Wegański bulion, wywar warzywny jest smaczny i aromatyczny, ale trochę brakuje mu „ciała”. Znalazłem ciekawy przepis bazujący na kuchni francuskiej, za pomocą którego można stworzyć bulion przypominający w smaku wołowy i nadający się na pełnoprawną zupę. Założę się, że wiele osób, które go spróbują nie wiedząc co to jest powiedzą, że to bulion na bazie mięsa (pierwszy tester powiedział, że to wołowina). Tajemnicą smaku są dodatki, które dodają umami, kwasku i przypalonej słodyczy. Przepis wymaga kilku godzin przygotowania, ale niedużo pracy, najlepiej zabrać się za niego w wolny dzień.
Niektóre składniki są trochę egzotyczne, ale np. pastę miso dostałem w małej torebce w Leclerc, wodorosty kiedyś już dawno (jakieś 12 lat temu) kupiłem w sklepie azjatyckim.
Wegański bulion „wołowy”
Składniki:
2 średnie marchewki
ćwiartka selera (pół małego)
2 średnie cebule
1 czerwona papryka
1 por
1 burak
1 główka czosnku
pół garści suszonych grzybów leśnych
kawałek wodorostów kombu (10×15 cm), albo duża szczypta innych suszonych wodorostów pokrojonych w paski
250g pieczarek (najlepiej brązowych) lub innych, świeżych grzybów
łyżeczka ziaren pieprzu
2 łyżki jasnej pasty miso
2 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżki koncentratu pomidorowego
opcjonalnie koper włoski
woda: ważna jest proporcja – 3 części wody na 2 części surowych warzyw – czyli np. na 1 kg warzyw – 1,5 litra wody
Przygotowanie:
Rozgrzej piekarnik do 150ºC
Umyj warzywa, obierz seler, cebulę, czosnek, buraka. Marchwi nie trzeba obierać. Wszystkie warzywa pokrój na cieknie plasterki – to jest ważne – możesz użyć robota kuchennego, albo mandoliny. Nie miksuj ich w blenderze, bo potem się przypalą
Rozmieszaj koncentrat pomidorowy, oliwę i pastę miso
Warzywa włoż do dużej brytfanki, pokrusz na nie suszone grzyby i wodorosty.
Polej to mieszanką koncentratu, oliwy i miso, wymieszaj rękami dokładnie
Wstaw do piekarnika na 2 godziny, przemieszaj od czasu do czasu
Przełóż warzywa do garnka, który można wstawić do piekarnika, dolej wodę, wstaw do piekarnika na 1,5 godziny
Odcedź warzywa na sicie, ewentualnie dosól do smaku
Bardzo polecam dodanie trochę sosu rybnego i soku z limonki – to jest dopiero symfonia smaków !
Pasty Wawrzyniec pojawiły się na rynku chyba w 2019 roku. Ich producentem są ZPT Kruszwica. Korzystając z promocji kupiłem od razu zestaw czterech smaków, aby je dla Was spróbować: hummus z pestkami dyni i słonecznika, ze słodką cebulą i suszonymi pomidorami, z suszonymi pomidorami i żurawiną, z grillowanym bakłażanem. Warto było !
Pasty Wawrzyniec z ZPT Kruszwica
Pasty są pakowane w pudełka po 80g – w sam raz na jeden posiłek, ze względu na zawartość oleju i ciecierzycy mają całkiem sporo kalorii. Ciekawe, że do wszystkich past została użyta ciecierzyca – daje to dobry efekt smarowności i gładkości. W pastach jest też dodatek pomidorów (oprócz hummusu), który zaostrza smak.
Hummus z pestkami dyni i słonecznika
Hummus z pestkami dyni i słonecznika – Pasty Wawrzyniec
Gładki, delikatny hummus, z posmakiem kuminu. Dodatku dyni i słonecznika nie mogłem wyczuć, ale smak jest dobrze zbalansowany, gładki. Jak się przyjrzec to widać kawałki zmielonych nasion słonecznika. Nie ma agresywnych dodatków jak czosnek, czy cytryna, ale całość jest przyjemna i nie nudna w smaku. Mniam !
