Rosyjska racja 24h dla małych drużyn

Rosyjska racja 24h dla małych drużyn to jedna z ciekawszych racji, jakie miałem okazję spróbować. Jest to właściwie 1/6 racji grupowej dla 6 osób, która kiedyś była w jednym kartonie i zbiorczych opakowaniach. Teraz to 6 osobnych pudełek.

Różni się ona od racji indywidualnych – niektórych rzeczy brakuje, ale też są ciekawe i smaczne elementy.

Rosyjska racja 24h dla małych drużyn
Rosyjska racja 24h dla małych drużyn

Jeśli chodzi o to, czego nie znajdziecie tutaj to przede wszystkim akcesoria – chusteczki, serwetki, łyżki, zapałki, podgrzewacze, a także zimne napoje.

Rosyjska racja 24h dla małych drużyn
Rosyjska racja 24h dla małych drużyn

Skład:

  • kasza gryczana z wołowiną
  • drób z zielonym groszkiem i marchewką
  • zupa Szczi
  • pasztet drobiowy
  • ser topiony
  • puree ziemniaczane
  • omlet w proszku
  • krakersy
  • masło
  • powidło jabłkowe
  • mleko skondensowane zagęszczone
  • herbata
  • kawa
  • cukier, sól, pieprz
  • puree warzwne („ikra”)

Jeśli chodzi o te ciekawe elementy to: puree ziemniaczane (spotyka się, ale rzadko), omlet w proszku i prawdziwe masło (jedyna mi znana racja, która to zawiera)

Rosyjska racja 24h dla małych drużyn
Rosyjska racja 24h dla małych drużyn

Na śniadanie przyrządziłem sobie własnie ten omlet – trzeba go usmażyć lub upiec – to nie jest typowe ‚ready-to-eat’. Nie jest to też liofilizowana jajecznica, jak w amerykańskich MCW. Przyrządzenie okazało się prostsze, niż myslałem, a efekt też dużo lepszy, niż się spodziewałem. Omlet usmażyłem na tym maśle z racji – zupełnie normalne masło, nieco kwaskowaty smak.

Do tego miałem ser, pasztet, krakersy i herbatę. Sam omlet był naprawdę smaczny, trochę bardziej sztywniejszy, niż zrobiony ze świeżych jajek. Do niego dodałem to puree warzywne, co stworzyło już naprawdę wyśmienite danie. Puree jest lekko kwaśne, lekko tłuste i jest samo w sobie bombą smakową.

Krakersy klasyczne – smak pszennego chleba, ser jest całkiem dobry, nie za słony, natomiast pasztet mi nie smakował. Łagodny pasztet drobiowy, ale miał jakąś niezdrową goryczkę (nie od wątróbki-bo jej nie ma w składzie) – jest jedyny element racji, który wyrzuciłem po spróbowaniu.

Rosyjska racja 24h dla małych drużyn
Rosyjska racja 24h dla małych drużyn

Na obiad wybrałem puree ziemniaczane (wystarczy dodać gorącej wody), drób z warzywami (marchewka, groszek), kawę i mleko skondensowane.

Puree ziemniaczane jest całkiem przyzwoite- oczywiście czuć, że przyrządzone z proszku (właściwie z płatków ziemniaczanych), ale jest wystarczająco dobrym zamiennikiem ziemniaków. Tu znowu przydało się masło – dodałem go do puree, co polepszyło smak.

Danie z drobiem i warzywami ma całkiem domowy smak, może wymaga troche pieprzu, ale poza tym ma naturalny smak warzyw i duszonego drobiu. Kawa okazała się dość gorzka i całkiem mocna, a z mlekiem słodzonym była jak deser (mleko samo w sobie pyszne). Spróbowałem też powideł jabłkowych – mimo, że były w innym opakowaniu, niż zwykle to miały ten sam, intensywny owocowy smak i gęstość.

Kasza gryczana z wołowiną – 250g – była również smaczna. Trochę tłusta (ale to jedzenie dla żołnierzy), trochę wymagała pieprzu. Miała natomiast całe kawałki mięsa, co nie zawsze się spotka w rosyjskich racjach (czasem mięso jest zmielone i wymieszane z kasza na jedną masę).

Rosyjska racja 24h dla małych drużyn
Rosyjska racja 24h dla małych drużyn

Na koniec zostawiłem sobie zupę. Jest to zupa warzywna, z kapustą i mięsem indyka. Jak widać po kolorze – jest też trochę pomidorów… Zupa ma naturalny smak, ładnie wychodzi w nim świeża (tzn. nie kiszona) kapusta, duże kawałki mięsa, raczej fileta.

Podsumowując – racja była naprawdę smaczna i różnorodna. Omlet i masło – robią różnicę. Cała racja miała okres przydatności do spożycia 1 rok – ale to tylko z powodu tego omletu, reszta ma 2-3 lata terminu.

Video w wersji angielskiej tu: https://www.youtube.com/watch?v=ozZ4QEazKlM

Tarta żytnia z zielonymi szparagami

Tarta żytnia z zielonymi szparagami to mój przepis na sezon szparagowy 2019. Prosta w wykonaniu, z ciekawym ciastem z mieszanej mąki. Warzywa są lekko chrupiące, pełne smaku, uzupełnione jajecznicą. Tarta smakuje również wyśmienicie odgrzana następnego dnia. Ciekawym dodatkiem jest pikantny twarożek, można też zrobić mizerię lub rzodkiewkę ze śmietaną.

