Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Stachury 6

Restauracja Oranżeria w Gdańsku przy ulicy Stachury 6- na Garnizonie – to lokal otwarty 21.06.2020, który obserwowałem już podczas jego budowy. Po zapoznaniu się z jego ciekawym menu od razu zdecydowałem o przetestowaniu. Doświadczenie okazało się pozytywne pod wieloma względami – smaku, obsługi, koncepcji kulinarnej – zapraszam na recenzję – chyba pierwszą w jego historii.

Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Hemara
Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Stachury 6

Na początek mała dygresja – byliśmy zdaje się w drugim dniu otwarcia. Dania, które sobie upatrzyliśmy – zrazy z dzika i pierogi z kaczki (oraz oranżada) skończyły się o godzinie 18. Kelner nas za to przeprosił i wyjaśnił, że oranżada się zbyt przegazowała (chyba ze względu na temperaturę) i nie nadaje się do podania, pozostałe dania po prostu cieszą się nadspodziewaną popularnością. Jest to całkiem usprawiedliwione – w pierwszym tygodniu działania lokalu trudno przewidzieć jak będą „schodzić” poszczególne pozycje menu. Karta jest jednak tak bogata i zachęcająca, że spokojnie wybrałbym 3-4 inne propozycje.

Dania w karcie oznaczone są papryczką jeśli są ostre – to oczywiście subiektywne odczucie, dla naszych kubków smakowych brak papryczki nie oznaczał wcale łagodnego dania. Warto zapytać obsługę, czy w składzie jest np. chilli.

Wystrój i obsługa

Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Hemara
Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Stachury 6

Restauracja składa się z dwóch części – oranżerii i sali wewnątrz. Większa część to oranżeria, ale stoliki wewnątrz mają też zapewnione sporo światła i prywatności. Wyposażenie jest trochę „domowe”, ale jednocześnie jest nowe, głównie naturalne drewno, wygodne siedzenia, dużo zieleni. Pachnie świeżością i czystością.

Mnie odstraszają zakurzone wnętrza, które są urządzone z przypadkowych mebli zebranych na wystawkach, może niosących swoją historię, ale też nie wiadomo co jeszcze… Nie przepadam też za wystrojem z europalet. Oranżerii udało się uniknąć obu tych schematów. Ładna, oryginalna zastawa.

Mieliśmy kontakt z dwojgiem kelnerów – chłopak był głównym, ale też dziewczyna, której pytaliśmy się o jakieś rzeczy. Póki co – pełni entuzjazmu – otwarci na uwagi, sprawni. Czas oczekiwania (sala była pełna w ponad połowie) – naprawdę przyzwoity.

Napoje

To osobny, ciekawy rozdział. Ponieważ byliśmy w pierwszych dniach po otwarciu – zaserwowano nam lampkę wytrawnego prosecco z truskawką. Zamówiliśmy domową lemoniadę i domowy tonic. Przyznaję, że domowego tonicu jeszcze nie widziałem w żadnej restauracji.

Lemoniada była na dobrym poziomie, nie do końca mogę ją ocenić, bo nie wymieszaliśmy jej (ani nie wymieszała jej obsługa) – efekt był taki, że na początku była wytrawna, a przy dnie szklanki – bardzo słodka. Myślę, że odpowiednio podana będzie bardzo dobra.

Domowy tonic jest wyśmienity (przynajmniej dla miłośnika tego napoju, którym jestem) – jest lekko słodki, a przede wszystkim ma bogaty bukiet ziołowy i lekka goryczkę.

Tatar wołowy

Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Hemara - tatar wołowy
Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Stachury 6- tatar wołowy

Pierwsze wrażenie wzrokowe nie było zbyt imponujące. Najczęściej tatar występuje jako osobno podane mięso i dodatki – umożliwia to ładniejszą kompozycję i lepsze kolory (zwłaszcza, jeśli osobno jest kontrastowe żółtko). Tutaj tatar został już wymieszany z częścią przypraw – np. cebulą i musztardą. Osobno jest jeszcze czerwona cebula, grzybki i ogórek konserwowy – wszystko pięknie posiekane w brunoise.

Ostatnim dodatkiem są cienkie frytki, chrust ziemniaczany, który jest trochę z kosmosu w tym daniu i mi nie bardzo pasował, ale zaliczmy go jako ozdobę.

Ten wygląd obronił się po pierwszym kęsie – świetna harmonia słoności, kwasowości i pikantności z mięsem. Brać w ciemno !

Wątróbki drobiowe w boczku

Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Hemara - wątróbki wołowe w boczku, karmelizowane figi i sos wiśniowy
Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Hemara – wątróbki wołowe w boczku, karmelizowane figi i sos wiśniowy

Po lekturze opisu tego dania w menu nie mogłem odpuścić – zestaw smaków, które to danie obiecywało był zbyt kuszący.