Pasta ze słodką cebulką i suszonymi pomidorami
Pasta ze słodką cebulką i suszonymi pomidorami – Pasty Wawrzyniec
Bardzo dobra pasta, mieszanka dwóch smaków – właśnie słodyczy podsmażonej cebuli i kontrastującego z nią kwasku suszonych pomidorów. Do tego trochę ziół i ciecierzycy dla smarowności. Dla mnie – najsmaczniejsza pasta z tego zestawu, chociaż przyznaję, że po paru godzinach cebulka mi się odbijała (czego normalnie nie ma w zwyczaju).
Pasta z grillowanym bakłażanem
Pasta z grillowanym bakłażanem – Pasty Wawrzyniec
Po tej paście spodziewałem się czegoś w rodzaju baba ghanoush, ale to zupełnie inny wyrób, nie ma tu śladu sezamu i kuminu. Są natomiast grillowane bakłażany (grubo zmielone) oraz – aby smak był bardziej atrakcyjny – pomidory. Całość jest świetnym dodatkiem do małych kanapek, krakersów, a nawet myślę, że sprawdziłoby się jako dodatek do puree ziemniaczanego.
Pasta z suszonymi pomidorami i żurawiną
Pasta z suszonymi pomidorami i żurawiną – Pasty Wawrzyniec
Ta pasta miała najbardziej intensywny zapach – suszone pomidory i zioła. Dodatek żurawiny się zgubił – to ta sama, kwaskowa nuta, co pomidory. Niemniej jednak całość jest bardzo smaczna i oprócz zastosowania kanapkowego byłoby niezłym dodatkiem do pasty twarogowej.
Podsumowanie
Wszystkie wypróbowane pasty oceniam wysoko, nie mają sztucznych dodatków, mają dobrze przemyślany smak dający dobry zestaw smaków i smarowność. Można ? Można :). Na temat ceny można dyskutować. Ja w promocji kupiłem je po 2 zł, normalnie kosztują chyba ok 3. Przy zrobieniu większej ilości w domu (oprócz bakłażana) – pewnie wyjdzie taniej. Jeśli masz ochotę na kilka kanapek, albo dodatek do przekąsek na imprezę – to pasty te są lepszym wyjściem.
Ten wpis NIE jest sponsorowany. Wersję wideo możecie zobaczyć tu:
Min’s Table Poznań to lokal, który wyglądał tak interesująco, że wybrałem sie do niego specjalnie na poznańskie Jeżyce, aby się przekonać czy jest tak dobry jak go chwalą.
Min’s Table to ten typ restauracji, który szczególnie cenię. Mały lokal, krótka karta, ale za to dopracowane dania. Niedaleko jest jeszcze jeden lokal w tym stylu – Ramen-Ya
Min’s table Poznań
Wygląd, atmosfera, obsługa
W Min’s Table oprócz jedzenia dostaje się jeszcze dodatkową wartość – estetykę, przemyślany wygląd wszystkiego – od ścian i stołu do naczyń i sztućców. Personel ubrany w firmowe koszulki, karta menu przyozdobiona tymi samymi motywami, które są na ścianach.
Min’s table Poznań
Obsługują młode kelnerki, posługujące się też sprawnie angielskim, chociaż Min czasem sama wyjrzy z miniaturowej kuchni i coś poda. Goście siedzą przy jednym stole co tez wyróżnia ten lokal i tworzy miłą atmosferę. Teraz, latem są jeszcze dwa małe stoliki na zewnątrz, można też zamówić na wynos i poprzez portale. To jedyny lokal, który spotkałem, gdzie jest tylko płatność bezgotówkowa. Przy takiej niszowej specjaizacji to zupełnie nie przeszkadza.
