Min’s table Poznań ul. Kraszewskiego 14

Min’s Table Poznań to lokal, który wyglądał tak interesująco, że wybrałem sie do niego specjalnie na poznańskie Jeżyce, aby się przekonać czy jest tak dobry jak go chwalą.

Min’s Table to ten typ restauracji, który szczególnie cenię. Mały lokal, krótka karta, ale za to dopracowane dania. Niedaleko jest jeszcze jeden lokal w tym stylu – Ramen-Ya

Min's table Poznań
Min’s table Poznań

Wygląd, atmosfera, obsługa

W Min’s Table oprócz jedzenia dostaje się jeszcze dodatkową wartość – estetykę, przemyślany wygląd wszystkiego – od ścian i stołu do naczyń i sztućców. Personel ubrany w firmowe koszulki, karta menu przyozdobiona tymi samymi motywami, które są na ścianach.

Min's table Poznań
Min’s table Poznań

Obsługują młode kelnerki, posługujące się też sprawnie angielskim, chociaż Min czasem sama wyjrzy z miniaturowej kuchni i coś poda. Goście siedzą przy jednym stole co tez wyróżnia ten lokal i tworzy miłą atmosferę. Teraz, latem są jeszcze dwa małe stoliki na zewnątrz, można też zamówić na wynos i poprzez portale. To jedyny lokal, który spotkałem, gdzie jest tylko płatność bezgotówkowa. Przy takiej niszowej specjaizacji to zupełnie nie przeszkadza.

Jedzenie

Jako przystawkę zamówiłem Classic Toppokki – kluski (podobne do kopytek, ale z mąki) i coś w rodzaju naleśników w ostrym sosie rybnym. Przystawkę zamówiłem po daniu głównym, ponieważ zapowiadała się na bardziej pikantną i to była dobra decyzja.

Min's table Poznan-Classic toppokki
Min’s table Poznan-Classic toppokki

Kluski są dość sprężyste i sprawiają, że jest na czym „ząb zawiesić”, natomiast naleśniki są miękkie. Danie jest pikantne, ale – jak na mój gust – nie wypala podniebienia i nie pozbawia zmysłu smaku. Daje się wyczuć lekka nuta bulionu rybnego, nie jest dominująca.

Na danie główne musiałem wziąć podstawę karty – Bibimbap. Przyznaję, że pierwszy raz jadłem to danie i miałem trochę obaw. Wyglądało podobnie jak bowl, którą jadłem w warszawskiej hali Koszyki – miłe dla oka, ale mało smaku.

Min's table Poznań-Bibimbap Bulgogi
Min’s table Poznań-Bibimbap Bulgogi

Moje obawy się nie potwierdziły. Danie wcale nie było nudne. Tutaj – na ryżu była wołowina bulgogi z sezamem, marchewka, szpinak, cebula, kiełki, cukinia i papryka. Nad całością czuwało jajko sadzone, usmażone perfekcyjnie. Do tego podany był lekko pikantny, słodki sos z wyraźnie wyczuwalnym, charakterystycznym smakiem papryki Gochugaru.

Wołowina była miękka i była bombą smaku – słodko-słonego. Jajko dodawało kremowości, warzywa różnorodności, a całość spinał ten sos o bardzo bogatym smaku. Jestem bardzo ciekaw innych wersji tego dania.

Podsumowując…

warto było się specjalnie wybrać. Mały kawałek Korei w Poznaniu, chciałbym, żeby było bardzo dużo takich miejsc z kuchnią narodową. Polecam też osobistą wizytę w Min’s Table, a nie zamawianie na wynos, bo wygląd tego miejsca, dbałość o detale i autentyczność jest warte przeżycia.

Wołowina duszona w sosie pieprzowym – Peposo dell’Impruneta

Wołowina duszona w sosie pieprzowym zachęciła mnie do wypróbowania tego przepisu, ponieważ stanowi połączenie smaku duszonego mięsa, kwasku pochodzącego od wina i zaostrzenia dużą ilością czarnego pieprzu. Moje przypuszczenia się sprawdziły – mięso jest mięciutkie, rozpada się pod widelcem, można je jeść z kaszą, ryżem, puree ziemniaczanym.

Do wykonania tego przepisu użyłem tańszej części wołowej – szpondra. Przepis pochodzi ze starych Włoch, gdzie w mieście Impruneta robotnicy wytwarzający terakotę przyrządzali je zostawiając mięso na noc w glinianych garnkach w ciepłych piecach do wypalania teraktory. Ponieważ mieli do dyspozycji często mniej świeże mięso używali dużej ilości pieprzu, aby było smaczniejsze. Ja polecam przyrządzić ze świeżej wołowiny : )

Wołowina duszona w sosie pieprzowym
Wołowina duszona w sosie pieprzowym

Składniki (na 2 osoby):

  • 2 duże kawałki szpondra wołowego (600-700g)
  • pół łyżki soli
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 łyżka ziaren pieprzu
  • 2 liście laurowe
  • łyżeczka suszonego rozmarynu (może byc świeży)
  • kilka suszonych lub świeżych liści szałwii
  • 1 łyżeczka koncentratu pomidorowego
  • 0,5 litra czerwonego wina (wytrawne, półwytrawne)
  • ew. słodka śmietanka do sosu

Jak to zrobić ?