Przepis pochodzi z duńskiej książki Clausa Meyera „Nowa, nordycka kuchnia”

Tarta żytnia z zielonymi szparagami

Składniki:

ciasto:

  • 80g mąki pszennej
  • 40g mąki owsianej (nie miałem, użyłem pszennej)
  • 40g mąki żytniej (u mnie chlebowa typ 720)
  • łyżeczka soli
  • łyżka wody
  • łyżka oliwy z oliwek lub olej rzepakowego tłoczonego na zimno
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • 100ml jogurtu, kefiru lub maślanki

wypełnienie:

  • 2 cebule
  • ząbek czosnku
  • olej
  • 100g młodej marchwi
  • 5 zielonych szparagów
  • tymianek – 2 łyżeczki suszonego lub świeży
  • 4 jajka
  • 100ml mleka
  • sól, pieprz

dodatek:

  • 100g twarożku wiejskiego (lub twaróg + śmietana)
  • rzeżucha, rukola lub rzodkiewka (mogą być również liście)

Jak to zrobić?

Tarta żytnia z zielonymi szparagami i twarożkiem
  1. Ciasto – mieszamy mąkę, proszek i sól, dodajemy wodę, olej i jogurt i wyrabiamy na ciasto. Rozwałkowujemy cienko (2 mm), wkładamy do formy na tartę (ja wysmarowałem masłem i przesypałem bułką tartą). Powierzchnię ciasta dziurawimy widelcem. Pieczemy wstępnie 15 min. w piekarniku rozgrzanym do 150 stopni.
  2. Cebulę i czosnek drobno siekamy. Marchew obieramy, szparagom obcinamy końcówki, oba warzywa kroimy na kawałki 1 cm. Cebulę i czosnek smażymy na małym ogniu 15 min., dodajemy tymianek. Potem wrzucamy marchew i szpragi, solimy i pieprzymy i smażymy ok. 5 min.
  3. Jajka rozbijamy z mlekiem, solą i pieprzem.
  4. Na podpieczoną tartę wrzucamy podsmażone warzywa, zalewamy jajkami i wkładamy do piekarnika (150 st) na 25-30 minut (jajko musi się ściąć).
  5. Podajemy z twarożkiem wymieszanym z wybranym pikantnym warzywem.

Smacznego ! Jeśli przepis Ci się spodobał podaj go dalej w internecie !

Sprawdź też przepisy szparagowe z poprzednich lat:

Racja przetrwaniowa ARPOL menu 2

Racja przetrwaniowa ARPOL menu 2 to jedna z racji komercyjnych, ale zrobiona z podobnych komponentów jak wojskowe. Producentem jest jeden z dwóch głównych dostawców Wojska Polskiego – firma Arpol. Racja jest podobna wielkością do racji jednoposiłkowej wojskowej. Daniem głównym jest gulasz wołowy po węgiersku produkowanym przez firmę Rolnik.

Racja przetrwaniowa Arpol menu 2
Racja przetrwaniowa Arpol menu 2

Zajrzyjmy do środka:

Racja przetrwaniowa Arpol menu 2 zawartość
Racja przetrwaniowa Arpol menu 2 zawartość
  • gulasz wołowy węgierski
  • suchary specjalne
  • baron liofilizowany malinowy
  • woda 6x50ml
  • napój izotoniczny Orifo o smaku egzotycznym
  • herbata rozpuszczalna cytrynowa
  • tabletka energetyczna Carbonex
  • cukierki kawowe Kofik
  • cukierki z witaminą C – Dicky
  • sól, pieprz
  • kubek papierowy
  • ogrzewacz bezpłomieniowy

Głównym posiłkiem jest gulasz węgierski z wołowiny – to jest moja ulubiona (obok bigosu) potrawa z polskich racji żywnościowych. W środku są kawałki mięsa, które jednocześnie są miękkie, ale jest coś do pogryzienia. Jest to prawdziwe mięso, a nie przetworzona, zmielona masa, którą można spotkać zwłaszcza w amerykańskich racjach.

Do tego mięsa mamy duzo papryki, trochę warzyw i smaczny sos słodko-kwaśny, który nie wymaga doprawiania (OK, aby był bardziej „węgierski” powinien miec więcej ostrej i słodkiej papryki).

Racja przetrwaniowa Arpol menu 2 gulasz
Racja przetrwaniowa Arpol menu 2 gulasz

Do gulaszu mamy tradycyjne pancerne wafle czyli suchary specjalne. Ja je lubię chrupać w kawałkach, odłamując ręką, bo są tragicznie twarde. Zastanawiam się z jakiego powodu (oprócz przyzwyczajenia) są nadal podstawowym składnikiem racji.

Jako deser – liofilizowane owoce w postaci batona. Batony Frupp są bardzo smaczne, mój niestety był chyba zawigotniały, bo miał gumową konsystencję, choć w smaku był poprawny. Pozostałe słodycze – cukierki z witaminą C, czy kofiki opisywałem przy okazji racji wojskowych.

Z napoi mamy standardową herbatę rozpuszczalną, którą ja lubie oraz napój Orifo o smaku owoców egzotycznych. Napoje Orifo – występują w wielu racjach – skandynawskich, UK, niemieckich i są dość naturalne, nie za słodkie. Ten jest przeznaczony na 500 ml wody. Trochę mi brakuje takiej pozycji w naszych wojskowych racjach.

Z innych elementów różniących tę rację od S-R mamy norweską wodę „przetrwaniową” Seven Oceans – o nieco dziwnym, metalicznym posmaku, tabletkę Carbonex dostarczającą witanim i energii (tauryna) – naprawdę smaczną, bardzo owocową.

Racja ma też ciekawy dodatek – szczoteczkę do zębów jednorazową zawierającą od razu pastę do zębów. Spotykałem takie szczoteczki w racji duńskiej i włoskiej.

Angielski ogrzewacz bezpłomieniowy Hot Pack sprawił się dobrze, jego wielkość jest właściwa dla rozmiarów puszki z gulaszem.

Generalnie polecam tę rację, może nie ma zbyt wielu dodatków, ale w zupełności wystarczy, aby się smacznie najeść i doładować energią i witaminami, a na koniec umyć zęby. Do wszystkiego (w tym podgrzania) nie potrzebujecie na dodatek wody – jest ona w zestawie.

Video w języku polskim : https://www.youtube.com/watch?v=IdVO5ki6YlY

Tawerna Orłowska Gdynia ul. Orłowska 3

Wczoraj mój krótki pobyt w Trójmieście postanowiłem uczcić kulinarnie pięknym widokiem i świeżą rybą. To pierwsze się udało, to drugie – mniej.
Wybraliśmy się do Tawerna Orłowska w Gdyni – ładne, dość eleganckie miejsce, chyba z najlepszym widokiem na morze w Trojmieście.

Tawerna Orłowska Gdynia
Tawerna Orłowska Gdynia

Na poważnym jedzeniu byłem tu pierwszy raz. Tawerna jest jeszcze bardziej wyjątkowa, ponieważ mają własne kutry i własną wędzarnię. W karcie są też ryby, które pochodzą z ich połowu.

Tawerna Orłowska Gdynia
Tawerna Orłowska Gdynia


W zamówieniu znalazły się: zupa rybna, flądra smażona oraz halibut z masłem czosnkowym (własny połów? w karcie oznaczone jako prosto z sieci), ziemniaki pieczone (1 porcja tej przystawki), surówka z kapusty kiszonej, surówka z marchewki, herbata i woda gazowana.

Tawerna Orłowska Gdynia zupa rybna
Tawerna Orłowska Gdynia zupa rybna


Zupa rybna była przyzwoita. Dokładniej to ciężko mi się wypowiedzieć, bo ja jestem zwolennikiem klarownej zupy rybnej (ew. miksowanej jak ta węgierska w Starej Kuźni), a ta była zabielana śmietaną. Była dość gęsta, ale raczej od warzyw, ryba była w dwóch większych kawałkach i ogólnym „gruzie”. Zapomnijcie o klasycznych, dobrze komponujących się dodatkach jak świeża natka koperku (była pietruszka 🙁 ) lub koper włoski…

Tawerna Orłowska Gdynia - halibut
Tawerna Orłowska Gdynia – halibut


Całkiem dobry był halibut – dość gruby filet z masłem czosnkowym, rozpływał się w ustach. Najlepsze danie całego obiadu. Ten rodzaj ryby (halibut, turbot, łosoś) jest najlepszym strzałem w tym lokalu.
Ziemniaki pieczone były całkiem dobre, trochę ziół, dobrze wypieczone. Surówki (po 6 zł sztuka za mały talerzyk..) są do zapomnienia. W marchewce nie było śladu dodatków typu cytryna czy oliwa, kapusta kiszona łagodna o smaku, którego nie pamiętam.

Tawerna Orłowska Gdynia smażona flądra
Tawerna Orłowska Gdynia – smażona flądra


Totalną porażką była smażona flądra. Dostałem 3 ryby o rozmiarach 10×15 cm, czyli takie, których nigdy bym w sklepie nie kupił (i gdybym wiedział, że są takie małe to bym ich tu nie zamówił). Po prostu są jeszcze za młode. Na dodatek są smażone w głębokim tłuszczu, a nie na patelni (szybciej, łatwiej…).

Efekt jest taki, że dostajemy tuszki, które są zapieczone na twardo (wysoka temperatura), na których prawie w ogóle nie ma mięsa, a te resztki, które są – to suche wióry (bo ryby są ZA MAŁE), na dodatek całość nie ma ani grama soli. Oczywiście można sobie dosolić na stole, ale to nie to samo, nie da się tego dobrze doprawić. Mięso/skóra jest spieczona i sól nie rozprowadza się dobrze. A przecież można je wrzucić do lekkiej solanki…

Do tego dania dostałem 1/8 (!) cytryny, co za rozrzutność…


Ten mój zestaw można było dostać jako danie dnia trochę taniej. Zgadnijcie jaka była kompozycja?

Flądry smażone w głębokim tłuszczu, frytki (w głębokim tłuszczu) i… ogórek kiszony ! Kombinacja smaku dla kosmity… To nie obiecuje ekstazy dla podniebienia w innych pozycjach menu.


Droga kuchnio Tawerny – zlitujcie się nad małymi rybkami i nie podawajcie ich. Ani rybkom, ani klientom to nie służy.
Słowem – napchałem się (ale lekko), a nie najadłem i niezbyt smaku zaznałem. Nie wrócę tam na jedzenie, może na lokalne piwo na tarasie latem…
Całość : 1 zupa, 2 dania główne, 2 sałatki, 1 ziemniaki (dania główne nie zawierają dodatków), herbata i woda – prawie 100 zł… Opłata za widok….

Warto na pewno tam pójść na spacer – choćby dla tego wjątkowego koloru spokojnego morza…

Marzec 2019

Tawerna Orłowska Gdynia
Tawerna Orłowska Gdynia

Czeska pasta z wątróbki – smarowidło

Czeska pasta z wątróbki jest bardzo prosta do zrobienia i jednocześnie smaczna. To taka słowiańska wersja francuskiego przepisu (parfait z wątróbki), który bardzo lubię. Tamten jest z masłem, ten jest ze smalcem.

Czeska pasta z wątróbki
Czeska pasta z wątróbki

Zrobiem ją na podstawie czeskiego przepisu, do którego link jest na dole wpisu. Wzbogaciłem go w majeranek (bardzo poprawi smak) oraz złamanie tłustości w postaci lekkiego kwasku z octu jabłkowego. Ja w swoim przepisie pokroiłem nieco za grubo wątróbkę i miałem trochę za mało smalcu.