Jedzenie
Jako przystawkę zamówiłem Classic Toppokki – kluski (podobne do kopytek, ale z mąki) i coś w rodzaju naleśników w ostrym sosie rybnym. Przystawkę zamówiłem po daniu głównym, ponieważ zapowiadała się na bardziej pikantną i to była dobra decyzja.
Min’s table Poznan-Classic toppokki
Kluski są dość sprężyste i sprawiają, że jest na czym „ząb zawiesić”, natomiast naleśniki są miękkie. Danie jest pikantne, ale – jak na mój gust – nie wypala podniebienia i nie pozbawia zmysłu smaku. Daje się wyczuć lekka nuta bulionu rybnego, nie jest dominująca.
Na danie główne musiałem wziąć podstawę karty – Bibimbap. Przyznaję, że pierwszy raz jadłem to danie i miałem trochę obaw. Wyglądało podobnie jak bowl, którą jadłem w warszawskiej hali Koszyki – miłe dla oka, ale mało smaku.
Min’s table Poznań-Bibimbap Bulgogi
Moje obawy się nie potwierdziły. Danie wcale nie było nudne. Tutaj – na ryżu była wołowina bulgogi z sezamem, marchewka, szpinak, cebula, kiełki, cukinia i papryka. Nad całością czuwało jajko sadzone, usmażone perfekcyjnie. Do tego podany był lekko pikantny, słodki sos z wyraźnie wyczuwalnym, charakterystycznym smakiem papryki Gochugaru.
Wołowina była miękka i była bombą smaku – słodko-słonego. Jajko dodawało kremowości, warzywa różnorodności, a całość spinał ten sos o bardzo bogatym smaku. Jestem bardzo ciekaw innych wersji tego dania.
Podsumowując…
warto było się specjalnie wybrać. Mały kawałek Korei w Poznaniu, chciałbym, żeby było bardzo dużo takich miejsc z kuchnią narodową. Polecam też osobistą wizytę w Min’s Table, a nie zamawianie na wynos, bo wygląd tego miejsca, dbałość o detale i autentyczność jest warte przeżycia.
Wołowina duszona w sosie pieprzowym zachęciła mnie do wypróbowania tego przepisu, ponieważ stanowi połączenie smaku duszonego mięsa, kwasku pochodzącego od wina i zaostrzenia dużą ilością czarnego pieprzu. Moje przypuszczenia się sprawdziły – mięso jest mięciutkie, rozpada się pod widelcem, można je jeść z kaszą, ryżem, puree ziemniaczanym.
Do wykonania tego przepisu użyłem tańszej części wołowej – szpondra. Przepis pochodzi ze starych Włoch, gdzie w mieście Impruneta robotnicy wytwarzający terakotę przyrządzali je zostawiając mięso na noc w glinianych garnkach w ciepłych piecach do wypalania teraktory. Ponieważ mieli do dyspozycji często mniej świeże mięso używali dużej ilości pieprzu, aby było smaczniejsze. Ja polecam przyrządzić ze świeżej wołowiny : )
Wołowina duszona w sosie pieprzowym
Składniki (na 2 osoby):
2 duże kawałki szpondra wołowego (600-700g)
pół łyżki soli
3 ząbki czosnku
1 łyżka ziaren pieprzu
2 liście laurowe
łyżeczka suszonego rozmarynu (może byc świeży)
kilka suszonych lub świeżych liści szałwii
1 łyżeczka koncentratu pomidorowego
0,5 litra czerwonego wina (wytrawne, półwytrawne)
ew. słodka śmietanka do sosu
Jak to zrobić ?
Kawałki wołowiny natrzyj solą i zostaw na ok. 10 minut
W moździerzu zgnieć czosnek (ew. przez praskę) i zmieszaj z koncentratem, natrzyj tym wołowinę
Ziarna pieprzu pokrusz w moździerzu i obtocz w ich kawałki mięsa
Mięso włóż do garnka kością do dołu, wrzuć liście, szałwię i rozmawyn i wlej wino (powinno prawie przykrywać mięso)
Postaw na duży ogień i doprowadź do lekkiego zagotowania się.