Moje za bardzo rozbudzone oczekiwania doczekały się częściowego spełnienia. Wątróbka miękka, do tego wędzony i słony smak boczku. Słodycz wiśni i przyjemna tekstura fig (w smaku nie za wiele wnosiły, ale przyjemne na języku). Nieco się czepiam, ale być może mogłoby tu być troszkę wiecej goryczki (może inna wątróbka ?), może odrobinę więcej dymu z boczku z domowej wędzarni… Mimo wszystko warte spróbowania.

Żeberka BBQ

Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Stachury 6- żeberka BBQ, domowe frytki, ostra salsa, sos Jack Daniels

Danie dla mięsnych twardzieli. Bardzo ładnie podane, frytki w gustownym mini-koszyczku do frytownicy, sos jest na mięsie oraz w słoiczku. Salsa (pięknie pokrojona, jeszcze raz gratulacje dla mistrza noża). Główny element – czyli akordeon z żeberek marynowanych, potem mocno zgrillowanych i nieco podwędzonych dymem.

Frytki całkiem poprawne, ich rozmiar i ilość przyczynia się do uspokojenia wyrzutów sumienia :), do tego dania to w zupełności wystarczy. Mięso mocno zgrillowane, nawet na granicy suchawego, ale bez problemu jadalne, pięknie odchodzi od kości. Przesączone marynatą – harmonia smaków słonych i pikantnych, lekkiej słodyczy. Danie jest dość pikantne (mimo, że nie ma symbolu papryczki w menu) – jak dla mnie – na mojej granicy, nie używałem zatem dodatkowego sosu ze słoiczka.

Sos Danielsa dodaje wilgoci i pikantności, nie dodaje natomiast smaku „Danielsa”. Mam porównanie do popularnego (i mojego ulubionego) sosu w duńskiej sieciówce z grillem (Jensen’s Bøfhus) . Możecie pomstować, że to sos wytwarzany przemysłowo, ale tam ten aromat i smak kukurydzianego bourbona było czuć wyraźnie. Wierzę, że zdolni kucharze z Oranżerii dopracują ten detal.

Poduszki gnocchi

Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Stachury 6- poduszki gnocchi – z kozim serem i truflami

To niepozorne danie okazało się królem całego posiłku. Jest dopracowaane w szczegółach i widać, że kuchnia ma pojęcie i doświadczenie w tym asortymencie. Ciasto jest aksamitne, mięciutkie i ma idealną konsystencję. Na talerzu nie czekają jednak włoskie kopytka, ale stwory nadziewane mieszanką koziego sera i pasty truflowej. Samo nadziewanie też nie jest łatwe przy tak miękkim cieście – więc tym bardziej ukłony dla szefa. Żaden z gniocchi nie był otwarty, naruszony, uszkodzony.

Wewnątrz – eksplozja smaku – aksamitny twarożek kozi i intensywne trufle. Wszystko otoczone maślanym sosem i szparagami al dente. Sos zawiera też element pikantny – papryczkę chilli. Do pożarcia w mgnieniu oka !

Zobaczcie też aktualną kartę obiadową – czerwiec 2020, z drugiej strony jest równie ciekawa karta śniadaniowa ! Też spróbuję ją przetestować.

Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Hemara - menu obiadowe
Restauracja Oranżeria Gdańsk ul. Stachury 6- menu obiadowe

Podsumowanie

Udana, przemyślana i niezmanierowana restauracja. Widać dobre rzemiosło w kuchni i przemyślane potrawy – z jednej strony próbujące trafić w szerokie gusta, z drugiej strony – wyróżnić się czymś ciekawym. Jak na tę jakość i lokalizację – naprawdę przyzwoite ceny. Karta deserów dopiero powstaje, ale jest już lodówka z ciasteczkowymi propozycjami. My nie byliśmy w stanie nic już wcisnąć ;) .

Na pewno pojawię się tam na degustację innych propozycji z menu. Wierzę też, że menu bedzie się zmieniać zgodnie z sezonowością dostępnych składników.

Zupa krem z kiszonej kapusty

Zupa krem z kiszonej kapusty może wydawać się dziwnym pomysłem, ale jest jedną z najsmaczniejszych zup, jakie odkryłem w ostatnich latach. Nie jest typowym, kwaśnym kapuśniakiem. Ma świetny balans między kwasem kapusty, gładkością śmietany i wędzonką. Przepis znalazłem w książce, którą kiedyś kupiłem w Niemczech na wyprzedaży – poświęconą wyłącznie kiszonej kapuście.

Gorąco zachęcam do spróbowania !

Na pewno do niej jeszcze wrócicie.

Składniki:

  • 2 szalotki lub duża cebula
  • 50g boczku wędzonego (gruby plaster)
  • łyżka masła
  • 2 pory lub 1 duży (tylko biała część)
  • 2 średnie ziemniaki
  • 300g kapusty kiszonej
  • 3/4l bulionu mięsnego (drobiowy, wołowy)
  • 250g śmietany 18%
  • sól, pieprz, ew. gałka muszkatołowa
  • wędzona ryba lub wędzona kiełbasa
  • natka pietruszki

Jak to zrobić ?