Całość zajmuje ok 20 minut plus schłodzenie.

Czeska pasta z wątróbki
Czeska pasta z wątróbki

Składniki:

  • pół kilo wątróbki z kurczaka
  • 250g smalcu
  • 1 cebula średnia
  • 2-3 liście laurowe
  • 5 ziaren ziela angielskiego
  • czubata łyżka suszonego majeranku
  • 2 łyżki octu jabłkowego lub winnego
  • sól i pieprz

Jak to zrobić?

  1. Obierz cebulę i drobno posiekaj
  2. Wątróbkę oczyść z żyłek, które znajdują sie pośrodku i pokrój na kawałki 2×2 cm
  3. Rozpuść smalec na patelni lub w garnku, wrzuć cebulę, pokruszone liście i zgniecione ziarna ziela angielskiego
  4. Smaż, aż cebula stanie się przezroczysta
  5. Wrzuć wątróbkę i majeranek i na małym ogniu smaż 15 min, mieszając od czasu do czasu, posól i popieprz (jak ostygnie doprawisz do końca)
  6. Ostudź, spróbuj czy wystarczy soli i pieprzu, przełóż do naczynia, w którym będzie przechowywane i wstaw przykryte do lodówki.
  7. Po ostudzeniu jest gotowe !

Oryginalny przepis możecie zobaczyć tu:

Wegański majonez – sos

Wegański majonez powstał w wyniku eksperymentu i to bardzo udanego ! Jest bardzo prosty do zrobienia, wyjątkowo smaczny i w 100% bezpieczny od salmonelli 🙂 . Jego konsytencja jest nieco rzadsza, ale trochę gęstnieje po schłodzeniu w lodówce. Jeśli ktoś ma sposób na zagęszczanie – podzielcie się w komentarzach (oprócz dodawania więcej oleju – to już próbowałem)

Poza tym… kosztuje grosze – słoik 400 ml wychodzi… ok 2 zł, więc nie kupujcie gotowego, bo wychodzi 10 razy więcej…

Wegański majonez  - sos
Wegański majonez – sos

Składniki:

  • woda z puszki po ciecierzycy konserwowej – ok 3/4 tego co jest w puszce
  • 1 łyżka ostrej musztardy
  • 1 łyżka octu jabłkowego lub białego winnego
  • pół łyżeczki soli
  • szczypta soli
  • 300 ml oleju rzepakowego lub słonecznikowego (o neutralnym smaku)
  • Ja dałem jeszcze łyżkę kaparów, ale bez tego też jest pyszny, możecie dodać też ziół np. estragonu (najlepiej świeżego)

Jak to zrobić?

Do zrobienia majonezu potrzebujemy blender i dopasowane do niego naczynie (kielich od blendera, słoik itp.), bardzo ważne jest, aby przestrzeń między blenderem, a naczyniem była mała 1-2 mm – zobaczcie na zdjęciu:

Wegański majonez - miksowanie
Wegański majonez – miksowanie
  1. Do naczynia wlej wodę po ciecierzycę, wrzuć musztardę, sól, pieprz, wlej ocet i na koniec olej.
  2. Włóż blender do końca i na początku trzymając go przy dnie krótkimi impulsami wymieszaj trochę musztardę z wodą.
  3. Potem włącz turbo i powoli unoś blender, pokonuj drogę do góry i na dół 2-3 razy. Gotowe !

Teraz możesz doprawić majonez (sól, ocet, pieprz, dodatki…)

Racja armii malezyjskiej 24h menu D

Racja armii malezyjskiej menu D to spory worek tak samo wyglądających torebek. Niewiele jest innych dodatków – suchary, cukier, herbata, dżem, mleko w proszku. Całość dostarcza jednak zróżnicowanych smaków i wartości odżywczych na cały dzień. Podejrzewam, że do tego osobno może być podawany ryż, aby zapewnić „wypełniacz” i lepiej wykorzystać sos w potrawach. Zapraszam do zapoznania się z zawartością oraz moimi wrażeniami.

Racja armii malezyjskiej 24h Menu D

Racja armii malezyjskiej 24h Menu D

zawartość:

  • ryba w sosie słodko-ostrym
  • anchovies w ostrym sosie pomidorowym
  • curry z kurczaka
  • kurczak w sosie własnym
  • warzywa w sosie
  • ananas w korzennym sosie pikantnym
  • ananas słodki w syropie
  • papaja w syropie
  • deser z ciemnego ryżu
  • dżem ananasowy
  • krakersy
  • herbata
  • mleko w proszku
  • cukier, sól
  • chusteczki
  • witaminy C i B

Racja armii malezyjskiej 24h Menu D

Racja armii malezyjskiej 24h Menu D

Rację trzeba było podzielić samemu na posiłki, na dodatek zorientowanie się we właściwej zawartości torebek nie było proste, ponieważ translator tłumaczy pojedyncze słowa i to nie wszystkie. Ja na pierwszy zestaw wybrałem:

  • curry z kurczaka, deser ryżowy, krakersy, ananas w syropie oraz herbatę

Curry z kurczaka (filet) było umiarkowanie pikantne i smaczne, sos był dość rzadki. Ponieważ waga w torebce to tylko 140g to moim zdaniem do tych dań żołnierze dostają jeszcze osobno ryż-wtedy robi się normalne danie.

Ananas już miałem okazję jeść w racji policyjnej-jest bardzo słodki, taki prawie kandyzowany, ale jako deser spełnia swoją rolę. Najciekawszy elementem był deser w postaci ryżu gotowanego w słodkim sosie – w zasadzie danie u nas nie spotykane. Mimo niezbyt bogatego smaku był całkiem smaczny. Krakersy są słodkawe i dość miękkie.

Herbata jest słabej jakości- w zasadzie tylko brązowa woda.

Racja armii malezyjskiej 24h Menu D - curry z kurczaka, deser ryżowy, ananas w syropie

Racja armii malezyjskiej 24h Menu D – curry z kurczaka, deser ryżowy, ananas w syropie

Na drugi posiłek wybrałem:

  • anchovies w ostrym sosie pomidorowym, warzywa w sosie, papaję w syropie, dżem ananasowy, krakersy oraz herbatę z mlekiem

Anchovies w ostrym sosie to moim zdaniem bardzo smaczne danie – jadłem je już w racji policyjnej. Niemniej jednak jest naprawdę ostre i smak tych ryb nie każdemu odpowiada. Bardzo smaczne okazały się warzywa w sosie – starkowane w cienkie wiórki, a sos był zawiesisty i pełen azjatyckich przypraw, niezbyt ostry. żałuję, że go nie podgrzałem. Dogotowałem sobie natomiast do tych dań ryżu i to sprawiło,że jadło się je dużo lepiej (a anchovies w ogóle dało się zjeść…).

Papaja w syropie była po prostu słodka, chociaż na końcu pozostawał na języku ciekawy posmak – jakby miodowy. Dżem ananasowy mnie nieco zawiódł, ponieważ był słodki, a nie smakował ananasem. Herbata z mlekiem i cukrem była lepsza niż bez dodatków- zrobił się napój mleczny.

Racja armii malezyjskiej 24h Menu D - anchovies w sosie pomidorowym, danie warzywne i papaja w syropie

Racja armii malezyjskiej 24h Menu D – anchovies w sosie pomidorowym, danie warzywne i papaja w syropie

Na koniec zostawiłem sobie:

  • ananasa w korzennym sosie, rybę słodko-ostrą i kurczaka w sosie własnym, do tego herbata z cukrem i mlekiem

Nie wiem co to była za ryba, natomiast na pewno jakaś większa sądząc po wielkości kawałków. Sos był średnio ostry, dość przyjemny, natomiast sama ryba była gorzkawa.

Racja armii malezyjskiej 24h Menu D - ryba w sosie

Racja armii malezyjskiej 24h Menu D – ryba w sosie

Kurczak był daniem o zupełnie europejskim smaku, w rzadkim sosie, duszony – najmniej oryginalne danie. Dobrze do niego pasował ten pikantny ananas z gęstym sosem pomidorowym z przyprawami. Przyprawy nadawały głęboki, korzenny smak, myślę,że był tam czarny kardamon, chociaż naprawdę trudno rozróżnić poszczególne składniki.

Racja armii malezyjskiej 24h Menu D - kurczak i ananas na ostro

Racja armii malezyjskiej 24h Menu D – kurczak i ananas na ostro

Ostatnia wersja herbaty – zrobiona w ok. 120 ml wody, z łyżeczką cukru i mlekiem była najlepsza. Ponieważ mleka była mało całość zrobiła się gęsta, tłustawa i słodka.

Cała racja jest naprawdę ciekawa i smaczna. Brakuje trochę zimnych napojów i małych przekąsek, ale same dania są wysokiej jakości. Torebki nie są zbyt duże, ale jak się posumuje ich wagę to wychodzi ponad kilogram.

Recenzja video w jęz. angielskim:

 

 

Restauracja U Madziara Warszawa ul. Chłodna 2/18

Restauracja U Madziara to mały lokal w Warszawie na ul. Chłodnej 2/18, który od razu mi wpadł w oko. Mają dobry zwyczaj wywieszania menu, co pozwoliło jeszcze bardziej zwiększyć moją ochotę na smacznie zapowiadający się obiad. Szefem kuchni jest Węgier – Gabor Szekeres, wcześniej związany z już dobrze zakorzenioną w warszawskim krajobrazie kulinarnym Borpince (byłem tam baaardzo dawno temu) 🙂 . W menu królują węgierskie klasyki, nieraz w ciekawych odmianach. Do tego – oczywiście – bogata półka z winami, dość często się zmieniająca. Jakie są moje wrażenia z pierwszej wizyty w tym przytulnym miejscu?

Restauracja U Madziara Warszawa ul. Chłodna 2/18

Restauracja U Madziara Warszawa ul. Chłodna 2/18

Wygląd, obsługa

Lokal jest urządzony prosto i skromnie, nie jest zapchany kilogramami bibelotów, w oczy rzuca się szalik z flagami Polski i Węgier i znaną sentencją o naszym braterstwie. Meble z sosnowego drewna, około 25 miejsc. Jest czysto i schludnie.

Obsługę stanowił jeden kelner, który dawał sobie w zupełności radę (sala była pełna w połowie), wyrazy uznania płyną dla jego wiedzy o kuchni węgierskiej i winach. Skłonny był odpowiadać na różne, nawet dość zaawansowane pytania gości.

Grzanki z chleba ze smalcem i pastą paprykową (czekadełko)

Restauracja U Madziara Warszawa - czekadełko - smalec z pastą paprykową

Restauracja U Madziara Warszawa – czekadełko – smalec z pastą paprykową

Rzadko do smalcu podaje się grzanki ze zwykłego chleba, najczęściej jest w postaci świeżej. Uważam, że to całkiem dobry pomysł – trochę chrupkości pomaga, a grzanki nie były smażone na tłuszczu, więc nie wpływały na smak. Smalec miał trochę skwarek i nieco papryki sądząc po kolorze. W smaku był nijaki, mało słony, ale… do czasu. Ostra pasta paprykowa nieco odstrasza swoim kolorem obiecując cierpienia, mimo wszystko zdecydowałem się spróbować.

I wtedy nastąpiło olśnienie – to jest to – do tanga trzeba dwojga ! Tłusty podkład i pikantno-słona (wyraźnie słona) pasta stanowią perfekcyjny duet ! Ostrość nie jest porażająca i całość zjadłem ze smakiem.

Zupa rybna – Halaszle

Restauracja U Madziara Warszawa - zupa rybna halaszle

Restauracja U Madziara Warszawa – zupa rybna halaszle

Trzeba było spróbować klasyka… Kusiły mnie tez inne wersje zupy rybnej, ale wolałem zobaczyć jaka jest podstawa. Zupa jest klarowna, ma rybny, ale nie nachalny smak. Ostrość jest na poziomie przez mnie akceptowalnym. W środku pływało dużo ładnych kawałków ryby i troszkę „gruzu”. Przyznaję, że jak do tej pory najbardziej mi smakowała halaszle w Starej Kuźni. Zdaje się, że nadal ją tam podają.

Restauracja U Madziara Warszawa - halasle

Restauracja U Madziara Warszawa – halasle

Wędzony sum w śmietanie z galuszkami – Fustolt harcsa galuskaval

Restauracja U Madziara Warszawa - wędzony sum w śmietanie z haluszkami

Restauracja U Madziara Warszawa – wędzony sum w śmietanie z haluszkami

Bardzo mnie intrygowało to danie, ponieważ połączenie wędzonej ryby i śmietanowego sosu obiecywało bombę smakową, której składniki nawzajem się wzmacniają. Na talerzu ukazała się olbrzymia ilość kluseczek i – w środku – mieszanka wędzonego suma, śmietany i kopru. Całość była naprawdę smaczna, chociaż bardzo tłusta. To danie trzeba jeść w proporcji : więcej kluseczek/mniej ryby – co uzasadnia taki wygląd talerza. Tłustość przełamywał świeży koper, w sumie oceniam to na ciekawy eksperyment. Dobrze jest do tego dania zaopatrzyć się w wino….

Osobna pochwała należy się winom. Spróbowałem półwytrawnego, białego Tokaja i czerwone wytrawne wino o dość lekkim smaku. Obie pozycje były wyśmienite. W tym lokalu można kupić wino (ceny 55-120 zł) i właśnie te butelki są otwierane i serwowane, nie jest to ‚wino domowe’ gorszej jakości.

Próbowałem też węgierskiej wody w wersji gazowanej, która była naprawdę smaczna, z własnym, charakterystycznym posmakiem mineralnym.

Chętnie wrócę do tego przytulnego lokalu, ciekaw jestem dań mięsnych,  w tym z dziczyzny, które są w naprawdę przystępnej cenie.

Racja armii indonezyjskiej 24h T2 SP

Racja armii indonezyjskiej 24h to rzadko spotykana u nas (i w ogóle w Europie) atrakcja. Są dwa podstawowe typy racji indonezyjskich – T2 SP (tzw. mokra) i FD (liofilizowana). Oprócz tego zdarza się też osobno napój mleczny z płatkami – Imukal. Byłem bardzo ciekawy tej racji, dość długo też czekała na swoją kolejkę. Jej skład jest nietypowy, ma najdziwniejsze napoje na świecie, a czy mi smakowało ? Przeczytajcie.

Racja armii indonezyjskiej 24h T2 SP

Racja armii indonezyjskiej 24h T2 SP

Zawartość:

  • ryż z rybą i sosem pomidorowym
  • kurczak z warzywami i ryżem
  • mięso z ryżem i czranym pieprzem
  • napój witaminowo-mineralny
  • napój kawowy
  • napój kakaowy
  • kostki Enertabs
  • krakersy
  • zestaw do podgrzewania potraw z tabletkami paliwa
  • spork i serwetki

Racja armii indonezyjskiej 24h T2 SP - zawartość

Racja armii indonezyjskiej 24h T2 SP – zawartość

Trudno tu było skomponować pełne posiłki, więc opowiem o poszczególnych komponentach

Danie główne z rybą w sosie pomidorowym

Wszystkie dania główne to wielkie puszki po 300g składające się z ryżu, dodatku mięsnego i sosu. Zaraz po otwarciu uderza piękny słodko-pikantny zapach pochodzący z przypraw azjatyckich – chilli, galangal, trawa cytrynowa. Zapach powoduje, że robisz się natychmiast głodny.

W składzie były też wielkie (jak na puszkę) kawałki ryby, które się przyjemnie jadło. Całość nie była zbyt pikantna – po prostu pyszne. Nawet jedząc to w restauracji byłbym zadowolony, a także chętnie bym takie puszki kupował u nas w sklepie.

Racja armii indonezyjskiej 24h T2 SP - ryba z pomidorami, napój kawowy i krakers

Racja armii indonezyjskiej 24h T2 SP – ryba z pomidorami, napój kawowy i krakers

PS. Jak się okazuje – niezbyt dobrze posługiwałem się sporkiem. Jego rękojeść można złożyć na pół i tworzy się normalny uchwyt.

Kurczak z ryżem i warzywami

To danie było nieco bardziej pikantne niż ryba, ale znośne dla europejskiego podniebienia. Kurczak w dużych kawałkach, nieco warzyw. Pomimo, że to było danie drobiowe miało bardzo bogaty i interesujący smak. Całość stanowi bardzo różnorodną mieszankę przypraw, ale jednocześnie dało się wyczuć samo mięso.

Racja armii indonezyjskiej 24h T2 SP - kurczak z warzywami i napój witaminowy

Racja armii indonezyjskiej 24h T2 SP – kurczak z warzywami i napój witaminowy

Wołowina z ryżem i czarnym pieprzem

Danie z wyglądu bardzo przypominało dwa poprzednie, oprócz tego, że oczywiście mięso było ciemne. Mimo nazwy nie było jakoś szczególnie pikantne, zawierało ładne, całe kawałki mięsa, było najbardziej tłuste z całego zestawu. Całość smaku była w tonie poprzednich puszek, ale nie były to identyczne zestawy przypraw. Niestety na puszkach nie ma opisanego dokładnego składu.

Napoje i dodatki

Ciekawym i ważnym elementem są kostki Enertabs. Są o smaku waniliowym i słodkim, są kruche i przypominają sprasowane ciasteczka. Są smaczne i odżywcze. Nie jest to jednak deser, ale pełnowartościowa przekąska zawierająca białka i węglowodany  – tak jak racje przetrwaniowe, np. dostępne u nas NRG.

Racja armii indonezyjskiej 24h T2 SP - IMUKAL i ENERTABS

Racja armii indonezyjskiej 24h T2 SP – IMUKAL i ENERTABS

Krakersy są słodkimi ciastkami i moim zdaniem to raczej deser/przekąska, niż dodatek do dań głównych.

Napoje w tej racji są bardzo nietypowe,ale dość smaczne. Napój witaminowy (VITERAL) ma w przeważającej części smak i zapach liczi. Nie jest za słodki, bardzo aromatyczny. Wypiłem go z dużą przyjemnością.

Drugi napój (MINSUS), który myślałem, że jest kakaowy okazał się drobno mieloną kawą z cukrem, mlekiem i przyprawami. Ponieważ nie było wskazówek czy ma być na ciepło czy na zimno – zrobiłem obie wersje. Na zimno smakuje imbirowo, ale kawa się nie zaparza i nie bardzo nadaje się do picia.

Ostatni napój to MINIKAL – mleczny z dodatkiem kakao, zrobiłem go na ciepło. W zasadzie nigdy czegoś takiego nie piłem, ciekawą cechą było to, że był dość tłusty-prawdopdobnie od tłustego mleka, ale w smaku naprawdę dobry.

Dodatkowo spróbowałem napoju, który jest w indonezyjskiej armii poza racjami – IMUKAL. To jest też ciekawostka – słodki, lekko waniliowy napój mleczny z pływającymi w środku okruchami płatków kukurydzianych. Mi smakował, dobra opcja na śniadanie.

Racja armii indonezyjskiej 24h T2 SP - IMUKAL po prawej

Racja armii indonezyjskiej 24h T2 SP – IMUKAL po prawej

Całość oceniam jako jedną z najsmaczniejszych racji. Pod względem smaku te puszki są na poziomie restauracji, napoje też dość ciekawe, chociaż nie w stylu, który znamy. Gdybym mógł kupować takie dania w naszych sklepach chętnie by gościły na półce w moim domu.

Recenzja video w jęz. angielskim: https://www.youtube.com/watch?v=vPxzpiE8Rrg

 

 

 

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim-The Kitchen studio kulinarne-sierpień 2018

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim  w The Kitchen studio kulinarne w Poznaniu odbyły się z okazji Ogólnopolskiego Festiwalu Dobrego Smaku 16 sierpnia 2018. Ich tematem była wołowina i podroby. Adam jest znanym kucharzem, poznałem go ponad 10 lat temu, kiedy prowadził kuchnię w hotelu, gdzie była restauracja Kurta Schellera – Rialto – w Warszawie. Obecnie ma dwie restauracje specjalizujące się w wołowinie – Ed Red. Relację z mojego pobytu w krakowskiej filii możecie przeczytać tutaj.

Tematem warsztatów była wołowina, w tym wykorzystanie nie tylko najlepszych i najbardziej popularnych części tuszy, ale także podrobów. Pierwszy raz jadłem bycze jądra i świecę wołową. Oprócz tego szef Adam opowiadał wiele ciekawych rzeczy o przyrządzaniu mięsa i dodatków, a także o tym co ma wpływ na jego smak.

Pierwszy raz byłem w tym studio kulinarnym prowadzonym przez Krystiana Szopkę, którego kunszt miałem okazję poznać podczas jego szefowania w Sheratonie , także podczas Festiwalu Dobrego Smaku. Byłem już na wielu warsztatach i musze przyznać, że organizacja i obsługa kuchni tu była perfekcyjna, może chwilami przeszkadzał brak dużych wyciągów, ale najważniejsze – czyli dostępność naczyń, zmywanie, ilość miejsca jest naprawdę dobre. Aha… naostrzcie noże :).

Pierwszą przystawką były….

Bycze jądra w sosie z wędzonej herbaty z poppingiem z kaszy gryczanej i piklami z moreli

Przyznacie, że brzmi nieźle i jednocześnie kontrowersyjnie. Do tej pory jadłem tylko baranie jądra zaserwowane przez Piotra Lenarta i mimo dobrego smaku stawały mi w gardle. Tutaj cochones  były naprawdę wielkie i wymagały obróbki „od zera”. Obróbka nie jest aż tak skomplikowana, Adam pokazał szczegóły i wiara rzuciła się chętnie na te męskie ozdoby.

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim-The Kitchen studio kulinarne-szef objaśnia przygotowanie jąder

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim-The Kitchen studio kulinarne-szef objaśnia przygotowanie jąder

 

Ciekawym dodatkiem do tego był popping (czyli coś w rodzaju popcornu) z kaszy gryczanej. Jadłem już to kiedyś w jakiejś restauracji (chyba w Pasteli) – daje fajne chrupanie i lekką słoność. Przygotowanie jest bardzo proste – kaszę gryczaną prażoną smaży się w gorącym oleju (ale chyba nie każdy producent wychodzi tak samo dobrze), potem odsącza i lekko soli.

 

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim-The Kitchen studio kulinarne-przygotowanie poppingu z kaszy gryczanej

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim-The Kitchen studio kulinarne-przygotowanie poppingu z kaszy gryczanej

Jak mamy przygotowane dodatki (kasza, morele, sos) możemy zacząć smażyć przekrojone na pół jądra na mieszaninie oleju i masła.

Smażymy na rumiano z obu stron i od razu podajemy.

Jak to smakuje ? Konsystencję ma jak bardzo drobno zmielona wędlina, swojego smaku niewiele, zatem potrawie nadają smak dodatki. Sos szczerze mówiąc mnie nie urzekł- ani nie czułem wędzonki, ani czekolady (białej), ale morele w marynacie słodko-kwaśno-korzennej były bardzo dobre. Tym razem nie stawało mi w gardle, ale nie był to dla mnie taki delikates, który chciałbym powtórzyć.

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim-The Kitchen studio kulinarne-bycze jądra z sosem z wędzonej herbaty i czekolady z piklami z moreli i poppingiem gryczanym

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim-The Kitchen studio kulinarne-bycze jądra z sosem z wędzonej herbaty i czekolady z piklami z moreli i poppingiem gryczanym

Druga przystawka to…

Omlet francuski z móżdzkiem cielęcym i kurkami

Omlet francuski to danie, którego swego czasu nasmażyłem się do woli (i więcej) pracując w restauracji w Kopenhadze. Tutaj za nadzienie służył móżdżek cielęcy, kurki, pietruszka i szalotki. Pamiętam z mojego zamierzchłego dzieciństwa, że moja babcia robiła jajecznicę z móżdzkiem. Jadłem to ze smakiem, ale nie przypominam sobie szczegółów.

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim-The Kitchen studio kulinarne-przygotowanie móżdżku

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim-The Kitchen studio kulinarne-przygotowanie móżdżku

Sam móżdżek ma kremową konsystencję i delikatny smak. Warto spróbować, myślę, że w innej proporcji (tak jak w jajecznicy, gdzie jest go więcej) byłby jeszcze lepszy. A sam omlet francuski to dobre opakowanie do starkowanego, dojrzałego sera lub innych dodatków.

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim-The Kitchen studio kulinarne-omlet francuski z móżdzkiem cielęcym i kurkami

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim-The Kitchen studio kulinarne-omlet francuski z móżdzkiem cielęcym i kurkami

Pierwsze danie główne to…

Świeca wołowa z sosem berneńskim

Świeca wołowa to niewielki kawałek mięsa, który napędza przeponę. Jest mały, dlatego nie ma go w normalnej sprzedaży. Ze względu na to, że całe życie mocno pracuje jest mocno „wypracowany” i pełen smaku. Szef Adam przywiózł go ze sobą, ponieważ nie można było tego kupić w Poznaniu. Przygotowanie było proste, w zasadzie ograniczające się do czyszczenia. Można to wrzucić do cyrkulatora sous-vide. Więcej pracy wymagał sos berneński – podczas prezentacji dowiedziałem się co wpływa na jego konsystencję i jak go właściwie przyrządzić. Samo mięso było naprawdę pełne smaku, soczyste. Ze względu na nierówne mięśnie mieliśmy różnie wysmażone kawałki, ale wszystkie były smaczne.

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim-The Kitchen studio kulinarne-świeca wołowa z sosem berneńskim

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim-The Kitchen studio kulinarne-świeca wołowa z sosem berneńskim

Drugim daniem główym był…

Rostbef sous-vide z masłem szpikowym

Rostbef pokroiłem w grube plastry (ok 2,5 cm) – w ten sposób można lepiej kontrolować temperaturę przy smażeniu.

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim-The Kitchen studio kulinarne-rostbef

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim-The Kitchen studio kulinarne-rostbef

Najpierw steki zostały zanurzone w kąpieli 56 stopni po zapakowaniu w worki próżniowe wraz z olejem rzepakowym. Do tego przyrządziliśmy ubite masło z roztopionym szpikiem, szalotką i rozmarynem.

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim-The Kitchen studio kulinarne-rostbef po procesie sous-vide

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim-The Kitchen studio kulinarne-rostbef po procesie sous-vide

Steki zostały dosmażone na patelni i wydane z różyczką masła. Były soczyste i smaczne, chociaż jak dla mnie zbyt gumowe (mięso nie było sezonowane).  Masło to świetny dodatek, chociaż szpiku nie decydował o oryginalnym smaku. Pierwszy raz w życiu jadłem szpik u Adama właśnie w Ed Red w Krakowie – po prostu pieczony – i się nim zachwyciłem. I w takiej postaci lubię go najbardziej.

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim-The Kitchen studio kulinarne-rostbef z masłem szpikowym

Warsztaty z Adamem Chrząstowskim-The Kitchen studio kulinarne-rostbef z masłem szpikowym

 

Warto było wziąć udział w tych warsztatach, bo Adam ma naprawdę ogromną wiedzę o wołowinie i była okazja porozmawiać i wyjaśnić wątpliwości. Cała grupa trafiła się też na poziomie zaawansowanym, co ułatwiało pracę i przyczyniało się do dobrych, końcowych efektów. Nawet jeśli nie wszystkie komponenty dań mnie zachwyciły to na pewno będą inspiracją do moich kulinarnych poczynań. Biorąc pod uwagę dobrze przygotowanie studia – myślę, że wybiorę się na inne warsztaty w The Kitchen studio w Poznaniu.