Przykryj, zmniejsz na ogień na mały i gotuj 1,5 godziny
Potem gotuj jeszcze 1,5-2 godziny przewracając mięso. Gotuj, aż będzie miękkie przy sprawdzaniu widelcem
Możesz zrobić sos do mięsa – wyjmij mięso i sos w garnku doprowadź do wrzenia, gotuj, że stanie się gęsty (będzie pokrywać łyżkę), dodaj słodką śmietanę. Uprzedzam, że sos jest bardzo pikantny – cały dodany pieprz jest właśnie w nim, więc polecam raczej użyć tej zalewy bez jej kondensowania.
Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17 to jedna z nowej serii (produkcja 2017) indywidualnych racji jednoposiłkowych. W porównaniu do starej serii dużo się zmieniło – przede wszystkim jeśli chodzi o dodatki. Danie główne pozostały te same (przynajmniej w racjach 17, 12, 13, które mam), ale… teraz są pod innymi numerami. Na plus można zaliczyć większą różnorodność dodaktów, w tym napoi. Ciekaw jestem jak będzie wyglądał pełen zestaw tych menu.
Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17
Zawartość
gulasz drobiowy
wołowina suszona o smaku BBQ i miodu
suchary specjalne
koncentrat napoju izotonicznego
mieszanka owoców lifilizowanych
2 batony owocwo zbożowe: figowy i limonkowy
guma do żucia
kofik – cukierek z ekstraktem kawy naturalnej
sól, pieprz
serwetka
papier toaletowy
2 serwetki higirniczne
torebka strunowa
łyżka jednorazowa
rurka do napojów
haczyki
tabletka do dezynfekcji wody
zapałki
bezpłomieniowy podgrzewacz chemiczny
Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17
Danie główne
Gulasz drobiowy miałem już okazję próbować w starszych racjach. Składa się z mięsa z podudzi kurczaka oraz suszonych warzyw. Niestety jest też kilka dodatków „upiększających”. Danie jest produkcji firmy Rolnik, ale widzę, że nie mają go już w oficjalnej ofercie.
Mięso jest miękkie i całość ma dobry smak charakterystyczny dla długo duszonego mięsa z warzywami. Ja dodałem sobie pieprzu i to był dobry pomysł.
Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17
Dodatki
Spróbowałem batonik limonkowy – smaczny jak poprzednie wersje, a na dodatek rzeczywiście smakuje limonką. Wyprodukowany w Czechach.
Mieszanka owoców lifilizowanych jest znana z racji SR-G i uważam, że to świetny sposób na dostarczenie owoców do racji – są lekkie, a jednocześnie nie tracą na smaku. Nie są dosładzane, można je zalać wodą, aby mieć ewkwiwalent świeżych.
Zupełną nowością jest wołowina suszona (25g, produkowana w UK). To chyba ma być jakiś ekwiwalent tej puszki mięsnej. W smaku jest naprawdę dobra – lekko słodka, lekko pikantna, twardość odpowiednia (nie wyrywa zębów, a jednocześnie nie można od razu połknąć).
Po wielu latach zobaczyliśmy w naszych racjach inny napój niż herbaciany firmy Kruger. Tu mamy cytrynowy izotonik, który miałem już okazję wcześniej próbować kupują go osobno w Arpolu. Nie za słodki, naprawdę przyzwoity. Próbowałem już bardzo wielu izotoników z różnych krajów i nie zawsze są tak udane.
Suchary tym razem okazały się bardziej łaskawe dla zębów – może to kwestia ich świeżości (jeszcze rok im pozostał).
Z dodatków zniknął cukierek z witaminą C – dicky.
Akcesoria
Przebadałem dokładniej akcesoria, ponieważ oprócz serwetki było coś innego jako papier toaletowy. Po rozpakowaniu okazało się, że to ten papier, tylko inaczej złożony. Na szczęście w jednym kawałku… Kto próbował użyć papieru z amerykańskiej MRE – wie, o czym mówię 😉 .
Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17 – akcesoria
Pojawiły się zapałki i to od razu dwa rodzaje. Te białe już spotkałem w jakieś racji, natomiast sztormowych jeszcze nie widziałem w takiej postaci. Są gigantyczne – zobaczcie porównanie na zdjęciu z zapałkami z racji UK i rosyjskiej.
Zapałki-od prawej: polskie, UK, rosyjskie
Przeprowadziłem test zapalania, który możecie zobaczyć na video poniżej wraz z całą degustacją racji.
Mam pozytywną opinię, co do kierunku zmian w racjach S-R – mimo tego, że zniknęła puszka. Dodatki są bardziej różnorodne, a przede wszystkim zmieniają się napoje.
Zajazd Pod Kłobukiem w Małdytach to miejsce, do którego wybierałem się śladami Magdy Gessler już od wielu lat. Leży on miedaleko mojego rodzinnego miasta, a po Kuchennych Rewolucjach nabrałem ochoty na spróbowanie tamtejszych przysmaków. Dzięki mojej koleżance z Grażyna gotuje odwiedziłem niedawno to miejsce i nawet miałem okazję porozmawiać z właścicielami.
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty
Zajazd ma ciekawą historię związaną z Kanałem Ostródzko-Elbląskim. W oficynie tej budowli mieszkał główny architekt kanału. Został po nim znak geodezyjny wmurowany przy wejściu, a obecni właściciele odnaleźli ręcznie rysowaną mapę kanału, której reprodukcję można zobaczyć na korytarzu.
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – mapaZajazd Pod Kłobukiem Małdyty – znak geodezyjny
To jest przykład udanych Kuchennych Rewolucji. Jeśli obejrzycie sobie ten odcinek to zobaczycie, że sytuacja na wejściu była dobra – kuchnia wzorowo zorganizowana, właściciele wiedzący co robią, z pasją, tylko życiowe przygody spowodowały że biznes zaczął iść źle.
Od czasu rewolucji jest pełno gości – a to już ładnych parę lat !. Stylistyka lokalu się trochę zmieniła, jest bardziej stonowana, tylko kolorowe krzesła zostały. Na mnie sprawiła bardzo dobre wrażenie – elegancko, ale nie odstraszająco, z dobrym gustem.
A jak smakowało….? Dobre pytanie, zwłaszcza, że Magda Gessler stwierdziła, że jeszcze się nie spotkała, żeby ktoś tak dobrze wyczuwał jej smaki.
Zaczynamy degustację !
Jako czekadełko dostaliśmy domowy chleb i smalec. Chleb pachnący i świeży, smalec z dużą ilością skwarek. Drobne, a cieszy 🙂
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – czekadełko
Skórki ziemniaczane
Skórki ziemniaczane to wydrążone połówki ziemniaków nadziane drobno posiekanym boczkiem/wędzonką i serem pleśniowym. Ciekawy pomysł, dodatek sera pozwolił połączyć dość luźne kawałki boczku i ziemniaka oraz nadawał zdecydowany smak. Całość była nieco za bardzo w słone tony, przypiekł bym też łupiny ziemniaka dla dodania nowego ssmaku. W sumie żałuję, że nie zamówiłem carpaccio ze słoniny (danie zaprojektowane przez Gesslerową), bo zapowiada się na dużo bardziej różnorodne smakowo.
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – skórki ziemniaczane
Sałatka wiosenna
Z melonem, pomarańczą, miętą i grillowanym serem. Bardzo apetyczna i chrupiąca. Lekkie danie z dobrej jakości składników, a dodatek mięty wzmaga uczucie świeżości. Dużo obiecywałem sobie po tym grillowanym, częściowo roztopionym serze, ale smakowo nie wniósł za wiele oprócz dołożenia trochę lekkiej tłustości i sytości.