  1. Cebulę i boczek pokrój na drobne kawałki, podsmaż w garnku na maśle
  2. Por posiekaj dość drobno, ziemniaki w małą kostkę. Wrzuć do garnka i przesmaż aż się lekko zezłoci. Ważne jest, aby ziemniaki się przesmażyły, ponieważ będą się gotować w kwaśnej wodzie (która nie sprzyja ich gotowaniu)

  1. Wlej bulion, wrzuć kapustę kiszoną, gotuj na małym ogniu 30-40 min, aż będzie miękka
  2. Dodaj śmietanę – jeśli jest prosto z lodówki – trzeba dodać trochę gorącej zupy i wymieszać, żeby ją zahartować.
  3. Zmiksuj na gładko, dopraw (jeśli trzeba) solą i pieprzem. Na koniec możesz dodać gałkę muszkatołową startą (najpierw spróbuj bez tego).
  4. Do zupy wrzuć pokrojoną w kostkę kiełbasę lub kawałeczki ryby wędzonej (bardzo podnosi smak), posyp natką pietruszki

Smacznego ! Jeśli przepis Ci zasmakuje podziel się linkiem w mediach społecznościowych !

Możesz tez spróbować zupy krem z białych warzyw korzeniowych z obłędnym aromatem truflowym !

Prosty przepis na makaron z warzywami

Ten prosty przepis na makaron z warzywami jest do zrobienia w 10 minut, na dodatek możecie go modyfikować w zależności od tego, co znajdziecie w domu. Nie może w nim zabraknąć kilku składników takich jak: cebula, koncentrat pomidorowy, wino i zioła, ale reszta to pole do Waszej fantazji ! Jest zachwycająco smaczny i prosty ! Dobry przepis na czas kryzysu, kwarantanny i oszczędności.

Jeśi szukacie innych smaków – możecie wybrać się w stronę Azji i zrobić Makaron z masłem orzechowym

Prosty przepis na makaron z warzywami
Prosty przepis na makaron z warzywami

Składniki (na 1 osobę)

  • 75g suchego makaronu (świderki, rurki, papardelle itp)
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 3 gałązki selera naciowego
  • pół papryki
  • 1 cebula, ew. czosnek – kilka ząbków
  • 100 ml wytrawnego wina (kolor obojętny)
  • pół szklanki wody
  • 1 łyżeczka ziół prowansalskich (lub chociaż tymianek i oregano)
  • 2 łyżeczki suszonego estragonu
  • 3 łyżki oliwy z oliwek extra vergine
  • 100g (pół małego słoiczka) koncentratu pomidorowego
  • sól, pieprz
  • parmezan, pecorino romano lub podobny ser – 2 łyżki startego

Ja jeszcze dodałem trochę grzybów shimeji i solirodu. Możecie dodać pieczarki, starkowaną marchew, koper włoski cienko pokrojony itd itd itd… Pamiętajcie tylko, że twarde warzywa – np seler korzeniowy – wymagają pokrojenia w cienkie paski lub starcia na tarce jarzynowej.

Ser nie jest konieczny, ale bardzo poprawia smak. Możecie też spróbować z małą ilością sera pleśniowego (niebieska pleśń jak Lazur, Bleu d’Auvergne, Gorgonzola, Danish Blue itp.)

Jak to zrobić ?

  1. Przygotuj składniki: warzywa posiekaj w paski lub plasterki, cebulę w kostkę, czosnek w plasterki
  2. Wstaw wodę na makaron i ugotuj go według przepisu na opakowaniu
  3. Podczas, gdy woda na makaron się gotuje – na patelni rozgrzej oliwę i wrzuć cebulę i czosnek, zmniejsz ogień i podsmaż, aż będzie przezroczysta
  4. Wrzuć pokrojone warzwa i zioła, posól i popieprz, smaż ok. 5-7 minut
  5. Wlej wino, zwiększ ogień i odparuj
  6. Dodaj koncentrat pomidorowy i wodę (zamiast tego możesz dać puszkę pomidorów pelati – obranych ze skórki – pokrojonych)
  7. Podsmaż ok. 2-3 minut, aż sos się zagęści. Spróbuj – może trzeba dosolić lub popieprzyć ?
  8. Na patelnię wrzuć makaron i wymieszaj.
  9. Na talerzu posyp to starkowanym serem.

Smacznego !

Makaron z masłem orzechowym

Makaron z masłem orzechowym jest bardzo prosty do zrobienia, przyjemny smak orzechów towarzyszy pikantnym dodatkom – imbirowi, czosnkowi, chilli.

Całości dopełnia prażony sezam. Wegański obiad w 10-15 minut, na dodatek bardzo sycący !

Makaron z masłem orzechowym
Makaron z masłem orzechowym

Składniki (na 1 osobę)

  • 75-100g makaronu
  • 2 cebule dymki lub szczypior
  • 3 ząbki czosnku spore
  • 3 cm świeżego imbiru
  • ½ łyżeczki sosu chili np. sriracha, tabasco
  • 2 łyżki masła orzechowego
  • łyżeczka jasnego oleju sezamowego
  • łyżka ziaren sezamu lub posiekanych orzechów ziemnych
  • świeża kolendra
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki octu ryżowego, jabłkowego lub winnego

Jak to zrobić ?

  1. Upraż ziarna sezamu na suchej patelni
  2. Obierz imbir i czosnek i drobno posiekaj (lub zmiel w malakserze)
  3. Wstaw wodę na makaron (1 litr na 100g makaronu)
  4. Jak zagotuje się woda – wrzuć makaron i zabierz się za sos
  5. Na patelni rozgrzej olej sezamowy
  6. Wrzuć czonsek, imbir i sos chilli, zmniejsz ogień i przesmaż 1-2 minuty
  7. Wlej sos sojowy i ocet, wrzuć masło orzechowe, wymieszaj
  8. Chwilę przesmaż mieszając, dodaj gorącą wodę – 3-4 łyżki (może być woda od makaronu)
  9. Wrzuć pokrojony grubo szczypior/dymkę i ugotowany makaron, wymieszaj na patelni
  10. Całość posyp uprażonym sezamem lub posiekanymi orzechami i wrzuć posiekaną natkę kolendry

Wegański bulion „wołowy” – pyszny i treściwy

Wegański bulion, wywar warzywny jest smaczny i aromatyczny, ale trochę brakuje mu „ciała”. Znalazłem ciekawy przepis bazujący na kuchni francuskiej, za pomocą którego można stworzyć bulion przypominający w smaku wołowy i nadający się na pełnoprawną zupę. Założę się, że wiele osób, które go spróbują nie wiedząc co to jest powiedzą, że to bulion na bazie mięsa (pierwszy tester powiedział, że to wołowina). Tajemnicą smaku są dodatki, które dodają umami, kwasku i przypalonej słodyczy. Przepis wymaga kilku godzin przygotowania, ale niedużo pracy, najlepiej zabrać się za niego w wolny dzień.

Niektóre składniki są trochę egzotyczne, ale np. pastę miso dostałem w małej torebce w Leclerc, wodorosty kiedyś już dawno (jakieś 12 lat temu) kupiłem w sklepie azjatyckim.

Wegański bulion
Wegański bulion „wołowy”

Składniki:

  • 2 średnie marchewki
  • ćwiartka selera (pół małego)
  • 2 średnie cebule
  • 1 czerwona papryka
  • 1 por
  • 1 burak
  • 1 główka czosnku
  • pół garści suszonych grzybów leśnych
  • kawałek wodorostów kombu (10×15 cm), albo duża szczypta innych suszonych wodorostów pokrojonych w paski
  • 250g pieczarek (najlepiej brązowych) lub innych, świeżych grzybów
  • łyżeczka ziaren pieprzu
  • 2 łyżki jasnej pasty miso
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • opcjonalnie koper włoski
  • woda: ważna jest proporcja – 3 części wody na 2 części surowych warzyw – czyli np. na 1 kg warzyw – 1,5 litra wody

Przygotowanie:

  • Rozgrzej piekarnik do 150ºC
  • Umyj warzywa, obierz seler, cebulę, czosnek, buraka. Marchwi nie trzeba obierać. Wszystkie warzywa pokrój na cieknie plasterki – to jest ważne – możesz użyć robota kuchennego, albo mandoliny. Nie miksuj ich w blenderze, bo potem się przypalą
  • Rozmieszaj koncentrat pomidorowy, oliwę i pastę miso
  • Warzywa włoż do dużej brytfanki, pokrusz na nie suszone grzyby i wodorosty.
  • Polej to mieszanką koncentratu, oliwy i miso, wymieszaj rękami dokładnie
  • Wstaw do piekarnika na 2 godziny, przemieszaj od czasu do czasu
Wegański bulion -warzywa - pieczenie
  • Przełóż warzywa do garnka, który można wstawić do piekarnika, dolej wodę, wstaw do piekarnika na 1,5 godziny
  • Odcedź warzywa na sicie, ewentualnie dosól do smaku

Bardzo polecam dodanie trochę sosu rybnego i soku z limonki – to jest dopiero symfonia smaków !

Mniam !

Przepis zrobiłem na podstawie tego video, trochę dostosowując składniki: https://www.youtube.com/watch?v=Ox1w_PyKJ6w

Pasty Wawrzyniec

Pasty Wawrzyniec pojawiły się na rynku chyba w 2019 roku. Ich producentem są ZPT Kruszwica. Korzystając z promocji kupiłem od razu zestaw czterech smaków, aby je dla Was spróbować: hummus z pestkami dyni i słonecznika, ze słodką cebulą i suszonymi pomidorami, z suszonymi pomidorami i żurawiną, z grillowanym bakłażanem. Warto było !

Pasty Wawrzyniec z ZPT Kruszwica
Pasty Wawrzyniec z ZPT Kruszwica

Pasty są pakowane w pudełka po 80g – w sam raz na jeden posiłek, ze względu na zawartość oleju i ciecierzycy mają całkiem sporo kalorii. Ciekawe, że do wszystkich past została użyta ciecierzyca – daje to dobry efekt smarowności i gładkości. W pastach jest też dodatek pomidorów (oprócz hummusu), który zaostrza smak.

Hummus z pestkami dyni i słonecznika

Hummus z pestkami dyni i słonecznika - Pasty Wawrzyniec
Hummus z pestkami dyni i słonecznika – Pasty Wawrzyniec

Gładki, delikatny hummus, z posmakiem kuminu. Dodatku dyni i słonecznika nie mogłem wyczuć, ale smak jest dobrze zbalansowany, gładki. Jak się przyjrzec to widać kawałki zmielonych nasion słonecznika. Nie ma agresywnych dodatków jak czosnek, czy cytryna, ale całość jest przyjemna i nie nudna w smaku. Mniam !

Pasta ze słodką cebulką i suszonymi pomidorami

Pasta ze słodką cebulką i suszonymi pomidorami - Pasty Wawrzyniec
Pasta ze słodką cebulką i suszonymi pomidorami – Pasty Wawrzyniec

Bardzo dobra pasta, mieszanka dwóch smaków – właśnie słodyczy podsmażonej cebuli i kontrastującego z nią kwasku suszonych pomidorów. Do tego trochę ziół i ciecierzycy dla smarowności. Dla mnie – najsmaczniejsza pasta z tego zestawu, chociaż przyznaję, że po paru godzinach cebulka mi się odbijała (czego normalnie nie ma w zwyczaju).

Pasta z grillowanym bakłażanem

Pasta z grillowanym bakłażanem – Pasty Wawrzyniec

Po tej paście spodziewałem się czegoś w rodzaju baba ghanoush, ale to zupełnie inny wyrób, nie ma tu śladu sezamu i kuminu. Są natomiast grillowane bakłażany (grubo zmielone) oraz – aby smak był bardziej atrakcyjny – pomidory. Całość jest świetnym dodatkiem do małych kanapek, krakersów, a nawet myślę, że sprawdziłoby się jako dodatek do puree ziemniaczanego.

Pasta z suszonymi pomidorami i żurawiną

Pasta z suszonymi pomidorami i żurawiną - Pasty Wawrzyniec
Pasta z suszonymi pomidorami i żurawiną – Pasty Wawrzyniec

Ta pasta miała najbardziej intensywny zapach – suszone pomidory i zioła. Dodatek żurawiny się zgubił – to ta sama, kwaskowa nuta, co pomidory. Niemniej jednak całość jest bardzo smaczna i oprócz zastosowania kanapkowego byłoby niezłym dodatkiem do pasty twarogowej.

Podsumowanie

Wszystkie wypróbowane pasty oceniam wysoko, nie mają sztucznych dodatków, mają dobrze przemyślany smak dający dobry zestaw smaków i smarowność. Można ? Można :). Na temat ceny można dyskutować. Ja w promocji kupiłem je po 2 zł, normalnie kosztują chyba ok 3. Przy zrobieniu większej ilości w domu (oprócz bakłażana) – pewnie wyjdzie taniej. Jeśli masz ochotę na kilka kanapek, albo dodatek do przekąsek na imprezę – to pasty te są lepszym wyjściem.

Ten wpis NIE jest sponsorowany. Wersję wideo możecie zobaczyć tu:

Min’s table Poznań ul. Kraszewskiego 14

Min’s Table Poznań to lokal, który wyglądał tak interesująco, że wybrałem sie do niego specjalnie na poznańskie Jeżyce, aby się przekonać czy jest tak dobry jak go chwalą.

Min’s Table to ten typ restauracji, który szczególnie cenię. Mały lokal, krótka karta, ale za to dopracowane dania. Niedaleko jest jeszcze jeden lokal w tym stylu – Ramen-Ya

Min's table Poznań
Min’s table Poznań

Wygląd, atmosfera, obsługa

W Min’s Table oprócz jedzenia dostaje się jeszcze dodatkową wartość – estetykę, przemyślany wygląd wszystkiego – od ścian i stołu do naczyń i sztućców. Personel ubrany w firmowe koszulki, karta menu przyozdobiona tymi samymi motywami, które są na ścianach.

Min's table Poznań
Min’s table Poznań

Obsługują młode kelnerki, posługujące się też sprawnie angielskim, chociaż Min czasem sama wyjrzy z miniaturowej kuchni i coś poda. Goście siedzą przy jednym stole co tez wyróżnia ten lokal i tworzy miłą atmosferę. Teraz, latem są jeszcze dwa małe stoliki na zewnątrz, można też zamówić na wynos i poprzez portale. To jedyny lokal, który spotkałem, gdzie jest tylko płatność bezgotówkowa. Przy takiej niszowej specjaizacji to zupełnie nie przeszkadza.

Jedzenie

Jako przystawkę zamówiłem Classic Toppokki – kluski (podobne do kopytek, ale z mąki) i coś w rodzaju naleśników w ostrym sosie rybnym. Przystawkę zamówiłem po daniu głównym, ponieważ zapowiadała się na bardziej pikantną i to była dobra decyzja.

Min's table Poznan-Classic toppokki
Min’s table Poznan-Classic toppokki

Kluski są dość sprężyste i sprawiają, że jest na czym „ząb zawiesić”, natomiast naleśniki są miękkie. Danie jest pikantne, ale – jak na mój gust – nie wypala podniebienia i nie pozbawia zmysłu smaku. Daje się wyczuć lekka nuta bulionu rybnego, nie jest dominująca.

Na danie główne musiałem wziąć podstawę karty – Bibimbap. Przyznaję, że pierwszy raz jadłem to danie i miałem trochę obaw. Wyglądało podobnie jak bowl, którą jadłem w warszawskiej hali Koszyki – miłe dla oka, ale mało smaku.

Min's table Poznań-Bibimbap Bulgogi
Min’s table Poznań-Bibimbap Bulgogi

Moje obawy się nie potwierdziły. Danie wcale nie było nudne. Tutaj – na ryżu była wołowina bulgogi z sezamem, marchewka, szpinak, cebula, kiełki, cukinia i papryka. Nad całością czuwało jajko sadzone, usmażone perfekcyjnie. Do tego podany był lekko pikantny, słodki sos z wyraźnie wyczuwalnym, charakterystycznym smakiem papryki Gochugaru.

Wołowina była miękka i była bombą smaku – słodko-słonego. Jajko dodawało kremowości, warzywa różnorodności, a całość spinał ten sos o bardzo bogatym smaku. Jestem bardzo ciekaw innych wersji tego dania.

Podsumowując…

warto było się specjalnie wybrać. Mały kawałek Korei w Poznaniu, chciałbym, żeby było bardzo dużo takich miejsc z kuchnią narodową. Polecam też osobistą wizytę w Min’s Table, a nie zamawianie na wynos, bo wygląd tego miejsca, dbałość o detale i autentyczność jest warte przeżycia.

Wołowina duszona w sosie pieprzowym – Peposo dell’Impruneta

Wołowina duszona w sosie pieprzowym zachęciła mnie do wypróbowania tego przepisu, ponieważ stanowi połączenie smaku duszonego mięsa, kwasku pochodzącego od wina i zaostrzenia dużą ilością czarnego pieprzu. Moje przypuszczenia się sprawdziły – mięso jest mięciutkie, rozpada się pod widelcem, można je jeść z kaszą, ryżem, puree ziemniaczanym.

Do wykonania tego przepisu użyłem tańszej części wołowej – szpondra. Przepis pochodzi ze starych Włoch, gdzie w mieście Impruneta robotnicy wytwarzający terakotę przyrządzali je zostawiając mięso na noc w glinianych garnkach w ciepłych piecach do wypalania teraktory. Ponieważ mieli do dyspozycji często mniej świeże mięso używali dużej ilości pieprzu, aby było smaczniejsze. Ja polecam przyrządzić ze świeżej wołowiny : )

Wołowina duszona w sosie pieprzowym
Wołowina duszona w sosie pieprzowym

Składniki (na 2 osoby):

  • 2 duże kawałki szpondra wołowego (600-700g)
  • pół łyżki soli
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 łyżka ziaren pieprzu
  • 2 liście laurowe
  • łyżeczka suszonego rozmarynu (może byc świeży)
  • kilka suszonych lub świeżych liści szałwii
  • 1 łyżeczka koncentratu pomidorowego
  • 0,5 litra czerwonego wina (wytrawne, półwytrawne)
  • ew. słodka śmietanka do sosu

Jak to zrobić ?

  1. Kawałki wołowiny natrzyj solą i zostaw na ok. 10 minut
  2. W moździerzu zgnieć czosnek (ew. przez praskę) i zmieszaj z koncentratem, natrzyj tym wołowinę
  3. Ziarna pieprzu pokrusz w moździerzu i obtocz w ich kawałki mięsa
  4. Mięso włóż do garnka kością do dołu, wrzuć liście, szałwię i rozmawyn i wlej wino (powinno prawie przykrywać mięso)
  5. Postaw na duży ogień i doprowadź do lekkiego zagotowania się.
  6. Przykryj, zmniejsz na ogień na mały i gotuj 1,5 godziny
  7. Potem gotuj jeszcze 1,5-2 godziny przewracając mięso. Gotuj, aż będzie miękkie przy sprawdzaniu widelcem
  8. Możesz zrobić sos do mięsa – wyjmij mięso i sos w garnku doprowadź do wrzenia, gotuj, że stanie się gęsty (będzie pokrywać łyżkę), dodaj słodką śmietanę. Uprzedzam, że sos jest bardzo pikantny – cały dodany pieprz jest właśnie w nim, więc polecam raczej użyć tej zalewy bez jej kondensowania.

Przepis pozyskałem z tej strony https://foodwishes.blogspot.com/2017/11/peposo-dellimpruneta-making-bad-beef.html

Dostosowałem do mniejszej porcji.

Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17

Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17 to jedna z nowej serii (produkcja 2017) indywidualnych racji jednoposiłkowych. W porównaniu do starej serii dużo się zmieniło – przede wszystkim jeśli chodzi o dodatki. Danie główne pozostały te same (przynajmniej w racjach 17, 12, 13, które mam), ale… teraz są pod innymi numerami. Na plus można zaliczyć większą różnorodność dodaktów, w tym napoi. Ciekaw jestem jak będzie wyglądał pełen zestaw tych menu.

Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17
Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17

Zawartość

  • gulasz drobiowy
  • wołowina suszona o smaku BBQ i miodu
  • suchary specjalne
  • koncentrat napoju izotonicznego
  • mieszanka owoców lifilizowanych
  • 2 batony owocwo zbożowe: figowy i limonkowy
  • guma do żucia
  • kofik – cukierek z ekstraktem kawy naturalnej
  • sól, pieprz
  • serwetka
  • papier toaletowy
  • 2 serwetki higirniczne
  • torebka strunowa
  • łyżka jednorazowa
  • rurka do napojów
  • haczyki
  • tabletka do dezynfekcji wody
  • zapałki
  • bezpłomieniowy podgrzewacz chemiczny
Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17
Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17

Danie główne

Gulasz drobiowy miałem już okazję próbować w starszych racjach. Składa się z mięsa z podudzi kurczaka oraz suszonych warzyw. Niestety jest też kilka dodatków „upiększających”. Danie jest produkcji firmy Rolnik, ale widzę, że nie mają go już w oficjalnej ofercie.

Mięso jest miękkie i całość ma dobry smak charakterystyczny dla długo duszonego mięsa z warzywami. Ja dodałem sobie pieprzu i to był dobry pomysł.

Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17
Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17

Dodatki

Spróbowałem batonik limonkowy – smaczny jak poprzednie wersje, a na dodatek rzeczywiście smakuje limonką. Wyprodukowany w Czechach.

Mieszanka owoców lifilizowanych jest znana z racji SR-G i uważam, że to świetny sposób na dostarczenie owoców do racji – są lekkie, a jednocześnie nie tracą na smaku. Nie są dosładzane, można je zalać wodą, aby mieć ewkwiwalent świeżych.

Zupełną nowością jest wołowina suszona (25g, produkowana w UK). To chyba ma być jakiś ekwiwalent tej puszki mięsnej. W smaku jest naprawdę dobra – lekko słodka, lekko pikantna, twardość odpowiednia (nie wyrywa zębów, a jednocześnie nie można od razu połknąć).

Po wielu latach zobaczyliśmy w naszych racjach inny napój niż herbaciany firmy Kruger. Tu mamy cytrynowy izotonik, który miałem już okazję wcześniej próbować kupują go osobno w Arpolu. Nie za słodki, naprawdę przyzwoity. Próbowałem już bardzo wielu izotoników z różnych krajów i nie zawsze są tak udane.

Suchary tym razem okazały się bardziej łaskawe dla zębów – może to kwestia ich świeżości (jeszcze rok im pozostał).

Z dodatków zniknął cukierek z witaminą C – dicky.

Akcesoria

Przebadałem dokładniej akcesoria, ponieważ oprócz serwetki było coś innego jako papier toaletowy. Po rozpakowaniu okazało się, że to ten papier, tylko inaczej złożony. Na szczęście w jednym kawałku… Kto próbował użyć papieru z amerykańskiej MRE – wie, o czym mówię 😉 .

Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17 - akcesoria
Racja żywnościowa Wojska Polskiego SR-17 – akcesoria

Pojawiły się zapałki i to od razu dwa rodzaje. Te białe już spotkałem w jakieś racji, natomiast sztormowych jeszcze nie widziałem w takiej postaci. Są gigantyczne – zobaczcie porównanie na zdjęciu z zapałkami z racji UK i rosyjskiej.

Zapałki-od prawej: polskie, UK, rosyjskie
Zapałki-od prawej: polskie, UK, rosyjskie

Przeprowadziłem test zapalania, który możecie zobaczyć na video poniżej wraz z całą degustacją racji.

Mam pozytywną opinię, co do kierunku zmian w racjach S-R – mimo tego, że zniknęła puszka. Dodatki są bardziej różnorodne, a przede wszystkim zmieniają się napoje.

Video w jęz. polskim : https://www.youtube.com/watch?v=1PyHraS35JI

Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – śladami Magdy Gessler

Zajazd Pod Kłobukiem w Małdytach to miejsce, do którego wybierałem się śladami Magdy Gessler już od wielu lat. Leży on miedaleko mojego rodzinnego miasta, a po Kuchennych Rewolucjach nabrałem ochoty na spróbowanie tamtejszych przysmaków. Dzięki mojej koleżance z Grażyna gotuje odwiedziłem niedawno to miejsce i nawet miałem okazję porozmawiać z właścicielami.

Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty

Zajazd ma ciekawą historię związaną z Kanałem Ostródzko-Elbląskim. W oficynie tej budowli mieszkał główny architekt kanału. Został po nim znak geodezyjny wmurowany przy wejściu, a obecni właściciele odnaleźli ręcznie rysowaną mapę kanału, której reprodukcję można zobaczyć na korytarzu.

Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty - mapa
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – mapa
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty - znak geodezyjny
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – znak geodezyjny

To jest przykład udanych Kuchennych Rewolucji. Jeśli obejrzycie sobie ten odcinek to zobaczycie, że sytuacja na wejściu była dobra – kuchnia wzorowo zorganizowana, właściciele wiedzący co robią, z pasją, tylko życiowe przygody spowodowały że biznes zaczął iść źle.

Od czasu rewolucji jest pełno gości – a to już ładnych parę lat !. Stylistyka lokalu się trochę zmieniła, jest bardziej stonowana, tylko kolorowe krzesła zostały. Na mnie sprawiła bardzo dobre wrażenie – elegancko, ale nie odstraszająco, z dobrym gustem.

A jak smakowało….? Dobre pytanie, zwłaszcza, że Magda Gessler stwierdziła, że jeszcze się nie spotkała, żeby ktoś tak dobrze wyczuwał jej smaki.

Zaczynamy degustację !

Jako czekadełko dostaliśmy domowy chleb i smalec. Chleb pachnący i świeży, smalec z dużą ilością skwarek. Drobne, a cieszy 🙂

Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty - czekadełko
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – czekadełko

Skórki ziemniaczane

Skórki ziemniaczane to wydrążone połówki ziemniaków nadziane drobno posiekanym boczkiem/wędzonką i serem pleśniowym. Ciekawy pomysł, dodatek sera pozwolił połączyć dość luźne kawałki boczku i ziemniaka oraz nadawał zdecydowany smak. Całość była nieco za bardzo w słone tony, przypiekł bym też łupiny ziemniaka dla dodania nowego ssmaku. W sumie żałuję, że nie zamówiłem carpaccio ze słoniny (danie zaprojektowane przez Gesslerową), bo zapowiada się na dużo bardziej różnorodne smakowo.

Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty - skórki ziemniaczane
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – skórki ziemniaczane

Sałatka wiosenna

Z melonem, pomarańczą, miętą i grillowanym serem. Bardzo apetyczna i chrupiąca. Lekkie danie z dobrej jakości składników, a dodatek mięty wzmaga uczucie świeżości. Dużo obiecywałem sobie po tym grillowanym, częściowo roztopionym serze, ale smakowo nie wniósł za wiele oprócz dołożenia trochę lekkiej tłustości i sytości.

Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty - sałatka wiosenna
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – sałatka wiosenna

Warmińskie farszynki

Byłem ciekaw tego dania, które się tu bardzo dobrze sprzedaje – jest ono w sekcji kuchni warmińsko-oberlandzkiej. Są to kotleciki z gotowanych ziemniaków faszerowane mięsem wołowo-wieprzowym, w śmietanowo-kurkowym sosie.

Danie dość niezwykłe, każdy komponent ma tu swoją rolę. Otoczka ziemniaczana ma ciekawą konsystencję – jest lekko ciągnąca się, miękka. O farszu niewiele moge powiedzieć, bo nie jest zbyt wyrazisty. Całość smaku zamyka (a właściwie o nim stanowi) sos. Sos jest genialny – stężona, tłusta śmietana, odpowiednio słona i smak kurek – palce lizać.

Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty - warmińskie farszynki
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – warmińskie farszynki

Pieczeń z dzika ze smorodiną

Świetnie zamarynowane, kruche mięso, smakujące tą marynatą i lekko ziołami. Towarzyszące buraczki sa raczej standardowe, można by je podkręcić w stronę śmietanowo-kwaskową. Do dania w komplecie jest kieliszek destylatu z czarnej porzeczki, którego niestety nie mogłem spróbować, ale podobno był zacny 🙂

Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty - pieczeń z dzika
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – pieczeń z dzika

W zajeździe jest też słynny z Rewolucji sklepik z lokalnymi wyrobami. Ja zastałem tam dżemy, sery, jaja, różne przetwory, wędzonego jesiotra, wina z Winnicy przy Talerzyku (które gorąco polecam).

Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty - sklepik
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – sklepik
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty - sklepik
Zajazd Pod Kłobukiem Małdyty – sklepik