suszoną łopatkę w ziołach – która ma piękny aromat. Można też kupić słoninę  w przyprawach, szynkę, a także wędzone piersi kurczaka. Skusiłem się na też na słoik kiszonej brukselki, o której już wcześniej pisała Grażyna i którą zrobiła w domu. Było jeszcze więcej ciekawych kiszonek – całe główki czosnku, fasola biała, kalafior… Czuję, że następnym razem mnie ciekawość kulinarna poniesie w kierunku innych słoików 😉

Sucha kiełbasa litewska, suszona surowa łopatka, słonina i kiszona brukselka - Vine Bridge , Poznań

Sucha kiełbasa litewska, suszona surowa łopatka, słonina i kiszona brukselka – Vine Bridge , Poznań

Warto się wybrać na Sródkę i spróbować tych autentycznych i oryginalnych smaków.

 

 

Restauracja Ed Red, ul. Sławkowska 3, Kraków

Wizyta w restauracji Ed Red to jeden z moich celów noworocznej wizyty w Krakowie. Zachęcony renomą Pana Adama Chrząstowskiego, którego kiedyś miałem okazję poznać,  jak był szefem kuchni w restauracji Kurta Schellera w Hotelu Rialto oraz artykułem w Food and Friends opowiadającym o jego steakhouse w Krakowie i specjalnej, sezonowanej wołowinie pojawiłem się w noworoczne popołudnie w rzeczonym lokalu.

Ta wizyta potwierdziła dobitnie teorię, że ludzie nie chodzą do restauracji tylko po to, żeby się najeść. Na wizytę w restauracji składa się jedzenie, jego smak, ale także obsługa, atmosfera i ogólne wrażenie dobrze spędzonego czasu. Niestety moja relacja ma wadę techniczną – awarię zaliczyła bateria w moim aparacie, w związku z czym nie będzie moich zdjęć, tylko te z artykułu w Food and Friends. Na szczęście rzeczywistość nie różni się bardzo, a nawet bym powiedział jest korzystniejsza.

T-Bone steak w Ed Red z nożem typu Rambo oraz sosami demi-glace i bernaise- zdjęcie foodandfriends.pl

T-Bone steak w Ed Red z nożem typu Rambo oraz sosami demi-glace i bernaise- zdjęcie foodandfriends.pl

Wygląd

Wystrój jest prosty. W stylu knajpy. Proste, drewniane krzesła, drewniana podłoga, drewniane stoły, brak obrusów, ale ładne serwetki z wszywką z logo. Proste sztućce, a na suficie metalowe lampy i kable w stylu starej fabryki. Na ścianach boazeria, częściowo pomalowana na wyblakłe kolory. Całość sprawia dobre, spójne wrażenie, z małymi wyjątkami… o ile ściany, meble są nowe i zrobione na „starą knajpę” to podłoga jest rzeczywiście stara i zniszczona, a ramy okienne nie dość, że stare to pokryte wieloletnim brudem. Myślę, że to kwestia czasu, kiedy to doczyszczą… Ja akurat siedziałem przy oknie i na ten czarny smalec na oknie musiałem patrzeć…

Ed Red Kraków - wnętrze, zdjęcie - foodandfriends.pl

Ed Red Kraków – wnętrze, zdjęcie – foodandfriends.pl

Ed Rek Kraków - chłodnia do dojrzewania mięsa, zdjęcie - foodandfriends.pl

Ed Rek Kraków – chłodnia do dojrzewania mięsa, zdjęcie – foodandfriends.pl

Obsługa

Lokal był zapełniony w ok 3/4. Lokal jest średniej wielkości. Było kilkoro kelnerów. W zasadzie obsługa była ok, chociaż na przyjęcie zamówienia musiałem trochę poczekać. Miałem nieszczęście zamówić przystawkę, która siedzi w piecu 20 minut, co przekłada się na całościowy czas oczekiwania 35 minut, o czy mnie nie uprzedzono. Jak już straciłem cierpliwość i poszukałem obsługi to moje danie było wydawane. Pan, do którego się zwróciłem z pytaniem kiedy mam szanse na przystawkę okazał się (chyba) szefem sali i był zorientowany co zamówiłem i w jakim jest stadium przygotowania. Potem było już szybko i dobrze, pan szef doglądał czy wszystko jest w porządku.

Generalnie – nie jest to lokal dla wilczo głodnych , trzeba się uzbroić w cierpliwość – widać to było tez po sąsiednich stolikach.

Atmosfera

Takiego rozdziału jeszcze nie było w moich recenzjach, ale tym razem musi się zdarzyć, bo to część przeżycia restauracyjnego. W mojej części restauracji (sali) było 5 stolików. Przy jednym z nich siedziało sześcioosobowe towarzystwo (na oko w wieku 25-35) mające zapewne dogrywkę z Sylwestra. Pełne zamówienie, wszystkie dania z deserem, butelka wódki w wiaderku z chłodzeniem, zostawili pewnie ponad 1000 zł. Całość imprezy się rozkręcała, więc zwiększała się ilość decybeli wydobywających się ze stolika oraz słów k***a, co powodowało średnią atmosferę w sali. Jeśli sobie wyobrazicie półgodzinne oczekiwanie na przystawkę właśnie w takim towarzystwie i z brakiem innego zajęcia to oznacza to dość ciężki czas. Tylko dzięki temu, że przejechałem 400 km, żeby tego zdegustować oraz już zamówiłem jakoś tam wysiedziałem. Pani (sympatyczna) kelnerka, która ich obsługiwała niejako włączała się do tego rozbawionego nastroju i nic nie zapowiadało, że jej krótkie wizyty coś zmienią (i tak tez było).

W pewnym momencie przyszła para, która zasiadła do stolika obok, ale po kilku  minutach przeniosła się do sąsiedniej sali. Trójka Czechów (albo jeden Słowak i dwoje Czechów) była dzielna (może wszystkiego nie rozumieli) i wytrzymała cały posiłek (mimo, że nie było ani pizzy ani kotleta, ani Żywca).

Kulminacją tego całego zamieszania była para, której wypadło usiąść tuż obok tego towarzystwa – zostali uprzedzeni przez jednego z panów, że będzie ciężko, bo oni się tu bawią i lecą takie teksty, że… Wyjście z sytuacji się znalazło – taką akcje pierwszy raz w życiu widziałem na oczy – szef sali z kelnerką przenieśli  mały stolik dla tej  pary do drugiej sali…

Reasumując  – nie było łatwo, ale pewien poziom został zachowany. Oprócz głośności padały tylko k***y, a nie żadne inne słowa, panowie nazywali się gamoniami… Całość bardzo krakowsko i kulturalnie, taki lokalny folklor.

Jedzenie

Wreszcie zacznijmy główny punkt programu…

Przystawka

Pieczone kości szpikowe z ziołową salsą i tostami z żytniego chleba (14 PLN)

Pierwszy raz w życiu jadłem szpik, można mieć pewne opory przed tym , ale warto było. Wołowe kości pocięte w plastry, pieczone, do tego grzanki z chleba i pesto z kaparów oliwki i pietruszki i orzechów włoskich. Podane z łyżeczka, która wyjadałem szpik, o konsystencji lekko galaretowatej i tłustym smaku, skontrastowany z słonawym pesto.

Danie główne

Antrykot (47 PLN, na wagę), korzenne warzywa z pieca (9 PLN), buraczki zasmażane z czerwonym winem (7 PLN)

Stek zamawia się na wagę (min. 200g). Sezonowane  mięso, dobrze wysmażone, czego można chcieć więcej… Ale było więcej – dodatkiem były sosy – jeden jest w cenie, drugi zamówiłem (4,5 PLN). Sos demi-glace, który używałem do mięsa był klasycznym, o pieczeniowym smaku, nie za słonym, w sam raz do wzbogacenia smaku steka, drugi to bernaise- lekki, ciepły, puszysty, pachnący estragonem, w którym maczałem pieczone, młode warzywa. Warzywa te (pietruszka, marchew, seler, czerwona cebula, listki brukselki), były świetnym uzupełnieniem, chociaż wahałem się między domowymi frytkami podawanymi w miseczkach i o bardzo apetycznym wyglądzie. Drugim dodatkiem były buraczki ,które uznaję za wypadek przy pracy – grubo tarkowane, bez specjalnego smaku (a temu warzywu trzeba nadać kierunek smakowy), w zasadzie dominującym tonem był ziemisty smak, który oryginalnie buraki mają… słowem porażka.

Całość była podawana na drewnianej desce z dodatkiem srogiego noża typu 'Rambo’ , na życzenie doprawiana świeżo mielonym, czarnym pieprzem oraz bardzo ładną, gruboziarnistą solą (w zasadzie wielkimi, cienkimi płatkami soli).

Do dań popijałem pilznera z beczki – browar Miłosław, więc mała patriotyczna, wielkopolska nuta.

Reasumując

Warto. Na pewno pojawiłbym się tam (niezbyt głodny) jeszcze raz, żeby spróbować frytek i innych dań.  Widać, że restauracja ma ambicje na oryginalne, ale proste jedzenie. Trzeba się przygotować na czekanie, być może na pełna salę. Przyjemnym zaskoczeniem był dla mnie 10% rabat, który pojawił się na rachunku bez uprzedzenia, nie gwarantuję, że będzie na Waszym, bo powód jego pojawienia się nie jest dla mnie jasny, aczkolwiek przyjemny. Są pewne niedociągnięcia w kwestii sali, ale mam nadzieję, że to zostanie z czasem uzupełnione, całość wypada pozytywnie. Napiwek zostawiłem 🙂

Ed Red Kraków - mój rachunek :)

Ed Red Kraków – mój rachunek 🙂

Drób i owoce lasu Kulinarny Poznań, Restauracja Pastela, ul. 23 Lutego 40, Poznań

Tym razem wybrałem się na spróbowanie tego sezonowego menu do restauracji Pastela w Poznaniu. Wyglądało zachęcająco, więc podjąłem szybką decyzję korzystając z paru godzin wolnego czasu. I było warto… :), również ze względu na pyszną herbatę jaśminową. Przepraszam za jakość zdjęć w dość niekorzystnych warunkach oświetleniowych.

Rosół z młodego koguta z zielonymi kluseczkami

Rosół z młodego koguta z zielonymi kluseczkami, restauracja Pastela, Poznań

Rosół z młodego koguta z zielonymi kluseczkami, restauracja Pastela, Poznań

Pierwsze wrażenie jest wzrokowe – rosół był niezbyt tłusty i ładnie kolorowy dzięki zielonym kluseczkom i marchewce, która była starannie i pracowicie pokrojona w małą kosteczkę czyli brunoise. Drugie wrażenie to zapach – piękny i intensywny, również dzięki zawartości szafranu, ale pozbawiony sztucznych dodatków. I wreszcie smak. Przyznaję, że nie jadłem jeszcze rosołu z koguta. Ma dość specyficzny, delikatny smak, naprawdę pyszny. Ciekawym i smacznym dodatkiem były kluseczki z dodatkiem miksowanej pietruszki. Miękki i ładnie uzupełniały smak całości dania.

Pasztet z gęsi z czerwonymi porzeczkami

Pasztet z gęsi z czerwonymi porzeczkami, restauracja Pastela, Poznań

Pasztet z gęsi z czerwonymi porzeczkami, restauracja Pastela, Poznań

Przyznaję,że ta przystawka rzuciła mnie na kolana. Z daleka wyglądał jak piernik :), ale z bliska okazał się intensywnie pachnącym pieczeniowym kąskiem. Pasztet był zrobiony ze 100% mięsa gęsiego, co nie jest często spotykanym rozwiązaniem. Był dobrze, mocno doprawionym, a poza tym był upieczony w ten sposób, że smak nadawał mu ton pieczonego mięsa. Nawet nazwałbym to spieczonym mięsem – to taka sytuacja, kiedy coś mięsnego się Wam lekko przypali, białka zmieniają strukturę i… to przypalone jest najsmaczniejsze. Oczywiście jeśli za bardzo przypalone to jest gorzkie, ale w tym pasztecie nie było o tym mowy. Do tego podawana jest bagietka i gęsi smalec.

Jeśli macie chwilę czasu w tym tygodniu nie zastanawiajcie się tylko pędźcie do Pasteli tego spróbować. Czas gęsiny się kończy i niedługo ta potrawa zniknie z menu.

 Pierś kurczaka zagrodowego  z duszonym jarmużem i smażonym serem wielkopolskim

 Pierś kurczaka zagrodowego  z duszonym jarmużem i smażonym serem wielkopolskim - restauracja Pastela, Poznań

Pierś kurczaka zagrodowego z duszonym jarmużem i smażonym serem wielkopolskim – restauracja Pastela, Poznań

Standardowo to danie jest podawane z puree dyniowym, ale ponieważ ja nie przepadam za tym warzywem zostało mi zamienione na kaszę pęczak, która dla odmiany jest jednym z moich ulubionych dodatków. Pierś kurczaka kojarzy się zazwyczaj z mało wyrazistym daniem, ale tutaj została ona upieczona ze skórą, co powodowało,że wewnątrz była soczysta, a na zewnątrz przypieczona i chrupiąca. Delikatny smak jednak pozostał, ponieważ nie była przesypana przyprawami, jak często zdarza się w przypadku kurczaka z grilla. Kurczakowi towarzyszył dość ciekawy dodatek – duszony jarmuż z czosnkiem i serem smażonym. Mi przypadł do gustu, ponieważ lubię czosnek, sam ser stanowił bardziej konsystencję niż smak. Moim zdaniem to klasyczne, zwykłe danie, ale w ciekawej wersji, której może nie zrobilibyście w domu.

Właściciele i szef kuchni Pasteli starają się łączyć popularne dania z innowacją, często z ciekawym efektem. Z niecierpliwością czekam na kolejne, ciekawe sezonowe menu Pasteli.

Podsumowanie Poznań Restaurant Week „Kontrasty” – sierpień 2014

Moje subiektywne podsumowanie i ranking odwiedzonych restauracji w ramach Poznań Restaurant Week „Kontrasty”. Nie udało się co prawda odwiedzić wszystkich, które zamierzałem, ale większą część planu wykonałem 🙂

Po pierwsze powtórzę, że gratuluję tej kulinarnej inicjatywy. Świetna okazja dla szefów kuchni, żeby zrobić coś innego, odważnego i zbadać reakcję odbiorców. W prawie każdej z restauracji, gdzie byłem byli też inni klienci na menu degustacyjne. Świetna okazja dla smakoszy, aby zapoznać się z nowymi lokalami i sprawdzić, czy ich styl i smak nam odpowiada. Dzięki temu ja zachęciłem się w tej edycji do odwiedzin w trzech restauracjach.

Po drugie uważam, że użycie tak ciekawego pomysłu jak motyw przewodni (Kontrasty) bardzo wzbogacił festiwalowe menu i jednocześnie pokazał jak różnie i kreatywnie szefowie to pojęcie rozumieją. Jest to też dobry, nośny pomysł dla tworzenia kolejnych edycji, które nie muszą się odbywać raz w roku.

Pokusiłem się tez o mój subiektywny, mały ranking tego, co zjadłem. Wybór był bardzo trudny, pomimo,że nie odwiedziłem wszystkich lokali, co dobrze świadczy o poziomie dań. Moje subiektywne podniebienie przydziela zatem:

 

Miejsce 3: Consomme pomidorowe, Restauracja Nifty No 20

Za świetny, zbalansowany i 100% pomidorowy smak. Pomidorowa w czystej postaci – taki Absolut :). Drugim powodem wyróżnienia to sama postać czyli consomme, co w przypadku pomidorowej naprawdę rzadko się zdarza.

 

Consomme pomidorowe - Restauracja Nifty No 20, ul Żydowska 20, Poznań

Consomme pomidorowe – Restauracja Nifty No 20, ul Żydowska 20, Poznań

Miejsce 2: Zupa krem z pieczonego ziemniaka, Kuchnia dla Dragona

Za intensywność przeżyć mojego podniebienia, bogactwo smaku, dobre przyprawienie i oryginalny pomysł na bardzo zwykłą zupę

Zupa-krem z pieczonego ziemniaka podawana z boczkiem - Restauracja Kuchnia dla Dragona, Poznań

Zupa-krem z pieczonego ziemniaka podawana z boczkiem – Restauracja Kuchnia dla Dragona, Poznań

Miejsce 1: Policzki wołowe z czekoladą i agrestem, Restauracja Toga

Za niebiańską miękkość policzków i anielską dobroć sosu :). Estetyka podania też dokłada punktów.

• Policzki wołowe z czekoladą i agrestem - Restauracja Toga, Poznań

• Policzki wołowe z czekoladą i agrestem – Restauracja Toga, Poznań

 

A  jacy są Wasi zwycięzcy ?

Restauracje Zagroda Bamberska i Kuchnia dla Dragona – Poznań Restaurant Week „Kontrasty” 07-08-2014

Jak pisał kiedyś Robert Makłowicz w swojej książce – nikt nie mówił, że degustowanie to lekka praca 🙂 . Za to przyjemna tak jak trzeci dzień moich kulinarnych wojaży po poznańskich restauracjach. Dzisiaj przeczucie mnie nie zawiodło i jadłem dużo smacznych rzeczy.

Zagroda Bamberska, ul. Kościelna 39C, Poznań

Moja ulubiona restauracja w Poznaniu z kuchnią wielkopolską i poza tym ładne miejsce. Tym razem zasiadłem sobie w ogrodzie. Pierwsze danie to typowo wielkopolska potrawa, której sam nagotowałem ze 25 litrów rok temu na zlocie.

  • Rumpuć

Pyszna zupa dla mięsożerców – powiedziałbym rumpuć na bogato, kapusty w nim nie znalazłem (ale był sok z kiszonej kapusty), natomiast było dużo smacznego mięsa i wędzonki, która nadawała wspaniały zapach. Bardzo gęsta zupa, w zasadzie eintopf, z lekkim kwaskiem. Rozgrzewająca, dobra na jesień.

Rumpuć - Restauracja Zagroda bamberska, Poznań

Rumpuć – Restauracja Zagroda bamberska, Poznań

  • Karmelizowany stek z dzika, puree z zielonego groszku i mięty, polskie jabłka, tarta cebulowa, wędzona cykoria

Byłem ciekaw tego bogatego dania. Pierwszej spróbowałem tarty na cieście francuskim wypełnionej czarnym nadzieniem. Ladnie chrupała, ale smaku nie bardzo mogłem poczuć, puree miało smak, ale niezbyt mi sie skomponował. Pieczone jabłka były dobre – słodko-kwaśne. Natomiast główne składniki (objętościowo) tego dania były rewelacyjne – dobrze upieczone mięso z dzika pokryte lekko karmelową skorupką, nie przypuszczałem, że ten kontrast tak dobrze smakuje. Do tego była boska cykoria podduszona w słodkim sosie – jednocześnie gorzkawa i słodka. Pogratulowałem szefowi kuchni.

Karmelizowany stek z dzika, puree z zielonego groszku i mięty, polskie jabłka, tarta cebulowa, wędzona cykoria - Restauracja Zaroda bamberska, Poznań

Karmelizowany stek z dzika, puree z zielonego groszku i mięty, polskie jabłka, tarta cebulowa, wędzona cykoria – Restauracja Zaroda bamberska, Poznań

Kuchnia dla Dragona, ul. Zamkowa 3, Poznań

To jest miejsce, gdzie się wybierałem od czasu majówki kulinarnej, gdzie jadłem rewelacyjną wołowinę peklowaną autorstwa szefa z Dragona. Niestety nie ma jej chyba w karcie. Jedyny lokal, w którym dostałem dwa dania z zestawu jednocześnie.

  • Zupa-krem z pieczonego ziemniaka podawana z boczkiem

Oszałamiająca zupa, najlepsza jaką do tej pory jadłem w tych kulinarnych wędrówkach (w kategorii zup nieowocowych). Bogaty zapach korzenno-boczkowy, z dodatkiem skwarków, kwaśnej śmietany i szczypioru. Bardzo gęsta, o grubej teksturze, doprawiona mocno pieprzem i zielem angielskim z kontrastem kwaśnej śmietany. Niebo w gębie ! Jeśli będzie w karcie – będę się pojawiał.

Zupa-krem z pieczonego ziemniaka podawana z boczkiem  - Restauracja Kuchnia dla Dragona, Poznań

Zupa-krem z pieczonego ziemniaka podawana z boczkiem – Restauracja Kuchnia dla Dragona, Poznań

  • Ratatouille podawane z grillowaną polentą

Ratatouille w szczycie sezonu – teraz jest najlepszy czas na nie, można nawet sobie na zimę zrobić i zamrozić. To w Dragonie było niewątpliwie świeże i wyróżniało się tym,że warzywa były w plastrach,a nie w kawałkach. Niemniej jednak smakowało bardzo dobrze- pomidorowo, warzywnie, pikantnie i lekko słodko – czyli tak jak lubię. Porcyjka była degustacyjna naprawdę, ale mogła zachęcić do zrobienia tej potrawy własnoręcznie. Z Dragona na targ na pl. Wielkopolskim bardzo blisko. Polenta, która była dodatkiem efektownie wyglądała posypana grubym pieprzem, natomiast nie miała smaku (oprócz pieprzu), dodatkowo jej odbiór utrudniał fakt, że byłem bezpośrednio po czadowej w smaku zupie…

Ratatouille z grillowaną polentą - Restauracja Kuchnia dla Dragona, Poznań

Ratatouille z grillowaną polentą – Restauracja Kuchnia dla Dragona, Poznań

W Kuchni dla Dragon pozwoliłem sobie na deser spoza festiwalowego menu – jeden z moich ulubionych. Na menu figurował jako creme brulee z truskawkami, okazał się być ze śliwkami – wydaje się, że dają owoce, które akurat są świeże. Kosztował 12 PLN, więc przyzwoicie jak na to danie i na dodatek sporą ilość. Sam krem miał idealna konsystencję, skorupka z cukru była sztywna, mniam ! Śliwki były przyjemnym przerywnikiem, ale trochę za mało wyraźne, może za mało kwaśne, żeby skontrastować słodycz deseru. Niemniej jednak uważam, że warto zamówić. W Kuchni dla Dragona pojawię się jeszcze na pewno na normalnym obiedzie.

Creme brulee ze śliwkami - Restauracja Kuchnia dla Dragona, Poznań

Creme brulee ze śliwkami – Restauracja Kuchnia dla Dragona, Poznań

Restauracja Momo love at first bite, Poznań, ul. Szewska 2

Restauracja Momo love at first bite na Starym Mieście w Poznaniu, jedyna mi znana w tym mieście specjalizująca się w owocach morza. Położona przy ulicy Szewskiej, gdzie dodatkową atrakcją są w miarę dobrze zachowane secesyjne kamienice. Od dłuższego czasu wybierałem się do tego lokalu, bo ich menu wyglądało apetycznie. Czytałem też trochę opinii i w zasadzie wszystkie były w dużym stopniu negatywne. Postanowiłem zatem sam sprawdzić czy można tam dobrze zjeść, środę na wizytę wybrałem nieprzypadkowo, ponieważ jest to dzień dostawy owoców morza.

WAŻNA UWAGA;  ze względu na to,że degustowałem wiele potraw poprosiłem o mniejsze porcje niż normalnie, zdjęcia pokazują to,co dostałem, niekoniecznie to,co normalny klient tam otrzymuje.

Restauracja Momo, Poznań ul. Szewska 2

Restauracja Momo, Poznań ul. Szewska 2

Wystrój

Wystrój jest nowoczesny i kojarzy i się z francuskim bistro. Na ścianach ładne, duże fotografie z motywem kulinarnym, menu wypisane kredą, proste stoliki i dodatki. Do tego otwarty bar i część kuchni. Całość powoduje, ze ma się poczucie luzu i relaksu. Panowie w bardzo sztywnych garniturach lepiej poczują się w drugiej sali, bardziej kameralnej. Generalnie wszystko jest dość estetyczne i spójne, nie ma wydziwianych, pozbieranych starych mebli czy innych przypadkowych przedmiotów.

Restauracja Momo, Poznań ul. Szewska 2

Restauracja Momo, Poznań ul. Szewska 2

Karta menu - Restauracja Momo, Poznań

Karta menu – Restauracja Momo, Poznań

Obsługa

Zostałem sprawnie zauważony przez panią kelnerkę, która była uprzejma i czujna (chyba była osobą odpowiedzialną za salę). Wiedzę na temat potraw uzupełniała w kuchni, dość skutecznie. Zostałem też zaszczycony wizytą szefa, który namawiał mnie do spróbowania jednego dania, co do którego miałem wątpliwości (ale tylko takie czy się zmieści). Druga pani kelnerka była trochę bardziej wystraszona.

Zupę dostałem szybko, następne dania w akceptowalnym czasie. Nie byłem jednak typowym klientem, bo próbowałem ich bardzo wiele i spędziłem tam prawie dwie godziny. Podczas mojej wizyty było niewielu gości. Ze względu na to, że dania są przygotowywane na świeżo czas oczekiwania może być dłuższy, więc to nie miejsce na szybkiego hamburgera.

 

Jedzenie

 

Zupa rybna na styl paryski (10 PLN)

Zupa miała ładny zapach rybny i lekko kwaskowy. W środku było dużo śmietany, natomiast ilości ryby były dość symboliczne, świeży tymianek dawał trochę odcięcia (aczkolwiek nie był do końca obrany z łodyżek i trzeba je było wyjmować z między zębów), a ugotowana do miękkości cebula zapewne jest przyczynkiem do paryskiej nazwy. Zupa nadawała się ze względu na swoja łagodność dla osób, które mają rezerwę do zupy rybnej. Przyznaję, że to nie mój gust, ponieważ ja lubię mocno czuć rybę i owoce morza w zupie. Doprawiłem zupę stojącym na stoliku sosem Worchestershire i pieprzem i wtedy była bardzo dobra.

Zupa rybna na styl paryski- restauracja Momo, Poznań

Zupa rybna na styl paryski- restauracja Momo, Poznań

Przegrzebek pod maślanym sosem zapieczony z pomarańczową glazurą (21 PLN)

Dość ekskluzywna przystawka (1 szt.), ale warta spróbowania. Nazwa jest trochę myląca – spodziewałem się przegrzebka zapieczonego, nawet zrumienionego pod sosem lub glazurą. Przybył małż zanurzony w sosie, który był tylko leciutko zapieczony, półsurowy, w zasadzie tylko podgrzany- zachował swoją miękką konsystencję. Nie jadłem do tej pory tak surowego przegrzebka, miał mniej smaku niż smażony, ale był ciekawy. Natomiast sos, w którym pływał to poezja smaku – maślano-winny, z bazylią i owocowymi aromatami, podkręcony miodem, słodkawo-kwaskowy. Do tego zgrillowana bagietka z przypalonym smaczkiem. Wylizałem miseczkę 🙂

Przegrzebek pod maślanym sosem zapieczony z pomarańczową glazurą -restauracja Momo, Poznań

Przegrzebek pod maślanym sosem zapieczony z pomarańczową glazurą -restauracja Momo, Poznań

Półmisek owoców morza (65 PLN)

Zazwyczaj przy takiej okazji dostaje się te stworzonka delikatnie przyprawione i przetworzone (a nawet surowe), żeby eksponować ich smak. W tym wypadku było inaczej, ponieważ były one w sosie śmietanowym. Może to też powinny mieć w nazwie. W skład mojego dania wchodziły małże, różne krewetki, krążki kalmarów i mała ośmiorniczka. Wszystkie przyrządzone ze świeżych surowców, doprowadzone do odpowiedniej miękkości. Sos natomiast był uzależniająco dobry. Intensywny tak jak lubię – słono-ostro-kwaskowo-śmietanowy z dodatkiem pora. Wyjadłem cały z pomocą wcześniej wspomnianej grillowanej bagietki.

Półmisek owoców morza-wersja mini - Restauracja Momo, Poznań

Półmisek owoców morza-wersja mini – Restauracja Momo, Poznań

Stek z tuńczyka (69 PLN)

Tuńczyk jest rybą, która nie smakuje do końca jak ryba, śmiało mogą ją jeść mięsożercy tacy jak mój dziadek, który powiadał, że z ryb najlepiej lubi schabowego :). Stek był lekko wysmażony, właściwie tylko miał ściętą powierzchnię, w środku różowy. Był bardzo dobrze przyprawiony – ziołami, solą i  grubym pieprzem, do tego grillowana limonka do samoobsługi. Danie pięknie pachnie, bardzo złożonym aromatem.Dodatkiem są grillowane warzywa, które nie są niczym szczególnym w smaku oprócz czerwonej papryki, która była soczysta i słodka. Genialnym dodatkiem natomiast były ziemniaczki w łupinach podsmażone w maśle. Jeśli komuś brakuje ostrości to jest odrobina sosu chilli.

Stek z tuńczyka - restauracja Momo, Poznań

Stek z tuńczyka – restauracja Momo, Poznań

Połówka homara na tagliatelle (60 PLN)

To jest ekskluzywne danie – nie ma co owijać w bawełnę. I nie jest to danie na wielki głód tylko do posmakowania. Wygląda pięknie i można przy okazji się popisać umiejętnością posługiwania się szczypcami do kruszenia odnóży. Zacznę od tagliatelle – aromatyczne, z dodatkiem bazylii, chilli i czosnku – ugotowane i zanurzone w oliwie. Dla mnie nieco za tłuste, chociaż ta oliwa była smaczna. Może to miało być dopełnienie do chudego homara. Sam homar był pyszny- soczysty, słodkawy, można go przyprawić grillowana limonką. Warto też rozłupać tę łapę i szczypce, bo zawartość jest nawet smaczniejsza niż odwłok.

Połówka homara na tagliatelle - restauracja Momo, Poznań

Połówka homara na tagliatelle – restauracja Momo, Poznań

 

Otrzymałem także mały deser – free-style bym go nazwał, bo nie ma go w karcie. Na poczekaniu szef wymyślił coś lekkiego, ale pysznego – sezonowe, surowe owoce pod ciepłym zabajone i cukrem brązowym. Słodki jajeczny sos i kwaśne owoce – proste, smaczne, eleganckie. Spytajcie – może tez wam coś wyczaruje…

Deser free-style, restauracja Momo, Poznań

Deser free-style, restauracja Momo, Poznań

 

Podsumowując

Dobre miejsce na zjedzenie w Poznaniu owoców morza. Najlepiej od środy do piątku, kiedy są świeże. Kuchnia ma pole do kreatywności, pierwsza strona menu jest często zmieniana, kucharz może ją sobie dowolnie wymyślać, zamawiać produkty i eksperymentować. Widać w tym zainteresowanie i pasję. Kucharz ma wyczucie smaku i estetyki, nawet jeśli nie wszystkie elementy potrawy mi odpowiadały. Trudno mi się wypowiedzieć, co do wyrównanego lub poziomu kucharzy po jednej wizycie. Powrócę do tego lokalu, żeby spróbować części mięsnej i uzupełnię relację. Fajna atmosfera luźnego bistro. Lokal z wyższej półki cenowej.

 

Restauracje Toga i Voyager Wine Club – Poznań Restaurant Week „Kontrasty” 05-08-2014

Restauracje w Poznaniu – drugi dzień zwiedzania i próbowania popisów szefów kuchni, dziś był dzień z motywem przewodnim czekolady. Ja do tej pory chyba nie przyrządziłem dania obiadowego z czekoladą, ale dziś zmieniłem zdanie…

Restauracja Toga, Poznań, pl. Wolności 13A

Ta restauracja ciekawiła mnie od dawna, również dlatego, że główna część menu nie jest stała tylko zmienia się ze względu na dostępność surowców. O samym lokalu – dość specyficznym – przy okazji recenzji, bo to jest niewątpliwie lokal, do którego muszę się wybrać !

  • Chłodnik arbuzowy z pieprzem i fetą

Chłodnik ma piękny zapach. Arbuz łączy się z ożywczą mięta i zapachem kwiatów, którymi jest ozdobiony. Podobna symfonia smaków panuje wewnątrz, ale wzbogacona o tytułowe kontrasty. Podstawą jest arbuz i mieta, ale świetnym dodatkiem jest słona feta, która powoduje, że nie jest nudno. A żeby było co wspominać to na języku zostaje ostry posmak pieprzu – 4 w jednym ! – słodkie, świeże, słone i ostre.

•Chłodnik arbuzowy z pieprzem i fetą - Restauracja Toga Poznań

• Chłodnik arbuzowy z pieprzem i fetą – Restauracja Toga Poznań

  • Policzki wołowe z czekoladą i agrestem

Całe, pięknie podane danie pachnie szafranem i pieczenią. Policzki są uduszone do nieprawdopodobnej miękkości, dosłownie rozpływają się pod widelcem. Do tego jest dżem agrestowy i sos. Dżem jest kwaskowy i kontrastuje się z genialnym wręcz sosem – lekko czekoladowym, niezbyt słodkim połączonym z kwaskiem z czerwonego wina i pieczeniowym smakiem. Mmmmmm…

•Policzki wołowe z czekoladą i agrestem - Restauracja Toga, Poznań

• Policzki wołowe z czekoladą i agrestem – Restauracja Toga, Poznań

Restauracja Voyager Wine Club al. Marcinkowskiego 16

Gwoli scisłości – to nie jest na 100% restauracja – raczej sklep z winami i coś w rodzaju tapas baru – zakąski do wina. Od czasu do czasu urządzane sa tam degustacje połączone z kolacją i odpowiednio dobranymi winami. To,czego mogłem dziś spróbować powoduje,ze od strony jedzeniowej są zachęcające,a od strony tego co na półkach… hmmm… nie wyszedłem z pustymi rękami, nie dało sie 😉

  • Carpaccio z rostbefu z sosem z czekolady i oliwy z oliwek

Nazwa carpaccio to lekka przesada na plastry tej grubości – po prostu był to dobrze upieczony (wypieczony) rostbef o przyzwoitym smaku. Sos czekoladowy był dla mnie trochę za słodki-zrobiło się deserowo, całość ratowała trochę papryczka chilli posiekana do czekolady zaostrzająca całość.

 

•Carpaccio z rostbefu z sosem z czekolady i oliwy z oliwek- Voyager Wine Club, Poznań

• Carpaccio z rostbefu z sosem z czekolady i oliwy z oliwek- Voyager Wine Club, Poznań

  • Marynowany na ostro kurczak- chilli w glazurze z miodu i szałwii na puree ze słodkich ziemniaków i cytryny

To danie dla odmiany nie było zdominowane jednym smakiem, ale było kompozycja delikatnych kontrastów. Lekko ostry kurczak, lekko słodki miód i puree, kwaśna cytryna i do tego łamiąca wszystko świeża szałwia. Trzeba sporego wyczucia, żeby zestawić delikatne smaki i nie przesadzić. Szałwia… bomba, ja bym nawet dwa razy więcej jej dał.

•Marynowany na ostro kurczak- chilli w glazurze z miodu i szałwii na puree ze słodkich ziemniaków i cytryny-Voyager Wine Club , Poznań

• Marynowany na ostro kurczak- chilli w glazurze z miodu i szałwii na puree ze słodkich ziemniaków i cytryny-Voyager Wine Club , Poznań

 

Skutki uboczne jedzenia w Voyager Wine Club - różowa Rioja :)

Skutki uboczne jedzenia w Voyager Wine Club – różowa Rioja 🙂

Podsumowując… udany smakowo dzień, zainspirowany Togą  już kombinuję jak zrobić taki sos i kiedy ich odwiedzić i spróbować takich frykasów jak półgęsek czy pieczony szpik… Jutro Momo, a w czwartek – do roboty – dalsza cześć kulinarnego tygodnia.

Restauracje Nifty No 20 i Pastela- Poznań Restaurant Week „Kontrasty” 04-08-2014

Restauracje w Poznaniu warte odwiedzenia – kolejna edycja Restaurant Week daje nam możliwość spróbowania co potrafią szefowie kuchni. Tym razem na czas wiedziałem o imprezie, postaram się zatem odwiedzić wszyskie interesujące mnie lokale. Uczta dla podniebienia i wzroku również… W środę zrobię wyjątek, poniewaz wybieram sie na dawno umówiona wizyte do Momo. Tym razem relacje podziele na części. Oto pierwsza.

Dziś udało mi sie spróbowac propozycji dwóch lokali – Nifty No 20 w nowootwartym hotelu Puro oraz starych znajomych z Pasteli.

Restauracja Nifty No 20, ul Żydowska 20, Poznań

Restauracja Nifty No 20, ul Żydowska 20, Poznań

Restauracja Nifty No 20, ul Żydowska 20, Poznań

Byłem bardzo ciekawy tego miejsca, bo hotel wyróżnia się z daleka nowoczesną, odważną architekturą, która mi osobiście się podoba. Restauracja jest spora, zaaranżowana w różnego rodzaju stoły i stoliki sprzyjające małej prywatności gości. Jeden ze stołów jest „rozrywkowy” tzn. są na nim magazyny do czytania, gry planszowe, a nawet (świetny pomysł!) listwy zasilające, gdzie można podłączyć komputer oraz różnego rodzaju ładowarki do telefonów. Czasem na spotkaniu biznesowym ktoś oddałby „pół królestwa za ładowarkę”. Ale więcej o samym lokalu przy okazji recenzji, ponieważ wybieram się do niego na lunch.

  • Consommé z pomidorów, uszko drobiowe

Rzadko taką pomidorową można spotkać w restauracji. Szczerze mówiąc tylko raz ją jadłem, ale wtedy… robiłem ją sam. Pomidorowa esencja w czystej postaci, naturalnie kwaśna, ale nie kwasem soku pomidorowego z butelki. Smak świetnie zbalansowany pomiędzy kwasem, słonością i słodyczą. Dodatkiem było uszko (a właściwie ucho biorąc pod uwagę grubość ciasta…), nadzienie było gotowane o konsystencji pasty… trudno coś więcej o nim powiedzieć, bo było tego za mało, no i zakute w tę zbroję z ciasta…

Consomme pomidorowe - Restauracja Nifty No 20, ul Żydowska 20, Poznań

Consomme pomidorowe – Restauracja Nifty No 20, ul Żydowska 20, Poznań

  • Grillowany sandacz, puree z dyni, szpinak, por

Piękna kompozycja, nie tylko wizualnie. Z daleka danie pachniało masłem, ryba świeżo usmażona, z chrupiącą skórką, umiejętnie nacięta, aby się nie zdeformowała. Puree było zachwycające, mimo, że ja nie lubię dyni. Lekko słodkie, aksamitne. Do tego por, który był uduszony w marynacie i stanowił ostro-kwaśny kontrast do reszty potrawy. Szpinak był tylko kontrastem kolorystycznym, bo szpinak jak to szpinak nie posiada specjalnego smaku, a tutaj nie był ostrzony np. czosnkiem.

Grillowany sandacz, puree z dyni, szpinak, por-Restauracja Nifty No 20, Poznań

Grillowany sandacz, puree z dyni, szpinak, por-Restauracja Nifty No 20, Poznań

Niewątpliwie szef kuchni ma poczucie smaku i odwiedzę ten lokal na cały posiłek.

Restauracja Pastela, Poznań, ul. 23 Lutego 40

Pastela postarała się, żeby temat przewodni „kontrasty” był potraktowany z należytą uwaga – jak spojrzycie na zestaw składników… zapowiada się ciekawie

  • Chłodnik pomarańczowy z imbirem, bazylią zielonym pesto z rukoli oraz kruszonym lodem

Byłem ciekaw co wyjdzie z tak piorunującej mieszanki – czy coś owocowego, czy coś warzywnego… Wyszło owocowe. Pomarańczowy, nie za słodki, zaostrzony imbirem, ale nie dominującym w smaku. Dodatki ziołowe powodują, że danie jest trochę wytrawne, ale nie ścinają owocowego smaku. Dobre, letnie, orzeźwiające. Nie do końca tylko rozumiem pomysł Marcina z tym lodem, chyba, że chodziło o dekorację. Dużo pokruszonego lodu pływa po wierzchu, co powoduje, że nie da się tego spożyć normalnie, bo zimny lód o smaku wody wpada do ust i nie wiadomo co z nim zrobić – masz dwa wyjścia – poczekać, aż się roztopi (być może taki był zamiar), albo wyjąć do łyżką (co ja zrobiłem i być może po to jest podana). Przydałby się instruktaż kelnerki do tej potrawy.

Chłodnik pomarańczowy z imbirem, bazylią zielonym pesto z rukoli oraz kruszonym lodem- restauracja Pastela, Poznań

Chłodnik pomarańczowy z imbirem, bazylią zielonym pesto z rukoli oraz kruszonym lodem- restauracja Pastela, Poznań

  • Pierś z kurczaka faszerowana śliwką, kolendrą, rozmarynem i tymiankiem serwowana na cukiniowej tagiatelle z czosnkiem i cytryna na palonych migdałach, nasionach słonecznika i mixem micro ziół

Tutaj symfonia kontrastów była konkretna – mocno ziołowe mięso naprzeciw słodkiej śliwki, chrupiące cukinie naprzeciw orzechowego posmaku prażonych płatków migdałów i pestek słonecznika. Do tego ładne ozdoby z ziół i troszkę pesto. Szczególnie cukinia była pyszna – łagodnie przyprawiona, al dente.
    Pierś z kurczaka faszerowana śliwką, kolendrą, rozmarynem i tymiankiem-Restauracja Pastela, Poznań

Pierś z kurczaka faszerowana śliwką, kolendrą, rozmarynem i tymiankiem-Restauracja Pastela, Poznań

Zapraszam na kolejną część relacji z tego wydarzenia

Restauracja Umami „Scena Smaków”, ul. Masztalarska 8, Poznań

Dobrze zjeść blisko poznańskiego rynku i nie zbankrutować… Mission possible – jak się okazuje. Wystarczy zabłądzić na ulicę Masztalarską, tuż obok pl. Wielkopolskiego. Skrywa się tam restauracja Umami „Scena smaków”, do której po dość długich podchodach wreszcie udało mi się wybrać, nie tylko na ze względu na sentyment, jakim darzę tę nazwę. Warto było.

Wystrój i obsługa

Restauracja jest urządzana dość nowocześnie, a jednocześnie ma posmak klasycznej elegancji, nazwałbym to nienachalną elegancją. Prawdziwe serwetki, kanapy, krzesła z pokrowcami. Na ścianach akcenty teatralne – zdjęcia z przedstawień. W sumie- może nie na przyjęcie na wysokim szczeblu, ale na sympatyczny posiłek prywatny, czy służbowy – jak najbardziej.

W lokalu zdążyłem być już 2 razy, ponieważ za pierwszym razem byłem zbyt najedzony,żeby zamówić danie główne. Obsługa w postaci kelnera była życzliwa i zorientowana w menu, chociaż jako jedyny (lub jeden z niewielu) gość w restauracji trudno mi się wypowiedzieć, co do jej sprawności w momentach stresu. Ku mojemu zaskoczeniu pan kelner pamiętał, że byłem tydzień wcześniej i nawet co zamawiałem.

Przystawki

Vitello tonato (16 PLN)

Przystawkę tę niezbyt często można spotkać, ze względu na nietypowe połączenie mięsa i ryby. Delikatne, cieniutkie płatki cielęciny długo gotowanej, soczyste, odpowiednio kruche – nie gumowe i nie twarde, sos tuńczykowy z lekkim smakiem ryby, całkiem dobrze pasującym do lekkości cielęciny. Naprawdę warte spróbowania, porcja – jak na przystawkę – naprawdę solidna.

Vitello tonato - Restauracja Umami, Poznań

Vitello tonato – Restauracja Umami, Poznań

 

Zupa krem z pomidorów (7 PLN)

Gładki krem, intensywnie pomidorowy, dobra klasyka. W środku mozarella i świeża bazylia, którą warto wymieszać, bo dobrze uzupełnia kompozycję smakową, podobna trochę do tej z Villi Toscana. Dodatkiem była dobra, świeża bagietka.

Zupa krem pomidorowa, Restauracja Umami, Poznań

Zupa krem pomidorowa, Restauracja Umami, Poznań

 

Sałatka z burakiem, kozim serem i miodowo-orzechowym winegretem (15 PLN)

Ładnie zaaranżowana sałatka o objętości wystarczającej na samodzielne, lekkie danie obiadowe. Bazę stanowiły zmieszane sałaty – lodowa i karbowana, do tego był smaczny, słodkawy burak (chyba niestety tylko jeden…) oraz sporo kosteczek koziego sera typu feta. Poza tym świeży pomidor i ładne wstążki z ogórka. Miłym akcentem były jadalne dodatki – pędy groszku, kwiat storczyka i (już mniej jadalne) kwiaty lawendy. Lawendę można oczywiście zjeść, ale człowiek czuje się jak po kostce mydła. Całość dopełniał dressing z balsamico, miodu i mielonych orzechów. Szczerze mówiąc tej części dania byłem najbardziej ciekawy i jednocześnie miałem największe obawy. Nie spełniły się one i nie był on za słodki, ani zdominowany miodem.

 

Sałtak z burakiem i serem kozim, Restauracja Umami, Poznań

Sałtak z burakiem i serem kozim, Restauracja Umami, Poznań

Eskalopki cielęce z szynką parmeńską, puree ziemniaczanym i warzywami grillowanymi (30 PLN)

Kuchnia jak widać ma inklinacje w kierunku Włoch, więc skusiłem się na klasyka – saltimbocca. Nazwa ta znaczy „ skacze do ust” i w tym wypadku się to sprawdziło. Cienkie sznycle z cielęciny owinięte szynką parmeńską i liśćmi szałwii były obłędnie smaczne. Smak przysmażonego mięsa łączył się z wędzono-smażonym posmakiem szynki skontrastowanym ziołową szałwią. Do tego było podane puree ziemniaczane o absolutnie gładkiej konsystencji i okrągłym smaku, który podejrzewam o niejaką część wspólną z cielęciną. To, co czasem jest tylko kolorową ozdobą – warzywa – były wartościowym dodatkiem o przyjemnym posmaku grilla i właściwej konsystencji al dente. Mamma mia! To była najsmaczniejsza saltimbocca, jaką w życiu jadłem, zjadłem wszystko, co było na talerzu, mimo,że nie bardzo już miałem miejsce. Jak do tej pory najsmaczniejsze dania z cielęciny, jakie jadłem w Poznaniu.

 

Eskalopki cielęce z szynką parmeńską i szałwią, Restauracja Umami, Poznań

Eskalopki cielęce z szynką parmeńską i szałwią, Restauracja Umami, Poznań

Podsumowując…

Ciekawy lokal, urządzony nieco niegastronomicznie, ale ma np. przytulne, białe kanapy. Kuchnia z ambicjami włoskimi, na dobrym poziomie i bardzo przyzwoita cenowo. Świetny stosunek jakości do ceny. Obsługa zainteresowana klientem, zorientowana w potrawach. Warto zajrzeć będąc w pobliżu Rynku na małe conieco.