  1. Kawałki wołowiny natrzyj solą i zostaw na ok. 10 minut
  2. W moździerzu zgnieć czosnek (ew. przez praskę) i zmieszaj z koncentratem, natrzyj tym wołowinę
  3. Ziarna pieprzu pokrusz w moździerzu i obtocz w ich kawałki mięsa
  4. Mięso włóż do garnka kością do dołu, wrzuć liście, szałwię i rozmawyn i wlej wino (powinno prawie przykrywać mięso)
  5. Postaw na duży ogień i doprowadź do lekkiego zagotowania się.
  6. Przykryj, zmniejsz na ogień na mały i gotuj 1,5 godziny
  7. Potem gotuj jeszcze 1,5-2 godziny przewracając mięso. Gotuj, aż będzie miękkie przy sprawdzaniu widelcem
  8. Możesz zrobić sos do mięsa – wyjmij mięso i sos w garnku doprowadź do wrzenia, gotuj, że stanie się gęsty (będzie pokrywać łyżkę), dodaj słodką śmietanę. Uprzedzam, że sos jest bardzo pikantny – cały dodany pieprz jest właśnie w nim, więc polecam raczej użyć tej zalewy bez jej kondensowania.

Przepis pozyskałem z tej strony https://foodwishes.blogspot.com/2017/11/peposo-dellimpruneta-making-bad-beef.html

Dostosowałem do mniejszej porcji.

Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17

Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17 to jedna z nowej serii (produkcja 2017) indywidualnych racji jednoposiłkowych. W porównaniu do starej serii dużo się zmieniło – przede wszystkim jeśli chodzi o dodatki. Danie główne pozostały te same (przynajmniej w racjach 17, 12, 13, które mam), ale… teraz są pod innymi numerami. Na plus można zaliczyć większą różnorodność dodaktów, w tym napoi. Ciekaw jestem jak będzie wyglądał pełen zestaw tych menu.

Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17
Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17

Zawartość

  • gulasz drobiowy
  • wołowina suszona o smaku BBQ i miodu
  • suchary specjalne
  • koncentrat napoju izotonicznego
  • mieszanka owoców lifilizowanych
  • 2 batony owocwo zbożowe: figowy i limonkowy
  • guma do żucia
  • kofik – cukierek z ekstraktem kawy naturalnej
  • sól, pieprz
  • serwetka
  • papier toaletowy
  • 2 serwetki higirniczne
  • torebka strunowa
  • łyżka jednorazowa
  • rurka do napojów
  • haczyki
  • tabletka do dezynfekcji wody
  • zapałki
  • bezpłomieniowy podgrzewacz chemiczny
Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17
Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17

Danie główne

Gulasz drobiowy miałem już okazję próbować w starszych racjach. Składa się z mięsa z podudzi kurczaka oraz suszonych warzyw. Niestety jest też kilka dodatków „upiększających”. Danie jest produkcji firmy Rolnik, ale widzę, że nie mają go już w oficjalnej ofercie.

Mięso jest miękkie i całość ma dobry smak charakterystyczny dla długo duszonego mięsa z warzywami. Ja dodałem sobie pieprzu i to był dobry pomysł.

Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17
Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17

Dodatki

Spróbowałem batonik limonkowy – smaczny jak poprzednie wersje, a na dodatek rzeczywiście smakuje limonką. Wyprodukowany w Czechach.

Mieszanka owoców lifilizowanych jest znana z racji SR-G i uważam, że to świetny sposób na dostarczenie owoców do racji – są lekkie, a jednocześnie nie tracą na smaku. Nie są dosładzane, można je zalać wodą, aby mieć ewkwiwalent świeżych.

Zupełną nowością jest wołowina suszona (25g, produkowana w UK). To chyba ma być jakiś ekwiwalent tej puszki mięsnej. W smaku jest naprawdę dobra – lekko słodka, lekko pikantna, twardość odpowiednia (nie wyrywa zębów, a jednocześnie nie można od razu połknąć).

Po wielu latach zobaczyliśmy w naszych racjach inny napój niż herbaciany firmy Kruger. Tu mamy cytrynowy izotonik, który miałem już okazję wcześniej próbować kupują go osobno w Arpolu. Nie za słodki, naprawdę przyzwoity. Próbowałem już bardzo wielu izotoników z różnych krajów i nie zawsze są tak udane.

Suchary tym razem okazały się bardziej łaskawe dla zębów – może to kwestia ich świeżości (jeszcze rok im pozostał).

Z dodatków zniknął cukierek z witaminą C – dicky.

Akcesoria

Przebadałem dokładniej akcesoria, ponieważ oprócz serwetki było coś innego jako papier toaletowy. Po rozpakowaniu okazało się, że to ten papier, tylko inaczej złożony. Na szczęście w jednym kawałku… Kto próbował użyć papieru z amerykańskiej MRE – wie, o czym mówię 😉 .

Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17 - akcesoria
Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17 – akcesoria

Pojawiły się zapałki i to od razu dwa rodzaje. Te białe już spotkałem w jakieś racji, natomiast sztormowych jeszcze nie widziałem w takiej postaci. Są gigantyczne – zobaczcie porównanie na zdjęciu z zapałkami z racji UK i rosyjskiej.

Zapałki-od prawej: polskie, UK, rosyjskie
Zapałki-od prawej: polskie, UK, rosyjskie

Przeprowadziłem test zapalania, który możecie zobaczyć na video poniżej wraz z całą degustacją racji.

Mam pozytywną opinię, co do kierunku zmian w racjach S-R – mimo tego, że zniknęła puszka. Dodatki są bardziej różnorodne, a przede wszystkim zmieniają się napoje.

Video w jęz. polskim : https://www.youtube.com/watch?v=1PyHraS35JI

Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – śladami Magdy Gessler

Zajazd Pod Kłobukiem w Małdytach to miejsce, do którego wybierałem się śladami Magdy Gessler już od wielu lat. Leży on miedaleko mojego rodzinnego miasta, a po Kuchennych Rewolucjach nabrałem ochoty na spróbowanie tamtejszych przysmaków. Dzięki mojej koleżance z Grażyna gotuje odwiedziłem niedawno to miejsce i nawet miałem okazję porozmawiać z właścicielami.

Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty

Zajazd ma ciekawą historię związaną z Kanałem Ostródzko-Elbląskim. W oficynie tej budowli mieszkał główny architekt kanału. Został po nim znak geodezyjny wmurowany przy wejściu, a obecni właściciele odnaleźli ręcznie rysowaną mapę kanału, której reprodukcję można zobaczyć na korytarzu.

Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty - mapa
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – mapa
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty - znak geodezyjny
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – znak geodezyjny

To jest przykład udanych Kuchennych Rewolucji. Jeśli obejrzycie sobie ten odcinek to zobaczycie, że sytuacja na wejściu była dobra – kuchnia wzorowo zorganizowana, właściciele wiedzący co robią, z pasją, tylko życiowe przygody spowodowały że biznes zaczął iść źle.

Od czasu rewolucji jest pełno gości – a to już ładnych parę lat !. Stylistyka lokalu się trochę zmieniła, jest bardziej stonowana, tylko kolorowe krzesła zostały. Na mnie sprawiła bardzo dobre wrażenie – elegancko, ale nie odstraszająco, z dobrym gustem.

A jak smakowało….? Dobre pytanie, zwłaszcza, że Magda Gessler stwierdziła, że jeszcze się nie spotkała, żeby ktoś tak dobrze wyczuwał jej smaki.

Zaczynamy degustację !

Jako czekadełko dostaliśmy domowy chleb i smalec. Chleb pachnący i świeży, smalec z dużą ilością skwarek. Drobne, a cieszy 🙂

Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty - czekadełko
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – czekadełko

Skórki ziemniaczane

Skórki ziemniaczane to wydrążone połówki ziemniaków nadziane drobno posiekanym boczkiem/wędzonką i serem pleśniowym. Ciekawy pomysł, dodatek sera pozwolił połączyć dość luźne kawałki boczku i ziemniaka oraz nadawał zdecydowany smak. Całość była nieco za bardzo w słone tony, przypiekł bym też łupiny ziemniaka dla dodania nowego ssmaku. W sumie żałuję, że nie zamówiłem carpaccio ze słoniny (danie zaprojektowane przez Gesslerową), bo zapowiada się na dużo bardziej różnorodne smakowo.

Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty - skórki ziemniaczane
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – skórki ziemniaczane

Sałatka wiosenna

Z melonem, pomarańczą, miętą i grillowanym serem. Bardzo apetyczna i chrupiąca. Lekkie danie z dobrej jakości składników, a dodatek mięty wzmaga uczucie świeżości. Dużo obiecywałem sobie po tym grillowanym, częściowo roztopionym serze, ale smakowo nie wniósł za wiele oprócz dołożenia trochę lekkiej tłustości i sytości.

Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty - sałatka wiosenna
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – sałatka wiosenna

Warmińskie farszynki

Byłem ciekaw tego dania, które się tu bardzo dobrze sprzedaje – jest ono w sekcji kuchni warmińsko-oberlandzkiej. Są to kotleciki z gotowanych ziemniaków faszerowane mięsem wołowo-wieprzowym, w śmietanowo-kurkowym sosie.

Danie dość niezwykłe, każdy komponent ma tu swoją rolę. Otoczka ziemniaczana ma ciekawą konsystencję – jest lekko ciągnąca się, miękka. O farszu niewiele moge powiedzieć, bo nie jest zbyt wyrazisty. Całość smaku zamyka (a właściwie o nim stanowi) sos. Sos jest genialny – stężona, tłusta śmietana, odpowiednio słona i smak kurek – palce lizać.

Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty - warmińskie farszynki
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – warmińskie farszynki

Pieczeń z dzika ze smorodiną

Świetnie zamarynowane, kruche mięso, smakujące tą marynatą i lekko ziołami. Towarzyszące buraczki sa raczej standardowe, można by je podkręcić w stronę śmietanowo-kwaskową. Do dania w komplecie jest kieliszek destylatu z czarnej porzeczki, którego niestety nie mogłem spróbować, ale podobno był zacny 🙂

Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty - pieczeń z dzika
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – pieczeń z dzika

W zajeździe jest też słynny z Rewolucji sklepik z lokalnymi wyrobami. Ja zastałem tam dżemy, sery, jaja, różne przetwory, wędzonego jesiotra, wina z Winnicy przy Talerzyku (które gorąco polecam).

Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty - sklepik
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – sklepik
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty - sklepik
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – sklepik

Restauracja Munja Warszawa ul. Grzybowska 43

Restauracja Munja ( Warszawa, ul. Grzybowska 43 ) to miejsce, gdzie można zjeść autentyczną kuchnię bałkańską na wysokim poziomie. Jest tworzona przez czarnogórską rodzinę i jej polskich przyjaciół. Należy do średniej półki cenowej. Ja wyszedłem z rachunkiem 89 zł.

Recenzja – maj 2019

Restauracja ma otwartą kuchnię (przynajmniej częściowo), w tym grill z prawdziwym ogniem. Ogień pali się też na zewnątrz lokalu zapraszając na ucztę. Żywy ogień ma w sobie coś magicznego, co nie pozwala przejść obojętnie obok lokalu. Munja oznacza po serbsko-chorwacku piorun.

Restauracja Munja Warszawa, Grzybowska 43
Restauracja Munja Warszawa, Grzybowska 43

W kuchni widziałem w akcji 7 kucharzy, co zapowiada sprawną obsługę przy większym wypełnieniu sali. A propos – jesli wybieracie się wieczorem – warto zarezerwować stolik. Ja się dostałem tylko dzięki temu, że była godzina 17 – widziałem, że stoliki sa porezerwowane prawie w całości (a był to czwartek).

Restauracja Munja Warszawa, Grzybowska 43
Restauracja Munja Warszawa, Grzybowska 43

Miło było patrzeć na organizację pracy kucharzy – była osoba zawiadująca, sterująca np. przyspieszaniem niektórych zamówień jeśli klient był gotowy – pełen profesjonalizm. Kucharze byli sprawni i szybcy. W Poznaniu jest jedna mała restauracja/bar, która mnie zniechęca, bo jak widzę jak są przyjmowane zlecenia i jak porusza się kucharka dostaje natychmiast skoku ciśnienia i muszę wyjść.

Restauracja nie oferuje czekadełka, ale dania otrzymałem szybko.

Zupa rybna

Trudno było się na to nie skusić (w karcie są tylko dwie zupy). Lubię rybną i na dodatek Bałkany słyną z dań z owoców morza i ryb. Zupa była bardzo intensywna w smaku – pochodzącym od ryby (dorsz, łosoś), ale też małży i ośmiornicy, których było całkiem sporo w tej dużej misce. Dużo było też warzyw, trochę pomidorów i pikantnej papryki. Do tego genialny plaster bagietki podpieczony na ogniu. Zjadłbym takich 5 🙂

Restauracja Munja Warszawa, Grzybowska 43 - zupa rybna
Restauracja Munja Warszawa, Grzybowska 43 – zupa rybna

Gurmanska pljeskawica

Bałkańska klasyka w dużym zestawie. To wielki (ok. 15 cm średnicy) kotlet mielony z wołowiny, boczku i sera wędzonego zgrillowany na ogniu. W środku soczysty, pełen dymnego smaku. Lekko pikantny i z posmakiem różnych ziół. Do tego podają smaczny ajvar i kajmak (nie, nie skondensowane mleko tylko słony ser biały o konsystencji kremu). Warto spróbować obu dodatków.

Restauracja Munja Warszawa, Grzybowska 43 - Gurmanska Pljeskavica
Restauracja Munja Warszawa, Grzybowska 43 – Gurmanska Pljeskavica – zestaw
Restauracja Munja Warszawa, Grzybowska 43 - pljeskavica - widać ser i boczek
Restauracja Munja Warszawa, Grzybowska 43 – pljeskavica – widać ser i boczek

Kotlet leży na placku – czyli to jakby „pół-hamburger” – jednak z dużo lepszym stosunkiem mięsa do buły niż normalny.

Restauracja Munja Warszawa, Grzybowska 43 - pljeskavica na placku
Restauracja Munja Warszawa, Grzybowska 43 – pljeskavica na placku

Całość uzupełniają młode ziemniaczki w maśle i sałata szopska ze słonym serem Sirene. Dałem rade pokonać to danie, ale nie było łatwo (700g).

Restauracja Munja Warszawa, Grzybowska 43 - sałata szopska
Restauracja Munja Warszawa, Grzybowska 43 – sałata szopska

Spróbowałem też białego wina domowego – wytrawne, ale łagodne, o lekko cytrusowych tonach.

W restauracji tej była tez grupa moich znajomych kulinarnych i wyszli z pełnym zadowoleniem. Ja niewątpliwie chciałbym spróbować jeszcze wielu pozycji z menu np. risotto albo makaron z owocami morza, deskę wędlin, kałamarnice, musakę…

Rosyjska racja 24h dla małych drużyn

Rosyjska racja 24h dla małych drużyn to jedna z ciekawszych racji, jakie miałem okazję spróbować. Jest to właściwie 1/6 racji grupowej dla 6 osób, która kiedyś była w jednym kartonie i zbiorczych opakowaniach. Teraz to 6 osobnych pudełek.

Różni się ona od racji indywidualnych – niektórych rzeczy brakuje, ale też są ciekawe i smaczne elementy.

Rosyjska racja 24h dla małych drużyn
Rosyjska racja 24h dla małych drużyn

Jeśli chodzi o to, czego nie znajdziecie tutaj to przede wszystkim akcesoria – chusteczki, serwetki, łyżki, zapałki, podgrzewacze, a także zimne napoje.

Rosyjska racja 24h dla małych drużyn
Rosyjska racja 24h dla małych drużyn

Skład:

  • kasza gryczana z wołowiną
  • drób z zielonym groszkiem i marchewką
  • zupa Szczi
  • pasztet drobiowy
  • ser topiony
  • puree ziemniaczane
  • omlet w proszku
  • krakersy
  • masło
  • powidło jabłkowe
  • mleko skondensowane zagęszczone
  • herbata
  • kawa
  • cukier, sól, pieprz
  • puree warzwne („ikra”)

Jeśli chodzi o te ciekawe elementy to: puree ziemniaczane (spotyka się, ale rzadko), omlet w proszku i prawdziwe masło (jedyna mi znana racja, która to zawiera)

Rosyjska racja 24h dla małych drużyn
Rosyjska racja 24h dla małych drużyn

Na śniadanie przyrządziłem sobie własnie ten omlet – trzeba go usmażyć lub upiec – to nie jest typowe ‚ready-to-eat’. Nie jest to też liofilizowana jajecznica, jak w amerykańskich MCW. Przyrządzenie okazało się prostsze, niż myslałem, a efekt też dużo lepszy, niż się spodziewałem. Omlet usmażyłem na tym maśle z racji – zupełnie normalne masło, nieco kwaskowaty smak.

Do tego miałem ser, pasztet, krakersy i herbatę. Sam omlet był naprawdę smaczny, trochę bardziej sztywniejszy, niż zrobiony ze świeżych jajek. Do niego dodałem to puree warzywne, co stworzyło już naprawdę wyśmienite danie. Puree jest lekko kwaśne, lekko tłuste i jest samo w sobie bombą smakową.

Krakersy klasyczne – smak pszennego chleba, ser jest całkiem dobry, nie za słony, natomiast pasztet mi nie smakował. Łagodny pasztet drobiowy, ale miał jakąś niezdrową goryczkę (nie od wątróbki-bo jej nie ma w składzie) – jest jedyny element racji, który wyrzuciłem po spróbowaniu.

Rosyjska racja 24h dla małych drużyn
Rosyjska racja 24h dla małych drużyn

Na obiad wybrałem puree ziemniaczane (wystarczy dodać gorącej wody), drób z warzywami (marchewka, groszek), kawę i mleko skondensowane.

Puree ziemniaczane jest całkiem przyzwoite- oczywiście czuć, że przyrządzone z proszku (właściwie z płatków ziemniaczanych), ale jest wystarczająco dobrym zamiennikiem ziemniaków. Tu znowu przydało się masło – dodałem go do puree, co polepszyło smak.

Danie z drobiem i warzywami ma całkiem domowy smak, może wymaga troche pieprzu, ale poza tym ma naturalny smak warzyw i duszonego drobiu. Kawa okazała się dość gorzka i całkiem mocna, a z mlekiem słodzonym była jak deser (mleko samo w sobie pyszne). Spróbowałem też powideł jabłkowych – mimo, że były w innym opakowaniu, niż zwykle to miały ten sam, intensywny owocowy smak i gęstość.

Kasza gryczana z wołowiną – 250g – była również smaczna. Trochę tłusta (ale to jedzenie dla żołnierzy), trochę wymagała pieprzu. Miała natomiast całe kawałki mięsa, co nie zawsze się spotka w rosyjskich racjach (czasem mięso jest zmielone i wymieszane z kasza na jedną masę).

Rosyjska racja 24h dla małych drużyn
Rosyjska racja 24h dla małych drużyn

Na koniec zostawiłem sobie zupę. Jest to zupa warzywna, z kapustą i mięsem indyka. Jak widać po kolorze – jest też trochę pomidorów… Zupa ma naturalny smak, ładnie wychodzi w nim świeża (tzn. nie kiszona) kapusta, duże kawałki mięsa, raczej fileta.

Podsumowując – racja była naprawdę smaczna i różnorodna. Omlet i masło – robią różnicę. Cała racja miała okres przydatności do spożycia 1 rok – ale to tylko z powodu tego omletu, reszta ma 2-3 lata terminu.

Video w wersji angielskiej tu: https://www.youtube.com/watch?v=ozZ4QEazKlM

Tarta żytnia z zielonymi szparagami

Tarta żytnia z zielonymi szparagami to mój przepis na sezon szparagowy 2019. Prosta w wykonaniu, z ciekawym ciastem z mieszanej mąki. Warzywa są lekko chrupiące, pełne smaku, uzupełnione jajecznicą. Tarta smakuje również wyśmienicie odgrzana następnego dnia. Ciekawym dodatkiem jest pikantny twarożek, można też zrobić mizerię lub rzodkiewkę ze śmietaną.

Przepis pochodzi z duńskiej książki Clausa Meyera „Nowa, nordycka kuchnia”

Tarta żytnia z zielonymi szparagami

Składniki:

ciasto:

  • 80g mąki pszennej
  • 40g mąki owsianej (nie miałem, użyłem pszennej)
  • 40g mąki żytniej (u mnie chlebowa typ 720)
  • łyżeczka soli
  • łyżka wody
  • łyżka oliwy z oliwek lub olej rzepakowego tłoczonego na zimno
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • 100ml jogurtu, kefiru lub maślanki

wypełnienie:

  • 2 cebule
  • ząbek czosnku
  • olej
  • 100g młodej marchwi
  • 5 zielonych szparagów
  • tymianek – 2 łyżeczki suszonego lub świeży
  • 4 jajka
  • 100ml mleka
  • sól, pieprz

dodatek:

  • 100g twarożku wiejskiego (lub twaróg + śmietana)
  • rzeżucha, rukola lub rzodkiewka (mogą być również liście)

Jak to zrobić?

Tarta żytnia z zielonymi szparagami i twarożkiem
  1. Ciasto – mieszamy mąkę, proszek i sól, dodajemy wodę, olej i jogurt i wyrabiamy na ciasto. Rozwałkowujemy cienko (2 mm), wkładamy do formy na tartę (ja wysmarowałem masłem i przesypałem bułką tartą). Powierzchnię ciasta dziurawimy widelcem. Pieczemy wstępnie 15 min. w piekarniku rozgrzanym do 150 stopni.
  2. Cebulę i czosnek drobno siekamy. Marchew obieramy, szparagom obcinamy końcówki, oba warzywa kroimy na kawałki 1 cm. Cebulę i czosnek smażymy na małym ogniu 15 min., dodajemy tymianek. Potem wrzucamy marchew i szpragi, solimy i pieprzymy i smażymy ok. 5 min.
  3. Jajka rozbijamy z mlekiem, solą i pieprzem.
  4. Na podpieczoną tartę wrzucamy podsmażone warzywa, zalewamy jajkami i wkładamy do piekarnika (150 st) na 25-30 minut (jajko musi się ściąć).
  5. Podajemy z twarożkiem wymieszanym z wybranym pikantnym warzywem.

Smacznego ! Jeśli przepis Ci się spodobał podaj go dalej w internecie !

Sprawdź też przepisy szparagowe z poprzednich lat:

Racja przetrwaniowa ARPOL menu 2

Racja przetrwaniowa ARPOL menu 2 to jedna z racji komercyjnych, ale zrobiona z podobnych komponentów jak wojskowe. Producentem jest jeden z dwóch głównych dostawców Wojska Polskiego – firma Arpol. Racja jest podobna wielkością do racji jednoposiłkowej wojskowej. Daniem głównym jest gulasz wołowy po węgiersku produkowanym przez firmę Rolnik.

Racja przetrwaniowa Arpol menu 2
Racja przetrwaniowa Arpol menu 2

Zajrzyjmy do środka:

Racja przetrwaniowa Arpol menu 2 zawartość
Racja przetrwaniowa Arpol menu 2 zawartość
  • gulasz wołowy węgierski
  • suchary specjalne
  • baron liofilizowany malinowy
  • woda 6x50ml
  • napój izotoniczny Orifo o smaku egzotycznym
  • herbata rozpuszczalna cytrynowa
  • tabletka energetyczna Carbonex
  • cukierki kawowe Kofik
  • cukierki z witaminą C – Dicky
  • sól, pieprz
  • kubek papierowy
  • ogrzewacz bezpłomieniowy

Głównym posiłkiem jest gulasz węgierski z wołowiny – to jest moja ulubiona (obok bigosu) potrawa z polskich racji żywnościowych. W środku są kawałki mięsa, które jednocześnie są miękkie, ale jest coś do pogryzienia. Jest to prawdziwe mięso, a nie przetworzona, zmielona masa, którą można spotkać zwłaszcza w amerykańskich racjach.

Do tego mięsa mamy duzo papryki, trochę warzyw i smaczny sos słodko-kwaśny, który nie wymaga doprawiania (OK, aby był bardziej „węgierski” powinien miec więcej ostrej i słodkiej papryki).

Racja przetrwaniowa Arpol menu 2 gulasz
Racja przetrwaniowa Arpol menu 2 gulasz

Do gulaszu mamy tradycyjne pancerne wafle czyli suchary specjalne. Ja je lubię chrupać w kawałkach, odłamując ręką, bo są tragicznie twarde. Zastanawiam się z jakiego powodu (oprócz przyzwyczajenia) są nadal podstawowym składnikiem racji.

Jako deser – liofilizowane owoce w postaci batona. Batony Frupp są bardzo smaczne, mój niestety był chyba zawigotniały, bo miał gumową konsystencję, choć w smaku był poprawny. Pozostałe słodycze – cukierki z witaminą C, czy kofiki opisywałem przy okazji racji wojskowych.

Z napoi mamy standardową herbatę rozpuszczalną, którą ja lubie oraz napój Orifo o smaku owoców egzotycznych. Napoje Orifo – występują w wielu racjach – skandynawskich, UK, niemieckich i są dość naturalne, nie za słodkie. Ten jest przeznaczony na 500 ml wody. Trochę mi brakuje takiej pozycji w naszych wojskowych racjach.

Z innych elementów różniących tę rację od S-R mamy norweską wodę „przetrwaniową” Seven Oceans – o nieco dziwnym, metalicznym posmaku, tabletkę Carbonex dostarczającą witanim i energii (tauryna) – naprawdę smaczną, bardzo owocową.

Racja ma też ciekawy dodatek – szczoteczkę do zębów jednorazową zawierającą od razu pastę do zębów. Spotykałem takie szczoteczki w racji duńskiej i włoskiej.

Angielski ogrzewacz bezpłomieniowy Hot Pack sprawił się dobrze, jego wielkość jest właściwa dla rozmiarów puszki z gulaszem.

Generalnie polecam tę rację, może nie ma zbyt wielu dodatków, ale w zupełności wystarczy, aby się smacznie najeść i doładować energią i witaminami, a na koniec umyć zęby. Do wszystkiego (w tym podgrzania) nie potrzebujecie na dodatek wody – jest ona w zestawie.

Video w języku polskim : https://www.youtube.com/watch?v=IdVO5ki6YlY

Tawerna Orłowska Gdynia ul. Orłowska 3

Wczoraj mój krótki pobyt w Trójmieście postanowiłem uczcić kulinarnie pięknym widokiem i świeżą rybą. To pierwsze się udało, to drugie – mniej.
Wybraliśmy się do Tawerna Orłowska w Gdyni – ładne, dość eleganckie miejsce, chyba z najlepszym widokiem na morze w Trojmieście.

Tawerna Orłowska Gdynia
Tawerna Orłowska Gdynia

Na poważnym jedzeniu byłem tu pierwszy raz. Tawerna jest jeszcze bardziej wyjątkowa, ponieważ mają własne kutry i własną wędzarnię. W karcie są też ryby, które pochodzą z ich połowu.

Tawerna Orłowska Gdynia
Tawerna Orłowska Gdynia


W zamówieniu znalazły się: zupa rybna, flądra smażona oraz halibut z masłem czosnkowym (własny połów? w karcie oznaczone jako prosto z sieci), ziemniaki pieczone (1 porcja tej przystawki), surówka z kapusty kiszonej, surówka z marchewki, herbata i woda gazowana.

Tawerna Orłowska Gdynia zupa rybna
Tawerna Orłowska Gdynia zupa rybna


Zupa rybna była przyzwoita. Dokładniej to ciężko mi się wypowiedzieć, bo ja jestem zwolennikiem klarownej zupy rybnej (ew. miksowanej jak ta węgierska w Starej Kuźni), a ta była zabielana śmietaną. Była dość gęsta, ale raczej od warzyw, ryba była w dwóch większych kawałkach i ogólnym „gruzie”. Zapomnijcie o klasycznych, dobrze komponujących się dodatkach jak świeża natka koperku (była pietruszka 🙁 ) lub koper włoski…

Tawerna Orłowska Gdynia - halibut
Tawerna Orłowska Gdynia – halibut


Całkiem dobry był halibut – dość gruby filet z masłem czosnkowym, rozpływał się w ustach. Najlepsze danie całego obiadu. Ten rodzaj ryby (halibut, turbot, łosoś) jest najlepszym strzałem w tym lokalu.
Ziemniaki pieczone były całkiem dobre, trochę ziół, dobrze wypieczone. Surówki (po 6 zł sztuka za mały talerzyk..) są do zapomnienia. W marchewce nie było śladu dodatków typu cytryna czy oliwa, kapusta kiszona łagodna o smaku, którego nie pamiętam.

Tawerna Orłowska Gdynia smażona flądra
Tawerna Orłowska Gdynia – smażona flądra


Totalną porażką była smażona flądra. Dostałem 3 ryby o rozmiarach 10×15 cm, czyli takie, których nigdy bym w sklepie nie kupił (i gdybym wiedział, że są takie małe to bym ich tu nie zamówił). Po prostu są jeszcze za młode. Na dodatek są smażone w głębokim tłuszczu, a nie na patelni (szybciej, łatwiej…).

Efekt jest taki, że dostajemy tuszki, które są zapieczone na twardo (wysoka temperatura), na których prawie w ogóle nie ma mięsa, a te resztki, które są – to suche wióry (bo ryby są ZA MAŁE), na dodatek całość nie ma ani grama soli. Oczywiście można sobie dosolić na stole, ale to nie to samo, nie da się tego dobrze doprawić. Mięso/skóra jest spieczona i sól nie rozprowadza się dobrze. A przecież można je wrzucić do lekkiej solanki…

Do tego dania dostałem 1/8 (!) cytryny, co za rozrzutność…


Ten mój zestaw można było dostać jako danie dnia trochę taniej. Zgadnijcie jaka była kompozycja?

Flądry smażone w głębokim tłuszczu, frytki (w głębokim tłuszczu) i… ogórek kiszony ! Kombinacja smaku dla kosmity… To nie obiecuje ekstazy dla podniebienia w innych pozycjach menu.


Droga kuchnio Tawerny – zlitujcie się nad małymi rybkami i nie podawajcie ich. Ani rybkom, ani klientom to nie służy.
Słowem – napchałem się (ale lekko), a nie najadłem i niezbyt smaku zaznałem. Nie wrócę tam na jedzenie, może na lokalne piwo na tarasie latem…
Całość : 1 zupa, 2 dania główne, 2 sałatki, 1 ziemniaki (dania główne nie zawierają dodatków), herbata i woda – prawie 100 zł… Opłata za widok….

Warto na pewno tam pójść na spacer – choćby dla tego wjątkowego koloru spokojnego morza…

Marzec 2019

Tawerna Orłowska Gdynia
Tawerna Orłowska Gdynia

Czeska pasta z wątróbki – smarowidło

Czeska pasta z wątróbki jest bardzo prosta do zrobienia i jednocześnie smaczna. To taka słowiańska wersja francuskiego przepisu (parfait z wątróbki), który bardzo lubię. Tamten jest z masłem, ten jest ze smalcem.

Czeska pasta z wątróbki
Czeska pasta z wątróbki

Zrobiem ją na podstawie czeskiego przepisu, do którego link jest na dole wpisu. Wzbogaciłem go w majeranek (bardzo poprawi smak) oraz złamanie tłustości w postaci lekkiego kwasku z octu jabłkowego. Ja w swoim przepisie pokroiłem nieco za grubo wątróbkę i miałem trochę za mało smalcu.

Całość zajmuje ok 20 minut plus schłodzenie.

Czeska pasta z wątróbki
Czeska pasta z wątróbki

Składniki:

  • pół kilo wątróbki z kurczaka
  • 250g smalcu
  • 1 cebula średnia
  • 2-3 liście laurowe
  • 5 ziaren ziela angielskiego
  • czubata łyżka suszonego majeranku
  • 2 łyżki octu jabłkowego lub winnego
  • sól i pieprz

Jak to zrobić?

  1. Obierz cebulę i drobno posiekaj
  2. Wątróbkę oczyść z żyłek, które znajdują sie pośrodku i pokrój na kawałki 2×2 cm
  3. Rozpuść smalec na patelni lub w garnku, wrzuć cebulę, pokruszone liście i zgniecione ziarna ziela angielskiego
  4. Smaż, aż cebula stanie się przezroczysta
  5. Wrzuć wątróbkę i majeranek i na małym ogniu smaż 15 min, mieszając od czasu do czasu, posól i popieprz (jak ostygnie doprawisz do końca)
  6. Ostudź, spróbuj czy wystarczy soli i pieprzu, przełóż do naczynia, w którym będzie przechowywane i wstaw przykryte do lodówki.
  7. Po ostudzeniu jest gotowe !

Oryginalny przepis możecie zobaczyć tu: