Drób i owoce lasu Kulinarny Poznań, Restauracja Pastela, ul. 23 Lutego 40, Poznań

Tym razem wybrałem się na spróbowanie tego sezonowego menu do restauracji Pastela w Poznaniu. Wyglądało zachęcająco, więc podjąłem szybką decyzję korzystając z paru godzin wolnego czasu. I było warto… :), również ze względu na pyszną herbatę jaśminową. Przepraszam za jakość zdjęć w dość niekorzystnych warunkach oświetleniowych.

Rosół z młodego koguta z zielonymi kluseczkami

Rosół z młodego koguta z zielonymi kluseczkami, restauracja Pastela, Poznań

Rosół z młodego koguta z zielonymi kluseczkami, restauracja Pastela, Poznań

Pierwsze wrażenie jest wzrokowe – rosół był niezbyt tłusty i ładnie kolorowy dzięki zielonym kluseczkom i marchewce, która była starannie i pracowicie pokrojona w małą kosteczkę czyli brunoise. Drugie wrażenie to zapach – piękny i intensywny, również dzięki zawartości szafranu, ale pozbawiony sztucznych dodatków. I wreszcie smak. Przyznaję, że nie jadłem jeszcze rosołu z koguta. Ma dość specyficzny, delikatny smak, naprawdę pyszny. Ciekawym i smacznym dodatkiem były kluseczki z dodatkiem miksowanej pietruszki. Miękki i ładnie uzupełniały smak całości dania.

Pasztet z gęsi z czerwonymi porzeczkami

Pasztet z gęsi z czerwonymi porzeczkami, restauracja Pastela, Poznań

Pasztet z gęsi z czerwonymi porzeczkami, restauracja Pastela, Poznań

Przyznaję,że ta przystawka rzuciła mnie na kolana. Z daleka wyglądał jak piernik :), ale z bliska okazał się intensywnie pachnącym pieczeniowym kąskiem. Pasztet był zrobiony ze 100% mięsa gęsiego, co nie jest często spotykanym rozwiązaniem. Był dobrze, mocno doprawionym, a poza tym był upieczony w ten sposób, że smak nadawał mu ton pieczonego mięsa. Nawet nazwałbym to spieczonym mięsem – to taka sytuacja, kiedy coś mięsnego się Wam lekko przypali, białka zmieniają strukturę i… to przypalone jest najsmaczniejsze. Oczywiście jeśli za bardzo przypalone to jest gorzkie, ale w tym pasztecie nie było o tym mowy. Do tego podawana jest bagietka i gęsi smalec.

Jeśli macie chwilę czasu w tym tygodniu nie zastanawiajcie się tylko pędźcie do Pasteli tego spróbować. Czas gęsiny się kończy i niedługo ta potrawa zniknie z menu.

 Pierś kurczaka zagrodowego  z duszonym jarmużem i smażonym serem wielkopolskim

 Pierś kurczaka zagrodowego  z duszonym jarmużem i smażonym serem wielkopolskim - restauracja Pastela, Poznań

Pierś kurczaka zagrodowego z duszonym jarmużem i smażonym serem wielkopolskim – restauracja Pastela, Poznań

Standardowo to danie jest podawane z puree dyniowym, ale ponieważ ja nie przepadam za tym warzywem zostało mi zamienione na kaszę pęczak, która dla odmiany jest jednym z moich ulubionych dodatków. Pierś kurczaka kojarzy się zazwyczaj z mało wyrazistym daniem, ale tutaj została ona upieczona ze skórą, co powodowało,że wewnątrz była soczysta, a na zewnątrz przypieczona i chrupiąca. Delikatny smak jednak pozostał, ponieważ nie była przesypana przyprawami, jak często zdarza się w przypadku kurczaka z grilla. Kurczakowi towarzyszył dość ciekawy dodatek – duszony jarmuż z czosnkiem i serem smażonym. Mi przypadł do gustu, ponieważ lubię czosnek, sam ser stanowił bardziej konsystencję niż smak. Moim zdaniem to klasyczne, zwykłe danie, ale w ciekawej wersji, której może nie zrobilibyście w domu.

Właściciele i szef kuchni Pasteli starają się łączyć popularne dania z innowacją, często z ciekawym efektem. Z niecierpliwością czekam na kolejne, ciekawe sezonowe menu Pasteli.

Panel degustacyjny Kulinarny Poznań w Piano Bar Poznań – Drób i owoce lasu

Korzystając z zaproszenia Kulinarnego Poznania wybrałem się wczoraj na panel degustacyjny „Drób i owoce lasu” do Piano Baru w Starym Browarze w Poznaniu. Tym chętniej, że nie byłem jeszcze w tej restauracji. Lokal należy do górnej półki poznańskiej – zarówno pod względem lokalizacji, cen jak i kuchni. Zaletą tego panelu była możliwość poznania szefa kuchni – Balu i możliwość rozmowy z nim na temat serwowanych dań.

Menu wykraczało daleko poza tytułowe składniki i było ciekawą formą prezentacji pomysłów i możliwości kuchni.

Przystawka – wędzone krewetki z salsą jeżynową

Pierwszy raz miałem okazję jeść wędzoną krewetkę. Wbrew pozorom uwędzenie jej nie jest takie proste – krewetka jest mała i łatwo ją przegrzać i uczynić suchą. Tu jednak nie było o tym mowy. Krewetki były soczyste, pięknie pachnące dymem czereśniowym, podane z lekko słodkawą salsą jeżynową, słodko-kwasną, która miała na końcu delikatną ostrość pochodzącą od świeżego imbiru. Efektowne podanie pod wielkimi kloszami z unoszącym się dymem jest świetnym widowiskiem na początek posiłku.

Wędzona krewetka z jeżynową salsą - Piano Bar, Poznań

Wędzona krewetka z jeżynową salsą – Piano Bar, Poznań

Wędzona krewetka przed odsłonięciem kurtyny - Piano Bar, Poznań

Wędzona krewetka przed odsłonięciem kurtyny – Piano Bar, Poznań

Zupa Tom z mlekiem kokosowym

Autorski wariant klasyka. Tym razem podana z mięsem i krewetką. Łagodniejsza w smaku niż to zwyczaj bywa, o pięknym żółtym kolorze, pachnąca imbirem, lekko rozgrzewająca , podana w pięknej miseczce. Oprócz zupy gwoździem programu był cienki chleb… poezja.. chrupiący, lekko ciepły, pachnący ziołami, głównie cząbrem. Do tego masło normalne i czosnkowe. Gdyby został podany na przystawkę zapewne zjedlibyśmy cały i nie byłoby już na nic miejsca…

Zupa kokosowa - Pian Bar, Poznań

Zupa kokosowa – Pian Bar, Poznań

Chrupiący chlebek z ziołami - Piano Bar, Poznań

Chrupiący chlebek z ziołami – Piano Bar, Poznań

Sznycle z indyka z risotto i sosem prawdziwkowym

Talerz z daleka pachniał prawdziwkami. Sos grzybowy był przepyszny, bardzo gładki, śmietanowy, zaostrzony balsamico, z niecodziennym jak na polskie warunki dodatkiem orzechów włoskich. Do tego było risotto o prawidłowej konsystencji, ale raczej nijakim smaku i całkiem sporo cienkich sznycli cielęcych. Ich smak wywoływał mieszane uczucia. Był wyczuwalny delikatny smak mięsa  – nie można tego za mocno przyprawić , bo się ten smak straci. Z drugiej strony czegoś im brakowało. Dodatek soli poprawił sytuację.

Sznycle z indyka w sosie prawdziwkowym - Piano Bar, Poznań

Sznycle z indyka w sosie prawdziwkowym – Piano Bar, Poznań

 Deser – sernik z malinami i mus jagodowy

Pięknie podany deser i pięknie pachnący. Bardzo smakował mi serniczek na czekoladowym spodzie, waniliowy, z zatopionymi malinami, które nie straciły swojej konsystencji, nie były za słodkie, nie były za kwaśne – w sam raz. Świetna harmonia słodyczy i kwasku. Sernikowi towarzyszył mus jagodowy nieco zaskakujący w swoim smaku. Był nadzwyczaj lekki, puszysty i smakował niezbyt owocowo. Nie był na szczęście słodki i dzięki temu dało się go bez problemu zjeść po słodkim serniku. Taka fioletowa chmurka.

Sernik z malinami i pianka jagodowa - Piano Bar, Poznań

Sernik z malinami i pianka jagodowa – Piano Bar, Poznań

Warte podkreślenia jest dopracowanie talerza i dodatki dobrane ze smakiem. Na przykład malina nadziana musem karmelowym albo urocze kropeczki z zabaglione skarmelizowanego palnikiem.

Szef Roop Lal Balu objaśnia tajemnice dań - Piano Bar, Poznań

Szef Roop Lal Balu objaśnia tajemnice dań – Piano Bar, Poznań

Dziękuję Kulinarnemu Poznaniowi za możliwość skosztowania kuchni szefa Balu. Jest to kuchnia od dużym wyczuciu smaku i ciekawych połączeniach smakowych. Karta jest niewątpliwie wymagająca finansowo, ale zwróciła moją uwagę karta degustacyjna, składająca się chyba z 8 potraw, z dużym udziałem różnych owoców morza. Dobre miejsce na ekskluzywne przyjęcie lub biznesowy obiad na poziomie.

 

domowe Orancello - prezent z Piano Bar

domowe Orancello – prezent z Piano Bar

 

Wodniacko-blogerski piknik kulinarny nad Wartą 11.10.14

Kolejne, fajne wydarzenie kulinarne w realu. Zaproszony przez Grażynę z grazynagotuje.pl Stawiłem się w ciepłe popołudnie nad Wartą przy starym porcie – czyli na marinie wodniackiej. Piękne to miejsce, bo będąc w środku miasta jednocześnie czujesz się jak na wyspie. Dookoła roztacza się uroczy widok – z jednej strony nowoczesny biurowiec, z drugiej stara katedra, dużo zieleni i miłe towarzystwo.

Wodniacko-blogerski piknik nad Wartą

Wodniacko-blogerski piknik nad Wartą

Spotkanie miało służyć integracji blogersko-wodniackiej, co z jednej strony zapewniały potrawy na stole, a z drugiej rejsy łódką 🙂 Głównym elementem było ognisko i muzyka, co pozwalało zrobić na ciepło kiełbaski i domową kaszankę, a także grzanki.  Oprócz tego na stół przybyła sałatka, domowy smalec i zjawiskowe ogórki kiszone Grażyny, a także 2 rodzaje ciasta wyrobu rodzinnego i wegańskie muffinki.

Sałatka Grażyny z dodatkiem grillowanych warzyw

Sałatka Grażyny z dodatkiem grillowanych warzyw

Ciasto Grażyny

Ciasto Grażyny

Ja przyniosłem chleb na zakwasie oraz chleb z Guinessem, z receptury z browaru w Dublinie. Do tego drobne dodatki – paprykę konserwową miodową i tegoroczne wino porzeczkowe (czarna/czerwona porzeczka). Na słodko przygotowałem – trochę z duszą na ramieniu czy mi wyjdzie – ciasto śmietanowe – trochę podobne do sernika z tego przepisu : http://abcmojejkuchni.blogspot.com/2012/10/pierzynka-ciasto-ze-smietany-i-mleka.html

Śmietanowiec

Śmietanowiec

Wyszło całkiem dobrze, trzymałem się ściśle wskazówek i smak i konsystencję miało prawidłową. Oprócz tego były różne drobne ciasteczka i dodatki.

Po zmroku wybraliśmy się na rejs łódką po Warcie – do mostu Jadwigi i z powrotem. Cudowny, ciepły wieczór, światła odbijające się w wodzie i chlupot fali w połączeniu z dobrym towarzystwem tworzą świetną kombinację.

Wodniacko-blogerski rejs po Warcie

Wodniacko-blogerski rejs po Warcie

Wodniacko-blogerski rejs po Warcie - fala chlupie

Wodniacko-blogerski rejs po Warcie – fala chlupie

Wodniacko-blogerski rejs po Warcie

Wodniacko-blogerski rejs po Warcie

Dziękuję jeszcze raz Grażynie i Jackowi z przystani za fajną organizację i wszystkim uczestnikom za miłe towarzystwo oraz użyczenie części zdjęć do tej relacji. Mam nadzieję w przyszłym roku na powtórkę !

Na koniec można było podziwiać Katedrę z bliska

Na koniec można było podziwiać Katedrę z bliska

Restauracja Umami „Scena Smaków”, ul. Masztalarska 8, Poznań

Dobrze zjeść blisko poznańskiego rynku i nie zbankrutować… Mission possible – jak się okazuje. Wystarczy zabłądzić na ulicę Masztalarską, tuż obok pl. Wielkopolskiego. Skrywa się tam restauracja Umami „Scena smaków”, do której po dość długich podchodach wreszcie udało mi się wybrać, nie tylko na ze względu na sentyment, jakim darzę tę nazwę. Warto było.

Wystrój i obsługa

Restauracja jest urządzana dość nowocześnie, a jednocześnie ma posmak klasycznej elegancji, nazwałbym to nienachalną elegancją. Prawdziwe serwetki, kanapy, krzesła z pokrowcami. Na ścianach akcenty teatralne – zdjęcia z przedstawień. W sumie- może nie na przyjęcie na wysokim szczeblu, ale na sympatyczny posiłek prywatny, czy służbowy – jak najbardziej.

W lokalu zdążyłem być już 2 razy, ponieważ za pierwszym razem byłem zbyt najedzony,żeby zamówić danie główne. Obsługa w postaci kelnera była życzliwa i zorientowana w menu, chociaż jako jedyny (lub jeden z niewielu) gość w restauracji trudno mi się wypowiedzieć, co do jej sprawności w momentach stresu. Ku mojemu zaskoczeniu pan kelner pamiętał, że byłem tydzień wcześniej i nawet co zamawiałem.

Przystawki

Vitello tonato (16 PLN)

Przystawkę tę niezbyt często można spotkać, ze względu na nietypowe połączenie mięsa i ryby. Delikatne, cieniutkie płatki cielęciny długo gotowanej, soczyste, odpowiednio kruche – nie gumowe i nie twarde, sos tuńczykowy z lekkim smakiem ryby, całkiem dobrze pasującym do lekkości cielęciny. Naprawdę warte spróbowania, porcja – jak na przystawkę – naprawdę solidna.

Vitello tonato - Restauracja Umami, Poznań

Vitello tonato – Restauracja Umami, Poznań

 

Zupa krem z pomidorów (7 PLN)

Gładki krem, intensywnie pomidorowy, dobra klasyka. W środku mozarella i świeża bazylia, którą warto wymieszać, bo dobrze uzupełnia kompozycję smakową, podobna trochę do tej z Villi Toscana. Dodatkiem była dobra, świeża bagietka.

Zupa krem pomidorowa, Restauracja Umami, Poznań

Zupa krem pomidorowa, Restauracja Umami, Poznań

 

Sałatka z burakiem, kozim serem i miodowo-orzechowym winegretem (15 PLN)

Ładnie zaaranżowana sałatka o objętości wystarczającej na samodzielne, lekkie danie obiadowe. Bazę stanowiły zmieszane sałaty – lodowa i karbowana, do tego był smaczny, słodkawy burak (chyba niestety tylko jeden…) oraz sporo kosteczek koziego sera typu feta. Poza tym świeży pomidor i ładne wstążki z ogórka. Miłym akcentem były jadalne dodatki – pędy groszku, kwiat storczyka i (już mniej jadalne) kwiaty lawendy. Lawendę można oczywiście zjeść, ale człowiek czuje się jak po kostce mydła. Całość dopełniał dressing z balsamico, miodu i mielonych orzechów. Szczerze mówiąc tej części dania byłem najbardziej ciekawy i jednocześnie miałem największe obawy. Nie spełniły się one i nie był on za słodki, ani zdominowany miodem.

 

Sałtak z burakiem i serem kozim, Restauracja Umami, Poznań

Sałtak z burakiem i serem kozim, Restauracja Umami, Poznań

Eskalopki cielęce z szynką parmeńską, puree ziemniaczanym i warzywami grillowanymi (30 PLN)

Kuchnia jak widać ma inklinacje w kierunku Włoch, więc skusiłem się na klasyka – saltimbocca. Nazwa ta znaczy „ skacze do ust” i w tym wypadku się to sprawdziło. Cienkie sznycle z cielęciny owinięte szynką parmeńską i liśćmi szałwii były obłędnie smaczne. Smak przysmażonego mięsa łączył się z wędzono-smażonym posmakiem szynki skontrastowanym ziołową szałwią. Do tego było podane puree ziemniaczane o absolutnie gładkiej konsystencji i okrągłym smaku, który podejrzewam o niejaką część wspólną z cielęciną. To, co czasem jest tylko kolorową ozdobą – warzywa – były wartościowym dodatkiem o przyjemnym posmaku grilla i właściwej konsystencji al dente. Mamma mia! To była najsmaczniejsza saltimbocca, jaką w życiu jadłem, zjadłem wszystko, co było na talerzu, mimo,że nie bardzo już miałem miejsce. Jak do tej pory najsmaczniejsze dania z cielęciny, jakie jadłem w Poznaniu.

 

Eskalopki cielęce z szynką parmeńską i szałwią, Restauracja Umami, Poznań

Eskalopki cielęce z szynką parmeńską i szałwią, Restauracja Umami, Poznań

Podsumowując…

Ciekawy lokal, urządzony nieco niegastronomicznie, ale ma np. przytulne, białe kanapy. Kuchnia z ambicjami włoskimi, na dobrym poziomie i bardzo przyzwoita cenowo. Świetny stosunek jakości do ceny. Obsługa zainteresowana klientem, zorientowana w potrawach. Warto zajrzeć będąc w pobliżu Rynku na małe conieco.

Warsztaty Kulinarny Poznań „Wieprzowina złotnicka”, Restauracja Pastela, Poznań, 26.06.2014

Warsztaty z wieprzowiny złotnickiej odbyły się w restauracji Pastela w Poznaniu przy udziale Agencji Rynku Rolnego i Eko-Bazaru. Organizatorem był Kulinarny Poznań, a wydarzenie było okazją do promocji lokalnych produktów –m.in. miodu z pasieki pana Sikory z Opalenicy oraz piw Komes z browaru Miłosław. Miałem przyjemność drugi raz uczestniczyć w takim wydarzeniu – poprzednio przed rokiem na warsztatach królik i perliczka.

Schab złotnicki i produkty z Eko-Bazaru Poznań

Schab złotnicki i produkty z Eko-Bazaru Poznań

Warsztatowy sprzęt już czeka, Pastela, Poznań

Warsztatowy sprzęt już czeka, Pastela, Poznań

Pan dyrektor z Agencji Rynku Rolnego opowiedział nam historię hodowli rasy złotnickiej oraz o głównych cech tego mięsa związanych z jego hodowlą. Ponieważ świnki są karmione naturalnymi składnikami takimi jak zboże, ziemniaki, z niewielką domieszką dodatków białkowych np. strączkowe przyrastają wolniej i mają więcej tłuszczu. Na dodatek mięso do sprzedaży nie jest uzupełniane dodatkami wypełniającymi, więc ubytek wagi podczas obróbki termicznej nie jest taki duży jak w wypadku mięsa przemysłowego. Rzeczywiście łatwo było zauważyć, że schab przemysłowy jest mniej sprężysty, posiada też nieco inną barwę. Niestety na razie z możliwością zakupu wieprzowiny złotnickiej nie jest za dobrze. Przynajmniej w Poznaniu podobno można ją trafić w środku tygodnia w Carrefourze, można też poszukać sklepu, który prowadzi wieprzowinę regionalną pod tym linkiem http://www.wieprzowinaregionalna.pl/mapa. Aktualizacja: pytałem w Carrefourze i Almie, nie słyszeli o  świni złotnickiej, pozostaje do sprawdzenia Auchan, gdzie podobno bywa rasa puławska.

Wstęp do warsztatów, Pastela, Poznań

Wstęp do warsztatów, Pastela, Poznań

Szef Pasteli Marcin Michalski prezentuje schab złotnicki i obok przemysłowy

Szef Pasteli Marcin Michalski prezentuje schab złotnicki i obok przemysłowy

Ciekawie tez zapowiada się oferta eko-bazaru i ich plany rozwojowe. Można tam kupić w zasadzie prawie wszystko – zarówno warzywa, jak i nabiał, a także mięso.

Byliśmy podzieleni na 4 zespoły przyrządzające różne dania. Mi przypadły udziale kotlety marynowane z grilla. Trzeba przyznać, że przepis jest dość prosty i był wyjątkowo smaczny. Nawet jeśli nasze mięso nie marynowało się dostatecznie długo to marynata jest tak intensywna, że zdążyła dostarczyć mu smaku. Inny rodzaj mięsa wieprzowego dobrze będzie pasował w tej kompozycji smakowej.

Marynata do kotletów złotnickich

Marynata do kotletów złotnickich

Dodatkowo grillowaliśmy warzywa z eko-bazaru z pomocą tej samej marynaty – bakłażana, cukinię, paprykę i kurki. Cieszyły się dużym powodzeniem.

A oto nasz przepis (nieco zmodyfikowany na podstawie praktycznych doświadczeń):

  • porcja schabu 170g
  • 1 łyżeczka sosu sojowego
  • 20 ml likieru pomarańczowego
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżka miodu gryczanego
  • 1/2 czerwonej cebuli
  • 2 łyżki oliwy
  • 40 ml białej wódki
  • sól, pieprz, rozmaryn

 

1. Cebulę posiekać w kostkę, czosnek przecisnąć przez praskę, połączyć składniki marynaty

2. Tłuszcz na schabie ponacinać do 3/4 grubości, zamarynować na przynajmniej 2 godziny

3. Grillować z obu stron do uzyskania złoto-brązowego koloru

Grillowany schab złotnicki w marynacie, Pastela, Poznań

Grillowany schab złotnicki w marynacie, Pastela, Poznań

Oprócz kotletów z grilla przyrządzane jeszcze były tradycyjne schabowe w panierce, schab z kurkami i lawendą oraz schab w ciemnym piwie.

Dorota przyrządza schab w piwie, jak widać trzeba szybko mieszać :)

Dorota przyrządza schab w piwie, jak widać trzeba szybko mieszać 🙂

Sos kurkowy under construction

Sos kurkowy under construction

Schabowe z wieprzowiny złotnickiej, Pastela, Poznań

Schabowe z wieprzowiny złotnickiej, Pastela, Poznań

Wszystkie dania, których próbowałem były dobre. Pyszny był sos kurkowy, a jeśli chodzi o mięso to największe wrażenie sprawił na mnie… tradycyjny schabowy w panierce. Tam najbardziej można było poczuć jakość mięsa – miękkość i soczystość – i różnicę w porównaniu do zwykłego schabu. Jeśli ktoś nie próbował to naprawdę warto się postarać o schab złotnicki i najlepiej kawałek zwykłego schabu i zrobić to sobie w domu – tylko sól i pieprz, niezbyt mocno rozbite.

Warsztaty są fantastycznym wydarzeniem, zwłaszcza w Pasteli, gdzie pani Joasia i Szef Marcin tworzą super sympatyczną atmosferę. Spotykają się tam ludzie, którzy kochają gotować i smakować dobrze rzeczy.  Obecne są za każdym razem dobre surowce i smaczne przepisy, a efekty są zaskakująco dobre. Dowodem na to było,że wszystkie potrawy zniknęły w tempie jazdy Pendolino (może bezpieczniej będzie powiedzieć TGV 🙂 )…

Zapraszam też na inne relacje z tego wydarzenia, zawierające dużo dobrych zdjęć:

Kulinarny Poznań na FB

 

 

 

Culinary fest – Poznań restaurant week czerwiec 2014

Culinary fest – Poznań restaurant week to wydarzenie, które odbyło się po raz trzeci i dobrze pokazuje rozwój kulinarnej mapy Poznania. Cieszy, że znalazło się tyle restauracji, które zechciały popisać się menu degustacyjnym i jednocześnie zareklamować. Dania były w przystępnej cenie (15 PLN za dwa dania), co pozwalało na wybranie się do kilku lokali. Żałuję tylko, że większość tego tygodnia nie było mnie w Poznaniu – zaległości starałem się odrobić w ostatnią niedzielę.

 

Poznań restaurant week - culinary fest

Poznań restaurant week – culinary fest

 

Konfitura, Poznań, św. Marcin 24, Galeria MM

Restauracja ma szczęście się mieścić w tym pięknym budynku, którego nikt nie odwiedza. Mówię to bez ironii – naprawdę mi się podoba, lubię nowoczesną architekturę i uważam, że jest świetny i dobrze pasuje do otoczenia. Ale… po co komu kolejna galeria handlowa… zwłaszcza w tym miejscu. Do restauracji nie jest łatwo trafić. Najpierw pojechałem schodami na 3. piętro- tam się mieści większość lokali. Potem jednak doczytałem się, że to jest pierwsze piętro. Na tym piętrze są sklepy i… kącik ze stolikami, bez szyldu czy opisu. Byłem trochę głodny i bardzo chciałem to trafiłem… Na temat poruszania się po galerii MM, logiki wind i schodów i wyjść na różnych poziomach kiedyś ktoś zrobi pracę magisterską z usability…

Swoją drogą sympatyczna nazwa. Dziś również widziałem w Poznaniu lokal, który się nazywa… mamałyga. Serio…

Lokal ma przyjemny design, dużo światła, a kuchnia jest odsłonięta szybami i można zobaczyć zmagania szefa i pomocników. A także podziękować mu podniesionym kciukiem :).  Moim przedmiotem zainteresowania był chłodnik porzeczkowo-gruszkowy z niespodzianką. Owocowy chłodnik, orzeźwiający – czerwona porzeczka i mus gruszkowy z drobnymi kosteczkami niebieskiego, pleśniowego sera. Bardzo przyjemna rzecz na ciepłą pogodę. Fajna fantazja słodko-kwaśno-pikantna.

Chłodnik porzeczkowo-gruszkowy, Restauracja Konfitura, Poznań

Chłodnik porzeczkowo-gruszkowy, Restauracja Konfitura, Poznań

Drugą częścią degustacji było carpaccio z polędwicy jelenia, której towarzyszyły gruszki marynowane w różnych  rodzajach wina, konfitura z czereśni i kozie sery łomnickie. Polędwica była delikatna w smaku i tonu nadawały w zasadzie gruszki oraz pieprz na końcu. Ciekawe i bardzo ładne wizualnie połączenie, dodatkowo ozdobione grzanką i bratkami oraz grubą solą. Wyrafinowana przekąska świadcząca o fantazji szefa. Sery były pyszne.

Carpaccio z polędwicy jelenia, Restauracja Konfitura, Poznań

Carpaccio z polędwicy jelenia, Restauracja Konfitura, Poznań

Wyrazy uznania dla kelnerki, która była dobrze zorientowana w zawartości tego skomplikowanego dania. Wrócę do tej restauracji na obiad. Karta jest mało wymyślna (ale jak się jest w centrum handlowym to i tak jest nieźle…), moją szczególną uwagę zwróciły steki oraz burgery m.in. z jagnięciną, wszystko w bardzo fajnych, wręcz rewelacyjnych cenach.

Lipiec 2015

Odwiedziłem dziś po południu restaurację Konfitura, ponieważ byłem w pobliżu. Galeria MM nie jest udaną inwestycją. Centrum miasta, mało ludzi. W restauracji był 1 gość. Niestety dań lunchowych już nie było (w każdym razie mi nie zaproponowano, wydawane są tylko do końca zapasu danego dnia, a była godzina 17.30). Z olbrzymiej tablicy dań sezonowych ze szparagami też nic nie było, bo… sezon na szparagi minął (a tablica została). Musiałem zatem skorzystac ze standardowego menu. Większość to steki. Akurat nie miałem ochoty, więc skusiłem się na burger  jagnięcy. Do tego domowa lemoniada z mango (duży wybór, ale dostępne tylko dwie). Czekałem ok 10-15 min, dostałem.. lemoniadę cytrynową (=woda z sokiem z cytryny…). Strach pomyśleć co by było, gdyby było 15 gości…

Sam burger … kotlet był dobry, dobrze wypieczony, średnio przyprawiony. Do tego była sałata i troszkę rukoli. Calości towarzyszył sos jogurtowy (miał być ziołowo-miętowy, w praktyce tej mięty nie było, za to była ciekawa nuta jakby musztardy) oraz ser a’la feta owczy (gładki i słony). Całość była.. średnia – za słona (ser!), mało rześka (brak mięty). Dużo ciekawsze są te potrawy lunchowe i różne okolicznościowe pomysły – spójrzcie na ich stronę na FB. Ciąglę wierzę w tę restaurację, ale trochę czasu minie zanim tam się pojawię…

Burger jagnięcy, Konfitura, Poznań

Burger jagnięcy, Konfitura, Poznań

Restauracja Hotel nh Poznań, ul. św. Marcin 67

Ta elegancka, utrzymana w nowoczesnym stylu restauracja jest pogrążona w nastrojowym świetle i… nieco pusta. Miła i obeznana w menu pani kelnerka szybko dostarczyła menu i przyjęła zamówienie. W ramach degustacji restauracja nh dostarczyła zupę migdałowo-cytrynową z sorbetem z zielonej pietruszki.

Ładnie podana zupa była lekka i świeża, choć wcale nie kwaśna. Migdały dało się wyczuć w postaci zmielonego dodatku, a całość miała ładny balans słodko-kwaskowy. Zupa była przyprawiona syropem cukrowym z dodatkiem bazylii, a całość dopełniał sorbet z natki pietruszki, który powoli się rozpuszczając dodawał trzeci smak. Fajna propozycja na lato.

Zupa cytrynowo-migdałowa, nh hotel, Poznań

Zupa cytrynowo-migdałowa, nh hotel, Poznań

Drugie danie ładnie rozplanowane na kwadratowym talerzu to rostbef pieczony z pieprzem i anyżem z dodatkiem puree z bobu i kopru oraz galaretki (galartu) z ogonów wołowych. Pięknie podane z dodatkiem kwiatów i plastrów warzyw (przepraszam za jakość zdjęcia, ale już natychmiast to chciałem zjeść…). Jak dla mnie- rewelacja. Co prawda dodatek anyżu do pieczeni jest kontrowersyjny (wiele osób nie lubi), ale nie dominował on w daniu i sprawiał, że było ciekawsze. Ponadto grubo zmielony pieprz dawał tak pikantny finisz, że danie było dużo bogatsze niż wydawało się na pierwszy rzut… języka 🙂 Galart z ogonów poza pięknym wyglądem miał czysty posmak wołowiny, piękna sprawa. Ja bym jeszcze dodał delikatny komponent kwasowy i byłby ideał. Puree z  bobu wylizałem 😉

Rostbef z puree z bobu, nh hotel, Poznań

Rostbef z puree z bobu, nh hotel, Poznań

Restauracja zaznaczona do odwiedzenia. Co prawda to wyższa półka cenowa, ale zanotowałem sobie dania, na które mnie stać, a są wystarczająco atrakcyjne. Do zobaczenia zatem.

Restauracja Pastela, Poznań, 23 lutego 40

To moje znajome miejsce. Po konsumpcji uciąłem sobie fantastyczną, fascynującą pogaduszkę z panią właścicielka, która opowiadała o kulinarnych tradycjach jej rodziny wywodzącej się z Galicji. Ja lubię ludzi z pasją, a ona taką ma, tak samo jak szef kuchni – Marcin. Poprzednio miałem okazje o nich pisać przy okazji warsztatów Królik i Perliczka.

Pastela tym razem zaserwowała staropolski przepis odtworzony z archiwów – zupę chlebową. Ciekawa była dyskusja na temat różnych wariantów zupy chlebowej w zależności od regionu. Ja się podzieliłem moimi doświadczeniami z przyrządzania wariacji tej zupy (Øllebrød) w Kopenhadze. Zupa podana w pysznym chlebku, odgrzanym chrupiącym i smacznym. Zupa lekko słodkawa (od ciemnego piwa), lekko gorzkawa i zaskakująco lekka. Dodatek czarnuszki w tej ilości został przez mnie oprotestowany. Podobno szef Marcin był nieobecny tego dnia… Niemniej jednak brawo za eksperymenty i próby reaktywacji staropolskich przepisów.

Zupa piwna, restauracja Pastela, Poznań

Zupa piwna, restauracja Pastela, Poznań

Drugą częścią degustacji był przepis z domu rodzinnego pani właścicielki – szaszłyki z wątróbek zaprawione miodem gryczanym, z dodatkiem suszonych śliwek, cebuli i puree jabłkowego (ozdobionego czarnuszką….)

Szaszłyk z wątróbki z jabłkowym puree, restauracja Pastela, Poznań

Szaszłyk z wątróbki z jabłkowym puree, restauracja Pastela, Poznań

Fajny sposób na podane wątróbek. Wilgotne, niezbyt tłuste, słodko- goryczkowe. Super przekąska.

Resturacja Szachownica, Poznań, Wroniecka 18

W tej restauracji już kiedyś byłem – za czasów jak była restauracją bretońską. Tym razem ściągnęły mnie tu dania z dodatkiem cydru i ryb. Po sprawnym obsłużeniu przez kelnera (byłem jedynym gościem…) w znośnym czasie otrzymałem czarkę zupy rybnej. Zupa była aksamitna i łagodna. W sumie smaczna, chociaż kwasu cydru i szczawiu nie sposób było wyczuć, a tego po nazwie się spodziewałem. Doprawiłem sobie ją pieprzem i oliwa i było trochę ciekawiej, ale budzi we mnie wątpliwości, czy taki miał być smak docelowy.

Bretońska zupa rybna ze szczawiu i cydru, Restauracja Szachownica, Poznań

Bretońska zupa rybna ze szczawiu i cydru, Restauracja Szachownica, Poznań

Przy drugim było dużo lepiej. Kawałki cielęciny z kością upieczone na miękko podane były z  chipsami ze słodkich ziemniaków oraz mała  tarteletką z porami i pomidorami. Do tego  ładna galaretka z buraków i cydru (tym razem wyczuwalnego). Rozkosz dla oczu i podniebienia. talerz został wylizany 🙂

Górka cielęca w ziołach, z batatami, tarteletką i galaretką buraczano-jabłkową, Restauracja Szachownica, Poznań
Górka cielęca w ziołach, z batatami, tarteletką i galaretką buraczano-jabłkową, Restauracja Szachownica, Poznań

Hanami Sushi, Poznań, al. Marcinkowskiego 16

Nie miałem okazji do tej pory zagościć w tym lokalu. Położony w piwnicy ma swój urok. Pierwszy raz widziałem tak ładnie wykorzystane płyty OSB – zwykłe, wiórowe pomalowane tak, że wydawały się japońskimi trzcinami. W połączeniu z łukowymi, ceglanym sklepieniami… Brawo.

Ponieważ to był piąty lunch tego dnia podszedłem do tego zupełnie na luzie :). Nie jestem w stanie powiedzieć jak długo czekałem, ale było to całkiem znośne. Bulion z łososia z owocami morza i warzywami. Uff… w zasadzie -wszystko się zgadzało. W degustacyjnej miseczce był bulion. Był łosoś (ok 1 łyżki stołowej), 1 krewetka lub rak (czyli liczba mnoga w nazwie nie była uzasadniona) i warzywa pokrojone w julienne, ale ta mieszanka dawała wrażenia mieszane. Zupa była tak tłusta (i mam wrażenie, że nie był to tylko tłuszcz z łososia…), że poprosiłem o drugą miseczkę, żeby ten tłuszcz zebrać. Sam smak był naprawdę dobry, dobrze doprawiony, dużo pieprzu, potem było już przyjemnie. Pytanie tylko czy robiąc takie degustacyjne porcje nie warto zadbać o ich 100% jadalność…

 Bulion z łososia z owocami morza i warzywami, Hanami sushi, Poznań

Bulion z łososia z owocami morza i warzywami, Hanami sushi, Poznań

Drugą częścią menu było futomaki z łososiem w tempurze ze szparagami i warzywami (cytuję za ulotką menu festiwalowe). Futomaki zawierało rzeczywiście łososia w chrupiącej tempurze. Poza tym wykryłem tam avocado, ogórka, kiszoną rzodkiew (daikon), być może zielone szparagi… Maki były podane z sosem typu chilli-mayo, który był dość bezpłciowy. Na stole stał sos sojowy, który uratował sprawę (ale nie było naczynia, do którego można by go nalać…). Generalnie – normalne, poprawne sushi. Biorąc pod uwagę, że Hanami jest restauracją z przynajmniej średniej półki cenowej spodziewałem się czegoś bardziej wymyślnego, być może w normalnym menu za normalną cenę jest ciekawiej.

Futomaki z łososiem w tempurze, Hanami sushi, Poznań

Futomaki z łososiem w tempurze, Hanami sushi, Poznań

 

Mam nadzieję, że za rok akcja zostanie powtórzona. Ja dzięki niej zobaczyłem wizytówki kilku lokali, często zaskakujące i znalazłem kilka ciekawych, gdzie nie zdążyłem się wybrać na degustację, ale może odwiedzę je zachęcony propozycjami. Gratulacje dla organizatorów i restauratorów.

 

Restauracja i Catering Fryga, ul. Czarna Rola 1/3, Poznań

Recenzja Restauracji Fryga mieszczącej się w Poznaniu przy ul. Czarna Rola 1/3 (wejście i wjazd od Naramowickiej).

Kuchnia międzynarodowa, oprócz karty często zmieniające się sezonowe menu bazujące na świeżych składnikach. Lokalizacja restauracji nie jest jej najmocniejszym punktem – daleko tu do Starówki. Z drugiej strony ma dogodne położenie dla mieszkańców pobliskich dużych osiedli, którzy nie muszą daleko jechać, aby zjeść coś dobrego. Można także zamówić danie na wynos. Restauracja posiada całkiem normalne menu, mimo, że trudno się zorientować na ten temat ze strony internetowej.

Restauracja Fryga Poznań

Restauracja Fryga Poznań

Wystrój i obsługa

Przyznaję, że kiedy wysiadłem na parkingu z samochodu na widok samego budynku nieco zrzedła mi mina. Natomiast już na tarasie poczułem się lepiej – wnętrze jest czyste, zadbane i estetyczne.

Restauracja Fryga Poznań

Restauracja Fryga Poznań

Urządzone w prostym, nowoczesnym stylu, ale z drobnymi elementami staroci. Całość jest przyjemna i kameralna, włączając w to muzykę w tle. Obsługę stanowiły dwie panie kelnerki – naprawdę miłe i pomocne. Moje pierwsze danie (pierogi) pojawiło się po czasie, który nie pozwolił na znudzenie.

 

Jedzenie

Jako czekadełko dostałem 4 krążki pumpernikla z ziołowym twarożkiem. Dobry kontrast pomiędzy kwaskowym chlebem i słono-ziołowym serem. Ser miał idealną, kremową konsystencję, z czym miałem okazję się jeszcze tego dnia spotkać.

Czekadełko w restauracji Fryga - pumpernikel z kremowym twarożkiem

Czekadełko w restauracji Fryga – pumpernikel z kremowym twarożkiem

Zupy

Chłodnik  litewski (menu sezonowe, 12 PLN)

Nie mogłem sobie odmówić tej zupy ze względu na moją miłość do buraków (na następny raz zostawiłem sobie barszcz z kołdunami…). Mam problem często z chłodnikiem w restauracjach, bo jest  dla mnie za rzadki, za kwaśny, albo za mało buraczany. Chłodnik z Frygi był naprawdę bliski moim oczekiwaniom. Był gęsty i gładki, ze świeżymi, chrupiącymi warzywami (botwinka, koperek, szczypior). Miał też dobry balans między słodyczą buraków i kwasem mleka. Ja jestem zwolennikiem pikantnego chłodnika, więc gdybym dodał rzodkiewkę i odrobinę czosnku to byłby ideał.

Chłodnik litewski w restauracji Fryga, Poznań

Chłodnik litewski w restauracji Fryga, Poznań

 

Krem pomidorowy z bazylią i grzankami (karta, 10 PLN)

Już z daleka wyglądał dobrze. Bazylia stanowiąca ozdobę pachniała oszałamiająco. Bardzo ekstraktywny, silnie pomidorowy krem o grubej teksturze. Podkręcony cebulą i oliwą. Intensywny smak słodko-kwaśny. W środku również bazylia- posiekana, ale nie mieszająca się za bardzo do smaku. Zrobiony z dobrych, dojrzałych, przetartych pomidorów z puszki.

Pozycja wybitna moim zdaniem, może raz w życiu jadłem podobnie dobrą pomidorową.

Krem pomidorowy z bazylią i grzankami w restauracji Fryga, Poznań

Krem pomidorowy z bazylią i grzankami w restauracji Fryga, Poznań

Dania główne

Pierogi z rukolą i suszonymi pomidorami (menu sezonowe, 20 PLN)

Nie jadłem do tej pory pierogów z suszonymi pomidorami, które by mi smakowały. Zaliczam do nich również te z pomidorami i wędzonym łososiem, które robiłem w 2005 i chcąc się popisać operacjami nożem głęboko się pociąłem, bliznę mam do dziś 😉 .  Tym bardziej byłem ciekaw tych pierogów i połączenia z rukolą, która ma intensywny smak.

Tym razem się udało. Pierogi otulone są dość grubym, ale miękkim ciastem. Wnętrze wypełnia kremowy twarożek (który już wspomniałem wcześniej), pomidory i rukola. Farsz jest intensywnie pomidorowy, dobrze doprawiony, po prostu bardzo smaczny. Rukola nie zakłóca smaku. Wszystko jest ozdobione listkami rukoli (i stąd pochodzi jej smak, bo ta zawarta w farszu się gubi) oraz wstążkami dobrego parmezanu. Mniam !

Pierogi z suszonymi pomidorami i rukolą w restauracji Fryga, Poznań

Pierogi z suszonymi pomidorami i rukolą w restauracji Fryga, Poznań

Bitki z polędwiczek wieprzowych w sosie borowikowym (karta, 38 PLN)

w towarzystwie młodych ziemniaków, zasmażanych buraczków i kapusty – dodatki w cenie dania

Karta zawiera dość popularne pozycje, czyli dla każdego coś miłego, ale trzeba było na coś zdecydować. Mimo, że to nie sezon na borowiki zamówiłem to danie właśnie ze względu na grzyby. Są to 3 dość spore (jak na polędwicę) bitki pokryte sosem, w którym sporo dużych kawałków borowików. Zapach jest zabójczy, kręci w nosie grzybami. Sos nie jest na bazie śmietany, więc jest lżejszy. Mięso jest miękkie, trudno powiedzieć coś więcej o jego smaku, gdyż jest przykryty intensywnym sosem (ale taka była koncepcja tego dania, zamawia się je ze względu na grzybowy smak, a nie na mięsny). Ja sobie popieprzyłem, co podniosło walory smakowe (młynek z solą i pieprzem stoi na stole). Przyzwoite, uczciwie grzybowe.

 

Bitki z polędwiczek wieprzowych w sosie borowikowym w restauracji Fryga, Poznań

Bitki z polędwiczek wieprzowych w sosie borowikowym w restauracji Fryga, Poznań

Kilka słów o dodatkach.

Ziemniaczki były cudowne, młode, w mundurkach (tak jak lubię 🙂 ), mięciutkie, polane masełkiem, z koperkiemmmmm……

Buraczki były dla mnie dużym zaskoczeniem. Jestem wręcz uzależniony od duszonych buraczków, które są koronnym dodatkiem w mojej rodzinnej kuchni i które NIGDY nie zostają po rodzinnych ucztach niezależnie od tego ile jest jedzenia. Buraczki w restauracji Fryga były przyrządzone inaczej niż te, do których jestem przyzwyczajony. Przede wszystkim były w postaci drobnych wiórków, a nie pulpy i miały inne dodatki. Niemniej jednak… zdecydowanie polecam! Wyczyściłem miseczkę do czysta. Dobrze przyprawione, pieprzno-słono-kwaskowate.

Młoda, zasmażana kapustą okazała się mała wpadką. To danie było najsłabszym punktem mojej wizyty. Sama kapusta była miękka, ale była słabo doprawiona (a ponieważ była tłusta to się tego domagała), na dodatek smalec, na którym była podsmażona był po prostu nieco wiekowy i trąciła zjełczałym tłuszczem. Biorąc pod uwagę ogólny poziom restauracji zaliczam to jako wypadek przy pracy.

Duszone buraczki i kapusta w restauracji Fryga, Poznań

Duszone buraczki i kapusta w restauracji Fryga, Poznań

Deser

Sernik na zimno ze świeżymi truskawkami

Domowy sernik z sezonowego menu. Już nie miałem miejsca, ale warto było się skusić na mały, degustacyjny kawałek. Świetne połączenie 3 smaków – cienka podstawa jest zrobiona z pełnoziarnistych herbatników – słodka i słona jednocześnie, środek z gładkiego sera, ale niezbyt słodkiego, a całość wieńczy kwaskowa warstwa świeżych, pachnących truskawek i galaretki. Poezja smaku.

 

Sernik na zimno z truskawkami w restauracji Fryga, Poznań

Sernik na zimno z truskawkami w restauracji Fryga, Poznań

 

Podsumowując

Miłe zaskoczenie wśród poznańskiego blokowiska. Starannie przygotowane potrawy, z pomysłem na smak. Ciekaw jestem jak smakuje ich catering, może być interesująco. Ceny nieco wyższe niż wskazywałaby na to lokalizacja i wygląd. Myślę, że lokal swobodnie obroniłby się na Starym Mieście. Najlepsza pomidorowa – jak dotąd – w Poznaniu.

Restauracja Taj-India, Poznań – opinia i wrażenia

Przeżycie podniebienne wysokich lotów. Podniebiańskie wręcz. Za chwilę wytłumaczę dlaczego…

Restauracja (www.tajindia.pl) jest w Poznaniu od 15 lat i jej kuchnia jest obsadzona przez Hindusów. Niech Was nie odstraszy szyld nieco pachnący latami 90-tymi. W środku są autentyczne Indie – w wystroju i na talerzu. Elementy wystroju zostały specjalnie sprowadzone i nie są chińskimi imitacjami. Jest to jedyny lokal,w którym byłem, który ma we wnętrzu huśtawkę :). Karta jest obszerna,ale kuchnia tego rejonu jest bogata i różni się w zależności od lokalizacji. Kucharze stwierdzili,że jeśli mają pokazać choćby reprezentację tej różnorodności to musi byc taka duża. Kuchnia doskonale wie, co ma robić i nie jest tam potrzebny nadzór menedżera, co nieczęsto się zdarza. Potrafią i lubią to robić. Jeśli macie znajomego Hindusa to można go tam zaprosić, ponieważ dla „swoich” mogą zrobić oryginalną wersję dań – jak się domyślacie – z dużo większą ilością przypraw.

Dania są przyrządzane z użyciem przypraw i składników sprowadzanych przez nich z Indii. Dodatkowo pewne surowce takie jak: jogurt czy ser robią sami, na miejscu. O wyjątkowości tych smaków powiem jeszcze później, po opisach dań.

Uczta w Taj-India

Uczta w Taj-India

Wystrój

Wystrój tego lokalu to materiał na osobną relację. Jak już wspominałem jest on oryginalny, bardzo bogaty i różny od pozostałych polskich oraz „polsko-wschodnich” lokali, które widziałem. Bogato rzeźbione drzewo, złocenia, obrazy, przedmioty i ten widok przez okno… 🙂

Wnętrze Taj-India

Wnętrze Taj-India

Wnętrze Taj-India

Wnętrze Taj-India – huśtawka

Wnętrze Taj-India

Wnętrze Taj-India

A takie widoki przez okno...

A takie widoki przez okno…

 Obsługa

Obsługa jest polska, ta sama od paru lat. Pani jest zorientowana w potrawach i składnikach, z których sa zrobione. Stara się pomóc odnaleźć w gąszczu bogatego menu z obcymi nazwami.

 Najważniejsze,czyli jedzenie…

Dzięki tak szerokiej karcie można odwiedzić tę restaurację wiele razy nie powtarzając dań. Karta składa się z przystawek, zup i czterech rozdziałów: wegetariańskie, drób, ryby i jagnięcina. Plus oczywiście deser, napoje,wina…

Przystawka

Paneer pakora

Przystawkę dostałem po około 15  minutach. Kawałki sera domowej roboty panierowane i smażone w towarzystwie surówki kapuścianej. Do tego podawane 3 rodzaje sosów: słodko-kwaśny, miętowy i ostry. Ser ma delikatną konsystencję i łagodny smak. Panierka pachnie curry,ale ma delikatny smak, aby nie zagłuszyć sera. Wspaniałe, wyważone połączenie. Z sosów najbardziej mi smakował słodko-kwaśny,ale miętowy, lekko słony też jest warty uwagi. Ostry jest dla hardcorów – spróbowałem odrobinkę. Da się zjeść, ale to naprawde nie są żarty… Surówka jak najbardziej pasująca- chrupiąca, słodko-kwaśna. Spożyłem w całości 🙂

Paneer pakora

Paneer pakora

Sosy do przystawek

Sosy do przystawek

Zupa -Mushroom shorba

Nie ukrywam, że to najtrudniejsza część relacji. Specjalnie nie wybrałem zupy madras-rasam-hot-sour itd-… tylko swojską nazwę czyli grzybową, bo byłem ciekaw jak to zrobią.  Zrobili,co mogli :). Jest to coś w rodzaju kremowego, esencjonalnego bulionu z pieczarkami (nie smażonymi, tylko gotowanymi). Nie jest to złe, ale jak dla mnie trochę za mało grzybowe i nie pasuje do reszty krajobrazu kulinarnego. Może to było podyktowane chęcią dostarczenia czegoś swojskiego dla zszokowanych podniebień. Pani kelnerka zresztą dobrze wiedziała o co chodzi – gdyby nie to, że ja miałem dania zdecydowane na 100% to pewnie by mi poradziła indyjską zupę…

Zupa grzybowa - mushroom shorba

Zupa grzybowa – mushroom shorba

UCZTA GŁÓWNA

Malawi kofta – wegetariańskie pulpety

Niewątpliwie największe odkrycie smakowe podczas tej wizyty. Pachnące lekko kokosem, mięciutkie, w kremowym sosie. Niesamowite bogactwo smaków, w środku zapewne fasola, smażone ziemniaki, cebulka, rodzynki, płatki migdałów. Smak słodko-pikantny-curry, a wszystko wykończone kokosem. Ale ani takim jak płatki kokosowe (czyli kojarzącym się ze słodkim ciastem), ani takim jak w mleku kokosowym. Nie sposób do końca opisać bogactwa tego smaku. Podczas jedzenia pozostałych potraw nie mogłem się powstrzymać,aby nie wrócić do tych kulek…

Malawi kofta

Malawi kofta

Mutton rara

Danie, które zdaje się jest nowością w karcie. Gulasz z jagnięciny oznaczony w karcie jako ostry. Jak na moje, przeciętne podniebienie (a mam polskiego kolegę, który mi udowodnił, że potrafi rozróżniać pikantne smaki powyżej mojego progu bólu… pozdrawiam Cię Artur 🙂 ) – pikantne, ale całkiem akceptowalne. Oznacza to,że było ostre, ale czułem wszystkie smaki. Cynamon, czosnek, imbir… Wyczuwalnym smakiem jest .. smak pieczonego mięsa. Pyszny, a towarzyszą temu mięciutkie warzywa. Smak tych warzyw trochę kojarzy mi się ze wspomnieniem z dzieciństwa, kiedy moja mama robiła baranine duszoną w warzywach… Samo mięso jest miękkie, rozpada się w ustach. Spróbujcie po prostu.

Mutton rara

Mutton rara

Fish bahar 

Ryba (spore kawałki) w sosie czosnkowo-pomidorowym z kokosem. Danie łagodne, o bogatym, słodko-kwaśnym smaku. Sos pomidorowy nie oznacza, że czujemy kwas z pomidorów, jak to się zdarza we włoskich sosach. Zapach jest raczej warzywny, a wspomniany kokos jest lekką nutą i nieobezwładniająca słodkością. Bezpieczny wybór dla osób mających małe doświadczenie ze wschodnią kuchnia, jak również dla dzieci. Nie muszę dodawać, że pochłonąłem w całości 🙂

FIsh bahar

FIsh bahar

Chicken curry

Klasyczna potrawa, której zapach najbardziej kojarzy się z tym, co Polak rozumie pod słowem „curry” – czyli przyprawy curry spotykanej w każdym sklepie. Dominującą nutą just cumin (kmin rzymski), całość smaku jest raczej łagodna, zaokrąglona śmietaną. Mięso dobrze uduszone, miękkie, nie suche. Należy wspomnieć o konsystencji tych gulaszów / sosów. Jest idealnie gładka, nie tylko w smaku,ale także na języku. To również bezpieczny wybór dla osób zaczynających przygodę ze Wschodem.

Chicken curry

Chicken curry

Deser, czyli mango lassi

Karta deserów nie jest może zbyt powalająca i przyznaję, że nie miałem zamiaru brać żadnego (bo wiedziałem,że nie będzie już miejsca 🙂 ). Ale pani kelnerka namówiła mnie na klasyk – mango lassi – domowej roboty jogurt (zapomnijcie o kwasiorach „naturalnych” sprzedawanych w supermarketach…) z dodatkiem mango. Mango na dodatek nie należy do moich ulubionych owoców,ze względu na swój specyficzny posmak (kto jadł to wie o co chodzi…). Spodziewałem się zatem kwasiora wymieszanego z tym specyficznym smakiem. A otrzymałem… mmm.. wręcz ekstatyczne przeżycie, jak mówi pan Makłowicz „małmazyjne”. Idealnie zbalansowana słodycz i lekki kwasek, z idealnie gładką , bez żadnej grudki konsystencją. Absolutnie polecam to na koniec. Po rozmowie z panią kelnerką okazało się,że to jedno z niewielu dań, które świadomie robią z owoców konserwowych, ze względu na zachowanie jakości i właśnie ten posmak, który mi nie odpowiada. Jak to mówią Wyspiarze (oraz kucharze w Taj-India – serio – porozumiewają sie z nimi po angielsku) „must have”.

Mango lassi

Mango lassi

Podsumowując

Jeśli chcecie spróbować autentycznej indyjskiej kuchni – w wersji europejskiej, a nawet oryginalnej – to warto wstąpić do Taj-India. Bezpieczniej w ciągu tygodnia, niż w weekend, bo wtedy trzeba rezerwować stolik z wyprzedzeniem. Przede wszystkim dostaniecie autentyczne potrawy z autentycznymi przyprawami przyrządzone przez ludzi, którzy wiedza,co robią, bo to ich kuchnia domowa. I na dodatek lubią to robić. Nie ma wpadek. Może się tylko zdarzyć, że w ferworze dużego ruchu dostaniecie doprawione orygnialnie,a nie europejsko, ale wtedy otrzymacie koretkę zamówienia :).

To, co odróżnia tę kuchnię od naszych wyobrażeń o indyjskim doprawianiu to dwa elementy: balans smaków i gładkość. Balans oznacza, że nie otrzymacie dań za bardzo przyprawionych i zdominowanych smakiem jednej przyprawy, a będzie to niesamowity, harmonijny buket smaków i zapachów. Gładkość oznacza idealne dobranie tekstury potraw – gładkości, bądź szorstkości dobranej do rodzaju dania. Kucharze w Taj-India są w tych dziedzinach mistrzami. Spytajcie się pani Gessler, która przyprowadzała tu swoich „rewolucjonistów” hinduskich, żeby pokazać jak wygląda dobra kuchnia :).

Byłem w tej restauracji już 4 razy i dania mi pasowały bardziej, albo mniej, ale nigdy nie były niedobre, albo byle-jakie. Ostatnia wizyta była w 99% udana… Na pewno się tu jeszcze pojawię. Warto też docenić poziom cen – danie główne w granicach 25-35 zł. Proszę znaleźć uczciwe danie z jagnięciny za 30 złotych…. Smaki są wyszukane, a poziom cen niewyszukany…

SMACZNEGO!

Restauracja Whiskey In The Jar, Poznań, Stary Rynek 56

Kierowany chęcią zjedzeniu dobrego steka w amerykańskim stylu oraz starą sympatią do zespołu Thin Lizzy skusiłem sie na ofertę nowego steakhouse w Poznaniu. Czy pokusa nie zawiodła mnie na manowce… 😉 ?

Wystrój
Swoje danie jadłem na dworze, pogoda była ciemna, do środka zajrzałem na krótko. Wystrój nie przyciągnął mojej uwagi niczym szczególnym, wnętrze jest nieco ciemne i wydaje sie duszne, ale moze to tylko pierwsze wrażenie.

Obsługa
Obsługiwani byliśmy przez sympatyczna dziewczynę, w miare zorientowaną w asortymencie. Rzeczy, których nie wiedziała dowiedziała sie w kuchni. Wszystko zatem ok. Obsługa i czas oczekiwania (nie było zbyt wielu gości)-na dobrym poziomie.

Jedzenie
Zamówiłem Rockera medium z frytkami stekowymi i sosem Brown.Do tego grillowane warzywa – wszystko jest w cenie zestawu. Bardzo fajny pomysł na podanie- frytki i ziemniaki podawane sa w małych wiaderkach wyłożonych pergaminem zabierajacym nadmiar tłuszczu.
Całość jest naprawde przyzwoita, stek zamówiłem chyba nieco za mało wysmażony, poniewaz był troche gumowy,ale sam smak był dobry. Frytki… łódeczki właściwie, fajnie pokrojone, chociaz nie wyróżniały sie niczym szczególnym, chyba najbardziej „przezroczysty” element tego dania. Mialem tez okazje sprobowac ziemniaczkow smazonych z cebula i boczkiem i duzo bardziej mi smakowaly.

Stek Rocker z dodatkami

Stek Rocker z dodatkami

Warzywa grillowane…mm… Mistrzostwo – cienkie paseczki rożnych warzyw miękkie i nieco przydymione. Nawet marchewki,za którymi nie przepadam zostały pożarte z oblizywaniem. 🙂
Do tego trzeba wyróżnić jeszcze domowa herbatę mrożoną poleconą przez panią kelnerkę. Wielka szklanka zimnej herbaty, z lodem i świezymi owocami. Zarówno sam napój,jak i te owoce były pyszne.

Po tym daniu nie mialem juz siły na deser.

Podsumowując…

Lokal ma jakis pomysł na oryginalność, parę fajnych pomysłów dotyczących podawania oraz menu przyzwoitej wielkości. Wiesz,czego możesz się spodziewać. W porównaniu do paru innych lokali na Rynku wyróżnia się.  Warto zajrzeć.

Restauracja 84 kroki, ul. Wodna 24, Poznań

Wykwintna kuchnia i dobrze podana. Widać inwencję i zdolności kucharza, podparte pomysłowością. Można spróbować również kuchni molekularnej, co nie jest częstą atrakcją. Byłem w tym lokalu już dwa razy i mogę go z czystym sumieniem polecić.

http://84kroki.pl

AKTUALIZACJA 06.2015: niestety restauracja już nie istnieje

Wystrój

Restauracja znajduje sie na parterze typowej, trochę szarej kamienicy na Starym Mieście. Wystrój w środku hmm… jest dość ciemno i jest jakby jakiś designer zaczął się zastanawiać, ale potem się zakochał i wyjechał do innego miasta,a za niego dokończył to ktoś na szybko i przypadkowo. Nie jest strasznie,ale naprawdę ciemno,zwłaszcza w tylnej części sali. Poza tym w tylnej części hałasowała jakaś wentylacja. W zestawieniu z tym , co się dzieje na talerzach … zdecydowanie lepiej patrzeć w talerz. Na szczęście jest na co… Ladne są też zestawy imbryk/filiżanka, w których podaje się herbatę

Obsługa

Panie miłe i sprawne, w czasie moich dwóch wizyt nie było specjalnie tłoku, zostałem sprawnie i szybko obsłużony

Jedzenie

Zupa

Krem z groszku z łososiem i miętą

Bardzo miła, zielona zawartość… Kremowa w smaku, gładka, z fajnym miętowym akcentem, jednak delikatnie wyważonym.

Zupa rybna/ PAN-AJO

Zupa rybna/PAN-AJO

Zupa rybna/PAN-AJO

Zupa rybna (na zdjeciu na górze) jest z rodzaju czystych, zawierała odpowiednią ilość tzw. „wkładki”, była poprawna,ale nie w moim guście. Wolałbym intensywniejszy bulion albo zupę-krem.

Zupa Pan-Ajo była dużo ciekawsza w smaku, zaostrzona pomidorami, z czosnkowym posmakiem. Ale daleko jej do typowej pomidorówki, warta spróbowania

Danie główne

Comber jagnięcy marynowany w świeżych ziołach i Żubrówce

Comber jagnięcy marynowany w świeżych ziołach i Żubrówce

Comber jagnięcy marynowany w świeżych ziołach i Żubrówce

Świetnie zamarynowana jagnięcina – delikatnie, tak,aby nie zabić jej smaku, do tego niezły kuskus i bardzo fajna fasolka szparagowa zapiekana z boczkiem. Super pomysł, dobrze smakuje i efektownie wygląda.

Gwoździem programu jest jedna mała miseczka z sosem typu holenderskiego,ale z zielonym pieprzem. Wylizałem ją do czysta… 🙂

Całość cieszy oko, jak widać na zdjęciu…

Grillowany łosoś z pesto z rukoli

Grillowany łosoś

Grillowany łosoś

Całkiem słuszna porcja łososia, zamarynowanego i dobrze ugrillowanego – soczysty, rozpływa się w ustach. Do tego dziki ryż i grillowane pomidorki. Zdrowo i smacznie.

Miałem jeszcze okazje próbować Polędwicę wołowa marynowana w whisky, podlana Porto. Warta grzechu 🙂 Dobrze wysmażona, z intrygującymi nutkami sosu

Desery

Kruszonka prosto z pieca

Kruszonka prosto z pieca z malinami

Kruszonka prosto z pieca z malinami

Kruszonka prosto z pieca z malinami

Kruszonka prosto z pieca z malinami

Piękne i proste danie. Kwaśny smak owoców (ja miałem maliny) łączy się ze słodyczą i maślanością kruszonki, wszystko na ciepło. Nie można nie wylizać foremki…

Suprem śliwkowy otulony czekoladą

Niestety zdjęcia nie mam, ale bardzo polecam ten wykwintny deser. Jest to rodzaj mocno czekoladowego bloku z suszonymi śliwkami. Czekolada nie jest bardzo słodka, wyraźnie przebijają się śliwki. Całości towarzyszy wytwór kuchni molekularnej – różowe kuleczki,które na mój smak zawierają kisiel żurawinowy. Pękają w ustach jak ziarna kawioru uwalniając kwaskową zawartość…

Podsumowując….

Jeśli ktoś właśnie wrócił z akcji odśnieżania miasta lub wyrębu drzewa to nie jest to dla niego najlepsze miejsce. Porcje nie są oszałamiające. Zupa jest w małej bulionówce, dania główne są takie „w sam raz”, desery nie za duże. Ale tutaj jakość stoi przed ilością. Osoba o przeciętnym apetycie wyjdzie najedzona. Obiad w 84kroki to przeżycie estetyczno-kulinarne a nie akt aprowizacyjny…