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – sałatka wiosenna
Warmińskie farszynki
Byłem ciekaw tego dania, które się tu bardzo dobrze sprzedaje – jest ono w sekcji kuchni warmińsko-oberlandzkiej. Są to kotleciki z gotowanych ziemniaków faszerowane mięsem wołowo-wieprzowym, w śmietanowo-kurkowym sosie.
Danie dość niezwykłe, każdy komponent ma tu swoją rolę. Otoczka ziemniaczana ma ciekawą konsystencję – jest lekko ciągnąca się, miękka. O farszu niewiele moge powiedzieć, bo nie jest zbyt wyrazisty. Całość smaku zamyka (a właściwie o nim stanowi) sos. Sos jest genialny – stężona, tłusta śmietana, odpowiednio słona i smak kurek – palce lizać.
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – warmińskie farszynki
Pieczeń z dzika ze smorodiną
Świetnie zamarynowane, kruche mięso, smakujące tą marynatą i lekko ziołami. Towarzyszące buraczki sa raczej standardowe, można by je podkręcić w stronę śmietanowo-kwaskową. Do dania w komplecie jest kieliszek destylatu z czarnej porzeczki, którego niestety nie mogłem spróbować, ale podobno był zacny 🙂
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – pieczeń z dzika
W zajeździe jest też słynny z Rewolucji sklepik z lokalnymi wyrobami. Ja zastałem tam dżemy, sery, jaja, różne przetwory, wędzonego jesiotra, wina z Winnicy przy Talerzyku (które gorąco polecam).
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – sklepikZajazd Pod Kłobukiem Małdyty – sklepik
Restauracja Munja ( Warszawa, ul. Grzybowska 43 ) to miejsce, gdzie można zjeść autentyczną kuchnię bałkańską na wysokim poziomie. Jest tworzona przez czarnogórską rodzinę i jej polskich przyjaciół. Należy do średniej półki cenowej. Ja wyszedłem z rachunkiem 89 zł.
Recenzja – maj 2019
Restauracja ma otwartą kuchnię (przynajmniej częściowo), w tym grill z prawdziwym ogniem. Ogień pali się też na zewnątrz lokalu zapraszając na ucztę. Żywy ogień ma w sobie coś magicznego, co nie pozwala przejść obojętnie obok lokalu. Munja oznacza po serbsko-chorwacku piorun.
Restauracja Munja Warszawa, Grzybowska 43
W kuchni widziałem w akcji 7 kucharzy, co zapowiada sprawną obsługę przy większym wypełnieniu sali. A propos – jesli wybieracie się wieczorem – warto zarezerwować stolik. Ja się dostałem tylko dzięki temu, że była godzina 17 – widziałem, że stoliki sa porezerwowane prawie w całości (a był to czwartek).
Restauracja Munja Warszawa, Grzybowska 43
Miło było patrzeć na organizację pracy kucharzy – była osoba zawiadująca, sterująca np. przyspieszaniem niektórych zamówień jeśli klient był gotowy – pełen profesjonalizm. Kucharze byli sprawni i szybcy. W Poznaniu jest jedna mała restauracja/bar, która mnie zniechęca, bo jak widzę jak są przyjmowane zlecenia i jak porusza się kucharka dostaje natychmiast skoku ciśnienia i muszę wyjść.
Restauracja nie oferuje czekadełka, ale dania otrzymałem szybko.
Zupa rybna
Trudno było się na to nie skusić (w karcie są tylko dwie zupy). Lubię rybną i na dodatek Bałkany słyną z dań z owoców morza i ryb. Zupa była bardzo intensywna w smaku – pochodzącym od ryby (dorsz, łosoś), ale też małży i ośmiornicy, których było całkiem sporo w tej dużej misce. Dużo było też warzyw, trochę pomidorów i pikantnej papryki. Do tego genialny plaster bagietki podpieczony na ogniu. Zjadłbym takich 5 🙂
Bałkańska klasyka w dużym zestawie. To wielki (ok. 15 cm średnicy) kotlet mielony z wołowiny, boczku i sera wędzonego zgrillowany na ogniu. W środku soczysty, pełen dymnego smaku. Lekko pikantny i z posmakiem różnych ziół. Do tego podają smaczny ajvar i kajmak (nie, nie skondensowane mleko tylko słony ser biały o konsystencji kremu). Warto spróbować obu dodatków.
Spróbowałem też białego wina domowego – wytrawne, ale łagodne, o lekko cytrusowych tonach.
W restauracji tej była tez grupa moich znajomych kulinarnych i wyszli z pełnym zadowoleniem. Ja niewątpliwie chciałbym spróbować jeszcze wielu pozycji z menu np. risotto albo makaron z owocami morza, deskę wędlin, kałamarnice, musakę…
Rosyjska racja 24h dla małych drużyn to jedna z ciekawszych racji, jakie miałem okazję spróbować. Jest to właściwie 1/6 racji grupowej dla 6 osób, która kiedyś była w jednym kartonie i zbiorczych opakowaniach. Teraz to 6 osobnych pudełek.
Różni się ona od racji indywidualnych – niektórych rzeczy brakuje, ale też są ciekawe i smaczne elementy.
Rosyjska racja 24h dla małych drużyn
Jeśli chodzi o to, czego nie znajdziecie tutaj to przede wszystkim akcesoria – chusteczki, serwetki, łyżki, zapałki, podgrzewacze, a także zimne napoje.
Rosyjska racja 24h dla małych drużyn
Skład:
kasza gryczana z wołowiną
drób z zielonym groszkiem i marchewką
zupa Szczi
pasztet drobiowy
ser topiony
puree ziemniaczane
omlet w proszku
krakersy
masło
powidło jabłkowe
mleko skondensowane zagęszczone
herbata
kawa
cukier, sól, pieprz
puree warzwne („ikra”)
Jeśli chodzi o te ciekawe elementy to: puree ziemniaczane (spotyka się, ale rzadko), omlet w proszku i prawdziwe masło (jedyna mi znana racja, która to zawiera)
Rosyjska racja 24h dla małych drużyn
Na śniadanie przyrządziłem sobie własnie ten omlet – trzeba go usmażyć lub upiec – to nie jest typowe 'ready-to-eat’. Nie jest to też liofilizowana jajecznica, jak w amerykańskich MCW. Przyrządzenie okazało się prostsze, niż myslałem, a efekt też dużo lepszy, niż się spodziewałem. Omlet usmażyłem na tym maśle z racji – zupełnie normalne masło, nieco kwaskowaty smak.
Do tego miałem ser, pasztet, krakersy i herbatę. Sam omlet był naprawdę smaczny, trochę bardziej sztywniejszy, niż zrobiony ze świeżych jajek. Do niego dodałem to puree warzywne, co stworzyło już naprawdę wyśmienite danie. Puree jest lekko kwaśne, lekko tłuste i jest samo w sobie bombą smakową.
Krakersy klasyczne – smak pszennego chleba, ser jest całkiem dobry, nie za słony, natomiast pasztet mi nie smakował. Łagodny pasztet drobiowy, ale miał jakąś niezdrową goryczkę (nie od wątróbki-bo jej nie ma w składzie) – jest jedyny element racji, który wyrzuciłem po spróbowaniu.
Rosyjska racja 24h dla małych drużyn
Na obiad wybrałem puree ziemniaczane (wystarczy dodać gorącej wody), drób z warzywami (marchewka, groszek), kawę i mleko skondensowane.
Puree ziemniaczane jest całkiem przyzwoite- oczywiście czuć, że przyrządzone z proszku (właściwie z płatków ziemniaczanych), ale jest wystarczająco dobrym zamiennikiem ziemniaków. Tu znowu przydało się masło – dodałem go do puree, co polepszyło smak.
Danie z drobiem i warzywami ma całkiem domowy smak, może wymaga troche pieprzu, ale poza tym ma naturalny smak warzyw i duszonego drobiu. Kawa okazała się dość gorzka i całkiem mocna, a z mlekiem słodzonym była jak deser (mleko samo w sobie pyszne). Spróbowałem też powideł jabłkowych – mimo, że były w innym opakowaniu, niż zwykle to miały ten sam, intensywny owocowy smak i gęstość.
Kasza gryczana z wołowiną – 250g – była również smaczna. Trochę tłusta (ale to jedzenie dla żołnierzy), trochę wymagała pieprzu. Miała natomiast całe kawałki mięsa, co nie zawsze się spotka w rosyjskich racjach (czasem mięso jest zmielone i wymieszane z kasza na jedną masę).
Rosyjska racja 24h dla małych drużyn
Na koniec zostawiłem sobie zupę. Jest to zupa warzywna, z kapustą i mięsem indyka. Jak widać po kolorze – jest też trochę pomidorów… Zupa ma naturalny smak, ładnie wychodzi w nim świeża (tzn. nie kiszona) kapusta, duże kawałki mięsa, raczej fileta.
Podsumowując – racja była naprawdę smaczna i różnorodna. Omlet i masło – robią różnicę. Cała racja miała okres przydatności do spożycia 1 rok – ale to tylko z powodu tego omletu, reszta ma 2-3 lata terminu.
Tarta żytnia z zielonymi szparagami to mój przepis na sezon szparagowy 2019. Prosta w wykonaniu, z ciekawym ciastem z mieszanej mąki. Warzywa są lekko chrupiące, pełne smaku, uzupełnione jajecznicą. Tarta smakuje również wyśmienicie odgrzana następnego dnia. Ciekawym dodatkiem jest pikantny twarożek, można też zrobić mizerię lub rzodkiewkę ze śmietaną.
Przepis pochodzi z duńskiej książki Clausa Meyera „Nowa, nordycka kuchnia”
Tarta żytnia z zielonymi szparagami
Składniki:
ciasto:
80g mąki pszennej
40g mąki owsianej (nie miałem, użyłem pszennej)
40g mąki żytniej (u mnie chlebowa typ 720)
łyżeczka soli
łyżka wody
łyżka oliwy z oliwek lub olej rzepakowego tłoczonego na zimno
pół łyżeczki proszku do pieczenia
100ml jogurtu, kefiru lub maślanki
wypełnienie:
2 cebule
ząbek czosnku
olej
100g młodej marchwi
5 zielonych szparagów
tymianek – 2 łyżeczki suszonego lub świeży
4 jajka
100ml mleka
sól, pieprz
dodatek:
100g twarożku wiejskiego (lub twaróg + śmietana)
rzeżucha, rukola lub rzodkiewka (mogą być również liście)
Jak to zrobić?
Tarta żytnia z zielonymi szparagami i twarożkiem
Ciasto – mieszamy mąkę, proszek i sól, dodajemy wodę, olej i jogurt i wyrabiamy na ciasto. Rozwałkowujemy cienko (2 mm), wkładamy do formy na tartę (ja wysmarowałem masłem i przesypałem bułką tartą). Powierzchnię ciasta dziurawimy widelcem. Pieczemy wstępnie 15 min. w piekarniku rozgrzanym do 150 stopni.
Cebulę i czosnek drobno siekamy. Marchew obieramy, szparagom obcinamy końcówki, oba warzywa kroimy na kawałki 1 cm. Cebulę i czosnek smażymy na małym ogniu 15 min., dodajemy tymianek. Potem wrzucamy marchew i szpragi, solimy i pieprzymy i smażymy ok. 5 min.
Jajka rozbijamy z mlekiem, solą i pieprzem.
Na podpieczoną tartę wrzucamy podsmażone warzywa, zalewamy jajkami i wkładamy do piekarnika (150 st) na 25-30 minut (jajko musi się ściąć).
Podajemy z twarożkiem wymieszanym z wybranym pikantnym warzywem.
Smacznego ! Jeśli przepis Ci się spodobał podaj go dalej w internecie !
Sprawdź też przepisy szparagowe z poprzednich lat: